Gala Nagród Lewiatana 2012 Laudacja prof. Magdaleny Środy dla ks. Adama Bonieckiego



Pobieranie 10.32 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar10.32 Kb.
Gala Nagród Lewiatana 2012

Laudacja prof. Magdaleny Środy dla ks. Adama Bonieckiego

Warszawiak, zakonnik, katecheta, redaktor, felietonista, generał, spowiednik, laureat wielu nagród. Wielki przyjaciel prof. Skargi. Jako zakonnik niewiele posiada, wszelako jest niewątpliwym właścicielem fajki, poczucia humoru, wielu książek, zmysłu ironii, cudownego uśmiechu i rozlicznych cnót, zarówno kardynalnych (czyli nabytych), jak i teologalnych (czyli będących przedmiotem łaski). Nie mam czasu na ich omówienie, ale podkreślę trzy z nich, bo rzadko występują razem. Ojciec Boniecki posiada głęboką wiarę, rozległą mądrość oraz coś, co Grecy nazywali fronesis czyli rozsądek, który św. Tomasz zachwalał jako cnotę polityczną. Człowiek rozsądny - mówił - to ten, który czerpiąc z doświadczeń przeszłości, działa w teraźniejszości tak, by nie musieć się tego wstydzić w przyszłości.

Dzięki tym trzem cnotom ojciec Boniecki potrafi pełnić w Polsce pewną szczególną rolę: pomostu. Jest bowiem pomostem między światem sacrum i profanum, między wierzącymi a agnostykami, między Kościołem posesywnym a miłosiernym, między zakonem a światem zewnętrznym wreszcie między Krakowem a Warszawą. Łączy to, co połączyć trudno, niemożliwe czyni możliwym a przy tym stanowi – jak mówi wielu - „uśmiechniętą kwintesencję spokoju”.

Za tę rolę pomostu i łącznika - bardzo jesteśmy mu wdzięczni. My, czyli ci, wszyscy, którzy stoją po dobrej stronie mocy.



Niedawno ojciec Boniecki napisał o sobie, że czuje się wyzwolony z dwóch cech, które z reguły wpisane są w męską psychikę a mianowicie z ducha współzawodnictwa i rywalizacji. Będąc wyzwolonym z tych niszczących atrybutów opracował - a jako generał zakonu - wdrażał w życie - krótki poradnik przełożonego. Myślę, że to dobra okazja, by odczytać z niego kilka rad, które zgromadzonym na tej sali menadżerom mogą się niewątpliwie przydać nie tylko do pełnienia ról zawodowych, ale również tej jednej, o której często zapominamy – roli człowieka. Oto one (po strawestowaniu):

  1. Akceptuj swoje potknięcia zwłaszcza te, których nie da się już skorygować

  2. Do własnych pomysłów miej stosunek krytyczny, to że zostałeś prezesem nie znaczy, że przybyło ci rozumu, słuchaj więc rad, przyjmuj krytyki, bądź gotów do korekt, jednak tylko wtedy gdy cię przekonają, w przeciwnym razie realizuj swoje pomysły mimo wszystko i wbrew wszystkim.

  3. Pochlebców obserwuj i pamiętaj, że są oni rodzajem szczególnie niebezpiecznym. Jeśli przez pochlebstwa można zdobyć twoją sympatię, jako przełożony jesteś skończony

  4. Nie staraj się uszczęśliwiać ludzi według własnej miary

  5. Nie trać czasu, to taktyka diabła. Nie gaś ducha podwładnych, nie złość się na brak kompetencji, wiedz, że nawet Królestwo Boże od początku budowane jest przez dyletantów.

  6. Ostrożnie z głupotą! Bo to jest idealny przykład cechy, którą znakomicie rozpoznajemy u bliskich a prawie zupełnie nie dostrzegamy jej w sobie. Nie obwieszczaj więc pochopnie cudzej głupoty i nie dziw się własnej.

  7. Pamiętaj, że najbardziej destrukcyjne są dwie cechy: zachowawczość i bezmyślność

  8. Jeśli wskazujesz innym jakąś drogę, przejdź się nią chociaż raz sam.

  9. Prawdziwy autorytet prezesa polega na tym, że dając podwładnemu zadanie uruchamia zarazem w nim poczucie odpowiedzialności za jego wykonanie (tak robił papież)

  10. Zawsze zachowaj gotowość do rezygnacji z luksusów, które są twoim udziałem, ale też wiedz, że nie ma moralnego przykazania, które brzmiałoby „utrudniaj sobie życie”

  11. Postępuj jak św. Paweł, który mówił: „przygarniajcie się”. To znaczy buduj kapitał społeczny wokół siebie i wspieraj wspólnotę.

  12. Ćwicz się w pokorze, ale niekoniecznie w jej okazywaniu. Prawdziwa pokora to „zgoda na prawdę o nas samych”, pokora łagodzi instynkt władzy

  13. Ucz się siebie, byś wiedział czemu podołasz a czemu nie sprostasz, naucz się układać z własnymi wadami, bo wszystkich nie wykorzenisz. I na końcu:

  14. Pamiętaj, że przykazanie miłości bliźniego odnosi się także do innego kierowcy. Każdy z nich wiezie w samochodzie swoje ciało, duszę, swój pośpiech, zmęczenie, irytację i nadzieje… słowem wszystko co składa się na jego człowieczeństwo. Dlatego miłuj innego kierowcę jak siebie samego, nawet wtedy gdy jedzie on w cinquecento lewym pasem. I nie trąb.

Ksiądz Boniecki zapewne nie chciałby, żeby państwo bardzo się tymi radami przejęli. Nad jego biurkiem wisi bowiem modlitwa, którą zwraca się do Boga słowami św. Tomasza:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.



My jednak ojcze chcielibyśmy, byś nadal delikatnie prostował nasze.




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna