Co lepsze: rozwój, czy wegetacja?



Pobieranie 9.56 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar9.56 Kb.
Co lepsze: rozwój, czy wegetacja?
Zadłużanie miasta przez Burmistrza i Radnych z poprzedniej kadencji, do których grona miałam zaszczyt należeć, było w kampanii wyborczej wykorzystywane przez opozycję jako straszak i główny zarzut. Nieważny był cel zaciąganych zobowiązań, nieważne, że niektóre pożyczki były częściowo umarzane. Dla przeciwników polityki rozwoju prowadzonej przez Radę i Burmistrza liczył się wyłącznie wskaźnik zadłużenia.

A przecież przy takiej koniunkturze - przy dochodach wzrastających do 2009 r. o kilkanaście procent rocznie i przy niskim oprocentowaniu, wręcz grzech byłoby czekać.

Moim zdaniem budżet gminy przypomina w skali makro - budżet przeciętnej rodziny. Ta milanowska „rodzina” jest zbyt bogata by liczyć na pomoc z zewnątrz, a zbyt biedna by móc inwestować bez kredytów. Gdy nie ma gdzie mieszkać (nie ma bogatych krewnych, czy nadzwyczajnych koneksji) są dwa wyjścia. Pierwsze, to mieszkać kątem u rodziców i oszczędzać przez długie lata odmawiając sobie wszystkiego, aż uzbiera się potrzebną sumę.

Zawsze jest jednak niebezpieczeństwo, że inflacja lub jakiś krach gospodarczy pochłonie oszczędności. Drugie wyjście to zaciągnąć kredyt w banku i spłacać go mieszkając we własnym domu i cieszyć się życiem.

W przypadku rodziny istnieje pewne ryzyko, gdyż możemy stracić pracę i nie móc dalej spłacać rat, a wtedy bank zabierze nasz dom. Dlatego ludzie boją się kredytów i dlatego opozycja straszy nimi mieszkańców. Wobec gminy takie niebezpieczeństwo praktycznie nie istnieje, gdyż jej dochody pochodzą głównie z podatków, a podobno w życiu człowieka wśród dwóch pewnych rzeczy znajdują się podatki.
Kredyty zapewniły miastu rozwój

Według mnie zaciąganie kredytów na ważne inwestycje warunkowało w ostatniej dekadzie rozwój naszego miasta i poprawiło diametralnie poziom życia mieszkańców. Przez ostatnie dwie kadencje wybudowaliśmy dwie hale sportowe, dwa boiska ze sztuczną nawierzchnią, bibliotekę, mieszkania w TBS-ach, dziesiątki kilometrów kanalizacji, wodociągów i dróg. Nie jest moim celem wymienianie wszystkich inwestycji realizowanych przy wsparciu kredytów lub pożyczek. Chcę tylko powiedzieć, że gdyby nie taki sposób finansowania, na taki Milanówek, jaki jest dziś, czekalibyśmy prawdopodobnie kilkanaście lat. I można było czekać, ale po co? Polityka finansowa gminy zawsze prowadzona była w oparciu o obowiązujące przepisy prawa, z zachowaniem dopuszczalnych zasad i wskaźników. Miasto realizowało wszystkie zadania bieżące i w terminie spłacało zobowiązania. Wieloletnia Prognoza Finansowa wykazała, że Milanówkowi nie grozi niewypłacalność. Problemem miasta od stycznia 2011 r. są wyłącznie wskaźniki. Z początkiem Nowego Roku weszło bowiem w życie Rozporządzenie Ministra Finansów Jacka Rostowskiego z dn. 23 grudnia 2010 r., które ( de facto w niekonstytucyjny naszym zdaniem sposób, o czym mowa w innym artykule) nakazuje gminom zaliczyć do długu inne zobowiązania, a w naszym przypadku wykup wierzytelności za budowę przedszkola.

I tym sposobem z bezpiecznego i akceptowanego przez prawo poziomu 57,21 procent

(oznaczającego poziom całkowitego zadłużenia w stosunku do planowanych dochodów rocznych) nasz wskaźnik poziomu zadłużenia wzrósł do 78 procent. Mimo, że w finansach miasta nic się nie zmieniło i jesteśmy równie wypłacalni jak ostatniego dnia grudnia 2010 r., to od 1 stycznia 2011r. wskaźniki przekroczyły dopuszczalną, 60 procentową granicę. Chociaż Rozporządzenie dotknęło wiele polskich gmin, to właśnie Milanówek jako pierwszy podjął Uchwałę o wystąpieniu do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności przepisu z najważniejszym aktem prawnym RP. Rozpatrywanie wniosku przez Trybunał Konstytucyjny potrwa z pewnością wiele miesięcy. Na razie musimy przystosować się do nowego prawa i sobie z tym poradzić. Dlatego na nadzwyczajnym tematycznym posiedzeniu Komisji Budżetu i Inwestycji, która odbyła się 16 czerwca z udziałem nieomal wszystkich radnych, władz miasta, skarbnika i grupy mieszkańców rozmawialiśmy między innymi o wychodzeniu z zadłużenia. Pierwszy krok został zrobiony już wcześniej. Na Sesji Rady Miasta w dn. 24.05.2011 r. radni przeznaczyli kwotę 1.500.000 zł, pochodzącą z wolnych środków, właśnie na spłatę zadłużenia. Dzięki temu wskaźnik zmalał do 72,03%.



Co dalej?

Czekamy na dochody ze sprzedaży naszych działek - przy ul. Podwiejskiej (4 działki po ok. 250 tys. zł netto), przy ul. Okólnej, gdzie 10 maja udało się nam skutecznie zasiedzieć nieruchomość (ok. 450 tys. zł netto) i być może przy ul. Rososzańskiej, jeśli poprawi się koniunktura. Gdybyśmy w br. uzyskali wpływy z tytułu sprzedaży nieruchomości komunalnych w kwocie ok. 1 100 tys. zł to schodzimy do 69,59 % zadłużenia.



Na dzień dzisiejszy największą nadzieję pokładamy w pozytywnym rozstrzygnięciu losów naszego wniosku o środki z Funduszu Spójności. Obecnie poddawany jest już drugiej ocenie merytorycznej i sprawy są na dobrej drodze. Liczymy na to, że w najbliższych tygodniach rzecz zostanie rozstrzygnięta i że jeszcze w tym roku podpiszemy umowę. Zwolniłoby to z naszego budżetu kolejne 8,5 mln zł, co spowoduje spadek wskaźnika poniżej 60 %. A to już jest bezpieczna granica akceptowana przez RIO i Ministra Finansów. Głęboko wierzę i mam ku temu podstawy, że praca Burmistrza i jego służb w całej poprzedniej kadencji zaowocuje w końcu zasłużonym, pozytywnym rezultatem, i że doczekamy się wreszcie na konkretne unijne pieniądze, czego sobie i wszystkim mieszkańcom gorąco życzę.

Bożena Utrata




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna