Ks. August Czartoryski Salezjanin Książe



Pobieranie 58.5 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar58.5 Kb.


  Ks. August Czartoryski  Salezjanin - Książe.

Ks. August Czartoryski, urodził się 2 sierpnia 1858 roku w pałacu Lambert


w Paryżu. Ojciec Augusta, to Władysław Czartoryski - książę, polityk emigracyjny, przywódca Hotelu Lambert w Paryżu. Dziełem jego życia było Muzeum Książąt Czartoryskich założone w Krakowie 1876 roku.
Matka Augusta, księżniczka Maria Amparo, wywodząca się z hiszpańskich Burbonów, była córką królowej hiszpańskiej, Marii Krystyny i księcia Rianzares. Zmarła przedwcześnie na gruźlicę. Gucio miał zaledwie 6 lat. Dzieckiem opiekowała się, przez kilka lat, siostra jego ojca Elżbieta (Iza), do czasu zawarcia powtórnego  małżeństwa.
Drugą matką Augusta, a żoną Władysława Czartoryskiego, została Małgorzata Nemoure, księżniczka Orleańska. W tym związku urodziło się dwóch synów, braci przyrodnich Augusta. Są to: książę Adam Ludwik oraz książę Witold Kazimierz. Przez 3 lata, od 14 do 17 roku życia, wychowawcą młodego Augusta był Józef Kalinowski, były kapitan carski, potem długoletni Sybirak, wielki patriota i wzorowy katolik, późniejszy karmelita i święty.
Ojciec pragnie, aby pierworodny syn został wychowany w głębokich cnotach obywatelskich i religijnych swoich przodków; żywi nadzieję, że po jego śmierci August stanie na czele rodu, a może nawet całego narodu. Władysław Czartoryski miał swoje dobra w Sieniawie, około 5 km od Jarosławia,. Nie mieszkał jednak tutaj na stałe, ale w Paryżu. August będąc delikatnego i słabego zdrowia, podatny na chorobę płuc, z polecenia lekarzy jeździł do najlepszych uzdrowisk Francji, Szwajcarii i Włoch. Na letnie miesiące często przyjeżdżał do Polski. Taki tryb życia był powodem, że młody August zmuszony był przerwać naukę w liceum im. Karola Wielkiego w Paryżu; dalsze kształcenie zlecono profesorom domowym. Ze swoim wychowawcą Józefem Kalinowskim miał lekcje matematyki i fizyki. Jako wychowawca Józef Kalinowski stale przebywał z Augustem, starając się zastąpić mu zmarłą matkę oraz ciągle zajętego sprawami rodzinnymi i politycznymi ojca.
Rozmawiali ze sobą na różne tematy: naukowe, patriotyczne, religijne i społeczne. Ponieważ rozmowy na tematy religijne interesowały Gucia, wychowawca podsunął mu do czytania Listy Duchowne ks. Aleksandra Jałowieckiego. Dzieło to traktuje o zastosowaniu zasad ewangelicznych w życiu codziennym. Otwarło ono przed młodzieńcem świat zagadnień życia duchowego. August czytał tę książkę z wielkim zainteresowaniem. Często rozmawiał ze swym nauczycielem lub z księdzem Necon na temat modlitwy, przystępowania do sakramentów a nawet o powołaniu.
Pan Józef Kalinowski, widząc pobożność swego wychowanka i jego niechęć do świata, domyślał się, że prawdopodobnie Bóg wzywa go do wyższych celów. Podarował mu więc na Boże Narodzenie żywoty dwóch świętych: Stanisława Kostki i Alojzego Gonzagi. Książki te Kalinowski sprowadził specjalnie dla młodego Czartoryskiego. Pochodzenie obydwu świętych, ich cnoty, anielska niewinność, ich seraficzna gorliwość, głębokie nabożeństwo do Matki Bożej, charyzmaty, jakimi ich Niebo obdarzyło, a nawet sama chwała przysporzona Polsce przez św. Stanisława, wywarły na Auguście głębokie wrażenie.
Najgłębiej utkwiło w jego duszy hasło "ad maiora" jakie obrali sobie za program swego życia. (Stanisław i Alojzy).
Ad maiora - dźwięczało także w głębi serca dorastającego Gucia: w podróżach po Europie, w sanatoriach, salonach książąt rówieśników.
O wyższych rzeczach myślał również jego wychowawca Józef Kalinowski.
Rozchodzimy się - powiedział Augustowi. W lipcu 1877 roku nastąpiło w Paryżu bolesne pożegnanie - Józef Kalinowski, jego wychowawca, wstępuje do Karmelu.
Swoje spostrzeżenia, że August nie jest dla świata, zakomunikował wychowawca jego ojcu już w roku 1875; w jednym z listów do księcia Władysława tak bowiem pisze: "...ja bym upatrywał dla Gucia w wyższym niż małżeński, stanie. Ale w propagandę ani w jednym ani w drugim kierunku z Guciem się nie bawię...".
Przed oczyma dorastającego młodzieńca otwierały się więc nowe horyzonty. W jego sercu zaczęła kiełkować jakaś chęć do wyższego życia - ad maiora.
Ujrzał przed sobą ścieżkę doskonałości, chociaż snuły się jeszcze po niej mgły wątpliwości z powodu wątłego zdrowia, względów rodzinnych i patriotycznych.

Świetne koligacje - wielkie perspektywy.
W życiu młodzieńczym jak widzimy, pod kierunkiem Józefa Kalinowskiego, August mocno ugruntował w sobie wiarę i zrozumiał, że według tej wiary należy żyć. Pragnie być blisko Boga i nie bardzo interesuje się tym, czego życzyłby sobie jego ojciec.
Dorastającym młodzieńcem zaczynają interesować się jego ciocie, wujkowie, możne rodziny, szczególnie te, gdzie były panny na wydaniu. August miał okazję poznać bliżej swoją bliską i dalszą rodzinę. Najczęściej powtarzała swoje zaproszenie ciocia Krystyna z Hiszpanii. Postanowił więc wybrać się do niej. Krystyna była siostrą zmarłej matki Augusta, która była żoną Ferdynanda, margrabiego de Camposagrado. Drugim powodem tej podróży, była chęć zobaczenia się ze swym kuzynem, królem Alfonsem XII, który objeżdżając swój kraj, miał wstąpić do margrabiny Krystyny. Na drugi dzień po przyjeździe August został przedstawiony Alfonsowi, który już od paru dni bawił w Gijon. August towarzyszył Alfonsowi XII w pielgrzymce do Matki Bożej w Covadonga.
Częste przejażdżki z ciocią po okolicy, przyjęcia, wieczorne zabawy - wywołały u Augusta niechęć do zgiełku światowego. Do pana Stanisława Rucińskiego, który tymczasowo zajął miejsce Kalinowskiego, pewnego dnia August powiedział: "...Wie pan co, już mam tego dosyć!  Ciągle  tylko  bankiety   i zabawy.   Wychowawca odpowiedział: Paniczu, dopóki jest się młodym, trzeba trochę użyć tego świata. August na to: Człowiek nie został stworzony po to, by tylko się bawić, pić i jeść. Już w młodym wieku powinien obrać sobie jakiś szlachetny cel życia...".
Praktyki pobożne podtrzymywały Augusta na duchu i pomagały mu tak, że nie dał się oszołomić życiem światowym. Codziennie bowiem odprawiał krótkie rozmyślanie przed krzyżem, uczestniczył we Mszy świętej i często przystępował do Sakramentów.
Po wyjeździe Alfonsa XII - dorastające kuzynki troszczyły się o to, by bawić gościa, zabiegać o jego względy, może zdecyduje się wybrać sobie którąś z nich. Po odjeździe Augusta rodzinę ogarnął smutek; wyjazd tak miłego gościa odczuwali wszyscy, nawet wuj Ferdynand. Widzimy w jak wysokich sferach przebywał młody August i miał u wszystkich duże poważanie. August jednak żył w świecie, ale nie dla świata. Na jego wyraźne życzenie miejsce pana Rucińskiego zajął przy księciu ks. Stanisław Kubowicz. W tym wieku Augustowi potrzeba było nowych myśli, nowych zagadnień i głębszych odpowiedzi z dziedziny filozofii  i  teologii.
Dzień 2 sierpnia 1879 roku był w rezydencji Czartoryskich w Paryżu, dniem uroczystym. Pierworodny syn ukończył 21 rok życia i stał się pełnoletnim.
Ojciec myślał, że nadszedł już czas, kiedy August obejmie kierownictwo w sprawach rodzinnych i już kilkakrotnie pisał mu o tym. August zawsze odpowiadał wymijająco.
Pewnego dnia książę Władysław widząc, że jego syn wcale nie zajmuje się ciekawostkami artystycznymi i rozrywkami świata, lecz woli odwiedzać kościoły i modlić się, odezwał się do niego: "...To mi się nie podoba. Prowadzisz raczej życie mnicha niż młodzieńca w twoim wieku. Przypomnij sobie, że twój stan nakłada na ciebie obowiązki, od których nie możesz się uwolnić..."
Syn zasmucony z powodu ojcowskiego upomnienia, odpowiedział: "...Papo, pragnę was zadowolić we wszystkim; dlatego uczynię, co będzie możliwe, ażeby się poprawić.  Ale ojciec mało zadowolony z odpowiedzi, odparł: Tak, tak - zrobisz co będzie możliwe !  Czynów pragnę, nie obietnic..."
August widział i odczuwał potrzebę wysunięcia się na arenę szerszego życia i rozejrzenia się w sprawach politycznych. Ociągał się jednak. Serce jego pragnęło wzniosłości, która by je mogła wypełnić i stać się dlań ideałem życiowym. Rodzina, sława, majątek, to za mały cel, za ciasny krąg dla potomka rodziny, której dzieje w 18 i 19 wieku stanowią, można powiedzieć, historię całej Polski. On również pragnął zdziałać coś dla Ojczyzny, ażeby przez to stać się godnym swoich wielkich przodków i tak zaspokoić szlachetne porywy swego prawdziwie polskiego serca. Kochał Polskę bardzo, podobnie jak  jego pradziadowie. Chciał żyć dla niej.
W roku 1880/81 zimę spędził August, z polecenia lekarzy, w Afryce. Tam spotkał założyciela Ojców Białych. Misjonarz ten potrafił połączyć sprawę szerzenia wiary Chrystusowej ze zdobywaniem wiedzy na polu geografii etnologii i filologii oraz z szerzeniem kultury. August Czartoryski przekonał się, że ich ideały są niemniej wielkie i wzniosłe od pracy dla społeczeństwa w rodzinnym kraju.
Odczuł, że nie tylko na polu dyplomatycznym i wojskowym można być zdobywcą, bohaterem, sławnym mężem i dobroczyńcą ludzkości, lecz także na polu  religijnym  i  oświatowym. Doszedł do wniosku, że przy cichej i pełnej zaparcia się pracy dla ludzi niżej stojących w społeczeństwie można dokonać wielkich czynów.
Jakby w nagrodę za jego pobożność, cnotliwe życie oraz za szlachetne serce odchylił przed nim Bóg rąbek świata nadprzyrodzonego. Posłał mu też szczególnego przewodnika, który go nauczył w jaki sposób się uświęcić.
18 kwietnia 1883 roku stolica Francji poruszyła się jak w czasach najpiękniejszych dni swej historii. Przybywa do Paryża cudowny rzeźbiarz dusz i serc; żebrak, który rozporządza milionami; dyplomata, przed którym stoją otworem drzwi gabinetów i ministerstw.
Prasa ówczesna pisze:  O gościu, który przyjeżdża do stolicy Francji, można by powiedzieć wszystko w trzech słowach: Ksiądz Jan Bosko.
Miasto mody zauważyło, że już dawno nie gościło u siebie świętego. Paryż złożył księdzu Bosko hołd. Triumf ubogiego kapłana z Turynu stanowił największe wydarzenie w tym wielkim mieście.
Władysław Czartoryski, starając się zadośćuczynić pragnieniom żony i syna a także swoim, zaprosił księdza Bosko do swojej rezydencji.
Pragnienie rodziny Czartoryskich zostało spełnione pod koniec kwietnia. Cała rodzina wyszła na spotkanie do bram pałacu Lambert. Obok księcia Władysława, była jego żona Małgorzata, były również ich dzieci: August, Adam i Witold, nie brakowało również hrabiny Izy Działyńskiej. Przybycie kapłana staruszka, pochylonego pod ciężarem lat i trudów apostolskich, wzruszyło głęboko wszystkich członków tej znakomitej i pobożnej rodziny. Ksiądz Bosko witał się z każdym, uśmiechał się do wszystkich  w milczeniu. Lecz kiedy zbliżył się August, ks. Bosko spojrzał mu w oczy i powiedział  Już od dawna pragnąłem pana poznać. W tym momencie rozpoczyna się powołanie salezjańskie Augusta. Do realizacji tego powołania jest jeszcze bardzo daleko, bo przeszkód jest również bardzo wiele. Najwięcej ze strony najbliższych z rodziny. Słowa skierowane przez ks. Bosko do Augusta: Już od dawna pragnąłem pana poznać - wywarły na obecnych głębokie wrażenie; przede wszystkim zaś na młodym Czartoryskim, który zrozumiał w tej chwili, że człowiek, którego miał przed sobą, jest właśnie owym przewodnikiem i nauczycielem, jakiego mu Bóg obiecywał przed laty.
Ks. Bosko odprawił w domowej kaplicy Mszę świętą. Zachwycone oczy Augusta nie były już w stanie oderwać się od świętego. Jego wargi, nieme  z powodu wzruszającej radości, zdolne były jedynie do poruszania się, ażby odpowiedzieć na słowa Mszy świętej, do której służył z wielką pobożnością.
Ks. Bosko spostrzegł się jakie wrażenie wywarł na młodym człowieku; z tego więc powodu starał się znaleźć z nim sam na sam, co miało miejsce. O czym mówili pozostaje tajemnicą po dzień dzisiejszy. Ani ksiądz Bosko, ani August nie zapisali i nie powiedzieli na ten  temat ani jednego słowa. Gdy ksiądz Bosko odjeżdżał młodzieniec długo patrzył za nim, dopóki powóz nie zniknął mu z oczu. Po odjeździe ks. Bosko August wrócił do swojego pokoju, ukląkł i gorąco dziękował Bogu za to spotkanie. Odwiedziny ks. Bosko w pałacu Lambert zapoczątkowały żywe kontakty pomiędzy nim a młodym Czartoryskim. Początkowo August prowadzi ożywioną korespondencję z ks. Bosko. Wkrótce jednak korespondencja już nie wystarczała, postanowił udać się do Turynu; młodzieniec chciał bowiem przypatrzeć się z bliska i przez dłuższy czas księdzu Bosko, jak również szczegółowo omówić z nim wszystkie swoje sprawy.
August kilkakrotnie odwiedził Oratorium, które było kolebką Dzieła Salezjańskiego. Za drugim razem August zatrzymał się w Turynie przez cały miesiąc. Można spokojnie powiedzieć, że młodemu Czartoryskiemu trudno już było żyć bez ks. Bosko. W wyniku rozmów z Augustem  ks. Bosko stwierdził w prawdzie u niego niechęć do świata, ale ta mogła być następstwem wychowania z dala od ludzi; mogła więc ustąpić z chwilą zbliżenia się do nich. Na dnie duszy Augusta było szczere pragnienie poświęcenia się Bogu; jednak było ono jeszcze ciche i nieśmiałe; wyraźnej woli Bożej ks. Bosko jeszcze nie dostrzegł. Dlatego radził młodemu magnatowi, żeby nic na razie nie postanawiał, lecz modlił się o światło. Jednocześnie wskazywał mu, by nie usuwał się od czynnego życia, owszem, nawet więcej zbliżył się do rodziny, zdając się z synowską uległością na wolę ojca.
Ojciec zaś, jak wiemy, pragnął ażeby jego syn nawiązał i utrzymywał stosunki, odpowiadające jego pozycji społecznej. August słuchał tych  wskazówek z wdzięcznością i starał się do nich zastosować.
Księżna Marcelina z Krakowa zaprosiła całą rodzinę Czartoryskich na bal karnawałowy do Krakowa w roku 1886. Dobry ton nie pozwolił Augustowi nie pojechać, mimo że nie miał ochoty. Jak więc przeżył ten bal ? Brał udział w zabawach i tańcach, bronił się jednak przed  narzucającymi się pannami i tylko ze względu na utrzymanie fasonu nie opuścił sali przedwcześnie. Był jednak szczęśliwy, gdy nadszedł koniec zabawy. Wrócił szybko do swojego pokoju, upadł na kolana, przed ołtarzykiem, pamiątką po swej matce, który zawsze woził ze sobą i zaczął się modlić:
Mój Boże, który wszystko wiesz. Ty znasz dobrze moje pragnienia. Ty wiesz najlepiej, że świat mi nie imponuje, jego wdzięki nie mają dla mnie uroku... moje serce  chciałoby tylko Tobie Boże, służyć, a bliźnim dobrze czynić. Powierzyłem sprawę mojego powołania księdzu Bosko. On wystawia mnie na próbę, polecając mi zająć się sprawami doczesnymi. Próba to ciężka, pełna niebezpieczeństw dla mej duszy... Pomóż mi Boże, bym z niej  wyszedł zwycięsko ! Niechaj, o Panie, serce moje będzie zawsze niewinne.
Boże spraw, ażeby mój kierownik duchowy, oświecony Twoim światłem, przekonał się, że moje powołanie jest prawdziwe. Natchnij go, Panie, ażeby w tej sprawie wypowiedział się jasno i ostatecznie.
Następnie sięgnął po książeczkę do nabożeństwa, starannie przechowywaną po swej matce, otworzył ją. Wzrok jego padł na piękny obrazek Matki Bożej. Najświętsza Panno, szeptał, Kiedy umarła moja mama, prosiłem Cię, abyś raczyła zająć jej miejsce. Okaż się dla mnie Wspomożycielką w obecnym moim położeniu. Tyś wskazała Księdzu Bosko jego drogę życiową i pomogłaś mu zostać kapłanem mimo rozmaitych trudności. Nie opuszczaj mnie, Matko! Wyproś mi u Twego Syna łaskę, ażebym i ja mógł zostać kapłanem mimo piętrzących się trudności. Wyproś mi u Twojego Syna łaskę, ażebym i ja mógł zostać księdzem w Towarzystwie Salezjańskim pomimo odmiennych planów mej rodziny, mimo słabego zdrowia. O Matko moja, wysłuchaj mnie.
Po tych słowach modlitwy ogarnęło go głębokie wzruszenie. W oczach pojawiły się łzy. Po jakimś czasie uspokoił się i nastała cisza. Ogarnął go jakby sen. Nagle oczyma duszy ujrzał swoją matkę. Była piękna i uśmiechnięta, taka jaką ją pamiętał ze swych dziecinnych lat. August chciał się zerwać, żeby rzucić się w jej ramiona. Ona jednak powstrzymała go łagodnym ruchem ręki. Potem zdawało się mu, że słyszy jej glos: Guciu, nie martw się! Twoje pragnienia się spełnią. Wszystko się w końcu dobrze ułoży. Odwagi ! Opuściłam cię na ziemi, ale pamiętam o tobie przed tronem Boga.
Gdy się ocknął, podniósł głowę - widzenie znikło. Jest mu jakoś lekko na duszy. Nie czuje już ciężaru, który go przygniatał. Zdawało mu się, że jeszcze słyszy słowa: Twoje pragnienia się spełnią. Ogarnęła go nagła radość.
Dzięki ci, mamo ! - zawołał.
Takie było zakończenie balu karnawałowego w Krakowie. Młody Czartoryski rozumiał doskonale całe położenie: z jednej strony nie chciał wyraźnie opierać się woli ojca, do spełnienia której zachęcał go ksiądz Bosko; z drugiej zaś - jasno uświadamiał sobie, że coraz większe i mocne zaangażowanie się w  sprawy majątkowe oddala go od zamierzonego celu. Wewnętrzna rozterka powiększa się. Ileż August wycierpiał, jak mu było nieswojo między najbliższymi. Miłość do Boga ścierała się z miłością do ojca i rodziny. W tych wewnętrznych zmaganiach August zwrócił się o pomoc do Najświętszej Panny. Był maj, August postanowił odprawić nowennę przed 24 miesiąca poświęconego Wspomożyciele Wiernych, by mu raczyła wyprosić światło. W wigilię uroczystości Maryjnej zabrał się do napisania listu do Rzymu i do Turynu. Podczas pisania wszedł do jego pokoju ojciec. August od razu mówi ojcu: piszę do księdza Bosko. Na te słowa książę Władysław nachmurzył się. Odnoszę wrażenie, powiedział, że ten kapłan namawiając cię do opuszczenia świata, jest powodem, że wahasz się z podjęciem decyzji co do twojej przyszłości.
Ośmielam się twierdzić, że papa jest w błędzie. Don Bosco wcale mnie do stanu duchownego nie namawia; przeciwnie zaleca mi stosować się do życzeń papy. Wynika to wyraźnie z jego listów z ubiegłego roku.
Ojciec wyrzucał mu, że ozięble odnosi się do panien, że w Krakowie na balu było kilka, które mogły zostać twoją żoną. Ty zaś zachowałeś się w stosunku do nich bardzo obojętnie. Słuchając tych wywodów, August spuścił głowę. Chcą mnie gwałtem żenić - pomyślał sobie.
Największą jednak przykrość sprawiło mu to, że ojciec jest zdania, iż ks. Bosko oddziałuje nań ujemnie. Trzeba go bronić i powiedział sobie w duszy. Ale jak ? Może zaproponować ojcu odwiedziny ks. Bosko. Odzywa się więc do ojca: Wie papa co, może byśmy pojechali do Turynu? Porozmawiamy o mojej przyszłości z księdzem Bosko, jasno i szczerze. Papa przekona się, że jego podejrzenia odnośnie do ujemnego oddziaływania ks. Bosko na mnie są bezpodstawne. Owszem bardzo chętnie, odpowiedział ojciec.
Z wielką radością poinformował księdza Bosko o decyzji ojca. Wizyta była bardzo owocna. Ojciec Augusta przedstawił ks. Bosko szczegółowo plany rodziny co do przyszłości Augusta i prosił o jego zdanie. Ten poinformowany już o karnawale w Krakowie, oraz o tym co się działo w duszy młodego Czartoryskiego, nie miał wątpliwości co do jego powołania. Wiedział również, że rodzina obstaje przy swoich planach i sądzi, że to on odwodzi Augusta od spaw rodzinnych. Przekonuje ojca, że nie jego wpływowi ani brakowi energii u Augusta należy przypisywać takie zachowanie syna; ich przyczyną jest bowiem wrodzona, niepokonalna niechęć do świata, oraz wewnętrzny, coraz wyraźniejszy głos sumienia, powołujący młodego Czartoryskiego do bliższej służby Bożej. Ksiądz Bosko oświadczył ojcu, że od pierwszego spotkania z Augustem w roku 1883 zawsze, ustnie i listownie, polecał mu czynną pracę obywatelską i ciągle przypominał mu obowiązek uległości względem ojca, przyjęcie ordynacji  i  myślał o związku małżeńskim.
Ksiądz Bosko zaznaczył jednak wyraźnie, że jeśli August zdecyduje się poświęcić stanowi duchownemu, to nie powinno się mu tego wzbraniać.
Książę Władysław nie miał wprost słów podziękowania za tak mądre rady  odjeżdżał usatysfakcjonowany. August czuł się szczęśliwy, że ojciec, widząc u ks. Bosko taką szerokość poglądów na całą sprawę, nabrał do niego szacunku. Ze swej strony usłyszane wskazówki i rady przyjął i tym razem z pokorą i uległością. Miał to być jednak już ostatni jego wysiłek w tym względzie.
Na pierwszą próbę nie musiał długo czekać. Nadszedł list od hrabiny Zofii, z dołączonym bilecikiem od panny Basi. Hrabina, wraz z mężem, zaprasza go na ich srebrne gody małżeńskie. Czartoryskiemu stanęły żywo przed oczyma święta Bożego Narodzenia, spędzone u stryja, zalotność hrabianki Basi. Wspomnienie to obudziły w nim niesmak. Nie pojadę, zdecydował od razu. Postanowił za to spędzić kilka dni w skupieniu i odprawić pod kierunkiem ks. Bosko rekolekcje.
Postanowił już raz zadecydować o swojej przyszłości; zmuszały go do tego z jednej strony nalegania rodziny, a z drugiej i jego wiek; ma już przecież 29 lat. Po Wielkanocy rozpoczął swoje rekolekcje, po raz drugi pod kierunkiem księdza Bosko. Ksiądz Bosko już poważnie niedomagał, jednak prowadził te dni skupienia osobiście. Rezultatem tych świętych dni było stanowcze postanowienie poświęcenia się stanowi duchownemu.
Ks. Bosko pochwalił i potwierdził tę decyzję. August nie widzi siebie jako księdza diecezjalnego;  w stanie zakonnym czułby się bardziej szczęśliwy. Ks. Bosko przyznał mu zupełną słuszność. Gdy przyszło zadecydować, do którego zgromadzenia zakonnego, sprawa chwilowo utknęła.
Czartoryski oświadczył ks. Bosko, że pragnie wstąpić do zgromadzenia przez niego założonego. Tu jednak spotkał się ze stanowczym sprzeciwem swego przewodnika duchowego, który bez ogródek powiedział:
Nasze Zgromadzenie nie jest dla księcia. Nie pomogły żadne perswazje, ksiądz Bosko pozostał nieugięty. Co teraz ? - zapytywał siebie August.
Epokowa postać zakonodawcy, cudotwórcy, proroka, wychowawcy, działacza społecznego, kapłana a zarazem ojca, przyjaciela i kierownika jego duszy, stała mu przed oczyma. Wszak od czterech lat żył krzepiony jego radami i kierował się jego wskazaniami. Miał do niego wielkie zaufanie oraz czuł doń głębokie przywiązanie. W jego towarzystwie czuł się szczęśliwy. Gdzie by zatem miał szukać zbawienia i spokoju duszy, jeśli nie przy boku męża tak opatrznościowego, w jego zgromadzeniu ? Dlaczego jednak ks. Bosko nie chce go przyjąć ? Łzy stanęły mu w oczach. W tych gorzkich rozważaniach przypomina sobie słowa cioci Ksawery karmelitanki z Krakowa. Ty sprowadzisz salezjanów do Polski z wielką chwałą dla Kościoła i z pożytkiem dla Ojczyzny.
Przypomniał sobie również słowa swojej matki, która mu powiedziała: Twoje pragnienia się spełnią. Wszystko się w końcu dobrze ułoży. Czy jednak wobec tego, co usłyszał od ks. Bosko, sprawdzą się jej słowa ?
Nie dawał jednak za wygraną. Olśniła go myśl - gdyby tak zwrócić się w tej sprawie do Rzymu ? August znał przywiązanie i uległość ks. Bosko względem Stolicy Apostolskiej; był więc pewien, że o ile Ojciec Święty potwierdzi jego powołanie, to ks. Bosko nie będzie stawiał żadnych trudności.
Pojechał do Rzymu, Ojciec Święty Leon XIII przyjął go bardzo życzliwie. Wypytywał go o rodzinę, o kraj, a wreszcie o jego osobiste życzenia. August bardzo szczegółowo opowiedział sytuację rodzinną oraz swoje dotychczasowe związki z ks. Bosko, swoje pragnienie wstąpienia do zgromadzenia ks. Bosko, ale on kategorycznie odmawia, że to zgromadzenie nie dla mnie. Ojciec Św. zamyślił się na chwilę, a potem powiedział: Odwagi, mój synu. Nie trać nadziei ! Jeśli taką jest twoja wola,  proszę pojechać do ks. Bosko i zanieść mu ode mnie wraz z pozdrowieniami specjalne błogosławieństwo. Potem proszę mu powiedzieć, że papież pragnie, by przyjął księcia do salezjanów - on przyjmie księcia bez trudności. Proszę wykazać wytrwałość i modlić się za nas.
Z audiencji wyszedł książę szczęśliwy i pewny, że Bóg powołuje go do Towarzystwa Salezjańskiego. Z Rzymu do Turynu przeleciał raczej, niż przebył drogę. Tutaj ze wzruszeniem przedstawił ks. Bosko punkt po punkcie rozmowę jaką odbył z Ojcem Świętym.
Dobrze - odpowiedział ks. Bosko - przyjmuję księcia. Od tej chwili należy książę do naszego zgromadzenia i pragnę, aby doń należał aż do śmierci.
Niebo wypowiedziało się. Augustowi pozostał jeszcze jeden problem - zgoda ojca. W tym celu pojechał August do Paryża, by przedstawić swoją decyzję ojcu Władysławowi i pozostałym członkom rodziny. Swoim postanowieniem August grzebał wszystkie pokładane w nim nadzieje, ojca. Ojciec po długim namyśle i walce z samym sobą, zapanował nad boleścią ojcowskiego serca, pogodził się z wolą Bożą i pozwolił na wyjazd do Turynu. Księżna Małgorzata, druga matka Augusta, powiedziała mu na pożegnanie: Cieszę się bardzo z wyboru jakiego dokonałeś. Modliłam się gorąco w twej intencji. Natomiast ciotka Iza była oburzona krokiem swego bratanka. Sprawdzają się słowa Pisma świętego: Nieprzyjaciółmi człowieka domownicy jego.
Pierwszą próbę (aspiranturę) rozpoczął August 18 lipca 1883 r. Od pierwszego dnia swego pobytu w Zgromadzeniu August wiódł życie naznaczone heroizmem. Tymczasem rodzina łudziła się nadzieją, że August zrezygnuje. Kiedy jednak przysłał zaproszenie na obłóczyny poruszono wszystkie sprężyny, żeby zmienić jego postanowienie. Na czele opozycji stanęła ciocia Iza.
Ceremonie obłóczyn ustalono na 24 dzień miesiąca, jednak rodzina przybyła tydzień przed uroczystością: chcieli bowiem nakłonić Augusta do zawrócenia z obranej drogi. Najaktywniejszą była ciocia Iza, używała wszelkich argumentów, by zniechęcić Augusta do pozostania w Zgromadzeniu. Między innymi przedstawia mu trudności nie do pokonania: mnie się zdaje, że ty nie podołasz życiu zakonnemu ze względu na twoje zdrowie. Muszę ci powiedzieć szczerą prawdę; o ile jeszcze żyjesz, to dzięki szczególniejszej opiece i względom, jakie możesz mieć w rodzinie. Tego zaś nigdy nie będziesz miał w życiu wspólnym, zwłaszcza w tak ubogim zakonie, do którego wstąpiłeś. Do tego czeka cię jeszcze nauka: łacina, filozofia, teologia...  trzeba się zdobyć na duży wysiłek. W takich warunkach nie pożyjesz długo, ku niepowetowanej stracie rodziny, kraju, a nawet twojego zgromadzenia, któremu żyjąc w świecie, mógłbyś wiele dopomóc.  August skromnie odpowiedział:  Proszę cioci,  ja chętnie umrę. W Piśmie św. jest napisane: Jeżeli ziarno  pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, pozostanie tylko samo; ale jeżeli obumrze, przynosi obfity plon.
Ponieważ niepokój Augusta potęgował się, poszedł do kaplicy, ażeby u stóp Najświętszego Sakramentu szukać w modlitwie ukojenia i światła. W tym bowiem położeniu ludzka siła i zwykła cnota nie wystarczały. W czasie modlitewnego skupienia, w związku z namowami rodziny, ażeby wracać do świata, przypomniał sobie słowa Ewangelii: Żaden, który rękę swą przyłożył do pługa, a ogląda się wstecz, nie jest sposobny do królestwa Bożego. Zostaw umarłym grzebanie umarłych, a ty idź i głoś Królestwo Boże. To znaczy, pomyślał sobie August, że trzeba iść bezzwłocznie za powołaniem do życia doskonalszego. Zwykłych obowiązków wobec rodziny dopełnią  równie dobrze i ci, którzy nie są powołani. Modlił się:  - O Boże, Ty wiesz dobrze, że nie mam zamiaru zawracać z obranej drogi... Udziel mi siły, abym potrafił oprzeć się namowom mojej rodziny; abym stanął twardo w obronie mojego powołania. Oświeć także mego kochanego ojca, ażeby zrozumiał mój krok, by umiał pogodzić się z Twoją wolą Boże. Wprawdzie ojciec zezwolił uprzednio synowi na wstąpienie do salezjanów, obecnie jednak ulegając wpływom swej siostry Izy, zmienił zdanie. Stał na stanowisku, że Opatrzność nałożyła Augustowi, jako pierworodnemu i dziedzicowi imienia Czartoryskich, obowiązki względem rodziny i kraju. Na tej podstawie August miał objąć majorat sieniawski, a po jego śmierci stanąć na czele polskiej emigracji.
Na długie przekonywania Augusta przez jego ojca – August odpowiedział: Długo zastanawiałem się nad tym, czy moje powołanie naprawdę od Boga pochodzi i doszedłem do przekonania, że moje miejsce jest w zakonie. Potwierdził to ks. Bosko oraz sam Ojciec Święty. Jest to więc wola Boża, której absolutnie nie można się sprzeciwiać.
Następnie August przypomniał ojcu słowa ks. Bosko skierowane do niego pod koniec ich wizyty w Turynie: Uważam, że choćby nawet wola Boża była wyraźnie przeciwna Jego Wysokości, to Jego Wysokość powinien pogodzić się z Bożymi zamiarami.
Kleryk August już w nowicjacie był wzorem dobrego zakonnika. Świadczy o tym jego mistrz ks. Juliusz Barberis. Wszyscy budowali się jego głęboką pokorą i doskonałym posłuszeństwem. Przełożeni biorąc pod uwagę jego pochodzenie i stan zdrowia, próbowali czynić względem niego pewne wyjątki co do pożywienia, mieszkania i obowiązków. Czartoryski protestował przeciw jakiemukolwiek wyróżnieniu  i chętnie spełniał to wszystko, co jego młodzi współnowicjusze. Sam sprzątał sobie mieszkanie, przynosił wodę i spełniał inne zajęcia. Niezręczności zaś, wynikające z jego nieprzystosowania do takich czynności, pokrywał żartem i uśmiechem.
W marcu 1888 August sporządził, po głębokim namyśle, testament, przepisany regułą zakonną. Przypadającą na niego część majątku przeznaczył na cele Zgromadzenia. W tym czasie podpisał też w Mediolanie notarialny dokument, w którym zrzekł się prawa majoratu i tytułu ordynatu sieniawskiego.
Nowicjat kończy się złożeniem profesji zakonnej. W związku z tym 3 sierpnia 1888 r. kleryk August napisał prośbę, skierowaną do ks. dyrektora domu:
Czcigodny Księże Dyrektorze.
Kończąc nowicjat, mam silną wolę poświęcić się Bogu w Zgromadzeniu Salezjańskim. Proszę więc pokornie Czcigodnego Księdza Dyrektora, by mi pozwolił złożyć święte śluby. (...)
Od tej chwili August nie myślał już o innych sprawach, jak tylko o tym, by przygotować się do ślubów. Profesję zakonną pojmował jako dzień mistycznej śmierci dla świata, a zmartwychwstanie dla życia duchowego.
Profesję zakonną złożył kl. August 2 października 1888 roku na ręce Przełożonego Generalnego księdza Michała Rua. Po ukończeniu nowicjatu kl. August pozostał jeszcze na rok szkolny 1888/89 w Turynie i kontynuował  studia teologiczne. Niespodziewanie w lipcu 1889 roku jego zdrowie uległo poważnemu pogorszeniu. Gruźlica zaatakowała jego prawe płuco. Ojciec koniecznie chciał zabrać go do rodziny na leczenie, ale August zdecydowanie się temu sprzeciwił, nie chce ani na chwilę opuścić Zgromadzenia. Najwięcej cierpiał August z powodu bolesnych trudności jakie mu robiła jego rodzina, kiedy właśnie osiągał szczyt swej fizycznej Kalwarii. Gdy ksiądz Francesia zapytał Augusta, dlaczego nie modli się przez wstawiennictwo księdza Bosko ? August odpowiada robię to - właśnie rozpocząłem triduum, które zakończy się jutro. Może ks. będzie tak dobry i pomoże mi swymi modlitwami. Czy mam się modlić o wasze zdrowie? Właśnie nie o moje zdrowie. Widzi ksiądz, jutro przyjeżdża  mój ojciec; na pewno przedłoży znowu swoje trudności odnośnie mego powołania. Dlatego potrzebuję, ażeby ks. Bosko pomógł mi ograniczyć jego wymagania oraz uzyskać pozostania tam, gdzie Bóg sobie tego życzy.
Ks. Generał Michał Rua, odwiedzając chorego zapewnił go, że skoro chce pozostać w Zgromadzeniu, on nie pozwoli, aby ojciec zabrał księcia do rodziny. Bardzo serdecznie dziękuję Księdzu Generałowi, odrzekł August. Teraz nie czuję już żadnej obawy z powodu przyjazdu mego ojca.
Ojciec widząc stanowczość syna pozostania w Zgromadzeniu, rozpoczął bojowanie od innej strony. Czyni wszystko, by wyrwać syna z Towarzystwa Salezjańskiego. Gdy dowiedział się o sporządzonym przez syna testamencie, w którym to August pokaźną fortunę zapisał swojemu Zgromadzeniu, zarzucał mu, że tym aktem skrzywdził młodszych braci, rodzinę, a nawet ojczyznę na rzecz obcego zakonu. Zaczął usilnie zabiegać w Rzymie, aby zwolniono syna ze ślubów zakonnych. Odpowiedziano mu, że może to nastąpić jedynie na wyraźną prośbę zainteresowanego. Napisał więc list do Protektora Salezjanów - kardynała Parocchiego, w którym zarzuca salezjanom, że dla rozgłosu i interesu wyzyskali pobożność i delikatność sumienia Augusta i gwałtem wciągnęli go do zgromadzenia.
August w rozmowie z Ks. Gen. Michałem Rua, powiedział: Czuję, że wkrótce trzeba będzie opuścić ten świat. Ponieważ widzę, że sprawa przybiera coraz poważniejszy obrót, muszę stanąć w obronie prawdy i Zgromadzenia. Serce mnie boli, że muszę wystąpić przeciwko mej własnej rodzinie, ażeby wyjaśnić zarzuty mego ojca. August napisał obszerny wyjaśniający list do kardynała Parocchi. Między innymi kleryk Czartoryski pisze:
Długie lata zastanawiałem się nad wyborem swego stanu i długo prosiłem o przyjęcie. Dopiero po usilnych moich naleganiach zdecydował się ks. Bosko zaliczyć mnie w poczet swych synów. Przełożeni nie wywarli na mnie najmniejszego nacisku moralnego, ani starali się wpływać na moje decyzje w tym kierunku. Jestem przekonany, że tutaj jest miejsce, na którym chciał mnie sam Bóg.
Ustała walka z rodziną, nie skończyły się jednak cierpienia kleryka Augusta. Z jednej strony trapiły go dolegliwości związane z chorobą: ciągłe wizyty lekarzy i przykre lekarstwa. Z drugiej strony nękały go przykrości moralne: przerwanie studiów, oddalenie się od życia wspólnotowego i odłożenie święceń na czas nieograniczony.  Pragnąłem dużo dobrego zrobić dla Polski, dla jej młodzieży a jeśli wkrótce umrę ?  Co wtedy ?
Przypomniał sobie fragment z "Ody do młodości" Adama Mickiewicza:
I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,
Jeżeli poległym ciałem,
Dał innym szczebel do sławy grodu...
Niech się więc dzieje wola Boża !  -  wyszeptał.
Nadszedł wreszcie upragniony, wielki dzień  święceń kapłańskich Augusta Czartoryskiego, 2 kwiecień 1892 rok. Święceń kapłańskich udzielił diakonowi Czartoryskiemu biskup Reggio w prywatnej kaplicy willi "Lamberti" a San Remo, gdzie chory przebywał od jakiegoś czasu. Prymicje odbyły się 3 kwietnia w tej samej kaplicy. Na Mszy św. prymicyjnej była tylko jego druga matka z Witoldem, przyrodnim bratem prymicjanta. Dla podkreślenia, że w jego sercu nie wygasła miłość do rodziny, postanowił na dzień 3 maja pojechać do Menton, ażeby tam wobec ojca odprawić dla rodziny drugie prymicje. Dzień 3 maja, miał podkreślić, że kocha Ojczyznę i pragnie, o ile Bóg mu sił użyczy, przyczynić się do jej wielkości.
W połowie maja 1892 roku przybył ks. Czartoryski do Turynu, ażeby odprawić Mszę świętą u grobu księdza Bosko. Na jego spotkanie wyszła grupa młodzieży polskiej, licząca kilkudziesięciu chłopców. Czuli, że przyjechał ich wódz i przedstawiciel Polski. Stanęli w zwartym szeregu, z ks. Grabelskim na czele i zaśpiewali: Jeszcze Polska nie zginęła.
Z funduszu ks. Czartoryskiego zakupiono w Valsalice gmach, w którym zorganizowano szkołę dla polskiej młodzieży. Dzięki temu wzmógł się napływ polskiej młodzieży do zakładu w Valsalice. Przybywali chłopcy przede wszystkim z Krakowskiego, ze Śląska i Poznańskiego. W tej właśnie szkole w Valsalice uczył się August Hlond, późniejszy kardynał i Prymas Polski. Koszty utrzymania polskiej młodzieży, pokrywano z funduszów księcia Augusta.
Ostatnią Mszę św. odprawił ks. August 6 kwietnia 1893 roku. W następnych dniach musiał zadowolić się przyjmowaniem Komunii świętej.
Ksiądz August Czartoryski odszedł do Pana 8 kwietnia 1893 r. w wieku 35 lat.
Śmierć polskiego magnata, który od wygód życia arystokracji zszedł między najuboższych i dał siebie oraz swój majątek dla dobra ubogiej młodzieży, odbiła się szerokim echem.  Mówiono, że umarł święty.

Opracowano na podstawie książki Piotra Zagórzewskiego pod tytułem "Bohater powołania" oraz innych dokumentów.



Ks. Stanisław Urbańczyk

          W skrócie:


Urodzony  -  2.08.1858 r.
Profesja     -  2.09.1888 r
Święcenia  -  2.04.1892 r.
Śmierć       -  8.04.1893 r.

25 kwietnia 2004 roku papież Jan Paweł II dokonał aktu beatyfikacji sługi Bożego ks. Augusta Franciszka Czartoryskiego (1858-1893), salezjanina pochodzącego z arystokratycznego rodu Czartoryskich. Jego świątobliwe życie i śmierć przypadły w epoce, w której Polska nie widniała na mapie Europy.




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna