Józef Zelikowicz – reporter w łódzkim getcie. Między prywatnością a oficjalnością. Biogram



Pobieranie 45.28 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar45.28 Kb.
Józef Zelikowicz – reporter w łódzkim getcie. Między prywatnością a oficjalnością.

1. Biogram

Urodzony w 1897 w Konstantynowie pod Łodzią w rodzinie chasydzkiej. Otrzymał wykształcenie religijne i tytuł rabina. Nigdy jednak nie praktykował w tym zawodzie. Kształcił się również jako pedagog. Studiował na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie . Służył w polskiej armii i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Był aktywnym członkiem żydowskiej łódzkiej grupy awangardowej „Jung Jidysz”. Publikował w języku jidysz. Jego opowiadania i artykuły ukazywały się w Polsce w Najer Folksblat i Lodżer Tageblat a w USA w Forwerts, Morgen Żurnal i w Amerikaner. Napisał kilka sztuk dla dwóch łódzkich teatrów żydowskich Ararat i Azazel1. Był członkiem zarządu Łódzkiego Towarzystwa Przyjaciół Żydowskiego Instytutu Naukowego YIVO w Wilnie. W ramach współpracy z YIVO napisał dwie prace naukowe. Pierwsza z nich była poświęcona motywowi śmierci w żydowskiej etnografii i folklorze, druga obrazowi społecznego życia w żydowskim miasteczku w Polsce w drugiej połowie XIX wieku2. Wiele jego manuskryptów zaginęło, między innymi monografie dwu żydowskich gmin w Konstantynowie i Lutomiersku. W getcie sekretarzował Żydowskiemu Związkowi Kulturalnemu (Jidysze Kultur Gezelszaft – Litzmannstadt Getto), tworzył teksty do gettowych varietes3, a także – jako pracownik Archiwum Getta Łódzkiego – współredagował Biuletyn Kroniki Codziennej, pisał reportaże i sprawozdania oraz Encyklopedię Getta. W czasie akcji deportacyjnej we wrześniu 1942 prowadził prywatny dziennik zatytułowany „In jene koszmarne teg”. W 1944 został wywieziony do Auschwitz i tam zamordowany



2. Reportaże

Oryginały kilkudziesięciu reportaży Józefa Zelikowicza uratowane (wraz z innymi dokumentami pochodzącymi z Archiwum Przełożonego Starszeństwa Żydów w Łodzi4) przez Nachmana Zonabenda5 znajdują się zbiorach YIVO, Yad Vashem, ŻIH oraz w Łódzkim Archiwum Państwowym. Kilka z nich6 przetłumaczono na angielski i umieszczono w wydanej w Stanach Zjednoczonych antologii tekstów z łódzkiego getta „Lodz ghetto. Inside a community under siege”7. W roku 2002 nakładem Instytutu Yad Vashem ukazał się obszerny anglojęzyczny wybór prac Zelikowicza8. Nadal na swego wydawcę czeka pełny, dokonany z języka oryginału zbiór jego tekstów.

Getto w reportażach Zelikowicza jest żywiołem głodu i drapieżności. To, co się w nim dzieje, całkowicie zaprzecza normalności. Deformuje wszystko i wszystkich. Niszczy solidarność, lojalność i poczucie obowiązku. Brutalnie zmienia dawny naturalny porządek rzeczy. Z dziesięcioletniego dziecka czyni umęczonego pełnoetatowego robotnika. Z człowieka wygłodniałe zwierzę. Członków najbliższej rodziny skazuje na bezwzględną walkę o kromkę chleba. Wzruszającą niegdyś ceremonię ślubną przekształca w transakcję gwarantującą czasową ochronę przed wywózką niepracującego z pary nowożeńców. Getto czyni z życia przerażającą „parafrazę”9.

Zindywidualizowani bohaterowie Zelikowicza to, między innymi, stara, sparaliżowana kobieta i jej roczny osierocony wnuk – oboje umierający z głodu na prowizorycznym łóżku, choć otacza ich siedemnaścioro zamieszkujących to samo pomieszczenie krewnych; dwie kobiety, które chcą sprzedać przydziałowe ziemniaki po ich dopiero co zmarłych synu i mężu, aby oddać pieniądze za dostarczone przez komitet domowy śmiertelne całuny a także rudy Janek folksdojcz - strażnik getta - zabijający 24 Żydów w odwecie za wykrycie przez władze prowadzonej przez niego kontrabandy.

Bohaterem pozostałych reportaży10 czyni Zelikowicz gettowego everymana - niewyposażonego w indywidualne cechy Żyda, doświadczającego wszystkich uciążliwości i okropności getta. Takich, na przykład, jak kolejka, której wątek pojawia się w kilku jego tekstach11. Owo wystawanie w kolejce wyznaczało rytm życia, regulowało gettowe zegary. Wraz z brzaskiem tworzyły się pierwsze ogonki. Ostatnie rozchodziły się po zmroku. Kolejka była też symbolem nieujarzmionego pragnienia życia. Ten, kto był jeszcze w stanie utrzymać się na nogach, kto miał jeszcze siły, by o świtaniu zwlec się z łóżka, wciąż miał nadzieję na przeżycie. Niepisane prawo głosiło bowiem, że ten, kto w stał w kolejce, ten jadł, a kto jadł, ten żył. Tę prostą w teorii zasadę komplikowała rzeczywistość. Kolejka rządziła się swoimi prawami. Pierwszym punktem jej kodeksu był „kułak”, bezwzględnie rozdawany sąsiadom i idące za nim „szarpanina, deptanie upadających”12. Najlepsi w boju o utrzymanie się w kolejce nie zawsze okazywali się ostatecznymi zwycięzcami. Zdarzało się przecież, że bezkarny w swojej nieuczciwości personel sklepów rozkradał wcześniej towar i nie otwierał sklepu w ogóle lub w brutalny sposób rozpędzał czekający przez wiele godzin, wycieńczony tłum.

Interesujące, że w żadnym z przywoływanych tutaj tekstów Zelikowicza nie znajdziemy najmniejszej wzmianki o głoszonych przez oficjalną Kronikę getta a także obecnych w reportażach innego pracownika Archiwum, reportażysty Oskara Singera13, sukcesach getta. Opisy odwiedzin w resorcie tapicerskim, bursie dla sierot czy w urzędzie pozbawione są jakiejkolwiek emfazy. Język oddaje ponurą beznadziejność sytuacji. Pracownicy resortu na twarzach „noszą własne klepsydry”, dźwigają na plecach „własną śmierć”14. Z popuchniętymi z głodu nogami nie są w stanie wykonać normy. Bursa dla dzieci, której, jak pisze z ironią Zelikowicz, nie tylko budynek, ale kierowniczka” są „in statu nascendi”15, jest raczej przechowalnią pokaleczonych psychicznie dzieci niźli, zgodnie z hasłami prezesa Rumkowskiego, przytulnym domem. Urząd udzielający ślubów „pracuje na akord”, „funkcjonariusze religijni wypełniają swoje obowiązki z beznamiętną rutyną”16.

Przedstawiane oficjalnie jako rewolucyjne i racjonalizujące pomysły gettowej administracji są wykpiwane. W szyderczo-dramatyczny sposób dezawuuje autor podjętą przez gettowy Wydział Zdrowia inicjatywę zapobiegania głodowi poprzez wydawanie na receptę kartoflanych łupin. Z sarkazmem nawołuje: „No dalejże spuchnięci z głodu! I tak jesteście tylko cieniami ludzi, cóż wam szkodzi zostać świniami i żreć kartoflane łupiny!”17.

W podobny sposób ośmiesza Zelikowicz inny sukces getta. Ironicznie komentuje enuncjacje „wysokiego urzędnika”18 getta mówiącego z entuzjazmem o funkcjonowaniu gettowego państwa, które ma własną policję, fabryki i gotówkę. Do imponujących oficjalnych enumeracji autor dodaje pastiszowo „I getto ma węgiel”19. Lecz węgiel ten, jak wyjaśnia dalej autor, to wygrzebane z ziemi resztki drewna lub kłęby szmat. Ich wydobywaniem z nadzieją na zarobek zajmowali się wagarujący ze szkoły uczniowie – nastoletni chłopcy i dziewczynki. Bojąc się zabrudzić jedyne ubranie grzebali w ziemi nago, pozbawieni nawet naturalnego dla człowieka wstydu.

Wyjątkowo pilnie ćwiczy Zelikowicz sztukę ironii w komentarzach posunięć prezesa Rumkowskiego. Strzegąc się w nich otwartego szyderstwa, sięga po wyszukaną formę persyflażu (którego żartobliwość czytelnik musi potraktować jako pozorną) i figurę antyfrazy20. Odważniej i ostrzej wypowiada się o podległych Prezesowi urzędnikach getta, oskarżając ich o niegospodarny i niesprawiedliwy rozdział żywności powodujący demoralizację, straszliwy głód i śmierć mas getta21. O Niemcach – bezpośrednich winowajcach zagłady nie ma w reportażach najmniejszej nawet wzmianki.
3. „In jene koszmarne teg”

Józef Zelikowicz pozostawił również ponad trzystustronicowy rękopis zatytułowany „In jene koszmarne teg”22. Jest to staranny literacko, podzielony dziennymi datami odręczny zapis zdarzeń z września 1942 - z trwającej prawie dwa tygodnie deportacji dzieci i ludzi starszych (dzieci do lat dziesięciu i starców powyżej sześćdziesiątego roku życia) nazwanej w getcie szperą23.

Język dokumentu obfituje w ekspresyjne hiperbole i rozbudowane metafory „Krew płynie ulicami. Krew płynie podwórzami. Płynie w domach, mieszkaniach, pokojach. Nie czerwona, zdrowa krew. Nie ma takiej w getcie. Trzy lata wojny i dwa i pół roku getta wycisnęły z niej czerwone krwinki. Tylko ropę i żółć można znaleźć w getcie”. Narracja często przybiera postać zbiorowego, tragicznego „my”. Tak jest w opisie spieszenia do opróżnianego z chorych szpitala „Zatem wzbiliśmy się w powietrze. Nie wiadomo jak, ale lecimy....Nasze stopy były spuchnięte, ale ruszyliśmy...”. Narracja pierwszoosobowa nie pojawia się jednak wcale. Nie poznajemy zatem pojedynczego autora - Józefa Zelikowicza. Niczego się nie dowiemy o jego osobistych przeżyciach w tym dramatycznym okresie. „In jene koszmarne teg” to opowieść o dotkniętej tragedią zbiorowości.

Właściwy tekst dziennika poprzedza kilkuzdaniowy wstęp, którego konstrukcja przywołuje na myśl pogromowy poemat Nachmana Bialika24. Zelikowicz śladem Bialika w apostroficznym zwrocie wzywa „syna Adamowego” – anonimowego człowieka, by odważył się zaświadczyć zbrodni ”Synu Adamowy wyjdź na ulicę”. Ów, powołany do dania świadectwa, musi powściągnąć swoje emocje, znieść grozę mordu „(...)Bądź silny. Powstrzymuj swoje serce przed pęknięciem...” - i zapisać każdy jej szczegół25.

Zelikowicz wierny temu wskazaniu dzień po dniu notuje okrucieństwa szpery.

W nocie z jej pierwszego dnia (z 1 września) autor opisuje bezwzględne opróżnianie szpitali z chorych i ładowanie ich na ciężarówki. Pod datą drugiego września znajduje się opis przerażających scen poszukiwania przez żydowską policję zbiegów ze szpitali. Trzeci dzień szpery w opisie Zelikowicza zamyka obraz dzieci powracających w przeddzień deportacji z domu wypoczynkowego na Marysinie. Czwartego września Zelikowicz zdaje relację z placu straży pożarnej, na którym tłum mieszkańców getta słucha osłupiały przemówienia Prezesa. Piąty i szósty września to opisy akcji w najdramatyczniejszej jej fazie – odbierania matkom dzieci i wywlekania z domów chorych i starców. Szczególną uwagę czytelnika zwracają tu dwie udramatyzowane sceny, których bohaterkami są konkretne postaci – ofiary deportacji: sześcioletnia Blimele odebrana swym młodym rodzicom oraz nierozłączne nawet w obliczu śmierci matka i córka Camberowe z ulicy Żytniej.

W dzienniku „In jene koszmarne teg” Zelikowicz poświęca dość dużo miejsca postaci Prezesa. W opis wrześniowej akcji autor włącza dwa rozdziałki, w których roztrząsa kwestię uprzedniej wiedzy Rumkowskiego o deportacji pacjentów szpitali. Prezes pojawia się też w zapisie z 4 września, dnia, w którym wygłosił przemówienie informujące mieszkańców getta o konieczności wydania wszystkich dzieci do lat 10 i ludzi powyżej 65 lat. Pióro Zelikowicza w opisie postaci przełożonego łódzkich Żydów jest wyraźnie współczujące. Czytelnikowi jawi się jako stary, złamany człowiek, w którego nieładzie siwych włosów widać „straszliwość ostatnich kilku godzin”. Wyczekiwany przez tłum jako pocieszyciel i obrońca nie znajduje dla zgromadzonych słów otuchy. Ten poruszający obraz wyraźnie kontrastuje ze skreśloną w sąsiednim akapicie pewną siebie, obojętną wobec dramatycznych wydarzeń postawą Kauffmana dowódcy strażaków, którzy wraz ze Służbą Porządkową Getta zostali zaangażowani do akcji deportacyjnej

Samego udziału żydowskich służb w szperze nie opatruje Zelikowicz wyraźnym negatywnym znakiem. Autor wspomina o zawartej z nimi przez władze getta transakcji: życie własne i rodzin oraz dodatkowe przydziały żywnościowe w zamian za robotę siepaczy, ale usprawiedliwia ją, cytując prawdopodobnie Rumkowskiego, koniecznością wyboru mniejszego zła – żydowskie ręce miały uczynić deportację mniej bolesną niż „obce, okrutne dłonie”. Ilustrują to zamieszczone w „Jene koszmarne teg” opisy akcji, w których żydowska policja, jakkolwiek bezwzględna w realizowaniu rozkazu dostraczenia ofiar, przestrzega ustalonych zasad deportacji, zabiera tylko tych, którzy znajdują się na sporządzonych przez administrację listach – „Żydowska policja bierze, ale bierze miłosiernie, wedle rozkazów: dzieci do dziesiątego roku życia, ludzi powyżej sześćdziesiątego piątego roku życia i chorzy, którzy, na podstawie orzeczenia lekarza nie maja szans na wyzdrowienie”.

Pozostaje pytaniem, czy pisząc w usprawiedliwiający sposób o moralnie nagannym zaangażowaniu żydowskiej policji we wrześniową deportację, wyraził Zelikowicz swoje najgłębsze przekonanie, czy też powstrzymał się od surowej oceny, licząc się z ewentualnym odkryciem zapisów przez administrację gettową. Ostatni domysł wspiera umieszczona w tym samym fragmencie otwarta krytyka tzw., Białej Gwardii, pracowników Wydziału Zaopatrzenia, którzy za te same przywileje, również podjęli się krwawego zadania, nie z rozkazu Prezesa jednak, ale ochotniczo. Możliwe, że brak oficjalnego patronatu Rumkowskiego nad ich udziałem w akcji ośmielił Zelikowicza do zapisania kilku słów potępienia.

4. Oficjalność/prywatność

Nieliczni autorzy komentujący gettową twórczość Józefa Zelikowicza nie są zgodni w określeniu przeznaczenia omawianych powyżej tekstów reportaży. Twórcy antologii „Lodz ghetto. Inside a community under siege” przeciwstawiają wkład Zelikowicza w spisywanie oficjalnej Kroniki jego reportażom jako pracom pisanym na własny użytek. Redaktorzy polskiego wydania Kroniki - Lucjan Dobroszycki i Irena Dąbrowska twierdzą natomiast, że Zelikowicz był „autorem licznych reportaży dla archiwum piszącym jednocześnie osobisty dziennik”26.

Kto ma rację? Z jakimi tekstami mamy do czynienia?

Wiele wskazuje na to, ze należy się przychylić do opinii Dąbrowskiej i Dobroszyckiego i uznać teksty reportaży za pisane dla Archiwum Przełożonego Starszeństwa Żydów. Po pierwsze dlatego, ze ich oryginały były przechowywane właśnie w Archiwum getta. Po drugie dlatego, że wszystkie zostały napisane na maszynie (sprzęcie ścisłego zarachowania w getcie, przeznaczonym tylko do biur poszczególnych wydziałów). Wszystkie mają ten sam układ graficzny: tytuł, umieszczoną pod tekstem datę i adnotację „w getcie” oraz inicjały JZ.

Jeśli powstały w Archiwum powołanym do życia przez Rumkowskiego a zatem pozostającym pod jego kontrolą, pozostaje pytaniem, czy podlegały jego faktycznej cenzurze. Opierając się na zdawkowej relacji jedynego ocalałego z getta archiwisty Bernarda Ostrowskiego27 - można zaryzykować stwierdzenie, że tak reportaże Zelikowicza, jak i prace innych reportażystów28, choć powstające w ramach „etatowych obowiązków”, nie były przekazywane zwierzchnikowi Archiwum – Mordechajowi Rumkowskiemu. Zelikowicz, tak jak i jego koledzy, musiał być jednak ostrożny, pisać w taki sposób, by nie rozdrażnić Prezesa, gdyby reportaże wpadły w ręce przełożonego. Dlatego jego krytyka administracji gettowej nie posługuje się personaliami i przyjmuje zazwyczaj formę niedosłowną – formę ironii. Brak wzmianek o Niemcach przypomina znaną z oficjalnej Kroniki taktykę prewencyjnych przemilczeń charakterystyczną dla wszystkich prac powstałych w Archiwum getta.

W przeciwieństwie do reportaży wątpliwości nie budzi status zapisu wrześniowej szpery zatytułowany „In jene koszmarne teg”. Choć nie znane są miejsce i okoliczności przechowywania rękopisu w getcie, znawcy tematu zgodnie orzekają, że mamy do czynienia z dokumentem osobistym, prywatnym zapisem dokonanym z woli i potrzeby Józefa Zelikowicza. Prywatność tekstu podkreślał, między innymi, historyk Ber Mark29 fundując ją na opozycyjności stylu dziennika i prezentowanych w nim ocen wobec poetyki i wartościowania w reportażach pisanych dla Archiwum. Wydaje się jednak, że uważna lektura spuścizny Zelikowicza może obalić argument podany przez żydowskiego badacza. „In jene koszmarne teg” wywołuje bowiem w czytelniku nieodparte wrażenie obcowania z zapisem poddawanym tym samym stylistycznym, w swoim zamiarze cenzuralnym ograniczeniom. Słowo „Niemcy” nie pojawia się ani razu, znakiem ich obecności jest metonimiczne „oni”. W sferze ocen autor nie jest, jak moglibyśmy się spodziewać, bardziej niezależny, lecz zaskakująco łagodny wobec Rumkowskiego i oficjalnie zaangażowanych w deportację sił żydowskich.



„In jene koszmarne teg” to zapewne zapis prywatny. Świadczy o tym chociażby jego odręczna forma, ale kryjący w sobie ten sam, co teksty pisane pod auspicjami gettowego Archiwum, ograniczający swobodę wyrazu mechanizm napędzany strachem przed konsekwencjami odkrycia go z jednej strony przez Niemców a z drugiej przez Rumkowskiego.


1 Znamy dwa tytuły sztuk: “Menczn fun a ganc jor” i „Jidysze hasene”. Wspomina o nich Oskar Rosenfeld w „Jiddishe literatur – Judisches Leben in Lodz (Litzmannstadt Getto), dokumencie przechowywanym w Archiwum Bojowników Getta im. Icchaka Kacenelsona, nr E 1799.

2 Dostępna w YIVO Annual of Jewish Social Science, vol. VI, 1951.

3 W programie rewii z 29 marca 1941 roku Zelikowicz jest wymieniony jako autor tekstów do „Tanu Rabbanan” i „ In hejder”, APŁ, L 20952.


4 Archiwum Przełożonego Starszeństwa Żydów w Łodzi powstało na mocy decyzji Mordechaja Rumkowskiego w listopadzie 1940. Było instytucją gromadzącą wszelkie materiały dotyczące życia w getcie. Pewne aspekty jego działalności były utrzymywane w tajemnicy przed Niemcami.

5 Nachman Zonabend ukrył w 1944 roku dokumenty pochodzące z gettowego Archiwum. Wrócił po nie w styczniu 1945 roku. Więcej na ten temat w „The documents of the Łódź Getto. An inventory of the Nachman Zonabend Collection”, YIVO, compiled by Marek Web, New York 1988 i w Nachman Zonabend “The truth about the saving of the Lódź ghetto archive”, Stockholm 1991.

6 25 żywych kur i jeden martwy dokument, Dura lex sed lex, Bóg nas nie opuścił, Kto zadba o małego chłopca, Żywiciel.

7 Lodz ghetto. Inside a community under siege, compiled and edited by Alana Adelson and Robert Lapides, New York 1989.

8Josef Zelkowicz „In those terrible days. Writings from the Lodz Getto”, edited by Michal Unger, Yad Vashem, Jerusalem 2002. Niestety teksty w tym zbiorze są tłumaczone wtórnie, to znaczy, z jidysz na hebrajski a następnie na angielski.

9Reportaż „W resorcie tapicerskim”, APŁ, PSŻ III/119.

10Na przykład: „Kiedy Żyd wstaje o trzeciej” (APŁ, PSŻ III/112), „Kiedy koń kopie” (APŁ, PSŻ III/121), „Kartoflane łupiny” (APŁ, PSŻ III/118), „Dura lex sed lex”.

11 Kiedy Żyd wstaje o trzeciej (jest to raczej scenka niż reportaż), Kiedy koń kopie.

12 Reportaż „Psychologia kolejki”, APŁ, PSŻ III/113.

13 „Przemierzając szybkim krokiem getto…Reportaże i eseje z getta łódzkiego” Oficyna Bibliofilów, Archiwum Państwowe w Łodzi, Łódź 2002.

14 Opus citatum.

15 Reportaż „W bursie dla sierot”, APŁ, PSŻ III/116.

16 Reportaż Lag ba omer w getcie, APŁ, PSŻ III/115.

17 Eliksir życia, APŁ, PSŻ III/118.

18 Reportaż “Żywiciel” w “Inside a community under siege”, str. 133. Zapewne chodzi o Rumkowskiego.

19 opus citatum.

20 Znajdujemy je, na przykład, w reportażu “Ludzkie slabości”: “Prezes zrozumiał i wybaczył. Wybaczył głodnym ludziom, którzy podpisali na siebie wyrok śmierci, zjadając przedwcześnie swoje racje. I zrobił coś więcej - nie tylko wybaczył głodnym, wybaczył też obdartym, wpół nagim ludziom, którzy w swojej ślepocie rzucili się na sprzedawane przez „Niemców” wysiedlanych z getta rzeczy, płacąc za nie własnymi przydziałami. I tę słabość prezes zrozumiał i wybaczył. Tak jakby wejrzał w serca Żydów z getta odciętych od świata przeszło dwa lata temu, Żydów w łachmanach i pojął ich tęsknotę za okryciem, za parą butów na bose stopy...”, APŁ, PSŻ, III/120.

21 Dura lex sed lex.

22 Rękopis znajduje się w Żydowskm Instytucie Historycznym. Do tej pory nie został udostępniony ze względu na bardzo zły stan zachowania. Antologia „Lodz ghetto. Community under siege” oraz jerozolimska edycja „In those terrible days. Writings from the Lodz Getto” zamieszcza fragmenty dziennika.

23 Od niemieckiego „Gehsperre”, tj. zakaz opuszczania domów.

24 Nachman Bialik, 1873 – 1934 tworzył w języku jidysz i hebrajskim. Napisał poemat o pogromie w Kiszyniowie zatytułowany „W mieście rzezi”.

25 „...Więc idź! Lecz pierwej w miejsce serca włóż zimny, nieczuły – bo z metalu – nóż” (Nachman Bialik, W mieście rzezi. Antologia poezji żydowskiej, PIW 1983, str. 71 - 75); W poemacie Bialika nie pojawia się wprawdzie explicite „zapisz”, ale są inne wezwania służące temu samemu, czyli utrwaleniu zdarzenia w pamięci swojej i cudzej: „dotknij”, „zobacz”, „głoś”.

26 Kronika Getta Łódzkiego, t. I, str. X, Łódź 1965. W jednym dokumentów z APŁ będącym zapewne zapisem wystąpienia w rocznicę Wydziału Statystycznego czytamy „(…) Archiwum rozbudowało - jeśli tak powiedzieć można – szkielet suchych liczb i wykresów przez reportaże z najróżniejszych przejawów naszego życia w żywym słowie”. Czy chodziło też o reportaże Zelikowicza? APŁ, PSŻ 1096. Również Oskar Singer wspomina w haśle poświęconym Archiwum w EG o „nowelach, wierszach i reportażach” w nim przechowywanych, OS, Archivum, Encyklopedia Getta, karta nr 16.

27 AŻIH 301/2841.

28 Oskara Singera, Alicji de Bunom, Bernarda Heiliga.

29 Ber Mark, Di umgekumene szrajber fun lodżer geto un zejere werk, Undzer Lodż 1947 nr 3.





Pobieranie 45.28 Kb.





©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna