Kontekst teoretyczny do podstawowego tekstu: Seminarium Instytutu Socjologii uw 9 marca 2010


ROZDZIAŁ 10. Przyszłość – od przeszłości horyzontu oczekiwań do rozszerzonej teraźniejszości



Pobieranie 427.53 Kb.
Strona3/7
Data07.05.2016
Rozmiar427.53 Kb.
1   2   3   4   5   6   7



ROZDZIAŁ 10. Przyszłość – od przeszłości horyzontu oczekiwań do rozszerzonej teraźniejszości


Projektem społecznego ładu, który miał być ze swej istoty skierowany ku przyszłości był w Polsce komunizm. Był on oparty w istocie na podstawowym dla temporalności nowoczesności założeniu o zerwaniu z tradycją oraz ustanowieniu nowego, bardziej racjonalnego porządku społecznego. Takie niewątpliwie były ambicje władzy w Polsce po roku 1945. Analiza ideologii komunistycznej oraz jej ewolucji w Polsce, aż do upadku systemu komunistycznego, mogłaby dostarczyć materiału, który prawdopodobnie wskazywałby na kolejne próby utrzymania projektu lepszej przyszłości oraz kolejne jego załamania. Odwołując się do analiz historycznych i socjologicznych można by wykazać, iż jednocześnie wraz z kolejnymi kryzysami komunizmu bliżej mu było do „realnego socjalizmu”, w którym stawką już coraz mniej była lepsza przyszłość, a coraz bardziej – utrzymanie władzy i kontroli. Żadna „lepsza przyszłość”, dzięki realnemu socjalizmowi nie powstała. Zarówno w sensie zgodności rzeczywistości z projektem, jak i w sensie oczekiwań społecznych wobec komunistycznej władzy. Jak się wydaje, dowodem na słabnięcie legitymizacji projektu socjalistycznej utopii może być drastycznie malejąca mobilizacja już nie tyle społeczeństwa, co aparatu władzy i represji, bo nawet rok 1981 – wprowadzenie Stanu Wojennego, choć na planie mobilizacji systemu represji można by uznać za dowód wysokiej zdolności do mobilizacji aparatu władzy i kontroli – trwałość owej mobilizacji była relatywnie krótka, jeśli wziąć pod uwagę cały okres PRL. Nie chodzi tu jednak o „rzeczywiste” przyczyny upadku socjalizmu realnego w Polsce, po roku 1945, lecz raczej o sposób konstruowania temporalizacji tej „zradykalizowanej nowoczesności zorganizowanej”, jak chce określać projekty komunistyczne w Europie Środkowej i Wschodniej, Peter Wagner.

Stawiając sprawę w najkrótszym, możliwym stwierdzeniu: społeczne przemiany na Zachodzie i Związku Radzieckim dwóch trzecich XX stulecia zaczęły się od nadania im tego samego kierunku. Jednakże organizacja nowoczesności była [w socjaliźmie] o wiele bardziej radykalna niż na Zachodzie, pod względem temporalnych dystansów, formy (stworzenie i ochrona silnych granic), a przede wszystkim pod względem treści (kolektywizacja i ograniczenie jednostkowej autonomii). Jednak we wszystkich jego aspektach, należy widzieć socjalizm jako w istocie epifenomen zorganizowanej nowoczesności, niźli a-, przed- czy nawet anty-nowoczesną konfigurację społeczną. (Wagner 1994: 101)


Modernizacja w socjaliźmie jest procesem modernizacji o tym samym kierunku i zasadach, co modernizacja na Zachodzie, a wręcz można powiedzieć, że:



  • poprzez zorganizowanie przestrzeni między jednostką (wykorzenianą przez procesy społeczne), a państwem jako stabilizatorem miała wytworzyć się więź kontroli i stabilizacji,

  • a poprzez radykalną organizację przestrzeni (wyznaczenie granic i różnicowanie swój-obcy) oraz próbę organizacji społecznej tożsamości stała się zradykalizowaną formą zorganizowanej modernizacji.

Radykalizm projektu socjalistycznego wynikał w ogromnej mierze z faktu, iż oparty on był na wizji stworzenia ładu, bazującego na wysokim zaangażowaniu społeczeństwa, a właściwie – każdej jednostki w budowę nowego porządku. Dzięki racjonalnemu zarządzaniu i planowaniu, każdy miał znaleźć swe miejsce w podziale pracy i jej efektów (Walicki 1996). Najważniejsze jednak, iż tak skomponowany ład miał wyeliminować kontyngentność zasad rynkowych – zarówno z poziomu systemu gospodarczego, jak i z poziomu działań jednostek. Opanowanie żywiołów społecznych miało prowadzić do ich racjonalnej i sprawiedliwej kontroli (Poleszczuk 1991: 110). W ten sposób miał być zrealizowany ideał sprawiedliwości. Takim zasadom podporządkowane miały być działania władzy planującej totalnie – niemal każdy element życia społecznego podlegał kontroli lub miał jej podlegać. W tym właśnie sensie, można socjalizm realny uznać za radykalny projekt.

Jak wskazuje Wincjusz Narojek, państwo jako podmiot zarządzający nie tyko kontrolowało społeczeństwo poprzez instytucje dystrybuujące bez mała każdy element społecznej rzeczywistości, ale stawało się stopniowo pośrednikiem - „uczestnikiem” właściwie każdej relacji społecznej. Jednostka konfrontowała się z państwem i jego aparatami władzy wchodząc niemal w każdą relację społeczną (Narojek 1996, Świda-Ziemba 1997). Ambicje władzy (zarówno ideologiczne, jak i organizacyjne) można analizować w niemal każdym podsystemie społecznym. Tu warto zwrócić uwagę na wymiar projektowania i planowania, które miały być, zgodnie z właściwościami dyskursu rewolucyjnego, sposobem uzasadniania radykalnych zmian poprzez radykalnie odmienną wizję przyszłości. To wymagało jednak przyjęcia założeń co do sekwencji działań, które miały doprowadzić do powstania nowego ładu. Centralny Planista, którego ucieleśnieniem były kolejne instytucje mające wyznaczać przyszłość rozwoju socjalizmu, począwszy od partii i aparatu władzy, a skończywszy na urzędach odpowiadających za planowanie, przede wszystkim gospodarcze - miał zapewnić nie tylko racjonalną dystrybucję, ale dzięki niej – bezpieczeństwo i stabilność społeczeństwa. „Punkt startu” dla socjalizmu wymagał podobnej mobilizacji, o jakiej mówi się w naukach społecznych, gdy mowa o genezie kapitalizmu. O ile w samym urządzeniu reguł rynkowych odroczona gratyfikacja była elementem racjonalności rynkowej, o tyle Centralny Planista starał się narzucić taki typ racjonalności odgórnie. Dobrze ukazują to studia nad strukturą spożycia oraz kontrolą produkcji i konsumpcji w socjaliźmie.

Stanisława Golinowska zwraca uwagę, śledząc strukturę spożycia oraz rolę „centralnego planisty” w gospodarce socjalistycznej okresu 1945-1985, iż
Model spożycia z tamtych lat odpowiadał propagowanemu w kulturze obrazowi życia w społeczeństwie budującym socjalizm. Im bardziej ideowy miał być budowniczy nowego społeczeństwa, tym skromniejsza powinna być sfera jego konsumpcyjnych potrzeb. Rozumiał on bowiem i akceptował dwie dyrektywy tamtych czasów: prymat produkcji nad konsumpcją oraz wyższe tempo wzrostu akumulacji niż spożycia, w imię lepszej przyszłości. (Golinowska 1990: 260)
Lepsza przyszłość miała być uzasadnieniem dla odroczonej gratyfikacji, już nie w planie racjonalności jednostek, lecz w planie makrospołecznym. Zresztą, jak pokazuje Jan Poleszczuk, w sferze bezpieczeństwa socjalnego oraz zatrudnienia, socjalistyczne welfare state zapewniało pracę społeczeństwu niemal w pełni, nie wiążąc jej z efektywnością przedsiębiorstw, ani też poszczególnych jednostek – pracowników przedsiębiorstw (Narojek 1991). W tym sensie, „planowanie” było formalnie zapewnione, ale i praktycznie – na poziomie pewnego minimum funkcjonowania w podstawowych rolach społecznych – pracownika, członka rodziny, etc. Zatrudnienie było, jak twierdzi Poleszczuk - „znaturalizowane”, a zatem nie wymagało teoretycznie zabiegów i planowania w kategoriach jednostkowych strategii, które oparte są na założeniu, iż indywidualne strategie i aktywność pozwolą osiągnąć zakładane cele. Wincjusz Narojek, dokonując podobnej obserwacji mówi o procesie dezekonomizacji życia jednostek w PRL-u – pozbawianiu ich racjonalności wymiaru ekonomicznej kalkulacji oraz sekwencjonalizacji działań w taki sposób, by były jak najbardziej efektywne, przede wszystkim na poziomie instytucji i zgodności z jej normami oraz celami (Narojek 1991: 30-56).

O niemożliwości takiego zorganizowania społeczeństwa nowoczesnego, w którym nie byłoby mowy o kontyngencji pisano wiele, o czym mowa w pierwszej części tej pracy. Podobnie jak o upadku projektu Centralnego Planisty. Tu warto odwołać się do „encyklopedycznej” wręcz analizy Kornaia, na temat „Socjalistycznego systemu”, demonstrującej, jak próba kontroli powodowała powstawanie niekontrolowalnych układów i strategii, zarówno społecznych jak i jednostkowych, wynikających z niemożliwości przetworzenia przez centrum informacji, potrzebnych do podejmowania racjonalnych decyzji (Kornai 1992). „Ekonomia niedoboru” w efekcie generowała dokładnie odwrotne od zamierzeń reguły gry. „Miękkie budżetowanie” a więc de facto obowiązujące w komunikacji między podmiotami gospodarczymi zasady reorientacji celów i zasobów przedsiębiorstw wprowadzały na poziomie makroekonomicznym głęboki chaos – „planową dezorganizację” (Poleszczuk 1991: 115). Zaś na poziomie mikro - „Budowniczy nowego społeczeństwa” nie tylko nie budował w imię lepszej przyszłości, lecz poprzez ingerencję państwa i brak wolności stawał się pasywny i wyczekujący, a następnie – aktywny w „poszukiwaniu renty”. Jak pokazuje Wincjusz Narojek,


Najważniejsza zatem przyczyna degradacji społecznego dramatu socjalizmu tkwi w tym, że osobowość społeczna tyrana, który w strukturze kompetencyjnej kierowanego centralnie życia zbiorowego może przejawiać cechy zarówno przeciwnika, jak i sojusznika ‘szarego obywatela’ – a więc występuje w istocie w roli arbitra sytuacji – narzuca zarazem charakterystyczny styl gry interpersonalnej zmagającemu się z losem bohaterowi wydarzeń. Chociaż ‘szary obywatel’ w konfrontacji z ‘człowiekiem wpływowym’ może występować w rozmaitych wcieleniach – manifestując uległość, nieustępliwość w egzekwowaniu roszczeń albo wyniosłe poczucie godności – skala dostępnych mu środków dramatycznego wyrazu jest w tej grze uboga i jednostronna, ponieważ musi on koncentrować się na szukaniu symbolicznego kontraktu z partnerem lub widzem na płaszczyźnie doznawanej albo zagrażającej mu krzywdy. (Narojek 1996: 138)
Narojek starał się także pokazać paradoksy takiego urządzania (konwencjonalizacji, w terminologii wagnerowskiej, zaproponowanej w pierwszej części tego tekstu): przede wszystkim współzależności społeczne były analogiczne do systemu feudalnego – zależności między patronem a jego poddanym, odtwarzane poprzez relacje wertykalne (związane z dysponentami dóbr dystrybuowanych przez centrum), zastępowały relacje horyzontalne, lub też niemal zawsze w nich pośredniczyły. Stopniowo jednak ten system wytwarzał wielowarstwową strukturę zależności poprzez pojawianie się nieformalnych układów, pozwalających na zdobywanie zasobów z pominięciem patronów. Korzystanie z zasobów sfery publicznej (związanej z etatem, bądź z dostępem do informacji oraz zasobów formalnie należących do państwa) nie ograniczało się więc do wąskiej elity (nomenklatury), lecz było stosunkowo powszechne, choć pozycja w hierarchii decydowała jak duże owe zasoby były. Narojek wskazuje także, iż zróżnicowanie ról społecznych, związane z funkcjonalnym zróżnicowaniem społecznym prowadziło do sytuacji, kiedy patron stawał się klientem i na odwrót (Narojek 1991).

To właśnie na tym polegało odarcie jednostki z godności – bez względu na jej prestiż i pozycję w hierarchii była ona narażona na bycie klientem. Gęsta sieć układów formalnych i nieformalnych nie miała stabilnej struktury oczekiwań. Horyzont oczekiwań jednostek był w istocie oparty na nieustannym poszukiwaniu pewności wobec działań systemu, instytucji oraz jednostek. Wytwarzanie się takiej nieprzejrzystej struktury współzależności społecznych prowadziło, w sytuacji malejących zasobów przeznaczonych do dystrybucji, ku temu, co Narojek nazwał dramatem społecznym, kończącym się dla jednostek istnieniem ogromnego ładunku niepewności i lęku.

W tym kontekście odwoływanie się do przeszłej teraźniejszości, jakim było nawiązanie do współzależności w systemie feudalnym jest co prawda obserwacją socjologa, ale odwołuje się do przestrzeni doświadczeń, która zarówno w dyskursie naukowym, jak i w dyskursie publicznym staje się ważnym punktem odniesienia. Szczególnie w sytuacji gdy ani teraźniejszość, ani przyszłość jako „naturalne” horyzonty nowoczesności zorganizowanej nie dostarczają sposobów redukcji niepewności. To wówczas wzrasta potencjał poszukiwania strategii działania już nie w najbliższej przeszłości, lecz odtwarzania latentnych struktur. Wykupywanie produktów pierwszej potrzeby w latach 1980/1981 oraz 1989 jest dobrą ilustracją owych rekurencji, a raczej – rekonstrukcji przeszłej teraźniejszości jako teraźniejszej przeszłości. Nawiązanie do przestrzeni doświadczenia wojennego oraz kryzysowego wydaje się tu być ewidentne, na co także wskazują relacje prasowe (Rzeczpospolita 12.01.1990).

Dla aparatu władzy, tego typu zjawiska są de facto niewidoczne w tym sensie, iż sposób obserwacji nie pozwala na tematyzację tego typu „skutków ubocznych”, inaczej niż jako „sabotaż” i „panika”. Aparat władzy w sytuacji wytwarzania się innych form uspołecznienia – wielowarstwowej struktury współzależności, nie regulowanych ani przez władzę, ani przez formalne i jawne instytucje (chodzi tu zarówno o opozycję, szczególnie Podziemie, jak i „szare strefy” i „czarne rynki”) może jedynie zareagować presją na odtwarzanie własnych granic prawomocności – a więc represjami politycznymi oraz próbami regulacji tego, co coraz mniej regulowane. W komunizmie wszystko staje się „polityczne” - począwszy od decyzji o podwyżce mięsa, a skończywszy na „geście Kozakiewicza”. Niemal każde działanie społeczne może być odczytane przez różnicę „państwo(władza)/społeczeństwo”. Działania kontyngentne, które coraz bardziej są wpisane w nieprawdopodobieństwo komunikacji nabierają dodatkowego znaczenia, sensu. Ale jednocześnie są determinowane nie poprzez decyzje i działania w logice poszczególnych podsystemów, lecz poprzez kontekst, który jest kodowany w relacjach władzy, a te są przynajmniej do roku 1989, ustalone przez aparat władzy, nie zaś przez społeczeństwo.

„Antypolityczna polityka” podziemnej opozycji lat osiemdziesiątych, choć intencjonalnie jest skierowana przeciw sferze polityczności, oparta jest de facto już na innej, fundującej różnicy – między państwem a jednostką, choć w gruncie rzeczy, trudno w dyskursie opozycyjnym rozdzielić wizję jednostki od wizji obywatela etycznej wspólnoty, utożsamianej często z wyobrażeniem społeczeństwa obywatelskiego, jako samoorganizacji społecznej z gruntu a-politycznej. „Chodzi przeto o rewolucję nie polityczną, lecz 'egzystencjalną i moralną' , dzięki której ludzie nauczą sie 'życia w prawdzie' i dobrowolnego współdziałania, a więc rzeczy zgoła elementarnych, i przynajmniej na pozór, wcale nie politycznych.”, pisał Jerzy Szacki o filozofii antypolityki. (Szacki 1994: 99) Choć antypolityka ma być przedpolityczna (ważniejsza oraz pierwotna wobec polityki) i kreowana w opozycji do porządku państwa, to właśnie państwo jest dla niej podstawowym odniesieniem. Nie zaś, na przykład napięcie między jednostką a społeczeństwem, kluczowe dla myśli liberalnej.

Jak pokazuje Kornai, próby wprowadzania „socjalizmu rynkowego” prowadziły do paradoksów, gdy miast mechanizmów motywujących do podejmowania decyzji w oparciu o rachunek ekonomiczny – a więc zgodnie z reżimem rynkowych regulacji, podmioty gospodarcze podejmują decyzje bazujące na oczekiwaniach wsparcia przez państwo (spłaty pożyczek i długów, zaciąganych przez przedsiębiorstwa i administrację, zgoda na podwyżki płac, etc.) (Kornai 1992: 353-412). Coraz bardziej widać było także rozpad struktury odroczonej gratyfikacji – zarówno na poziomie przedsiębiorstw i innych podmiotów gospodarczych, jak i na poziomie jednostek. Możliwość konsumpcji, nawet przy ryzyku destabilizacji organizacji (przedsiębiorstwa, instytucji publicznej) wygrywała z dyscyplinizacją skłaniającą do „zaciskania pasa”, inwestowania, oszczędzania, a przede wszystkim – zwiększania efektywności gospodarczej. Skoro nie działała ta dyscyplinizacja oraz kontrola granic podsystemów i ich zasad działania, można mówić o rosnącym nieprawdopodobieństwie odtwarzania podstawowej selekcji nowoczesności zorganizowanej realnego socjalizmu – między państwem a społeczeństwem. Im mniej zasobów, mniej kontroli oraz mniej prawomocności posiadało państwo, tym bardziej społeczeństwo przestawało być obiektem kontroli oraz regulacji.

Co więcej, analizy aparatu władzy, szczególnie niższego szczebla (a więc Komitetów Wojewódzkich w strukturze partyjnej, dyrektorów przedsiębiorstw, w strukturze gospodarczej, czy też naczelników urzędów) wskazują, iż w istocie owa władza urzędnika była arbitralna, oparta na relacji patron – klient, w której nie przepisy, lecz aparat przemocy oraz gąszcz przepisów były orędziami kontroli nad jednostkami (Świda-Ziemba 1997, Kozek Morawski 2005). Miast być hiperracjonalna - przez eliminację kontyngencji (rynkowej) - władza realnego socjalizmu była coraz bardziej arbitralna i względna. „Społeczeństwo” jakie obserwowała władza, z jej narzędziami obserwacji (struktura partyjna i struktura państwowa, szczególnie z aparatem bezpieczeństwa), które stają się coraz mniej efektywne w przetwarzaniu i generowaniu informacji, rozpada się na niezorganizowaną masę, która się sama organizuje (ruch „Solidarności”), wytwarza alternatywne sposoby komunikacji, poszukuje nowych form bezpieczeństwa i realizacji struktury oczekiwań. Państwo w tym sensie staje się nieznośnym pośrednikiem w relacjach społecznych, ponieważ jego pośrednictwo zdaje się coraz mniej gwarantować strukturę oczekiwań. „Społeczeństwo”, dla państwa przestaje być obiektem poddającym się regulacji.

Można to przełożyć, jak się wydaje na strukturę temporalną, która pozwoli nam zrozumieć kontekst zmiany rewolucyjnego przywracania normalności po roku 1989. Centrum, które poprzez kontrolę miało opanować teraźniejszość i powieść ku lepszej przyszłości stopniowo powodowało, zdaniem Elżbiety Tarkowskiej, kształtowanie się powszechnej w Polsce lat 80-tych postawy prezentystycznej (Tarkowska 1992). Teraźniejszość dominuje w perspektywie jednostek, które czują się niepewnie. Odczuwają zagubienie w życiu społecznym, w wydarzeniach, których są uczestnikami bądź obserwatorami. Przyczyn postawy prezentystycznej Tarkowska doszukuje się w dwóch równoległych procesach społecznych powojennej Polski. Pierwszy związany jest z sytuacjami przełomowymi, w których pojawiają się przynajmniej elementy - jeśli nie w ogóle – chaos, zakłócenie relacji społecznych. Jego konsekwencją jest brak umiejętności ustanawiania zarówno własnych, jak i społecznych punktów orientacyjnych w przyszłości i stosunkowo ograniczone (często mitologizowane) pojmowanie przeszłości. Drugim procesem, który jeśli nie kreował, to przynajmniej wzmacniał perspektywę Polaków zawężoną do teraźniejszości były sytuacje zależności, przymusu politycznego, bądź ekonomicznego, który sprawiał, że jednostki uciekały od własnych wyborów, i miały poczucie braku kontroli nad własnym losem i delegowały kontrolę nad nim do instytucji przymusu bądź nadzoru. Brak podejmowania samodzielnych decyzji przez jednostki i różne stopnie ubezwłasnowolnienia przyczyniają się do rezygnacji z myślenia o przyszłości i podatności na narzucanie wizji przeszłości oraz teraźniejszości, twierdzą badacze instytucji i ustrojów totalnych, cytowani przez Tarkowską (Tarkowska 1992, 110-112) Dlatego też Tarkowska mówi o „rozszerzonej teraźniejszości” jako głównym wymiarze temporalnym, właściwym polskiemu społeczeństwu lat 80-tych XX wieku.

Wydaje się, że myślenie w kategoriach „rozszerzonej teraźniejszości” towarzyszyło także Polakom w następnej, już nie analizowanej przez Tarkowską dekadzie lat dziewięćdziesiątych: (Krzemiński, Władyka, Polityka, 10.03.90): "Wszystko z wszystkim się zazębia, a świat, ten polski, i ten zewnętrzny co jakiś czas tworzy fakty, wobec których stajemy zadziwieni i nieprzystosowani. Przeszłość, która dostarczała wzorce i programy skierowane przeciwko zaskorupiałej rzeczywistości, i dzisiaj już nie wystarcza." Pojęcie rozszerzonej teraźniejszości, które wprowadza Tarkowska brzmi dokładnie tak samo, jak pojęcie rozszerzonej teraźniejszości [extended presence] używane przez Helgę Nowotny opisującą ponowoczesne doświadczenie czasu społecznego (Nowotny 1994, Adam 1990). Zbieżność nazw nie jest jednak zbieżnością znaczeniową. Dla Tarkowskiej termin ten odwołuje do sytuacji, w której badane jednostki są w stanie wybiegać w najbliższą przyszłość, ściśle związaną z teraźniejszością (najbliższe dni, tygodnie, miesiące) i odwołujące się do dalszej przyszłości tylko wówczas, gdy związana byłaby z takimi „wyjątkowymi” wydarzeniami, jak urlop, egzaminy, święta. Brak w „rozszerzonej teraźniejszości” konsekwentnego planowania i przewidywania.

Jak wskazują wypowiedzi autorów dzienników, które analizuje Tarkowska, wnioskując na temat perspektyw temporalnych, często jest to związane, z poczuciem braku kontroli nad własnym życiem, wpływu na zdarzenia z własnego życia. Znika w tej perspektywie problem starości i umierania, który dla badaczki analizującej opowieści biograficzne wskazuje na niechęć do myślenia prospektywnego. „(...) Przyszłość jako horyzont czasowy ma charakter prywatny, i umieszczona jest w innym niż życie codzienne czasie” (Tarkowska 1992: 94). Co ważne, Tarkowska nadmienia, że nie jest to specyfiką wyłącznie polskiego społeczeństwa końca lat osiemdziesiątych, zaś badania na przykład we Francji wskazują na podobną tendencję do skracania perspektywy odnoszącej się do przyszłości, na rzecz myślenia o teraźniejszości i ewentualnie bezpośrednio po niej następującej przyszłości. (Grossin).

Przyczyny postawy prezentystycznej w Polsce wynikają, jak sugeruje Tarkowska z myślenia, które potocznie określa się mianem „jakoś to będzie”. Tkwią one w systemie społecznym, który nie stwarzał warunków do myślenia prospektywnego. Codzienność autorów biograficznych opowieści jest opisywana jako szara, monotonna i jednostajna. Wyraźne są cechy odwołujące się do anomii społecznej – braku poczucia więzi z innymi ludźmi, braku zdarzeń, które nadawałyby głębszy sens społeczny wykonywanych czynności i przekraczałyby wymiar codziennego rytmu życia. Analiza dzienników wskazuje, że Polacy rzadko postrzegali w latach osiemdziesiątych przyszłość jako otwarty horyzont, w którym pojawia się wiele możliwości, a teraźniejszość jest źródłem ciągłych wyborów odnoszących się do przyszłości.

Barwność, pełnia zmian pojawia się jedynie w opisie życia wewnętrznego - stanów emocjonalnych lub refleksji, kontrastującego z jednostajnością i monotonią czasu zewnętrznego, czasu w którym wykonywane są czynności codzienne.


Czas wewnętrzny pozwala na ucieczkę od teraźniejszości, od codzienności w inną rzeczywistość. (…) Analizowane dzienniki ukazują nie tylko codzienność zamkniętą w wąskich horyzontach czasowych, zawężonych w kierunku przeszłości i przyszłości, ale także różne sposoby jej poszerzenia – poprzez ucieczkę w przeszłość, poza czas, w inną rzeczywistość, w czas wewnętrzny i w refleksję nad przemijaniem.” (Tarkowska 1992: 82/83)

U progu zmiany transformacyjnej, jak się wydaje, horyzont oczekiwań był zredukowany do bezpośrednich relacji – do meadowskiego „uspołecznienia” („bycia paroma rzeczami na raz”, wiązania różnych ról społecznych dzięki odniesieniom temporalnym) poprzez oczekiwania kierowane wobec najbliższych oraz wobec bezpośrednich patronów. To co widzialne z perspektywy jednostek, to ich najbliższe otoczenie. Łańcuchy współzależności między jednostkami, choć stają się wydłużone, choćby poprzez funkcjonalne zróżnicowanie, a w przypadku realnego socjalizmu, także poprzez uwikłanie w instytucje państwa, w postrzeganiu jednostek są bardzo krótkie – racjonalne jest to, co służy zasadzie familiarności (amoralny familizm; Tarkowski 1994). Sieci współzależności nieformalnych były z kolei, także poprzez system represji, skazane na nieustanną labilność. Prezentyzm polskiego społeczeństwa wskazywał więc na anomię, ale jednocześnie odnosił do procesu, który jak się wydaje bardzo trafnie analizował Wincjusz Narojek, pisząc o „małym indywidualiźmie”. Wedle autora Socjalistycznego welfare state, nowoczesność zorganizowana realnego socjalizmu wytworzyła swój własny, specyficzny i odmienny od liberalnego proces indywidualizacji.

[Indywidualizm] polegający na osobistej zaradności w strukturach organizacyjnych.(...) Radykalne i całościowe rozwiązania w dziedzinie zaspokajania ludzkich potrzeb nie okazały się dość efektywne, żeby zapewnić obfitość dóbr ani nawet jednoznaczność kryteriów podziału. (...) Decydujący wpływ na ukształtowanie się indywidualizmu jako zaradności w strukturach organizacyjnych wywarło najbardziej chyba doniosłe historycznie i znamienne pod względem ustrojowym rozszerzenie sfery osobistego bezpieczeństwa w związku z uwolnieniem jednostek od inicjatywy i odpowiedzialności za to, co mogą robić w życiu zbiorowym. (...) Otwarcie indywidualnych szans życiowych ze społecznym ubezpieczeniem przed ryzykiem spowodowało zatem charakterystyczny rozdźwięk miedzy osobistymi motywacjami jednostek oraz obowiązującymi zasadami organizacji społeczeństwa, niosąc ze sobą największe zagrożenie dla ładu kolektywistycznego. (...) Mały indywidualizm: polega na maksymalnym wykorzystaniu przez jednostkę możliwości manewru, jakich dostarcza ustrój oparty na zasadach kolektywistycznych, żeby osiągnąć osobiste cele. (...) Tym, co wyróżnia 'mały indywidualizm' i przeciwstawia go liberalnemu pierwowzorowi, jest okoliczność, że osobista zaradność w załatwianiu swoich spraw w instytucjach uspołecznionych nie sprzyja na ogół efektywnemu ich funkcjonowaniu, a więc zmniejsza – a nie tylko niesprawiedliwie rozdziela – ogólną pulę dóbr służących zaspokajaniu ludzkich potrzeb. (Narojek 1989: 50)
Analizy współzależności społecznych w PRL-u dostarczają sprzecznych, bądź paradoksalnych obserwacji. Z jednej strony mowa o bezpieczeństwie socjalnym tego specyficznego welfare state, z drugiej – o niepewności i niemożliwości myślenia o przyszłości. Jak się wydaje, mamy tu do czynienia z dwoma typami bezpieczeństwa – bezpieczeństwa egzystencjalnego, definiowanego przez naukowców, wskazujących na benefity, wynikające z systemu, opartego na pełnym zatrudnieniu, dostarczaniu minimum środków egzystencji, dla każdego oraz bezpieczeństwa jako kategorii percepcji. Stanie się to bardziej wyraźne, gdy powołamy się na analizy Mirosławy Marody, która mniej więcej w tym samym okresie, gdy powstawało Socjalistyczne welfare state postawiła tezę o centralnym znaczeniu problemu (nie-)bezpieczeństwa społecznego w PRL.

Marody na przełomie lat dziewięćdziesiątych wskazywała na problem bezpieczeństwa jako kwestię zasadniczą dla zrozumienia zachowań społecznych u progu zmiany systemowej. Struktura oczekiwań wobec instytucji, stanowiła dla Marody „ramy dla poczucia bezpieczeństwa” jednostek i wyznaczała obowiązywanie lub brak obowiązywania racjonalności zachowań.


Poczucie zagrożenia [Polaków] jest w tym układzie następstwem rozpadu abstrakcyjnych regulacji, mediujących między poziomem podstawowych dążeń człowieka a poziomem jego konkretnych działań; regulacji będących uzewnętrznieniem fundamentalnych zasad organizacji życia społecznego, charakterystycznych dla społeczeństw typu nowoczesnego, a jednocześnie uwewnętrznionych poprzez procesy socjalizacji w aparaturze psychicznej jednostek w postaci specyficznego typu racjonalności. (Marody 1991: 22)
Zdaniem Marody, „odspołecznienie” warunków funkcjonowania jednostek – powstanie struktury norm, z zasady labilnych i nieprzejrzystych, bo stale łamanych, sprawia iż horyzont oczekiwań jednostki jest ograniczony, zaś miast widzieć ograniczenia systemowe, uwewnętrznia ona brak bezpieczeństwa oraz porażki w indywidualistycznym dążeniu do „załatwiania”.
Ryzykując pewne uproszczenie można powiedzieć, że silne wyeksponowanie społeczne jednostki wzmaga u niej poczucie zagrożenia realizowanych celów, natomiast społeczne skrępowanie przyczynia się przede wszystkim do obniżenia jej samooceny. (Marody 1991: 28).

Stąd centralne dla zrozumienia problemu bezpieczeństwa jest tu rozróżnienie na strach oraz lęk. O ile ten pierwszy skierowany jest wobec konkretnych obiektów, ten drugi oznacza stan względnie permanentnej niepewności, wynikający z labilności norm, które mają „zabezpieczać” oczekiwania w interakcjach. Jednostce brak wiedzy o tym, co obowiązujące, co niepodważalne w relacjach społecznych.


Odspołecznienie rzeczywistości społecznej [odebranie jej sensów] sprawia, iż wiedza tego typu przestaje istnieć, jednostka staje w obliczu Nieznanego, które przy każdym działaniu musi na nowo oswajać. Miejsce konkretnych strachów zajmuje lęk będący zgeneralizowanym oczekiwaniem na pojawienie się niebezpieczeństw, tym groźniejszych, że nie mogą być zawczasu zidentyfikowane. Behawioralnym korelatem tej zmiany motywacyjnej jest wzrost irracjonalności jednostkowych działań, wzrost ogólnego poziomu agresji, jak również obniżanie się progu wyzwalania zachowań agresywnych. Wszystkie te cechy są pochodną stopnia dezorganizacji życia społecznego. (Marody 1991: 23)
Bezpieczeństwo egzystencjalne nie wiązało się, jak można wnioskować z zestawienia perspektywy Marody z perspektywą Narojka, z bezpieczeństwem w samoobserwacji społeczeństwa. Ani państwo (władza) nie zapewniało stabilności współzależności, ani też społeczeństwo nie rozpoznawało takiej struktury oczekiwań, która by zapewniała rekurencję działań i obserwacji, a zatem – która by pozwalała na autopoiesis.

Jeśli odniesiemy to do problemu nieprawdopodobieństwa komunikacji, okaże się, że przynajmniej pod dwoma zasadniczymi względami, komunikację w PRL-u cechował wysoki stan jej nieprawdopobieństwa. Po pierwsze – współzależności społeczne nie były regulowane mediami komunikacji w takim stopniu, jak w wytwarzaniu się społeczeństwa nowoczesności zorganizowanej w Europie Zachodniej. Struktura oczekiwań nie była w PRL-u regulowana medium pieniądza (Narojek 1991, Kula 1983b), a z kolei medium polityki (władza/brak władzy) interpenetrowało każdy podsystem społeczny, warunkując w nim komunikację. Po drugie zaś, nieprawdopodobieństwo komunikacji dotyczyło struktury oczekiwań – takiego sposobu wiązania przeszłości z przyszłością, który dostarczałby przesłanek do podejmowania decyzji dotyczących interakcji, a zatem – byłby sposobem obserwacji, opartej na kodzie, obowiązującym w danym podsystemie społecznym.

Mówiąc mniej abstrakcyjnie – chodzi tu o to, iż biorąc pod uwagę na przykład działania w sferze gospodarczej, jednocześnie trzeba było uwzględniać obserwację relacji politycznych oraz odwoływać się do nieprzejrzystych zachowań decydentów - dysponentów zasobów gospodarki niedoboru. Obserwacja w kategoriach „podwójnej struktury”, jak się wydaje ma swoje korzenie właśnie w tego typu współzależnościach – w obserwacji nieprzejrzystości komunikacji w ramach systemu społecznego zróżnicowanego funkcjonalnie, choć bynajmniej nie z wysoką autonomizacją jego podsystemów.

Trudno nie odnieść hipotez o indywidualizacji postaw oraz o indywidualizacji niebezpieczeństwa do tez Eliasa o procesie indywidualizacji, jako procesie, w którym pomimo wydłużających się łańcuchów współzależności, jednostki dostrzegają coraz większe napięcie między wspólnotą (społeczeństwem), a swą indywidualną tożsamością, której trzeba bronić (vide dyskurs o „godności”). Indywidualizowane są zatem także horyzonty oczekiwań. To jednak, w sytuacji wysokiego nieprawdopodobieństwa komunikacji nie prowadzi do zwiększenia aktywności w wiązaniu różnych typów współzależności („rozszerzaniu teraźniejszości”, w imię bezpiecznej przyszłości), lecz wręcz przeciwnie – przynosi poczucie braku perspektyw (Nowotny 1994). Skoro szanse na interakcję (rekurencję operacji) są tak nikłe, to po co się komunikować poprzez uogólnione zasady interakcji, na takiej zasadzie, która wiązałaby w relatywnie stabilny sposób decyzje jednostek oraz instytucji, z normami, które przynajmniej z założenia określają działanie w danym podsystemie? Nieprzejrzystość komunikacji jest więc problemem, który odwołuje do kwestii powiązania na poziomie teoretycznym zasad komunikacji i działania. Analizując dyskurs dotyczący zmiany społecznej w Polsce nie tylko po roku 1989, ale przynajmniej w okresie go poprzedzającym – tu kwestią perspektywy obserwatora będzie, czy chodziłoby o lata bezpośrednio poprzedzające upadek komunizmu, czy też szukać się będzie „długiego trwania” - można dojść do wniosku, iż stajemy przed problemem relewantności teoretycznej takich opisów zmiany, które zakładają prawdopodobieństwo komunikacji.

Przedstawienie „historii horyzontu oczekiwań”, a więc przeszłej przyszłości miało na celu wskazanie na potencjalne ciągłości i nieciągłości w tym, jak obserwowane były interakcje oraz zmiana społeczna przez społeczeństwo. Niewątpliwie na tym poziomie generalizacji trudno byłoby mówić o zróżnicowaniu grupowym tego postrzegania (a zatem o współzależnościach definiowanych przez hierarchię, a nie temporalność), niemniej dotychczasowa analiza pozwala nam pokazać, iż dzieje przełomu i zmiany transformacyjnej w Polsce to nie dzieje przejścia między dwoma modelami społeczeństwa, lecz obserwacja zmiany sposobu obserwacji społeczeństwa. Na tej podstawie, możemy powiedzieć, iż historia „horyzontu oczekiwań” w stosunkowo krótkiej perspektywie dziejowej, cechuje się niepewnością, nieciągłością oraz jest relatywnie ograniczona do tego, co najbliższe. Nowoczesność zorganizowana socjalizmu socjalizuje do kooperowania z niebezpieczeństwem, a tylko czasami – z ryzykiem. Nieprawdopodobieństwo komunikacji postawiło problem bezpieczeństwa jako stabilności oczekiwań.

Parsonsowska zasada zgeneralizowanych mediów komunikacji, umożliwiających komunikację między ego i alter, uogólniona do zasady AGIL oraz przyjęcia podziału systemu społecznego, a także tradycja interakcjonistyczna, jak się wydaje, poszukiwały rozwiązania problemu podwójnej kontyngencji w procesie generalizacji norm. Racjonalnym miało być takie działanie, które oparte jest na wytworzonych w interakcjach, uogólnionych zasadach uprawdopodobniania komunikacji poprzez system norm. Tymczasem „rzeczywistość” społeczeństwa polskiego okresu transformacji stawia przed nami problem komunikacji przy zredukowanej zasadzie uogólniania norm.

Nie chodzi tu naturalnie o sugestię, iż rzeczywistość społeczna była oparta na słabszej normatywizacji (o umoralnianiu nie wspominając), niż bywa to gdzie indziej i w innych okresach historycznych (szczególnie jeśli strategią porównywania jest odnoszenie do modelu nowoczesności i modernizacji), lecz raczej o to, jak obserwowana była owa rzeczywistość, zarówno przez naukowców, jak i przez społeczeństwo. Niniejsza analiza w gruncie rzeczy poprzestaje na obserwacji tego, jak inni (naukowcy, politycy, publicyści, a także - pracownicy) obserwują i obserwowali polskie społeczeństwo. Jej ambicją jest refleksywizacja owej obserwacji – to jest odniesienie jej do zasad, którymi ta obserwacja się rządziła oraz próba wyciągnięcia wniosków dotyczących tego, jak inaczej można obserwować.

Warto więc raz jeszcze powrócić do problemu przedstawionego w drugiej części tego tekstu, poświęconej problemowi komunikacji i jej temporalności, szczególnie w aspektach, które problematyzował Niklas Luhmann (Luhmann 2008). Paradygmat nowoczesności skłaniałby do poszukiwania mechanizmów stabilizujących poprzez odniesienia do struktur normatywnych oraz porównywania „zdjęć” społeczeństwa, gdy mowa o zmianie. „Chaos normatywny”, o jakim pisano analizując lata osiemdziesiąte, a później dziewięćdziesiąte, XX w., w Polsce skłania do przyjęcia perspektywy, która ów chaos proponuje opisać nie jako dysfunkcję i dewiację, lecz jako stan, w którym ukazuje się nam złożoność komunikacji i jej prawdopodobieństwa. W tym sensie, „prezentyzm” polskiego społeczeństwa, jeśli uznać tę obserwację za zasadną, nie jest efektem wyłącznie załamania się systemu socjalistycznego, lecz może być odczytany jako punkt wyjścia do przemyślenia zasad obserwacji zawartych w paradygmacie nowoczesności, szczególnie „nowoczesności zorganizowanej”, której socjalizm miał być emanacją. Nie mówi się tu jednak o rozpadzie nowoczesności jako takiej, bo to by było kompletnie nieuprawnione w świetle założeń teoretycznych, przyjętych w tej pracy. Chodzi raczej o pokazanie, jak obserwacja złożoności, której dokonuje się w dyskursie zorganizowanej nowoczesności stara się eksternalizować jako dysfunkcje to, co w dyskursie ponowoczesnym uznaje się za element komplementarny wobec tego, co mówi się o społeczeństwie (i np. jego sposobach integracji). Czy jest to otoczenie systemu, czy margines, czy też niepewność. Starać się więc będziemy mówić o problemie ryzyka, jako jednym z problemów centralnych dla obserwacji temporalizacji we współczesności. Choć termin ryzyko, w przeciwieństwie do terminu bezpieczeństwo używany był sporadycznie w analizach społeczeństwa polskiego zarówno przed, jak i po 1989, jeśli już pojawia się, to jako przeciwieństwo bezpieczeństwa, a więc – bardzo często, po prostu – zagrożenie. O tym, iż problem bezpieczeństwa był tematyzowany w dyskursie (przed-)transformacyjnym już wiemy. Chcąc zaobserwować jego „negatyw” - drugą stronę selekcji, dobrze odnieść obserwacje Polski do obserwacji opartych na paradygmacie późnej nowoczesności.





Pobieranie 427.53 Kb.

1   2   3   4   5   6   7




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna