EaFCd e adaE a Dym jałowcaDhga (A7) Ref. D fisgadhga przeogromna ziemioaCd e ref. F e F e łaniaCGafg c


Ogień Zwyczaj to stary jak świat Cd Ogień, ogień, ogień GC Rozpalmy blisko nas



Pobieranie 1.08 Mb.
Strona2/14
Data02.05.2016
Rozmiar1.08 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   14

Ogień

Zwyczaj to stary jak świat Cd

Ogień, ogień, ogień GC

Rozpalmy blisko nas


Ogień, ogień, ogień
Dla spóźnionego wędrowca

Dla wszystkich spóźnionych w noc

Rozpalmy tu, rozpalmy tu

Ogień, ogień, ogień


Pierwsza gwiazdka już wzeszła

Czas by ogień rozpalić

Lipy, sosny i buki

Chylą gałęzie w oddali


Najpiękniejsze ognisko

Z trzaskiem sypią się skry

Wokół samych przyjaciół masz

Więc śpiewaj z nami i ty



Chyba już można iść spać

Chyba już można iść spać Ce

Dziś pewnie nic się już nie zdarzy. Ce

Chyba już można się położyć. Ce

Marzeń na jutro trzeba na marzyć. FeC
Tamtą kartkę z wczorajszej nocy CFC

Trzeba zmiąć i położyć w koszu

I od nowa na nowej kartce

Pisać nowy nie miłosny list do losu.


Albo donos napisać na życie,

Bo należy mu się swoją drogą.

I podpisać zgryźliwie życzliwy,

Tylko gdzie to wysłać i do kogo?


Takie łóżko, a taka dobra rzecz.

To był świetny pomysł z tym łóżkiem.

Jeśli chcesz sobie życie poprawić

To wystarczy poprawić poduszkę.


Chyba nie można iść spać.

Dzisiaj na pewno coś się zdarzy.

Chyba nie można się położyć.

Buty na alarm trzeba założyć



Szara lilijka

Gdy zakochasz się w szarej lilijce ad

I w świetlanym, harcerskim krzyżu, Ea

Kiedy olśni cię blask ogniska ad

Jedną radę ci dam. Ea
Załóż mundur i przypnij lilijkę, ad

Czapkę na bakier włóż, GCE

W szeregu stań wśród harcerzy ad

I razem z nimi w świat rusz. Ea


Razem z nimi będziesz wędrował

Po Łysicy i Świętym Krzyżu,

Poznasz szlaki Gór Świętokrzyskich,

Które powiedzą ci tak:


Gdy po latach będziesz wspominał

Dawne dzieje z harcerskiej drużyny

Swemu dziecku, co dorastać zaczyna

Jedną radę mu dasz:



Ballada rajdowa

Właśnie tu, na tej ziemi, GD

Młody harcerz meldował CG

Swą gotowość umierać za Polskę.

Tak jak ty niesiesz plecak,

On niósł w ręku karabin,

W sercu radość, nadzieję, troskę.

Może tu w Nowej Słupi, Daleszycach, Bielicach

Brzozowymi krzyżami znaczonych,

Swą dziewczynę pożegnał

Nic nie wiedząc, że tylko

Kilka dni życia mu przeznaczonych.


Naszej ziemi śpiewamy, G

Ziemi pokłon składamy, D

Taki prosty, zwyczajny, harcerski. CDG

Niechaj echo poniesie tę balladę rajdową GD

W nowe jutro i w przyszłość nową. CDG
Na pomniku wyryto,

Że szesnaście miał wiosen,

Że był śmiały, odważny, radosny.

Kiedy padał, płakała cała puszcza jodłowa.

Nie doczekał czekanej tak wiosny.

I choć on nie doczekał,

To nie zginął tak sobie,

Przetarł szlak, którym dzisiaj wędrujesz.

Kiedy tak przy ognisku

Śpiewasz sobie balladę,

Tak jak on w sercu ojczyznę czujesz.

Ramię pręż

Na ścianie masz kolekcję swoich barwnych wspomnień. DAe

Suszony kwiat, naszyjnik, wiersz i liść.

Już tyle lat przypinasz szpilką na tej słomie

To wszystko, co cenniejsze jest niż skarb.
Pośrodku sam generał Robert Baden Powell,

Rzeźbiony w drewnie lilijki smukły kształt.

Jest Krzyża znak i orzeł srebrny jest w koronie,

A zaraz po nim harcerskich dziesięć praw.


Ramię pręż, słabość krusz i nie zawiedź w potrzebie. DAeh

Podaj swą pomocną dłoń tym, co liczą na Ciebie.

Zmieniaj świat, zawsze bądź sprawiedliwy i odważny.

Śmiało zwalczaj wszelkie zło, niech Twym bratem będzie każdy. Dae


I świeć przykładem, świeć ! GAD

I leć w przestworza, leć !

I nieś ze sobą wieść,

Że być harcerzem chcesz !


A gdy spyta Cię ktoś: “Skąd ten Krzyż na Twej piersi ?”

Z dumą odpowiesz mu: “Taki mają najdzielniejsi.”

I choć mało masz lat w swym harcerskim mundurze,

Bogu, ludziom i Ojczyźnie na ich wieczną chwałę służę.




Watra

Zapłonęło już ognisko, dg

Gdzieś daleko światła miast, Cd

Siądźmy wszyscy w kręgu ognia,

Poza nami trudy dnia.

Słońce śpi za horyzontem,

Przez sen nuci pieśni las.

Noc nadchodzi z piosenkami,

Które śpiewa każdy z nas.
A ja pójdę dalej

Drogą przez świat,

Gdzieś pod sosnami

Gwiżdże wiatr.


Poza nami kilometry

Nowych przygód, nowych dróg.

Słońce zaszło, noc nadchodzi,

Czas położyć się do snu.

Zgasła nieba pięciolinia,

Wraz z nią zgasły nuty gwiazd.

Noc nadeszła z piosenkami,

Które śpiewa każdy z nas.


Na, na, na...

Już czerwona kula słońca

Długi rozpoczyna marsz,

I jak dawniej w kręgu watry

Blady świt zastanie nas.

Gdy szedłem raz od Warty

Gdy szedłem raz od Warty, GCG

Sam jeden w ciemną noc, GDG

Stał o swą broń oparty GCG

Wielkopolski harcerz, brat. GDG
Ty, młody skaucie, powiedz nam, DG

Co ty tu robisz w nocy sam? DG

Ja stoję dla ojczyzny mej, GCG

Ojczyzno moja żyj. GDG


Co ty tu robisz w późny czas,

Sam jeden w ciemną noc.

Na niebie świecą gwiazdy,

Promienista jest ich moc.


Gdy wspomnę o rodzinie mej,

I o matuli kochanej,

Ja stoję dla Ojczyzny mej,

Ojczyzno moja, żyj!



Pożegnalny ton

Morza i oceany grzmią, CGaF

pieśni pożegnalny ton CFGC

Jeszcze nieraz zobaczymy się, CGEF

czas stawić żagle i z portu wyruszyć nam w rejs. CGFGC
Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg, CGa

popłyniesz, kiedy serce rośnie ci nadzieją, FCG

że jeszcze są schowane gdzieś, FeaD

nieznane lądy które życie twe odmienią. FGC


Morza i oceany...
Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg,

wśród fal i białej piany statek twój popłynie.

A jeśli tam spotkamy się,

na jakiejś łajbie, którą szczęście swe odkryjesz.


Morza i oceany...
W kolorowych światłach keja lśni

I główki portu sennie mówią „do widzenia”,

A jutro, gdy nastanie świt,

W rejs wyruszymy, aby odkryć swe marzenia.


Morza i oceany…
Nim ostatni akord wybrzmi już,

Na pustej scenie nieme staną mikrofony,

Ostatni raz śpiewamy dziś

Na pożegnanie wszystkim morzem urzeczonym.



Bieszczady

Tu w dolinach wstaje mgłą wilgotny dzień, ea

Szczyty ogniem płoną, stoki kryje cień. D7GH7

Mokre rosą trawy wypatrują dnia, ea

Ciepła, które pierwszy Słońca promień da. D7GH7
Cicho potok gada, gwarzy pośród skał GCD7G

O tym deszczu co z góry trochę wody dał.

Świerki zapatrzone w horyzontów kres

Głowy pragną wysoko, jak najwyżej wznieść.


Tęczą kwiatów barwny połoniny łan,

Słońcem wypełniony jagodowy dzban.

Pachnie świeżym sianem pokos pysznych traw,

Owies dzwoneczkami w ciszy niebu gra.


Cicho potok gada...
Serenadą świerszczy, kaskadami gwiazd

Noc w zadumie kroczy, mroku ścieląc płaszcz.

Wielkim wozem księżyc rusza na swój szlak -

Pozłocistym sierpem gasi lampy dnia.

BIESZCZADY 2000”
Tu w dolinach wstaje krwią wilgotny dzień e a

Strzechy ogniem płoną trupy kryje cień D7 G H7

Mokre od krwi trawy wypatrują dnia e a

Ciepła które pierwszy miotacz ognia da D7 G H7


Cicho K-a-e-m gada gwarzy pośród skał G C D7 G

O tym deszczu co z chmury sto rentgenów dał G C D7 G

Świerki pozostałe po pożarze drzew G C D7 G

Głowy pragną do góry ponad dymy wznieść G C D7 G


Tęczą barwny wstaje atomowy grzyb

Słońce jasno świeci zza pancernych szyb

Pachnie iperytem pokos rudych traw

A licznik Gaigera coraz szybciej gna


Serenadą armat kaskadami bomb

Front powoli kroczy przez zapadły ląd

Spokojnie o zmroku gasną lampy dnia

Z wielkim wozem Blacklord rusza na swój szlak



Powroty

Boję się nieba w twoich oczach D

Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu G

Świat chce dzielić na białe i czarne A

Miły boję się twoich powrotów GD

Boję się chmur nad twoim czołem D

Kiedy ręce do krwi otarte G

Dumnie kładziesz przed mną na stole A

Miły boję się twoich powrotów GD
Ref.

Drżysz jeszcze, oczy zamglone G

Zrobisz wszystko, o co poproszę A

Muszę wierzyć, przecież mnie kochasz h

Krótka chwila i wracasz G

Krótka chwila i wracasz A

Krótka chwila i wracasz na morze GD
Boję się morza w twoich myślach D

Kiedy jesteś do drogi już gotów G

Leżysz przy mnie, oczy otwarte A

Miły boję się twoich powrotów GD


Boję się ognia w twoich dłoniach.

Kiedy szepcąc, jak bardzo mnie kochasz,

topisz palce swe w moich włosach –

Miły, boję się twoich powrotów


Boję się wiatru w twym oddechu.

Kiedy tańczą przy świetle Księżyca

Ciała nasze w srebro spowite –

Miły, boję się twoich powrotów




Hej, przyjaciele!

Tam dokąd chciałem już nie dojdę CG

szkoda zdzierać nóg. FC

Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.

Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.

Odejdziecie, sam zostanę na rozstaju dróg.


Hej, przyjaciele! Zostańcie ze mną.

Przecież wszystko to, co miałem, oddałem wam.

Hej, przyjaciele! Choć chwilę jedną.

Znowu w życiu mi nie wyszło, znowu jestem sam.


Znów spóźniłem się na pociąg i odjechał już.

Tylko jego mglisty koniec zamajaczył mi.

Stoję smutny na peronie z tą walizką jedną.

Tak, jak człowiek, który zgubił od domu swego klucz.


Hej, przyjaciele…
Tam, dokąd chciałem, już nie dojdę, szkoda zdzierać nóg.

Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.

Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.

Zamazanych drogowskazów nie odczytam już.



Tam w Bieszczadach

Tam w Bieszczadach, nad Wetliną CaCa

Te obozy to nie sny FGFG

Tyle rajdów już przeżyłeś

Zapomniałeś a przecież ty!
Tyle kilometrów masz za sobą FGCa

Tyle ognisk, biwaków i tras

Tyle lat wędrówki wspólną drogą

Więc dlaczego chcesz zostawić nas.


Życie płynie, czas ucieka

Obowiązków masz już dość

A na ciebie ciągle czeka

Tych bieszczadzkich lasów woń.


Wspominając tamte lata

I te wszystkie wspólne dni

Rogatywka, mundur, mapa

Niech przypomną one ci.



Kalifornia


Długa droga tam prowadzi, długa droga dGC

I nie przejdziesz jej do kresu swoich dni

Ale każdy musi w życiu, musi raz spróbować dGCa

Jak tam iść, jak tam iść


Bo ponoć deszcz nie pada nigdy w południowej Kalifornii

Tam banany lecą z nieba tak jak deszcz

A ludzie złote mają serca, rzeki mlekiem płyną

Gdzieś tak jest, gdzieś tak jest


A gdyby ktoś powiedział ci, że jej nie ma

i że nigdy nie odnajdziesz drogi tej

Ty nie pozwól żeby ktoś tam odebrał ci marzenia

Ty w to wierz, ty w to wierz


Jesień idzie

Raz staruszek spacerując w lesie, e A7 e A7

Ujrzał listek przywiędły i blady. e A7 H7

I pomyślał: „Znowu idzie jesień. e A7 e A7

Jesień idzie, nie ma na to rady.” C H7 e
I podreptał do chaty po dróżce C D G e

I powiedział, stanąwszy przed chatą, C D G e

Swojej żonie tak samo staruszce: C D G e

„Jesień idzie, nie ma rady na to.” C H7 e


Zaś staruszka zmartwiła się szczerze,

Zamachała rękami obiema:

„Musisz zacząć chodzić w pulowerze.

Jesień idzie, rady na to nie ma.


Może zrobić się chłodno już jutro

Lub pojutrze a może za tydzień.

Trzeba będzie wyjąć z kufra futro.

Nie ma rady, jesień, jesień idzie.”


A był sierpień, pogoda prześliczna.

Wszystko w złocie stało i zieleni.

Prócz staruszków nikt chyba nie myślał

O mającej nastąpić jesieni.


Ale cóż, oni żyli najdłużej,

Mieli swoje staruszkowie zasady

I wiedzieli, że wcześniej czy później

Jesień przyjdzie, nie ma na to rady.



Wędrowanie

Rozwichrzone nad głową sosny rosochate, adEa

Biegną niebem chmurki - owieczki skrzydlate, adEa

Senne oko jeziora zda się na wpół drzemie, CdGCE

Kolorowe sady słodkie niosą brzemię. adEa
A nam czegóż to więcej potrzeba CGFa

Powiedz nam, powiedz nam, CGC

Powiedz nam lesie i drogo piaszczysta, CGFC

powiedz, powiedz nam. CEa


Połoniny zielone, przepastne doliny,

Ukwiecone łąki - strojne jak dziewczyny,

Płaczka wierzba przysiadła na przydrożnym rowie

Matka żegnająca ruszających w drogę.


Przemierzają drożyny jak wędrowne ptaki,

Co na niebie kluczem wyznaczają szlaki.

Dokąd, dokąd tak pędzisz uskrzydlony bracie?

Pędzisz nie bez celu - już we krwi to macie.



Wędrowiec

Nie oglądaj się za siebie, kiedy wstaje dzień dFC

Ruszaj dalej w świat, nie zatrzymuj się.

Sam wybierasz swoją drogę z wiatrem, czy pod wiatr.

Znasz tu każdy szlak, przestrzeń woła cię.

Przecież wiesz, że dla ciebie każdy nowy dzień FCgd

Przecież wiesz, że dla ciebie chłodny lasu cień

Przecież wiesz, jak upalna bywa letnia noc

Przecież wiesz, że wędrowca los to jest twój los...
Lśni w oddali toń jeziora, słyszysz ptaków krzyk,

Tu odpoczniesz dziś i nabierzesz sił.

Ale jutro znów wyruszysz na swój stary szlak.

Będziesz dalej szedł, tam gdzie pędzi wiatr.


Przecież wiesz,...
Dzik jest dziki, dzik jest zły, Dzik ma bardzo ostre kły dFCgd

Kto spotyka w lesie dzika - Ten na drzewo zaraz zmyka

Mam chusteczkę haftowaną, Co ma cztery rogi

Kogo kocham, kogo lubię - Rzucę mu pod nogi

Na wysokim dębie, Gruchały gołębie

A jeden nie gruchał Bo to był wiewiórek

Po głębokim stawie Brodziły żurawie

A jeden nie brodził Bo to był wóz pancerny

Deszcze niespokojne potargały sad

A my na tej wojnie ładnych parę lat

Do domu wrócimy, w piecu napalimy

Nakarmimy psa, nakarmimy psa (Masz, żryj)

Mam 3 latka 3 i pół, sięgam głową ponad stół...

Proszę państwa, oto miś, Miś jest bardzo grzeczny dziś...

Nad rzeczką opodal krzaczka, mieszkała kaczka

Mam chusteczkę haftowaną...

Piotrek nożem...

Na straganie w dzień targowy...

Małpy skaczą niedościgle, małpy robią małpie figle

Proszę spojrzeć na pawiana, co za małpa, proszę pana

Wąską ścieżką....

O radości, iskro bogów...




Wigwam

Gdy przewieją nas już wszystkie zimne wiatry eG

Gdy przemoczą nas do nitki wszystkie deszcze eG

Policzymy na swym ciele ślady prawdy CG

Pomyślimy o spoczynku ale jeszcze DCD
Zbudujmy wigwam, G

a w nim rozpalmy ogień wieczny CD

Ogromny wigwam, G

gdzie każdy będzie już bezpieczny CD

I śpiewać będzie z nami CD

wolności wielką pieśń Ge

Spróbujmy własnymi rękami CD

ogromny wigwam wznieść GDG


Gdy zawiodą nas już wszyscy przyjaciele

Kiedy nawet dobry Bóg zapomni o nas

Gdy stracimy nasze piękne wzniosłe cele

Gdy odechce się cokolwiek już budować



Mleko

U nas się wody nie leje do mleka. gC7

Pijesz śmietanę - lepiej smakuje. FD7

U nas się wody nie leje do mleka,

U nas się mleko odwirowuje.
Mleko zsiadając się ma naturę

Ujawniać prawdę tę dosadną,

Że wszystkie mendy idą w górę,

A przezroczyste spada na dno.


Śmietana dla nas, dla człowieka,

Nie bywa w sklepach częściej niż trzeba.

U nas się wody nie leje do mleka,

U nas się wodę z mleka wylewa.


Bieszczadzki trakt

Kiedy nadejdzie czas, zwabi nas ognia blask GDCG

Na polanę, gdzie króluje zły. GDe

Gwiezdny pył w ogniu tym, łzy wyciśnie nam dym GDCG

Tańczą iskry z gwiazdami, a my. GDG
Śpiewajmy wszyscy w ten radosny czas, CDG

Śpiewajmy razem, ilu jest tu nas. CDe

Choć lata młode szybko płyną wiemy, że CDGe

Nie starzejemy się. CDG


W lesie, gdzie licho śpi, ma przygoda swe dni,

Chodźmy tam, gdzie na ścianie lasu lśnią

Oczy sów, wilcze kły, rykiem powietrze drży,

Niedźwiedź idzie, a ptaki się drą.


Dorzuć do ognia drew, w górę niech płynie śpiew,

Wiatr poniesie go w wilgotny świat.

Każdy z nas o tym wie, znowu spotkamy się,

A połączy nas bieszczadzki trakt.



W góry

Hej, w góry, w góry, w góry, C

Póki tam wstaje blady świt d

Jeszcze tak nieporadnie F

Chce ominąć szczyt. CG

Hej, miły panie czekaj

Wkrótce my też będziemy tam.

Nie będziesz musiał schodzić

Z połoniny sam.
Zagrajcie nam, może się cofnie czas

Do tamtych dni, z naszych wspomnień

Do dni spędzonych pośród sennych skał i traw,

Zagrajcie nam, a nie zapomnę.

Hej, w góry...

Góry czekają

Słońce gorące gdzieś nad głowami ehCh7

Łąki pachnące kwiatami. eDCH7

Góry dokoła jak sznur korali ehCH7

Przestrzeń nas woła z oddali. ehH7
I tylko Ciebie tu nie ma niestety ehe

A przecież dni i tygodnie mijają DH7e

Więc załatw co musisz aD

Najszybciej jak możesz H7e

I wracaj bo góry czekają aH7

Bo góry czekają aH7e


Świerki zielone strojne szyszkami

Ranki zamglone czasami.

Białe motyle tańczą na wietrze

Drży od gorąca powietrze.


Góry
Kiedy idę wśród gór A cis

Rozwiane włosy mam, h cis

A gwiazdy są tuż, tuż,

A oczy patrzą w dal.

A góry. A góry.
Wiatry, wiatry niosą mnie daleko. A fis h cis

Góry, góry leżą gdzieś nad rzeką.

A ja idę w dal.
Pierwszy promień słońca

Obudził mnie rano,

A droga mnie wiodąca

Pyta jak się spało.

A góry. A góry.


Tam, gdzie byłem

Tam, gdzie byłem zielone łany CadG

Niosły zapach skoszonej trawy, CadG

Ponad łąką mgliste tumany CedG

Świt przyniosły łzawy. CGC
Po drogach, bezdrożach F

Polami i szosą C

Wędrować przed siebie, F

Gdzie oczy poniosą. G


Tam, gdzie byłem wiatraki stare

Pustą dłonią wstrzymały ziemię

I jak dawniej cienie ich szare

W trawach cicho drzemią.


Tam, gdzie byłem powrócę znowu

Polną drogą wśród smukłych wieżyc

A przed słońcem znów mnie ukryje

Cień przydrożnej wierzby.



Ballada o krzyżowcu

Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia. e

Dokąd pędzisz w stal odziany ? A

Pewnie tam, gdzie błyszczą w dali C

Jeruzalem białe ściany. D

Pewnie myślisz, że w świątyni

Zniewolony Pan twój czeka,

Abyś przybył Go ocalić,

Abyś przybył doń z daleka
Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia.

Byłem dzisiaj w Jeruzalem,

Przemierzałem puste sale,

Pana twego nie widziałem.

Pan opuścił święte miasto

Przed minutą, przed godziną.

W chłodnym gaju na pustyni

Z Mahometem pije wino.


Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia.

Chcesz oblegać Jeruzalem.

Strzegą go wysokie wieże,

Bronią go mahometanie.

Pan opuścił święte miasto,

Na nic poświęcenie twoje.

Po cóż niszczyć białe ściany,

Po cóż ludzi niepokoić ?


Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia.

Porzuć walkę niepotrzebną,

Porzuć miecz i włócznię swoją

I jedź ze mną i jedź ze mną.

Bo gdy szlakiem ku północy

Podążają hufce ludne,

Ja podnoszę dumnie głowę

I wyruszam na południe.



Bez słów

Chodzą ulicami ludzie, GD

Maj przechodzą, lipiec, grudzień. eh

Zagubieni wśród ulicznych bram. CGD

Przemarznięte grzeją dłonie, GD

Za czymś pędzą, dokądś gonią eh

I budują wciąż domki z kart. CGD
A tam w mech odziany kamień, CG

Tam zaduma w wiatru graniu, CG


Tam powietrze ma inny smak. CGD

Porzuć kroków rytm na bruku, CG

Spróbuj - znajdziesz jeśli szukać CG

Zechcesz - nowy świat, własny świat. CGD
Chodzą ludzie miastem szarzy

Pozbawieni złudzeń, marzeń,

Wymijając wciąż główny nurt.

Kryją się w swych norach krecich

I śnić nawet o karecie,

Co lśni złotem, nie potrafią już.


Chodzą ludzie asfalt depczą,

Nikt nie krzyczy, każdy szepce,

Drzwi zamknięte, zaklepany krąg.

Tylko czasem kropla z oczu

Po policzku w dół się stoczy

I to dziwne drżenie rąk.



Jaki był ten dzień

Późno już, otwiera się noc dBCa

Sen podchodzi do drzwi BF

Na palcach jak kot. gA

Nadchodzi czas ucieczki na aut

Gdy kolejny mój dzień

Wspomnieniem się stał.

Jaki był ten dzień

Co darował, co wziął

Czy mnie wyniósł pod niebo,

Czy rzucił na dno?

Jaki był ten dzień

Czy coś zmienił, czy nie,

Czy był tylko nadzieją

Na dobre i złe?

Łagodny zmrok zasłania mi twarz.

Jakby poczuł, że chcę

Być z tobą choć raz.

Nie skarżę się, że mam to co mam,

Że przegrałem coś znowu

I jestem tu sam.

Zegarmistrz światła

A kiedy przyjdzie także po mnie aG

Zegarmistrz światła purpurowy, Da

By mi zabełtać błękit w głowie, CG

To będę jasny i gotowy. Da
Spłyną przeze mnie dni na przestrzał,

Zgasną pożogi i powietrza,

Na wszystko jeszcze raz popatrzę

I pójdę nie wiem gdzie - na zawsze.


Litania

Jaki jeszcze numer mi wytniesz, CFC

W którą ślepą skierujesz ulicę, ad

Ile razy palce sobie przytnę, CFC

Nim się wreszcie klamki uchwycę. FG

By otworzyć drzwi do twego serca, CFC

Które przeszło już tyle zawałów, ad

Czy nikogo więcej nie obchodzą CFC

W twym imieniu oddane wystrzały. FG

Nie pragnę wcale byś była wielka, ad

Zbrojna po zęby od morza do morza GC

I nie chcę także, by cię uważano ad

Za perłę świata i wybrankę Boga. G

Chcę tylko domu w twoich granicach, ad

Bez lokatorów stukających w ściany. GC

Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać ad

O sprawach, które wszyscy znamy. G

Jakim ludziom jeszcze pozwolisz,

By twym mózgiem byli i sumieniem,

Kto z przyjaciół pokaże mi blachę

Kładąc rękę na twoim ramieniu.

Czy twój język nadal pozostanie

Arcyszyfrem nie do rozwiązania.

Czy naprawdę zaczęłaś odpowiadać

Na najprostsze, zadane pytania.

Nie pragnę wcale...

Ile razy swoją twarz ukryjesz,

Za zasłoną flag i transparentów,

Ile lat będziesz mi przypominać

Rozpędzony burzą wrak okrętu.

Tą litanią się do ciebie modlę,

Bardzo bliska jesteś i daleka,

Ale jest coś takiego w tobie,

Że pomimo wszystko wierzę- czekam.




Zielony mundur


Dawno minął czas twych dziecięcych zabaw, G e C D

Z krótkich spodni już wyrósł każdy z nas.

Chciałbyś jeszcze komuś zrobić jakiś kawał,

Lecz coś ci podpowie: ile ty masz lat.

Znów pewnie wysłuchasz zbyt długie kazanie

O zdrowiu, o książkach, że pomyśleć strach,

O piciu, paleniu i złym zachowaniu.

Pomyślisz, posłuchasz i westchniesz tak:
Ach, jak chciałbym znów

Zielony mundur mieć

I plecak swój.
Byłeś jeszcze zuchem, gdy dostałeś mundur,

Trochę później plecak, minął czasu szmat.

Patrzysz w kącie szafy, cóż to, ale heca,

To twój stary mundur, obraz tamtych lat.

Gdy szedłeś przed siebie ze swoim plecakiem

Twą drogę wyznaczał kolorowy szlak.

Z przygodą, z piosenką i z czapką na bakier

Odkrywałeś ciągle jakiś nowy świat.


Ach, jak chciałbym…
Nie ma na co czekać, nie ma co rozważać,

Po co dłużej zwlekać, jaki problem masz.

Ty wciąż jesteś młody, to świat się postarzał,

Zrozumiesz to wtedy, gdy zatrzymasz czas.

I pójdziesz przed siebie ze swoim plecakiem

Twą drogę wyznaczy kolorowy szlak.

Z przygodą, z piosenką i z czapką na bakier

Odkrywał wciąż będziesz jakiś nowy świat.




BIAŁY KAFTANIK

Dawno minął czas resocjalizacji GeCD


Lecz na spacer ciągle wyjść nie możesz sam
Mógłbyś nawet czasem dostać palpitacji,
Lecz pamiętaj o tym: Lekarz to twój brat

Znów pewnie włożą ci kaftanik przez głowę


I znów karetka powiedzie cię w dali,
Psychiatra obejrzy, postawi diagnozę,
Pasami do łóżka przywiążą cię tak

Ref: A ja chciałbym znów biały kaftanik mieć


I leczyć się, leczyć się, leczyć się na mózg

Byłeś jeszcze młody, gdy dostałeś w głowę,


Potem biały szpital, miną czasu szmat.
Znowu przy kolacji nie dali ci noża,
Chcesz wyjść na korytarz, a tu klamki brak

I szedłeś przed siebie w asyście psychiatry


Twą drogę wyznaczał korytarza szlak
Na oddział zamknięty do innych wariatów,
Patrzyłeś przed siebie i nuciłeś tak

Nie ma, na co czekać, nie ma co rozpaczać


Po cóż dłużej zwlekać - jaki problem masz?
Ty wciąż jesteś wariat, lekarz się postarzał
I tak nie zrozumiesz, bo ci myśleć strach

I szedłeś przed siebie w asyście psychiatrów


Twą drogę wyznaczał korytarza szlak
Na oddział zamknięty do innych wariatów,
Patrzyłeś przed siebie i nuciłeś tak


Opadły mgły

Opadły mgły i miasto ze snu się budzi, C F

Górą czmycha już noc; C G

Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;

Do gwiazd jest bliżej niż krok!

Pies się włóczy popod murami – bezdomny;

Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony!

A Ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;

Toczy, toczy się los!
Ty, co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś

–Już dość!

Odpędź czarne myśli!

Dość już twoich łez!

Niech to wszystko przepadnie we mgle!

Bo nowy dzień wstaje,

Bo nowy dzień wstaje,

Nowy dzień!


Z dusznego snu już miasto tu się wynurza,

Słońce wschodzi gdzieś tam;

Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;

Uchodzą cienie do bram!

Ciągną swoje wózki – dwukółki mleczarze;

Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!

A Ziemia toczy, toczy swój garb uroczy,

Toczy, toczy się los!


Ty, co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś

–Już dość!

Odpędź czarne myśli!

Porzuć błędny wzrok!

Niech to wszystko zabierze już noc!

Bo nowy dzień wstaje,

Bo nowy dzień wstaje.

Nowy dzień!



Grosza nie mam

Ja o drogę się nie pytam, e D

Bo nieważny dla mnie czas, e D e

Nie zabłądzę, bo nie mogę – e D

Domu nie mam już od lat. e D e
Grosza nie mam i nie będę G D

Nigdy swego domu miał, G D G

Ale zawsze robić będę G D

To, co tylko będę chciał. e D e


Jakiś drab kamieniem cisnął

Za mną jak za jakimś psem.

Dziwią wtedy się ludziska,

Że coś pewnie ukraść chcę.


Grosza nie mam…
Gdy mnie głód za gardło ściśnie,

To dwie ręce jeszcze mam.

Dziwią wtedy się ludziska,

Że na chleb zarabiam sam.


Grosza nie mam…
Spać pod drzewem jest wesoło,

A na trasie każdy brat.

Piasek sypie się pod koła,

A ja wolny jak ten ptak.

Grosza nie mam…

Idź, idź przed siebie idź,

Nikt ci drogi nie zastąpi.

O nic nie lękaj się,

Nikt ci drogi nie zastąpi.

Grosza nie mam…



Przyjdzie rozstań czas

Przyjdzie rozstań czas CDe

I nie będzie nas CDe

Na polanie tylko pozostanie CDGe

Po ognisku ślad CDe

CDGeCDe

Zdartych głosów chór

Źle złapany dur

Warty w nocy, jej niebieskie oczy

Nie powrócą już


Zarośnięty szlak

Zapomniany rajd

Schronisk pustych tej harcerskiej chusty

Kiedyś będzie żal


Czyjś zbłąkany głos

Do strumienia wpadł

Nad górami białymi chmurami

Cicho śpiewa wiatr


Gdzieś za rok za dwa

Przyjdzie spotkań czas

Złotych włosów, orzechowych oczu

Już nie będzie żal


Gdzie ogniska blask

Stanie obóz nasz

Na polanie bratni krąg powstanie

Jak za dawnych lat



Znów Bieszczadów stoki

Znów Bieszczadów stoki otaczają nas eG

Jaru brama wiedzie w dolinę aH7e

Gdzie zdrożone słońce w mgłach ukrywa się

Bo mu pora iść na spoczynek
Wierzysz mocno, że nie zdradzą cię GDG

Wierchy i mocna herbata, GaH7

Której każdy łyk przypomina dni eG

I przewędrowane tu lata. aH7e(ACe)


Rozwaliny chat wśród dziewiczych łąk

Jak kurhany toną w pokrzywach

Wrzątek w małym kubku krąży z rąk do rąk

W głowach krążą myśli przedziwne


Cóż niesiemy im po latach złych

Krwi ognia i zapomnienia

Bezlik błędnych dróg i siekiery stuk

W baraku zmarłego strumienia


Znów Bieszczadów stoki otaczają nas

Ogień precz odpędza ciemności

Pierzchną myśli złe, gdy popłynie śpiew

Niewolników zew do wolności.


Zapamiętaj, że nie zdradzą cię

Wierchy i mocna herbata

Spróbuj spojrzeć w dal, albo w ciszy krąg

Można uciec w góry od świata




Mazurski rejs

Gdzieś w szuwarach zbłądził wiatr, eD

Ciszę niesie noc, eD

Nad plażami goni nas eD

Czyjś zbłąkany głos. aH7

Nad brzegami ognisk blask

W wodzie nocą lśni.

Tak zaczyna się ten czas

Wakacyjnych dni.

Nie zabieraj z sobą nic, CD

Nawet słów, na cóż bagaż, bagaż ten. Ge

Ruszaj z nami skoro świt,

Ruszaj tam, na mazurski-zurski rejs.

Jak powracających fal,

Cieniem tym będziesz wracał, wracał wciąż,

Wracał, żeby jeszcze raz wrócić z nią.

Babie lato niesie wiatr

W zamyślony czas.

Pajęczyną ciepłych dni

Oplótł sierpień nas.

Miną dni, miesiące dwa

Przejdą jak we śnie.

Popiół z ognisk rozwiał wiatr,

Opustoszał brzeg.


Pozostanie wspomnień garść

I smak twoich łez.

Znów za rok popłynąć chcę

Na mazurski rejs.

Szlakiem pustych dzikich plaż

Płynie nasza łódź,

Tutaj każda letnia noc

Ma smak twoich ust.


Dom zachodzącego słońca



a C D F

Słońce już zaszło w oddali



a C E7

I mgła się ściele do stóp



a C D F

Idziemy dalej i dalej - tam



a E aCDFaEaE

Gdzie tylko ciemność i chłód.


Oblane potem twarze

Zmęczony pusty wzrok

Szczeniacki świat naszych marzeń - prysł

Zdeptany setką stóp


Nie raz nas los doświadczył

Nie raz byliśmy na dnie

Lecz nikt się z nas nie skarżył, bo

Nasz świat nie lubi łez.


Niewielu z nas zostało

I resztę zetrze czas

By wrócić sił za mało już

A zresztą świat przeklął nas


Nie mówcie nic nikomu

Włóczęgi mam już dość

Ja wrócić chcę do domu - tam

Gdzie na mnie czeka ktoś.


Dom wschodzącego słońca

W więziennym szpitalu na zgniłym posłaniu aCDF

Nieznany młodzieniec umiera aCE

Pierś mu się porusza, a serce zamiera aCDF

O Matko, ja syn twój umieram aEa(E7)
Miał ręce i nogi zakute w kajdany

Jak długo on nosił te pęta?

Wyrokiem sądowym na śmierć był skazany

A wyrok sądowy rzecz święta


Więzienna siostrzyczka na łóżku usiadła

Młodemu więźniowi tłumaczy

Ty wrócisz do domu, do ojca, do matki

Nim róże zakwitną i bratki


Siódmego dnia z rana wynieśli go z celi

I skryli go w ciemnej mogile

Więźniowie jak stali tak wszyscy płakali

Nasz młody kolega nie żyje


W więziennej kaplicy dwie świece się palą

To matka się modli za syna

Ach synu, mój synu jedyny tyś umarł

Tyś odszedł na zawsze mój miły.




Mewy
Mewy, białe mewy wiatrem rzeźbione z pian. eCDe

Skrzydlate opiekunki okrętów odchodzących w dal.

Kto wam szybować każe za horyzontu kres,

W bezmierne oceany przez sztormu święty gniew?


Żeglarzom wracającym z morza CDe

Na pamięć przywodzicie dom. CDe

Rozbitkom wasze skrzydła niosą CDe

Nadzieję na zbawienny ląd. CDe



eDCH7

Ptaki zapamiętane jeszcze z dziecięcych lat,

Drapieżnie spadające ze skał na szary Skagerrak.

Wiatr czesał grzywy morza, po falach skacząc lekko biegł...

Pamiętam tamte mewy, przestworzy słony zew.
Hiszpańskie dziewczyny
Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny. eCD

Żegnajcie nam dziś marzenia ze snów. eCD

Ku brzegom angielskim znów ruszać nam pora. eDeh

Lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów eH7e


I smak waszych ust, hiszpańskie dziewczyny,

W noc ciemną i złą nam będzie się śnił.

Leniwie popłyną znów rejsu godziny,

Wspomnienie ust waszych przysporzy nam sił.


Niedługo ujrzymy znów w dali Cup Deadman

I głowę barana sterczącą wśród wzgórz

I statki stojące na rzędzie przy Plymouth

Klarować kotwice najwyższy już czas


A potem znów żagle na masztach rozkwitną

Kurs szyper wyznaczy do Portland i Wight

I znów stara łajba potoczy się ciężko

Przez fale do kier. na Beach Fairlie Land


Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover

I znów noc w kubryku wśród legend i bajd

Powoli i znośnie tak płynie nam życie

Na wodach i w portach South Fortland Light



Bieszczadzkie anioły

Anioły są takie ciche a

Zwłaszcza te w Bieszczadach G

Gdy spotkasz takiego w górach a

Wiele z nim nie pogadasz e

Najwyżej na ucho ci powie C G

Gdy będzie w dobrym humorze C F

Że skrzydła nosi w plecaku C G

Nawet przy dobrej pogodzie a e a
Anioły są całe zielone

Zwłaszcza te w Bieszczadach

Łatwo w trawie się kryją

I w opuszczonych sadach

W zielone grają ukradkiem

Nawet karty mają zielone

Zielone mają pojęcie

A nawet zielony kielonek


Anioły bieszczadzkie C G

Bieszczadzkie anioły G a

Dużo w was radości C

I dobrej pogody G a

Bieszczadzkie anioły

Anioły bieszczadzkie

Gdy skrzydłem cię dotkną

Już jesteś ich bratem


Anioły są całkiem samotne a

Zwłaszcza te w Bieszczadach G

W kapliczkach zimą drzemią a

Choć może im nie wypada e

Chasem taki anioł samotny C G

Zapomni dokąd ma lecieć C F

I wtedy całe Bieszczady C G

Mają szaloną uciechę a e a

Anioły bieszczadzkie C G

Bieszczadzkie anioły G a

Dużo w was radości C

I dobrej pogody G a

Bieszczadzkie anioły

Anioły bieszczadzkie

Gdy skrzydłem cię trącą

Już jesteś ich bratem


Anioły są wiecznie ulotne

Zwłaszcza te w Bieszczadach

Nas też czasami nosi

Po ich anielskich śladach

One nam przyzwalają

I skrzydłem wskazują drogę

I wtedy w nas się zapala

Wieczny bieszczadzki ogień


Anioły bieszczadzkie

Bieszczadzkie anioły

Dużo w was radości

I dobrej pogody

Bieszczadzkie anioły

Anioły bieszczadzkie

Gdy skrzydłem cię musną

Już jesteś ich bratem



Pechowy dzień

Wiatr przystojny w garniturze D

Chce podobać się złej chmurze, a

Chmura w złości deszczem go przepędza. G D

Wiatr się schował, w jakimś oknie,

Jest szczęśliwy, że nie moknie,

A miał wkrótce chmurze być za męża.
Lecz nie jest źle, F C

Mogło być gorzej. A d

Czasem w życiu zdarza się F C

Pechowy dzień. D


Wiatr szczęśliwy w wolnym stanie,

Zawsze stać go na zawianie,

Zawsze stać go na samotny spacer.

A niejedna chmura teraz

Kocha, cierpi i umiera,

Mówiąc: Wietrze mogło być inaczej.


Lecz nie jest źle,

Ile jabłek
Przez okno wbiegłaś tu prosto do mojego snu, dCdad

Gdzie rośnie tyle traw, żeby mogły ukryć nas. FCdA7d

Dziewczyna rumiankowa wśród białych kwiatów tańczy FCdA7

O mnie mało sobie dba BCAD

nie wie jeszcze, że to ja. gCF
Ile jabłek na jabłoni FC

Tyle lat cię będę gonił da

W mysiej dziurze czy na chmurze BF

Nie ukryjesz się na dłużej gCC7

( Wszędzie znajdę cię ). gCF
Z łąk jasnych zbiegłaś tu, gdzie sosnowy czeka bór

Czy rośnie taki las, w którym nikt nie znajdzie nas

Herbaty zaparzone, nad kubkiem twoje oczy,

Co nie widzą jeszcze mnie

I nie widzą, że to my.


Kwiatek
Jesteś kwiatku pewny siebie, DAe

Urosłeś o kwiatku luby,

Lecz wszystkiego jeszcze nie wiesz,

Bliskie są dni twojej zguby.


Nic po tobie, nic po wierszach

Wkrótce zapach twój utonie.

Już pustynia coraz szersza,

Już romantyczności koniec.


Tu, gdzie kwitniesz, w tej dąbrowie,

Tam pobiegnie nowa trasa.

Postarają się panowie,

Aby był porządek w lasach.


W grunt się wryją buldożery,

To co trzeba drwale wytną.

Będę z tobą kwiatku szczery,

Jak tu na cemencie kwitnąć?!


W lepkiej i smolistej ropie

Giną nasze biedne ptaki,

Z kominów się sypie popiół,

Już się nie czerwienią maki.


Pszczoła złota też umiera,

Więcej miodu już nie zbierze

I zatrutą atmosferą

Oddycha zmęczone zwierzę.


Hej, harcerzu podnieś głowę,

Obroń swą przyrodę matkę,

Rozkuj beton, zasiej trawę,

Rozwiej dymy ponad kwiatkiem!


Noc czerwcowa
Kiedy noc się w powietrzu zaczyna De

Wtedy noc jest jak młoda dziewczyna GD

Wszystko cieszy ją i wszystko śmieszy

Wszystko chciałaby w ręce brać.

Diabeł dużo jej daje w podarku

Gwiazd fałszywych z gwiezdnego jarmarku,

Noc te gwiazdy do uszu przymierza,

I z gwiazdami chciałaby spać.


Ja jestem noc czerwcowa,

Królowa jaśminowa

Zapatrzcie się w moje ręce,

Wsłuchajcie się w śpiewny chłód.


Ale zanim mur gwiezdny ją oplótł

Idzie krokiem tanecznym przez ogród.

Do ogrodu przez senną ulicę,

Dzwonią nocy ciężkie zausznice

I przy każdym tanecznym obrocie,

Szmaragdami błyszczą kołki w płocie,

Wreszcie do nas pod same okna,

I tak tańczy i śpiewa nam.



Siódma wieczór
Siódma wieczór, siedem klas, ae

Dziecko ma już siedem lat, CG

Siódme piwo i już czas, da

Żeby nie pamiętać dat. dE


W twoje ślady młodzi idą, a

Sam to przyznasz z wielkim bólem, C

Że zostałeś inwalidą, F

Bo wybrałeś nie te kule. dE


Mózg się zużył

Czujesz jak ledwie ci pulsuje skroń

Może już odwagi brak

Skończysz jak dobity koń

W twoje ślady...
Na mieszkanie siedem lat

Wyrok już za skok na bank

Każde życie nie zza krat

Każda rzeka żaden szwank.


W twoje ślady...

Jak
Jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem DAGD

Jak na szyi wędrowca apaszka szamotana wiatrem eGD

Jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste ramiona wasze

A tu są nasze, a tu są nasze


Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc

Jak winny i niewinny sumienia wyrzut

Że się żyje gdy umarło tylu, tylu, tylu...
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc

Jak lizać rany celnie zadane

Jak lepić serca w proch potrzaskane
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc

Pudowy kamień, pudowy kamień

Ja na nim stanę, on na mnie stanie

On na mnie stanie, spod niego wstanę


Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc

Jak złota kula nad wodami

Jak świt pod spuchniętymi powiekami
Jak zorze miłe, śliczne porany

Jak słońca pierś, jak garb swój nieść

Jak do was siostry mgławicowe

Ten zawodzący śpiew


Jak biec do końca, potem odpoczniesz,

Potem odpoczniesz, cudne manowce,

Cudne manowce, cudne, cudne manowce.

Więc
Więc, to nie był tylko sen, De

To rzeka która znasz. AD

Za rzeką stoi dom, e

Który będzie nasz, który czeka. HA

Ty, naprawdę będziesz w nim,

Zaprosisz chłodny wiatr,

Co zwiedził cały świat,

By tu z nami być, by zaśpiewać.


Od spojrzenia do marzenia GA

Twoje imię się odmienia. DGH

Idzie lasem, płynie rzeką zagubiony sen eAD

Znowu ludzie na peronie,

Twoje włosy w moje dłonie,

I wahanie jak powitać cię


Dom, co czeka na twój sen

Bez ciebie smuci mnie,

A szybki rzeki bieg

Niesie imię twe, za daleko.

Spójrz jaskółcze gniazda dwa

Dla domu dobry znak.

Zaufaj ścianom tym

Jak zaufał wiatr, jak zaufał wiatr.


Od spojrzenia do marzenia...

Z nim będziesz szczęśliwsza
Zrozum to, co powiem eH7

Spróbuj to zrozumieć dobrze GD

Jak życzenia najlepsze, te urodzinowe CG

Albo noworoczne, jeszcze lepsze może aH7

O północy te składane CG

Drżącym głosem niekłamane. H7


Z nim będziesz szczęśliwsza, CG

Dużo szczęśliwsza będziesz z nim. aH7

Ja, cóż - włóczęga niespokojny duch, CG

Ze mną można tylko a

Pójść na wrzosowisko D7

I zapomnieć wszystko e

Jaka epoka, jaki wiek, CGa

Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień GaCG

I jaka godzina a

Kończy się, C

A jaka zaczyna. e
Nie myśl, że nie kocham

Lub, że tylko trochę

Jak ja cię kocham, nie powiem,

No bo nie wypowiem-

Tak ogromnie bardzo,

Jeszcze więcej może

I dlatego żegnaj,

Zrozum dobrze, żegnaj.


Z nim będziesz...

Ze mną można tylko a

W dali znikać cicho Ce
Rzeko ...
Rzeko, która niesiesz mnie A D A E

Powiedz ile jeszcze razy D E A fis

Zmienisz bieg, wiedzieć chcę D E
Rzeko płyniesz szybko tak

Czemu nie pozwalasz pięknym

Chwilom trwać, dłużej trwać
Zabrałaś mi już tylu przyjaciół D E

Do których tęsknić nie przestaję A fis

Zabrałaś mi już tylu kochanków D E

A każdy z nich miał być na zawsze A fis (D cis)


Rzeko słone wody twe

Za jeden uśmiech chcą aż

Tysiąc łez moich łez
Czasem nienawidzę cię

Wtedy chciałbym by inna

Rzeka niosła mnie
Zabrałaś ...

W strugach deszczu
W strugach deszczu rozpływam się D

Usta drżą i czuję lęk h

Po mej twarzy, wolno tak e

Toczy się kolejna łza G A

W strugach deszczu moknie też D

Fotografia ta w dłoni mej h

Wszystko to, co zostało mi e

Z tamtych chwil G A

Te wspomnienia wciąż kręcą się tu G A

Jak jadowity wąż kąsać chcą znów G A


Nie, nie próbuj otwierać ust D

O nie, nie dam zranić się już h

Powiedz kogo okłamać chcesz e

Że przestałeś już chcieć G A

Nie oszukuj siebie i mnie G A

Nie oszukuj siebie, nie oszukuj mnie G A


W strugach deszczu potykam się

O swój własny próżny cień

Otworzyć usta chcę i krzyczeć tak

By usłyszał mnie świat

Te wspomnienia wciąż kręcą się tu

Jak jadowity wąż kąsać chcą znów

Może tu w ulewie we mgle cis A E

Zgubię o tobie sen Fis

Może gdzieś, gdzieś tam daleko cis A E

Zostawię go, zostawię go Fis


Nie, nie próbuj...

Pierwsza zmierzchu fala
Pierwsza zmierzchu fala a F

Spływa ponad dach G

W szybach mrok rozpala C

Słońce się dopala G a F G

W nasturcjach i mgłach C G a
Mąci nam rozmowę

Pustych murów biel

Dłonie swe różowe

Ściel pod moją głowę

Nic nie mówiąc ściel
Kto swe serce zbada

W taki zmierzch jak ten

Łza śmiertelnie blada

W snu głębinę spada

Choć nie wierzy w sen
Łanananaj

Na błękicie jest polana
Powiedz mi co byś chciała, D

Cuda ja czynię, mała. D7

Martwe zamieniam w żywe, G

Zgasłe - w płonącą grzywę A

Powiedz mi. D
Na błękicie jest polana, D

Dwa obłoki to hosanna, D7

Jeden chłopak, drugi panna. GAD
Jeśli chcesz jeszcze więcej,

Wezmę cię ja na ręce,

W góry uniosę dzikie,

Zastęp latawców skrzyknę.

Powiedz mi.
Na błękicie...
Powiedz mi, co byś chciała,

Cuda ja czynię, mała.

Chęć masz na lody, może,

Albo na młode zboże?

Powiedz mi.
Na błękicie...


Modlitwa
Ni stąd, ni zowąd w środku nocy C

Bezsenność siadła mi na karku A

I wkrótce strach się zaczął rodzić d

W najgłębszym serca zakamarku G


I choć podobno bez wahania

Tonący chwyta się za brzytwę

Dość długo trwało nim zaczęłam

Odmawiać świętą tę modlitwę


Miłości nie zostawiaj mnie

W połowie wyboistej drogi




Pobieranie 1.08 Mb.

1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   14




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna