Fundamentem obecnych stosunków amerykańsko-europejskich są cztery strefy



Pobieranie 164.36 Kb.
Strona1/4
Data05.05.2016
Rozmiar164.36 Kb.
  1   2   3   4



Wprowadzenie
Wśród strategicznych dla Unii Europejskiej relacji międzynarodowych bardzo duże znaczenie mają stosunki transatlantyckie, a więc partnerstwo z największą potęgą gospodarczą i militarną na świecie – Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Współpraca między UE a USA jest pojęciem bardzo szerokim, a swoim zakresem obejmuje szeroki zbiór zagadnień, wśród których kluczową rolę odgrywają kwestie ekonomiczne oraz sprawy polityki i bezpieczeństwa.
Fundamentem obecnych stosunków amerykańsko-europejskich są cztery strefy:

  • zagadnienia bezpieczeństwa

  • czynniki polityczne i instytucjonalne

  • relacje ekonomiczne i handlowe

  • czynniki kulturalno-społeczne.


W przypadku zagadnień bezpieczeństwa możemy mówić o daleko idącej współpracy wojskowej i strategicznej, prowadzeniu wspólnych operacji militarnych mających na celu gaszenie ognisk zapalnych oraz na dążeniu do budowy i utrzymania pokoju na świecie. Większość krajów UE należy do NATO, a dzięki współpracy z USA możliwe jest budowanie wspólnego frontu. Idealnym przykładem może być to, że z inicjatywy Waszyngtonu w 1996 roku w Berlinie zaakceptowano ideę utworzenia w ramach NATO Połączonych Sił Wielonarodowych do Zadań Specjalnych (CJTF). Dzięki rozwijaniu współpracy w ramach Paktu Europejskiej Tożsamości Bezpieczeństwa i Obrony, stworzono siły operacyjne pod politycznym i strategicznym kierownictwem UE na bazie zasobów NATO. Są to siły szybkiego reagowania służące do prowadzenia misji petersberskich, czyli realizacji celów Unii Europejskiej.
W strefie politycznej Unia Europejska i USA mają często takie same stanowiska, wspólne dążenia i cele. Ściśle się wspierają i pomagają sobie nawzajem w ich realizacji. Zarówno politycy amerykańscy, jak i UE, wielokrotnie podkreślają i deklarują współpracę. Kooperacja polityczna Stanów Zjednoczonych z krajami Europy Zachodniej tworzących dziś UE ma bardzo głębokie korzenie i sięga okresu II wojny światowej, czyli trwa już ponad 60 lat. Można więc stosunki te nazwać najdłużej trwającym bilateralnym sojuszem nowożytnego świata. Jest to w dziejach ludzkości skłonnej przecież do poróżnień zjawisko wyjątkowe i zasługujące na uznanie.



Współpraca ekonomiczna i gospodarcza pomiędzy USA i UE to obecnie największe tego rodzaju powiązania na świecie. Obie strony są dla siebie najważniejszymi partnerami.
Strefa kulturalno-społeczna jest strefą stymulującą trzy pozostałe. Społeczeństwa USA i UE są pod wieloma względami identyczne. Łączy je mnóstwo rzeczy takich jak: te same idee i wartości, zbliżony styl życia, podobne upodobania i dążenia czy też język angielski (bardzo szeroko rozpowszechniony w krajach Europy i używany w instytucjach Unii jako język urzędowy). Europejczycy podziwiają Stany Zjednoczone za potężną gospodarkę, panujący tam liberalizm i wolność oraz za kulturę. Często przejmują „amerykański styl życia”. Sąsiedzi zza oceanu natomiast są zafascynowani Europą i jej historią jako swoją kolebką. Nie pozostają też obojętni wobec kultury europejskiej, która jest inspiracją dla ich własnej. W USA artykuły czy przedmioty pochodzące z Europy uznawane są za elitarne. Europejczycy z kolei kochają MC-Donalds’a i z podziwem patrzą na wielkie amerykańskie samochody. Dla obywatela USA sprawą prestiżową jest spędzenie wakacji na starym kontynencie, marzy on o zobaczeniu wieży Eiffel’a tak samo, jak Europejczyk marzy o zobaczeniu Statuy Wolności. Ostatnimi czasy coraz częściej w światowych mediach używa się określenia „cywilizacja zachodu” i nikt nie ma wątpliwości, że chodzi tu o Amerykę Północną i kraje Europy Zachodniej, czyli USA i UE. Oba te terytoria zamieszkują pod wieloma względami tacy sami ludzie, oglądający te same filmy, czytający te same książki, mający w domu te same urządzenia, śmiejący się z tych samych dowcipów i prowadzący bardzo zbliżony, jeśli jeszcze nie identyczny styl życia. To właśnie wszystkie te podobieństwa, których nie sposób wymienić, mają tak wielki wpływ na polityczną sytuację na świecie i tak mocno wiążą ze sobą Unię Europejską i USA. Pokrewieństwo obu społeczeństw sprawia, iż łatwiej współpracuje im się ze sobą niż ze społecznościami odmiennymi.

Współpraca polityczna
UE postrzega Waszyngton jako partnera w rozwiązywaniu problemów o charakterze globalnym. Do najważniejszych elementów współpracy politycznej pomiędzy UE i USA należą:

  • promocja międzynarodowego pokoju, demokracji, praw człowieka

  • walka międzynarodowa z terroryzmem

  • współpraca dot. Przestrzeni Wolności, Bezpieczeństwa i Sprawiedliwości.

Chociaż współpraca transatlantycka zaczęła się już po II wojnie światowej, pierwszym oficjalnym dokumentem ustalającym zasady współpracy była Deklaracja Transatlantycka podpisana 20 listopada 1990 roku. Potwierdza się w niej wsparcie polityczne, jakie Waszyngton kieruje do demokratycznego i stabilnego partnera europejskiego. Zawierała ona program współpracy między USA i WE, później UE:

  • wsparcie demokracji, rządów prawa, walka o respektowanie praw człowieka

  • współpraca na rzecz pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego

  • wsparcie wolnego rynku, liberalizacja handlu, sprzeciwianie się protekcjonizmowi

  • walka z bezrobociem

  • stosowanie rozwoju zrównoważonego

  • polityczna i gospodarcza pomoc krajom rozwijającym się, zwłaszcza tym z Europy Środkowej i Wschodniej, by przyspieszyć nich transformację ustrojową.

Obecnie konsultacje między Prezydentem USA, Przewodniczącym Komisji Europejskiej i Przewodniczącym Rady Europejskiej odbywają się regularnie. Obie strony łączy sojusz polityczny i strategiczny. Unia pomaga Stanom już nie tylko politycznie, ale także praktycznie w utrzymaniu pokoju na świecie wysyłając swoje wojska w miejsca gdzie jest to konieczne. Rozwój Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE, utworzenie wojsk europejskich oraz wykorzystywanie ich w misjach stabilizacyjnych i pokojowych przynosi USA wymierne korzyści w postaci oszczędności wydatków na cele wojskowe.

Początki dzisiejszej współpracy USA z krajami Europy Zachodniej należącymi obecnie do UE sięgają okresu końca II wojny światowej i powojennego, kiedy to najpierw walczono ze wspólnym wrogiem - Niemcami hitlerowskimi, a następnie ogłoszono i wprowadzono w życie w 1947 roku plan Marshalla (plan Stanów Zjednoczonych mający służyć odbudowie gospodarek krajów Europy Zachodniej po II wojnie światowej, obejmujący pomoc w postaci surowców mineralnych, produktów żywnościowych, kredytów i dóbr inwestycyjnych)1. Nazwa tej inicjatywy pochodzi od nazwiska sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych gen. George’a Marshalla, który przemawiając 5 czerwca 1947 na Uniwersytecie Harvarda, przedstawił deklarację pomocy gospodarczej dla krajów Europy, określając jej charakter i warunki otrzymania.

Plan odbudowy został opracowany na spotkaniu państw europejskich latem 1947 roku. Oferował taką samą pomoc ZSRR i jego satelitom, ale został odrzucony przez Stalina, a na jego polecenie także przez rządy Polski i Czechosłowacji, które zostały zaproszone do udziału w planie i wyraziły wstępną akceptację przystąpienia do niego. Plan został uchwalony przez Kongres Stanów Zjednoczonych 3 kwietnia 1948 roku i wszedł w życie tego samego dnia po podpisaniu przez prezydenta Harry’ego Trumana. Program pomocy był realizowany przez 4 lata - od kwietnia 1948 do czerwca 1952. W tym czasie przekazano około 13 mld dolarów (co najmniej 107 mld dolarów według obecnych cen) w postaci pomocy technicznej i ekonomicznej, aby wesprzeć odbudowę gospodarek krajów europejskich, które dołączyły do Organizacji Europejskiej Współpracy Gospodarczej (OEEC).

Bezpośredni wpływ planu na tempo wzrostu gospodarczego gospodarek Europy Zachodniej, m.in. poprzez odbudowę zasobów kapitałowych czy projekty inwestycyjne, oceniany jest jako niewielki, natomiast podkreśla się efekty pośrednie poprzez wzrost wydajności pracy czy odbudowanie zaufania inwestorów dzięki ustabilizowaniu finansów publicznych i zwrotowi ku gospodarce rynkowej. Przez kolejne dwie dekady wiele regionów Europy Zachodniej doświadczało niespotykanego wcześniej wzrostu i dobrej koniunktury.

Realizacja tego planu zbliżyła i na wiele lat związała ze sobą demokratyczne kraje starego kontynentu i USA. Zniszczone podczas wojny państwa Europejskie otrzymały pomoc finansową, dzięki której mogły odbudowywać się po wojnie i zmodernizować swoje gospodarki. USA natomiast zyskało sojuszników i jednocześnie barierę zapobiegającą rozprzestrzenianiu się komunizmu, a także stabilność polityczno-ekonomiczną w Europie. Mówiono wtedy, że silna Europa, to silne USA. Przez cały okres zimnej wojny Stany Zjednoczone napędzały i wspierały gospodarkę krajów Europy Zachodniej, zwłaszcza Republiki Federalnej Niemiec, której położenie geograficzne uczyniło z niej najdalej wysunięty przyczółek demokracji, a co za tym idzie - najbardziej narażony na ekspansywne aspiracje ZSRR.
USA i kraje Europy połączone zostały przez wspólne idee i wartości oraz cel, którym do dzisiaj jest szerzenie demokracji. Owocami tej współpracy są potężna dziś Unia Europejska oraz wygrana walka z komunizmem. UE i USA prowadzą wspólną politykę w wielu miejscach na świecie. Wspólnie szerzą wartości demokratyczne i czuwają nad utrzymaniem pokoju.
Innymi przykładami działań pokojowych w ramach współpracy transatlantyckiej są m.in. działania mediacyjne w wieku konfliktach światowych, chociażby na Bliskim Wschodzie, działania promujące szerzenie demokracji w Rosji, włączanie się w łagodzenie konfliktów w Afryce. Są to działania głównie dyplomatyczne, przywódcy sojuszu nawołują do pokoju, często organizują rozmowy pokojowe, są mediatorami między skłóconymi stronami.
Kolejnym elementem jest organizacja misji pokojowych we współpracy z NATO2. Obecnie przeprowadzanych jest 18 misji pokojowych, m.in.:

  • na Ukrainie (podstawowymi celami jest wsparcie administracji ukraińskiej w planowaniu i realizacji reformy cywilnego sektora bezpieczeństwa - policji, gwardii narodowej, służby więziennictwa, w zwiększaniu dostępu obywateli do wymiaru sprawiedliwości - reforma prokuratury i wymiaru sądownictwa oraz w zwalczaniu korupcji)

  • w Libii (mandat obejmował działania doradczo-szkoleniowe w zakresie poprawy zdolności służb granicznych, wzmocnienia możliwości operacyjnych właściwych instytucji, doradztwo w zakresie opracowania zintegrowanej strategii zarządzania granicami; misja została przeniesiona w 2014 w związku z niestabilną sytuacją)

  • w Bośni i Hercegowinie (jest to jedyna misja europejska; zakres operacji obejmuje: wspieranie wysiłków Bośni i Hercegowiny na rzecz utrzymania bezpieczeństwa oraz wsparcie ministerstwa obrony w zakresie doradztwa oraz rozwój zdolności i szkolenie Sił Zbrojnych BiH).


Brukselę i Waszyngton łączy także jednotorowa polityka zagraniczna skierowana w wiele miejsc na świecie oraz wspólne stanowisko wobec wielu wydarzeń. Obaj sojusznicy dokładają wszelkich starań w celu budowy i utrzymania pokoju w każdym zakątku kuli ziemskiej. Choć przyznać trzeba, iż czasami ich stanowiska dotyczące drogi wiodącej do osiągnięcia wspólnego celu są różne, to jednak sam cel pozostaje wspólny.
USA (zwłaszcza w okresie, kiedy ich prezydentem jest republikanin) chętnie uciekają się do rozwiązań siłowych i militarnych, podczas gdy bardziej stabilna pod tym względem Unia Europejska woli szukać rozwiązań pokojowych. Może być to spowodowane faktem, iż Europa, dotykana od czasów starożytnych wieloma wojnami, doświadczyła na swoim terytorium w niedalekiej przeszłości aż dwóch wojen światowych, które objęły zasięgiem cały kontynent, podczas gdy na terytorium USA nie miały miejsca praktycznie żadne działania wojskowe od czasów wojny secesyjnej. Od 1865 roku wszystkie operacje militarne prowadzone przez Waszyngton odbywały się poza Stanami Zjednoczonymi, a praktycznie w całej historii USA,oprócz mającego incydentalny charakter nalotu samolotów japońskich 7 grudnia 1941 roku na bazę wojskową Pearl Harbor, terytorium tego kraju nie stało się przedmiotem ataku innego państwa.
To właśnie te czynniki mają najprawdopodobniej wpływ na to, iż ludności cywilnej USA, której nigdy działania wojenne nie dotknęły, z większą łatwością niż mieszkańcom Europy przychodzi podejmowanie decyzji o militarnych i siłowych drogach prowadzących do osiągnięcia wspólnego dla UE i USA celu – utrzymania pokoju na świecie. Żadna ze stron nie kwestionuje natomiast faktu, iż szeroko tutaj rozumiane interwencje w miejscach, gdzie pokój jest zagrożony są niezbędne. Waszyngton i Bruksela mają ze sobą wiele wspólnego na wszystkich płaszczyznach stosunków transatlantyckich: politycznej, ekonomicznej, strategicznej i kulturowej i gdyby odpowiednio wykorzystały swój potencjał oraz ściśle ze sobą współpracowały, miałyby szansę na stworzenie stabilnego i trwałego ładu na świecie.
Pomimo wielu powiązań Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską zdarza się często, iż poglądy obu partnerów dotyczące niektórych spraw nie są takie same, a czasem nawet zupełnie ze sobą sprzeczne. Wszystko jest w porządku, jeśli różnice te dotyczą spraw mało ważnych, niewymagających współdziałania oraz w sytuacjach, kiedy jedna strona nie jest uzależniona od drugiej. Prawdziwy konflikt pojawia się, kiedy działanie jednego partnera zaczyna dotyczyć drugiego. W zależności natomiast od skali nieporozumienia, czasu jego trwania oraz łatwości jego rozwiązania, konflikty występujące pomiędzy Brukselą i Waszyngtonem podzielić można na dwa rodzaje:

  • konflikty bierne – przede wszystkim dotyczące niewielkich grup ludności, co sprawia iż łatwo jest jednej stronie pójść na ustępstwo względem drugiej, nie ryzykując utraty poparcia społeczeństwa. Inna cechą tego rodzaju różnic poglądów jest to, iż nie dotyczą one w znacznym stopniu sfer materialnych i gospodarczych. Sprawia to, że pójście na ustępstwa nie niesie za sobą odczuwalnych strat i w związku z tym łatwo jest problem rozwiązać. Jest jednak druga strona konfliktów biernych. Ich stosunkowo małe znaczenie dla obu stron sprawia, że dość często konflikty te w ogóle nie są rozwiązywane, a to stwarza niebezpieczeństwo ich niekontrolowanego rozwoju i spiętrzania się.

  • konflikty czynne – są bardzo trudne do rozwiązania, ponieważ jedynym wyjściem z sytuacji patowej, impasu, jest kompromis wymagający, żeby jedna ze stron poszła na ustępstwo i zmieniła swoje stanowisko. Ustępstwo takie przeważnie pociąga za sobą różnego rodzaju straty, na przykład materialne lub utratę poparcia części społeczeństwa. Konflikty czynne zawsze dotyczą znacznej części ludności, co sprawia, iż uleganie naciskom zagranicznym może w konsekwencji doprowadzić do utraty legitymacji wewnętrznej. Wszystkie te czynniki oraz charakter patowy tych konfliktów czyni je długotrwającymi. Staje się niemożliwe udawanie w imię przyjaźni i dobrych stosunków, że wszystko jest w porządku, kiedy działanie jednej strony uniemożliwia uzyskanie wymiernych zysków przez drugą lub na przykład blokuje jej dostęp do pozyskiwania pewnych surowców. W sytuacjach takich dochodzi do prawdziwych starć, które są przez media bardzo często (jednakże chyba na wyrost) nazywane są wojnami.


Przykładem konfliktu biernego może być różny stosunek do kary śmierci34, która jest w państwach UE zabroniona, natomiast prawo amerykańskie dopuszcza jej stosowanie. Konflikt ten nie jest nagłaśniany i zdaje się być zapomnianym, nie przeszkadza też żadnej ze stron we współpracy z drugą i odżywa dopiero wówczas, kiedy jakiś obywatel Unii zostaje skazany na taką karę przebywając na terenie Stanów Zjednoczonych. W takich przypadkach dyplomacja europejska wywiera różnego rodzaju naciski na rząd USA, nakłaniając go na ustępstwo. Przeważnie sprawa kończy się zamianą wyroku z kary śmierci na karę wieloletniego pozbawienia wolności i obie strony zdają się znów o różnicach zapominać. Istnieje wiele konfliktów zarówno biernych, jak i czynnych występujących pomiędzy USA i UE, których mimo wielu wysiłków z obu stron nie udaje się rozwiązać. Nie może też zostać niezauważonym fakt, że konfliktów wciąż przybywa.
Na początku maja 2003 roku w Waszyngtonie odbył się szczyt europejsko-amerykański. Było to już drugie spotkanie od początku kadencji prezydenta USA George’a Busha z premierem Hiszpanii Jose Maria Aznarem i przewodniczącym Komisji Europejskiej Romano Prodim mające na celu znalezienie rozwiązań dla problemów dzielących obie strony. Zdaniem obserwatorów szczyt nie przyniósł żadnych rozwiązań. Obie strony zarzucały sobie brak kompromisowości, która uniemożliwia osiągnięcie porozumienia w kwestii Palestyny. Zdaniem Waszyngtonu, UE czyni zbyt małe starania w zakresie zwalczania ekstremistycznych ugrupowań arabskich, a zwłaszcza źródeł ich finansowania. Unia natomiast zarzuca USA zbyt pobłażliwą ocenę poczynań izraelskiego rządu Ariela Szarona i nalega na jak najszybsze zorganizowanie konferencji bliskowschodniej. Biały Dom natomiast stoi na stanowisku, że przygotowanie ewentualnego szczytu, który mógłby przynieść długotrwały pokój na Bliskim Wschodzie, byłoby pracą żmudną i przede wszystkim długotrwałą. Pojawiają się też w Waszyngtonie głosy, iż tego typu żądania Unii świadczą jedynie o jej słabości na arenie międzynarodowej. Różnica stanowisk w sprawie Palestyny polega na tym56, iż gospodarka i finanse USA są ściśle powiązane z Izraelem. Z tego właśnie powodu Biały Dom popiera wszystkie działania rządu i wojsk izraelskich. Natomiast w Europie bardzo dużą wagę przywiązuje się do Praw Człowieka i ich przestrzegania, a te przez władze Izraela są notorycznie łamane. Na szczycie poruszano też takie rozbieżności jak wspomniana wcześniej kara śmierci oraz jurysdykcja międzynarodowa i powstanie Trybunału Haskiego, których Waszyngton wciąż nie uznaje. Dyskutowano problem ceł ochronnych, jakie stosują obie strony wbrew zasadom wolnego handlu. Zarówno USA, jak i UE starają się chronić swoich producentów. W przypadku żadnego z konfliktów nie udało się znaleźć rozwiązania, co nie rokuje najlepiej dla dalszej współpracy.
Do nieporozumień dochodzi wciąż na nowych płaszczyznach współpracy. Na początku roku 2003 Departament Spraw Wewnętrznych Stanów Zjednoczonych jednostronnie zażądał od Unii Europejskiej stałego przekazywania baz danych pasażerów linii lotniczych dla celów bezpieczeństwa7. Komisja Europejska wyraziła na to zgodę, jednakże na okres przejściowy, w którym USA miały zapewnić otrzymywanym danym bezpieczeństwo oraz udostępnić w zamian swoje. Waszyngton odmówił jednak ograniczenia z korzystania z danych wyłącznie do celów walki z terroryzmem oraz nie zaoferował w zamian żadnych własnych danych. Na posiedzeniu Komisji Europejskiej 2 września 2003 roku uznano, iż USA nie wypełniły warunków wcześniejszej umowy, okres przejściowy nie zostanie przedłużony i wraz z jego upływem przekazywanie danych zostanie wstrzymane. W odpowiedzi na tę decyzję szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA Tom Rodge stwierdził, iż odmowa Unii hamuje walkę z terroryzmem, a ta powinna być wspólnym celem.
Innym przykładem różnorodności nieporozumień może być sprawa żywności genetycznie modyfikowanej, którą USA stara się wprowadzić na rynek Unii oraz całego świata, czemu sprzeciwia się Unia Europejska8. W Stanach Zjednoczonych, które są głównym wytwórcą produktów transgenicznych od wielu lat żywność modyfikowana jest bardzo szeroko rozpowszechniona. Produkcja takiej żywności jest wysoko opłacalna i otwarcie dla niej rynku unijnego przyniosłoby amerykańskim producentom ogromne dochody. Waszyngton zarzuca Unii Europejskiej bezzasadną dyskryminację towarów zza oceanu i nieuczciwą ochronę europejskiego rolnictwa. Z drugiej strony badania żywności modyfikowanej przeprowadzane na zlecenie UE dowodzą, iż produkty takie nie są w pełni bezpieczne dla konsumentów, co ostatnimi czasy zdaje się też potwierdzać stan zdrowia społeczeństwa amerykańskiego, a w szczególności problemy z nadwagą, które stały się tam prawdziwą plagą. Obecnie szacuje się, iż około 75% mieszkańców USA cierpi na otyłość. Za stan taki eksperci medyczni winią tak zwaną szybką żywność, do której produkcji stosuje się produkty rolne modyfikowane genetycznie. Według przeprowadzanych sondaży znaczna część Europejczyków jest zdecydowanie przeciwna żywności transgenicznej i co więcej uważa ją za mało wartościową oraz stanowiącą zagrożenie dla człowieka. Pod tym względem społeczeństwo europejskie w znacznym stopniu różni się od amerykańskiego i dojście do porozumienia wydaje się być bardzo trudnym. Nie można przecież mieszkańcom Starego Kontynentu narzucić przekonań i woli amerykańskich producentów żywności.
W takiej i jej podobnych sytuacjach pod wielkim znakiem zapytania staje idea transatlantyckiej strefy wolnego handlu. Wszystko wskazuje na to, iż głównym źródłem konfliktów UE – USA jest imperialistyczne stanowisko Białego Domu dotyczące ładu światowego. Waszyngton mając wciąż w pamięci wygraną zimną wojnę z ZSRR nie ma ochoty na dzielenie się wpływami na świecie z kimkolwiek, nawet, jeśli miałby tym kimś być sojusznik i przyjaciel w postaci Unii Europejskiej.
Rząd amerykański wciąż rozszerza swoje wpływy w wielu miejscach globu i często nie do końca słusznie przyznaje sobie bezwzględne prawo jurysdykcji międzynarodowej. USA nadały też sobie miano żandarma całego świata. To w Białym Domu decyduje się o tym, który rząd jest demokratyczny, a który nie jest i należy go obalić. Problem polega na tym, iż Amerykanie zaprowadzają swój własny porządek na świecie bardzo często, w ogóle nie licząc się z opinią innych państw, a w tym także z opinią Unii Europejskiej. Stwierdzenia krytykujące Stany Zjednoczone za ich politykę zagraniczną coraz częściej pojawiają się w zjednoczonej Europie, a państwa europejskie nierzadko otwarcie przeciwstawiają się amerykańskiej, hegemonistycznej wizji świata. Stany Zjednoczone dobitnie demonstrują, że chcą zachować pełną swobodę w działaniu międzynarodowym, chociażby odmawiając podpisania protokołu z Kioto, a opinia światowa, także europejska, krytykuje je za instrumentalne wykorzystywanie pojęcia demokracji do piętnowania wrogich dyktatur, lecz tylko i wyłącznie tych niestojących po stronie Ameryki. Trudno jest w tej sprawie nie przyznać racji europejskim przeciwnikom Waszyngtonu. USA w niektórych państwach dyktatury obala i wprowadza demokrację, jak to ma teraz miejsce w Iraku, inne natomiast wspiera i pomaga im się utrzymać. Sytuacja, gdzie tyrania władcy jest niezauważana, ma miejsce na przykład w polityce Waszyngtonu względem Gwinei Równikowej9, rządzonej przez dyktatora, generała Teodoro Obianga Nguema. Amerykanie, którzy z takim wstrętem odnoszą się do tyranii i rządów niedemokratycznych, w generale Obiangu znaleźli użytecznego sprzymierzeńca, a stało się tak za sprawą wielkich złóż ropy naftowej znajdujących się pod dnem oceanu należącym do Gwinei, na których eksploatację dyktator zezwolił koncernom naftowym z USA. Od tego momentu Biały Dom nie zauważa fałszowanych wyborów, których wyniki znane są przed głosowaniem, represjonowania ludności Gwinei oraz jej tragicznej sytuacji. Amerykanie faktycznie wykorzystują pretekst szerzenia wartości demokratycznych dla osiągnięcia celów ekonomicznych i gospodarczych. Według Gérard’a Chaliand’a „na naszych oczach zaczęły się wielkie podchody do złóż ropy pod Morzem Kaspijskim. Europejczykom nie podoba się taki stan rzeczy. Zdają sobie oni sprawę z tego, iż coraz silniejsza Europa, nieustępująca potencjałem gospodarczym Ameryce, także powinna zdobywać coraz silniejszą, należną jej pozycję międzynarodową i nie pozostawać dłużej w cieniu USA”.



  1   2   3   4


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna