Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona20/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   24

Kodeks norymberski został w dużej mierze zastąpiony przez Deklarację helsińską, przyjętą w 1964 roku przez Światowe Stowarzyszenie Lekarzy (światową organizację reprezentującą krajowe stowarzyszenia lekarzy). Deklaracja helsińska wprowadziła wiele zasad dotyczących eksperymentów na ludziach, między innymi zasadę świadomej zgody, została również przychylniej przyjęta przez środowisko medyczne na całym świecie, opierała się bowiem na samoregulacji, nie zaś na narzuceniu urzędowego prawa międzynarodowego w dziedzinie badań347. Kraje rozwinięte w różnym stopniu jednak respektują międzynarodowe zapisy: w latach dziewięćdziesiątych ujawniono na przykład w Japonii wiele przypadków, kiedy lekarze nie poinformowali pacjentów o ich schorzeniach oraz możliwych metodach ich leczenia.

Mimo różnych praktyk środowiska i zdarzających się błędów przykład eksperymentów na ludziach pokazuje, że wspólnota międzynarodowa jest w stanie sprawować kontrolę nad prowadzeniem badań naukowych w taki sposób, że z jednej strony brana jest pod uwagę potrzeba badań, z drugiej zaś szacunek dla godności poddawanych im osób. Problem ten będzie często powracać w przyszłości.

Rozdział 12

Strategia na przyszłość
Postęp biotechnologii odsłonił luki w istniejącym systemie nadzorowania badań biomedycznych, które są obecnie pośpiesznie wypełniane przez prawodawców oraz instytucje rządowe na całym świecie. Nie jest na przykład jasne, czy opisane w poprzednim rozdziale zasady dotyczące badań na ludziach odnoszą się do zarodków poza łonem matki. W dziedzinie biomedycyny i farmacji zmieniła się również natura podmiotów uczestniczących w grze rynkowej oraz źródła finansowania badań, co pociąga za sobą poważne konsekwencje dla wszelkich prób regulacji tych gałęzi przemysłu w przyszłości.

Jedno jest jasne: czas, kiedy rządy mogły rozwiązywać problemy biotechnologii, powołując komisje gromadzące naukowców, teologów, historyków oraz bioetyków - jak Narodowa Komisja Doradcza ds. Bioetyki w Stanach Zjednoczonych czy Europejska Grupa ds. Etyki w Nauce i Nowych Technologiach - szybko przemija. Komisje te odegrały bardzo przydatną rolę we wstępnym okresie intelektualnych rozważań nad moralnymi oraz społecznymi skutkami badań biomedycznych. Obecnie nadszedł jednak czas przejścia od myśli do czynów, od zaleceń do aktów prawnych. Potrzebujemy instytucji zdolnych wyegzekwować przepisy.

Wspólnota bioetyków, która wyrosła wraz z przemysłem biotechnologicznym, odgrywa w wielu aspektach dwuznaczną rolę. Z jednej strony spełniła ona niezwykle przydatną funkcję, podnosząc wątpliwości oraz kwestie sporne dotyczące sensowności oraz strony moralnej niektórych owoców postępu technicznego. Z drugiej strony jednak wielu bioetyków zamieniło się w sprawnych sofistów, usprawiedliwiających wszystko, co ma ochotę uczynić wspólnota naukowa, i używających swojej znajomości teologii katolickiej czy kantowskiej metafizyki do odpierania krytyki ze strony oponentów stojących na gruncie tych tradycji. Około 3 procent budżetu Projektu Poznania Ludzkiego Genomu było od początku przeznaczone na studiowanie etycznych, społecznych oraz prawnych skutków badan genetycznych. Można to uznać za godną szacunku troskę o etyczny wymiar badań naukowych, można jednak również określić to jako haracz, który naukowcy zapłacili, aby uprzedzić ataki prawdziwych etyków. We wszelkich dyskusjach na temat klonowania, badań nad komórkami macierzystymi, modyfikacji komórek linii płciowej i tym podobnych można liczyć na to, że profesjonalny bioetyk przyjmie najbardziej permisywną postawę wśród dyskutantów348. Któż jednak ma powiedzieć, że danej rzeczy nie wolno robić, jeżeli nie uczyni tego bioetyk?

Wiele krajów przeszło już od etapu narodowych komisji oraz grup badawczych do legislacji. Jednym z pierwszych i najbardziej spornych punktów, z którym próbują się uporać prawodawcy, jest dopuszczalny obszar użycia ludzkich zarodków. Problem ten dotyczy mnóstwa procedur medycznych, zarówno istniejących, jak i mających dopiero się pojawić. Przykładem są tutaj aborcja, zapłodnienie in vitro, przedimplantacyjna diagnostyka genetyczna, wybór płci dziecka, badania na komórkach macierzystych, klonowanie reprodukcyjne oraz dla celów badawczych i modyfikacja komórek linii płciowej. Istnieje wielka liczba permutacji oraz kombinacji możliwych przepisów, jakie społeczeństwa mogą wprowadzić w odniesieniu do zarodków. Można sobie na przykład wyobrazić dopuszczenie aborcji i pozbywania się zarodków przez kliniki oferujące zapłodnienie in vitro i jednocześnie zakaz ich celowego tworzenia do celów badawczych oraz wybierania płci zarodka czy innych jego cech. Sformułowanie i egzekwowanie tych zasad będzie podstawą wszelkich przyszłych systemów regulujących procedury biotechnologiczne dotyczące ludzi. Obecnie istnieje wiele wprowadzonych przez poszczególne państwa przepisów dotyczących zarodków ludzkich. Do tej chwili (listopad 2001) akty prawne regulujące badania nad zarodkami wprowadziło szesnaście krajów, w tym Francja (mimo że przerywanie ciąży jest tam dopuszczalne), Niemcy, Austria, Szwajcaria, Norwegia, Irlandia, Polska, Brazylia oraz Peru. Oprócz tego Węgry, Kostaryka i Ekwador ograniczają badania w sposób pośredni, przyznając zarodkom prawo do życia. Finlandia, Szwecja i Hiszpania zezwalają na badania na zarodkach, lecz jedynie na tych, które powstają jako nadwyżka po procedurze zapłodnienia in vitro. Jedne z najostrzejszych praw obowiązują w Niemczech - od momentu uchwalenia w 1990 roku Ustawy o ochronie zarodków (Gesetz zum Schutz von Embryonen) uregulowano wiele obszarów, włączając w to nadużycia wobec ludzkich zarodków, wybór płci zarodka, sztuczną modyfikację ludzkich komórek linii płciowej, klonowanie oraz tworzenie chimer i hybryd.

W Wielkiej Brytanii uchwalono w 1990 roku Ustawę o zapłodnieniu oraz embriologii, która stała się jedną z najbardziej przejrzystych norm prawnych na świecie regulujących badania nad zarodkami oraz klonowanie. Z początku sądzono, że ustawa ta zabrania klonowania reprodukcyjnego, zezwalając na tworzenie klonów w celach badawczych, jednak w 2001 roku brytyjski sąd stwierdził, że w związku z furtką prawną w ustawie dopuszcza ona również klonowanie reprodukcyjne, rząd brytyjski zaś natychmiast podjął wysiłki w celu zamknięcia tej furtki349. W związku z brakiem ogólnoeuropejskiego porozumienia w tej sprawie nie podjęto żadnych działań w celu uregulowania kwestii badań nad zarodkami na szczeblu europejskim poza stworzeniem Europejskiej Grupy ds. Etyki w Nauce i Nowych Technologiach350.

Badania nad zarodkami są jedynie początkiem szeregu nowych osiągnięć technicznych, które zmuszą społeczeństwa do stworzenia przepisów oraz instytucji nadzorczych. Inne techniki, jakie pojawią się wcześniej czy później, to:




  • Przedimplantacyjna diagnostyka genetyczna. Ta grupa technik, opierających się na genetycznym badaniu wielu zarodków pod kątem wad wrodzonych i innych cech, stanowi początek ery „dzieci na zamówienie” i pojawi się dużo wcześniej niż modyfikacja ludzkich komórek linii płciowej. Takie badania przeprowadzano już na dzieciach rodziców podatnych na pewne uwarunkowane genetycznie choroby. Czy chcemy w przyszłości pozwolić rodzicom badać i wybiórczo przenosić do macicy zarodki na podstawie ich płci, inteligencji, wyglądu, koloru oczu, włosów czy skóry, orientacji seksualnej lub innych cech, gdy możliwe stanie się określenie tych cech na podstawie genów?

  • Modyfikacja komórek linii płciowej. Kiedy (o ile to nastąpi) pojawi się możliwość modyfikacji ludzkich komórek linii płciowej, pytania związane z przedimplantacyjną diagnostyką genetyczną wrócą w jeszcze ostrzejszej formie. Możliwości diagnostyki przedimplantacyjnej są ograniczone faktem, że liczba zarodków do wyboru będzie zawsze ograniczona i wszystkie one zawierać będą geny rodziców. Modyfikacja komórek linii płciowej da możliwość włączenia niemal każdej uwarunkowanej genetycznie cechy (o ile będzie się dało zidentyfikować jej źródło w genomie), w tym również cech pochodzących od innych gatunków.

  • Tworzenie chimer przy użyciu ludzkich genów. Geoffrey Bourne, były dyrektor ośrodka badań nad naczelnymi Uniwersytetu Emory powiedział kiedyś, że „z naukowego punktu widzenia bardzo ważną rzeczą byłaby próba skrzyżowania małpy z człowiekiem”. Inni badacze sugerowali użycie kobiet jako „matek zastępczych” dla zarodków szympansów lub goryli351. Jedna z firm biotechnologicznych, Advanced Cell Technology, ogłosiła, że udało jej się przenieść ludzkie DNA do krowiego oocytu i doprowadzić powstałą zygotę do stadium blastocysty - dopiero wówczas ją zniszczono. Naukowców od badań w tej dziedzinie odstrasza obawa przed atakami prasy, lecz w Stanach Zjednoczonych praktyki takie nie są nielegalne. Czy powinniśmy zezwolić na tworzenie hybryd przy użyciu ludzkich genów?

  • Nowe leki psychotropowe. W Stanach Zjednoczonych nadzorem nad lekami terapeutycznymi zajmuje się Administracja ds. Żywności i Leków, a walką z nielegalnymi środkami, takimi jak heroina, kokaina czy marihuana - Agencja ds. Walki z Narkotykami (DEA) oraz władze stanowe. Społeczeństwa będą musiały podejmować decyzje na temat legalności oraz dopuszczalnego zakresu stosowania przyszłych generacji leków neurofarmakologicznych. W przypadku przyszłych leków poprawiających pamięć lub inne zdolności poznawcze trzeba będzie stwierdzić, czy użycie farmaceutyków w takich celach jest pożądane i jak powinno się je kontrolować.

Gdzie wytyczyć granice?

Regulacja polega tak naprawdę na wytyczaniu kolejnych granic oddzielających działania legalne od zabronionych na podstawie prawa określającego obszar, w którym instytucje regulujące są uprawnione do decydowania. Większość ludzi czytających powyższą listę potencjalnych owoców rozwoju biotechnologii, z wyjątkiem skrajnych libertarian, będzie zapewne chciała wytyczenia pewnych granic.

Istnieją rzeczy, których powinno się kategorycznie zakazać. Należy do nich klonowanie reprodukcyjne - w celu płodzenia dzieci352. Istnieją ku temu tak moralne, jak i praktyczne powody, daleko wykraczające poza obawy Narodowej Komisji Doradczej ds. Bioetyki, że obecnie niemożliwe jest bezpieczne klonowanie ludzi.

Powody moralne wiążą się z faktem, że klonowanie jest wysoce nienaturalną formą rozrodu, która doprowadzi do równie nienaturalnych związków między rodzicami a dziećmi353. Sklonowane dziecko będzie związane ze swoimi rodzicami w zupełnie asymetryczny sposób. Będzie ono jednocześnie dzieckiem i bliźniakiem tego rodzica, po którym dziedziczy geny, z drugim rodzicem zaś nie będzie spokrewnione w żaden sposób. Niespokrewniony rodzic będzie wychowywać młodszą wersję swojego małżonka. Jakie będą jego relacje z klonem, gdy ten osiągnie dojrzałość seksualną? W książce tej podano wiele przyczyn, dla których natura jest ważnym punktem odniesienia dla naszego systemu wartości, i nie powinno się jej lekkomyślnie odrzucać jako normy opisującej związki dzieci z rodzicami. Chociaż można sobie wyobrazić budzące współczucie scenariusze, w których klonowanie mogłoby być uzasadnione (na przykład ocalała z Holocaustu osoba, która nie ma innego sposobu, aby przedłużyć ród), nie są one jednak dowodem na istnienie wystarczająco poważnego interesu społecznego, aby usprawiedliwiać generalnie szkodliwe praktyki354.

Poza problemami związanymi z samym klonowaniem istnieje wiele obaw natury praktycznej. Klonowanie jest uchyleniem drzwi - za nim przyjdzie wiele nowych technik, które doprowadzą w końcu do dzieci na zamówienie - i będzie ono zapewne możliwe dużo wcześniej niż inżynieria genetyczna. Jeżeli w bliskiej perspektywie przyzwyczaimy się do klonowania, dużo trudniej będzie w przyszłości sprzeciwiać się modyfikacji komórek linii płciowej w celu poprawienia pewnych cech ludzkich. Ważne jest stworzenie politycznego precedensu już teraz, aby pokazać, że rozwój tych technik nie jest nieunikniony, społeczeństwa zaś mogą kontrolować tempo oraz zakres postępu technicznego. W żadnym kraju nie ma silnej grupy elektoratu opowiadającej się za klonowaniem. Istnieje również międzynarodowa zgoda co do sprzeciwu wobec tej procedury. Klonowanie jest więc ważną strategicznie okazją, aby zrealizować możliwość politycznej kontroli nad biotechnologią.

O ile jednak w tym przypadku właściwy jest całkowity zakaz, nie byłby on dobrą rzeczą w stosunku do wszystkich przyszłych technik. Diagnostyki przedimplantacyjnej używa się już obecnie, aby zapewnić narodzenie dzieci nie obciążonych chorobami genetycznymi. Tej samej techniki można użyć w mniej chwalebnych celach, na przykład aby wybrać płeć potomstwa. W tym przypadku nie powinniśmy zakazywać samej procedury, lecz kontrolować jej stosowanie, wykluczając nie diagnostykę przedimplantacyjną, lecz jej niewłaściwe użycie.

Narzucającą się metodą wytyczania granic jest odróżnienie terapii od poprawiania - ukierunkowanie badań w stronę tego pierwszego i ograniczenie tego drugiego. Pierwotnym celem medycyny jest ostatecznie leczenie chorych, nie zaś zamiana zdrowych w bogów. Nie chcemy, aby lekkoatleci byli gnębieni przez urazy kolan czy naderwane ścięgna, nie chcemy jednak również, aby rywalizacja opierała się na tym, kto zażył więcej sterydów. Ta generalna zasada pozwoliłaby nam na użycie biotechnologii w celu leczenia chorób genetycznych, takich jak pląsawica Huntingtona czy mukowiscydoza, lecz nie w celu uczynienia naszych dzieci inteligentniejszymi czy wyższymi.

Odróżnienie terapii od poprawiania atakowano, twierdząc, że nie ma sposobu dokonania go w teorii, a w związku z tym również i w praktyce. Istnieje długa tradycja, której najważniejszym wyrazicielem w ostatnich latach jest postmodernistyczny francuski myśliciel Michel Foucault355, utrzymująca, że to, co społeczeństwo uważa za patologię lub chorobę, jest w rzeczywistości konstruktem społecznym, służącym napiętnowaniu odstępstwa od pewnej normy. Na przykład, homoseksualizm był długo uważany za rzecz nienaturalną - zaliczano go do chorób psychicznych aż do drugiej połowy XX wieku, kiedy to skreślono go z listy patologii w związku z rosnącą akceptacją gejów w społeczeństwach rozwiniętych. Podobnie jest w przypadku karłów: wzrost ludzki podlega rozkładowi normalnemu i nie jest jasne, od którego punktu krzywej rozkładu zaczyna się być karłem. Jeżeli można podawać hormon wzrostu dziecku, które mieści się w pierwszym centylu skali wzrostu, dlaczego nie podać go temu, które mieści się w piątym, lub nawet pięćdziesiątym centylu356? Genetyk Lee Silver formułuje podobne spostrzeżenia na temat przyszłej inżynierii genetycznej, twierdząc, że niemożliwe jest obiektywne rozgraniczenie terapii i poprawiania: „w każdym przypadku w wyniku zabiegu inżynierii genetycznej do genomu dziecka zostanie dodane coś, czego nie było w genomie żadnego z rodziców”357.

O ile prawdą jest, że niektóre sytuacje trudno jest opisać w kategoriach wyraźnego rozgraniczenia patologii i normy, prawdą jest również, że istnieje coś takiego jak zdrowie. Zgodnie z tym, co pisze Leon Kass, istnieje naturalny sposób funkcjonowania organizmu, określony przez wymagania ewolucyjnej historii gatunku, który nie jest umownym konstruktem społecznym358. Często wydaje mi się, że jedynie ludzie, którzy nigdy nie byli chorzy, mogą twierdzić, że w zasadzie nie istnieje różnica między zdrowiem a chorobą: jeżeli mamy infekcję wirusową lub złamiemy nogę, od razu zauważamy, że coś jest nie tak.

Nawet w przypadkach, gdzie różnica między chorobą a zdrowiem i między terapią a poprawianiem jest mniej wyraźna, instytucje regulujące są w praktyce w stanie dokonać takiego rozróżnienia. Weźmy chociażby pod uwagę sprawę ritalinu. Jak to opisano w rozdziale 3, „choroba”, którą ritalin ma leczyć - zespół nadpobudliwości ruchowej połączonej z deficytem uwagi (ADHD) - prawdopodobnie w ogóle nie jest chorobą, lecz po prostu etykietą, którą przyklejamy ludziom znajdującym się na lewym skraju krzywej opisującej normalny rozkład zachowań związanych z koncentracją oraz uwagą. Jest to klasyczny przypadek patologii będącej konstruktem społecznym: kilkadziesiąt lat temu ADHD nie było nawet w leksykonie chorób. Nie istnieje więc jasne odróżnienie tego, co można byłoby nazwać terapeutycznym, od poprawiającego zachowanie zastosowania ritalinu. Na jednym końcu rozkładu znajdują się dzieci, które każdy określiłby jako tak nadpobudliwe, że nie mogą normalnie funkcjonować, trudno więc sprzeciwiać się leczeniu ich ritalinem. Na drugim końcu są dzieci, które nie mają żadnych problemów z koncentracją czy interakcją społeczną i dla których zażywanie ritalinu mogłoby być przyjemnym doświadczeniem, dającym im poczucie zadowolenia podobne do pojawiającego się po zażyciu innych pochodnych amfetaminy. Zażywałyby one jednak ten lek w celu poprawienia pewnych aspektów funkcjonowania, nie zaś z powodów terapeutycznych, większość ludzi chciałaby więc temu zapobiec. Spory wokół ritalinu spowodowane są istnieniem przypadków pośrednich, gdy pacjenci spełniają jedynie część kryteriów diagnostycznych podanych w „Diagnostycznym i statystycznym podręczniku chorób umysłowych”, a lekarze i tak zapisują im ten środek.

Innymi słowy, jeżeli istnieje przypadek, w którym odróżnienie diagnostyczne patologii od zdrowia oraz terapii od poprawiania jest wątpliwe, jest to właśnie przypadek ADHD i ritalinu. Niemniej instytucje kontrolne nieustannie dokonują takich rozróżnień i egzekwują przepisy z nich wynikające. Agencja ds. Walki z Narkotykami klasyfikuje ritalin jako środek klasy II, który może być stosowany jedynie w celach terapeutycznych i wydawany z przepisu lekarza; zwalcza ona stosowanie ritalinu w celach rekreacyjnych (co obejmuje „poprawianie” zachowań), podobnie jak w przypadku amfetaminy. To, że granica między terapią a poprawianiem nie jest wyraźna, nie czyni tego rozróżnienia bezwartościowym. Moje odczucie jest takie, że w Stanach Zjednoczonych lek ten przepisuje się zbyt często i stosuje się go w sytuacjach, w których rodzice oraz nauczyciele powinni używać tradycyjnych środków przyciągania uwagi dzieci i kształtowania ich charakterów. A jednak obecny system regulacji, ze wszystkimi jego wadami, jest lepszy od sytuacji, w której stosowanie ritalinu zostałoby całkowicie zabronione lub byłby on sprzedawany w aptece bez recepty podobnie jak syrop na kaszel.

Od instytucji regulujących nieustannie wymaga się, aby podejmowały trudne decyzje, nie wytrzymujące konfrontacji z wnikliwym spojrzeniem teoretyków. Jaki jest „bezpieczny” poziom zawartości metali ciężkich w glebie lub dwutlenku siarki w powietrzu? Jak odpowiedzialny urząd ma uzasadnić zaostrzenie norm dotyczących poziomu zawartości danej trucizny w wodzie pitnej z pięćdziesięciu do pięciu części na milion, na jednej szali ważąc konsekwencje zdrowotne, na drugiej zaś koszty wprowadzenia w życie nowych norm? Takie decyzje zawsze budzą kontrowersje, lecz w pewnym sensie łatwiej jest podejmować je w praktyce niż w teorii. W praktyce bowiem prawidłowo funkcjonujący ustrój demokratyczny pozwala ludziom, którzy mają swój interes w tym, aby podmiot regulujący podjął pewne decyzje, walczyć o swoje racje do momentu, kiedy osiągnięty zostanie kompromis.

Kiedy już zgodzimy się, że potrzebna jest możliwość wytyczenia pewnych granic, poświęcenie zbyt wielkiej ilości czasu na precyzyjne ustalenie, gdzie mają przebiegać, nie będzie szczególnie owocne. Podobnie jak w innych obszarach regulacji wiele takich decyzji będzie musiało zostać podjętych metodą prób i błędów przez agencje rządowe na podstawie wiedzy i doświadczenia, których jeszcze nie posiadamy. Ważniejsze jest przemyślenie struktury instytucji, które będą w stanie tworzyć i egzekwować przepisy dotyczące na przykład stosowania diagnostyki przedimplantacyjnej wyłącznie w celach terapeutycznych, nie zaś w celu poprawiania natury. Ważne jest również przewidzenie możliwości rozszerzenia działania tych instytucji na forum międzynarodowe.

Jak zostało to powiedziane na początku tego rozdziału, w pierwszym rzędzie wyzwanie muszą podjąć prawodawcy, do których należy ustanowienie odpowiednich praw oraz instytucji. Łatwo to powiedzieć, trudniej wykonać: biotechnologia jest dziedziną wymagającą i złożoną technicznie, zmieniającą się niemal co dzień, związane z nią grupy interesu zaś mają rozbieżne cele. Sporów politycznych wokół biotechnologii nie da się zaszufladkować w znane nam kategorie: nie jest z góry oczywiste, jak konserwatywny republikanin czy lewicujący socjaldemokrata zagłosują nad ustawą mającą dopuścić terapeutyczne klonowanie lub badania nad komórkami macierzystymi. Z powyższych powodów wielu prawodawców wolałoby uniknąć problemu, mając nadzieję, że sam się on jakoś rozwiąże.

Jednak bezczynność w obliczu szybkich zmian w technice jest równoznaczna z decyzją legitymizującą te zmiany. Jeżeli prawodawcy w demokratycznych społeczeństwach nie staną na wysokości zadania, decyzja zostanie podjęta za nich przez inne instytucje i podmioty.

Stwierdzenie to szczególnie sprawdza się w specyficznych warunkach amerykańskiego systemu politycznego. W przeszłości zdarzało się, że gdy władza ustawodawcza nie była w stanie wypracować akceptowalnych zasad politycznych, w kontrowersyjne obszary polityki społecznej wkraczały sądy Przy braku decyzji Kongresu dotyczących kwestii takiej jak klonowanie może się zdarzyć, że sądy w pewnym momencie będą chciały lub musiały zająć się tą sprawą i odkryją na przykład, iż klonowanie ludzi lub badania nad klonowaniem należą do praw chronionych przez konstytucję. To bardzo niedobre podejście do tworzenia prawa i polityki społecznej miało już miejsce w przeszłości i naznaczyło swoim piętnem takie problemy, jak legalizacja przerywania ciąży, które powinny były zostać rozwiązane przez władzę ustawodawczą. Jeżeli jednak Amerykanie za pośrednictwem swoich demokratycznie wybranych przedstawicieli jasno wyrażą swoją wolę dotyczącą klonowania ludzi, sądy nie będą skłonne się jej sprzeciwiać, odkrywając nowe prawo konstytucyjne.

Jeżeli władza ustawodawcza podejmie działania zmierzające do uregulowania w większym stopniu dziedziny biotechnologii, napotka ważne kwestie związane ze strukturą instytucji potrzebnych do egzekwowania nowych przepisów. Przed tym problemem Stany Zjednoczone oraz Wspólnota Europejska stanęły już w latach osiemdziesiątych, kiedy na scenie pojawiła się biotechnologia rolnicza - czy należy to zadanie pozostawić istniejącym instytucjom regulującym, czy też nowe techniki różnią się od starych w takim stopniu, że potrzebne są nowe urzędy? W przypadku amerykańskim administracja Reagana zdecydowała, że zastosowanie biotechnologii w rolnictwie nie stanowi wystarczająco radykalnego zerwania z przeszłością, aby wprowadzać regulację nie ze względu na produkt, lecz na proces jego wytwarzania. W związku z tym zdecydowano się pozostawić uprawnienia regulacyjne w rękach istniejących agencji: Administracji ds. Żywności i Leków oraz Agencji Ochrony Środowiska, opierając się na ich dotychczasowych kompetencjach. W Europie z kolei zdecydowano się zastosować regulację ze względu na proces wytwarzania żywności i w wyniku takiej decyzji stworzono nowe procedury regulacyjne dotyczące produktów biotechnologicznych.

Obecnie wszystkie kraje stoją przed podobnymi decyzjami w związku z rozwojem biotechnologii człowieka. W Stanach Zjednoczonych możliwe byłoby pozostawienie uprawnień do jej regulacji w rękach istniejących instytucji, takich jak Administracja ds. Żywności i Leków i Narodowy Instytut Zdrowia, czy grup konsultacyjnych, jak Komitet Doradczy ds. Rekombinowanego DNA. Rozsądnie jest zachować oszczędność w tworzeniu nowych instytucji regulacyjnych i kolejnych warstw biurokracji. Z drugiej strony, istnieje wiele powodów, aby sądzić, że w celu uporania się z wyzwaniami nadchodzącej rewolucji biotechnologicznej powinniśmy ustanowić nowe urzędy. Nieuczynienie tego przypominałoby próbę powierzenia nadzoru nad nowo powstałym lotnictwem cywilnym odpowiedzialnej za nadzór nad ciężarówkami Komisji ds. Handlu Międzystanowego zamiast utworzenia osobnej Administracji Federalnej ds. Lotnictwa.

Zajmijmy się najpierw Stanami Zjednoczonymi. Pierwszym powodem, dla którego funkcjonujące tam instytucje nie będą prawdopodobnie w stanie nadzorować w przyszłości biotechnologii człowieka, są ich wąskie uprawnienia. Biotechnologia człowieka znacząco różni się od biotechnologii rolniczej, ponieważ niesie ze sobą mnóstwo kwestii etycznych związanych z ludzką godnością i prawami człowieka, które nie istnieją w przypadku organizmów zmodyfikowanych genetycznie. Chociaż ludzie sprzeciwiają się tworzeniu roślin transgenicznych z powodów etycznych, najgłośniejsze protesty mają związek z ich możliwymi negatywnymi konsekwencjami dla zdrowia ludzkiego oraz ich wpływem na środowisko. To właśnie do badania takich kwestii powołane zostały istniejące instytucje nadzorcze: Administracja ds. Żywności i Leków, Agencja Ochrony Środowiska czy Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych. Można je krytykować za ustanawianie niewłaściwych norm lub za niewystarczającą ostrożność, jednak zajmując się genetycznie zmodyfikowaną żywnością, działają one w ramach swych uprawnień.




1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   24


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna