Dĕjiny Nyského knižectvi


Nysa - OPOWIEŚĆ O NYSKIM KOROWODZIE ŚMIERCI



Pobieranie 0.69 Mb.
Strona3/22
Data07.05.2016
Rozmiar0.69 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   22

Nysa - OPOWIEŚĆ O NYSKIM KOROWODZIE ŚMIERCI

Bardzo wielu nysan ma do dnia dzisiejszego przed oczami grozę, jaką niosła powódź w 1997 roku. Dziwnym trafem, a bardziej chyba cudem, jej skutki ominęły naszą katedrę. Czasami się zastanawiam, czy nie była to kolejna interwencja jej patrona, to znaczy św. Jakuba.

Niestety w 1938 roku chyba zapomniał o niej, gdyż groźna powódź jaka wówczas nawiedziła nasze miasto, poczyniła w niej olbrzymie spustoszenie. Kiedy woda ustąpiła, posadzka kościoła zaczęła się w wielu miejscach zapadać. Przeprowadzone wówczas prace archeologiczne odsłoniły wiele grobów oraz fragmenty pierwszej romańskiej świątyni poświęconej przez biskupa Jarosława w 1198 roku. Kości z tych grobów zebrano i złożono w krypcie znajdującej się w pobliżu ołtarza. Podczas tych prac odkryto również grobowiec, w którym pochowana była młoda dziewczyna ubrana w suknię ślubną, a wyglądała, jak powiadają, jakby przed chwilą zasnęła. To sensacyjne odkrycie wzbudziło wówczas wiele emocji, ponieważ nie było żadnych przekazów na ten temat. Czyżby był to dowód na przekaz zachowany w przepięknej legendzie, która opowiada o wspomnianym w tytule korowodzie śmierci?

Dawno, dawno temu w nyskim ratuszu rozegrała się wielka tragedia. Zmarła żona burmistrza, pozostawiając go z małą, niedawno urodzoną córeczką Emmą. Ten, nie mogąc sobie poradzić z jej wychowaniem, wysłał ją do swojej siostry mieszkającej w dalekiej nadreńskiej krainie. Tam wyrosła na piękną pannę o wielkich niebieskich oczach, w których zakochał się młody malarz Wido. Emma po kryjomu odwzajemniała to uczucie, ukradkiem posyłając mu figlarne spojrzenia. Niestety, nadszedł czas, kiedy trzeba było wracać do ojca w dalekiej Nysie, o której Emma już zapomniała. Wido bardzo tęsknił za nią i nie mogąc znieść dłużej rozłąki, wyruszył pieszo za ukochaną. Trudy wędrówki pokonywał dzięki obrazowi Emmy, który zachował głęboko w sercu. Kiedy doszedł do pięknych i wyniosłych gór na Śląsku, zatrzymał się na dłuższy odpoczynek w przydrożnej karczmie. Gdy się posilał, dosiadł się do niego starszy mężczyzna, który od pierwszego wejrzenia przypadł zakochanemu malarzu do serca. Kiedy tak sobie gwarzyli, nie wiadomo kiedy, Wido opowiedział mu o swoim celu podróży i zwierzył się ze swojej wielkiej miłości do Emmy. Historia tak spodobała się rozmówcy, że od razu wyraził gotowość wsparcia go w biedzie i postanowił wyruszyć z nim w dalszą drogę, na co Wido przystał z wielką radością. Starszy mężczyzna zwał się Willibald i był wirtuozem gry na fujarce. Tak pewnego dnia obaj wędrowcy dotarli wreszcie do starego pięknego grodu, gdzie zakochany Wido miał nadzieję zobaczyć wreszcie swoją ukochaną. Zamieszkali w skromnym pokoiku na poddaszu, niedaleko ratusza. Willibald dzięki swojej pięknej grze od razu zyskał dużą popularność w mieście i nie było wesela czy jakiejś innej uroczystości, na której nie przygrywałby do tańca. Skomponował muzykę do tańca, który nazwał tańcem dziadka”. Zawsze, kiedy ją zagrał, już po pierwszych taktach, nogi siwych matron i zgarbionych starców jak zaczarowane, same wyruszały do tańca.

W przeciwieństwie do niego, Wido cały czas przesiadywał w pokoiku, gdzie oddał się całkowicie malarstwu. Każda żeńska postać, nawet madonna na jego obrazach nosiła rysy ukochanej Emmy. Kiedy nie malował, zawsze można go było spotkać pod ratuszem, gdzie wpatrywał się w okna z nadzieją, że ją chociaż przez chwilę ujrzy.

Burmistrz, ojciec pięknej Emmy, był człowiekiem bardzo wyniosłym i despotycznie rządził miastem. Często, nawet z błahego powody, srogo karał winowajcę, co budziło w mieszczanach coraz większą nienawiść do niego. Zapewne poczułby się głęboko urażony w swej wyniosłej dumie gdyby się dowiedział, że jakiś nikomu nie znany malarz śmie podnosić oczy na jego córkę, ponieważ przeznaczył ją dla męża, którego upatrywał w najwyższych kręgach nyskiej arystokracji. Za drobne przewinienie nakazał pojmać bratanka rajcy miejskiego i uwięzić go w ziębickiej wieży. Była to kropla, która przelała brzegi pełnego nienawiści pucharu. Mieszczanie się zbuntowali i ruszyli do ratusza uzbrojeni w siekiery i piki w celu położenia kresu niecnym rządom znienawidzonego tyrana. Nawet straż miejska nie stawiała specjalnego oporu w tym desperackim marszu. Tłum rozjuszonych mieszczan postanowił podpalić ratusz, żeby w ten sposób wykurzyć burmistrza i ostatecznie się z nim rozprawić. Zrozpaczony Wido, bojąc się o życie swojej ukochanej, której przerażoną twarz ujrzał w jednym z okien, zakrzyknął na przyjaciela, żeby ją ratował. Nagle, w tym ogromnym tumulcie zabrzmiała ulubiona przez wszystkich melodia „tańca dziadka”. Gwar ucichł, twarze napastników złagodniały i zamiast ataku na ratusz, tłum jak zaczarowany, ruszył tanecznym krokiem za Willibaldem, który okrążył rynek i ruszył dalej ulicą Wrocławską, w ten sposób plac przed ratuszem wkrótce opustoszał. Nagrodą dla uszczęśliwionego malarza był uśmiech, który przesłała mu z okna rozkochana w nim, teraz już na zabój, Emma.

Jakże inne było podziękowanie burmistrza za uratowanie mu życia. Na drugi dzień rano, wezwał do siebie Willibalda i wyniośle podziękował mu za wybawienie go z poważnej opresji.

Obiecał nawet, że spełni jego życzenie, nawet jeśliby miało ono kosztować połowę jego majątku. Nie dla pieniędzy i nagród uczyniłem to szlachetny panie – odpowiedział na to grajek.

Przybyłem tu by pomóc spełnić marzenie mojego przyjaciela, malarza Wido.

Jeżeli to możliwe, proszę cię dostojny burmistrzu o rękę twojej ukochanej córki dla niego - dokończył.

Z wyniosłym i chmurnym obliczem wysłuchał burmistrz tej śmiałej prośby pospolitego jego zdaniem grajka. Głęboko urażony, nie udzielił mu żadnej odpowiedzi, wezwał straże i nakazał uwięzić bezczelnego śmiałka w wieży ziębickiej.

To taka jest twoja nagroda!!! – zawołał pełen goryczy Willibald.

Nie stawiając żadnego oporu, pozwolił się uwięzić. Wieść o niecnym postępku tyrana lotem błyskawicy obiegła miasto. Oburzeni mieszczanie ponownie zaczęli protestować i szykowali się do ponownego szturmu na ratusz. Tyran, pomny ostatnich zamieszek, nakazał rozpuścić pogłoski, że grajek jest złym czarnoksiężnikiem, którego przyrównał nawet do szczurołapa z Hameln. Zwołany przez burmistrza naprędce sąd, ze strachu przed czarami, skazał Willibalda na śmierć prze spalenie na stosie. W taki właśnie sposób postępowano wówczas z wszystkimi, których podejrzewano o czary czy rzucanie uroków. Do tego celu wybudowano nawet specjalny piec, który miał się znajdować za miastem, przy drodze do Prudnika. Rankiem, następnego dnia, miasto obiegła sensacyjna wiadomość, że w celi znaleziono martwego grajka. Być może to niecny burmistrz obawiając się, że może on przy pomocy czarów zagrać mu jeszcze raz na nosie, nakazał go po cichu zgładzić? Pochowano go pod murem cmentarza, który znajdował się za miastem. Minęło kilkanaście dni, mieszkańcy zaczęli już zapominać o ostatnich zajściach. Jednak po niedługim czasie, zaniepokojona straż miejska powiadomiła burmistrza, że o północy, na cmentarzu za miastem ktoś na fujarce gra „taniec dziadka”. Melodia jest tak skoczna ze porywa do tańca wszystkich pochowanych tam zmarłych!!! Po kilku dniach, o północy tańczący korowód, na czele którego podążał grający na fujarce Willibald, ruszył do miasta. Dziwnym trafem, za każdym razem korowód wędrował drogą, którą wcześniej grajek wyprowadził oblegający ratusz rozjuszony tłum mieszczan.

Jednak życie musi toczyć się dalej. Niedługo po tym, miało się odbyć wesele córki jednego z ważnych rajców. Miasto przygotowywało się do hucznego weseliska, zapominając o strasznym tańczącym korowodzie. Jednak w noc poprzedzającą zaślubiny, z cmentarza wyruszył korowód, który tym razem zmienił trasę i przybył pod dom oblubienicy. Wilibald, grając pięknie na fujarce, porwał do tańca młodą pannę, która jak zaczarowana, dołączyła do tancerzy i zniknęła razem z nimi. Zdarzało się tak zawsze, kiedy w grodzie miało się odbyć następne wesele. Wszystkie młode panny zabierał ze sobą tańczący korowód. Przerażeni mieszczanie zaczęli kojarzyć te nieszczęścia ze złym burmistrzem. Przypomnieli sobie o jego złamanej obietnicy, którą dał Wilibaldowi. Przerażony o swój los, zgodził się już bez żadnego oporu oddać rękę swojej córki malarzowi Wido. Rozpoczęto przygotowania do zaślubin. Wszyscy z niepokojem oczekiwali na noc poprzedzającą wesele. Jakie było ich przerażenie, kiedy o północy korowód rozpoczął swoją wędrówkę. Zamarli, kiedy korowód zbliżał się do wrót ratusza. Jednak tym razem Willibald nie wkroczył do komnat, tylko tanecznym krokiem weszły tam wszystkie panny, które wcześniej zostały przez niego uprowadzone. Budząc się z letargu, wpadały w ramiona swoich ukochanych i szczęśliwych rodziców. Następnego dnia odbyło się huczne weselisko Wida i Emmą, którzy jak w każdej baśni, żyli potem długo i szczęśliwie. W ten oto sposób Willibald nawet za grobu, spełnił swoją obietnicę daną niegdyś przyjacielowi. Czyżby nieszczęsny burmistrz miał rację, że grajek był czarnoksiężnikiem? Tańczący korowód nie pojawił się już nigdy więcej.

Na jednym z pilastrów katedry wyryty jest piękny relief. Kiedy go zobaczyłem, od razu wydał mi się piękną ilustracją do opisywanych tu wydarzeń. Czy jednak wszystkie młode panny obudziły się wówczas z letargu? Spokoju nie daje mi wspomniane na wstępie odkrycie archeologów. Być może dlatego, trumna z młodą panną wróciła na swoje miejsce, a nie trafiła do wspólnej mogiły w krypcie?




1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   22


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna