Kontekst teoretyczny do podstawowego tekstu: Seminarium Instytutu Socjologii uw 9 marca 2010


Przyszłość przeszłości i historia przyszłości: wymiary czasu modernizacji Polski



Pobieranie 427.53 Kb.
Strona2/7
Data07.05.2016
Rozmiar427.53 Kb.
1   2   3   4   5   6   7

Przyszłość przeszłości i historia przyszłości: wymiary czasu modernizacji Polski

ROZDZIAŁ 9. Zmiana społeczna poza paradygmatem modernizacji jako transformacji

Skoro mamy podstawy, by odrzucić takie sposoby opisu zmiany społecznej i wynikających z nich temporalizacji, jakie wiążą się z dyskursem rewolucyjnym i normalizacyjnym, warto wrócić do kwestii tego, na ile owa typologia wyczerpuje dyskurs transformacyjny w ogóle. Byłoby kompletną nieścisłością teoretyczną tej analizy i zaprzeczeniem przyjmowanej perspektywy tego, w jaki sposób możliwa jest obserwacja społeczeństwa, gdyby uznać, iż powyższa analiza wyczerpuje złożoność dyskursu i temporalizacji zmiany społecznej w Polsce, po roku 1989. Porzućmy ideę uniwersalnego wzorca: zarówno zmiany społecznej, jaki stoi za paradygmatem konwergencji w czasie światowym, oferowanej przez dyskurs normalizacyjny, jak i ideę transcendentalnych wartości (choć w gruncie rzeczy ograniczonych do państwa narodowego), w imię których można przeprowadzić rewolucję, choćby moralną. Wówczas być może możliwa będzie refleksja nad „otoczeniem” teraźniejszości, jakimi są przeszłość i przyszłość polskiego społeczeństwa. Dodajmy od razu – nie będzie tu mowy o nowym projekcie, ani też prezentacji modelu zmiany społecznej, z założeniami co do jej aplikowalności.

Pozostajemy z wielkim paradoksem transformacji. „Nigdy nie byliśmy tak bardzo nowocześni”, można by śmiało zawołać przystając na dyskurs normalizacyjny. Zarówno tempo zmian, jak i ich wyznaczniki wskazują na kolejny skok Polski do nowoczesności. Tym razem – bez katastrof i perspektywy kolejnej radykalnej nieciągłości w rozwoju. Tymczasem jednocześnie ponad 1,5 mln Polaków wybiera inną nowoczesność, migrując do krajów, które wyznaczają horyzont polskiej nowoczesności. Nie to jest także przesłanką do uznania modernizacji jako normalizacji za projekt niezrealizowany Co najwyżej wysoce nieprawdopodobny, ponieważ zakładający iż modernizacja skończy się sukcesem, gdy życie w Polsce będzie równie nowoczesne jak w Anglii, czy Niemczech. Przynajmniej w powszechnym odczuciu. Nawet jeśli modernizacja jako proces miałaby być dla Polski inna. Pytanie więc jak określać „odległości” od społeczeństw rozwiniętych, jeśli przy takim zbliżeniu jednocześnie – tak duży kontrast między oczekiwaniami jednostek wobec społeczeństwa polskiego, a ich realizacją?

Sam fakt migracji, czy też jakikolwiek inny, w perspektywie tej analizy nie jest jednak wystarczającą przesłanką do kwestionowania projektu nowoczesności w Polsce, w jakiejkolwiek jego dyskursywnej formie. Chodzi tu raczej o zrozumienie procesu zmiany nie jako dążenia do wzorca, czy też zmiany wedle modelu, lecz zestawienie wymiarów czasu pojawiających się w dyskursach modernizacyjnych w Polsce i wskazanie teoretycznych punktów wyjścia do ewentualnych analiz zmiany społecznej już z nieco innej perspektywy obserwacji tego procesu.

Dotychczasowe analizy dają asumpt do refleksji nad tym, czy przyjęcie koncepcji teoretycznych, które problematyzują czas oraz wskazują na związki czasu społecznego ze zmianą społeczną pozwala spojrzeć na procesy zmiany społecznej w Polsce z perspektywy, która wskazuje na problemy teoretyczne i analityczne związane z dotychczasowym myśleniem o modernizacji.

9.1. Przeszłość jako warunek przyszłości

Kiedy społeczeństwo określa się jako nowoczesne, to określa w ten sposób swój stosunek do przeszłości jako czasu (przestrzeni doświadczenia), który nie dostarcza rozumienia teraźniejszości oraz przyszłości poprzez powtórzenie (rekurencję) dotychczasowych sposobów działania. Rok 1989 jest w tym sensie mocną cezurą. Bez względu na to, jaki typ dyskursu uwzględnimy, trudno byłoby odnaleźć zakwestionowanie nieciągłości w rozwoju Polski przed i po tym roku. Nawet wówczas gdy mówi się o ciągłościach struktur władzy, struktur społecznych (przede wszystkim elit, ale także np. chłopów) czy też interesów gospodarczych (Staniszkis 2000, Mokrzycki 2001), jednocześnie pojawiają się konstatacje dotyczące nowych zasad organizacji życia politycznego, uwikłania Polski w zupełnie nowy porządek międzynarodowy, etc. W tym sensie, „skok” ku nowoczesności po roku 1989 jest rodzajem paradygmatu, wyznaczającego myślenie w kategoriach modernizacji.

W perspektywie koncepcji Luhmanna, Kosellecka, ale także „długiego trwania” (Braudel 1971, Kula 1983a) „tradycyjny” - choć tu lepiej byłoby mówić przeszły porządek społeczny traci swą teraźniejszość - swą prawomocność, nie tyle na skutek endogennego rozwoju i na skutek kryzysów wewnętrznych wyłącznie, lecz przede wszystkim poprzez niemożliwość poradzenia sobie z wzrostem współzależności na skutek komunikacji z jego otoczeniem, jednocześnie powodującym wzrost złożoności wewnętrznej. Stara struktura społeczna, sposób sprawowania kontroli politycznej, układ instytucji nie pozwalają na utrzymywanie granic między społeczeństwem i jego podsystemami w taki sposób, by zachować jego trwałość. Tak było z rozpadem bloku państw komunistycznych, czy też socjalistycznych. Rozpad systemu politycznego, ładu gospodarczego następuje, gdy załamuje się zasada organizująca owe łady. W przypadku Europy Środkowej i Wschodniej nie jest to wyjątek. Ład polityczny traci swą moc organizacji relacji między podsystemami społecznymi oraz między społeczeństwem i państwem, a jego otoczeniem poprzez radykalne załamanie i drastyczne zmiany (Berend 2001). Tak było z kolejnymi kryzysami demokracji w tym regionie, w XX wieku. Zgodnie z tym, co zostało przedstawione w pierwszej części tej pracy, owym otoczeniem dla Polski w roku 1989 nie tyle były konkretne państwa (a więc przestrzeń), lecz proces globalizacji rozumiany bardziej jako proces właśnie, niż zmiana granic politycznych.

Pojęcie „kraju odniesienia”, zaproponowane przez Bendixa, obecne w myśleniu takim jak Eisenstadta o wielu nowoczesnościach, w koncepcjach określających kwestię zacofania, ale także w definicjach czasu (ruch i jego odniesienie w innym ruchu) winno być w tym sensie przynajmniej uzupełnione, jeśli nie zamienione poprzez „świat odniesienia”. „Światem odniesienia” będzie tu to, co dane społeczeństwo (tu – naturalnie Polskie) uznaje za uniwersalny porządek, biegnący w swym czasie światowym. „Świat odniesienia” nie jest jednak jeden, ponieważ jest otoczeniem dla konkretnego systemu społecznego. Jest jego własnym sposobem odniesienia do swego otoczenia. Dla społeczeństwa polskiego „światem odniesienia” jest głównie Europa Zachodnia oraz Stany Zjednoczone.

Jak się wydaje jednak – geograficzne sytuowanie „świata odniesienia” traci coraz bardziej swój sens, na rzecz rozumienia „świata” jako sieci [network], w której przestrzeń traci swą dotychczasową zasadę. To, co odległe przestaje być mniej istotne od tego, co w pobliżu (Giddens 2000, Bauman 2000, Castells 2007). Choć można utrzymywać, iż nadal istnieje centrum wobec którego tworzą się peryferie i półperyferie, relacje między nimi stają się niezwykle złożone. W obrębie centrum istnieją peryferie, zaś na peryferiach widać wyraźne centra oraz ich półperyferie i peryferie. Wedle teorii systemów takie zróżnicowanie – a więc odtwarzanie się zależności między centrum, a peryferiami wewnątrz jednostek państwowych byłoby wpisane w tę teorię i nie stanowiłoby różnicy między relacjami we współczesności, a przeszłością.

Gdy jednak weźmiemy pod uwagę „dystansowanie czasowo-przestrzenne” (Giddens 2000, Thrift 2001) i powstawanie „przestrzeni przepływów” (Castells 2007) - a więc współzależności między centrum a peryferiami, które nie dotyczą władzy politycznej, ani też reprezentacji interesów gospodarczych, lecz na przykład przepływu informacji i wiedzy okaże się, iż trudno jest już mówić o kontroli centrum nad peryferiami w takim sensie, w jakim mówi się o tym w teorii systemów światowych. Choć można odnaleźć nie tylko różnice w rozwoju między państwami, a przede wszystkim – można wykazać, iż niektóre państwa stale odtwarzają dominujące struktury wymiany gospodarczej, trudno jednocześnie byłoby wskazać, iż tym centrum są podmioty polityczne, a poszukiwanie przesunięcia się centrum jako podmiotu kontrolującego na korporacje byłoby zbyt dużym uproszczeniem.

Nie tylko analizy Castellsa, lecz także propozycje Negriego i Hardta wskazują, iż władza traci swą „cielesność” i terytorium (Hardt Negri 2005). „Światu odniesienia” próbuje się nadać jak najwięcej cech stałości, a w gruncie rzeczy – podmiotowości, ale to usiłowania kończące się tymczasowymi konfiguracjami. (Castells 2007) Taka perspektywa obserwacji współzależności w „świecie odniesienia” Polski raczej nie jest obecna, lub też jest obecna marginalnie. Przyszłość „świata odniesienia” nie może się zacząć. Wciąż szuka się takiego modelu, takiego odniesienia, które byłoby zawarte w gotowym modelu bądź też miało cechy związane z konstrukcją państwa narodowego. Państwo narodowe określało jasno swe granice, swą suwerenność oraz swe interesy. Jego centrum kontrolowało lub usiłowało kontrolować redystrybucję, interesy gospodarcze, przemoc. „Świat odniesienia” oznacza coraz mniejsze znaczenie państwa narodowego jako jednostki, która reguluje, kontroluje i określa granice. Ale także, która jest w stanie budować jako swe odniesienie dla porządku temporalnego, poprzez jasny model „czasu światowego”. Czasu zestandaryzowanego i wyznaczającego horyzonty przyszłości, dzięki choćby technologicznym rozwiązaniom.

Kiedy mówi się, iż horyzont oczekiwań państw rozwijających się jest warunkowany przez wyobrażenie teraźniejszości i przeszłości państw rozwiniętych, to mówi się o sytuacji, w której dla państwa rozwijającego się (modernizującego się) jednostką odniesienia są instytucje oraz modele rozwiązań właściwe dla państwa narodowego, bo do tej pory tak wyglądała przeszła teraźniejszość państw rozwiniętych. Jednak w sytuacji, gdy okazuje się, iż teraźniejsza przyszłość i współczesność (by nie użyć tautologii teraźniejsza teraźniejszość) państw rozwiniętych oznacza obserwację złożoności daleko przekraczającej granice systemu państwa narodowego i selekcje z nim związane, to teraźniejsza przyszłość państw rozwijających, zawarta w modelu „kraju odniesienia” staje się nieadekwatną przeszłością państw rozwiniętych, które ową przeszłość starają się przedefiniować (np. poprzez współzależności między środowiskiem a społeczeństwem – w „dziedzictwie” problemów ekologicznych, czy też demograficznych). Nim jednak możliwe będzie przeanalizowanie warunków możliwości obserwacji w kategorii „świata odniesienia”, warto przyjrzeć sie raz jeszcze wymiarom czasu.



9.2. Przeszłość Polski jako przestrzeń doświadczania (aktualnych) problemów

Jak starałem się pokazać w części trzeciej, dwa podstawowe typy dyskursu transformacyjnego w Polsce przedefiniowały przeszłość w różny sposób. W dyskursie normalizacyjnym, przeszłość została odcięta jako nieważna, jako bagaż zacofania, który będzie się stopniowo zmniejszał. „Przeszłością” nie było i nie jest jedynie to, co przed 1989 rokiem, lecz także wszystko to, co w porządku diachronicznym uważa się za należące do przeszłości. Do przeszłości należy myślenie „etatystyczne”, a więc wszystko to, co różni się od paradygmatu „radykalnej normalizacji”. Nie ma tu miejsca na przemyślenie ciągłości i nieciągłości w rozwoju, na temporalizacje – określanie, co z przeszłości może na przykład się powtórzyć, wrócić, czy też uporczywie trwać, ponieważ jeśli pojawia się przeszłość, to raczej jako defekt. I to defekt w procesie stosowania technologii. Dla nowoczesności zorganizowanej dewiacje i defekty są nieznośnym elementem rzeczywistości. W tym sensie, przeszłość jest zdetemporalizowana przez technologie lub też należy do balastu kulturowego, który definiuje się w dużej mierze poprzez dysfunkcjonalność. Przeszłość jest zawarta w tym, co należy do niezrealizowanego modelu modernizacji, ale także w elementach teraźniejszości, które nie pasują do modelu. Roszczenia wobec państwa poszczególnych grup społecznych są dziedzictwem przeszłości.

W dyskursie rewolucyjnym przeszłość jest zdetemporalizowana poprzez jej ideologizację w taki sposób, iż jej selekcja oznacza zastosowanie rastra norm do przeszłości najbliższej (PRL-u) oraz tej dalszej, stanowiącej impuls do tworzenia utopijnego punktu odniesienia. Rok 1989 był wyjątkowy ponieważ wreszcie udało się wygrać ze złem, choć zło ma tendencję do powrotu w szatach ponowoczesności.

Oba typy dyskursów wykluczają ze swego myślenia o modernizacji takie odniesienia do przeszłości, które wskazywałyby na ewentualne „długie trwanie” w dziejach Polski. Jeśli potraktować rok 1989 właśnie w takich kategoriach, to już w obrębie obu dyskursów powstaje pytanie o to, w jaki sposób mamy do czynienia z „nierównoczesnością równoczesnego”?

Dyskurs normalizacyjny przyjmuje, iż nierównoczesność jest tylko stanem przejściowym. Jednoliniowy rozwój, o ile nie zostanie zakłócony jakimiś nadzwyczajnymi okolicznościami, doprowadzi do rzeczywistej równoczesności. Byłoby to wydarzenie niemające precedensu w dziejach nowoczesności Polski. Dotychczas próby normalizacji kończyły się wraz z owymi nadzwyczajnymi okolicznościami. Co zatem uprawnia nas do stwierdzenia, iż obecnie będzie inaczej?

Dyskurs rewolucyjny przyjmuje z kolei, iż nierównoczesność równoczesnego jest polską „Sonderweg” – własną drogą do prawdopodobnie – innej nowoczesności. Nowoczesności opartej na restauracji wspólnoty republikańskiej, przeciwstawiającej projekt emancypacyjny, który stanowi esencję nowoczesności, projektowi zachowania podstawowej selekcji – między państwem a społeczeństwem.

Wobec obu typów dyskursu można postawić pytanie, które Witold Kula zadawał, badając proces industrializacji (a więc sedno pierwotnej modernizacji) Polski począwszy od powstania systemu feudalnego, do epoki uprzemysłowienia na ziemiach polskich:
Czy kraje dziś podejmujące dzieło industrializacji, muszą powtórzyć całą drogę przebytą w swoim czasie przez krajce dziś zindustrializowane? A ściślej: które z elementów procesu, przebytego przez kraje dziś zindustralizowane, są elementami koniecznymi, nieuniknionymi? Które są niepowtarzalne? Których zaś ewentualnie dałoby się uniknąć w wypadku świadomie skierowanych w tym celu wysiłków społecznych? (Kula 1983: 83)
W podobnym nurcie, pytania o dzieje rozwoju Europy Środkowej i Wschodniej pytał Ivan Berend, śledząc jej rozwój gospodarczy i polityczny w epoce industrializacji. Analizując strukturę społeczną i gospodarczą u zarania epoki nowożytnej postawił on następującą tezę, dotyczącą między innymi Polski:
Te wszystkie kwestie sprawiły, że zachodnia część Europy Wschodniej ma Janusowe oblicze. Strukturalne elementy zakorzeniały się, ale nigdy owo zakorzenianie nie przekroczyło poziomu dość powierzchownego. Nawet na Węgrzech, na przykład, zależność feudalna pojawiała się w zupełnie pierwotnej formie „familiarności (Berend 2001: 109)

Dla Berenda, podobnie jak dla Kuli, Małowista czy Topolskiego, sprawą kluczową dla zrozumienia współczesnej im pozycji Polski, czy też regionu Europy Środkowej było zbadanie przyczyn zacofania. Zacofania, które było definiowane jak najbardziej w kategoriach czasu światowego (z obiektywnymi miernikami rozwoju). Problemem, który wydaje się często pojawiać w pracach tych historyków jest kwestia rozpadu „jednostki przetrwania” („survival unit”; Elias 1980), jakim były państwa narodowe w tym regionie, w epoce industrializacji. Owe rozpady były różne – począwszy od Rozbiorów w Polsce, poprzez upadek Cesarstwa Austro-Węgierskiego, a skończywszy na II Wojnie Światowej i znikaniu tych państw z mapy świata. W tym sensie postawiony był zatem problem utrzymania granic – immanentnej słabości państwa i niestabilnej struktury politycznej. Jeśli odniesiemy to do dyskursu modernizacyjnego w Polsce po roku 1989, można zadać przynajmniej dwa, podstawowe pytania: czy jeśli Republika Szlachecka stanowi punkt odniesienia dla nowoczesności, to jak wytłumaczyć jej upadek, przerwanie jej istnienia jako „jednostka przetrwania” w XVIII wieku? Drugie pytanie dotyczy tego, jaki jest obecnie status samych granic? O ile dla wspomnianych historyków, kontekstem współczesnym było istnienie dwóch, konkurencyjnych projektów nowoczesności, tak dla współczesności owym kontekstem jest globalizacja i powstawanie zupełnie nowych reguł określających relacje między „jednostkami przetrwania”.

Historycy badający początki feudalizmu, czy też proces industrializacji postawili sobie pytanie o ową nierównoczesność równoczesnego. Witold Kula mówił o „koegzystencji asynchronizmów” - „(...) zamiast jednoliniowego procesu rozwoju, pojawiają się w dziejach Polski nowe formy, które zastępują stare, ale jednocześnie istnieje koegzystencja form typowych dla różnych stadiów rozwoju ekonomicznego”. (Kula 1983a: 89) Nie jest to symbioza, lecz raczej konflikt różnych zasad organizacji, różnych procesów, w których zasadą organizującą jest tworzenie się asymetrii w rozwoju między społeczeństwami rozwiniętymi oraz rozwijającymi się:
Symbioza gałęzi i stadiów produkcji zmechanizowanych z zacofanymi technicznie. Mamy jednocześnie do czynienia – co jest odpowiednikiem poprzedniego – z analogiczną symbiozą w zakresie społeczno-ekonomicznej organizacji produkcji, mianowicie z symbiozą wielkiego przemysłu z wytwórczością drobnotowarową. Zjawiska te nie dają się wytłumaczyć jedynie „opóźnieniem”. Okazują się trwałe. Trwają do końca kapitalizmu i nic nie wskazuje na to, że dalsze trwanie kapitalizmu położyłoby im kres. (Kula 1983: 75-76)
Z pewnością odrębnej analizy zasługuje przyjrzenie się z tej perspektywy „koegzystencji asynchornizmów” Trzeciej Rzeczyspopolitej – względnej trwałości sektora produkcji rolnej oraz klasy chłopskiej, chociażby. Nie tu jednak na nią miejsce. Chodzi tu przede wszystkim o wskazanie, iż de facto dyskurs modernizacyjny w Polsce, w przeważającej większości jego odsłon jest ahistoryczny. A raczej winno się tu mówić o jego „a-dziejowości” - braku konceptualizacji rozwoju społecznego Polski inaczej niż poprzez, krytykowany przez Kulę i innych historyków – prezentyzm – odnoszenie własnych pojęć i sposobu rozumienia rzeczywistości, do przeszłości. Brak jest refleksji nad „dziejami pojęć”, o których pisze Koselleck. Brak jest określenia dyskursu w kategoriach, które wskazywałyby na różnice w porządkach episteme (Foucault 1988) lub owe porządki próbowały zdefiniować.

Warto także zwrócić uwagę, iż refleksja, jaką proponowali polscy historycy gospodarki oraz industrializacji doprowadziła także do definiowania dziejów Polski po roku 1945, w kategoriach projektu modernizacyjnego. Wspomniany już Jacek Kochanowicz, ale także inni, z Danielem Chirot na czele, wskazywali na analogie, a nie jedynie przeciwieństwa w konkurujących ze sobą modelach modernizacji kapitalistycznej „a la Rostow” i modernizacji komunistycznej, nawet w jej wersji stalinowskiej (Chirot 1994). W tym kontekście PRL byłby próbą modernizacji wedle wzorca „nowoczesności zorganizowanej”. Byłby więc projektem stworzenia ładu, w którym silne centrum steruje podsystemami funkcjonalnie zróżnicowanego społeczeństwa, starając się poddać kontroli i przewidywaniu każdy jego element. Polska modernizacja przebiegająca w systemie totalitarnym lub quasi-totalitarnym jest wyjątkowa w planie politycznym – a więc poprzez kryzysy komunistycznej władzy oraz formy oporu i próby jej delegitymizacji przez społeczeństwo. Historia PRL-u w tym kontekście jawi się zatem jako napięcie między państwem a społeczeństwem, które kończy się wraz z rozpadem komunistycznej struktury państwa, na skutek społecznego sprzeciwu i delegitymizacji.

Ale ład który po nim powstaje już raczej owej fundującej różnicy między społeczeństwem a państwem nie odtwarza. Jest to więc w tym sensie już inna nowoczesność. Z kolei, gdy rzucić okiem na zmiany gospodarcze, można powiedzieć, że akurat Polska nie odchodziła od modelu modernizacji komunistycznej, z wyjątkiem być może kwestii kolektywizacji rolnictwa. Nie było w jej powojennej historii takich eksperymentów, jak w Jugosławii czy na Węgrzech. Raczej zaniechania w stosunku do modelu sowieckiej modernizacji. Tym większa przepaść i nieciągłość między rozwojem gospodarczym przed 1989, a po nim. Wydaje się to być istotne dla zrozumienia także przepaści między dyskursem Pierwszej Solidarności, a dyskursem normalizacyjnym (Świderski 1996). Trudno by było mówić o tym, że w sensie instytucjonalnym i mentalnym „Solidarność” zmieniła coś na poziomie myślenia o gospodarce. To z kolei pozwala postawić pytanie, czy Polska po roku 1989 rozwija się wedle modelu „nowoczesności zorganizowanej” czy też nie.

Nim jednak postaramy się odpowiedzieć na to pytanie, warto zwrócić na przynajmniej jeden wymiar analizy przeszłości i wiązania jej z teraźniejszością, na który zwrócił uwagę Kula. Chodzi tu o współzależności między krajami rozwiniętymi, a rozwijającymi się.


Podział na kraje zaawansowane i zacofane otwierał wielkie możliwości wzrostu stopy życiowej mas w krajach zaawansowanych – hamował beznadziejnie wzrost stopy życiowej w krajach zacofanych. Tuszował (jeśli nie zmniejszał) antagonizmy społeczne w krajach zaawansowanych – zaostrzał je w krajach zacofanych. Podział ten sprawiał, że w krajach zaawansowanych klasa robotnicza miała coraz więcej do stracenia, w krajach zacofanych wciąż 'nic oprócz kajdan'. Otwierał wielkie możliwości przed reformizmem w krajach zaawansowanych, nie otwierał żadnych w krajach zacofanych. (Kula 1983a:194)
Nie chodzi tu o bezpośrednie przełożenie obserwacji Witolda Kuli na współczesność. Z pewnością badanie współzależności w rozwoju rozwiniętych i rozwijających się po roku 1989 wymagałoby równie wnikliwej analizy „historycznej”, jakiej dokonywał Kula badając feudalizm i industrializację w Polsce. Chodzi tu raczej o odniesienie owych obserwacji do wskazanych typów dyskursu transformacyjnego. Dyskurs normalizacyjny de facto nie tematyzuje owych współzależności jako zależności rozwoju Polski od rozwoju krajów (gospodarek) rozwiniętych inaczej niż w kategoriach imitacji, przy czym zakłada się tu wspólnotę celów i interesów. Znów – przeszłe doświadczenia i dyskurs na nich oparty wskazują na nieoczywistość tego założenia, a sam dyskurs normalizacyjny nie dostarcza nam argumentów za uznaniem odmienności współczesności wobec perspektywy długiego trwania. Bezsensowne być może byłoby przeprowadzanie analiz w kategoriach długiego trwania lat transformacji, lecz adekwatne, jak się wydaje pozostają sposoby myślenia o rozwoju Polski. Wskazywał na ten wymiar w dyskusji nad IV RP Jacek Kochanowicz (Kochanowicz 2007)

Z kolei w dyskursie rewolucyjnym oraz w krytyce dyskursu normalizacyjnego (Staniszkis 2000) pojawia się perspektywa systemów światowych oraz tematyzacji kwestii peryferyjności Polski. Poza jednak analizą Jadwigi Staniszkis, trudno byłoby znaleźć kontekst nakładających się porządków, logik rozwoju, które temporalizują i detemporalizują dyskurs modernizacyjny w Polsce. Trudno w opisie Zdzisława Krasnodębskiego, piszącego o „demokracji peryferii” znaleźć kontekst globalizacji oraz tematyzację problemu granic państwa narodowego, gdyż zakłada się, iż granice państwa - „jednostki” systemu światowego nie określa jego sposób budowania relacji z otoczeniem oraz współzależności w rozwoju, lecz przede wszystkim – tożsamość narodowa i pojmowanie wspólnoty politycznej.

Maria Todorova sugeruje, iż tego typu myślenie odtwarza strukturę myślenia w kategorii illo tempore. I wskazuje, iż
Opóźnienie jest opisywane jako sztuczne, spowalniające własną ewolucję. Stąd przyspieszenie czasu w przyszłości, doganianie innych jawi się jako 'to, co mogło być'. Przeszłość Europy jest w tym sensie przedstawieniem organicznej przyszłości Europy Wschodniej, nie zaś czymś do czego się dąży. (Todorova 2005: 154)
Takie rozumienie przeszłości zdetemporalizowanej otwiera drogę do założeń, iż możliwa jest koegzystencja asynchronizmów w rodzaju „Kult Maryjny + Autostrady”.

Całkowicie ignoruje to współzależności między „czasem laboratoryjnym”, mówiąc dokładniej - czasem „laboratorium historii”, a zmianami strategii działania oraz obserwacji i samoobserwacji społeczeństwa. Kontekstem dla obserwacji i samoobserwacji jest wzrost złożoności między podsystemami oraz między społeczeństwem, a jego otoczeniem, oczywiście niesprowadzalny do istnienia innych społeczeństw i innych państw. I tak na przykład, jak zostało to przedstawione powyżej, ani technologie komunikacji, ani też przemiany w religijności Polaków nie są w dyskursie rewolucyjnym oraz krytyki normalizacji przedmiotem refleksji.

Model modernizacji imitacyjnej, tudzież wyjaśnienia odstępstw od takowej z pojawieniem się myślenia o podwójnej strukturze (jawnej i niejawnej, starej i nowej, dwóch prędkości, dwóch Polsk, etc.) w istocie zamykają przestrzeń doświadczenia w diachronicznych schematach. Gdy pojawia się przeszłość to jako reprezentacja - „zdjęcie”, które jest zestawiane z reprezentacją - „zdjęciem” teraźniejszości. Oba wymiary czasu są zestawiane z modelem nowoczesności zorganizowanej i wówczas powstaje raster pojęciowy pozwalający na rozumienie zmiany jako ścieżki, po której się idzie lub z której się zbacza. Obserwacja trwania przeszłości w teraźniejszości, polega głównie na wskazywaniu dysfunkcji oraz dewiacji od wzoru. Wyjątkiem jest wymiar symboliczny wspólnoty – reprezentacji narodu, tradycji, etc., gdzie obowiązuje logika aktywnego wytwarzania pamięci społecznej (Edensor 2004, Hobsbawm 1992, Verdery 1999), czego najlepszą ilustracją jest tzw. „polityka historyczna” i publiczne spory wokół niej.

Gdy w modelu modernizacji jako powstawania nowoczesności zorganizowanej znika przeszłość jako horyzont doświadczenia nie tylko w sensie dostarczania wiedzy o przyszłości, ale także jako przedmiot samorefleksji społeczeństwa, znika wymiar emergencji – zmiany, która polega na uspołecznianiu przestrzeni doświadczenia i horyzontu oczekiwań. Nie widać, co jest nowe, gdy trudno powiedzieć, czym jest to co przeszłe. Trudno więc zadać pytanie o sposób powiązania sensów, opisywanych jako przeszłość czy też jako nowość, otwierająca horyzont przyszłości. Jak się wydaje, „zamknięcie” przeszłości w zdetemporalizowanych strukturach nie pozwala, paradoksalnie na zadawanie pytań wobec przyszłości – na „otwieranie” horyzontu przyszłości. W dyskursie normalizacyjnym, przyszłość jest właściwie przewidywalna, przynajmniej na poziomie zmian makrospołecznych. Klasa średnia „musi” powstać, jest koniecznością. Polityka „musi” się ustabilizować, etc. W dyskursie rewolucyjnym, przeszłość jest paradoksalnym rozwiązaniem problemu kontyngencji przyszłości. Aby odkryć, czym będzie nowy ład w przyszłości, winniśmy skierować się ku zdetemporalizowanej przeszłości, która jest jedna. Przeszłość jest przyszłością społeczeństwa polskiego w teraźniejszości, a wszystko to jest nowoczesnością „illo tempore”.

W tym miejscu należałoby się odwołać zarówno do Schutzowskiego rozumienia znaczenia działania jako powiązania trzech wymiarów czasu, w którym to co nowe i nieznane zmusza do bardziej złożonej selekcji motywów działania oraz wiązania przeszłości z przyszłością. Normy które nie mają swego dopełnienia w doświadczeniu są lub też wynikają z oczekiwania, natomiast nie stanowią najbardziej „podręcznych” narzędzi interpretacji teraźniejszości. Podlegają bardziej złożonym procesom selekcji i uzgadniania sensu. A zatem – bardziej złożonej komunikacji. Dodać należy za Meadem, iż o ostatecznym nadaniu sensu działania będzie także decydować punkt obserwacyjny – a zatem to, jaka jest „ogniskowa” naszej obserwacji. Ograniczenie jej do „jednostki przetrwania” jakim jest państwo narodowe, jak się wydaje nie pozwala zrozumieć, dlaczego próba zestawienia przeszłości z przyszłością rodzi tak nieoczywiste i niespodziewane efekty (Elias 1980). Kiedy więc dyskurs rewolucyjny odtwarza dyskurs budowany wokół tożsamości narodowej, trudno w nim umieścić i uzasadnić istnienie w otoczeniu państwa takich organizacji, jak Unia Europejska i ich coraz głębszej ingerencji w to, co i jak jest definiowane jako narodowe. Dlatego owa komunikacja staje się kontyngentna.

Na to właśnie wskazuje Luhmann, twierdząc iż rozwój systemów oznacza wzrost nieprawdopodobieństwa komunikacji. Skoro była już o tym mowa, warto w tym miejscu określić, jaki jest kontekst transformacyjny takiego myślenia. Wzrost złożoności powoduje presję na zachowanie, ochronę granic podsystemów oraz systemu jako całości. Gospodarka rości sobie prawo do autonomii, a nawet podporządkowania polityki celom racjonalności ekonomicznej. Polityka z kolei rości sobie prawo do autonomii wobec masowych mediów. Przyszłość reform nie może się zacząć. Horyzont oczekiwań związany z reformami staje się niepewny i tak jest opisywany. Dlatego system gospodarczy musi ztemporalizować selekcje, których dokonuje w taki sposób, by stanowić przesłankę do modyfikacji działania innego podsystemu – polityki. Mówi się więc o wyjątkowym momencie w dziejach Polski, o niepowtarzalnej szansie, a przede wszystkim – wyjątkowo sprzyjającej koniunkturze światowej już, a nie jedynie polskiej. To jednak wikła w inne temporalizacje – informacje o wzroście demotywują do podejmowania decyzji, które zagroziłyby legitymizacji politycznej. Demotywują także tych, którzy gotowi byli pójść na kompromis bądź nawet na wyrzeczenia w imię lepszej przyszłości.

Tak można by, do pewnego stopnia, określić sposób negocjacji w dialogu społecznym w Polsce. Związki zawodowe są skłonne zgodzić się na większe urynkowienie, gdy rynek nie jest sprawny. Gdy jednak pojawia się wzrost, trudno oczekiwać, by oczekiwania związków pozostały te same. Z perspektywy Ojca Rewolucji, takie działanie jest szkodliwe („Wrogowie Ludu”). Poszukuje się także selekcji, które wzmocnią granice podsystemu polityki – poprzez zamykanie dostępu partii politycznych do realnej gry o władzę (Śpiewak 2007). Podsystemy starają się zatem, można by powiedzieć za Luhmannem – nie obserwować wzrostu złożoności ich otoczenia.

Ale to właśnie dostrzeganie złożoności selekcji jest punktem wyjścia do modyfikacji działania politycznego czy też polityczno-gospodarczego. To w dyskursie rewolucyjnym dostrzeżony został potencjał niezgodności interesów (tak czy inaczej definiowanych) między krajami rozwiniętymi, a rozwijającymi się. „Bezpieczeństwo energetyczne” stało się hasłem, które pozwalało zdefiniować powiązanie operacji rynkowych z polityką narodową (interesu narodowego). Takie powiązanie było podstawą do przedstawienia interesów Polski jako uzasadniających sprzeciw wobec realizacji interesów ogólnoeuropejskich, w kontaktach z Rosją, definiowanych w dotychczasowych kategoriach. Jednak zrozumienie logiki ogólnoeuropejskiego interesu pozwoliło jednocześnie politykom na przedstawienie interesu narodowego jako interesu ogólnoeuropejskiego. I właśnie to stanowiło podstawę do realizacji interesu narodowego. Tematyzacja otoczenia jako czegoś, co różne (różne interesy, niekoniecznie spójne z własnymi), a jednocześnie dostrzeżenie w tym szansy otworzyło zupełnie nowe możliwości definiowania samego interesu narodowego.

Takie strategie modyfikacji dyskursu nowoczesności zorganizowanej, także w jej wersji dyskursu rewolucyjnego są jednak wyjątkiem. Ponieważ punktem ich wyjścia jest na ogół potraktowanie otoczenia – tego, co nie wybrane (w odniesieniu i samoodniesieniu) poprzez eksternalizację. „Obce” nie przynależy do systemu. A zatem nie stanowi przedmiotu namysłu i obserwacji. Ale to właśnie „obce” stanowi przesłankę do obserwacji w kategoriach ryzyka, o czym była już mowa. W obrębie dyskursu nowoczesności zorganizowanej, tego typu obserwacje są trudne do utrzymania, bo nowoczesność zorganizowana ma problem z rozwiązaniem takich paradoksów jak ten, iż interes narodowy, by (po-)zostać interesem narodowym, musi stać się interesem ogólnoeuropejskim. Z pozoru strategia ideologizacji partykularnego(narodowego) jako ogólnego (europejskiego) jest stara jak świat (Machiavelli 1984) Tu jednak warto zauważyć, iż pozwalającą na zjednoczenie, utożsamienie interesów nie była wspólnota norm (polska racja stanu wobec niemieckiej i europejskiej racji stanu), lecz wspólnota lęku przed otoczeniem (kwestia „zewnętrznych” zasobów naturalnych, które czerpane są z „otoczenia”) oraz możliwość wykorzystania procedur ogólnoeuropejskich do negocjowania interesów narodowych.

Drugim powodem niepewności przyszłości rewolucji i reformy jest fakt, iż podsystemy definiowały ową przyszłość w sposób stosunkowo „dokładny” - przyszłością reformy miało być „życie jak w Madrycie” - życie tak, jak w krajach rozwiniętych. Tymczasem mało kto jest w stanie stwierdzić, iż ta obietnica została dotrzymana. Z kolei wysoka personalizacja „układu” – czyli przypisanie odpowiedzialności za szereg procesów konkretnym ludziom, konkretnej grupie osób, sprawia, że teoretycznie, gdy owa grupa zostanie zidentyfikowana, układ pęknie, rozpadnie się, a po nim nadejdą lepsze czasy. Jak zostało to pokazane w poprzedniej części pracy, taka personalizacja sprzyja przekazowi medialnemu, jednak jednocześnie niebezpiecznie przybliża horyzont rewolucji do teraźniejszości. Sprawcy nie wykryci, układ wciąż trwa – nieskuteczna władza, czy też to nie te osoby, które zostały wskazane przez rewolucjonistów?

To, iż oba typy dyskursów konkretyzują przyszłość powoduje jednocześnie, iż może ona być bardziej odniesiona do perspektywy jednostek – ich własnych biografii. A to właśnie na tym poziomie, szczególnie wyraźnie widać, jak złożone relacje temporalne zostają wytworzone na skutek radykalnego zerwania między przestrzenią doświadczenia, a horyzontem oczekiwań. Przykładem owej złożoności może być kwestia nostalgii.

9.3. Nostalgia jako przeszłość refleksywizowana


Zjawisko nostalgii za komunizmem pojawiające się w kulturowych świadectwach opisujących stosunek jednostek do przeszłości ilustruje konflikt między uprawomocnionym i postulowanym stosunkiem do przeszłości, przedstawianym w sferze publicznej, a wręcz osobistym, biograficznym przeżywaniem przeszłości, które funkcjonuje jako element budujący stosunek do teraźniejszości jednostek, które przeżyły część swego dojrzałego życia w okresie komunizmu.

Pamięć społeczna, obecna w zbiorowych rytuałach (Connerton 1989: 4-61) oraz w upamiętnianiu okresu komunizmu w krajach Europy Wschodniej i Środkowej, obecna w oficjalnych przekazach oraz w przestrzeni publicznej oparta była na naznaczeniu epoki komunizmu jako epoki, która między innymi niszczyła indywidualne biografie, przynosiła cierpienie i upokorzenie. Świadectwa przeszłości komunizmu związane były albo z patosem walki z totalitaryzmem, albo też ubrane były w satyryczną formę wypierania zła, ale i absurdu systemu. Ponieważ pamięć komunizmu i związek między grupami społecznymi uprzywilejowanymi bądź poszkodowanymi przez system, a funkcjonowaniem w sferze publicznej stały się elementem legitymizacji i delegitymizacji w sferze politycznej, obrazy przeszłości były elementem „społecznej walki o pamięć” (Smolar 1993, Grabowska 2006). Głos Aleksandra Smolara, w roku 1993, komentujący wygraną SLD w wyborach parlamentarnych i nawiązujący do metafory „restauracji”, poprzedził i był wręcz paradygmatyczny dla myślenia o rewolucji moralnej:


Potrafiliśmy mówić w naszej nowej demokratycznej nowomowie o: Europie, demokracji, rynku, budżecie, inflacji. Język zimny o zimnej rzeczywistości. Nie potrafiliśmy nadać sensu ludzkiemu cierpieniu. Wyjaśnić ludziom, dlaczego warto, aby ponosili wysokie koszty, dlaczego konieczne są nasze dzisiejsze wyrzeczenia. Czy można było to osiągnąć bez mówienia o winie i odpowiedzialności? Bez wymierzenia kary, choćby symbolicznej, czysto moralnej. Chodzi nie tylko o zemstę. Chodzi o przywracanie ładu moralnego, o zwrócenie godności ofiarom, o oddanie im pełni praw obywatelskich - których nie ma bez poczucia równości wobec prawa, bez wiary w sprawiedliwość. Jak można nadać sens społeczny takim pojęciom jak - cierpienie i grzech, odwaga i tchórzostwo, bez uznania winy i odpowiedzialności. Wszystko utonęło w brei: złej woli, krótkowzroczności, urzędniczego pragmatyzmu, sentymentalnego moralizatorstwa, politykierstwa. W tej brei utonął nawet autentyczny heroizm wczorajszych działaczy opozycji demokratycznej.

Jeżeli nie ma zdrady, nikczemności, przestępstwa, winy, to nie ma również heroizmu, odwagi, przyzwoitości. (Smolar 1993)

Jednym z efektów owej walki było zepchnięcie doświadczeń związanych z komunizmem w podział na pozytywne i uprawomocnione zachowania byłej opozycji oraz nieuprawomocnione i negatywne zachowania wszystkich tych, którzy uczestniczyli w utrzymywaniu komunistycznej władzy. Taki podział, pomimo głębokiego osadzenia w biografiach uczestników debat, szczególnie politycznych w gruncie rzeczy transcendował porządek biografii i doświadczeń jednostek.

Tymczasem stosunkowo szybko okazało się, że narracje opisujące życie w komunizmie poprzez formułę „Przedtem u nas nie wszystko było takie złe”, nazwane w Niemczech terminem „Ostalgia” zdobywały nie tylko zainteresowanie, ale jak można sądzić na podstawie popularności przekazów opisujących ową nostalgię za komunizmem, wskazywały na identyfikację ze stosunkiem przynajmniej – ambiwalentnym wobec minionej epoki. Niewątpliwie nie jest to zjawisko nowe (nostalgia za ancien regimem towarzyszy każdej rewolucji bądź gwałtownej zmianie), jednak mimo to, z trudem odnajduje ono swoje miejsce w sferze publicznej. Jeśli oprzeć się na przekazach literackich, sięgających do świadectw kultury masowej można pokazać, że nostalgia to być może inny sposób poszukiwania czasu własnego, różnicującego przeżywanie teraźniejszości.

Thomas Brussig, autor głośnej w Niemczech powieści, „Słoneczna Aleja”, próbując opisać fenomen Ostalgii wskazuje na następujące jej cechy oraz genezę (Brussig 2002). Wymazywanie pamięci Niemców z Bloku Wschodniego, jako kraju przesiąkniętego totalitarną inwigilacją, szpiegostwem i agenturalnością towarzyszyło niemal wszystkim zbiorowym opisom epoki komunizmu i w istocie było próbą wymazania nie tylko pamięci, ale wszystkich negatywnych zachowań i doświadczeń związanych z życiem w czasach NRD. Wszelkie obrazy wskazujące na ludzką słabość, uległość, ale i – powodzenie wynikające z uprzywilejowanej pozycji, bądź gratyfikacji, „dystrybuowanych” przez władzę zostały naznaczone tak, by odnalezienie ich w biografiach jednostek wiązało się ze wstydem. Wkrótce jednak okazało się, że ilość świadectw martyrologii przekracza „dopuszczalną” ilość osób, które zaangażowane były w rzeczywistą walkę z komunistycznym systemem. Reakcją na lęk przed wstydem było dla Niemców z NRD opowiadanie o swej walce z komunizmem. Jednocześnie jednak, uwikłanie biograficzne ludzi w funkcjonowanie w komunistycznym państwie i społeczeństwie nakazywało przyjąć postawę, iż „przedtem nie wszystko było takie złe”, a więc nie pozwalało wyprzeć się wszystkiego co związane było z życiem w epoce komunizmu. To właśnie punkt wyjścia do tworzenia się Ostalgii, zdaniem Brussiga. Nagle więc okazało się, że stwierdzenie „nie wszystko…” odwołuje się na przykład do doświadczeń związanych nie tyle z doświadczeniami związanymi z funkcjonowaniem w systemie opresji, bądź podporządkowania, lecz raczej – do przeżywania okresu młodości, do pamięci za biograficznymi doświadczeniami emocji i radości, które nie musiały być, przynajmniej w świadomości jednostek zdeterminowane przez komunistyczny system. Opowieść o codziennym i zdecydowanie – ambiwalentnym życiu we Wschodnim Berlinie, przedstawiona w „Słonecznej Alei”, następnie zekranizowana, stała się wyjątkowo popularna wśród „Ossies”, ponieważ, jak twierdzi Brussig, pozwoliła odnaleźć w sferze publicznej horyzont przeszłości, w którym „nie wszystko było takie złe”. W powieści Brussiga odnalezione zostały nie tyle ślady zbiorowej pamięci, symboli zbiorowej komunikacji, lecz raczej jednostkowe identyfikacje, niejednoznacznie odnoszące się do symboliki/rzeczywistości sprzed upadku komunizmu. Pokazanie wieloznaczności życia w komunizmie stało się być może strategią oswajania własnych biografii z przekazem naznaczającym, obecnym w oficjalnych świadectwach przeszłości.

Nostalgia wyraża więc konflikt między przeszłością biografii a opisem czasu, w którym biografie się wydarzały, dominującym w sferze publicznej. Jeśli odwołać się do innych opisów nostalgii za komunizmem, można stwierdzić, że nostalgia związana była z poczuciem, iż porządek przeszłego świata, pozostały w pamięci jednostek został skonfrontowany z nieporządkiem teraźniejszości, z czasem gwałtownej zmiany społecznej.



Wiele doświadczeń epoki komunizmu jest także opisywanych poprzez doświadczenie niezwykłości świata, który był niedostępny. Jeden z autorów przyrównuje ówczesne wrażenie, z dzisiejszym wspomnieniem, do wspomnienia „narkomana na haju”, który choć rzucił narkotyki, ma w pamięci niezwykłe stany, które już teraz są mu niedostępne (Smoleński 2002). Pamięć komunizmu to pamięć codziennych przedmiotów „kultu” – puszek, dżinsów, zagranicznych płyt, etc. Ona nie może być wymazana z biografii i to właśnie dlatego nabiera charakteru achronii – „kiedyś to nawet można było zbierać puszki po coca-coli i ustawiać je na regale”. Nie ma to nic wspólnego z chęcią cofnięcia czasu. Buduje jednak teraźniejsze struktury temporalne jednostek, poprzez specyficzne doświadczenia biograficzne, które mogą być uwspólniane. Funkcjonalizacja nostalgii jest widoczna w badaniach grup wykluczonych podczas transformacji. Potwierdza to tezę, iż to specyficzne zestawienie wymiarów czasu jest zakorzenione w doświadczeniu teraźniejszym oraz jest „refleksem” zmian społecznych. Elżbieta Tarkowska, badając biedę na popegeerowskich terenach pisze:
Zdaniem badaczy, nostalgia za przeszłością i jej idealizacja spowodowana jest traumą lat dziewięćdziesiątych z jednej strony, z drugiej - reakcją na „milczenie na temat prawdziwej pegeerowskiej przeszłości” i na „jednostronność” w jej opisywaniu (Szpak 2005: 193). (Tarkowska 2007: 107-110)
Idealizacja pegeerowskiej przeszłości przez byłych pracowników nie musi iść w parze z pozytywną oceną dawnego ustroju, choć tak też bywa.
Nie brak w materiałach z moich badań stwierdzeń w rodzaju: „ja na komunę nie narzekam"; „mnie za komuny było lepiej”, którym towarzyszy krytyka obecnych władz, rządu i konkretnych polityków, wymienianych z imienia i nazwiska, odpowiedzialnych - zdaniem dawnych pracowników PGR-ów - za ich likwidację, dewastację wspólnego majątku, obecny brak pracy, biedę wielu rodzin. Świadectwem tych nastrojów są wybory polityczne ludzi z dawnych PGR-ów, którzy głosowali najpierw na postkomunistów – SLD i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, dziś na populistyczną Samoobronę i Prawo i Sprawiedliwość. (Tarkowska 2007: 108)
W przypadku nostalgii za PRL-em wśród biednych, zapewne stopień refleksywizacji przeszłości jest o wiele niższy, niż wśród tych, którzy „zbierali puszki na regałach”. Nie służy ona już budowaniu wspólnoty przeżywania oraz pokazywaniu dystansu do teraźniejszości, poprzez specyficzne odniesienia do przeżyć z przeszłości, lecz jest raczej sposobem określania swej pozycji społecznej oraz sytuacji życiowej w obliczu radykalnych zmian społecznych, przynoszących, miast obietnicy normalności, pogłębienie się wykluczenia, bądź też jej „dziedziczenie” (Tarkowska 2000) Nostalgia w obserwacji literackiej staje się teraźniejszą przeszłością, mającą charakter specyficznego doświadczania relacji z przedmiotami, przeżyciami pokoleniowymi, etc. Tymczasem dla biednych, staje się wymiarem wskazującym na kondycję społeczną oraz bezpieczeństwo bezpowrotnie minione. Doświadczenie permanentnej biedy, mającej już wymiar dziedziczenia, staje się tu teraźniejszością, która nie ma przyszłości, w której przeszłość i nostalgia za nią stają się sposobem na budowanie swej tożsamości i stosunku do zmian społecznych. Próby detemporalizacji przeszłości w dyskursie oficjalnym redukują tego typu odniesienie czasowe jednostek czy grup społecznych do tęsknoty za autorytaryzmem.

Można by w tym miejscu zadać pytanie, czy w związku z tym, propozycją jaka wynikałaby z tej analizy jest przyjęcie pluralności perspektyw. Relatywizacja przeszłości, a zatem – norm, które poprzez przeszłość są reprezentowane. By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw przyjrzeć się, co się dzieje ze zmianą norm, które są reprezentowane. Jak zostało to już przedstawione w części poświęconej czasowi społecznemu, konflikty norm podsystemów wywołują temporalizacje, które są tematyzowane jako „przyśpieszenie wszystkiego”. Przyszłość staje się wysoce niepewna, gdy żadna normatywizacja nie okazuje się wystarczającym sposobem opanowania niepewności i braku stabilności selekcji.



Można twierdzić, że wszystko się zmieni, gdy zostaną ukończone reformy, bądź gdy dokona się rewolucja moralna, trudniej jednak utrzymać owe obietnice w obliczu dwóch obserwacji, których społeczeństwo dokonuje wobec siebie i swego otoczenia. Po pierwsze – indywidualizacja (zmiana selekcji podstawowej na społeczeństwo-jednostka) powoduje, iż horyzont oczekiwań jeszcze bardziej się indywidualizuje. Racjonalne jest to, co mieści się w horyzoncie działań w rozszerzonej teraźniejszości. Zbyt dużo pytań o przyszłość może ową racjonalność podważyć, poprzez zbyt duży wzrost złożoności, którą trudno zredukować w komunikacji. Ilustracją tego niech będą choćby słowa byłego doradcy prezydenta RP, autorytetu w dziedzinie ekonomii, prof. Witolda Orłowskiego, komentującego zawartość oraz szanse realizacji wspomnianego już Planu Hausnera:
Rząd przyjął właśnie projekt budżetu na rok 2005, który nie wzbudził żywiołowego entuzjazmu. Analitycy zaczęli pojękiwać - a to, że wpływy ZUS są przeszacowane i być może trzeba będzie dołożyć dodatkowe 2-3 mld na kolejną operację jego uszczelnienia, a to, że brak rewaloryzacji rent i emerytur trzeba będzie z nawiązką spłacić rok później, a to, że z planu Hausnera został tylko planik (nadal nie wiadomo, co z tego jeszcze przyjmie Sejm), a to, że jak na obecną fazę cyklu koniunkturalnego plany redukcji deficytu budżetowego są zbyt mało ambitne. Nikt się temu nie powinien dziwić - w końcu analitycy są od pojękiwania, bo gdyby tego nie robili, banki i fundusze inwestycyjne mogłyby spokojnie zaoszczędzić sobie kosztów ich zatrudnienia i brać za podstawę planów finansowych dostępne gratis prognozy Ministerstwa Finansów. (Orłowski 2004)
A zatem – zbyt dużo rozważań o przyszłości mogłoby zakłócić operacje rynku. To forma deparadoksalizacji, która zakłada, iż stopień ryzyka wynikającego z zaniechania reform jest wpisany w operacje rynkowe. Lub też świadczyć może o bardzo wysokiej autonomizacji podsystemu gospodarki wobec innych podsystemów, w tym polityki. O konsekwencjach tego typu myślenia jeszcze będzie mowa, jednak tu warto podkreślić, iż autonomizacja podsystemów powoduje, iż pozornie otoczenie może być zredukowane do „szumów” (tak jak realizacja Planu Hausnera została zredukowana w słowach Orłowskiego). Reformy lub ich brak stają się przesłanką do decyzji, ale nie na zasadzie zakładania obu selekcji jako przesłanek do działania. Obie selekcje są więc uwzględnione w szacowaniu prawdopodobieństwa wzrostu i spadku koniunktury. Gospodarka może obejść się bez polityki – to często powtarzane, szczególnie przez przedstawicieli przedsiębiorców zawołanie, de facto dyskursywizuje zasadę względnej autonomii podsystemów w społeczeństwie funkcjonalnie złożonym. Orientacja na przyszłość ma unieważnić przeszłość jako wzorzec, a jednocześnie wskazywać, co z owej przeszłości ma być selekcjonowane do powtórzenia. „Skoro nie będzie reformy finansów publicznych, należy zachowywać się tak, jakby problemu politycznego reformy gospodarczej nie było” - można by podsumować rozważania ekonomistów.

Problem nostalgii może być także ilustracją odtwarzania się przestrzeni doświadczenia w sytuacji zerwania ciągłości – a mówiąc inaczej – zerwania jasnych powiązań między wymiarami czasu. Im większa niepewność przyszłości (horyzontu oczekiwań), tym większa skłonność do poszukiwania już nie tego, co „pod ręką”, jak zostało to opisane w analizie rozumienia czasu przez Schutza, lecz poszukiwanie świadomych i nieświadomych (latentnych) przestrzeni doświadczenia (Rosińska 2008). Powracają więc, ku zaskoczeniu reformatorów zachowania, które do tej pory pojawiały sie w sytuacji doświadczenia wojennego (wykupowanie artykułów pierwszej potrzeby), lub które kojarzone są z działaniami opozycyjnymi (strajki). Pojawiają się również zabiegi, które z przeszłości jako przeżycia oraz pamięci o przeszłości uczynią historię oraz stworzą miejsca pamięci (Nora 1989, Hałas 2004). A te zaś są sposobem na budowę teraźniejszych projektów politycznych związanych z dyskursem rewolucyjnym (Gawin 2006). Sytuacja niepewności generuje zatem nowe temporalizacje – nowe powiązania między wymiarami czasu, które wskazują na nowe/inne rozumienie sensów komunikacji.





Pobieranie 427.53 Kb.

1   2   3   4   5   6   7




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna