Maryjna doktryna w nowym testamencie a cudowny medalik



Pobieranie 136.98 Kb.
Strona2/4
Data07.05.2016
Rozmiar136.98 Kb.
1   2   3   4

Opis tej sceny jest, jak wiadomo, główną podstawą, na której opiera się kult Serca Jezusowego.

Cudowny Medalik wyraża ideę nieoddzielania kultu Serca Jezusa od kultu cierpiącego Serca Matki Bożej.

Istnienie wspomnianej więzi sugerują również teksty Łk 2,35 i J 19,31- 1. Więź ta wydaje się jeszcze bardziej ścisła, jeśli analizując tekst Łk 2, „ weźmiemy również pod uwagę proroctwo Zachariasza mówiące o przebitym Mesjaszu, które to proroctwo znajduje się w końcowej części Janowej opisu przebicia boku Jezusa: „zobaczą, kogo przebodli” (J 19,37).

W tym miejscu warto przytoczyć przepiękny tekst św. Bernarda, w którym porównuje on przebicie Serca Maryi, przepowiedziane przez Symeona, z serca Jezusa, o czym wspomina św. Jan w opisie Męki: „O

męczeństwie Dziewicy wiemy zarówno z proroctwa Symeona, jak też z opisu Męki Pańskiej. Starzec powiedział odnośnie do Dziecka, że „Będzie (ono) znakiem sprzeciwu”, do Maryi zaś rzekł:” a Twoją duszę miecz przeniknie! Tak, błogosławiona Maryjo, Twoją duszę przebił miecz, gdyż przebijając ciało Twego Syna, nie mógł on nie przebić również Twojej duszy. To prawda; ten Jezus, który należąc do wszystkich, w sposób szczególny należy do Ciebie, gdy już oddał swego ducha, nie mógł odczuć morderczego uderzenia włóczni, którą, nie mając względu na Jego śmierć, otwarto Mu bok. Włócznia ta już nie mogła zadać Mu cierpienia, otwarła tylko Jego bok, lecz przeszyła ona Twoją duszę. Jego duch nie przebywał już w ciele, lecz Twoja dusza nie mogła uciec, Twoją duszę przeszył ogromny ból. Dlatego też uzasadnione jest ogłoszenie Ciebie więcej niż męczenniczką, ponieważ Twoje współczujące cierpienie z pewnością jest większe od tego, które można odczuć fizycznie.

(Sermo in Dom. infra Oct. Assumptionis 14-15, Opera omnia, Wyd. Cisterc. 5 (1968) 273-274. Przytoczone w nowym Brewiarzu Rzymskim, Liturgia Horarum, t. IV, święto Matki Boskiej Bolesnej z 15 września, drugie czytanie z Godziny czytań

CZĘŚĆ DRUGA

Godzina Maryi związana z godziną Jezusa w Kanie (J 2,1-11) i na Kalwarii (J 19,25-27)

Inicjał Maryi, nad którym wznosi się krzyż

Godzina Jezusa w Kanie

Często dyskutuje się nad dokładnym znaczeniem tajemniczej odpowiedzi, jakiej Jezus udzielił swej Matce podczas wesela w Kanie. Nie bierzemy pod uwagę wysuwanej dziś często propozycji, według której tekst Jana 2,4 powinien być rozumiany jako pytanie: „Czyż moja godzina jeszcze nie nadeszła?”(Oto kilka nazwisk: J. Michl, Bemerkungen zu Joh 2,4 w: Biblica 26(1955) str. 5O5-509; A Vanhoye, Interrogation Johannique et exegese de Cana (2,4), w: Biblica 55(1974) str. 157-167; P. Grelot, w: Dictionnaire de Spiritualite, art. Marie (Sainte Vierge), t.10 Paryż, Beauchesne 1977, kol. 420. Por. w znaczeniu przeciwnym E. Olsson, Structure and Meaning in the Fourth Gospel A Text Linguistic Analysis of Joh 2,1-11 and 4,1-42, Lund 1974, str. 43-45.).

Przeciw takiej interpretacji można by wysunąć kilka argumentów: podobna konstrukcja z terminem „oupó” włączonym w pytanie jest rzadka i w dodatku oznaczałaby surową wymówkę, tak jak wskazuje na to przykład z Mk 4,40 i 8,17,21. U Jana 2,4 nie mamy do czynienia z tego rodzaju naganą. W dodatku, oprócz Jana 2,4, termin „oupó” występuje jeszcze 13 razy w IV lwangelii, zawsze jednak w zdaniach wyrażających negację, nigdy zaś w zdaniach pytających. Poza tym, stwierdzenie „godzina Jezusa jeszcze nie nadeszła” dodatkowo dwa razy powtarza się w 7,30 i 8,20 i stanowi ono przeciwstawienie zdania „godzina nadeszła” (12,23 i 17,1)” (Wymieńmy między innymi interpretacje kilku nielicznych autorów, por. na riykład J. Cortes Quirant, Las Bodas dc Cana. La requesta de Cristo a su Madre (J .„4), w: Marianum 22(1958) str.155-189, według których Jezus przypomina swej Matce, że jest obecny z całą swoją mocą mesjańską, a więc jest zdolny do uczynienia cudu ponieważ Jego godzina jeszcze nie nadeszła, godzina męki, podczas której nie będzie mógł działać. W tej interpretacji nie widać zrozumienia tego, czym jest godzina Jezusa. Nie jest ona czymś negatywnym, lecz wprost przeciwnie, kulminacyjnym punktem tego mesjańskiego dzieła, na które składają się nierozdzielnie Męka i Uwielbienie Chrystusa.)

Podobnie jak wielu innych komentatorów (Jest to zwłaszcza interpretacja Biblii Jerozolimskiej (dawnej i nowej). Ponieważ niemożiiwym jest wymienienie wszystkich współczesnych obrońców tego punktu widzenia, przytoczmy tylko kilka nazwisk: R,E. Brown, The Gospel according to John (I-XII) Nowy Jork 1966, str. 99-100; C.K. Barrett, The Gospel according to St John, Londyn 1955, str. 159; L. Morris, Commentary of the Gospel of John, Grand Rapidis (Michigan) 1971, str. 181-182. Nie odrzucając tego punktu widzenia, R. Schnackenburg woli trzymać się idei, w myśl której Jezus pragnął powiedzieć swej Matce, że Jego godzina zależy wyłącznie od Ojca: Das Johannesevangelium, I Teil, Freiburg-Basel-Wien 1965, str. 335.) myślę, że słowa: „Moja godzina jeszcze nie nadeszła” odsyłają do godziny Jezusa rozumianej jako godzina Jego męki i uwielbienia, w której ofiaruje On światu mesjańskie dobra zgodzie z Janowymi tekstami Opisu męki i zmartwychwstania. Cud przemiany wody w wino, uczyniony na prośbę Maryi jest tutaj znakiem, symboliczną zapowiedzią mesjańskich zasług, związanych z „godziną Jezusa”, która to godzina wymieniona będzie jeszcze wielokrotnie. Oprócz tego ogólnego odnośnika, istnieją dwie inne wskazówki mówiące o szczególnym związku pomiędzy Janem 2,4 i sceną pożegnania Maryi przez Jezusa J 19,25-27: w obu tych przypadkach chodzi o godzinę Jezusa (por. J 19,27: „i od tej godziny”), dwukrotnie Maryja jest tu nazwana „Niewiastą”. Jest to niezwykły zwrot w ustach Syna zwracającego się do swej Matki. Wrócimy do niego jeszcze mówiąc o nowej Ewie i Dziewicy z Cudownego Medalika.

Zanim zajmiemy się trudno dostrzegalnym związkiem, jaki istnieje pomiędzy sceną z J 19,25-27 i poszczególnymi symbolami Cudownego Medalika, spróbujmy najpierw odczytać przypuszczalny sens tego ewangelicznego tekstu, biorąc pod uwagę jego bliższy i dalszy kontekst.

Dyskusje, jakie podejmowano w przeszłości

na temat tekstu J 19,25-27

Być może wywoła zdziwienie fakt, że jeszcze w niedalekiej przeszłości, to znaczy w pierwszej połowie XX wieku, nie tylko egzegeci protestanccy, lecz również większość komentatorów katolickich: Schanz, Cornely, Knabenbauer, Fillion, Lebreton, Wikenhauser itd.., wyjaśniali tekst J 19,25-27 w perspektywie czysto ludzkiej. Tak było również w przypadku M.J. Lagrange (Evangile selon saint Jean, Paryż 1927, str. 403-404. Protestancki komentarz opublikowany wielokrotnie, sposobem wyrażania przypomina tekst Lagrange’a: The Gospel according to St John, Londyn 1937, str 276.). Według niego, Jezus przed swoją śmiercią niepokoił się tym, że Jego Matka znajdzie się w opuszczeniu. Kierując się więc uczuciami synowskiego współczucia, powierzył Ją wybranemu uczniowi.

Zrozumiałe jest, że Maryja „uczyni dla ucznia więcej, niż on dla niej”, nie chodziło tu jednak o patrzenie na ucznia jako na reprezentanta wszystkich wierzących, którym Maryja będzie dana za Matkę; to duchowe macierzyństwo jest tylko teologicznym wnioskiem wynikającym z faktu, że chrześcijanie są przybrany braćmi Jezusa. W 1967 r., pewien profesor katolicki z Louvain, H. van den Bussche(Jean. Commentaire dc l”Evangile Spirituel, Bruges 1967, str. 520-529.), w jednym z komentarzy i to o wielkim znaczeniu doktrynalnym nie wahał się w jednoznaczny sposób przyjąć za swoją, następującej sugestii Lagrange”a: opis Jana 19,25-27, absolutnie nie zawiera w sobie żadnej treści maryjnej - jest w nim mowa jedynie o tym, że ukrzyżowany Jezus, chcąc w pełny sposób oddać się Ojcu, całkowicie odrywa się od tych, którzy są Mu najbliżsi, w pierwszym zaś rzędzie od swojej Matki.

Duchowe macierzyństwo Maryi

Współcześnie większość egzegetów katolickich przyjmuje, że komentując tekst Jana 19,25-27 możemy mówić co najmniej o aluzji odnośnie do

macierzyństwa Maryi. Oto według mnie, kilka najistotniejszych argumentów: wszystkie sceny, które poprzedzają lub też następują po scenie pożegnania Chrystusa z Matką, zawierają głęboki sens teologiczny: czyż byłoby możliwe aby tekst J 19,25-27 był jedynym wyjątkiem i aby w tej godzinie, najcięższej ze wszystkich, Ukrzyżowany Jezus, umierający jako Zbawiciel całej ludzkości, nagle zaczął się zajmować drugorzędnym, rodzinnym problemem?

Ponadto złożona formuła „Oto syn twój, oto Matka twoja” w zasadzie nie mówi o rozłące Jezusa ze swoimi bliskimi, jak to uważał van den Bussche, me jest to również prośba skierowana do umiłowanego ucznia, aby zaopiekował się Dziewicą Maryją.



Zauważono (Por. A. Dauer, Das Wort des Gekreuzigten an seine Mutter und den Junger den eroliebte, w: Biblische Zeitschrift 12(1968) str. 81), że jest ona dokładnym powtórzeniem dwuczłonowych formuł adopcji, używanych na terenie całego Starożytnego Wschodu, zarówno w Izraelu jak też i poza nim; w równym stopniu wyraża ona macierzyństwo i filiację. Ponieważ najbliższy kontekst, w którym mówi się o nich, jest w całości mesjański, macierzyństwo to i filiacja nie mogą być inne, jak tylko mesjańskie. Ogłoszone tutaj macierzyństwo Maryi wiąże się niezwykle ściśle z macierzyństwem mesjańskim, uwydatnionym u św. Mateusza i Łukasza w opisie Dzieciństwa Jezusa; z całą pewnością nie mamy tu do czynienia z pojawieniem się zupełnie nowej rzeczywistości. Odnośnie i tego problemu, przytoczymy kilka zdań z komentarza P. Benoit: „Podobnie jak kilku innych egzegetów - pisze - ja również uważam, że w tej uroczystej godzinie, chodzi o narodziny Kościoła: Kościół rodzi się z ukrzyżowanego Jezusa, z Jego przebitego Serca i w tej właśnie chwili, w oficjalny sposób, Maryi powierzona została odpowiedzialność za Kościół. Od momentu, gdy poprzez poczęcie i narodzenie stała się matką Jezusa, już wtedy otrzymała to zadanie. W chwili, gdy w bólach męki Krzyża Jezus poprzez swą śmierć ostatecznie rodzi Kościół, Maryja jest obecna, kończy swe macierzyńskie dzieło... Pomaga Synowi w wypełnianiu Jego ofiary. Od tego momentu wszystkie łaski jakie Jezus nam udziela i tylko On, ponieważ On jest jedynym źródłem zbawienia - wszystkie te łaski otrzymujemy za pośrednictwem Maryi... Maryja będąc w chwale, u boku swego Syna, współuczestniczy w rozdawaniu łask, podobnie jak w subtelny sposób, ze skromnej pozycji matki, współuczestniczyła w ich nabywaniu. Oto co kryją w sobie te proste słowa „Niewiasto, oto syn twój; synu, oto Matka twoja”. (Passion et Resurection du Seigneur, Paryż 1966, str. 219-220.)
To wielka radość gdy słyszy się, że tak doświadczony egzegeta, jakim jest O. Benoit, przemawia w podobny sposób i że słowa te można by uznać za mimowolny komentarz awersu Cudownego Medalika.
Czyż w rzeczywistości Medalik nie ukazuje naszej niebieskiej Matki z rękoma wyciągniętymi w geście serdecznego przyjęcia, z rękoma wypełnionymi miłosierdziem i dobrocią, z których to rąk wypływają promienie światła?
Czyż można w bardziej wymowny sposób przedstawić fakt, że Maryja, ogłoszona przez samego Jezusa Matką Kościoła, wraz z Synem współuczestniczy w rozdawaniu ludziom łask wysłużonych poprzez ofiarę Jezusa, o której mówi symbol krzyża i cierniowej korony na odwrocie Medalika?... Podobnie jest w przypadku wyjątków z Exhortatio virginitatis św. Ambrożego (PL 16,345). To prawda, że wyrażenie „in sua” oznacza wszystkie dary, jakie Jan otrzymał od Jezusa: Jego Słowo, mądrość, Ducha Swiętego, łaskę, lecz równocześnie biskup z Mediolanu twierdzi, że Maryja zamieszkała u tego, który posiadał łaskę Chrystusa (ad possessorem gratiae). Mało przekonujący wydaje się również argument z zakresu gramatyki, zakładający, iż tłumaczenie słów „eis ta idia” jako „do siebie” byłoby do przyjęcia, ale tylko wtedy, gdyby to określenie było poprzedzone czasownikiem oznaczającym ruch. W przypadku czasownika lambanein wersja ta byłaby nie do przyjęcia. Jednakże takie teksty jak J 6,21 (labein eis to ploion) 2 J 10 (me lambanete auton eis oikian) Mdr 6,18 (hopós lobó auton eis hemauton) wskazują na coś przeciwnego.(Słowa Jezusa: „Oto Matka Twoja” i przyjęcie Ucznia (J 19,27b), w: Marianum 34/1974/str. 1-39. W krótkiej analizie powyższej interpretacji kieruje się dziełem F Neirynck, „Eis ta idia” (J 19,27 et 16,32), w: Ephererides Theologicae Lovanienses 1979, str. 357—365.)
Uściślenia możliwe dzięki Cudownemu Medalikowi

Przyjrzyjmy się teraz rewersowi Cudownego Medalika, na którym widnieje inicjał Maryi, a nad nim krzyż. Symbol ten jest jednoznaczny; Maryja w intymny sposób włączona została w dzieło odkupienia dokonanego przez Jezusa, jedynego Zbawiciela.


Poprzeczna linia umieszczona u góry inicjału Maryi i scalająca go z symbolem krzyża wydaje się wskazywać na to, że podczas tego najważniejszego w historii zbawienia wydarzenia, ukrzyżowany Jezus i Jego Matka stanowili jedno.

Dwa symbole z awersu Medalika pomagają w wyjaśnieniu, na czym polegała ta jedność. Według objaśniającej notatki, która co prawda nie jest relacją z objawień zredagowaną przez Katarzynę, ale która bez wątpienia opiera się na jej ustnych zwierzeniach (Mamy tu na myśli wyjaśnienie dotyczące szkicu postaci Dziewicy z globem uczynionego przez C .H .Lataille, przedrukowanego w dziele R. Laurentina i P. Roche „Catherine Laboure et la Medaille Miraculeuse”, str.300), stopy Maryi miażdżą głowę węża. Wąż ten zawsze figurował na Medaliku. Odnajdujemy tu odniesienie do Protoewangelii (Rdz 3,15). Ten bardzo istotny, lecz trudny do zrozumienia tekst, zapowiada zwycięstwo Mesjasza nad mocami szatana (wąż), który to szatan spowodował upadek pierwszych rodziców i wygnanie z raju. Wspominany tekst zawiera zatem myśl, że w zwycięstwie eschatologicznym Zbawiciela będzie miała udział jego Matka.

W rzeczywistości, czy to nie bezpośrednio do Niej, jako Niewiasty, nowej Ewy i Matki Zbawiciela, Bóg mówi o obietnicy zwycięstwa będącego przeciwieństwem upadku Ewy?

Dzięki przywołaniu tego istotnego tekstu z Rdz 3,15 czujemy się upoważnieni do stwierdzenia, że to Maryja jest Nową Ewą i z tego tytułu uczestniczy Ona w walce chrześcijan z siłami zła. Jeśli chrześcijanie potrafią odnieść zwycięstwo nad tymi siłami, to nie tylko dzięki mocy płynącej od Chrystusa Zbawiciela, ale również dzięki macierzyńskiej opiece Maryi, Nowej Ewy, stojącej u boku nowego Adama. Jest jeszcze inny symbol, umieszczony na awersie Medalika, który uwydatnia rolę współuczestniczenia, jaką odegrała Maryja u boku Jezusa i co sugerował już Jej inicjał umieszczony pod krzyżem. Myślę tu o promieniach światła, wychodzących z rozłożonych rąk Maryi. Malachiasz mówi o „Słońcu sprawiedliwości„ które świecić będzie w czasach mesjańskich i w którego promieniach znajdować się będzie uzdrowienie (Ml 3,20).

Tutaj promienie słońca sprawiedliwości przynoszące ludziom uzdrowienie fizyczne lub duchowe, emanują z rąk Maryi, jak gdyby koniecznie musiały one przejść przez Nią. Znaczy to, że Jezus posługuje się Maryją, aby zlewać strumienie odkupieńczych i zbawczych łask.

Nowa Ewa i narodziny Kościoła

Scena pożegnania Jezusa z Matką stanowi fundament objawiony, odnoszący się do wspomnianych wyżej dwóch maryjnych symboli z Cudownego Medalika. Scena ta odsyła do dwóch fragmentów z IV Ewangelii, które pozwalają widzieć w Maryi nową Ewę i sugerują, iż Jezus posługuje się Nią dla wypełnienia swego zbawczego dzieła. Chodzi tu o teksty J 16,21-22 i

J 16,32.


Wielu autorów podejrzewało, że u J 19,25-27 chodzi o Maryję jako Nową Ewę, podobnie jak to przedstawia Cudowny Medalik. Nie zawsze jednak autorzy ci potrafili przekonać o wiarygodności swoich przekonań. Na przykład: nie jest oczywiste czy ten fragment z IV Ewangelii odsyła do Protoewangelii, gdyż ani jedno słowo omawianego tekstu nie uprawnia do takiego odniesienia. Wprost przeciwnie, aby uzasadnić dziwne imię „Niewiasty”, jakie Jezus nadaje swojej Matce, usprawiedliwionym wydaje się odwołanie do tego, co zostało powiedziane odnośnie do pierwszej kobiety w Rdz 3,20, „gdzie słowo „Ewa” oznacza „Matkę wszystkich żyjących”.

W bezpośredni sposób Maryja jest tu więc dana jako nowa „matka żyjących”. To odniesienie do pierwszej kobiety wydaje się tym bardziej wiarygodne, że zakończenie tego samego rozdziału IV Ewangelii (19,30-37) przedstawia prawdopodobnie Chrystusa jako Nowego Adama, śpiącego snem śmierci i z którego boku rodzi się Kościół. Symbolika ta rozwijana była nieskończoną ilość razy przez Ojców Kościoła.

Sądzę jednak, że najgłębszym potwierdzeniem egzegezy, która w J 19,25-27 odkrywa temat nowej Ewy, byłoby ukazanie ukrytej więzi, jaka istnieje pomiędzy tą sceną a tekstem J 16,21-22. W rzeczywistości, w tym ostatnim momencie Jezus nie tylko porównuje swą Mękę do rodzenia, ale łączy On swoją godzinę z godziną niewiasty, która staje się kimś więcej niż matką. Gdy mówi On, że kobieta cieszy się, że człowiek przyszedł na świat (nie ma tu określenia dziecko), myślimy o pierwotnym narodzeniu z Ewy, o którym w równie subtelny sposób wspomina księga Rdz 4,1 „Urodziłam mężczyznę z pomocą Jahwe”. Rolą kobiety w planie Bożym jest więc nie tylko urodzenie dziecka, ale danie społeczeństwu nowych ludzi.

Należałoby jeszcze zauważyć, że początek J 16,22: „Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze” dyskretnie odsyła do proroctwa Iz 66,7-14 odnoszącego się do niezwykłego zrodzenia wspólnoty mesjańskiej. Narodziny te będą tak cudowne i szybkie, że Syjon nie zdąży odczuć bólów rodzenia, będzie to radość czasów mesjańskich: „Zaledwie Syjon zaczął połóg, a już wydał na świat swe dzieci... Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze”.


Wszystkie te teksty rozpatrywane łącznie, rzucają nowe światło na zapis Janowy 19,25-27. W jednej z cytowanych wcześniej wypowiedzi O. Benoit twierdzi, że w tej krótkiej perykopie chodzi o uroczystą godzinę narodzin Kościoła, narodzin możliwych co prawda dzięki ofierze Chrystusa, w których jednak Maryja ma uczestniczyć w swej roli Niewiasty, dopełniając w ten sposób swego dzieła matki. O wiele lepiej rozumiemy zatem, dlaczego podczas swej mowy w Wieczerniku, Jezus ukazał swą mękę jako rodzenie i wspomniał o godzinie, która przyszła na kobietę, podobnie jak przedtem mówił o swojej godzinie, która nadeszła. Lepiej rozumiemy również fakt, że w tym samym kontekście, dyskretnie odwołuje się On do Iz 66,7-14, mówiącego o narodzinach mesjańskiej wspólnoty.

Dwunasty rozdział Apokalipsy stanowi cenne potwierdzenie powyższego punktu widzenia, ponieważ to samo proroctwo z Iz 66, zacytowane w odniesieniu do Niewiasty ukoronowanej dwunastoma gwiazdami, rodzącej zarazem Mesjasza i wspólnotę mesjańską, w wyraźny sposób odnosi się również do nowej Ewy. Nieco dalej wrócimy jeszcze do tego tekstu z Apokalipsy.

Pozostaje jeszcze udokumentowanie niezwykłej funkcji, przypisywanej Maryi przez Cudowny Medalik. To poprzez Nią, w pewnym sensie, poprzez Jej ręce przechodzą nadprzyrodzone dobra udzielane ludziom przez Chrystusa Odkupiciela. Wydaje się, że podobną myśl sugeruje również uważna analiza zależności pomiędzy słowami z J 19,27: „uczeń wziął ją do siebie” i oznajmieniem wyjętym z mowy w Wieczerniku „oto nadchodzi godzina, że się rozproszycie każdy w swoją stronę a Mnie zostawicie samego” J 16,32.

Pewne jest, że biorąc pod uwagę tekst J 19,27: „uczeń wziął ją do siebie” nie należy wykluczać dosłownego sensu, a zachować tylko sens symboliczny, tak jak to czyniono wielokrotnie. W rzeczywistości symboliczna filiacja nie nakłada się w sztuczny sposób na wydarzenia historii, lecz jest ona tylko nadaniem głębokiego, teologicznego wymiaru rzeczywistym faktom. Lagrange, a także wielu innych wykazali, że zarówno symbolizm jak i mistycyzm IV Ewangelii dalekie są, od przeciwstawiania się historycznemu realizmowi przeciwnie zaś, z góry go zakładają, ponadto, opierają się one na rzeczywistości Wcielenia.

Na polecenie umierającego Jezusa, Jan w dosłownym tego słowa znaczeniu, przyjął do siebie Matkę Zbawiciela. Ten materialny szczegół, kontemplowany jest przez Ewangelistę również w jego wymiarze duchowym. Co więcej, ten duchowy wymiar istnieje z woli samego Jezusa, gdyż zanim powierzył On Maryję Janowi, również i Jana oddal macierzyńskiej opiece Maryi. Zrozumiałe staje się więc, że umiłowany uczeń przyjął Maryję świadomie zdając sobie sprawę z konsekwencji tego czynu. U niego Maryja poczuła się jak u siebie. Uczeń przyjął Ją w całej bliskości, otworzył przed Nią nie tylko drzwi swego domu, ale także i swojej duszy. Aby lepiej zrozumieć, że tak było, przypomnijmy, że tekst J 19,27 stanowi bez wątpienia zamierzone przeciwstawienie do fragmentu prologu IV Ewangelii (1,11) w którym po raz pierwszy występuje wyraźnie „do siebie” (eis ta idia) i gdzie jest powiedziane, że Słowo Boże przyszło do swojej własności, lecz swoi Go nie przyjęli (możemy tu przypuścić domyślnie wyrażenie eis ta idia). Znajdując się u swoich w sensie fizycznym, nie zostało Ono przyjęte w wymiarze duchowym. Maryja, wprost przeciwnie, zamieszkała u Jana w sensie fizycznym i duchowym.

Lagrange, nie chcąc opierać duchowego macierzyństwa Maryi na tekście J 19,25-27 zauważa jednak, że Jan otrzymał więcej od Maryi niż Mary- ja od niego. Czyż zuchwałością byłoby zatem przypuszczać, że najbardziej intymne uczucia Zbawiciela, jakimi w niepowtarzalny i jedyny sposób przeniknięta jest IV Ewangelia, mogą stanowić efekt wpływu, jaki Matka Jezusa wywarła na Jana?

Każdy w swoją stronę” (J 16,32)

i „Uczeń wziął ją do siebie” (J 19,27)

Aby lepiej zrozumieć, jakimi wartościami Maryja mogła obdarzyć Jana, będąc przyjętą przez niego w sensie duchowym, należałoby przypomnieć sobie, w jakim stanie niezwykłego smutku i oddalenia od Jezusa pogrążeni byli Jego uczniowie, a nawet apostołowie i św. Jan, w czasie męki i śmierci Jezusa Chrystusa. Być może przesadą byłoby twierdzenie, że całkowicie utracili oni wiarę w swego Mistrza, na pewno jednak wiara ta uległa osłabieniu. W sensie duchowym opuścili Jezusa, pozostawili Go samego, następnie rozproszyli się, każdy z osobna poszukując bezpiecznego schronienia. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie tej bolesnej i katastrofalnej sytuacji. W rzeczywistości jednak, Jezus przepowiedział ją uczniom zarówno w Ewangeliach synoptycznych jak i u św. Jana. U Marka 14,27 u Mt 26,31 Jezus oznajmia Dwunastu apostołom, cytując to samo proroctwo z Za 13,7, które przytoczyliśmy w związku z proroctwem Symeona (Łk 2,35): „wy wszyscy zwątpicie we mnie tej nocy. Bo to jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada”. Do tego samego tekstu Zachariasza, lecz w sposób bardziej pośredni, odnosi się zacytowana już deklaracja z J 16,32 „Rozproszą się, każdy w swoją stronę” (ekastos eis ta idia) a Mnie zostawicie samego. Uzasadnione staje się stwierdzenie, że wyrażenie „uczeń wziął ją do siebie” (eis ta idia) z J 19,27 jest dokładnym przeciwstawieniem wyrażenia „każdy w swoją stronę” (16,32). W tym przypadku przyznaję całkowitą rację objaśnieniom I. de la Ptterie. Będąc posłusznym Jezusowi i przyjmując Jego Matkę, Jan jako pierwszy staje na drodze duchowego odrodzenia.

Postarajmy się odkryć, jakie było znaczenie tych faktów w tamtych konkretnych i tragicznych okolicznościach, jak wielkim dobrodziejstwem, jak zaszczytną okolicznością był dla Jana fakt, że oddany został przez umierającego Jezusa w macierzyńską opiekę Maryi.

Zgodnie z proroctwem Zachariasza, wspólnota mesjańska z takim trudem zgromadzona przez Jezusa, pozornie została zniszczona. Nawet wspólnota Apostołów rozpadała się, każdy powrócił do swych poprzednich zajęć, odszedł „w swoją stronę”. Tylko Matka Jezusa pozostała niezłomna w tej wierze. Ona była jedynym, nienaruszonym elementem Kościoła przygotowywanego przez Jej Syna.

Prosząc, by w tych trudnych okolicznościach stała się Matką dla Jana, Jezus przez swą interwencję zaczął odbudowywać Kościół. Czyż to nie dzięki pośrednictwu Maryi rozpoczęte zostało w Kanie Jego publiczne nauczanie i stał się pierwszy cud, w wyniku którego uczniowie (nie zaś Maryja) uwierzyli w Niego? Lecz to wydarzenie w Kanie było tylko antycypacją godziny, w której Maryja, w pełny sposób odegrała swą rolę Nowej Ewy u boku Nowego Adama i była dla Niego w pewnym sensie (który to sens powinien być jeszcze sprecyzowany przez teologię), „pomocą podobną do niego” (adjutorium simile sibi), od samego początku przewidzianą dla człowieka w Księdze Rodzaju.

Na wzór promieni wypływających z rąk Dziewicy z Cudownego Medalika, jako symbolu roli, która została Jej przydzielona w histońi zbawienia, przytoczone wyżej wyjaśnienia pozwalają na sformułowanie abstrakcyjnych stwierdzeń odnoszących się do abstrakcyjnego macierzyństwa Maryi w tym celu, abyśmy mogli jakby dotknąć konkretnej realizacji tychże wyjaśnień. Znajdują one solidne oparcie w więzi podkreślanej przez I. de la Potterie, jaka istnieje pomiędzy tekstami J 16,32 J 19,25-27. Wyjaśniam to połączenie w następujący sposób: w pierwszym przypadku chodzi o rozproszenia wspólnoty mesjańskiej „każdy w swoją stronę”. To „każdy w swoją stronę” można rozumieć w sensie przestrzennym, nade wszystko zaś w sensie duchowo-moralnym.



1   2   3   4


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna