Joanna Oleniak sr I wielcy twórcy reklamy o temacie pracy…



Pobieranie 20.93 Kb.
Data04.05.2016
Rozmiar20.93 Kb.
Joanna Oleniak SR I

WIELCY TWÓRCY REKLAMY

O temacie pracy…

Dawid Ogilvy, Andrew Warchol, Oliviero Toscani, William Bernbach, Maurice Saatchi, Charles Saatchi... - niewątpliwie wielcy twórcy reklamy… tylko kiedy dołączy do tego znakomitego grona jakiś polak…? Postanowiłam więc, że skoro moja praca ma głównie polegać na szukaniu, szperaniu, surfowaniu /a co gorsza głównie mozolnemu tłumaczeniu z języków obcych/…etc. w celu znalezienia jakiś informacji o wybitnej jednostce w dziedzinie reklamy, to wykorzystam to do odnalezienia jakiegoś wielkiego twórcy reklamy POLSKIEJ. Zbyt długo nie musiałam szukać! My też mamy /moim zdaniem/ WIELKICH TWÓRCÓW REKLAMY!


O Andrzeju Pągowskim…

Urodził się w 1953 roku w Warszawie. Ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Dyplom z wyróżnieniem uzyskał w 1978 roku w pracowni Waldemara Świeżego. Jego prace wystawiane były na licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i zagranicą. Dorobek artystyczny obejmuje prace w dziedzinach grafiki projektowej, książkowej /okładki i ilustracje książkowe/, rysunku satyrycznego, scenografii, okładek płytowych, kampanii reklamowych, teledysków i - oczywiście - plakatu. Obecnie, od 1990r., jest Dyrektorem Generalnym i Kreatywnym własnej Agencji Reklamowej „Studio P”. Brał udział w wielu ważnych krajowych i międzynarodowych przeglądach plakatu.


O charakterze…

Jest swego rodzaju sztukmistrzem. Potrafi łączyć sztukę i reklamę, pasję do pracy i apetyt na dobre życie. Jest szczery i otwarty a cechy te dobrze mu służą w karierze artystycznej i stosunkach z ludźmi. Jest prawdziwym dzieckiem szczęścia w skomercjalizowanym świecie, któremu lubi pokazywać język prześmiewcy. „Zawsze chciałem drażnić. Lubię erotykę i często ją stosuję w tym celu”. Prace Andrzeja Pągowskiego są z miejsca rozpoznawane przez swą symbolikę oraz agresywną formę. Jego twórczość u jednych budzi podziw, przez innych określany jest jako skandalista i showman.


O plakacie reklamowym…i o filozofii plakatu…

Cytatem, jaki Pągowski odnosi często do sztuki plakatu reklamowego jest stwierdzenie nie artysty lub krytyka lecz dawno nieżyjącego już polityka francuskiego Georgesa Clemeceau: „Jeśli mam przemawiać godzinę – mogę zacząć natychmiast, jeśli tylko minutę – dajcie mi dwa tygodnie na przygotowanie”. To właśnie plakat jest specyficzną, najkrótszą informacją, mającą zawładnąć naszym wzrokiem czasem tylko na małą chwilę, na sekundy niemal, lecz by tak się stało, by spełnił swe zadanie potrzeba żmudnych przygotowań i setek szkiców – takich, jakie przed stworzeniem finalnej pracy wykonuje Andrzej Pągowski. Pągowskiego zawsze pociągała świadomość, że jego prace dość szybko trafiają do bardzo wielu ludzi. Ma bowiem poczucie misji społecznej. Mówi: „może teraz rzeczywiście mam więcej do powiedzenia. Wkurza mnie tyle spraw i chciałbym tworzyć komentarze, komunikaty, a nie kolorowe obrazki. Kiedyś powiedziałem, że plakacista to pewien specyficzny typ dziennikarza. Na polską szkołę plakatu już nie reaguję. Dziś nie wiem, gdzie ona jest”.


O zainteresowaniach…

Andrzej Pągowski jest podróżnikiem z zamiłowania, lubi muzykę, dobre książki, sztukę i kino.


O muzyce…i mediach…

Mówi, że zawsze ma załadowaną zmieniarkę pełną CD i w zależności od nastroju chwili słucha tego, co mu najbardziej odpowiada. Obecnie jest to głównie jazz, np.: Diana Crall, ale też Macy Gray czy z zupełnie innej beczki, Bob Dylan. A czasami ma ochotę na coś mocniejszego i słucha starego rocka. „Staram się mieć jak najszersze spektrum, bo z muzyką jest podobnie jak z moim czytaniem, czy oglądaniem telewizji. Czytam niemal wszystkie gazety, od codziennych po miesięczniki dla pań i tak samo patrzę w telewizor. W tym zalewie informacji i obrazów staram się znaleźć jakąś inspirację do mojej pracy, szukam wskazówek i jednocześnie obserwuję, jakie trendy czy kanony mają obowiązywać. To pomaga mi uniknąć sztampy, bo chcę robić rzeczy, które zapadną odbiorcy w pamięć, a nie zostaną zmieszane z wszechogarniającą nas papką. Przyznaję, że czytam mało książek, ale z nimi jest tak samo jak z muzeami, wciąż mówię sobie, że jeszcze mam czas, by je zobaczyć, czy właśnie przeczytać, przecież one już są”.



O początkach…

„No cóż, chyba nie umiałem robić nic innego poza rysowaniem. Słabo mi szło w szkole, nauczyciele raczej nie dawali mi większych szans, ale moje zeszyty były zawsze pełne obrazów. Rysowałem, od kiedy pamiętam i bez tego nie wyobrażam sobie mojego życia. Później były odpowiednie szkoły, gdzie udało mi się trafić na cudownych nauczycieli i tak się zaczęło. A plakat to też trochę przypadek. To, że zająłem się właśnie tą dziedziną sztuki, wynika chyba nieco z mojej próżności i chęci jak najszybszego zobaczenia efektów swojej pracy. Obraz lub grafikę tworzy się, później trafia to do galerii i czeka, a plakat powstaje u mnie i za chwilę oglądają go i oceniają miliony ludzi na ulicach. Chyba to mnie pociąga w tym, co robię. Teraz co prawda są zupełnie inne czasy dla plakatu. Ten inteligentny, szukający skojarzeń, wymagający od widza pewnego wysiłku intelektualnego, z czego słynie polska szkoła, zostaje zakrzyczany przez zachodni bełkot. Teraz jest to zwykle trailer, zapowiadający film zlepkiem kilku kadrów i krzykliwymi napisami. Te plakaty, które powstawały pod rękami Starowieyskiego, Świerzego, Lenicy czy moimi, były niejako komentarzem do sztuki, wystawy lub filmu. Jeszcze parę lat temu z mojej pracowni wychodziło osiemdziesiąt plakatów rocznie, teraz są to trzy, cztery. Mam jednak nadzieję, że jeszcze wrócą dobre czasy dla naszego plakatu i społeczeństwo otrząśnie się z tej wszechobecnej łatwizny i poszuka czegoś innego od telewizyjnych obrazków”.


O ważniejszych nagrodach…

Ważniejsze nagrody: Brązowy Medal na Międzynarodowym Biennale Grafiki Użytkowej - Brno 1978, Srebrny Medal na Biennale Plakatu Polskiego - Katowice 1983, Nagrody za plakat w konkursie „The Hollywood Reporter” - Los Angeles: 1980 (III nagroda i wyróżnienie), 1981 (I nagroda), 1984 (I nagroda), 1986 (I i III nagroda), 1987 (I, II i III nagroda), 1988 (III nagroda i wyróżnienie), 1989 (III nagroda), 1990 (I nagroda, oraz nagroda „Best of Show”), 1991 (I nagroda, III nagroda). Nagrody w konkursie na plakat w Chicago: 1982 (Srebrna Plakietka), 1987 (Złota i Srebrna Plakietka), (II nagroda „Srebrny Hugon”), I nagroda Biennale Plakatu Teatralnego, Rzeszów 1987, Nagroda „Plakat Roku” w 1983 i 1987r., Warszawa oraz ponad 40 wyróżnień w konkursie „Najlepszy Plakat Warszawy” 1979-89, I Nagroda w Międzynarodowym Konkursie Plakatu Filmowego Istambuł 1989. Prace w zbiorach muzeów w Europie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku oraz w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą.


O miejscu pracy…

Pągowski lubi otaczać się gadżetami, rzeczami, które sprawiają mu przyjemność gdy na nie patrzy lub ich dotyka. W miejscu pracy ma ich mnóstwo. Na przykład w siedzibie „Studia P.” na dużym biurku, centralne miejsce zajmuje kamionkowy posążek zielonej kaczki naturalnych rozmiarów, którą, jak mówi, „zna na pamięć zainteresowaniach każdej strony, każdą jej plamkę, wyszczerbienie, odprysk”. Mały posążek Buddy, który lubi czasem pogłaskać stoi nieopodal aparatu telefonicznego a obok leży piękny, drewniany nożyk do papieru ze srebrną rękojeścią w kształcie gekkona, który „idealnie leży w dłoni”.


O młodzieży…

W założonej 12 lat temu agencji reklamowej „Studio P” pracuje niestandardowo, często z młodymi ludźmi. Lubi pracować z kreatywnymi, młodymi umysłami, z wyróżniającymi się. Wspiera ich, pomaga się rozwinąć, promuje, daje szansę, mówi się nawet, że ich „rozpieszcza”. Wielokrotnie był organizatorem, współorganizatorem lub jurorem w konkursach plastycznych itp. dla młodych talentów.


O wystawach…

Lubi niekonwencjonalne wystawy. Między innymi w 1986 roku w warszawskiej Galerii Zachęta odbyła się wystawa „Miasto plakatów”. Wnętrza sal wystawowych zaaranżowano wówczas na pejzaż miejski. Po 12 latach artysta zdecydował się na bardziej radykalny ruch. Wystawę „Miasto plakatów – suplement” mogli oglądać zainteresowani widzowie, ale również przypadkowi przechodnie – 30 plakatów Pągowskiego zawisło na płocie w centrum Warszawy.




O plakatach, reklamie i pieniądzach…

Uważa, że to co robi musi być na sprzedaż, chociaż nie to jest najważniejsze. Swoimi pracami sprzedaje filmy, przedstawienia teatralne, idee i uważa, że właśnie dlatego cały czas tworzy, nawet gdy inni są bez pracy. Podkreśla też, że plakaty promujące filmy robi… z miłości do kina.


O plakatach ze zdjęciami…

Pągowski nie znosi tej formy plakatów. Uważa, że fotografie promujące filmy, przedstawiające gwiazdy „jednej chwili” są nudne i szybko się opatrują.


O artyście w Polsce…

Bolesne ale prawdziwe jest według niego stwierdzenie: klient u bogatego sponsora lub błazen w telewizyjnych talk show. „Dziś bez sponsora nie ma sztuki” – przyznaje.



O pomysłach, sukcesach i promocji…

Andrzej Pągowski przyznaje, że swoje sukcesy zawdzięcza talentowi, pomysłowości a także sztuce promocji. „Gdybym nie miał talentu i pomysłów, to nie zlecono by mi wykonania ponad tysiąca plakatów. A gdybym nie umiał się promować…. W plakacie bez talentu można próbować, choć na krótko, ale bez pomysłów – niewyobrażalne! Przecież plakat to pomysł – drugi raz go nie sprzedasz”.


O reklamie społecznej i współpracy z fundacjami…

Dzięki niemu jeszcze raz dowiedzieliśmy się, że „Papierosy są do dupy” czy kij baseballowy „Służy do grania nie do zabijania”. Nie bez echa przeszła też kampania społeczna propagująca prezerwatywy jako zabezpieczenie przed AIDS: „OK. Nie pękaj”. Współpracował z wieloma fundacjami m.in. z „Fundacją Świętego Mikołaja”. Sam o sobie mówi, że ma wiele do powiedzenia i silne poczucie „misji społecznej”: „nie godzę się z chamieniem społeczeństwa, skretynieniem wzorców i upadlaniem estetyki”.


O kopiowaniu…

„Pogardzam kopiowaniem Zachodu, no bo po co kopiować. Kiedyś nas kopiowano, a teraz jak biednie krewni patrzymy z rozdziawioną gębą i kopiujemy. Zapominamy, że mamy potężną moc graficzną. Tylko teraz trochę oszołomioną po ciosie z lat 90., gdy przyszło nowe. W globalnej wiosce twórca przebija się uniwersalnością przekazu… no i dzięki reklamie”.


O szacunku do zdrowia…i miłości…

„Dbam o zdrowie, bo chory ma dziś małe szanse na pracę, a ja kocham pracować”.


O kobietach… i sexie…

„Po kilku latach pracy jako dyrektor artystyczny w „Playboyu” nie traktuję kobiet konsumpcyjnie. Cenię czułość, ciepło, bliskość, oddanie i sex. Natomiast nie cenię sexu, w którym wyrafinowanie jest czymś wyuczonym i sztucznym”.

Pobieranie 20.93 Kb.





©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna