MAŁopolskie centrum badań ufo I zjawisk anomalnych


SPADKI NIETYPOWYCH „METEORYTÓW”



Pobieranie 0.65 Mb.
Strona7/9
Data07.05.2016
Rozmiar0.65 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

SPADKI NIETYPOWYCH „METEORYTÓW”



Data incydentu:

Opis incydentu

Źródło

1662.VIII.06.

Spadek „ognistego smoka” na kopułę szczytową Sławkowskiego Szczytu w słowackich Tatrach Wysokich i jego lądowanie w okolicy wsi Štrba.

Gaszpar Hain - „Kronika miejska Levočy”

1956.III.

Tajemnicza eksplozja „meteorytu” nad Pustynią Libijską.

Prasa

1962.IV.18.

Tajemnicza eksplozja nad Pustynią Nevada (USA) o mocy kilku kt TNT.

Prasa

1986.III.19.

Spadek w wody Zatoki Pomorskiej dziwnego „meteorytu”, który omal nie posłał na dno polski prom pasażersko-samochodowy m/f Wawel.

Materiały operacyjne Pomorskiej Brygady WOP w Szczecinie.

1992.X.09.

Przelot dziwnego „meteorytu” nad zachodnimi stanami USA.

Prasa i TVP.

1994.V.03.

Tajemniczy wybuch w Kosmosie nad Zieloną Górą.

Prasa

1996.X.26.

Wybuch tajemniczego „samolotu” nad Hebrydami Zewnętrznymi.

Prasa

To jest jedynie skromny wycinek tego, co się dzieje nad nami i wokół nas... - ale nie sądzimy, by Ludzkość posiadała broń E już w XVII wieku! A zatem to musi być kolejny ślad i zarazem d o w ó d realności atomowych wojen antycznych bogów-astronautów!...

A teraz pozornie z innej beczki. W dniu 7 listopada 1996 roku, w Olsztynie k./Częstochowy doszło do dziwnego zdarzenia. Około godziny 4:00 nad ranem jego mieszkańców obudził okropny huk. Kilkunastu świadków ujrzało, jak obok zamkowej wieży pojawił się jasno oświetlony NOL. Potem drugi, który wylądował w pobliżu ruin zamku. Owo tajemnicze misterium nocne trwało około pół godziny, poczym oba NOL-e znikły.

Po raz pierwszy oględzin tego miejsca w dwa tygodnie po tym CE2 dokonali Bronisław z Marianem Książkiem, którzy stwierdzili obecność dziwnych kręgów - a raczej pierścieni świeżej - jakby wiosennej - trawy z wiosennymi kwiatami i grzybami z gatunku wieruszka zatokowata - Entoloma sinutatum, która występuje tylko na wiosnę - w maju i na początku czerwca! Wyglądało to tak, jakby w tych niezwykłych pierścieniach czas cofnął się lub przyśpieszył do wiosny. Pierścienie te - a właściwie formacje przypominające kształtem wydłużoną literę C miały długość około 5 m i szerokość 70 cm - vide zdjęcia. Trawa na tych miejscach była wyraźnie bujniejsza i kiedy ostatnio byliśmy tam 7 sierpnia 1999 roku, były one jeszcze wyraźnie widoczne, jak na zdjęciu.

I co ciekawe - podobne pierścienie trawiaste znaleziono także na lądowiskach NOL-i na Węgrzech i Rumunii - o czym powiadomił nas Gábor Tarcali z HUFORF. Coś podobnego widzieliśmy także u nas, w Polsce na lądowisku NOL-a na górze Golgota, w okolicy wsi Spytkowice (pow. Nowy Targ, woj. małopolskie), gdzie NOL pozostawił po sobie trzy pierścienie świeżej trawy i trójkąt równoramienny. Także i w tym przypadku stwierdziliśmy ogromne wysypy wieruszek zatokowatych, które w maju utworzyły tam tzw. „czarcie kręgi” swych owocników. Zainteresowanych odsyłam do opracowania „PROJEKT TATRY - Raport końcowy”, gdzie całą tą sprawę opisano.

W maju 1999 roku, w czasie wizji lokalnej, ekipa MCBUFOiZA odkryła na łączce u podnóża Babiej Góry taki sam zielony pierścień trawiasty, jaki Rzepecki i Książek odkryli w 1996 roku w Olsztynie k./Częstochowy. W kwietniu 2000 roku, dwaj nasi koledzy z MCBUFOiZA Podkarpacie: Arek Miazga i Marcin Mierzwa z Ropczyc odkryli duży trawiasty pierścień położony w odległości około 7 km na wschód od Brzeska, tuż przy drodze nr 4 (E-40). Widoczny na zdjęciu półokrąg trawy ma około 15,3 m średnicy i najprawdopodobniej tam miało miejsce lądowanie NOL-a lub NNOL-a!

W okolicy Ropczyc odkryto cztery miejsca, w których znajdowały się trawiaste pierścienie, o czym ostatnio doniósł nam inny członek MCBUFOiZA Podkarpacie - Grzegorz Dawid - vide zdjęcie.

We wszystkich tych tutaj wymienionych przypadkach była to ciemnozielona, świeża trawa przerastająca ubiegłoroczne wyschłe źdźbła! Identycznie, jak na miejscu CE2 w Spytkowicach! Czyżby doszło zatem w Jerzmanowicach do kraksy NOL-a, a nie eksplozji pozostałości po Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów? Na miejscu spadku TM takich pierścieni trawiastych nie znaleziono, ale czy ktoś ich tam szukał? - o ile nam wiadomo, to nikt!...

Robert poszukiwał podobnych kręgów w Tatrach, w rejonie Giewontu, Czerwonych Wierchów i Kominiarskiego Wierchu (Kominów Tylkowych) - bezskutecznie. Nie znalazł tam ani jednego. A zatem wygląda na to, że NOL-e tam nie lądowały - czego wprawdzie nie potwierdziły wyniki PROJEKTU TATRY - albo lądowało tam coś innego, ale co? Tego nie wiemy... Jak dotąd nikt nie ma jakiegoś sensownego pomysłu.

Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt tej sprawy: obecność NOO i... terenów powulkanicznych w NW terenach województwa małopolskiego.

NOO - to Nieznane Obiekty Orbitalne, które obserwowało się od dawna. To nie tylko Czarny Baron dr Bagby’ego. To cała masa obserwacji dokonana w czasie trzech lat przez MCBUFOiZA oraz inne organizacje i indywidualnych badaczy z Warszawy, Wrocławia, Kłodzka i Wybrzeża. NOO i JD są ze sobą powiązane pochodzeniem z Kosmosu. Zas to wiąże się z faktem istnienia w okolicach Alwerni, Krzeszowic i Regulic terenów powulkanicznych - i to sprzed 200 mln lat - a pod Krzeszowicami znajdowała się ogromna o średnicy 25 km kaldera wulkaniczna i są tam cieplice... Tak, jak w przypadku spadku TM! Trapy wulkaniczne Podkamiennej Tunguskiej liczą sobie też 200 mln lat - a zatem jeżeli to jest tylko przypadek, to nader dziwny!...

Jest jeszcze druga strona tego medalu - otóż przed wybuchem III wojny światowej i w pierwszych dniach jej trwania103, okolice Alwerni były penetrowane przez NOL-e, zaś nocne niebo nad Małopolską przecinały co chwilę NOO. W kamieniołomach Alwerni i Regulic łamie się melafiry i tufy (skamieniałą tefrę), w których czasami można znaleźć ametysty. Ich fioletowe zabarwienie - podobnie jak w przypadku halitu (soli kamiennej) - wskazuje na to, że poddano je działaniu promieniowania α, β i γ, które najprawdopodobniej pochodzą ze złóż hydrotermalnych rud uranowo-torowych, które z kolei mają na oku Obcy z UFO?... Możliwe, bowiem Obcy pilnie obserwują wydobycie, przetworzenie i zużytkowanie ziemskich surowców energetycznych. Najprawdopodobniej w celu oszacowania naszych możliwości gospodarczych i co za tym idzie - militarnych - i potencjalnych możliwości zniszczenia naszej planety lub Ich samych... Tą sprawę badał mgr Tomasz Niesporek z katowickiej „Sieci” i jest podobnego zdania. No, ale to już jest temat na osobne opracowanie.

Reasumując, nasza tak dobrze znana rzeczywistość ukrywa przed nami drugie i trzecie dno - a jest nim Obecność Obcych na naszej planecie. Czytając opracowanie Wojciechowskiego odnosi się wrażenie, że coś zostało niedopowiedziane do końca i całe opracowanie nie zostało dokończone. Wszystkie próby wyjaśnienia TF sprowadzały się czy prędzej czy później do jednego: TM był z pewnością k o s m i c z n e g o pochodzenia i tylko brakowało jednego, jedynego stwierdzenia, że TM był pochodzenia s z t u c z n e g o ... Uczeni bali się, boją i jeszcze długo bać będą takich zdecydowanie brzmiących stwierdzeń, bo musieliby uznać za absolutny pewnik albo fakt istnienia obcej CNT operującej w Układzie Słonecznym, albo fakt istnienia pozostałości po poprzedzającej nas SCNT, która być może teraz operuje już w otwartym Kosmosie! - a na tak daleko idący wniosek żaden szanujący się, ortodoksyjny naukowiec sobie nie pozwoli... A przecież istnieją artefakty - namacalne dowody na to, że któraś z tych możliwości (lub nawet obie) jest prawdziwa! Klasycznym, wręcz klinicznym przykładem na takie artefakty są te, które prezentuję poniżej. Pierwsze zdjęcie przedstawia obiekt o średnicy 8 cm, a pokrywający go relief przedstawia najprawdopodobniej ... schemat Układu Słonecznego, lub innego układu planetarnego... Drugie zdjęcie nadeszło do nas z Japonii i przedstawia ono kulisty artefakt ze świątynnego muzeum w Nara. Czy ten „przedmiot kultowy” może być modelem... obcej planety???...

Jak tutaj już wielokrotnie powiedziano, ślady pobytu i działalności na Ziemi rodzimej SCNT widać na każdym kroku i tylko temu, że są one tak pospolite my ich nie dostrzegamy... - i na tym polega cała bieda. TM jest jednym z ogniw długiego łańcucha zagadek, w który wpisują się megalityczne budowle, UFO, czakramy Ziemi, możliwości ludzkiego ciała i umysłu, religie Wschodu i Zachodu, itp. itd. - to wszystko ma swe korzenie w dalekiej przeszłości naszego gatunku Homo sapiens sapiens...

Jesteśmy przekonani, że kiedy wykonamy kolejny krok w Kosmos i zaczniemy eksplorować Księżyc oraz jego pobliże, to z całą pewnością znajdziemy na nim artefakty po naszej ziemskiej SCNT, a kto wie, czy nie po obcej też... Mamy nadzieję, ze spotkamy żywe istoty, a nie tylko automaty pozostałe po Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów sprzed stu dwudziestu wieków - a które mogły wyewoluować w kierunku stania się istotami pół-żywymi pół-mechanicznymi jak Niszczyciele i Zływrogi z powieści Siergieja Sniegowa „Dalekie szlaki” czy półautomatycznymi istotami rodem z filmów Stevena Spielberga i George’a Lucasa.

Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie było...

A dowody? - zapyta ktoś. Dowody na to są wokół nas, tylko my nie zawsze chcemy je dojrzeć. Ot, choćby tajemnicze kule kamienne znajdowane tu i ówdzie w skałach Beskidów czy słowackich Javorników. Nikt do dziś dnia nie podał sensownego wyjaśnienia co do ich pochodzenia. Uczeni wymyślają coraz to bardziej karkołomne hipotezy, które zamiast rozjaśnić obraz, tylko go zaciemniają. Bełkocą coś bez ładu i składu o konkrecjach na dnie Oceanu Tetydy czy o wietrzeniu kulistym... - a tymczasem odkryliśmy i to, że kule kamienne znajdują się w pokładach soli kamiennej w Wieliczce i Bochni, a zatem pochodzą z tego samego okresu, co te w Javornikach i Beskidach. Robert rzucił kiedyś hipotezę, że były to meteoryty, które doleciały do Ziemi i wbiły się głęboko w osady ilaste i solne na dnie wysychającego Oceanu Tetydy... Ale nie, ta hipoteza upadła w ogniu analizy faktów. Nie mogą one być meteorytami choćby dlatego, że są to najzupełniej normalne ziemskie piaskowce...

A zatem podejrzewamy, że rozumne automaty pozostałe po Konflikcie stopniowo uniezależniły się od skundlonych ze zwierzętami i sprymitywizowanych do cna ludzi, poprzez stworzenie swej własnej bazy energetycznej i remontowej. Czego potrzebuje robot, by przeżyć - tzn. aktywnie ingerować w otaczające go środowisko? Trzech rzeczy:




  • Źródeł energii;

  • Części zamiennych;

  • Warsztatów naprawczych i remontowych.

Po Wielkim Konflikcie Bogów pozostały tylko rozumne maszyny, które nie podlegały nikomu - z małymi wyjatkami. Kto panował w Starożytności? Królowie? - nie. Wodzowie - też nie. Oligarchia? - im się tylko wydawało, że panują nad ludźmi dzięki posiadanym fortunom. Panowali tylko ci, którzy posiadali antyczna wiedzę - magowie i kapłani. To właśnie magia i religia - dokładnie w takiej kolejności - pozwalała trzymać im władzę nad motłochem. Ciemnym, nieoświeconym, ale stanowiącym ślepą siłę motłochem, który można było wykorzystać i wykorzystywano do swych celów. To właśnie magowie i kapłani posiadali władzę nad demonami i innymi nadprzyrodzonymi siłami. Diabła tam demonami! - właśnie nad tymi robotami, którymi już nikt nie potrafił - poza nimi - kierować. To właśnie te roboty były demonami, nad którymi można było zapanować przy pomocy zaklęć - a właściwie rozkazów wydawanych im w języku dla nich zrozumiałym - np. atlantydzkim! Patrząc na dysk z Phaistos Robert ma wrażenie, że patrzy na... współczesny CD-rom z wgranym weń programem dla komputera czy innej maszyny rozumnej! Jak to zwał, tak to zwał, chodzi o to - co odkrył prof. Szałek - język, którym posługiwano się w czasie rozkwitu i upadku Supercywilizacji Imperium Atlantydzkiego! A zatem te wszystkie hasła-klucze w rodzaju „abrakadabra”, „hokus-pokus-manifikus”, „erem-terem-tytyrytki”, itd. itp. to nic innego, jak konkretne komunikaty przeznaczone dla maszyn i komputerów i neuromatów. I stąd brała się władza wielkich magów Starożytności - którzy byli po prostu potomkami informatyków i cybernetyków z Atlantydy.

Aliści po kilku tysiącach lat nekroewolucja maszyn - jak w powieści Stanisława Lema „Niezwyciężony” i zbiorach opowiadań „Cyberiada” - poszła w kierunku całkowitego usamodzielnienia się i uniezależnienia od warsztatów, źródeł energii i innych rzeczy, które przywiązywały je do określonych miejsc i sprawiały, że stawały się one zawodne. Dlatego też roboty w toku nekroewolucji zaczęły się biologizować i hybrydyzować, dzięki temu powstały różne typy Obcych: Szaraki, Nordycy, robotokształtne pałubiaste brokatowe „wapory” i inne. Znany rosyjski ufolog dr n. geolog. Władimir I. Tjurin-Awińskij wyliczył w swych pracach niemal 60 kształtów postaci Obcych i ponad 200 typów Ich pojazdów znanych nam jako UFO, USO czy UOO... - którymi nawiedzają nas na Ziemi. I co z tego? - ano to, że Oni - te rozumne maszyny - pilnują nas na każdym kroku obserwując nas ze swych latających spodków - coraz częściej niewidzialnych dla ludzkich oczu i uchwytnych jedynie dla naszych przyrządów. I takie jest rozwiązanie tej zagadki.

Hipoteza „martwej ewolucji po Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów” ma ten plus, że wyjaśnia dokładnie wszystkie anomalne zjawiska, które obserwujemy na co dzień i przez to już ich nie dostrzegamy. Najwyższy czas, by zacząć je dostrzegać!

* * *

Niechże Czytelnik wybaczy nam mały odskok od zasadniczego tematu TF i innych meteorytowych sensacji, które opisano w kronikach. Rzecz w tym, że uczeni opisują tylko to, co są w stanie zbadać, zaś by rozwiązać te zagadki, to trzeba zrobić coś więcej, niż analizy i metody badawcze - potrzeba przede wszystkim w y o b r a ź n i i f a n t a z j i . Bez tego ani rusz. Innymi słowy mówiąc, są nam potrzebne hipotezy szalone i kompleksowe badania nad tym, co pozostało po naszych Antenatach na Saharze i w dżunglach Amazonasu, pod lodami Antarktydy i w górach Tybetu, lasach Selvy i tajdze Syberii. Należy nade wszystko zdjąć wreszcie siedem pieczęci z sejfów służb informacyjnych wojskowych i cywilnych. I Watykanu! A wtedy dopiero otworzą się nam oczy na niezwykłą rzeczywistość, której tak boją się ci, którzy rządzą tym światem przy pomocy siły strachu i pieniądza...



* * *

Historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać i powtarza się tyle razy, ile tylko może... - napisał w latach 80. XX wieku słynny poszukiwacz skarbów, nurek i pisarz amerykański Clive Cussler. Na właśnie. Wydawałoby się, ze mamy za sobą trzy wojny światowe i ponad 200 lokalnych konfliktów i Zimną Wojnę, która nie miała precedensu w historii Ludzkości i że historia nas czegoś nauczyła - wszak ponoć to magistra vitae est... - ale okazuje się, że jest dokładnie na odwrót. Spójrz Czytelniku na poniższe zestawienie i przez chwilę pomyśl globalnie:

BROŃ JĄDROWA NA ŚWIECIE




Kraje

Liczba posiadanych głowic jądrowych


Uwagi

USA

8.720

Kraje tzw. Klubu Atomowego

WNP (Federacja Rosyjska)

7.235

Francja

485

Chińska Republika Ludowa

425

Wielka Brytania

300

Libia, Izrael, Iran, Irak, Brazylia, Indie, Pakistan, RPA

Ilość nieznana

Kraje podejrzane o posiadanie i produkcję broni jądrowej. Indie i Pakistan użyły 10 głowic jądrowych w konflikcie o Kaszmir detonując je na Pustyni Thar w Radżastanie w 1998 roku.

Czy te „legalnych” (dane SIPRI za 2000 rok) 17.195 głowic nuklearnych jest nam aż tak niezbędnych do życia i szczęścia? - tylko głupiec może tu przytaknąć! A ilu głodnych można by nakarmić za pieniądze utopione w nuklearnych i konwencjonalnych zbrojeniach???... Czy można nazwać bezpiecznym stan nasycenia bronią jądrową i innymi paskudztwami z rodzaju BMR dla nas, naszego środowiska naturalnego i Kosmosu wreszcie? Tak, Kosmosu także, bo kiedy stanieje transport kosmiczny, to zawsze znajdzie się jakiś obłąkany rządzą władzy i dóbr materialnych tego świata kretyn, który w Kosmos wyniesie nie stacje naukowe, nie kosmonautów, ale BMR... Jest to niebezpieczeństwo już całkowicie realne i bardzo poważnym błędem byłoby jego niedocenianie. Ludzkość tak na dobrą sprawę n i e d o r o s ł a do podboju Kosmosu! I właśnie dlatego uważamy, że historia Wielkiego Konfliktu Bogów-Astronautów w każdej chwili się może powtórzyć! I powtórzy się na pewno, póki nie zostaną zlikwidowane obszary potwornej biedy, nierówności społecznych i rozdętych przez nie ponad wszelką rozsądną miarę ambicji różnych „Ojców Narodu”, „Zbawców Ludzkości”, „Jedynych Nieomylnych” i innych obłąkańców... A potem skundlona i zdegradowana Ludzkość będzie mozolnie odbudowywała wszystko ab ovo - od zera... dolmeny i menhiry wspominając Złoty Wiek lat 90. XX wieku i pierwszych lat XXI wieku, bo będą im one przypominały czasy świetności zniszczonej cywilizacji - jak w kultowej powieści Waltera M. Millera Jr - „Kantyczka dla Leibowitza”...

Mamy nadzieję, że do tego nigdy nie dojdzie...


9.3. TM nad Europą?

Pytanie to jest najzupełniej na miejscu, bo fenomeny podobne do TM widziano także nad Europą. Oczywiście pomijamy tutaj WBP i JD, o których pisaliśmy w poprzednich rozdziałach, a chodzi tutaj o obiekty, które przelatywały nad naszym kontynentem i były obserwowane przez wiele osób - a przypominały swym zachowaniem TF.

Powodem napisania tego podrozdziału stał się przelot nad Europą jakiegoś zagadkowego ciała wieczorem, dnia 20 grudnia 1999 roku, co podały wszystkie znaczące i liczące się stacje radiowe i TV Europy i świata.

W dniu 22 grudnia 1999 roku o godzinie 06:58 CW - a zatem z opóźnieniem aż 36 godzin - podał tę informację red. Andrzej Zalewski z Eko-Radio PR-1. informacja ta brzmiała mniej więcej tak:



Wczoraj wieczorem, około godziny 19:45 nad Europą widziano przelatujące świetliste ciało ze złocistym ogonem. Obiekt ten widziano najpierw w Narwiku, a po upływie pół godziny w Malmö i Kopenhadze, co pozwoliło wyliczyć jego prędkość na jakieś 4.000 km/h. tajemniczy obiekt był obserwowany także na Kanale La Manche, jak leciał nad Atlantyk, gdzie znikł za chmurami.

Tego samego dnia o godzinie 08:00 Robert połączył się telefonicznie z red. Zalewskim, od którego udało mu się wyciągnąć jeszcze dodatkowe informacje na temat tego NOL-a, a mianowicie - Bolid Skandynawski (bo taką nazwę mu nadał), po raz pierwszy zauważono nad Narwikiem w Norwegii o godzinie 18:45 GMT, jak leciał w kierunku na SW. W pół godziny później, czyli o godzinie 19:15 GMT widziano go nad szwedzkim Malmö i stolicą Danii, jak leciał w kierunku Kanału La Manche, gdzie obserwowano go w locie nad Atlantyk w pół godziny później - czyli gdzieś około godziny 19:45 GMT. I nikt nie wie, co się z nim stało, bowiem znikł gdzieś nad chmurami nad Atlantykiem. Media Unii Europejskiej wysunęły zrazu trzy hipotezy - wedle nich było to:


1. Meteor lub bolid, albo -

2. Tzw. „kosmozłom” - czyli sztuczny satelita Ziemi, który skończył swój żywot na orbicie wokółziemskiej efektownym wejściem w atmosferę, albo...

3. ...UFO!

W rozmowie z red. Zalewskim Robert dorzucił - jak to on i jak się to jemu wydawało (zboczenie zawodowego wojskowego i pogranicznika) - całkiem sensowną hipotezę:

4. Rosyjska rakieta wystrzelona z wojskowego kosmodromu w Pliesiecku k./Archangielska, nad którą Rosjanie stracili kontrolę, wskutek czego poleciała nad Atlantyk zamiast na wschód ku Jakucji104 i Pacyfikowi... - i tam gdzieś nad Atlantykiem dokonała swego żywota albo spalając się w atmosferze, albo wpadając w jego wody...
Znane nam były wcześniej podobne przypadki, więc Robert spokojnie założył a priori, że cos takiego miało miejsce i tutaj. Analiza tego, co zaszło wskazywała na to, że to n i e mogła być rosyjska rakieta. Rzecz w tym, że ów NOL poruszał się z prędkością, która wynosiła około 4.000 km/h - czyli około 1,11 km/s albo 3,37 Ma. Przypominałoby to zatem nie rakietę, ale jakiś szybki samolot - ot, taki jak amerykański latający supersoniczny szpieg Aurora lub rosyjski Uragan. Faktycznie, tego rodzaju samoloty ponoć są w stanie poruszać się na wysokości 60.000 m z prędkością nawet 10 Ma - czyli niemal 3,3 km/s albo 11.880 km/h - przy wykorzystaniu tlenowo-wodorowych silników rakietowych lub kombinowanego napędu turboodrzutowego z rakietowym. W opisywanym przypadku prędkość tego NOL-a jest aż trzykrotnie m n i e j s z a ! - a zatem to ani Aurora ani Uragan.

Meteor? Też nie, bo meteory poruszają się z większymi prędkościami - od 6 do niemal 76 km/s - nie mówiąc już o tym, że meteory lecąc przez atmosferę z w a l n i a j ą prędkość swego lotu, czego nie zaobserwowano w przypadku BS. Wydaje się zatem, że lot tego „czegoś” był korygowany na całej długości jego trajektorii tak, iż prędkość jego ruchu była stała. Zresztą spójrzmy na poniższe zestawienie:



TABELA AKTYWNOSCI ROJÓW METEORYTOWYCH W GRUDNIU 1999 ROKU



Nazwa roju

Okres aktywności

Maksimum aktywności

RE w stopniach


DEC w stopniach

Vg w km/s

N/h

Komaberenicydy

12.XII-23.I.




175

+25

65

20

Ursydy

17-24.XII.

22.XII.

217,16

+75,85

33,4

110

Jak to wynika z powyższej tabeli, w dniu 20 grudnia promieniują dwa radianty, które leżą na północnej hemisferze nieba i nieźle się nadają, by być „ojcami” BS, ale... - ich Vg są o rząd wielkości w i ę k s z e od prędkości BS! To jeszcze nie wszystko, bo trajektoria BS nie jest ani ortodromą ani loksodromą - jak pokazuje to rysunek. Trajektoria lotu BS wskazuje na to, że w okolicach Kopenhagi BS wykonał skręt o co najmniej 45o na zachód, a tego już nie potrafi wykonać ż a d e n normalny meteoryt czy bolid, co stanowi gwóźdź do trumny hipotezie o meteorytowym pochodzeniu BS. Nawet biorąc wszystkie możliwe poprawki na krzywiznę planety i możliwość wystąpienia jet stream’u105 na dużej wysokości.

Robert od razu przystąpił do działania i skomunikował się listownie z ufologami szwedzkimi: Clasem Svahnem z Järfälla i Tora Greve z Malmö, obaj reprezentują UFO-Sverige. Jako pierwszy odezwał się Tora Greve i poinformował, że mieliśmy tutaj do czynienia z meteorem pochodzącym z roju Geminidów, ba! - ale Geminidy promieniują w dniach 4-16 grudnia z punktu o współrzędnych RE = 112o,3 i DEC = +32o,5 - a ich maksimum aktywności wypada 14 grudnia, Vg wynosi 34,4 km/s i daje on około 70 błysków na godzinę. A zatem nie mógł to być meteor z radiantu Geminidów. Poza tym Tora Greve dodaje, że był to być może stopień rakiety wystrzelonej z amerykańskiego kosmodromu Vanderberg III AFB, ale nie sprecyzował o jaką rakietę może chodzić. Podobna odpowiedź nadeszła z norweskiego UFO-Norge.

Najbardziej wyczerpująca odpowiedź nadeszła od Clasa Svahna i brzmiała ona z nieznacznymi skrótami tak:



Co do Bolidu Skandynawskiego, to w UFO-Sverige mamy wiele relacji od wiarygodnych świadków i obserwatorów z południowo-zachodniej Szwecji. Dzięki kontaktom z UFO-Norge i duńskim SUFOI mamy ich jeszcze więcej. Wynika z nich, że Bolid Skandynawski leciał prosto z północy na południe i nie zmienił kierunku lotu w kierunku Kanału [La Manche]. Bolid poleciał gdzieś nad zachodnie Niemcy. Nie wykonał on nad Malmö skrętu o 45o i sądzę, że Twoje informacje co do początku lotu Bolidu Skandynawskiego są błędne. Kolor i inne właściwości fizyczne Bolidu są dokładnie takie same, jak i innych meteorów, które obserwowano w Szwecji. (...)

W dniu 20 grudnia ub. r. mieliśmy zresztą nie jeden obiekt w szwedzkiej przestrzeni powietrznej, ale dwa. Pierwszy ukazał się rankiem o godzinie 06:15 GMT i był to stopień amerykańskiej rakiety Titan 2 który wszedł w szwedzka przestrzeń powietrzną gdzieś nad Valdemarsvik, na południe od Sztokholmu, gdzie zaczął się jarzyć w atmosferze. W kilka minut później ów człon rakiety eksplodował w powietrzu gdzieś nad Östersundem, co widziało wielu cywilów i wojskowych. (...)

Prawidłowość tego wniosku potwierdził pan Allan Pickup - który jest ekspertem w zakresie lotów rakietowych i satelitów. Jak już Ci wiadomo, drugim obiektem był meteor, który wleciał w atmosferę o godzinie 19:15 GMT, tego samego dnia. (...) I faktycznie - nałożone na mapę trajektorie tych ciał tworzą linię podobną do tej, jaką mi wyrysowałeś, ale to nie był j e d e n ale d w a obiektyw różnym czasie zaobserwowane nad Szwecją. (...)106

Wszystko jasne i klarowne. Winne są - jak zawsze - te podłe media, które narobiły sensacji wokół banalnego w gruncie rzeczy wydarzenia, jakim jest spadek meteorytu i wejście w atmosferę ziemską boostera rakiety nośnej. Wyjaśnienie jest prościutkie i nie wymaga najmniejszego wysiłku umysłowego. Może dla szwedzkich wojskowych czy uczonych, bo jest ono co najmniej nieprzekonywujące, a to dlatego, że n i k t nie wyjaśnił nam małego, ale wrednego drobiazgu, a mianowicie - jak to się stało, że redaktorzy zachodnich mediów połączyli w jedno dwa wydarzenia odległe od siebie w czasie o ponad 12 godzin!?... To wyjaśnienie Clasa Svahna jest dzięki temu - niestety - niewiarygodne i nieprzekonywujące. Poza tym - co stwierdził on w swym wywiadzie-rzece dla brytyjskiej organizacji UFOIN w listopadzie 2000 roku107 - „UFO-Sverige współpracuje ze szwedzkimi służbami specjalnymi”, co może oznaczać, że ta organizacja jest przez nie totalnie zmanipulowana!...

Z innych wydarzeń należałoby odnotować jeszcze przelot dziwnego „meteoru” w dniu 2 grudnia 1983 roku. Ów obiekt widziano nad Francją, potem nad Niemcami Zachodnimi i NRD, a także nad Polską, a następnie poleciał on nad terytorium ZSRR. Leciał on dokładnie nad 52oN z prędkością wyliczoną na 6.000 km/h czyli 1,6 km/s lub 5,05 Ma.108 Było to 7 światełek pulsujących w diapazonie +4...+1m i pozostawiających za sobą jasną smugę. U nas zjawisko to zaczęło się o godzinie 19:45 GMT.

Początkowo sądzono, że był to albo meteor, albo kosmozłom względnie jakiś ex-satelita Ziemi, ale Robert szybko musiał zweryfikować swój osąd po przeczytaniu kilku opracowań z zakresu broni i strategii wojny kosmicznej, co było modne w latach 80. XX stulecia i doszedł do wniosku, ze mógł to być po prostu epizod wojny kosmicznej pomiędzy satelitami amerykańskimi i radzieckimi - bitwy na orbicie rozegranej pomiędzy satelitami szpiegowskimi a satelitami „killerami”. Hipotezę tą przedyskutował był z jednym z najznamienitszych ekspertów w tej dziedzinie - prof. dr inż. Zbigniewem Schneigertem z Zakopanego, jednym z polskich członków AAS - który zajął pozytywne stanowisko w tej sprawie.109 W tym ujęciu wyglądało to następująco: jedna ze stron umieściła na orbicie super-szpiega, którego strona przeciwna nie życzyła sobie widzieć nad swoim terytorium. Strona przeciwna wysłała swoje satelity „killery”, by go unieszkodliwić. Na to odpowiedziano wysłaniem satelitów „anty-killerów”, które miały załatwić satelity „killery”... - w rezultacie czego po dokonaniu pełnego obrotu wokół Ziemi na orbicie nie pozostało już nic. Byłabyż to pierwsza z kosmicznych bitew Zimnej Wojny, w której starły się dwa systemy rodem z „gwiezdnych wojen”???...

Inną, niemniej frapującą ciekawostką był Meteoryt Grenlandzki, który spadł na Ziemię w dniu 7 lub 9 grudnia 1997 roku na Grenlandię. Nie byoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że energia tego impaktu wyniosła około 20-25 kt TNT - czyli tyle, ile energia wybuchu bomby atomowej „Little Boy”, która zamieniła w perzynę Hiroszimę. Najciekawszym jest jednak to, że informacje tą zdjęto ze światowego serwisu informacyjnego PAP w ciągu 2 godzin! - tak, że podał ją jedynie nasz „Super Express” piórem red. Ewy Jabłońskiej. Potem w jednym z pism ukazał się artykuł na temat poszukiwań tego właśnie meteorytu na Grenlandii, ale którego - ponoć - nie znaleziono. To dziwne, ale powinien pozostać jakiś ślad impaktu na lodowym pancerzu Grenlandii - jednak go nie było, ergo albo meteoryt eksplodował w powietrzu, jak TM, albo nie był to żaden meteoryt, albo był to jakiś satelita wojskowy Rosjan, Amerykanów czy Chińczyków, a może Atlantydów?... na razie to sprawa z „Archiwum X” i nie widać rozwiązania.

Roman Rzepka jest zdania, że 9 grudnia 1997 roku na Grenlandię w okolicy miejscowości Nuuk (Godthåb), na 64o20’N i 54o30’W, spadł meteoryt, który poruszał się z niezwykłą prędkością w atmosferze Ziemi - aż 56 km/s. wychodzi więc na to, że meteoryt ten p o c h o d z i z g ł ę b i Galaktyki! Szczątków meteorytu nie znaleziono - podobno... i to właśnie było argumentem „pro” dla ortodoksyjnych uczonych twierdzących, że takich meteorytów po prostu nie ma... - bo nie maja one prawa przedostać się w głąb Układu Słonecznego. Uczonego, który pracował w renomowanym Instytucie im. Nielsa Bohra w Kopenhadze - dr Larsa Lindberga Christiansena za wygłoszenie poglądu o tym, że to był meteoryt pozaukładowy, po prostu zwolniono z pracy w trybie natychmiastowym...

Jak dotąd, to sprawa Meteorytu Grenlandzkiego jest otwarta. Podejrzewam, że został on jednak znaleziony i podzielił los wszystkich niewygodnych ortodoksyjnej nauce artefaktów w rodzaju „sześcianu Gurtla” czy „kuli z Żabna” - został zniszczony lub kiśnie gdzieś na dnie piwnicy Instytutu Nielsa Bohra albo jakiejś amerykańskiej bazy lotniczej...

I tutaj jeszcze jedna ciekawa dygresja: pod koniec XIX wieku, wielki Juliusz Verne napisał powieść pt. „Łowcy meteorów”, w której występuje ogromny złoty meteoryt o wartości 60.000.000.000.000.000 ówczesnych franków - teraz można by to pomnożyć przez 100. Ten cudowny meteoryt miał spaść na południowy skraj wysepki Upernivik (Uppernavick, Upernavik) na 72o51’30”N i 55o35’18”W. czyżby była to prorocza wizja genialnego pisarza, podyktowana niezwykle wyostrzoną, wręcz wodnikową intuicją?... Zaiste, niewiele się pomylił, zaledwie o kilkaset kilometrów!

I dalej. 7 lipca 1999 roku, o godzinie 03:15 GMT na Nowej Zelandii, udało się sfilmować spadek meteorytu wielkości samochodu osobowego, który eksplodował z hukiem, wydzielając przy tym silny błysk niebieskiego światła. A zatem TF w miniaturze? Nie, bo znaleziono po nim jednak jakieś szczątki...

Czego to wszystko dowodzi? Może to dowodzić tego, że takie dziwne meteoryty towarzyszą pojawieniom się komet. W latach 1999-2000 spodziewaliśmy się wspaniałego widowiska, jakie obiecywali nam astronomowie w związku z przelotem w odległości 0,33 AU od Ziemi, odkrytej we wrześniu 1999 roku, Komety Milenijnej - C/1999S4(LINEAR) - która miała być jaśniejsza od wcześniej obserwowanych jasnych komet: Hayakutake i Hale-Bopp. Jej jasność miała wynieść aż -4m - czyli tyle, ile Wenus w pełni. Niestety, Kometa Milenijna okazała się być wielkim niewypałem, jej jasność okazała się o wiele słabsza od wyliczeń naukowców,110 co dość dokładnie przypominało zawód, jaki sprawiła nam inna kometa C/1973E1(Kohoutek). Mówiąc nawiasem, to w lipcu 2001 roku spodziewana jest następna jasna kometa C/2001A2(LINEAR), która może być obserwowana gołym okiem w konstelacji Wieloryba (28-30.VI.), Ryb (1-10.VII) i Pegaza (od 11.VII.), a jej jasność jest przewidywaną na > +5m.

NB, być może właśnie tajemnicza awaria kosmicznego teleskopu Hubble w połowie listopada 1999 roku była spowodowana przez meteory z roju Leonidów, których maksimum wypadło w nocy 18/19 listopada 1999, w godzinach 00:00 - 03:00 CW. W Japonii i innych krajach, gdzie to zjawisko obserwowano, naliczono aż 3.000 błysków na godzinę, ergo któryś meteor m ó g ł trafić w LAT LST Hubble i uszkodzić go tak, że załoga STS Discovery musiała wymienić mu komputer, nadajnik radiowy, rejestrator danych i sześć żyroskopów oraz zamontować pancerne osłony przeciwmeteorytowe. I tutaj nasuwa się myśl, że może HST został uszkodzony przez Kogoś celowo i rozmyślnie po to, by nie zarejestrował czegoś, co nie było przeznaczone dla naszych oczu???...

Nie tylko HST miał kłopoty, bo rok 1999 był w ogóle pechowy dla Rosjan i Amerykanów. Proszę spojrzeć na poniższe zestawienie:



: ~boberov -> Kippin
Kippin -> MAŁopolskie centrum badań ufo I zjawisk anomalnych
Kippin -> Kielich planetarnego szczęścia. światowy plan pomyślnego rozwoju planety
Kippin -> The Gateway Experience, Wave V – Exploring: a journey to Focus 15 a gateway to Self-Exploration Voiced by Laurie Monroe
Kippin -> Niebo i Ziemia żyjemy w obrębie tej dwoistości. Jak sprawić, by to rozdwojenie przestało być rozdwojeniem? Jak sprawić, by człowiek mógł stać się ogniwem łączącym siły większe od nas z tymi, które są od nas zależne? J
Kippin -> Skanowała: hurka Tytuł oryginału: Many lives, many masters
Kippin -> Sekrety życia po życiu
Kippin -> Małopolskie Centrum Badań ufo I Zjawisk Anomalnych Oddział w Jordanowie
Kippin -> Rozdział L symbolizm L ideografia
Kippin -> Podziękowania
Kippin -> Uwaga: to tylko ramka id� do strony g��wnej niezwyk�e rozdzia� 1 marsjanie wyl�dowali ? Istnia�y dwa sposoby napisania tej ksi��ki. M�g�bym zatrzyma� dla siebie informacje osza�amiaj�co dziwaczne, ale prawdziwe


1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna