Francis Fukuyama Koniec człowieka Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej



Pobieranie 1.41 Mb.
Strona3/24
Data28.04.2016
Rozmiar1.41 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   24

Z drugiej strony, każdy rodzic, który wychowywał więcej niż jedno dziecko, wie z doświadczenia, że między rodzeństwem występuje wiele indywidualnych różnic, których nie da się wytłumaczyć procesem wychowania czy środowiskiem. Obecnie znamy jedynie dwa sposoby oddzielenia w badaniach naukowych wrodzonych przyczyn pewnych zachowań od przyczyn uwarunkowanych kulturowo. Jednym z nich jest genetyka behawioralna, drugim - antropologia międzykulturowa. W przyszłości jednak z pewnością zdobędziemy dokładniejszą empiryczną wiedzę o molekularnych i neurologicznych powiązaniach genów z zachowaniem.

Genetyka behawioralna opiera się na badaniach nad parami bliźniąt - w idealnym przypadku oddzielnie wychowywanych identycznych bliźniąt (nazywa się je bliźniętami jednojajowymi, ponieważ przyszły na świat wskutek podziału jednego zapłodnionego jajeczka). Wiemy, że bliźnięta jednojajowe mają taki sam genotyp (identyczne DNA), oraz możemy przyjąć, że istniejące między nimi różnice w zachowaniu odzwierciedlają różne środowiska, w których się wychowywały, nie zaś ich cechy dziedziczne. Poprzez porównanie zachowań takich bliźniąt - na przykład poddanie ich testom na inteligencję czy porównanie ich kartoteki kryminalnej lub historii zatrudnienia w pewnym wieku - możemy uzyskać liczbę, która odzwierciedla stopień - jak to się nazywa w żargonie statystycznym - wariancji w zachowaniach zależny od genów. Pozostała część różnic wynika więc z uwarunkowań środowiskowych. Genetyka behawioralna bada również osoby niespokrewnione (czyli rodzeństwa adoptowane) wychowywane w tych samych rodzinach. Jeżeli wspólne środowisko danej rodziny i model wychowania tak silnie warunkują zachowania, jak utrzymują to przeciwnicy teorii o dziedziczeniu, to takie osoby powinny wykazywać większe podobieństwo cech niż dowolnie wybrani niespokrewnieni ludzie. Porównanie tych dwóch stopni korelacji ukazuje nam wpływ wspólnego środowiska.

Wyniki badań z zakresu genetyki behawioralnej są niejednokrotnie uderzające - wskazują one na duże podobieństwo zachowań wśród bliźniąt jednojajowych mimo wychowywania przez innych rodziców i w innym środowisku kulturowym czy społecznym. Takie podejście ma jednak wielu krytyków. Głównym problemem jest określenie, co stanowi inne środowisko. W wielu przypadkach środowiska, w których przebywają wychowywane osobno bliźnięta, mają jednak wiele cech wspólnych, co uniemożliwia rozróżnienie czynników genetycznych i kulturowych. Wspólnym środowiskiem, które może przeoczyć genetyk behawioralny, jest macica matki, która ma silny wpływ na to, jak dany genotyp rozwija się w fenotyp - konkretną istotę ludzką. Bliźnięta jednojajowe zawsze rozwijają się w jednym łonie, lecz ten sam płód w macicy innej matki mógł się rozwinąć zupełnie inaczej, jeżeli ta matka była niedożywiona, piła alkohol lub zażywała narkotyki.

Drugim, mniej dokładnym sposobem odkrywania naturalnych źródeł zachowania jest międzykulturowe studium danej cechy lub zachowania. Posiadamy obecnie wiele etnograficznych zapisów zachowań dużej liczby społeczności ludzkich, tak żyjących obecnie, jak i znanych nam z badań historycznych czy archeologicznych. Jeżeli dana cecha pojawia się we wszystkich lub niemal wszystkich znanych nam społecznościach, jest to silna wskazówka, że wynika ona z uwarunkowań genetycznych, nie zaś środowiskowych. Jest to podejście powszechnie stosowane w etologii - porównawczych studiach nad zachowaniem zwierząt.

Wadą tego podejścia są jednak trudności w wyizolowaniu uniwersalnych wzorców myśli i zachowań ludzkich. Zachowanie ludzi jest dużo bardziej zróżnicowane niż zachowanie zwierząt, ponieważ w dużo większym stopniu jesteśmy istotami kulturalnymi, uczącymi się zachowań na podstawie praw, obyczajów, tradycji i innych wpływów pochodzenia społecznego, nie zaś genetycznego20. Następcy Boasa w dziedzinie antropologii kultury bardzo chętnie podkreślają szerokość gamy ludzkich zachowań. Wielu klasyków dwudziestowiecznej antropologii usiłowało wykazać - jak Margaret Mead w Coming of Age in Samoa („Dorastanie na Samoa”) - że niektóre zachowania znane nam z kręgu kultury zachodniej, np. zazdrość o partnera seksualnego, nie mają miejsca w niektórych kulturach egzotycznych21. Tradycja ta jest ciągle żywa na niezliczonych wydziałach „badań kulturowych” uniwersytetów amerykańskich, gdzie kładzie się nacisk na istnienie skrzywionych, przekraczających pewne normy czy w inny sposób niezwykłych sposobów zachowania.

Faktem jest jednak, że istnieją uniwersalne cechy kulturowe: o ile pewne modele rodziny, takie jak chińska rodzina pięciopokoleniowa czy amerykańska rodzina składająca się jedynie z rodziców i dzieci, nie są uniwersalne, o tyle łączenie się osobników męskich i żeńskich w pary jest typowym zachowaniem gatunku ludzkiego, niekoniecznie zaś jest ono typowe wśród szympansów. Treść języka ludzkiego jest arbitralnie kształtowana przez kulturę, lecz „głębokie struktury” gramatyczne, odkryte przez Noama Chomsky’ego, na których opierają się wszystkie języki, nie zależą od kultury. Wiele przykładów dziwnego czy nietypowego zachowania, które miały służyć podważeniu istnienia uniwersalnych sposobów poznania, uznano za takie w wyniku ich niezrozumienia, jak to miało miejsce w przypadku badań Margaret Mead nad młodzieżą na Samoa. Twierdzono, że Indianie Hopi nie znają pojęcia czasu, podczas gdy w rzeczywistości znają, lecz antropolog prowadzący badania nad ich kulturą tego nie dostrzegł22. Można by przypuszczać, że barwy są konstruktem kulturowym, ponieważ to, co rozpoznajemy jako „niebieskie” czy „czerwone”, to po prostu punkty na skali ciągłego widma światła widzialnego. Gdy jednak podczas pewnego badania antropologicznego poproszono członków bardzo różniących się od siebie kultur o wskazanie w tabelach kolorów używanych przez ich społeczności, okazało się, że badane osoby postrzegały te same barwy podstawowe i pochodne niezależnie od różnic kulturowych. Wskazuje to na fakt, że nasze zdolności percepcji barw są wbudowane na stałe i mają podstawy biologiczne, nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie wskazać konkretnych genów czy struktur mózgu, które za to odpowiadają.

Genetyka behawioralna i antropologia międzykulturowa wychodzą od ogólnego badania zachowań i mają na celu wyciągnięcie wniosków na temat natury ludzkiej na podstawie występujących korelacji. Pierwsza z tych dziedzin bada ludzi o identycznym genotypie i szuka różnic spowodowanych przez środowisko, druga zaś zajmuje się ludźmi różniącymi się kulturowo i szuka wspólnych cech warunkowanych przez geny. Żadne z tych podejść nie może dać bezspornych dowodów, ponieważ każde z nich opiera się na wnioskowaniu statystycznym, często obarczonym dużym marginesem błędu, i nie może opisać konkretnych związków przyczynowo-skutkowych między genami a zachowaniem.

To jednak wkrótce się zmieni. Biologia może teoretycznie dostarczyć informacji o molekularnych powiązaniach między genami a zachowaniem. Geny sterują ekspresją (włączaniem i wyłączaniem) innych genów i zawierają kod białek, które kontrolują reakcje chemiczne wewnątrz organizmu i stanowią budulec dla jego komórek. Większość naszej obecnej wiedzy o uwarunkowaniach genetycznych dotyczy chorób o stosunkowo prostej etiologii, wywoływanych przez pojedyncze geny, jak pląsawica Huntingtona, choroba Taya-Sachsa czy mukowiscydoza, których przyczyny sprowadzają się do defektów pojedynczego allela (odcinka DNA, który może się różnić u różnych osobników). Cechy o wyższym poziomie abstrakcji, jak iloraz inteligencji czy agresja, mają prawdopodobnie o wiele bardziej złożone korzenie genetyczne, są bowiem produktem interakcji - genów z innymi genami oraz genów ze środowiskiem. Zwiększenie naszej wiedzy o uwarunkowaniach genetycznych wydaje się jednak nieuniknione, nawet jeżeli nigdy w pełni nie zrozumiemy powodów ludzkich zachowań.

Na przykład, Joe Tsien, biolog z Uniwersytetu Princeton, wszczepił myszom gen warunkujący doskonałą pamięć. Od dawna przypuszczano, że element komórek mózgowych nazywany receptorem NDMA jest związany ze zdolnością zapamiętywania, zaś jego istnienie jest produktem szeregu genów noszących nazwy NR1, NR2A oraz NR2B. Przeprowadzając eksperyment polegający na wyhodowaniu myszy bez genu NR1, Tsien ustalił, że gen ten ma rzeczywiście związek z pamięcią. W kolejnym eksperymencie dodał on innej myszy gen NR2B i okazało się, że otrzymał zwierzę o lepszej niż zazwyczaj pamięci23.

Tsien nie znalazł „genu inteligencji”, nie znalazł nawet „genu pamięci” - jest ona kształtowana przez interakcję wielu różnych genów. Inteligencja nie jest prawdopodobnie osobną cechą, lecz raczej zbiorem zdolności; wpływa na nie wiele funkcji poznawczych mózgu, z których tylko jedną jest pamięć. Znaleźliśmy jednak element układanki, a to dopiero początek. Oczywiście nie jest możliwe przeprowadzanie na ludziach eksperymentów polegających na wyłączaniu pewnych genów, lecz biorąc pod uwagę podobieństwa między genotypem ludzkim a zwierzęcym, w przyszłości będziemy w stanie wyciągnąć o wiele więcej wniosków na temat uwarunkowań genetycznych niż obecnie.

Możemy poza tym badać różnice w rozkładzie poszczególnych alleli i szukać korelacji z różnicami występującymi w populacji. Wiemy na przykład, że w różnych społecznościach na świecie występuje różny rozkład grup krwi: krew grupy 0 posiada około 40 procent Europejczyków, podczas gdy u Indian amerykańskich występuje prawie wyłącznie ta grupa krwi24. Allele związane z anemią sierpowatą częściej występują u czarnoskórych niż u białych Amerykanów. Genetyk populacyjny Luigi Luca Cavalli-Sforza wykonał mapę prawdopodobnych wędrówek ludzi pierwotnych z Afryki do pozostałych części świata, opierając się na rozkładzie mitochondrialnego DNA (DNA zawartego w mitochondriach, poza jądrem komórkowym, dziedziczonego po matce)25. Uczynił też następny krok, zestawiając te wczesne społeczności z rozwojem języków, i przedstawił, mimo braku jakichkolwiek źródeł pisanych, wczesny etap historii ewolucji języków.

Wiedza naukowa z tej dziedziny ma ważne implikacje polityczne nawet wtedy, gdy nie istnieje technika mogąca uczynić z niej użytek. Przekonaliśmy się już o tym na przykładzie trzech uwarunkowanych genetycznie cech wyższego poziomu - inteligencji, przestępczości i seksualności - a wiele jeszcze przed nami26.

Dziedziczność inteligencji

W 1994 roku publikacja książki Charlesa Murraya i Richarda Herrnsteina The Bell Curve („Krzywa dzwonowa”)27 wywołała burzę. Wypełniona statystykami i oparta na dużym zestawie danych (uzyskiwanych w wyniku ogólnonarodowego długoterminowego badania młodzieży) praca wysuwała dwa bardzo kontrowersyjne twierdzenia. Pierwsze było takie, że inteligencja jest w większości dziedziczona. Posługując się językiem statystyki, Murray i Herrnstein twierdzili, że od 60 do 70 procent wariancji ilorazu inteligencji zależy od genów, reszta zaś od czynników środowiskowych, takich jak dieta, wykształcenie, struktura rodziny itp. Po drugie, stwierdzali oni, że geny mają wpływ na to, że czarnoskórzy Amerykanie osiągają w testach inteligencji wyniki gorsze niż biali o wielkość około jednego odchylenia standardowego28. Murray i Herrnstein utrzymywali, że w świecie, w którym znikają bariery utrudniające awans społeczny i rosną korzyści z posiadania wysokiej inteligencji, społeczeństwo będzie coraz silniej podzielone ze względu na umiejętności poznawcze. To geny, nie zaś pochodzenie społeczne będą kluczem do sukcesu. Najinteligentniejsi zarobią najwięcej, w związku zaś z doborem partnerów (tendencją do wiązania się z ludźmi podobnymi sobie) elita będzie z czasem powiększać swoją przewagę. Ludzie o niższej inteligencji mają dużo mniejsze szanse życiowe, a możliwości poprawy tych szans za pomocą kompensujących programów społecznych są ograniczone29. Argumenty te były bardzo podobne do tych, które wysunął psycholog Arthur Jensen w swoim artykule w „Harvard Educational Review” w 1969 roku; doszedł w nim do równie pesymistycznych wniosków30.

Nic dziwnego, że wydanie The Bell Curve wzbudziło takie kontrowersje. Murraya i Herrnsteina oskarżono o rasizm i ciasnotę umysłową31. Oto cytat z jednej z recenzji: „Mimo tego, że jest to książka obraźliwa i zatrważająca, The Bell Curve (...) jest po prostu kolejnym rozdziałem w annałach rasistowskiej ekonomii politycznej”32. Typową strategią ataku było oskarżanie autorów książki o to, iż są pseudonaukowcami, których badania są tak nierzetelne i tendencyjne, że nie zasługują nawet na poważną polemikę, oraz próby łączenia ich z różnymi organizacjami skinheadów i neofaszystów33.

Książka ta była jednak po prostu kolejną salwą oddaną w wojnie toczącej się między tymi, którzy głoszą, że inteligencja jest głównie dziedziczona, a tymi, którzy twierdzą, że jest ona w dużym stopniu kształtowana przez środowisko. Konserwatyści często przychylnie odnoszą się do twierdzeń o wrodzonych różnicach między ludźmi, ponieważ pragną uzasadnić istniejącą hierarchię społeczną i sprzeciwiają się interwencjom rządów mającym na celu jej przebudowę. Lewica z kolei nie może pogodzić się z tym, że na drodze do sprawiedliwości społecznej miałyby stanąć granice wyznaczone przez naturę, szczególnie zaś nie do przyjęcia jest dla niej twierdzenie o wrodzonych różnicach między grupami ludzi. W przypadku kwestii takiej jak inteligencja stawka jest na tyle wysoka, że natychmiast wynikają dyskusje o metodologii, w których prawica twierdzi, że zdolności poznawcze łatwo określić i zmierzyć, lewica zaś utrzymuje, że są one pojęciem mglistym i dochodzi do grubych błędów w ich pomiarach34.

Niełatwo jest pogodzić się z faktem, że rozwój nowoczesnej statystyki, a w związku z tym również współczesnej nauki o społeczeństwie, jest nierozerwalnie związany z psychometrią i dokonaniami grupy doskonałych metodologów, którzy byli zarazem rasistami i zwolennikami eugeniki. Pierwszym z nich był kuzyn Karola Darwina, Francis Galton, twórca pojęcia „eugenika”, który w swojej książce Hereditary Genius („Geniusz dziedziczny”) dowodził, że ponadprzeciętne zdolności są często przekazywane potomstwu35. Galton jako jeden z pierwszych naukowców końca XIX wieku stworzył test, który miał, według niego, obiektywnie mierzyć inteligencję. Systematycznie zbierał dane i eksperymentował przy ich analizie z nowymi metodami matematycznymi.

Uczeń Galtona, Karl Pearson, był profesorem nazwanej imieniem jego mentora katedry eugeniki w londyńskim University College. Pearson był wyznawcą darwinizmu społecznego; jego poglądy obrazuje następujący cytat: „Historia ukazuje mi jedną i tylko jedną drogę prowadzącą do wysokiego stopnia ucywilizowania, mianowicie walkę rasy przeciw rasie i przeżycie tej rasy, która jest sprawniejsza fizycznie i umysłowo”36. Był również doskonałym metodologiem i jednym z twórców nowoczesnej statystyki. Każdy student statystyki już na pierwszym roku uczy się obliczania będącego podstawowym wskaźnikiem korelacji „współczynnika r Pearsona”, poznaje też test istotności chi kwadrat, który również jest wynalazkiem Pearsona. Pearson wprowadził współczynnik korelacji między innymi dlatego, że szukał dokładniejszej metody wiązania zjawisk mierzalnych, takich jak wyniki w testach inteligencji, z ich biologicznymi podstawami, takimi jak sama inteligencja. Witryna internetowa wydziału statystyki University College z dumą opisuje osiągnięcia Pearsona w zakresie matematyki stosowanej, lecz pomija dyskretnym milczeniem jego prace o rasach i dziedziczności.

Trzecim ważnym metodologiem był Charles Spearman; wynalazł on fundamentalną technikę analizy czynnikowej oraz współczynnik korelacji rang, które stały się nieodzownymi narzędziami statystyków. Spearman, który zajmował się psychometrią, zauważył, że wyniki testów różnych zdolności umysłowych są ze sobą silnie skorelowane: jeżeli ktoś osiąga dobre wyniki w teście zdolności werbalnych, podobnie jest zazwyczaj w teście zdolności liczbowych. Spearman stwierdził, że musi istnieć współczynnik inteligencji ogólnej, który nazwał g (ang. general - ogólny). Wartość tego współczynnika warunkowała wyniki danej osoby w różnych testach. Powstanie analizy czynnikowej było wynikiem wysiłków Spearmana mających na celu ścisłe wyizolowanie g, zaś metoda ta wciąż odgrywa wielką rolę we współczesnych dyskusjach dotyczących inteligencji dziedzicznej.

Związek psychometrii z nie dającymi się zaakceptować poglądami na temat ras i eugeniki dyskredytuje całą tę dziedzinę nauki w oczach niektórych ludzi, lecz tak naprawdę dowodzi on, że niepoprawne politycznie odkrycia niekoniecznie wiążą się ze źle uprawianą nauką. Atakowanie naukowej metodologii ludzi, których poglądy nam nie odpowiadają, i odrzucanie ich pracy jako „pseudonauki” jest wygodną metodą uniknięcia dyskusji o meritum rzeczy. W drugiej połowie XX wieku bardzo sprawnie stosowała tę metodę lewica, a apogeum osiągnęła ona w momencie wydania w 1981 roku książki Stephena Jaya Goulda The Mismeasure of Man („Błędna miara człowieka”)37. Gould, silnie sympatyzujący z lewicą paleontolog, swoją książkę zaczął od ataku na tak łatwe cele, jak Samuel George Morton i Paul Broca; ci dziewiętnastowieczni naukowcy uważali, że inteligencję można określić na podstawie pomiarów głowy, a ich błędnych danych używano na początku XX wieku jako uzasadnienia rasistowskiej i antyimigracyjnej polityki. Następnie Gould atakuje bardziej wiarygodnych dwudziestowiecznych przedstawicieli poglądu, że inteligencja ma uwarunkowania genetyczne, takich jak Spearman czy Sir Cyril Burt, na którego pracach opierał się Arthur Jensen.

Ten ostatni przypadek jest szczególnie godny uwagi, ponieważ Burtowi, jednemu z wielkich postaci nowoczesnej psychologii, postawiono w 1976 roku zarzut świadomego sfałszowania danych pochodzących z badań nad bliźniętami jednojajowymi, które posłużyły do oszacowania, że inteligencja jest dziedziczna w ponad 70 procentach. Angielski dziennikarz Oliver Gillie napisał w swoim artykule w „The Sunday Times”, że Burt wymyślił współautorów swojej pracy oraz dane, jego odkrycia zaś to zwykłe oszustwo. Dostarczyło to argumentów innym krytykom Burta, takim jak psycholog Leon Kamin, który oświadczył, że „nie istnieją dane mogące skłonić rozsądną osobę do zaakceptowania hipotezy, że wyniki testów inteligencji są w jakimkolwiek stopniu dziedziczne”38. Richard Lewontin, Steven Rose oraz Kamin zaatakowali całą genetykę behawioralną, którą uważali za pseudonaukę39.

Niestety, twierdzenie, że g odnosi się do czegoś rzeczywiście istniejącego w mózgu i ma podstawy genetyczne, okazało się niełatwe do obalenia na gruncie metodologii. Późniejsi badacze, którzy przyjrzeli się pracom Burta, wykazali, że zarzuty świadomego sfabrykowania danych były nieuczciwe40. Badania Burta nad bliźniętami jednojajowymi nie były zresztą jedynymi, które wskazywały na wysoki stopień dziedziczności; przeprowadzono wiele innych studiów, których wyniki były bardzo podobne do uzyskanych przez Burta; przykładem mogą tu być badania nad bliźniętami przeprowadzone w 1990 roku w stanie Minnesota.

Psycholodzy ciągle spierają się co do istnienia i natury czynnika g Spearmana, a uznane autorytety naukowe można znaleźć po obydwu stronach barykady41. Od momentu jej ogłoszenia w 1904 roku teoria Spearmana mówiąca, że inteligencja jest pojedynczą, osobną cechą, była atakowana przez badaczy twierdzących, iż w rzeczywistości jest ona zbiorem wzajemnie powiązanych zdolności, których poziom może być różny u tej samej jednostki. Jednym z pierwszych reprezentantów takiego poglądu był amerykański psycholog L. L. Thurstone; współcześnie teorii tej broni Howard Gardner, którego doktryna „inteligencji wielorakich” jest powszechnie znana w amerykańskich środowiskach związanych z edukacją42. Obrońcy czynnika g wskazują na fakt, że cała dysputa toczy się w pewnym stopniu o definicję: wiele spośród zdolności, które Gardner nazywa inteligencjami, można byłoby - jak wskazują Murray i Herrnstein - nazwać talentami, termin „inteligencja” zachowując dla pewnego bardziej ograniczonego zestawu funkcji poznawczych. Autorzy ci opierają swoje poparcie dla teorii współczynnika g na analizie czynnikowej oraz silnych statystycznych przesłankach, że g jest niepodzielne. Krytycy twierdzą, nie bez racji, że zwolennicy teorii współczynnika g wnioskują o istnieniu zdolności, która musi mieć jakiś fizjologiczny odpowiednik w mózgu, lecz nikt do tej pory go nie zaobserwował.

Po opublikowaniu The Bell Curve ukazało się wiele prac autorstwa psychologów i specjalistów w zakresie inteligencji podsumowujących obecny stan wiedzy o związkach między inteligencją a dziedzicznością43. Z lektury tych dzieł jasno wynika, że o ile wielu naukowców zdecydowanie nie zgadza się z najważniejszymi twierdzeniami Murraya i Herrnsteina, o tyle problem, który wskazali - znaczenie inteligencji w nowoczesnych społeczeństwach oraz implikacje jej genetycznych uwarunkowań - będzie wciąż obecny. Niewielu naukowców zaprzecza na przykład teorii, że to, co mierzą testy inteligencji - czy jest to g, czy też różne inne współczynniki inteligencji - jest w znacznym stopniu dziedziczne. W specjalnym numerze pisma „American Psychologist”, wydanym wkrótce po ukazaniu się The Bell Curve, dokonano podsumowania - psycholodzy są zgodni, że w dzieciństwie połowa naszej inteligencji wydaje się związana z naszymi genami, w wieku dojrzałym zaś procentowy udział cech dziedzicznych jest jeszcze większy44. Specjaliści spierają się o kwestie techniczne, takie jak pojęcie dziedziczności „szerokiej” i „wąskiej”, co skłania niektórych z nich do stwierdzenia, że geny wpływają na inteligencję w nie więcej niż 40 procentach45, lecz niewielu poważnie traktuje stwierdzenie Kamina, iż nie istnieją wiarygodne dowody na to, że wyniki testów inteligencji mają związek z genami.

Różnice w szacunkach dotyczących dziedziczenia inteligencji mogą mieć ważne skutki dla polityki państwa, ponieważ przyjęcie niższego stopnia dziedziczności, w zakresie 40-50 procent, sugeruje, że wbrew twierdzeniom Murraya i Herrnsteina istnieją czynniki środowiskowe mogące podnosić iloraz inteligencji w populacji, na te czynniki zaś może wpływać polityka rządu. Szklankę można postrzegać jako w połowie pełną, nie zaś w połowie pustą: lepsza dieta, edukacja, większe bezpieczeństwo i środki finansowe mogą przyczynić się do zwiększenia tych pięćdziesięciu procent ilorazu inteligencji dziecka, które zależą od środowiska, a więc polityka społeczna powinna być ukierunkowana na osiągnięcie tego celu.

Istnienie składnika środowiskowego zmniejsza również kłopot związany z nieszczęsnym problemem inteligencji różnych ras. To samo specjalne wydanie „American Psychologist” potwierdziło, że Murzyni rzeczywiście osiągają znacząco niższe od białych wyniki w standaryzowanych testach inteligencji. Pytanie brzmi, dlaczego. Jest wiele przesłanek, by sądzić, że różnica ta wynika w zdecydowanie większym stopniu z uwarunkowań środowiskowych niż genetycznych. Jedną z najważniejszych jest tzw. efekt Flynna, nazwany tak na cześć psychologa Jamesa Flynna, który jako pierwszy zauważył, że w prawie każdym rozwiniętym kraju iloraz inteligencji w populacji wzrósł w ciągu poprzedniego pokolenia46. Jest zupełnie nieprawdopodobne, aby zmiana ta wynikała z czynników genetycznych, ponieważ zmiany genetyczne nie postępują tak szybko; sam Flynn sceptycznie odnosi się do stwierdzenia, jakoby ludzie byli obecnie dużo inteligentniejsi niż kilkadziesiąt lat temu. Sugeruje to, że tak wyraźny przyrost w ilorazie inteligencji jest wynikiem działania jakiegoś jeszcze słabo poznanego czynnika środowiskowego, mogącego mieć związek z lepszym pożywieniem (które spowodowało szybki przyrost średniego wzrostu w populacji w tym samym okresie), edukacją lub większą dostępnością stymulacji umysłowej. Można w związku z tym przypuszczać, że wśród społecznie słabszych grup, takich jak czarnoskórzy Amerykanie, którzy mieli gorsze warunki, jeżeli chodzi o dietę, edukację i inne elementy środowiska społecznego, również nastąpi z czasem przyrost ilorazu inteligencji. Iloraz inteligencji Murzynów już wzrósł, podobnie jak w przypadku Żydów i innych grup imigrantów; różnica między ciemnoskórymi a białymi już się zmniejszyła, w przyszłości zaś może zupełnie zaniknąć.




1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   24


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna