James Joyce – Ulisses Rozdział próba streszczenia



Pobieranie 23.08 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar23.08 Kb.
James Joyce – Ulisses

Rozdział 2.

.....Próba streszczenia (można pominąć)

..... Miał pan Leopold Bloom upodobanie do wewnętrznych organów bydła i drobiu. Nie dziwi zatem fakt, że tuż po przebudzeniu naszła go ochota na świeżą nerkę naznaczoną wonią moczu. Po nastawieniu wody na herbatę i zamienieniu kilku słów z kotką wymyka się do sklepu z podrobami. W kolejce po „organ” zdradza swoje dwie słabości: pierwsza to czytanie artykułów prasowych, druga to kobiece biodra i nie tylko biodra. Zakupioną nerkę obwiniętą w gazetę wsuwa do kieszeni płaszcza; rezygnuje z pościgu za oddalającymi się „szynkami” córki sąsiadów i wraca do domowych pieleszy. Pod drzwiami znajduje korespondencję: list od córki do niego, kartka od córki (Marion „Milly” Bloom) do żony (Molly) oraz list anonim dla żony. (zapowiedź trasy koncertowo-operowej) Przygotowuje śniadanie i zanosi je na górę do sypialni. Podczas rozmowy o metampsychozie (reinkarnacji), z kuchni dochodzi swąd przypalanej nerki... Poldy (Leopold) zbiega na dół, aby skonsumować na pół przypalony przysmak. W trakcie jedzenia oddaje się lekturze listu od córki. Stara się pogodzić z tym, że jest już 15 letnią panną, (po)budz(aj)ącą zainteresowanie niejakiego studenta Bannona. Przypomina sobie również śmierć swojego syna (Rudi), który nie przeżył porodu. Po śniadaniu przychodzi pora na wypróżnienie w koedukacyjnym i kosąsiedzkim wychodku. Oczywiście Leopold dzielnie stawia opór wnętrznościom by móc doczytać artykuł ze starego numeru „Perełek”, oddala od siebie obawy o grożących hemoroidach, sprawdza stan zabrudzenia spodni...


...... Wyrusza na miasto by wziąć udział w pogrzebie redakcyjnego kolegi. Wcześniej wstępuje na pocztę, gdzie w okienku okazuje kawałek kartki, który starannie ukrywa w kapeluszu. Na ów kwit otrzymuje list od Marty. Marta to najprawdopodobniej niedoszła kochanka (co do tego faktu trwają spory), najprawdopodobniej dojdzie już nie długo, gdyż Poldy ośmielony treścią listu postanawia posunąć się przy najbliższej okazji dalej. Do listu dołączony był kwiatek przypięty szpilką. Warto nadmienić, że nasz bohater ukrywa się pod wyszukanym pseudonimem: Henryk Kwiatek. Następnie decyduje się wstąpić do kościoła gdyż to dobre zaciszne miejsce, żeby znaleźć się blisko jakiejś dziewczyny. Poznając myśli Blooma poznajemy jego stosunek do wiary, który podobnie jak u Stefana, jest co najmniej frywolny, acz napiętnowany odrobiną fascynacji. Następnie Leopold kieruje kroki do aptekoperfumerii, gdzie pozostawia zamówienie na środki do upiększania i pielęgnowania ciała; wychodzi jedynie z mydłem, z którym udaje się do miejskiej łaźni, aby podarować sobie odrobinę luksusu, może nawet poddać się masażowi...
..... Wraz z kolegami Bloom wsiada do powozu, wchodzącego w skład orszaku pogrzebowego. Wśród współpasażerów Bloom rozpoznaje Simona Dedalusa (ojca Stefana), a w trakcie jazdy dostrzega Stefana idącego wzdłuż ulicy, o czym informuje jego ojca. Ten dostaje prawie spazmów, przypominając sobie o Mulliganie fidus Achates ( wzór trwałej i niezłomnej przyjaźni) swego syna. Ostrzega, że zbierze się dnia pewnego by jego rodzicielce czy ciotce otworzyć oczy szeroko jak stodołę na to kim jest jej pociecha. A jest: przeklętym farbowanym lisem i łobuzem pod każdym względem, a jego imię cuchnie w całym Dublinie. Uwagi o synu Simona znów skierowują myśli Blooma na swego nieszczęsnego syna. Przypomina sobie okoliczności jego poczęcia, kiedy to Mooly nabrała ochoty by z nią to zrobił po tym, jak dostrzegła dwa psy robiące to pod płotem... a orszak zbliżał się wciąż ku cmentarzowi...
..... W trakcie ceremonii pogrzebowej poznajemy refleksję Blomma na temat życia pozagrobowego. Momentami przybiera ona ironiczno tragiczny charakter: Ten pomysł z sądem ostatecznym. Wypłukiwanie ich wszystkich z grobów. Łazarzu, ja ci mówię, wstań! A on wolał poleżeć i stracił pracę. Wstawaj! Sądny dzień! A potem każdy z tych facetów myszkujący za swą wątrobą, płucami i całą resztą flaków. (podroby??) Będzie paskudnie ciężko pozbierać się do kupy tego poranka... albo Tylko człowiek grzebie. Nie, mrówki też. Pierwsza rzecz, która uderza każdego. Pogrzebać zmarłych. Powiedzmy, że Robinson Crusoe żył naprawdę. W takim razie Piątek go pogrzebał. Kiedy się o tym myśli, to każdy Piątek grzebie Czwartek. ... .
(W trakcie pogrzebu dowiadujemy się również, że ojciec Poldka popełnił samobójstwo.)
..... Redakcja dziennika. Bloom (akwizytor reklamowy) w pracy. Pracuje nad reklamą Kl(a)ucza. Niezbędne okazuje się zdobycie pewnego rysunku, po uzyskaniu pozwolenia od przełożonego; opuszcza redakcję... ...po chwili przychodzi do niej Stefan, aby wypełnić zobowiązanie. (przekazać artykuł o pryszczycy) Naczelny proponuje mu napisanie „czegoś dla niego”... między czasie trwa dyskusja dotycząca zdolności oratorskich... dysputa przerwana, gdyż pora na dzban wina... w trakcie marszu do gospody Stefan opowiada absurdalną anegdotę o dwóch dziewicach... ...Bloom wraca do redakcji, ale znów o sekundy mija się ze Stefanem...

..... Uwagi

.....1. Czy pisarz pisząc powieść powinien brać pod uwagę przyszłego czytelnika? Wokół tego pytania na przedświątecznym spotkaniu rozgorzała dyskusja. Chciałbym dodać jeszcze krótki komentarz.

..... Powyższe pytanie można rozpatrywać w kontekście całej sztuki, i wtedy brzmi ono następująco: czy artysta tworząc dzieło powinien mieć na uwadze przyszłego odbiorcę? Oczywiście nietrudno sobie wyobrazić dwa obozy. Pierwszy pod sztandarem Maszy Potockiej walczącej z przekonaniem, że sztuka jest komunikatem. Przekonanej, że artysta tworzy dzieło w swoim własnym języku, często powołując ów język do życia, a zatem nie starając się wypracowywać płaszczyzny porozumienia z odbiorcą. Drugi pod sztandarem Jerzego Sosnowskiego wierzącego, że utwór literacki powinien powstawać z myślą o wyobrażonym, idealnym czytelniku.


Ja zanim postawię swoją hipotezę, chciałbym przytoczyć fragment pewnej powieści:

... A potem, kiedy porządkowano jego mieszkanie, stary K. znalazł w kredensie wujka dzieło jego życia. Lolek pisał przez dwa lata powieść, której narracja miała jak najwierniej odtwarzać psychikę szaleńca; stary K. znalazł kolejne stosy papierów, znaczące etapy pracy nad książką – Lolcio wciąż udoskonalał ten wariacki strumień świadomości na podstawie swoich zawodowych obserwacji, poprawiał i uwiarygodniał, tym samym odzierając z logiki, a kiedy już uznał po ćwierćwieczu, że dzieło jest gotowe, że udało mu się napisać książkę, w której z idealną precyzją imitował pracę chorego umysłu wysłał ją do wydawnictwa. (...) Odmowę wytłumaczono całkowitą nieczytelnością utworu, a nawet pozwolono sobie wpleść sarkazm, że chodzi raczej o nie-poczytalność, że to zupełny bełkot, prawdę mówiąc, i nikt przy zdrowych zmysłach nie przebrnie choćby przez dwie strony. Stary K. nigdy się nie dowiedział, czy Lolek potraktował to jako życiową klęskę, czy jako ostateczny dowód na skuteczność swojej empatii. ...

..... Czy książka Lolcia jest dziełem sztuki? Przykład nie jest przypadkowy, gdyż jeśli przytyk Kuczoka nie jest skierowany bezpośrednio w Joyce’a to z pewnością w całą literaturę ulissesopodobną. Ale o tym za moment. Moim zdaniem często jest tak, że artysta tworząc ma na uwadze przyszłego odbiorcę, jednak owa uwaga nie stanowi elementu niezbędnego by jakieś dzieło do sztuki zaliczyć. To znaczy artysta może, acz nie musi zważać na publiczność. Wyraz temu dali zwłaszcza artyści awangardowi, których pogląd na sztukę w sposób ciekawy scharakteryzował prof. Przemysław Czapliński podczas audycji radiowej w Trójce. (audycja do ściągnięcia tutaj: http://www.polskieradio.pl/trojka/mbk/ za link podziękowania dla Tomka). Zatem możemy wyrysować pewną oś. Po jednej stronie umieścilibyśmy tych co tworzą z myślą o odbiorcy (m. in. artyści „popularni”, twórcy rządni zysku, pisarze postmodernistyczni, zaangażowani społecznie itd.). Po drugiej tych, którzy tworzą po to by coś z siebie „wyrzucić”, a nie po to by komuś coś pokazać. Dla odbiorcy w tym przypadku atrakcją jest zaspokojenie ciekawości jak ten świat widzą inni, a nie chęć dowiedzenia się jak ten świat wygląda naprawdę(m. in. awangarda, wszyscy piszący do szuflady, malujący i malunki swe palący). Oczywiście między jednym a drogim końcem takiej „osi” znajdziemy fazy przejściowe, a najwięcej twórców z pewnością znajduje się gdzieś po środku.

.....2. Z pewnością Joyce’owi nie chodziło jak Lolciowi o wariacki strumień świadomości, ale o strumień życia, dający się wyrazić za pomocą strumienia świadomości już na pewno:

...Ów nieustannie przemijający strumień życia, który odnajdujemy w strumieniu życia, droższy jest nam nad wszystko...
James Joyce Ulisses
.
...Wszystko wygląda inaczej, jeśli rozpatrywać życie samo w sobie, nie uwzględniając owych płaszczyzn, które rozciągają się gdzieś poza nim w totalność. Wówczas przynależność każdej jego treści do osobnych, istniejących niejako same dla siebie światów traci znaczenie. Oto pobrano wycinki i dokonano idealnej transplantacji, cząstki różnego pochodzenia, przynależne pierwotnie do różnych światów, zostały przyswojone przez żywy organizm, nie są już osobne i nieciągłe względem siebie. Związane przez dynamikę procesu życiowego są jak fale jednego nurtu, uderzenia pulsu jednego życia, nieodłączne od niego i dlatego nierozdzielne. (...) Ceną tego jest fragmentaryczność, każda treść ograniczona jest przez inną treść kategorialnego świata, w którym jest osadzona i w którego idealnej całości jest niesamodzielną cząstką. Nasze życiowe treści, zawieszone niejako między życiem jako takim a idealną totalnością światów, stają się fragmentami. Gdy patrzeć od wewnątrz życia, nie są fragmentami, lecz falami jednolitego kontinuum; są fragmentami, gdy za kontinuum uznamy własny sens treści, a życie widzieć będziemy jako strumień płynący skroś wielu światów, z każdego porywając kawałki i składający się z nich – w oczach Boga te kawałki byłyby partykularnymi konkretyzacjami absolutnych kategorii, z których każda tworzy osobny świat. Życie jest zupełnością i każdy świat jest zupełnością, ale gdy się przecinają wyodrębniają pewien fragment – fragment życia i świata.
Georg Simmel

..... Termin „strumień świadomości” nie pochodzi z literatury, lecz z psychologii. Po raz pierwszy podobno posłużył się nim William James opisując ludzką psychikę. Przejęcie go przez filozofów, a zwłaszcza przez pisarzy nie powinno zaskakiwać. Ci drudzy od dawna poszukiwali formy wyrazu, dla ukazania za pomocą tekstu myśli człowieka. Dla Joyse’a było to jednym z podstawowych celów. (Myśl jest myślą myśli. Spokojna jasność. Dusza jest w pewien sposób wszystkim, co istnieje: dusza jest kształtem kształtów.) Wcześniej (przed Edouardem Dujardinem – to on jako pierwszy posłużył się strumieniem świadomości ponoć nieudolnie) podstawowym środkiem literackim dla wyrażenia wewnętrznych myśli był monolog, często wygłaszany w samotności (np. przez Hamleta, czy Konrada – Wielka Improwizacja). Kolejnym krokiem był monolog wewnętrzny, czyli narrator zapoznawał nas z aktualnymi myślami bohatera. W jednym jak i w drugim przypadku mamy zazwyczaj do czynienia z „myślą” wtórną, przetworzoną, uporządkowaną, scaloną, pozbawioną wszelkich sprzeczności, biegnącą linearnie. Tym samym ukazującą świat nietargany sprzecznościami, jednolity, harmonijny. Ale przecież ani świat ani myśli człowieka tak nie wyglądają. Problem w tym, że człowiek nie ma możliwości przyjrzenia się własnym myślom w trakcie myślenia. Aby móc to uczynić, musimy przerzucić je ze świata wewnętrznego do zewnętrznego. Uznając, że myślimy tylko i wyłącznie za pomocą języka, sprawa nie wydaje się być trudna. Wystarczy spisywać myśli tak jak one biegną. Taką próbę (oczywiście w wersji artystycznej, a zatem celowej i nieprzypadkowej) proponuje nam James Joyce.


..... Dlaczego strumień? Może dlatego, że nasz umysł ma dar płynnego przechodzenia od jednej myśli do drugiej, od jednego obrazu do drugiego. Może też dlatego, o czym pisze Simmel, że strumień jest wartością wypadkową wszystkich wód, które do niego wpadają. I to tutaj tak naprawdę zaczyna się (moim zdaniem) najważniejsza kwestia. Tak jak pisze Simmel, życie jest zupełnością i każdy świat jest zupełnością, ale gdy się przecinają wyodrębniają pewien fragment – fragment życia i świata. Choć oba światy wewnętrzny i zewnętrzny tworzą całości to nie są one spójne. Więcej, każdego świat wewnętrzny jest całością, ale nie znajdziemy dwóch osób, których owe światy by się pokrywały. Tego wyrazem w Ulissesie są monologi Dedalusa i Blooma, które się od siebie różnią. Tak jak mówiłem na spotkaniu: może dlatego, że jeden jest poetą a drugi akwizytorem. Światy wewnętrzne reprezentowane są w powieści przez monologi bohaterów, świat zewnętrzny przez wszechwiedzącego narratora...

..... 3. Kolejnym przesłaniem strumienia świadomości jest to, że nasz umysł pracuje w chaosie. Z jednej strony nieustannie przetwarza dane zachowane w pamięci, z drugiej dane docierające do nas z otoczenia, które choć zaczynają stanowić całość nie tworzą spójnego systemu. Ukazanie chaosu to ponoć (tutaj oddaję głos Umbertowi (czy to się tak odmienia??) Eco) również jeden z podstawowych celów Joyce. Oczywiście uwaga ta logicznie wynika również z moich powyższych przypisów, w których widoczny jest antynowożytny obraz rzeczywistości kreślony pisarza. Czytając swego czasu wywody Eco na temat „dzieła otwartego” natrafiłem na ciekawą analizę fragmentu Ulissesa, którego akcja rozgrywa się w redakcji dziennika.



Kiedy Joyce piętnuje paraliż i rozkład świata, czyni to relacjonując puste i butne wypowiedzi dziennikarzy bez wyrażenia jakiejkolwiek oceny. Jedynym komentarzem jest forma rozdziału, w której ujęte są wszystkie możliwe figury retoryczne.

I w tym miejscu Eco je wymienia. Ja załączę dodatkowo, króciutką definicję części z nich:


1. Metonimia - figura retoryczna mająca na celu zastąpienie nazwy jakiegoś przedmiotu lub zjawiska nazwą innego, pozostającego z nim w uchwytnej zależności. np. czytam Słowackiego zamiast czytam utwory Słowackiego, pot zamiast wysiłek.
2. Chiazm – symetryczny układ krzyżowy 2 paralelnych zdań; kolejność części jednego zdania jest odwróceniem kolejności poszczególnych części zdania drugiego: np. Nadchodzi noc. Zmrok zapada.
3. Asyndeton - środek stylistyczny polegający na łączeniu zdań lub ich części bez użycia spójnika. np. przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Anakolut - błąd składniowy zniekształcający budowę zdania, powodujący zanik związku logicznego między jego członami; inaczej jest to wypowiedź zorganizowana pod względem składniowym tak, że jej poszczególne człony kłócą się z porządkiem logicznym zdania i są niepoprawne pod względem gramatycznym.
4. Onomatopeja - środek artystyczny polegający na takim dobieraniu wyrazów (istniejących w mowie lub neologizmów albo glosolalii), że naśladują swym brzmieniem opisywane zjawisko lub dźwięki wydawane przez opisywany przedmiot.
5. Polisyndeton - środek stylistyczny polegający na połączeniu współrzędnych członów zdania takimi samymi spójnikami. np. I gnają, i pchają, i pociąg się toczy.
6. Synkopa - zjawisko fonetyczne polegające na zaniku śródgłosowej nieakcentowanej samogłoski lub całej sylaby z wyrazu, co pociąga za sobą jego skrócenie; jest to charakterystyczny proces w niestarannej, szybkiej wymowie. np. wogle (popr. w ogóle) czy orginalny (popr. oryginalny).
7. oraz: metafora, epifora, anakolut, inwersja, metateza, prozopopeja, hypotypoza, apokopa, ironia, solecyzm, anagram, metalepsis, tautologia, anastrofa, pleonazm, palindrom, sarkazm, peryfraza, hiperbola i inne.

.....Kiedy sobie o tym przypomniałem, rozpocząłem poszukiwania przykładów w tekście. Nie będę psuł jednak zabawy i nie będę zdradzał swoich odkryć. Potwierdzam jednak, że faktycznie tekst nasiąknięty jest tymi środkami i kiedy mamy świadomość strategii obranej przez Joyce’a nieustannie same wpadają nam w oko lub ucho. (Pamiętajmy też o tym, że mamy do czynienia z tłumaczeniem, co może wypaczać część chwytów retorycznych.) Warto nadmienić jeszcze, że ów zabieg, jest zabiegiem bardziej na formie niż na treści, a zatem mamy znów przykład przerzucenia ciężaru „wyrazu” z treści na formę właśnie.



Dziękuję za uwagę.


ciąg dalszy już nie nastąpi
: 2007
2007 -> Informacja prasowa
2007 -> Polityka energetyczna, instrumenty finansowania I dobre praktyki w polskim budownictwie
2007 -> Uchwała nr [●] Walnego Zgromadzenia spin spółka Akcyjna z siedzibą w Katowicach z dnia [●] 2007 r
2007 -> Uchwała 1/2007 Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia abg spin spółka Akcyjna z dnia 1 października 2007 r w sprawie wyboru Przewodniczącego Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia
2007 -> Test interna jesień 2007
2007 -> Uczestnicy Programu Praktyk llp erasmus- raport z pobytu na programie
2007 -> Groupe europe girls aprčs 9 courses (7 retenues) (67 inscrits)
2007 -> Kierunek: zarządzanie specjalnośĆ: INFORMATYKA W zarządzaniu studia stacjonarne rok akademicki 2007/2008 spis treśCI
2007 -> Instrukcja przygotowania artykułu do Archiwum Odlewnictwa J. P. Nowak a,*, A. Orlov b




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna