Jak naprawdę wyglądała nowa twarz Boga?



Pobieranie 20.48 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar20.48 Kb.

Jak naprawdę wyglądała nowa twarz Boga?

Boże Narodzenie - dzień, w którym świat ujrzał Boga w twarzy człowieka. To już nie był gorejący przed Mojżeszem krzak czy słup obłoku prowadzący Izraelitów z Egiptu.


To już nie był gorejący przed Mojżeszem krzak czy słup obłoku prowadzący Izraelitów z Egiptu. Chusta ma wymiary 17 na 24 centymetry. Utkana jest z bisioru, czyli morskiego jedwabiu, na który nie da się nałożyć pigmentu. Ergo: na tym materiale nie można nic namalować; naukowcy zresztą potwierdzili, że na chuście nie ma śladu farby. A jednak tkanina przedstawia twarz mężczyzny z długimi kręconymi włosami. 

Rzadkie loki nad wysokim czołem. Broda poszarpana, prawy policzek - opuchnięty. Wąski, podłużny nos - złamany. Na skroniach, czole i policzkach plamy - ślady po krwawych wybroczynach. Wargi rozchylone, jakby mężczyzna próbował wydobyć z siebie głos. Rząd równych górnych zębów, żadnego nie wybito. Ale twarz jest nabrzmiała, zdeformowana cierpieniem, jednocześnie intrygująca, mesmeryzująca spojrzeniem orzechowych oczu o szerokich źrenicach, zakrywających niemal całą biel gałek ocznych. 

To chusta z Manoppello w środkowych Włoszech - jedna z najświętszych relikwii chrześcijaństwa, przechowywana w tamtejszym kościele Kapucynów. Badacze nie potrafią wyjaśnić, jaką techniką powstał niezwykły wizerunek. Rzesze katolików czczą chustę jako tkaninę, którą okryto twarz Jezusa złożonego do grobu, a która w cudowny sposób utrwaliła Jego oblicze. Za koronny dowód uznają fakt, że po nałożeniu chusty na negatyw słynnego całunu turyńskiego idealnie zgadzają się nie tylko proporcje twarzy, ale nawet układ ran. 

Kogo cuda nie przekonają, a kto chciałby zrekonstruować oblicze cieśli z Nazaretu, ten pozostanie bezradny. Ewangeliści nie naszkicowali żadnego, nawet śladowego opisu wyglądu Jezusa - jakby w przekonaniu, że to sprawa trzeciorzędna, blednąca wobec Jego nauczania i czynów. Także pierwsi chrześcijanie, odrzucając jakiekolwiek próby artystycznego zrekonstruowania wizerunku Chrystusa, posługiwali się jedynie graficznymi symbolami: prostym krzyżem, alfą i omegą bądź rybą - od greckiego ICHTHYS, co tłumaczono jako skrót od słów: "Jezus Chrystus, Boga Syn, Zbawiciel". A gdy twarz Jezusa wreszcie pojawiła się na religijnych obrazach, minęły już pokolenia od czasu, gdy zmarli ostatni naoczni świadkowie Jego życia. 

Egzegeci nie potrafią nawet ustalić, czy Jezus był mężczyzną przystojnym. W pierwszym tysiącleciu raz po raz powracało wyobrażenie Chrystusa niepozornego, wręcz szpetnego. Powoływano się przy tym na zapowiadający przyjście Mesjasza fragment z 53. rozdziału Księgi Izajasza: "Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał". Ale są też badacze, którzy utrzymują, że prorocka wizja dotyczy oblicza Jezusa w chwili męki. 

Zmarły w latach 60. niemiecki historyk Kościoła i teolog, ks. Karl Adam, pisał: "Zapewne olbrzymie wrażenie, jakie Jezus podczas pierwszego publicznego wystąpienia wywarł na prostym ludzie, zwłaszcza na chorych i grzesznikach, musiało mieć podłoże psychiczne i religijne, nie ulega jednak wątpliwości, że częściowo było ono również wynikiem oddziaływania Jego zachwycającej powierzchowności, która swoim urokiem przyciągała do Niego wszystkie serca. Szczególnie piękne musiały wydawać się oczy Jezusa, ich spojrzenie, bystre, władcze, karcące". 

Te rozważania można by ciągnąć jeszcze długo, a i tak nie doszlibyśmy do konkretnych wniosków. Na szczęście Jezus naszkicował na kartach Ewangelii własny autoportret. 

*** 


Mało kto wie, że w ośrodku w Radwanowicach pod Krakowem tworzy kilkunastu artystów o talencie na miarę krynickiego Nikifora. To prawdziwe dzieła, chociaż w tych obrazach, często przedstawiających Jezusa, można się doszukać wszystkich możliwych błędów dyskwalifikujących sztukę malarską. Twórcy nie potrafią zachować właściwych proporcji tak precyzyjnie wykreślonych przez Leonarda da Vinci; twarze są zbyt wielkie albo zbyt obłe i daleko im do smukłości rodem z dzieł El Greca; linie wyznaczające perspektywę łamią się, wyginają, skręcają i plączą. 

- Ale za to dzieła naszych podopiecznych potrafią oddać głębię duszy - mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, współtwórca Fundacji św. Brata Alberta, która od 1987 roku opiekuje się osobami upośledzonymi umysłowo. - Są jak ikony, których namalowanie poprzedza głęboka modlitwa o bożą łaskę; liczy się powiew Ducha, a nie technika. Twarz upośledzonych intelektualnie jest w moich oczach twarzą Boga, w ich rysach odbija się oblicze Chrystusa. Nie spotkałem ani jednego człowieka niepełnosprawnego umysłowo, który nie wierzyłby w Boga. Ci ludzie, tak brutalnie odarci z intelektu, którzy często nie potrafią nie tylko czytać czy pisać, ale nawet zrozumiale się wypowiadać, mają mocno zakodowane poczucie więzi z Bogiem. 

Spostrzeżenia ks. Isakowicza-Zaleskiego zbiegają się z ewangeliczną przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie. Przypowieścią, która - jak twierdzą egzegeci - jest autoportretem Jezusa. I to autoportretem podwójnym. 

Przypomnijmy: na człowieka wędrującego z Jerozolimy do Jerycha napadli zbójcy, ograbili i poranili. Umierającego przy drodze nieszczęśliwca obojętnie mijają kapłan i lewita. Dopiero Samarytanin, przez Żydów pogardzany i uważany za gorszą kategorię człowieka, obmył cierpiącemu rany oliwą i winem, zawiózł do gospody, pielęgnował, a na koniec dał gospodarzowi dwa denary, by ten nadal opiekował się powracającym do zdrowia. 

Oblicze Jezusa odbija się nie tylko w twarzy miłosiernego Samarytanina. Także w twarzy ograbionego przez zbójców podróżnego, bo przecież na Sądzie Ostatecznym Chrystus ma przy- pomnieć, że każdy, kto nie udzielił pomocy potrzebującemu, tym samym odrzucił i znieważył samego Stwórcę. Każdy, kto cierpi, ale i każdy, kto czyni dobro - ma rysy Boga. O twarzy Boga nie można powiedzieć nic pewniejszego, prawdziwszego ani mądrzejszego. 
*** 

- Boga widzę w twarzach tych wszystkich ludzi, którym pomagałam i pomagam - potwierdza Janina Ochojska, kierująca Polską Akcją Humanitarną. - Jednocześnie wierzę, że sama również odsłaniam im oblicze Stwórcy. 

O. Marcin Lisak, dominikanin, w 2006 roku wyjechał na Zieloną Wyspę. Jest tam duszpasterzem zarówno Polaków, jak i Irlandczyków: - W Boże Narodzenie myśli emigranta ogniskują wokół świąt dzieciństwa, dominuje tęsknota za domem - opowiada. - Dla Polaka pracującego w Irlandii twarz Boga staje się twarzą najbliższych. 

- Skoro oblicze Boga jest twarzą każdego napotkanego bliźniego, to znaczy, że do prawdziwego szczęścia potrzeba nam drugiego człowieka - mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. - To dlatego, mimo cierpienia i choroby, upośledzeni umysłowo są szczęśliwi. Im wystarczy kontakt, akceptacja i poczucie, że są potrzebni, nawet jeżeli wykonują najprostsze czynności, jak zmywanie podłogi. 


- Opatrzyć rany jest stosunkowo łatwo, ale służba drugiemu człowiekowi bywa trudna - uważa Ochojska. - Rzadko się wie, jakie owoce koniec końców przyniesie. I wiąże się z trudnymi wyborami, od których nie sposób uciec. Bo czasem prawdziwa pomoc wiąże się z tym, że musimy zawieść nadzieję, którą pokłada w nas potrzebujący. Kiedy myślę o momencie symbolicznym dla tego, co robię; o twarzy Boga, która objawia się nie wprost, wspominam wydarzenie z oblężonego Sarajewa. 

To był rok 1992, Janina Ochojska dotarła wtedy do bombardowanego przez Serbów miasta ze swoim pierwszym konwojem. Gdy wyjeżdżali, do ich autobusu wsiadł chłopiec z matką. Błagali, żeby ich zabrać. Kazała im wysiąść. Wiedziała, że na pierwszym serbskim posterunku żołnierze i tak ich wywloką z autobusu, może zastrzelą. A konwoje z Polski już nigdy nie dostaną pozwolenia, by wjechać do Sarajewa. - Do dziś często o tym chłopcu myślę - mówi Ochojska. - Zastanawiam się, czy rzeczywiście uratowałam mu życie. A może zginął? Wciąż pytam siebie, czy nie powinnam zabrać go z nami, chociaż wiem, że zrobiłam to, co należało. Ja każdego dnia chcę wierzyć, że moja decyzja uratowała jego życie


*** 

Twarz Boga stała się w dniu Jego Narodzenia twarzą każdego człowieka. A to oznacza, że Bóg jest wszędzie tam, gdzie jest człowiek. Nawet w miejscach i sytuacjach, które zdają się w najwyższym stopniu zaprzeczać Jego istnieniu. 

Elie Wiesel, uhonorowany w 1986 roku pokojowym Noblem, więzień Auschwitz i Buchenwaldu, napisał m.in. autobiograficzną "Noc". W książce wspomina, jak esesmani wieszali dwóch dorosłych więźniów i małego chłopca. Egzekucji miał się przyglądać cały obóz. Jeden ze stojących w szeregu więźniów nie wytrzymał i krzyknął: "Gdzie jest Bóg?". 

Wiesel wspomina: "Dwaj dorośli bez wątpienia byli martwi. Z ust zwisały im spuchnięte, sine języki. Ale trzeci sznur wciąż się poruszał: dziecko było zbyt lekkie i nadal żyło... Przez ponad pół godziny miotał się między życiem a śmiercią, umierając w powolnej męce, a my patrzyliśmy. Musieliśmy patrzeć prosto w jego twarz. Żył jeszcze, gdy przechodziłem obok. Język miał nadal czerwony, oczy nie były szkliste. Usłyszałem za sobą tego samego człowieka, pytającego: - Gdzie jest teraz Bóg? 



I usłyszałem także wewnętrzny głos, który odpowiedział: - Gdzie? Jest tutaj... wisi na tej szubienicy...". 

http://polskatimes.pl/magazyn/73532,jak-naprawde-wygladala-nowa-twarz-boga,id,t.html http://polskatimes.pl/magazyn/73532,jak-naprawde-wygladala-nowa-twarz-boga,id,t.html http://polskatimes.pl/magazyn/73532,jak-naprawde-wygladala-nowa-twarz-boga,id,t.html Początek formularza
http://polskatimes.pl/magazyn/73532,jak-naprawde-wygladala-nowa-twarz-boga,id,t.html http://polskatimes.pl/magazyn/73532,jak-naprawde-wygladala-nowa-twarz-boga,id,t.html http://polskatimes.pl/magazyn/73532,jak-naprawde-wygladala-nowa-twarz-boga,id,t.html Początek formularza



©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna