Czuła się już o wiele lepiej niż nad ranem. Przez okna do ss wpadały wątłe światła gwiazd. Wieczory zawsze były nastrojowe I pomagały jej w skupieniu swojej uwagi na jednej rzeczy



Pobieranie 1.86 Mb.
Strona1/46
Data07.05.2016
Rozmiar1.86 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   46
Czuła się już o wiele lepiej niż nad ranem. Przez okna do SS wpadały wątłe światła gwiazd. Wieczory zawsze były nastrojowe i pomagały jej w skupieniu swojej uwagi na jednej rzeczy. Chciała porozmawiać z mamą… Potrzebowała tego, ale wiedziała, że zbyt wiele by ryzykowała. Wróg mógłby się o tym dowiedzieć. Babci prawdopodobnie więcej nie ujrzy na oczy… Jeszcze się nie przyzwyczaiła do tej myśli. Nigdy się nie przyzwyczai, iż straciła kogoś tak bliskiego samej sobie.

Nagle zauważyła jak z oddalonego końca sali wychodzi Remus. Chyba zbierał się do wyjścia. Według niej powinien zostać w skrzydle szpitalnym, ale nie słuchał nikogo.

- Idziesz już do dormitorium?- spytała z nieukrywanym zawodem. Miała nadzieję, że może tu uda im się w końcu porozmawiać, a on jej unika.

- Przecież mówiłem ci dzisiaj, że nic mi nie jest. – uśmiechnął się do niej spokojnie podchodząc do jej łóżka. Ona jednak widziała smutek w jego oczach. Nie potrafił ukryć przed nią niczego. Zauważyłaby najdrobniejszy szczegół…

- W takim razie dlaczego jesteś smutny?- spytała i natychmiast poczuła jak udziela się jej jego nastrój.

- Nie jestem smutny- skłamał bez mrugnięcia okiem. Naprawdę przytłaczało go poczucie winy. Przez niego do SS trafiły 2 osoby. Najpierw bez skrupułów zaprosił Elvin na Ognistą Whisky, nie dość, że ją upił to jeszcze musiał zostawić, bo przecież pełnia! To była jedna z wielu głupich rzeczy… Oczywiście nie przewidział, iż jeśli spożyje zbyt wiele alkoholu będzie bardziej nieznośny jako wilkołak. Nie pomyślał, że rzuci się na jednego ze swoich przyjaciół. Nawet tak rączy jeleń jak Rogacz nie miał szans… Zabiłby go, gdyby w końcu nie zaczął uciekać. Po co oni go szukali?! Już lepiej zrobiliby jakby zostawili go w spokoju! Z rana sam by jakoś wrócił… Chyba… Naprawdę był im wdzięczny za takie poświęcenie, ale teraz… I na dodatek jak tylko James się przebudził od razu gdzieś polazł! A w jego stanie nie powinien! Pomfrey się wścieknie, a wszystko przecież jego wina. To nie Potter sam sobie zrobił tylko to on zrobił jemu! Przez niego Lily Evans musiała go ratować ryzykując własne życie! Przez niego Jasmine Elvin zatruła się strasznie! Nikt inny nie jest temu wszystkiemu winien tylko on! Nienawidził samego siebie! NIENAWIDZIŁ!

- Remus?- spytała zmartwionym głosem dziewczyna przypominając mu jednocześnie o swojej obecności. Martwiła się bardziej niż kiedykolwiek.

- Ja… Lepiej będzie jak pójdę znaleźć Rogacza…- odwrócił się i poszedł w stronę wyjścia, a gardło ściskał mu żal.

Chłopak zniknął, a ona znów została sama.

- Kogo ty chcesz oszukać Jasmine? On nigdy z tobą nie będzie. Jesteś skazana na samotność.- powiedziała cichutko sama do siebie wierząc, że nikt tego nie słyszy. Nie wiedziała wówczas jak bardzo się myli…

 

 

 



Dorcas od połowy godziny próbowała się pozbyć Blacka z własnego dormitorium, ale ten uparcie wypytywał co się jej stało. Czy nie pomyślał, że choć raz może mieć go dość?! Nie zawsze musi mu ulegać! Nie jest aż tak łatwa nawet dla szkolnego podrywacza!

- Dori, skarbie, ale co cię ugryzło?- spytał zaskoczony Syriusz próbując zyskać jej spojrzenie. Nic nie dawało rezultatów. Zaglądanie wprost w oczy(odwracała wtedy twarz),  chwytanie za dłoń (natychmiast ją zabierała nawet nie zerkając w jego stronę), a przytulanie kończyło się nawet krzykami. Po raz jeden z niewielu Łapa nie wiedział jak się zachować. Uznał to za dość śmieszny fakt.

- Wyjdź stąd.- odparła chłodno nie zwracając na niego uwagi. Pełna była gniewu. Jak on mógł?! I to takie upokorzenie… Gdyby uświadomił ją ktokolwiek inny… Ale dowiedziała się od Malfoy’a! To była przykre doznanie. Nigdy nie poczuła się bardziej oszukiwana, bardziej wykorzystana…  Miała ochotę uderzyć tego niezwykle urodziwego chłopaka, ale powstrzymywała się. Z jeden strony chciała, aby wyszedł, a z drugiej żeby prosił ją o wybaczenie… Żeby poczuł się choć w malutkiej części tak jak ona dzisiaj!

- Nie wyjdę dopóki się nie dowiem co się stało.- uśmiechnął się flirciarsko, ale to też nic nie dało, a wręcz pogorszyło…

- Jak możesz?! Wynoś się!- nie mogła zrozumieć! Teraz ja podrywa, a z rana to co innego robił! Wzięła wazonik z kwiatami stojący przy jednym z łóżek i cisnęła nim w bruneta z całą siłą. Na jego szczęście zdążył się uchylić w porę, za to kwiaty i resztki naczynia leżały teraz na ziemi porozrzucane. Dorcas popatrzyła na odłamki porcelany i nagle coś w niej drgnęło. Rozbiła wazon… Ten, który podarował jej ojciec zanim… zanim…  Zakryła dłonią usta i ukucnęła obok resztek pamiątki. Była taka lekkomyślna! Rozbiła go! Rozbiła! Cały jej świat przewrócił się do góry nogami. Teraz usiadła obok kawałków tego w czym zawsze trzymała świeże kwiaty. Zbierało jej się na płacz, a serce przepełniała gorycz.

Syriusz zauważył nagłą zmianę nastroju wywołaną rozbiciem jakiegoś głupiego wazony na badyle. Wyczuł jednak, że tym razem to było cos wyjątkowego…  Czy odpowiednie byłoby jej teraz przeszkadzać? Patrzył jak piękne, niebieskie oczy dziewczyny stają się co raz bardziej szklane.

- Dor… Wszystko w porządku?- pytanie jemu samemu wydało się mieć bynajmniej głupi sens, ale w obliczu jej smutnego spojrzenia nie mógł inaczej. Kiedy podniosła na niego twarz z tymi płaczącymi oczętami, z trzęsącą się bródką, z czerwonymi policzkami od płaczu i łezką spływającą po jej słodkiej jak nigdy buźce.

- Nie-e!- zaczęła zawodzić. – Ni-ic nie jest dobrze-e!- mówiła przez płacz. Nie mogła się zahamować. – Zosta-aw mnie-e w spoko-oju!- skuliła się pod ścianą ściskając w ręku największą część po wazonie. Żal jej było tego co zrobiła. Ostatnia rzecz jaką posiadała, ostatnia rzecz przypominająca jej ojca, którego już więcej nie zobaczy. Dobrze pamiętała jak kiedyś chciała być tam gdzie on… Był jej bohaterem, dopóki bohater nie zniknął… Z początku pani Meadows wmawiała jej, że on wróci, bo to tylko kwestia czasu. Ale mała Dorcas wiedziała, iż nie pozwoliłby jej czekać. Nie zostawiłby swojej małej córeczki nigdy. Zawróciłby dla niej z drugiego końca świata… I tak dopiero z czasem do Dori dotarło, że jej ukochany tatuś zmarł. Jednak ciągle miała go w pamięci jako najdzielniejszego z dzielnych. A te naczynie podarował jej na urodziny….Ile miała wtedy lat? Nie pamięta! Jak mogła zapomnieć! Szloch stał się głośniejszy, a łzy większe.

- Słońce proszę cię…- Łapa usiadł obok jej i z ulga stwierdził, że się nie odsunęła. – Przecież ten wazonik da się naprawić. – zaczął bardzo łagodnym tonem, a dziewczyna na chwile przestała płakać. Lecz wystarczyło jedno spojrzenie w te boskie oczy rodu Blacków, a znów zaniosła się płaczem.

- Nie da się!- jęknęła ze łzami w oczach.- On był zaczarowany! Teraz już nie będzie działał jak kiedyś!- odepchnęła rękę Syriusza, która próbowała ja objąć. Jak wyglądał jej tatuś? Jak? Nie pamiętała! Nigdy sobie nie przypomni!- znów zaszlochała jeszcze bardziej. Kiedy traci się cos bardzo cennego jest bardzo ciężko. Ten ciężar przytłacza, męczy torturuje. A choćby nie wiem jak się starać i tak kiedyś znów powraca się do tego myślą. Ona powracała miliony razy i zawsze sztylet w jej sercu wbijał się mocniej. Nie wyjmie go nigdy, bo on siedzi tam wetknięty bardzo dobrze… Dokładnie w samo serce. Można to złagodzić wielkim szczęściem tak, że na jakiś czas się zapomina, ale sztylet wypuszcza truciznę i ona zadaje ci ból kiedy się tego najmniej spodziewasz. Dorcas niemalże czuła jak trucizna pochłania całe jej ciało. Ale teraz czara goryczy się przelała.

- Meadows…

- Nie odzywaj się do mnie! – przerwała mu zapominając, iż to ten sam Black, którego kocha całym swym zranionym sercem. – Ja jestem dla ciebie nikim! I nie jestem głupia!- krzyczała pozbywając się żalu.

- Nie prawda!- zaprzeczył szybko.

- Dobrze jest mieć takich przyjaciół jak Lucjusz Malfoy… - ściszyła ton głosu i spróbowała się nieco opanować.- Zawsze mogą do nas podejść w porze śniadaniowej i porozmawiać. Powiedzieć wiele ciekawych rzeczy….- spojrzała nieprzytomnie w okno.

- Ale co to ma wspólnego z tym wszystkim? To on cię tak wyprowadził z równowagi? Przysięgam, że jak go dorwę to…- ona go nie słuchała. Myślami wróciła do WS kiedy to podszedł do niej ślizgom z mściwym i drwiącym uśmieszkiem na twarzy… Przypominała sobie jak mówił jej o licznych spotkaniach, które odbyła z Blackiem, choć nie jest jego dziewczyną. Nie zapomniał jej ubliżyć i poniżyć przed wszystkimi. Jednak nie zwróciła na to uwagi. Odgryzła się i na tym by się skończyło, gdyby nie wskazał jej palcem dalekiego kata wielkiej sali… Tam stał Syriusz Black i jakaś dziewczyna. Sądząc po szatach była ze Slytherinu, a patrząc na zachowanie Łapy… on… on z nią flirtował. Kiedyś z nią zerwał dla innej, a teraz podrywał dwie na raz!

Dorcas popatrzyła na chłopaka wściekłym spojrzeniem i wyrzuciła mu wszystko. Opowiedziała o dzisiejszej rozmowie z Malfoy’em i nie zapomniała mu powiedzieć jaki z niego egoista, flirciarz, dupek, palant, żigolo, drań i wiele innych.

Syriusz nawet się nie odezwał. On wiedział, że mówiła prawdę, ale w sumie nigdy jej niczego nie obiecywał… Więc skąd teraz ten szalony pomysł w jego głowie? Nie zrobi tego! Faktem jednak było, iż ślizgonka to lekka przesada… Powinien wyrywać kogoś z Ravenclawu, Hufflepuffu, a najlepiej z Gryffindoru… Dlaczego by więc nie….(?) Sam sobie się dziwił mając takie pomysły! Nie może to wbrew jego zasadom! Popatrzył na podpuchnięte jeszcze oczy Meadows i zrobiła mu się jakoś smutno… Czyżby wyrzuty sumienia? Spuścił ze smutkiem głowę…

- Przepraszam.- wyszedł zamykając powoli drzwi.

Tylko tyle? Dor patrzyła z rozwartymi ze zdumienia ustami. Nie będzie się starał jej odzyskać? Samo „przepraszam”?! Czyli rzeczywiście jest mu obojętna! Znowu dała się nabrać!- zerknęła na rozbity wazon i znów zaczęła płakać….

 

 



 

 

Sheryl szła wściekła! Jak Flitney mógł tak ja wrobić?! Przecież miała sama zgłębiać tajniki starożytnej magii! Bez pomocy jej największej konkurentki nie tylko w życiu szkolnym, ale również i prywatnym! Jak to możliwe! I jeszcze mają się tak dobrze zrozumieć, żeby jedna czuła się jak w ciele drugiej! To musiał wymyślić już jakiś palant! Jej kroki stawały się co raz bardziej energiczne. Co on miał na myśli? „Jak w ciele drugiej…” Nie istnieje zaklęcie, które zamieniłoby im ciała! Zrozumieć siebie nawzajem….



Nagle doznała olśnienia! Wie o co chodziło profesorowi! I tym razem musi przyznać mu rację! Nawet jej to się spodobało… Tym razem ona też wyciągnie korzyści… Czym prędzej pospieszyła do dormitorium. Musi dogonić Lilyanne i przekazać jej swoje spostrzeżenia, przekonać i wprowadzić plan w życie. Wtedy wszystko się może zmienić….

 

 



- No i dlatego wtedy musiałem to zrobić.- skończył swój wywód chłopak z niesamowicie rozczochranymi włosami. Siedział w schowku na miotły tuż obok dziewczyny swego życia, miejsce rozświetlał promień światła padający z różdżki Lil. Ruda znudzona tymi ciągłymi wymówkami miała dość. Godzina spędzona z Potterem to katorga, a zapowiadało się, iż zostaną tu na całą noc. Nie krzyczała o pomoc, bo i tak już ją wszyscy obgadywali, a co by się stało gdyby ktoś ją zobaczył z tym, którego uratowała?! Bała się myśleć. Postanowiła poczekać aż zostaną znalezieni przez szkolnego woźnego.

- Ale to nie tłumaczy czemu się nad nim znęcasz.- odcięła się. Już od jakiegoś czasu zaczęła wytaczać przeciw niemu zarzuty. Przypominała mu wszystko od pierwszej klasy, a on próbował się tłumaczyć. Irytował ją jego głupkowaty wyraz twarzy, jego sposób bycia, jego… jego sama obecność była wystarczająco denerwująca!

- Oj Lily! Przecież ciebie samą niejednokrotnie nazwał… no… sama wiesz jak. A mnie denerwuje, że tacy jak on się tułają po Hogwarcie i obzywają tak prześliczne czarodziejki jak ty. Pomyśl o tym w ten sposób: on z pewnością wyrośnie na zakałę tego społeczeństwa.- uśmiechnął się łobuzersko patrząc wprost w kusząco zielone oczy.

- To tacy jak ty są zakałą społeczeństwa. – rzuciła mu jadowitym tonem. Nie wytrzymywała z nim nerwowo. Wręcz nienawidziła całym sercem.

- Mniejsza z tym.- zakończył temat James. – A co z tobą? Czemu mnie zawsze odpychasz?

- Phi!- prychnęła pogardliwie. – Może dlatego, że nienawidzę próżniaków, którzy zachowują się jak napuszone pawie, kiedy wsiadają na tę swoją „wspaniałą” miotłę i popisują się różnymi technikami łapania znicza, którego i tak ukradną! – mówiła co raz głośniej starając się zachować spokój.

- Czasem trudno jest odróżnić miłość od nienawiści.- uśmiechnął się flirciarsko wiedząc, iż lada chwila dziewczyna wybuchnie.

- Czyli co sugerujesz?! – wydarła się nagle.- Że ja niby kocham kogoś takiego jak ty?! To śmieszne!- przewróciła oczami z najwyraźniejszą ochotą przyłożenia mu.

- Tego nie powiedziałem.- jeszcze bardziej wyglądał na zadowolonego niż wcześniej. Dobiło ją to.

- Jesteś idiota.- rzuciła odwracając twarz.

- A ty jesteś śliczna. – znów patrzyła na niego groźnie gotowa zaatakować.

- Próżniak.- obzywanie go miało na celu wyprowadzenie go z równowagi. Szczerze wierzyła, iż to sprawi jej niezmierną satysfakcję. W sumie dlaczego tylko ona ma być podenerwowana?!

- Moja królewna.- chłopak uśmiechał się przyjaźnie i najspokojniej w świecie obserwował jej zachowanie jakby na cos czekał.

- Spadaj durniu! Jesteś najgorszy z najgorszych!- burzyła się co raz bardziej…

- A ty jesteś najwspanialszą dziewczyną jaką znam. – ten jego stoicki wyraz twarzy był najgorszy! Miała wrażenie jakby odbierał jej słowa jako komplementy! A przecież powinien rozpocząć z nią otwarta walkę! Tego oczekiwała i to chciała osiągnąć!

- A ty jesteś bałwanem.

- A ty jesteś urocza.

- Jesteś zakochany w sobie!

- Jesteś miłością mego życia…

- Mam cię dość Potter!- krzyknęła ze złością ledwo powstrzymując się od podniesienie ręki. Dawno nie odczuwała takiej chęci uderzenia kogoś. Ostatnio było to na wakacjach kiedy Petunia strasznie jej dokuczała (wtrącenie od autorki: pozdro dla Jen:P) właśnie wtedy zaczęła się z nią bić we własnym pokoju, którego potem nie mogła doprowadzić do porządku.

- Za to ja jestem pewien, że nigdy mi się nie znudzisz.- triumfował, a ona kipiała ze złości. Taka bezradna z pragnieniem zemsty.  – Liluś pogódź się z tym- podniósł jedną brew co było wyrazem niezwykłej pewności siebie, którą Evans nazywała bezczelnością. – przeciwieństwa się przyciągają. Jesteśmy dla siebie stworzeni.- uśmiechał się teraz z rozbawieniem i czymś jeszcze czego ona nie nauczyła się rozpoznawać w jego twarzy.

- Wiesz co ci powiem?!- starała się mówić powoli i spokojnie, ale i tak było widać jak walczy z sama sobą, aby nie wrzeszczeć. – Nie licz na to Potter! I nigdy, przenigdy NIE MÓW DO MNIE LILUŚ! – sama nawet nie zauważyła jak zamachnęła się, by dać James’owi siarczystego liścia. Rogacz był jednak na to przygotowany. Jej dłoń była tuz przy jego policzku kiedy złapał ją za nadgarstek. Bawił się świetnie choć nieco go martwiło, iż jest aż tak wściekła.

Lily westchnęła głośno z wyraźną złością. W myślach przeklinała dzień, w którym pojawił się ten zapchlony okularnik!

- Nie denerwuj się skarbie.- mówił szczęśliwy James nie puszczając jej ręki. Wciąż istniała mała szansa, ze zrobi to ponownie, albo dokończy swoja malutką zemstę. Jednak w jego oczach istniała jako słaba kobieta kryjąca to swoim ognistym charakterem.

- NIE MÓW DO MNIE SKARBIE!- chwyciła drugą ręką jego dłoń i ścisnęła z całej siły. Chłopak zaskoczony jej agresywnością nawet nie zareagował. Szczerze mówiąc lekko odczuł jak ściska mu nadgarstek, ale nie zadała mu tym bólu takiego jakiego chciałaby.

- Jakaś ty nerwowa dzisiaj.- tonął w głębi jej wspaniałych oczu. Potrafiła utopić go na dobre… Przestawało się wtedy liczyć dla niego wszystko prócz tego spojrzenia. Nieświadomie go hipnotyzowała… Zaczął się zbliżać…

Ruda patrzyła zaskoczona i nagle dojrzała te same niebezpieczne iskierki w oczach Pottera. Modliła się, aby to był tylko wytwór jej wyobraźni… Wątpliwości rozwiały się, kiedy zauważyła jak odległość między nimi znacznie się zmniejsza.  Ogarnął ją strach. Byli sami, a ona nie wiedziała czego się może spodziewać po James’ie.

- Potter ani mi się….- nie dokończyła. Nawet nie zwracał uwagi na jej słowa. Musiała działać a nie mówić. Wciąż wściekła skupiła się na ręce, która przytrzymywała jej nadgarstek. Szybkim ruchem przyciągnęła ja do siebie i ugryzła!

- Auć!- Rogacz natychmiast uwolnił ją ze swego uścisku i odsunął się. Odetchnęła z ulgą.

- Puść mnie!- rozkazała patrząc na niego wściekle.

- Ależ Evans. Jak się przyjrzysz to dojdziesz do wniosku, iż ja właśnie puściłem twoją rękę, za to twoja ręka nie puściła mnie.- na jego twarz powrócił ten łobuzerski uśmiech przystojniaka. Lil rzeczywiście zapomniała o swojej drugiej ręce. Natychmiast ją cofnęła. Opanowała się w jednej chwili. Wzięła kilka głębokich oddechów popatrzyła zdruzgotana na różdżkę. Jak długo tu jeszcze będzie?

- Ej! Nie powinnaś się tak smucić. – delikatnie podniósł jej twarz.

- Wcale nie jestem smutna.- odwróciła wzrok nie chcąc nawet obdarzyć go przelotnym spojrzeniem. W myślach szukała sposobów na wydostanie się stąd. Wszystkie zaklęcie, które znała zawiodły.

- Jak uważasz. Ja i tak wiem swoje.- nie mógł oderwać od niej wzroku. Ruda wpatrzyła się w widoczne bandaże na jego ciele. Zastanawiała się jak długo je ponosi i jakim cudem tak szybko odzyskał siły. Nagle dojrzała na jego szyi łańcuszek. Nie pamiętała, aby nosił cokolwiek. Spojrzała w jego orzechowe oczy i zmarszczyła brwi.

- Cos się stało?- zapytał Rogacz widząc nagłą zmianę w wyrazie twarzy dziewczyny.

- Co to za łańcuszek?- wskazała na przedmiot, który nagle ją zaabsorbował.

- To…- wyciągnął medalion zza koszulki.- to jest medalik ze zdjęciem osoby, na której bardzo mi zależy. – pokazał jej zawieszkę w kształcie serduszka a na samym jej środku dziewczyna ujrzała podobiznę…

- Rachel?- zdziwiła się widząc twarz o wielkich brązowych oczach, pełnych ustach i kształtnym nosie, którą otaczały długie fale gęstych włosów koloru ciemny brąz. Była starsza o rok i każdy chłopak uważał ją za jedną z najlepszych w szkole. Rok temu chodziła z James’em. Czyżby wciąż o niej myślał? Poczuła dziwne ukłucie na tę myśl. Drażniła ją ta świadomość.

- Tak…- Potter odpowiedział ostrożnie widząc jak Lily się nachmurzyła. Przez krótką chwilę zastanawiał się i w końcu postanowił odkryć przed nią tajemnicę.- Obiecaj, że się nie wściekniesz jak ci pokażę coś.- spojrzała z wyraźnym zaciekawieniem na okularnika. Ten delikatnie potarł zdjęcie, a osoba na nim natychmiast zaczęła się zmieniać. Teraz Lil zauważyła rudowłosą panienkę o zielonych oczach. Była uśmiechnięta i szczęśliwa. Poznawała tą fotografię. Była robiona w te wakacje, ale jakim cudem Potter ja zdobył… Zginęła jej tuż po wywołaniu filmu.

- Skąd ją masz?!- spytała ostrym tonem.

- Nie ważne. W każdym bądź razie Rachel była dla przykrywki. Na wypadek, gdybyś kiedyś dorwała ten medalik. – schował go dokładnie.- Nie musisz więc być zazdrosna. – popatrzył na nią uradowany.

Najpierw chciała dociekać skąd dostał jej wakacyjne zdjęcie, ale w ostateczności skupił jej uwagę na ostatnim zdaniu.

- Że niby ja zazdrosna?! O ciebie?! W życiu! Chyba sobie nie wyobrażasz co to znaczy tak bardzo kogoś nienawidzić jak ja ciebie! Takie bęcwała jak ty powinno się….- James doskonale wiedział, że teraz nic jej nie uspokoi, ale przynajmniej nie wnikała w szczegóły tej fotki. Patrzył jak Evans właśnie wyrzuca z siebie całą złość i nagle doszedł do wniosku, iż istnieje jeden sposób, który ją uspokoi… Bez namysłu i nie bacząc na konsekwencję szybkim ruchem zbliżył się do Rudej na tyle, aby swoimi wargami dosięgnąć jej ust. I udało mu się! Przez chwilkę nie wiedziała co się dzieje, dała mu odrobinę czasu i nagle szybko oderwała się.

- Co ty sobie myślisz?!- krzyknęła do niego gotowa kopnąć. Po jego oczach jakoś wiedziała, że za chwilkę spróbuje ponownie. Były w nich te dzikie iskierki.- Nawet nie próbuj…- i zauważyła jak spojrzał na jedyne źródło światła jakie posiadali- jej różdżkę. – Wyciągnęła rękę i nagle….

- Nox!- głos James’a rozszedł się w jej głowie. W jednej chwili straciła z widoku swoją ostatnią deskę ratunku. Zapanowały ciemności.

- Potter?- spytała drżącym ze zdenerwowania głosem. I nagle znów poczuła jak ich usta się spotykają. Była całowana, ale ta świadomość do niej docierała dopiero po kilku sekundach, tak jakby na chwile ktoś ją wyłączył i była całkowicie bierna. Przez ten króciutki czas sama siebie złapała, iż przez chwilkę chciała wcale nie przerywać tego kontaktu fizycznego. Jednak zwyciężył rozsądek! Znowu przerwała i wzięła głęboki oddech próbując dojrzeć w ciemności tego wstrętnego Rogacza. Nie widziała jednak nic! – Jesteś okropny.- powiedziała spokojnie i nagle poczuła jak czyjaś ręka przyciąga ją do siebie. Jej ciało ściśle przylegało do jego ciała, a usta łączyły się w 4 już pocałunku.

James czuł, że tym razem Lily jest bardziej uległa. Pozwolił sobie nawet na krótką przerwę w całowaniu, aby to sprawdzić. I rzeczywiście! Nie odwzajemniała pocałunków, ale nie broniła się tak jak za pierwszym razem. To było bardzo pocieszające. Sam oddawał się dość przyjemnej atmosferze. Tak może spędzać całe życie…

Ruda nawet nie zauważyła jak z jej różdżki znów wydobywa się promień światła oświetlając całe pomieszczenie. Przez chwilkę miała wielką ochotę objąć chłopaka… Przytulić go do siebie… Już prawie to uczyniła, ale przypomniała sobie. „Lil co ty najlepszego wyprawiasz! To jest przecież James Potter!” . Odwróciła szybko twarz.  Ale po kilku przeniosła wzrok na orzechowe oczy. Teraz te iskierki w nich dawały jej motywację. Wydawały się być dziwnie przyciągające i magnetyzujące.

Także i on dostrzegł w przepięknych zielono migdałowych oczętach coś czego wcześniej nie było. Żył w nich najprawdziwszy żar, który rozpalał go do granic możliwości! Przez moment był gotów znowu ją pocałować pewny swojej wygranej. Powoli zaczął się nachylać i… i się rozmyślił. I wtedy spotkało go coś nieoczekiwanego. Poczuł jak ręce dziewczyny zawieszają się na jego szyi, a dłonie trafiają we włosy miętosząc je we wspaniały sposób. Sama Evans przycisnęła do niego swoje usta z niezwykłą szybkością obdarowując go wspaniałymi i namiętnymi pocałunkami. Nie spodziewał się takiego zachowania po szkolnej prymusce, ale najwidoczniej była taka jak jej temperament- ognista… Lil przybliżyła się do niego i nie zwróciła uwagi kiedy oboje zaczęli leżeć na podłodze. Lily z początku na górze nie mogąc oderwać się od James’a. Nie dawała mu wytchnienia. Zupełnie jakby zaraz miał rozpłynąć się w powietrzu! Uciec, albo jakby dostała nową zabawkę, która jak najszybciej musi wypróbować.

Potter był wniebowzięty zapałem Evans. Nadzwyczaj mu to odpowiadało, no i oczywiście czerpał z tego korzyści. Już dawno powinien był wykorzystać właśnie taki sposób. Istniało tylko jedno, ale: musiał ją jakoś opanować, bo brakło mu powoli tchu. Bał się odezwać, aby nie odzyskała dawnej świadomości i trzeźwości umysłu. Nagle wpadł na pomysł. Powoli przewrócił ja n plecy nie odrywając się od jej warg. Teraz to on był na górze. Taka sytuacja zdarzała się do tej pory jedynie w snach i jego wyobraźni. Odruchowo położył rękę na jej talii. Udało mu się zwolnic nieco obroty choć nie ucierpiała na tym namiętność między nimi. Jego dłoń zaczęła wędrować co raz wyżej.. i wyżej….

Nagle drzwiczki się otworzyły a z wejścia z wyrazem szczerego zaskoczenia przypatrywało się im 4 osoby i 5 w tle…

 

 



 

Syriusz wrócił do swojego dormitorium i opadł bezwładnie na łóżku.

- Nie jesteśmy dziś w humorze?- spytała Sheryl wychodząc zza kotary do miejsca spania Remusa.

- A ty co tu robisz?- zastanowił się nagle Black.

- Spokojnie, byłam u niego.- wskazała wychodzącego Lupina.- I już wychodzę. – drzwi zaskrzypiały i już jej nie było…

- Co ona od ciebie chciała?- spytał zdezorientowany Łapa.

- Ekhem.. Powiem ci później. – zrobił tajemnicza minę Lunatyk dając mu do zrozumienia, iż niczego się nie dowie i że ma lepsze wiadomości.

- A tak na marginesie, wróciłeś już?- rozłożył się wygodnie Black. Wpatrując się w swoje buty. Wciąż nie mógł zapomnieć o kłótni z Dorcas. Zostawił ją. Przecież i tak by to zrobił. Skąd nagle w nim takie wyrzuty sumienia? Niczego jej nie obiecywał. Oszukał w ten sposób niejedną.



  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   46


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna