Główne fragmenty wykładów z „Historii myśli socjologiczne I społecznej” – wykłady autorskie dra Alojzego Morzyńca Część I – myśl społeczna przed socjologią Koncepcje społeczne w starożytnej Grecji. Heraklit



Pobieranie 66.73 Kb.
Data05.05.2016
Rozmiar66.73 Kb.
Główne fragmenty wykładów z „Historii myśli socjologiczne i społecznej” – wykłady autorskie dra Alojzego Morzyńca

Część I – myśl społeczna przed socjologią

Koncepcje społeczne w starożytnej Grecji.

Heraklit z Efezu - ( ok. 540 p.n. e - ok.480 p.n.e.).

Głosił, że zmienność jest najważniejszą cechą bytu, i jest rezultatem nieprzerwanego ścierania się przeciwieństw. Wszelkie zdarzenia wynikają z napięcia powstającego między przeciwieństwami. Nie są jednak dziełem przypadku, bowiem Kosmosem rządzi rozum (logos). Człowiek, jako mikrokosmos, partycypuje w rozumnej, boskiej mocy kosmicznej. Jego teorię zmienności nazywa się wariabilizmem i heraklityzmem, a najlepszym jej obrazem jest rzeka – jej wody ciągle się zmieniają - płynąc. Stąd słynne powiedzenia Heraklita:



wszystko płynie; niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki

To co się zdarzy - choćby to samo i w tym samym miejscu - nigdy nie zdarzy się drugi raz, czyli w tym samym czasie; rzeka, jako metafora rzeczywistości, to liniowy czas płynący w jedną stronę, nad którym nie mamy kontroli. Nie można niczego przewidzieć, zaplanować w stu procentach. Żadna rzecz, wg Heraklita, nie ma własności absolutnie stałych. Człowiek i społeczeństwo również jest bytem, który się staje, nieustannie wewnętrznie się zmienia. Tak jak wszechświatem, człowiekiem rządzi rozum (logos). Przyczyną zmian społecznych jest konflikt. Nie powinno to jednak odbierać nam spokoju, bo - mimo, że wszędzie panuje rozłam i spór, a wojna „jest ojcem i królem wszechrzeczy”- to rozum rządzący światem sprawia, że „rozbieżne czynniki łączą się i powstaje z nich najpiękniejsza harmonia”, nawet wtedy, kiedy jej nie potrafimy dostrzec. Nawet zło ma sens, bo czyni dobro przyjemnym, tak jak głód każe cenić nadmiar. Są dwa typy moralności: tłumu i mędrca, stąd wynika, że tłum może być mniej rozumny od jednostki: „Jeden wart jest tyle co trzydzieści tysięcy, jeśli jest najlepszy”. Psychologię tłumu rozwinie dopiero w XIX wieku socjolog Gustaw Le Bon (1841-1931) w dziele pt. Psychologia tłumu wydana w Paryżu w 1895 roku.



Parmenides z Elei (ok. 540 – 470 p. n. e.).

Jest autorem doktryny całkowicie przeciwnej do heraklitejskiej. Wedle niej stałość jest naczelną cechą bytu. Wprawdzie zgadza się z Heraklitem, że świat składa się z mnogości rzeczy, w której tkwi antagonizm pomiędzy trwałością i zmiennością, ale wysnuwa stąd wniosek: o niczym w przyrodzie nie można rzec, że jest, lecz tylko, że się staje. Prawdziwym zaś bytem jest to stałe, wieczne, niezmienne i niepodzielne podłoże zmian. Poglądy Parmenidesa, czyniące koniecznym odróżnienie bytu od zmiennych zjawisk, stały się zaczątkiem dualizmu, którego w filozofii Heraklita nie było. Parmenides przyjmował tożsamość myśli i bytu. Odróżniał myśl od postrzeżenia, w ten sposób dokonał niemal jednocześnie z Heraklitem, choć różnego w skutkach, rozróżnienia poznania zmysłowego i myślowego. Teoria Heraklita była oparta na doświadczeniu, zaś Parmenidesa na rozumnej dedukcji. Uczony winien badać jedność i stałość zasłoniętą światem zjawisk. Tym samym Parmenides zerwał łączność między bytem a doświadczeniem, między wiedzą rozumową, a wiedzą o faktach, co będzie miało w przyszłości dla teorii poznania doniosłe konsekwencje. Uczeni opierający się na jednej z tych przeciwstawnych doktryn (Heraklita, bądź Parmenidesa), badając tę samą rzeczywistość, będą wysnuwać o niej przeciwstawne wnioski.



Anaksagoras (ok. 500 – 428/7)

Na szczególną uwagę zasługuje koncepcja ducha, dzięki której można prosto wyjaśnić ruch i ład w przyrodzie. Duch jest dawcą „pierwszego impulsu”. Nie może więc być, w postaci logosu, obecny immanentnie w przyrodzie (jak głosili poprzednicy), ale poza nią. Duch jest jeden. Jest to pierwsza koncepcja bytu istniejącego poza przyrodzonym światem. Starożytni Grecy wprawdzie wierzyli w bogów (por.: mitologia grecka), ale bogowie ci byli, jak ludzie, mieszkańcami ziemi i stanowili część przyrody.



Demokryt z Abdery (ok. 460 – 360 p.n.e.)

Znany jest głównie jako twórca atomistycznej koncepcji rzeczywistości i konsekwentnie materialistycznej wizji świata. Stworzył podstawy dla współczesnej nauki, pojętej jako teoria wyjaśniana przez zasady, sprawdzana przez doświadczenie (podstawy te rozwinie i mocniej uzasadni Arystoteles). Ważne są jego rozważania o wartościach etycznych i estetycznych (zapoczątkowane przez siedmiu mędrców greckich). O dobru i pięknie. Oddzielał czyny moralne od tych, które są spełniane pod przymusem (lub dla przypodobania się innym): „Nie z bojaźni, lecz z obowiązku należy się wystrzegać błędów […] Postępowanie moralne polega nie tylko na nieczynieniu zła, gdyż sama chęć uczynienia krzywdy jest niemoralna”. Najwyższym dobrem jest zadowolenie, a środkiem do jego pozyskania jest rozum. Zadowolenie to stan harmonii, ciszy i spokoju ducha (duch istnieje, ale nie jest wieczny, bo jako zbudowany - z doskonałych wprawdzie - atomów, ulega rozkładowi). Rozum winien narzucać nam umiar, bo rozkosze, jeśli są nadmierne, obracają się w swoje przeciwieństwo – w cierpienie. Taką etykę nazywamy eudajmonistyczną i intelektualistyczną (pojęcie eudajmonii, czyli życia szczęśliwego, rozwinie Epikur).



Pitagoras (ok. 570 – 497 p.n.e.)

Jest przede wszystkim twórcą koncepcji głoszącej, że u podstaw bytu są liczby i figury geometryczne, (bądź ich układ). Dzięki niej mogła zaistnieć matematyka. Nas interesują najbardziej pomysły w odniesieniu do zjawisk społecznych. Pitagorejczycy, będący w jońskich koloniach greckich mniejszością o ogromnych ambicjach, aby móc posiadać realną władzę utworzyli tajny związek o ściśle wytyczonych dążeniach politycznych, etycznych i gospodarczych. W tym celu posługiwali się tajną nauką – ezoteryczną wiedzą Wschodu i misteriami, podczas których obcowano z bóstwem i uzyskiwano tzw. wyższe wtajemniczenie (uważa się, że tajne misteria wprowadził śpiewak Orfeusz – to pod jego wezwaniem istniał tajny związek orfików). W odróżnieniu od tajnych sekt religijnych pitagorejczycy łączyli mistycyzm i spekulacje z badaniami naukowymi Stąd powstaną późniejsze pomysły różnorakich tajnych grup oddziaływań, np. masońskich. Na tym tle powstanie też dużo nieuzasadnionych domysłów i tzw. spiskowa teoria dziejów, w myśl której loże masońskie, żydowskie, bądź lobby władzy USA rządzą światem. Od sekt religijnych odróżnia je fakt, iż odwołują się nie tylko do niby niedostępnej profanom mistycznej gnozy, ale też mają wykorzystywać w swej działalności najnowszą wiedzę naukową i wyrafinowane wynalazki techniczne.



Sokrates (469 – 399 p.n.e.)

Wedle Arystotelesa, Sokrates „Zajmował się jedynie sprawami etycznymi […]”(stąd nazwano go „twórcą etyki”). Wprowadził pojęcie „cnoty”, jako dobra bezwzględnego, na podkreślenie szczególnych zalet duszy (dotychczas za cnotliwego uchodził np. dzielny młodzieniec o pięknie „wyrzeźbionym” ciele). Cnota związana jest z dobrem jako niezbędnym składnikiem szczęścia. Ludzie popełniają złe uczynki bo nie posiadają wiedzy dzięki której mogą rozróżniać dobro od zła. Posiadając taką wiedzę człowiek będzie zawsze opowiadał się po stronie dobra. Cnota i wiedza to zatem to samo. Taki pogląd nazywamy intelektualizmem etycznym. Sokrates ostro krytykował brak cnoty w wielu obszarach życia społecznego demokratycznych Aten: zwalczał m.in. nepotyzm i korupcję polityków. Stał się więc tak skrajnie niewygodny dla władzy, iż ta wynajęła przestępców, którzy go fałszywie oskarżyli o działalność wywrotową w państwie. Został – po wspaniałej obronie – skazany na karę śmierci. W czasie oczekiwania na wykonanie wyroku przyjaciele zorganizowali warunki do pomyślnej ucieczki z więzienia, a tym samym uniknięcia kary śmierci. Sokrates nie skorzystał z tej szansy, twierdząc, iż skoro przegrał walkę ze złym prawem regulującym stosunki społeczne w państwie, to ono go jako obywatela wiąże nadal. W tej sytuacji ucieczka byłaby czynem niezgodnym z głoszonymi zasadami. Byłaby złamaniem obywatelskich cnót. Niektórzy uczeni porównują - być może przesadnie - postawę Sokratesa do heroizmu ofiary Jezusa.



Platon (427 – 347 p.n.e.)



Największy uczeń Sokratesa. Założyciel pierwszej w Europie szkoły wyższej znanej jako Akademia Platońska. Jest twórcą wielkiej syntezy filozoficznej Greków o orientacji humanistycznej. Pierwszym autorem całościowego pomysłu na idealne społeczeństwo i państwo. Wielu współczesnych socjologów twierdzi, że wywarł największy wpływ na całość wiedzy socjologicznej. Są nawet tacy, którzy uważają, iż myśl socjologiczna sprowadza się wręcz jedynie do komentarza pomysłów Platona. „Platon był jednym z pierwszych socjologów, i to niewątpliwie jednym z najbardziej wpływowych. Był socjologiem w znaczeniu, jakie terminowi <> nadają Comte, Mill i Spencer, bowiem skutecznie stosował swą idealistyczną metodę do analizy życia społecznego, praw jego rozwoju oraz praw i warunków jego stabilności” (K. R. Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, t.1 Urok Platona, Warszawa 1993, s.79). Platon żył w państwie demokratycznym. W greckiej polis. W czasie wojennych zmagań Aten (przewodzących, jako największa morska potęga, Związkowi Państw Morskich) z despotyczną Spartą (miała najsilniejszą i najbardziej sprawną armię lądową i przewodziła Związkowi Państw Peloponeskich). Ateny, które wywołały wojnę, przegrywały ją. Analiza procesów zachodzących w społeczeństwie ateńskim, w tym sposób reagowania władz uzależnionych od chwilowych nastrojów obywateli, a także doznany wstrząs wskutek dokonanej przez demokratyczne Ateny zbrodni na Sokratesie doprowadził go do opracowania nowych zasad społeczeństwa utożsamianego z państwem (polis), które byłoby idealne, a więc sprawiedliwe i szczęśliwe, nie dzielące ludzi na biednych i bogatych, pozbawione wad, które kuszą nawet polityków do różnych przestępstw, np. nepotyzmu, korupcji i układów mafijnych; państwa w którym każdy obywatel zajmowałby właściwe dla siebie miejsce i tym samym przyczyniał się do pomyślności całości. Tak się przynajmniej wydawało Platonowi. Wymyślił państwo, „[…] które jest najpodobniejsze do jednego człowieka”. Człowieka pełnego ładu i harmonii duszy („Człowiek – to dusza władająca ciałem”). Dusza składa się z trzech części i każdej odpowiadają trzy cnoty: mądrość jest cnotą części rozumnej, męstwo – impulsywnej, panowanie nad sobą – pożądliwej. Harmonię całości zapewnia cnota sprawiedliwości – to sprawiedliwość łączy wszystkie części, utrzymuje je w ładzie, tak, aby każda „robiła” co do niej należy. Ta klasyczna koncepcja czterech podstawowych cnót była dominującą przez wieki. Same te cnoty i towarzysząca im wiedza jeszcze nie czynią człowieka w pełni zadowolonym i doskonałym. Wiedza i cnota bez radości jest niedoskonała. Największą radość daje piękno, miłość, wiedza i możliwość wykonywania takich ról życiowych, jakie wynikają z dominujących zalet. Nie każdy bowiem człowiek jest jednakowo obdarowany trzema częściami duszy i odpowiadającymi im cnotami. U największej ilości ludzi dominuje jej pożądliwa część. Takim radość będzie sprawiać używanie upragnionych rzeczy. Tacy też posiadają największy talent ich wytwarzania. U mniejszej części ludzi dominuje impulsywna odwaga, więc radością ich życia będzie możliwość wykazywania się męstwem. I wreszcie trzecia, najmniejsza grupa – to ludzie najszczodrzej obdarzeni rozumnością, mądrością, więc zdobywanie wiedzy i robienie z niej użytku, będzie ich największym szczęściem. W idealnym społeczeństwie każdy powinien więc zajmować najwłaściwsze dla niego miejsce. Najlepiej urządzonym państwem będzie takie, w którym ludzie – zgodnie z ich naturalnymi przymiotami – będą zorganizowani w trzech warstwach – stanach: wytwórców, strażników i mędrców – filozofów. Pierwsi produkują, drudzy dbają o ład wewnętrzny i bezpieczeństwo państwa, a trzeci stan rządzi – baczy, aby całość harmonijnie wypełniała to do czego została najlepiej przysposobiona. Realna wszakże próba (w Syrakuzach) eksperymentalnego wcielenia w życie wypracowanych teoretycznych zasad idealnego państwa nie powiodła się. Uległa kompromitacji. Warto jednak ciągle i ciągle powracać do niektórych jego przemyśleń, które wydają się – mimo upływu ponad 2 tys. lat - atrakcyjne. I bardzo sporne. Oto niektóre przykłady. Aby, np. wyplenić korupcję trzeba znieść własność prywatną warstwy rządzącej i wykonawczej: polityków-filozofów i strażników. Państwo winno im zapewnić darmowy wikt. Te dwie warstwy żyją jakby w komunizmie. Nie ma na to innego sposobu. Taka jest natura człowieka – niezależnie od zajmowanego miejsca i stanowiska ulega on zawsze urokowi „złota ziemskiego” kosztem „boskiego”. To okazja czyni złodzieja. Zlikwidujmy więc te okazje. Skoro naturalnym dążeniem każdego normalnego (a więc kochającego ) rodzica jest pragnienie, aby ułożyło się jak najlepiej w życiu jego dziecku, to zawsze, niezależnie od zasad i surowości praw, będzie go wspierał na różne sposoby. Zlikwidujmy zatem rodzinę jako podstawową komórkę życia społecznego. ‘Produkcja” nowych obywateli powinna się odbywać pod kontrolą władz i winna zostać tak zorganizowana, aby naturalni rodzice nie mogli wiedzieć, które dzieci, są ich dziećmi. Wtedy zniknie też problem nepotyzmu. Skoro wolnomyślicielstwo jest źródłem zamętu w państwie, cenzurujmy wszystko. Dekretujmy co wolno, a co nie. I sprawdzajmy czy obywatele stosują się do tych dekretów władzy - powołajmy w tym celu tajne formacje totalnie inwigilujące każdy przejaw życia społecznego. Nagradzajmy donosicieli. Opornych eliminujmy. Platona - autora takiej wizji „idealnego” państwa Popper nazwał wrogiem społeczeństwa otwartego i piewcą najbardziej totalitarnego systemu. A nawet prekursorem faszyzmu. Ale czyż obecnie - dzięki elektronicznym urządzeniom podsłuchowym i rejestrującym mnożących się tajnych służb, zdolnych logicznie gromadzić i udostępniać wszelkie o nas - obywatelach - informacje, na przykład treść rozmów telefonicznych i kontaktów internetowych, nie zbliżamy się do tego platońskiego „ideału” objęcia obywatela totalną, tajną kontrolą przez władze państwa? Czy nie jest to zagrożeniem dla demokracji? Czy nie otwiera to nowych pokus dla ludzi władzy do prokurowania różnorakich oszczerstw wobec uczciwych, znaczących, ale niewygodnych obywateli, a przez to do skazywania ich na „cywilną” śmierć, tak jak to miało miejsce w Atenach wobec Sokratesa? Wydaje się, że dla socjologii „rozumiejącej” otwierają się nowe pola wątpliwości tyczące nas samych, a ich pierwotnym źródłem jest koncepcja Platona. Warto więc do niej sięgać. Choćby po to, aby wiedzieć do czego może być zdolna władza podejrzliwa, mnożąca rzekomo w imię obrony naszych interesów tajne organa kontroli.

[…] prawu nie na tym zależy, aby jakiś jeden rodzaj ludzi był osobliwie szczęśliwy; prawo zmierza do tego stanu dla całego państwa; harmonizując obywateli namową i przymusem, skłania ich do tego, żeby się z sobą dzielili tym pożytkiem, jaki każdy potrafi przynieść dla wspólnego dobra; prawo samo wytwarza takich ludzi w państwie nie na to, żeby potem pozwolić każdemu, niech sobie idzie którędy sam zechce, ale na to, żeby się nimi posługiwać dla zjednoczenia państwa […] państwo to nie festyn ludowy […] każde to dużo państw, a nie jedno państwo. Tak jak pola na szachownicy. Jakkolwiek by było, to w każdym państwie siedzą przynajmniej dwa państwa: państwo ubogich i państwo bogatych. A w każdym z nich znowu bardzo liczne organizacje. Więc jeżeli je będziesz traktował jako jedno państwo, to będzie zupełnie chybione […] Trzeba się wystrzegać przełomów i nowości w muzyce, bo to w ogóle rzecz niebezpieczna. Nigdy nie zmienia się styl w muzyce bez przewrotu w zasadniczych prawach politycznych […] łamanie praw muzyki […] pomału i po cichu wchodzi w zwyczaj i podpływa pod obyczaj i sposób życia. Stąd większym strumieniem zaczyna zalewać stosunki wzajemne i interesy, a z interesów przechodzi na prawa i ustroje polityczne już bez żadnej tamy i hamulca […] aż w końcu przewraca do góry nogami całe życie prywatne i publiczne […] do czego się ktoś urodził, do tej roboty trzeba każdą jednostkę przydzielić, tak żeby się każdy czymś jednym, co do niego należy, zajmował i każdy był czymś jednym, a nie większą ilością jednostek. W ten sposób i całe państwo zrośnie się w jedność, a nie rozpadnie na wiele państw” (w: Platon, Państwo, s. 24-26).



Miłość

jest mocą, drogą ku doskonaleniu się i pełnemu szczęściu – Platon wyróżnia 3 jakby jej stopnie: 1. Miłość jako zauroczenie pięknem ciała innego człowieka (w starożytnej Grecji „modna” była miłość „homo” wśród mędrców/filozofów, np. mistrza i ucznia i pragnienie obcowania ze sobą, ale z licznych dialogów w dziełach Platona wynika, że prymat w tych miłosnych relacjach miała więź/miłość duchowa); Grecy stanowczo podkreślali, że podstawą życia społecznego jest rodzina = wyłącznie związek kobiety z mężczyzną = eros; 2. Miłość duchowa jako wyższy etap rozwoju człowieka; 3. Miłość do wiedzy i poprzez jej całkowite opanowanie nabywamy zdolność do widzenia - „oczyma duszy”- piękna absolutnego, wiecznego – piękna samego Boga/bogów i na tym etapie miłości – obcując z bóstwem możemy osiągnąć pełnię szczęścia a nawet życie wieczne. W oryginale tak to przedstawia Platon w: Obrona Sokratesa, Kriton, Uczta, tłum. Władysław Witwicki, HACHETTE, Kraków 2008, s. 189-192:

[…] właściwy rozwój miłości tak wyglądać powinien: Już za młodu człowiek chodzi za ładnymi ciałami […] kocha tylko jedno z tych ciał i tam płodzi myśli piękne; niedługo jednak spostrzega, że piękność jakiegokolwiek ciała i piękność innych ciał, to niby siostry rodzone, i że jeśli ma gonić za istotą piękną, to musi dobrze oczy otworzyć i widzieć, że we wszystkich ciałach jedna i ta sama piękność tkwi. A kiedy to zobaczy, zaczyna wszystkie piękne ciała kochać; tamten gwałtowny żar ku jednemu ciału przygasać zaczyna, wydaje mu się lichy i mały. A potem więcej zaczyna cenić piękność ukrytą w duszach, niż tę, która w ciele mieszka; toteż jeśli w kim duszę zdrową znajdzie, choćby nawet jej ciało nieszczególnie kwitło, wystarcza mu to, i kochać zaczyna, i troszczy się, i znowu takie myśli płodzi, i szuka, kto by też młodego człowieka rozwinąć potrafił; z czasem musi zobaczyć piękno ukryte w czynach i prawach i znowu pozna, że i ono w każdym jest jedno i to samo. Wtedy mu piękność ciał zacznie wydawać się czymś małym i znikomym. Od czynów przejdzie do nauk, a kiedy ich całą piękność zobaczy, kiedy na takie skarby piękna spojrzy, nie będzie już niewolniczo wisiał u jednostkowej formy jego, nie będzie ślepo kochał piękności jednego tylko chłopaka albo człowieka jednego, albo dążenia; nie, on na pełne morze piękna już wypłynął i kiedy się na nim rozglądnie, płodzić zacznie słowa i myśli wielkie i wspaniałe, gnany nienasyconym dążeniem do prawdy […] Ten kto zaszedł w szkole Erosa, kolejne stopnie piękna prawdziwie oglądając, ten już do końca drogi miłości dobiega. I nagle mu się cud odsłania; piękno samo w sobie, ono samo w swej istocie. Otwiera się przed nim to, do czego szły wszystkie jego trudy poprzednie; on ogląda piękno wieczne, które nie Powstaje i nie ginie, i nie rozwija się ani więdnie, ani nie jest z jednej strony piękne, a z drugiej szpetne, ani raz tylko takie, a drugi raz odmienne […] i ukaże mu się piękno samo w sobie niezmienne i wieczne, a wszystkie inne przedmioty piękne uczestniczą w nim jakoś w ten sposób, że podczas gdy same powstają i giną, ono ani się pełniejszym nie staje, ani go żadna zmiana w ogóle nie dotyka.[…]

Bo tędy biegnie naturalna droga miłości […] od takich pięknych ciał z początku ciągle się człowiek ku temu pięknu wznosi, jakby po szczeblach wstępował: od jednego do dwóch, a od dwóch do wszystkich pięknych ciał , a od ciał pięknych do pięknych postępków, a od postępków do nauk pięknych, a od nauk aż do tej nauki na końcu, która już nie o innym pięknie mówi, ale człowiekowi daje owo piękno samo w sobie […] Gdybyś je ujrzał, nie myślałbyś go porównywać z klejnotami, szatami czy pięknymi chłopcami ani z młodymi ludźmi. Dziś na takie rzeczy patrzysz ty i wielu innych, i zaraz każdy równowagę traci, i gwałt, byle tylko ulubieńca zobaczył i był z nim ciągle razem, gdyby tylko można, gotów nie jeść i nie pić, ale patrzeć tylko i nie odchodzić.

A cóż myślisz […] gdyby komu dane było zobaczyć piękno samo w sobie, nieskalane, czyste […] wieczne, jedyne, niezmienne piękno samo w sobie. […]

Czyby mógł jeszcze wtedy marne życie pędzić człowiek, który aż tam patrzy i to widzi, i z tym obcuje? […] on nie z pozorami obcuje, ale dzielność rzeczywistą, bo on dotyka tego, co naprawdę jest rzeczywiste. A skoro płodzi dzielność rzeczywistą i rozwija, kochankiem bogów się staje, i jeśli komu wolno marzyć o nieśmiertelności, to jemu wolno.

Toteż powiadam, że każdy powinien czcić Erosa […]

Epikur (341=270) – twórca koncepcji szczęścia



- student Akademii Platońskiej w Atenach; w 306 r.p.n.e. założył w ogrodach własną szkołę, zajmującą się głównie pojęciem SZCZĘŚCIA

- szczęśliwe życie jest najbardziej przez każdego oczekiwane, bowiem szczęście jest największym z możliwych dóbr

- recepta na osiągnięcie takiego stanu jest prosta: wystarczy uświadomić sobie, że samo życie pozbawione cierpień jest już stanem szczęśliwym, a wszystkie dodatkowe przyjemności jedynie będą to szczęście potęgować… - przyjemność = dobro /i jest pożądana/; cierpienie = zło /i powinniśmy go unikać/, ale pierwsze przyjmujemy a drugie odrzucamy z namysłem, bo może i tak być, że przez krótkotrwałe zło /cierpienie/ dojdziemy do długotrwałego dobra /przyjemnego życia/ i na odwrót; mądry zatem namysł musi zawsze nam w naszych decyzjach towarzyszyć = umiarkowany hedonizm /hedone = przyjemność/- kult przyjaźni opartej na mądrym egoizmie… „ O ile nie pogwałcisz praw, nie naruszysz dobrych obyczajów, nie zasmucisz bliźniego, nie nadwerężysz ciała, nie utracisz środków koniecznych do życia, to używaj jak chcesz swojej ochoty Nie uczty … rozkosze miłości i rozkosze podniebienia przy zastawnych stołach czynią życie słodszym, lecz trzeźwy rozum, który[…] odrzuca błędne mniemania, najwięcej niepokoju sprawiające duszy…” „…Nie ma życia przyjemnego, które nie byłoby rozumne, moralnie podniosłe i sprawiedliwe, ani też nie ma życia rozumnego, moralnie podniosłego i sprawiedliwego, które nie byłoby przyjemne…”

- myśli wytwarzają złudy, lęki i różne „straszaki”, które niepotrzebnie zakłócają nam spokój, trzeba ich się pozbyć, zwłaszcza lęku przed śmiercią /kiedy ona jest nas już nie ma, a kiedy my jesteśmy, to jej nie ma…/; może więc lękamy się na próżno?

- trzeźwa i zdroworozsądkowa filozofia winna zatem stać się podstawą spraw ludzkich, moralności i prawa, ustroju społecznego i serdecznych stosunków między ludźmi- aby powyższe zalecenia mogły być dyrektywami na szczęśliwe życie winniśmy zdobywać możliwie jak największą wiedzę, abyśmy byli zdolni do podejmowania odpowiednich życiowych decyzji, tak, aby 4 główne obawy: przed niemożnością osiągnięcia szczęścia, przed cierpieniem, przed bogami i przed śmiercią – nie zakłócały nam spokoju ducha…

Sama świadomość, że żyję w zdrowiu powinna nastrajać nas optymistycznie i radośnie

Warto zauważyć, że w tej koncepcji jest wiele zbieżnych poglądów ze współczesną psychologią; współcześni psychoterapeuci w zasadzie to samo nam zalecają…

Arystoteles (384 – 322 p.n.e.)

Jeden z trzech, obok Platona i Sokratesa, najsławniejszych filozofów greckich. Od nazwy jego ośrodka naukowego pochodzi słowo „liceum”. Przez 7 lat nauczał wielkiego Aleksandra Macedońskiego. Stworzył opozycyjny do platonizmu - równie spójny i całościowy system filozoficzny, który bardzo silnie oddziałał na filozofię i naukę europejską, a jego chrześcijańska odmiana zwana tomizmem, od XIII w. jest po dzisiejszy dzień oficjalną filozofią Kościoła katolickiego. Poddał krytyce koncepcję państwa Platona. Dusze ludzkie są niepowtarzalne, dlatego to, co jest dobre dla jednego człowieka, niekoniecznie musi być dobre dla drugiego. Próba uszczęśliwiania wszystkich poprzez tworzenie idealnego państwa jest więc mrzonką, która w istocie może tylko wszystkich unieszczęśliwić. Arystoteles twierdził, że państwo jest naturalną formą społeczeństwa ("człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie"). Tak samo, jak każda forma, państwo powinno być więc dobrze dopasowane do społeczeństwa i warunków w których żyje. Oznaczało to w praktyce, że różne formy państwa są dobre dla różnych społeczeństw. Jedne społeczeństwa wymagają monarchii a inne dobrze funkcjonują w warunkach demokracji. Jednak pierwotniejsza od państwa jest rodzina (wspólnota domowa), z połączenia których powstaje gmina, a dopiero z połączenia gmin – państwo. Arystoteles opowiadał się wbrew Platonowi za poszanowaniem własności prywatnej, ale jednocześnie uważał za usprawiedliwioną instytucję niewolnictwa.

Większość form rządzenia powstaje na drodze historycznego rozwoju i te naturalne formy są zwykle najlepsze dla danego społeczeństwa. Podobnie najlepiej przystosowanymi do rządzenia ludźmi są ci, którzy w naturalny sposób znaleźli się na stanowiskach (przez wolę wyborców albo z urodzenia) a nie z definicji filozofowie-teoretycy. To czy dane państwo jest dobrze czy źle rządzone zależy często nie od formy rządów lecz od jakości przymiotów ludzi u władzy.

. Klasyfikacja ustrojów opiera się na trzech możliwych formach właściwych: monarchii, arystokracji i politei, mających na celu dobro ogólne, oraz trzech zwyrodniałych odpowiednikach tychże: tyranii, oligarchii i demokracji. Mądra władza winna opierać się na stanie średnim – zgodnie z zasadą roztropności i umiaru, czyli „złotego środka”. Ma to swoje uzasadnienie w znanej z historii regule, zgodnie z którą w państwach, gdzie zbyt duży wpływ na rządy mają ugrupowania skrajne, stabilność bytu wspólnoty i sprawiedliwość społeczna są nieosiągalne. Roztropna i sprawiedliwa władza winna składać się z trzech części: obradującej, rządzącej i sądzącej (zasadę tego podziału dopracuje i wyeksponuje Monteskiusz). To pierwszy i obecny do dziś model, który filozof nieomylnie skojarzył z funkcją rządów oddającą możliwie w jak największym stopniu wolę społeczeństwa i godzącą interesy większości w sposób sprawiedliwy. Wszystkie części państwa opierać się powinny na uznaniu praw obywatelskich i bezpośrednim wpływie społeczeństwa na sprawowanie władzy. Na pytanie, który z ustrojów jest najlepszy, filozof udziela odpowiedzi jednoznacznej: „...najlepszy ustrój jest ten, którym rządzą najlepsi […] w którego ramach każdy bez wyjątku najlepiej się czuje i szczęśliwie żyje.” Sprowadza się to do podstawowego kryterium, jakim jest dobro utożsamiane ze sprawiedliwością. Władza musi kierować się podstawowymi cnotami, jakimi według Arystotelesa są: roztropność, umiar, mądrość i dzielność, prowadzące w prostej linii do wiedzy o tym, co właściwe i wartościowe. Życie społeczne opiera się na najbardziej trwałej strukturze, jaką jest małżeństwo (więź pomiędzy kobietą a mężczyzną). Małżeństwo tworzy rodzinę, która nie jest w stanie samodzielnie zaspokoić swoich potrzeb, a zatem łączy się w kolonie rodzin (gminę wiejską), a następnie w polis (państwo), które jest wspólnotą pełną, samowystarczalną. W ten sposób Arystoteles tworzy schemat genezy państwa:



małżeństwo > rodzina > gmina wiejska > polis

[…] najlepszym ustrojem jest z konieczności taki, w którego ramach każdy bez wyjątku najlepiej się czuje i szczęśliwie żyje […] (w: Arystoteles, Polityka, Warszawa 1964, VIII, 1, 1337a).

[…] Celem państwa jest szczęśliwe życie, a reszta to środki do tego celu wiodące. Państwo jest zaś wspólnotą rodów i miejscowości dla doskonałego i samowystarczalnego bytowania. To znów polega, jak powiedziałem, na życiu szczęśliwym i pięknym. Trzeba tedy przyjąć, że wspólnota państwowa ma na celu nie współżycie, lecz piękne uczynki...” /tamże/.

Człowiek jest […] zwierzęciem politycznym[…] czyli […] jest z natury stworzony do życia w państwie[…] (w: tamże, I, 1, 1253a).

[…] człowiek jest istotą społeczną i do współżycia z innymi się narodził…człowiek z natury swej jest istotą przeznaczoną do życia życiem społecznym (w: Arystoteles, Etyka nikomachejska, Warszawa 1956, IX, 9, 1169b i I, 7, 1097b).

Kosmopolityczna koncepcja państwa

Dotychczas była mowa o społeczeństwie, które było jednolite etnicznie, liczbowo stosunkowo niewielkie, skupione na małym terytorium i tworzyło państwo-miasto greckie. Grecka polis to społeczeństwo, które było tożsame z państwem. Grecy nie znali jeszcze późniejszych wyspecjalizowanych agend i instytucji państwa mogących mieć rozbieżne z polis interesy. Sytuacja uległa zmianie w wyniku podbojów wychowanka Arystotelesa – Aleksandra Wielkiego, który utworzył rozległe imperium, w ramach którego żyło społeczeństwo złożone z różnych narodów i ras ludzkich, poddane władzy jednego rządu. Pojawił się nowy społeczny horyzont: kosmopolis. Podobnie jak w późniejszym Imperium Rzymskim. Co było tą mocą dzięki której mogła istnieć całość złożona z milionów ludzi, tworząca grupy, często oddalone od siebie setki, a nawet tysiące kilometrów, mogące mieć rozbieżne aspiracje, interesy, poczucie własnej wyjątkowości i wartości? Wiadomo, że „innych” jesteśmy skłonni traktować bardziej nieufnie, niż „swoich.” Grecy tych „innych” nazywali po prostu „barbarzyńcami”, którzy co najwyżej nadają się na niewolników, czyli „mówiące narzędzia”. Tą mocą był uniwersalny system przekonań i wartości oraz prawo – jednakowe dla wszystkich. Aleksander Wielki, a później władcy Imperium Rzymskiego, faworyzowali tych, którzy w ten sposób stapiali się - w tym wielkim tyglu narodów i ras – w jedno społeczeństwo, a z całą stanowczością, często nawet okrutnie - stosując prawo - łamali opornych. Źródłem uniwersalnych wartości była filozofia stoicka (Zenon, Seneka, Marek Aureliusz i inni). Jej główne założenia:

- rozum jest siłą kosmiczną; myśl ludzka podlega tym samym prawom co cała przyroda /wszechświat/; - świat jest żywy, rozumny, celowy, jednolity, jednym prawem rządzony, jakby żywa istota, jest nieograniczony, jest wieczny i nieskończony – jest boskiej natury /przenika go bowiem boska pneuma, która jest źródłem życia i jedności świata/; każda rzecz i istota jest boskiej natury; świat jest zatem doskonały, więc i jego prawa są doskonałe; żyć zgodnie z tymi prawami to znaczy żyć cnotliwie, a tym samym szczęśliwie; trzeba też uniezależnić się od okoliczności zewnętrznych, zwłaszcza od takich na które nie możemy mieć żadnego wpływu; trzeba panować nad sobą = zachować zawsze „stoicki” spokój / w powodzeniu i w niepowodzeniu/; komu się taki spokój uda osiągnąć ten zostaje mędrcem; żyć cnotliwie i żyć zgodnie z naturą to żyć doskonale, a życie cnotliwe to życie wolne;

- rzeczy duchowe są bardziej godne wyboru jak materialne;

- społeczeństwo jest organicznym zespołem skupionym w państwie;

- każdy człowiek należy do różnych grup, i ma wobec nich obowiązki;

- ideałem jest osiągnięcie tej samej bliskości wobec całej ludzkości, jak wobec siebie samego - jest człowiek jako człowiek; nie ma pana i niewolnika - człowiek jako wolna istota jest równy wobec drugiego (tę zasadę rozwinie w całej pełni Jezus a jej konkretyzacja trwa);

- ideałem byłby świat bez granic = kosmopolityzm w czystej postaci.



Prawo /m.in. Marek Tullius Cyceron (106 – 43 r. p.n. e.)

Prawo naturalne,prawo rzetelnego rozumu” winno być jednakowe wszędzie i wiązać każdego obywatela jednakowo, które […]:



nie może być ani odmienione przez inne, ani uchylone w jakiejś swej części, ani zniesione całkowicie. Nie może zwolnić nas od niego ani senat, ani lud. […] Nie jest ono inne w Rzymie, a inne w Atenach, inne teraz, a inne później, ale jako jedyne w swoim rodzaju, wieczne i nieodmienne, obejmuje zarówno wszystkie narody, jak i wszystkie czasy. […] państwo (res publica) […} jest to rzecz ludu (res populi). Lud zaś – to bynajmniej nie każde zbiorowisko ludzi skupionych dowolnym sposobem, lecz wielka ich gromada, zespolona przez uznanie tego samego prawa i przez pożytek wynikający ze wspólnego bytowania. […] państwo to oparty na przepisach prawa związek obywateli […].

Koncepcja prawa naturalnego wynikała z założenia, że świat jest poddany rządom Boga i wszystko, a więc i człowiek, jest częścią boskiego porządku. Idea prawa nawiązuje do koncepcji stoików - przejmie ją chrześcijaństwo, rozbuduje św. Tomasz z Akwinu, a później ulegnie „zeświecczeniu”.





©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna