Legendy echem historii lokalnej



Pobieranie 105.25 Kb.
Strona1/3
Data07.05.2016
Rozmiar105.25 Kb.
  1   2   3
Legendy echem historii lokalnej
Od zarania ludzkich dziejów, człowiekowi towarzyszyła tęsknota utrwalenia swojej egzystencji w czasie i przestrzeni. Współcześnie te dążenia wyrażają się m. in. w słowach songu „co po nas w legendzie zostanie jak o Izoldzie i Tristanie”.

Dosłowne tłumacząc z języka łacińskiego legenda to -to co powinno być przeczytane, a dotyczy osób, wydarzeń historycznych, jednak przesyconych zwykle elementami cudowności i niezwykłości wynikających z ludowej wyobraźni ubarwionej w trakcie ustnego przekazu.

Celem naszego spotkania jest przybliżenie Państwu, tak miłych każdemu historycznych opowieści, legend, gawęd, podań i zaproszenie do wędrówki poprzez wieki, kartami historii kochanego naszego miasta, aby podziwiać ich piękno, bogactwo dziedzictwa kulturowego pokoleń i wsłuchiwać się w przesłanie jego dziejów. Oby to wołanie z głębin czasu poruszyło ukrytą w każdym z nas nutkę wyobraźni, tych dziecięcych tęsknot do minionych odległych zakamarków przeszłości...

Legendy, klechdy, podania owe opowieści, posługujące się elementami niezwykłości czy cudowności informują nas o powstaniu jakiegoś miasta lub państwa, o niezwykłych wydarzeniach, osobliwościach krajobrazu, czy o wyjątkowych pamiątkach, o dziejach jakiegoś bohatera, świętego lub rycerza. Najczęściej są związane z miejscowymi wierzeniami, obyczajowością, tradycjami kulturowymi. Często były osnute na wątkach ludowych i apokryficznych. Szczególnie rozpowszechnione w wiekach średnich, spokrewnione były z baśnią, jednak silniej od niej osadzone w realiach społeczno-obyczajowych regionu i mniej fantastyczne. Gdy w XVIII stuleciu słusznie noszącym nazwę wieku Oświecenia, ówcześni historycy zaczęli krytycznie oceniać legendarne przekazy, nadali im nawet miano dziejów bajecznych. Przez długi czas owe tkliwe podania zostawiano bajarzom, snuły je najczęściej babcie, ale opowiadały i dzieci, więc często uważano je za niegodne dla dostojniejszych uszu, podania miejscowe odrzucał często poważany historyk, jako nie nadające się do miary jego pojęć i poszukiwań. Późniejsi historycy zrozumieli, że nie wszystko, co odbiega od naszych wyobrażeń, należy uważać za zmyślenia, trzeba raczej szukać wyjaśnienia, jakie było źródło informacji takich opowieści.

Niezależnie od krytycznych ocen legendy żyły, krążyły po kątach wieśniaczych zagród, których powadze nikt nie ośmielił się zaprzeczyć, a które z pokolenia na pokolenie przechodziły jako spuścizna w nieomylnym i poważanym słowie starców, owych słynnych bajarzy czy gawędziarzy. Dawniej człowiek miał swoje przesądy, zabobony, przysłowia, przypowieści – jako prawdy uświęcone bardzo starym doświadczeniem. Współczesny człowiek stracił bowiem wiele ze swojej prostoty, ze swej świadomości duchowej, ze swoich piosenek, ze swoich opowieści, które się opowiada, ale się w nie nie wierzy. A one i tak żyły i żyją w zbiorowej pamięci, fascynując twórców literatury, muzyki, malarstwa, rzeźbiarzy różnych epok, właśnie poprzez swą ponadczasowość i swoistą tajemniczość. Opowieści legendarne, w których prawda miesza się z fikcją, wydarzenia historyczne z fantastycznymi, często były źródłem inspiracji dla owych artystów, którzy pewne wątki legendarne starali się rozwijać, aby wydobyć ich ukryte treści i do kultury wprowadzić elementy zbiorowej pamięci. Ich niezwykła tematyka elektryzowała słuchaczy prowokując do komentarzy i dalszego przekazywania informacji. Dlatego legendy, podania, klechdy przetrwały w zakamarkach historii, w ruinach zamczysk, wiekowych kościołach, uroczyskach przyrodniczych, kurhanach, cmentarzyskach, przydrożnych kapliczkach, pomnikach....Pierwotnie przekazywane ustnie, ulegały często ewolucji, w końcu zapisane dotrwały jako swoiste źródła historyczne.

Początki wielu miast, ba średniowiecznych państw europejskich i pochodzenie wielu dynastii osnute są legendami. O początkach historii każdego ludu mówi zawsze legenda. Nikt bowiem, ani człowiek, ani żaden naród nie pamięta swoich urodzin i pierwszych lat dzieciństwa. Wie o tych czasach tyle tylko, ile powiedzą , inni, starsi...

Także najdawniejsze dzieje Olesna, ukryte są w mrokach wieków i osnute mgłami tajemnic, sięgają czasów zamierzchłych, a ich rekonstrukcja jest znaczona licznymi legendami, owymi opowieściami, w których historia przeplata się z fantazją.

Do wykształcenia się najpierw osady, grodu, a potem miasta Olesna niewątpliwie przyczyniło się bogactwo natury: lasy, doliny rzek, oraz położenie na krzyżowaniu się ważnych, europejskich szlaków handlowych: starożytnego szlaku „bursztynowego” wiodącego od Moraw nad Bałtyk i „królewskiego” prowadzącego z Wrocławia do Krakowa i dalej nad Morze Czarne. Zapewne jedną z


tych dróg pod koniec X w. podróżował św. Wojciech. Wszelkie ślady -obiekty, kapliczki, stele, kamienie itp. związane z jego imieniem wyznaczają trasę jego misyjnej podróży, wiodącej przez Opawę, Cieszyn, Jemielnicę, Dobrodzień i Opole. Biskup Pragi miał ewangelizować mieszkańców tak żarliwe, że aż kamień miękł pod jego stopami. Jak głosi legenda w miejscu obecnego kościoła NMP na Górce w Opolu jedno z kazań Wojciecha było tak płomienne, że żar bijący od świętego spowodował odcisk jego stóp na kamieniu.

Podanie głosi iż podczas długiej wędrówki szerzył Słowo Boże, zatrzymując się także w pobliżu dzisiejszego Olesna, w wiosce nazwanej na pamiątkę świętego Wojciechowem, w języku niemiecku Albrechtsdorf. Główny patron Polski znany jest w Europie zachodniej pod imieniem Adalbert lub Albrecht. Być może, że nazwa osady wynika z powszechnie nadawanego imienia wszystkim mieszkańcom, niemniej i ten fakt świadczy o żywym wówczas kulcie świętego na naszych ziemiach. Tradycję ową upamiętnia figura św. Wojciecha postawiona w Wojciechowie w roku 1997 w milenium jego męczeńskiej śmierci.

Legendy oplatają początki i dzieje naszego miasta. Nazwa „Olesno”, pojawia się po raz pierwszy w 1226 r. w dokumencie erekcyjnym (konsekracyjnym) kościoła grodowego z pewnością św. Michała (wezwanie kościoła św. Michała pojawiło się najwcześniej w dokumencie z 1406r.), wystawionym przez wrocławskiego biskupa Wawrzyńca (Laurentius) na polecenie opolskiego księcia Kazimierza I. Nota bene z dokumentu dowiadujemy się o istnieniu w Oleśnie komory celnej, należącej do wyżej wymienionego biskupa, który ustanowił dla niej nową taryfę opłat celnych.

Wspominany przez dawniejszych jak i współczesnych badaczy wysoki stan zalesienia, położonej wśród pradawnych borów osady, niewątpliwie wpłynął na nadanie jej nazwy mającej jakieś związek z lasami. Polska nazwa miasta „Olesno” wywodzić się więc miała od zalesionej okolicy lub gęsto rosnących olch na bagnistych rozlewiskach Stobrawy. Od najdawniejszych bowiem czasów leżało ono w pierścieniu lasów, które sięgały prawie do murów miejskich. Etymologiczne znaczenie określenia „olesno” próbuje nam wyjaśnić legenda zapisana przez oleśnianina Józefa Lompę w „Geschichtliche Darstellung der merkwürdigsten Ereignisse in der Königlichen Kreisstadt Rosenberg”- „Historyczne przedstawienie najosobliwszych zdarzeń w królewskim mieście powiatowym w Oleśnie”, wydanej w Koźlu w 1856.



Hen, hen przed wiekami lubujący się w polowaniach książę Henryk Brodaty goniąc zwierzynę łowną tak daleko zapuścił się w gęstą knieję, aż trafił w przepiękne miejsce. Pod wpływem jego uroku, nakazał sługom zbudować tam zamek myśliwski, z okien którego mógł ubijać sarny i jelenie. Gościł tam zaproszonych na łowy, wielu książąt piastowskich, którzy zobaczywszy ową szczelnie otuloną lasem krainę zawołać mieli w zachwycie : „O jak tu leśno”!

J. Lompa uważa właśnie, że Polska nazwa Olesno ma mieć źródło w tym, że książęta przy założeniu miasta, dziwiąc się nad leśnymi okolicami, mówili „O leśno”.

Owa legenda nie tylko próbuje wyjaśnić pochodzenie nazwy grodu, ale informuje nas o początkach osady, jej założycielu i powstaniu dworzyszcza myśliwskiego .

Oleski dziejopis w swoich „Dziejach miasta Olesna” publikowanych w numerze 7 „Głosu Olesna”, w roczniku 1972,na stronie 12 podaje: „Ciemna jest i często legendarna historia powstania narodu. Podobnie ma się rzecz z wszystkimi miastami względem ich założenia. W wypadku miasta Olesna wydaje się być pewnym, że zostało ono założone przez księcia Henryka Brodatego, pobożnego małżonka świętej Jadwigi. Tenże kazał mianowicie około roku 1208 tu wybudować zamek myśliwski, i dał go umocnić, by go jako miejsce pograniczne przeciw napadom zabezpieczyć”.



Nie jest wykluczone, że Olesno w 1208 r., należące wtedy do księstwa opolskiego, było odwiedzane przez księcia wrocławskiego Henryka I Brodatego, spokrewnionego z książętami opolskimi. Był on bowiem bratankiem ówczesnego księcia opolskiego Mieszka I Plątonogiego. Wybudowanie jednak zamku myśliwskiego na nienależącym do niego wtedy obszarze wydaje się być mało prawdopodobne. Od 1201r. Olesno bowiem podlegało książętom opolskim - Mieszkowi I Plątonogiemu, a po jego śmierci od 1211 r. Kazimierzowi I. Dopiero po śmierci Kazimierza I w 1229 r. Olesno przypadło Henrykowi Brodatemu, który narzucił swoją opiekę wdowie po nim – Wioli i jej małoletnim synom-Mieszkowi i Władysławowi. Czyżby więc data powstania zamku myśliwskiego - 1208 r. okazała się błędem? Gdyby ta informacja znalazła się tylko w jednym ze źródeł, mianowicie w
kronice Lompy, można by tak przypuszczać. Ale Lompa czerpał z innych źródeł pisanych- z F.A. Zimmermanna „Beyträge zur Beschreibung von Schlesiens t. II, Brieg 1783, z J. Knie, Alphabetisch-statistisch-topographische Uebersicht der Dörfer, Flecken, Städte und andern Orte der königl. Preusc. Provinz Schlesien etc., Breslau 1845, i z N. Pohla „Jahrbuche der Stadt Breslau”, a przede wszystkim z rękopiśmiennej kroniki kościelnej napisanej w j. polskim przez przeora oleskich augustianów Ojca Augustyna Blazika (1700-1708). Prawdopodobnie także korzystał z krótkiego opisu historii parafii oleskiej, który miał znajdować się na obrazie przedstawiającym księcia Władysława II Opolczyka (1356-1401), zawieszonym w oleskim klasztorze, potem na plebani. Informacje o tym wizerunku pozostawił nam wizytator przeprowadzający inwentaryzację zlikwidowanego w 1770 r. oleskiego zakonu augustianów. Niestety obraz poszedł z dymem jak i całe archiwum parafialne w styczniu 1945 r. O zbudowaniu zamku myśliwskiego w Oleśnie przez Henryka Brodatego wspomina także legenda o Róży i rycerzu Bergu spisana w końcu XVIII w. przez proboszcza Franciszka Kuschla (1786-1801), a także kronika burmistrza Olesna Piotra Dressowa z 1820 r. Skoro tyle niezależnych źródeł potwierdza powstanie zamku myśliwskiego w 1208 r., może rzeczywiście inicjatywa zbudowania tego dworzyszcza wyszła od wrocławskiego księcia Henryka Brodatego, zapraszanego przez krewniaków książąt z Opola, na polowania do podoleskich lasów. Zauroczony okolicą zbudował zamek jako taką „średniowieczną daczę” miejsce pokrzepienia po łowach, odpoczynku na pograniczu księstwa, zabawy dla książąt i ich dworów. Nie bez znaczenia było także położenie geopolityczne tego uroczego miejsca wokół którego powstał zalążek osady w postaci zamku na rubieżach księstwa. Przynależność Olesna w 1208 r. do książąt opolskich nie wyklucza więc zbudowanie w nim zamku myśliwskiego przez Henryka Brodatego. Dla ścisłości historycznej nadmienić należy, że najstarsza wzmianka dokumentalna o Oleśnie pochodzi z 1226 r. Nie zachował się żaden średniowieczny dokument o powstaniu w 1208 r . w Oleśnie zamku myśliwskiego, wszystkie zapisy na ten temat pochodzą dopiero z XVIII i XIX w.

Nieco później pojawiła się w dokumentach ( 1259 r., 1310 r.-książę Bolesław I opolski sprzedał mieszczanom wrocławskim cła pobierane od pieszych wędrujących m.in. przez „Rosneberg”) inna, niemiecka nazwa „Rosenberg” – Różana Góra. W „Dziejach miasta Olesna” J. Lompa wyjaśnia następująco:

Niemiecka nazwa (Rosenberg -Różana Góra) ma stąd pochodzić, że w miejscu obecnie biegnącego od ratusza ku południa zaułka, rosło wiele krzewów róż, a zaułek ten w starszych pismach nazywano ulicą Różaną.”

Nazwy ulic: „Różana”- „Rosenstrasse” lub „Zaułek Róż” – „Rosen Gasse” widoczne są na planach Olesna z lat 1810 i 1846. Obecnie ulice te noszą nazwy Jaronia i Labora.

Róża występująca w niemieckiej nazwie miasta była również utożsamiana z kwiatem wszystkich stworzeń- Najświętszą Maryją Panną Różą Duchowną-Rosa Mystica. Wieki średnie były okresem rozkwitu kultu maryjnego dzięki rozpowszechnianej przez dominikanów modlitwy różańcowej-Rozenkranz. Tak też miasto oddane opiece Najświętszej Dziewicy z czasem mogło przyjąć nazwę od jej symbolu –najdoskonalszego kwiatu róży.

Źródłosłów nazwy „Rosenbeg” tłumaczony jest w kolejnym legendarnym przekazie z końca XVIII w. o pierwszych mieszkańcach miasta, zanotowanym przez oleskiego proboszcza Franciszka Kuschla, a opublikowanym przez historyka Andrzeja Pawlika.



Szlachetny książę Henryk lubujący się w polowaniach zapuścił się w gęstą knieję docierając do przepięknego miejsca, które nazwał Górą Róży. Miejsce owo tak się księciu spodobało, że nakazał tam wznieść zamek myśliwski. Do powstałej warowni, książę zabierał często ze sobą małżonkę swoją księżnę Jadwigę. Świątobliwa niewiasta często oddawała się modlitwie i pokucie, dlatego wkrótce nieopodal zamku wzniesiono drewnianą kapliczkę poświęconą św. Walentemu.

Wśród dworzan wspomnianego księcia Henryka znalazł się dzielny rycerz Woko z rodu Bergów oraz piękna Róża (Rosa), przybyła z dalekich północnych stron. Zawitała wraz ze swoim schorowanym ojcem w strony księcia Henryka, poszukując cudownych źródeł leczniczych. Tam spotkała rycerza Woko z rodu Bergów, który zakochał się ze wzajemnością w ślicznej Róży. W końcu Róża wraz z ojcem, siostrą Woka Jolantą i jej ukochanym rycerzem Zawiszą dotarła do poszukiwanych źródeł, przy których w dzień św. Michała, 29 września, jej ojciec doznał cudownego uzdrowienia. Wkrótce na zamku księcia Henryka odbyły się dwa wesela: Jolanty i
Zawiszy oraz Róży i Woka. Młodzi zamieszkali nieopodal książęcego dworu i osobliwie ozdobili swoje domy. Róża pomalowała swój dom na zielono, zgodnie z kolorem swoich oczu, a jego ściany ozdobiła czerwonymi różami, podobnie uczyniła Jolanta malując swój dom na czarno i także przyozdabiając go w róże. Po kilku latach już cała osada wyróżniała się malowidłami królowej kwiatów. Na miejscu kapliczki św. Walentego postawiono też kościół ku czci św. Michała, uzdrowiciela ojca Róży. Po śmierci naszych bohaterów mieszkańcy osady postanowili ją nazwać Różaną Górą na część pięknej Róży i dzielnego Woko z rodu Bergów. Z połączenia ich imion ( Rosa + Berg) wywodzić się miała niemiecka nazwa miasta „Rosenberg”.

Podanie to koresponduje z zapisem Lompy o szczególnym upiększaniu w połowie XV w. oleskich domów: „domy były szkieletowe, dwa piętra wysokie, z namalowanymi różami; drzewo pomalowano na zielono, a balkony na niebiesko.” Wg tej legendy osada, a potem miasto powstało wokół zamczyska księcia Henryka, a jej założycielami była piękna Róża i rycerz z rodu Bergów z połączenia których imion powstała nazwa miasta. Także zmiana patrona kościoła grodowego z św. Walentego na ś. Michała została uzasadniona, faktem uzdrowienia ojca legendarnej protoplastki miasta w dzień św. Archanioła Michała -29 września.

Legendy dotyczące początków Olesna przypisują więc definitywnie założenie osady księciu Henrykowi Brodatemu, co znalazło potwierdzenie w źródłach pisanych. Barokową rzeźbę założyciela miasta możemy podziwiać w kościele św. Michała przy ołtarzu poświęconym Trójcy św.

Obie nazwy miasta zmieniały często swoją pisownię na „Olezno”, „Oleszno”, „Oleschnow”, „Oleschno”, „Rosinberc”, „Rosemberk”, „Rosimberk”, „Rosinberg”, „Rosnberk. Nazwy te były używane wymiennie- świadczy o tym podanie w dokumencie z 1299r mieszczanina z Olesna jako Hermanna v. Rosenbeg, a w dokumencie z 1302 r ta sama osoba widnieje jako Herman v. Olesno. Nazwa Olesszno pojawiała się w dokumencie księcia Bernarda z 1459r, nazwę Oleszno-Oleschno podaje Jan Długosz w dziele „Opera Omnia” (1455-1480).
W czasach księcia Henryka Brodatego w XIII w. osada przekształcała się w coraz dojrzalszy organizm miejski, stając się kasztelanią książęcą ( Wincenty, Moyco kasztelan von Olesno). Informacja o kasztelani oleskiej znajduje się w „Żywocie św. Jadwigi” z przed 1267 r. Z pewnością małżonka założyciela Olesna św. Jadwiga Śląska często odwiedzała myśliwski zamek męża. Księżna, przechodząc przez oleską ziemię, pozostawiła odciski swoich stóp na dużym, polnym kamieniu w pobliskich Kościeliskach. Gdy Konrad Mazowiecki podstępnie uwięził jej małżonka, ta dzielna niewiasta udała się w pieszą podróż do groźnego księcia Konrada i swoim autorytetem, wymusiła uwolnienie męża. J. Lompa zapisał następujące podanie o tym wydarzeniu:

Przy wiosce Wysoka niedaleko wsi Zarzyska, gdzie niegdyś był klasztor augustianów, później do Olesna przeniesiony, pokazuje lud kamień, na którym św. Jadwiga idąca do Polski, aby wyzwolić pojmanego małżonka swego, odpoczywać miała i dotąd pieszo 1230 roku przechodziła. Później wystawiono o pół mili od tego miejsca kościół na cześć św. Jadwigi, który był parafialny, następnie zaś do Kościelisk przyłączony”.

Kamień z odciskami stóp przeniesiono w XVIII w lub XIX w. na początek wsi Kościeliska – nazwanej Hedwigsstein, przy wjeździe od strony Biskupic. Jest on otoczony parkanem .

Płaskorzeźba Jadwigi zdobiła niegdyś południową, zewnętrzną ścianę kościoła Św. Michała. Niestety została usunięta po II wojnie światowej. Jeden z witraży w parafialnym Kościele Bożego Ciała przedstawia św. Jadwigę, trzymającą buty i makietę kościoła. Także figurka zawieszona na prawym filarze prezbiterium ukazuje jej postać, a także fresk nad prezbiterium kościoła św. Michała. Oleskie Muzeum Regionalne prezentuje wielkie płótno wybitnych postaci związanych z dziejami miasta, wśród których widnieją Henryk Brodaty i św. Jadwiga Śląska.

Z tą parą książęcą wiąże się kolejny legendarny przekaz:

Gdy książę Henryk zwabiony rykiem dzików i niedźwiedzi zapuszczał się w gęsty bór, jego pobożna małżonka Jadwiga opuszczała swój drewniany zamkowy kościółek, zabierając ze sobą obraz św. Anny oraz nieodłączny psałterz i wychodziła w puszczę za mężem. Powiesiwszy ów obraz na sośnie, klękała przed nim i modliła się długo. Razu jednego zaskoczyła ją burza z gwałtowną ulewą, a chroniąc się przed nią pospiesznie wyruszyła z lasu, zapomniawszy o zawieszonym na sośnie wizerunku świętej Anny, która wkrótce wielką sławę przynieść miała miastu.

W podanej legendzie osoba św. Jadwigi została powiązana z genezą najważniejszego dla naszego miasta skarbu- jakim jest pątniczy kościół pod wezwaniem św. Anny. Jest to jeden z najpiękniejszych obiektów sakralnych nie tylko na ziemi oleskiej, ale w skali regionu, a nawet i kraju. Świątynia ta ma średniowieczny rodowód i legendarne korzenie.

Z istniejącą niewątpliwie w wiekach średnich kapliczką związana jest dalsza część opowieści :

Nieopodal Olesna, w gęstym lesie, na starej sośnie wisiał wizerunek Świętej Anny, umieszczony tam przez księżną Jadwigę, wspomnianą już wcześniej świątobliwą małżonkę Henryka Brodatego. Do tego właśnie drzewa ostatkiem sił dobiegła pewna młoda mieszczka oleska o imieniu Anna, ścigana przez zbójców. Upadła na kolana, kurczowo obejmując pień sosny i ze łzami w oczach wołała o ratunek do swojej patronki. I cud się wydarzył, napastnicy przeszli tuż obok, ale dziewczyny nie dostrzegli, bo stała się dla nich niewidoczna. Porażeni ślepotą zaniechali dziewczyny, ledwo znajdując wyjście z lasu. Ocalona, powróciwszy do swoich rodziców, opowiedziała z przejęciem o przedziwnym zdarzeniu. Wdzięczni rodzice uratowanej polecili wyrzeźbić figurę Świętej Anny Samotrzeciej i zawiesić ją na cudownej sośnie.

Tyle legenda o początkach tego świętego miejsca. Już w 1444 r. wzniesiono niewielki, drewniany kościółek o rozmiarach dzisiejszego prezbiterium. Świątynię zbudowano wokół cudownej sosny, której obcięto wierzchołek i konary, a pień do dzisiaj podtrzymuje ołtarz główny. U góry drzewa umieszczono białą owalną tabliczkę z napisem „CZCIGODNA STARA SOSNA, POD KTÓRĄ JEDNA PANIENKA ZA WSTAWIENNICTWEM ANNY ŚWIĘTEJ OD ŚMIERCI URATOWANA BYŁA. LIPIEC 1444.” Wierząc w cudowną moc jej drewna pobożni pątnicy wycinali z niej drzazgi, dlatego jest ona obita deskami. Drzazgi z owej sosny szczególnie miały być pomocne w dolegliwościach zębów –wg Lompy: „ Sosna, na której się wyobrażenie św. Anny zjawiło, stoi tam za ołtarzem, obita tarcicami. Pobożni patrzą jednak, jakby drzycy od bolenia zębów pomocnych nabyć.” Pisał o tym także w swoich zapiskach z 1843 r.Marcin Gorzołka sołtys z Borek Wielkich.

Od swego zarania kościół był postrzegany przez ludzi wiary jako miejsce cudowne i takim pozostał do dzisiaj. Legendy, religijne opowiadania o cudach św. Anny zanotowane w kronice kościelnej Augustyna Błazika, a przekazane nam przez J. Lompę, podają kilka takich wydarzeń:

Porywczy wieśniak z Wojciechowa w czasie orki, za złe prowadzenie wołów, uderzył syna kijem tak mocno, że pozbawił go życia. Zrozpaczony ze łzami i głośnym lamentem pada przed ołtarz św. Anny i prosi o życie dla dziecka. W drodze do domu słyszy za sobą jakieś kroki, odwróciwszy się z niedowierzaniem i radością widzi biegnącego syna. Na dowód wdzięczności i ku pamięci potomnych ów chłop zawiesił narzędzie zbrodni – kij na tęczy w kościele.

Obok kija do dzisiaj wiszą tam też żelazne, zardzewiałe, 2- kilogramowe kajdany, tzw. kuny tureckie przywiezione przez cudownie ocalonych braci z niewoli.



Dwaj oleśnianie będący w srogiej niewoli tureckiej zakuci w kajdany w wigilię odpustu św. Anny wzdychali ze łzami do swojej patronki i mówili do siebie: Jutro będzie u naszej Św. Anny odpust; o, gdybyśmy też to tam być mogli. I przyszedł na nich sen, w którym św. Anna rozerwała im pęta i zaprosiła na swój odpust. W cudowny sposób uwolnieni znaleźli się w jej sanktuarium w Oleśnie, widząc obok siebie opadłe kajdany.

Na tęczy kościoła umieszczona jest rzeźba głowy jelenia św. Huberta na pamiątkę cudownie ocalonej dziewczynki spod rogów groźnego zwierza. I znowu oddajmy głos Józefowi Lompie:

Były tu przed 400 laty wielkie lasy, zgoła pod samo miasto się ciągnące. Jeleń gonił tu dziewczynę. Ona, widząc śmierć za sobą, objęła w strachu grubą sosnę. Jeleń chciał ją już wziąć na swe rogi. Dziewczyna przestraszona zawołała: Św. Anno! Ratuj mię uciekającą pod twoją obronę. Jeleń obrócił się natychmiast jakoby śmiertelnie raniony wielkim pędem nazad.”

Wiele o doznanych łaskach i cudach mogłyby opowiedzieć wiszące niegdyś w kościele 22 srebrne wotywne tablice. W przejściu kościoła zachował się jeden obraz fundacji mieszczanina oleskiego Szymona Foita, uratowanego od śmierci z bagnistego trzęsawiska. Wspomina o tym oleski dziejopis:

Na jednym obrazie w jednej kaplicy tegoż za czasem rozprzestrzenionego kościoła klęczy mąż w ubiorze starożytnym, obok niego stoi koń, z jednej strony kościół św. Anny, naprzeciw widok Olesna, jak wtedy wyglądało. Mąż ten wystawia się konno w obszerne bagno i nie mający już nadziei ratunku, modlił się i polecał pod opiekę św. Anny i został uratowany.”

Formy przekazu często różniły się w przedstawionych szczegółach. Jedna z zapisanych przez J. Lompę legend świętoanieńskich jest inną wersją podania o powstaniu kościoła św. Anny.

Dziewczynka oleska powracająca z polskiego miasta Praszka przyszedłszy do pobliskiego gaju, była od spotykającego się z nią konnego żołnierza napastowana, chcącego ją cnoty panieńskiej pozbawić. Westchnęła ona w wielkim strachu swoim do św. Anny, a goniący ją żołnierz był ślepotą uderzony i panna zabezpieczona. Sosna, na której się wyobrażenie św. Anny zjawiło, stoi tam za ołtarzem, obita tarcicami.”

A jest nawet przekaz o kupcach wędrujących przez oleski las napadniętych przez zbójców i cudownie uratowanych za przyczyną św. Anny.



Przez oleskie lasy onegdaj podróżował kupiec ze swoją służbą. Nagle orszak kupiecki został znienacka napadnięty przez bandę zbójców. Walka okazałaby się bezcelowa wobec zbyt licznej hordy rabusiów. W obliczu nieuniknionej śmierci kupcy upadli na kolana i poczęli błagać świętą Annę o ratunek. Nagle ujrzeli nadziemską jasność , która oślepiła opryszków, tak że pobożni kupcy mogli pośpiesznie opuścić niegościnne miejsce. Drzewo pod którym klęczeli nagle zakwitło kwiatami pomimo, ze było to drzewo iglaste Ponadto ukazał się na nim wizerunek św. Anny. Wdzięczny kupiec wybudował na tym miejscu kapliczkę, którą postawiono wokół cudownego drzewa, z którego drzazgi leczyły wszystkie choroby. Wokół kaplicy w następnych stuleciach dobudowano jeszcze siedem kaplic. Legenda znajduje się „Schlesien Zeitschrift für die Plege heimattlicher Kultur”, nr 17, 1914.

Rozbudowa kościoła św. Anny stała się kanwą do tworzenia wielu cudownych opowieści. Jak wynika z siedemnastowiecznych dokumentów wizytacyjnych parafii, przybywający do sanktuarium liczni pątnicy w liczbie aż 10 tysięcy pielgrzymów, w dzień odpustu nie mogli się pomieścić w małym kościółku. Dlatego proboszcz Andrzej Pechenius (Pichenius) w porozumieniu z przeorem Janem Pateciusem (Petetiusem) i radą miejską, po uzyskaniu aprobaty właściciela Olesna Jerzego Adama Franciszka hrabiego von Gaschin, podjął decyzję o jego rozbudowie. Umowę z cieślą i budowniczym z Gliwic Marcinem o nazwisku Snopek (Senepek, Sempek) zawarto 6 grudnia 1668r. Niezwykłe tempo prac przy wznoszeniu kaplic nowej budowli następne pokolenia tłumaczyły niezwykłymi zjawiskami.




  1   2   3


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna