Materiał dowodowy że eksplozja ufo koło tapanui posiadała globalne następstwa



Pobieranie 277.49 Kb.
Strona1/8
Data07.05.2016
Rozmiar277.49 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7   8






Rozdział D.

MATERIAŁ DOWODOWY ŻE EKSPLOZJA UFO KOŁO TAPANUI POSIADAŁA GLOBALNE NASTĘPSTWA

Największym paradoksem eksplozji koło Tapanui jest, że aczkolwiek do dzisiaj jej istnienie pozostaje prawie że nieznane, spowodowała ona niezwykle istotny impakt na historię prawie każdego kraju naszej planety. W niniejszym rozdziale omówione zostaną w skrócie przyczyny, mechanizm, i już rozpoznane przez autora efekty tego impaktu.

D1. Historyczne zapisy eksplozji koło Tapanui
Jednym ze źródeł dokładnych informacji o eksplozji koło Tapanui są różnorodne historyczne zapiski jakie można interpretować jako sprawozdania naocznych świadków z obserwacji niektórych z jej efektów. Jak dotychczas autorowi udało się natrafić na ślady dwóch takich zapisków, pierwszy z których wykonany został przez mnicha Gerwazego z Anglii, drugi zaś przez Kublai Khana (wnuka wielkiego wodza mongolskiego Genghis Khana). Zapis mnicha Gerwazego jest tak dokładny, że ponad 810 lat później umożliwił on autorowi dokładne odtworzenie daty, a nawet godziny tej eksplozji. Zacznijmy więc od jego omówienia.

D1.1. Zapis mnicha Gerwazego z Kanterbury (Anglia)


Najważniejszy z historycznych zapisów dotyczących eksplozji koło Tapanui datowany jest 18 czerwca 1178 roku (Julianowskiego kalendarza) i wykonany został przez mnicha Gerwazego (Gervase), kronikarza katedry Kanterbury (Canterbury) w Anglii. Popularna prezentacja tego zapisu zawarta została w części 4 zatytułowanej "Niebo i Piekło" ("Heaven and Hell") serii telewizyjnej Dra Carl'a Sagan'a "Kosmos" (Cosmos). Jest ona także publikowana w książce [1D1.1] pióra Simon'a Welfare & John'a Fairley: "Arthur C. Clarke's Mysterious World", William Collins Ltd., London 1980, ISBN 0 00 216536 8, strona 184. Ów zapis relacjonuje serię około siedmiu niezwykłych rozbłysków na Księżycu zaobserwowanych przez grupę mnichów z katedry Kanterbury. Oto treść tego zapisu, cytowana z powyżej podanej książki [1D1.1]:

"Tego roku, w niedzielę poprzedzającą festiwal Świętego Jana Babtysty, tuż po zachodzie słońca kiedy Księżyc zaczął być widzialny, niezwykłe zjawisko zostało zaobserwowane przez około pięciu mężczyzn, którzy odpoczywali siedząc zwróceni ku Księżycowi. W tym czasie był nowy Księżyc świecący bardzo jasno, zaś jego rogi jak zwykle w tej fazie zwrócone były ku wschodowi. Nagle górny róg rozpadł się na dwie części. Ze środka tego przepołowienia wytrysnął skręcający się płomień, rozprzestrzeniając ogień i iskry na znaczną odległość. W międzyczasie ciało Księżyca poniżej zaczęło się rzucać i zwijać, jakby w przerażeniu. Wyrażając to własnymi słowami tych którzy opowiedzieli mi o zdarzeniu i oglądali je na własne oczy, Księżyc rzucał się jak zraniony wąż. Po chwili Księżyc wrócił do właściwego kształtu i wyglądu. Powyższe zjawiska zostały następnie powtórzone sześciokrotnie lub nawet więcej razy, za każdym razem zakrzywiając rozbłysk ognia w innym, przypadkowym kierunku. Po zakończeniu powyższych transformacji Księżyc od rogu do rogu, to jest wzdłuż całej swej długości, zwolna przyjął pociemniały wygląd."

(W angielskim oryginale: "In this year, on the Sunday before the feast of Saint John the Baptist, after sunset when the moon had first become visible, a marvellous phenomenon was witnessed by some five or more men who were sitting there facing the moon. Now there was a bright new moon, and as usual in that phase, its horns were tilted towards the east and suddenly the upper horn split in two. From the midpoint of this division a flaming torch sprang up, spewing out, over a considerable distance, fire, hot coals and sparks. Meanwhile the body of the moon, which was below, writhed, as it were, in anxiety, and, to put it in the words of those who reported it to me and saw it with their own eyes, the moon throbbed like a wounded snake. Afterwards it resumed its proper state. This phenomenon was repeated a dozen times or more, the flame assuming various twisting shapes at random and then returning to normal. Then after these transformations the moon from horn to horn, that is along its whole length, took on a blackish appearance.")

Interpretacja autora dla powyżej zarejestrowanych zjawisk jest następująca. Rozbłysk pierwszej eksplozji następującej ponad Tapanui w Nowej Zelandii odbity został od Księżyca jak od kulistego zwierciadła docierając aż do obserwatorów w Anglii. Sprawił on na nich wrażenie wytrysku ognia i rozdzielenia się rogów Księżyca. Prawie natychmiast po tym, magnetyczne fale uderzeniowe eksplozji rozprzestrzeniające się w jonosferze spowodowały zafalowanie zjonizowanych mas powietrza wokół Ziemi, i w konsekwencji rzucanie się obrazu Księżyca. Wrażenie owego rzucania się zostało spowodowane tym samym mechanizmem, jaki wywołuje pozorne ruchy monety zanurzonej pod powierzchnią falującej wody. Po pierwszej eksplozji, sześć następnych statków z cygarokształtnego kompleksu kolejno eksplodowało, każdy z nich wywołując powtórzenie się zjawisk rozbłysku ognia i zafalowania obrazu Księżyca. Kiedy wybuchy zakończyły się, chmura pyłu i dymu wyrzucona przez eksplozję zwolna osiągnęła górną atmosferę, powodując stopniowe przesłonięcie światła Księżyca. To z kolei spowodowało przyjęcie przez Księżyc pociemniałego wyglądu. (Kiedy w 1908 roku podobna eksplozja nastąpiła w regionie tunguskim, fale uderzeniowe trzykrotnie okrążyły nasz glob, natomiast pyły wyrzucone do górnej atmosfery powodowały niezwykłe zjawiska świetlne obserwowalne przez trzy kolejne doby w znacznej części naszej planety).

Dla ścisłości naukowej w tym miejscu powinno zostać dodane, iż istnieje także inna interpretacja omawianego tu zapisu, opracowana przez dra Jack'a B. Hartung z Uniwersytetu Stanowego w Stony Brook z Nowego Jorku (t.j. the State University of New York at Stony Brook) i opublikowana w jego artykule [2D1.1] z Meteoritics, 30 September 1976, 11:187-94 (podobnoż powtórzona także w "Journal of Science", luty 1978). Stwierdza ona, iż mnisi z Kanterbury zaobserwowali meteoryt uderzający w Księżyc po jego niewidocznej stronie. W wyniku tego uderzenia powstać miał krater Giordano Bruno odkryty przez misję Apollo. Interpretacja dra Hartung'a posiada wszakże szereg nieścisłości, jakie czynią interpretację Tapanui bardziej ważną. Owe nieścisłości istniejące w interpretacji Hartung'a są jak następuje.

(a) Mnisi twierdzili, że Księżyc rzucał się i pulsował w sposób wyraźnie widoczny. Oczywiście uderzenie meteorytu nie mogło spowodować tak wielkiego przemieszczenia masy Księżyca, aby zauważalne ono było gołym okiem z naszej planety. Jest bardziej prawdopodobne, iż owo rzucanie się wywołane zostało zmianami w naszej atmosferze. Ale przecież ów meteoryt miał uderzyć Księżyc, nie zaś naszą atmosferę.

(b) Krater Giordano Bruno położony jest głęboko po niewidocznej stronie Księżyca, w jaki więc sposób mnisi mogli zaobserwować ogień z jego uderzenia rozprzestrzeniający się po naszej stronie tego satelity.

(c) Prawdopodobieństwo, iż kolumna około siedmiu meteorytów w przybliżeniu tej samej wielkości i wzajemnych odstępów uderzyła Księżyc i pozostawiła tylko jeden krater, prawie nie istnieje. Jednocześnie jest niemożliwym, aby pojedynczy meteoryt mógł wywołać kilkakrotne powtórzenie się rozbłysku, ognia, i pozornych ruchów Księżyca. (Dla porównania, w Tapanui istnieją fizyczne ślady, iż eksplodowała tam sekwencja co najmniej siedmiu wehikułów UFO   patrz rysunek C2).

Niezależnie od powyższych, przeciwko interpretacji Dra Hartung'a silnie przemawia jeszcze jeden argument na który uwagę autora zwróciła dopiero nauczycielka fizyki i chemii z Niemiec Zachodnich, Pani Lydia Kohlleppel (Memellandstr. 13, D-5272 Wipperfürth, Germany). Argument ten stwierdza, że:

(d) Na Księżycu brak jest atmosfery a co za tym idzie również i tlenu jaki przecież jest niezbędny do wytworzenia ognia i eksplozji. Mnisi z Kanterbury nie mogli więc zaobserwować ognia i eksplozji powstałych na samym Księżycu z prostej przyczyny iż wytworzenie ich tam jest procesem fizykalnie niemożliwym. Niniejsze przeoczenie Dra Hartung'a w uzupełnieniu do innych już przytoczonych argumentów przemawiających przeciwko jego interpretacji przypomina więc nieco owo anegdotyczne przemówienie burmistrza bodajże miasta Wrocławia do Napoleona. Odpowiadając na niecierpliwe zapytanie Cesarza Francji "dlaczego nie bito z armat na moje przywitanie", burmistrz wygłosił długawe przemówienie w którym przytoczył aż 12 istotnych powodów ku temu. Po szczegółowym omówieniu 11 niezwykle ważnych powodów dla braku salw powitalnych, burmistrz przystąpił do podania powodu numer dwanaście który brzmiał, "a także ponieważ nie posiadamy armat".

Oczywiście, na przekór powyższym przeoczeniom i nieścisłościom, ciągle będą istniały osoby przekonane o słuszności interpretacji Hartung'a tylko dlatego, iż super-nowoczesna misja Apollo odkryła na Księżycu relatywnie "nowy" krater Giordano Bruno. Takim osobom autor chciałby tu jednak przypomnieć, iż z punktu widzenia materiału faktologicznego, istnienie krateru na Księżycu posiada mniejszą wartość dowodową niż istnienie krateru Tapanui. Powodem jest, iż nie znane są obecnie dokładne metody niezależnego datowania krateru na Księżycu, natomiast datowanie krateru koło Tapanui może zostać niezależnie potwierdzone precyzyjną metodą węgla radioaktywnego, której dokładność czasami nawet zacieśnia się do kilku lat. Relatywnie "nowy" krater na Księżycu może więc oznaczać krater powstały kilkadziesiąt tysięcy lat temu, podczas gdy różne datowania krateru Tapanui są zgodne z zapisem Gerwazego z dokładnością dochodzącą do owych kilku lat.

* * *


Po opublikowaniu powyższej interpretacji autora dla obserwacji mnicha Gerwazego, zgodnie z tezą podrozdziału V4.2 monografii [1/3] o manipulowaniu przez UFO poglądami ludzi, wiele osób próbowało podważyć zasadność tego wyjaśnienia. Wśród argumentów owych osób dwa są na tyle interesujące iż zasługują one na omówienie w niniejszej monografii. Oto one.

W 1989 roku autor zorganizował na temat eksplozji koło Tapanui seminarium naukowe na Wydziale Botaniki Uniwersytetu Otago w Dunedin, Nowa Zelandia. Jeden z dyskutantów wyraził wtedy wątpliwość czy jakakolwiek eksplozja zaistaniała na naszej planecie wytworzyłaby wystarczająco silny błysk aby jego odbicie od Księżyca dało się zaobserwować na Ziemi nieuzbrojonym okiem. Aczkolwiek dosyć trudno byłoby zneutralizować powyższy argument za pomocą obliczeń czy też wyników jakichkolwiek eksperymentów rozbłyskowych nie bazujących na świetle laserowym, istnieje jedno źródło danych porównawczych jakie wskazuje na jego bezzasadność. Źródłem tym jest znane powszechnie zjawisko widoczności przy odpowiedniej pogodzie szarej poświaty na zwróconej ku Ziemi lecz zaciemnionej części Księżyca. Poświata ta jak wiadomo pochodzi od światła odbitego od Ziemi w kierunku Księżyca i następnie odbitego od zaciemnionej części Księżyca z powrotem w kierunku Ziemi. Jeśli więc tak niewielka ilość światła jaką nasza planeta odbija w kierunku Księżyca jest w stanie odbić się od tego satelity i być dostrzeżona na Ziemi nieuzbrojonym okiem, jest prawie oczywiste że również rozbłysk ogromnej eksplozji musi też być w stanie odbić się od Księżyca i zostać dostrzeżony przez wieczornych obserwatorów z Ziemi.

Innym argumentem powszechnie wysuwanym przeciwko hipotezie autora jest twierdzenie, że wieczorem 18 czerwca 1178 roku (angielskiego czasu) Księżyc jakoby nie mógł być równocześnie widoczny z Tapanui w Nowej Zelandii oraz z Kanterbury w Anglii. Prawdopodobnie najlepszym wyrazicielem tego właśnie argumentu jest Kenneth C. McCulloch (Box 3440, The Pas, Manitoba, R9A 1S2, CANADA) który 26 października 1992 roku wysłał autorowi polemizujący list. W liście tym powołał się on na użycie software o nazwie "LodgeStar Plus IITM", opublikowanego przez Zephyr Services (1900 Murray Avenue, Pittsburgh, PA 15217, USA). Używając owo software na swym komputerze Packard Bell PB286LP wykonał on obliczenia położenia Księżyca o godzinie 20:30 czasu uniwersalnego dnia 18 czerwca 1178 roku. Mapy nieba wydrukowane przez ów program pokazały co następuje - cytuję dosłownie z jego listu: "Mapa zaznaczona 'Słońce i Księżyc widziane przez Gerwazego' pokazuje część nieba widzianą krótko po zachodzie słońca. Słońce jest poniżej horyzontu zaś Księżyc jest powyżej horyzontu. Mapa oznaczona 'Słońce i Księżyc widziane z Tapanui' uwidacznia iż w tym samym czasie jaki pokazuje mapa Kanterbury, w Tapanui Księżyc był poniżej horyzontu." Aby wykazać jak wiele błędów McCulloch popełnił w swoim działaniu, poniżej przytoczono dosłowne brzmienie (oczywiście po przetłumaczeniu na język polski) listu autora jaki wysłany został w odpowiedzi na powyższą polemikę.

"Szanowny Panie McCulloch. Właśnie otrzymałem Pański list datowany 26 października 1992. Z listu tego wynika że przepuścił Pan kilka nieuzasadnionych danych przez nieprzetestowany program o nieznanym marginesie błędu i potem pośpieszył Pan z wyciągnięciem konkluzji które aczkolwiek nie posiadają wartości naukowej, przez osoby niezaznajomione z metodami i procedurami naukowymi mogłyby jednak zostać błędnie przyjęte jako ważne znalezisko (bez wątpienia jako takie zostały one przyjęte przez Pana).

Byłoby to moim życzeniem aby Pańska argumentacja była poprawna jako iż dopomogłaby ona w zamknięciu sprawy kataklizmu Tapanui i pozwoliłaby na odłożenie jej w stan spoczynku skoro szokująca prawda że eksplodował tam pozaziemski statek zdaje się przeszkadzać tak wielkiej liczbie osób. Na nieszczęście moje staroświeckie szkolenie naukowe oraz lata doświadczeń nie pozwalają mi na przeoczenie kilku niedokładności i niewłaściwych założeń w Pańskiej linii myślenia, jakie unieważniają wnioski do jakich Pan doszedł. Najlepiej więc jeśli przedyskutuję z Panem pięć najistotniejszych błędów jakie jestem przekonany że Pan popełnił, każdy z nich sam w sobie całkowicie wystarcza aby unieważnić Pańskie konkluzje. Jednocześnie jednak chciałbym zachęcić Pana aby przeanalizował moją logikę, i jeśli posiada Pan jakieś dalsze dane których nie ujawnił Pan w swoim oryginalnym liście zaś jakie podpierają Pański punkt widzenia, aby nie wahał się Pan przedstawić ich w swoim następnym liście. Wszakże najprawdopodobniej oboje staramy się być sługami tej samej Prawdy, zaś jedyną różnicą pomiędzy nami jest że patrzymy na to samo zagadnienie z dwóch przeciwstawnych punktów widzenia.

#1. Pierwszym błędem jaki wierzę popełnił Pan w swojej linii myślenia jest że zadał Pan swemu komputerowi niewłaściwe pytanie. Zamiast zapytać: "czy istniał jakiś przedział czasu wieczorem 18 czerwca 1178 roku gdy Księżyc był widziany równocześnie z Kanterbury w Anglii i z Tapanui w Nowej Zelandii", zapytał Pan "jaka była pozycja Księżyca o specyficznej godzinie tego dnia, jeśli patrzeć z Kanterbury oraz z Tapanui". Jest to całkowicie złe podejście, ponieważ w oryginalnym tekście zapisu Gerwazego nie została podana godzina zajścia omawianego wydarzenia. Gdyby jednak zadał Pan właściwe pytanie, wtedy - zakładając że model matematyczny w programie komputerowym jakiego Pan użył jest poprawny oraz ważny dla tego dokładnie przedziału czasu i dla tych dwóch lokacji, powinien Pan otrzymać odpowiedź "TAK". Mogę to Panu łatwo udowodnić, że "tak" musi być poprawną odpowiedzią na moje (t.j. poprawne) zapytanie, poprzez użycie prostej dedukcji geometrycznej którą poniżej prezentuję Pańskiej uwadze.

Na załączonym rysunku {patrz rysunek D1} może Pan zobaczyć planetę Ziemię symbolizowaną przez duży okrąg "E" oraz Księżyc ponad nią symbolizowany mniejszym okręgiem z krescentem. Aby uwypuklić problem jaki staram się tu zilustrować, przygotowałem ów rysunek w proporcjach jakie różnią się z tych przyjmowanych przez zilustrowane wielkości w rzeczywistości, aczkolwiek związki geometryczne do których one prowadzą są ważne dla każdej skali wymiarowej. Pozycje Kanterbury i Tapanui zaznaczone są odpowiednio punktami C i T. Kąt e reprezentuje różnicę pomiędzy 180 i pozycją kątową Kanterbury oraz Tapanui. Stąd z niewielkim przybliżeniem kąt ten może zostać opisany równaniem: e = 180 minus (długość_geograficzna_Tapanui minus długość_geograficzna_Kanterbury). Wystarczy użyć jedynie kilka prostych zasad geometrii aby dowieść że kąt m trajektorii m podążanej przez Księżyc kiedy był on jednocześnie widoczny z Kanterbury i z Tapanui musi być równy m= e. Kiedy owa wartość kątowa trajektorii jest zamieniona na jednostki czasu okazuje się, że wieczorem 18 czerwca 1178 roku Księżyc był równocześnie widoczny z Kanterbury oraz z Tapanui przez prawie całą godzinę od chwili kiedy zaczął on być widoczny z Kanterbury. Jest to więc okres czasu doskonale odpowiadający niejednoznacznym wyrażeniom użytym w kronice Gerwazego.

#2. Drugim istotnym błędem w Pańskiej linii myślenia jest że bez żadnego uzasadnienia przyjął Pan godzinę 20:30 jako czas wystąpienia zjawisk opisanych w kronice Gerwazego. Jeśli jednak uważnie przeczyta Pan tekst tej kroniki, łatwo dejdzie Pan do wniosku, że rzeczywisty czas tego zdarzenia mógł leżeć w obrębie nawet ± czterech godzin od czasu jaki Pan przyjął (zależnie od warunków pogodowych, lokalnej topografii, oraz jeśli istniał jakiś las po zachodniej stronie owego miejsca wieczornego odpoczynku mnichów).

#3. Trzecim elementarnym błędem jakiego się Pan dopuścił jest że zastosował Pan swój program komputerowy do daty 18 czerwca 1178 roku bez udowodnienia że model matematyczny użyty w tym programie jest ważny dla tej daty. Jest rzeczą powszechnie znaną że w międzyczasie używany przez nas kalendarz uległ zmianie z Juliańskiego na Gregorianski {dla chrześcijańskiej Europy w 1582 roku, dla protestanckiej Anglii i Ameryk w 1752 roku} oraz że zaistniały też różnorodne korekcje/poprawki w datach i czasie {np. w Europie po 4 października 1582 roku od razu następował 15 października 1582 roku}. Niekoniecznie wszelkie te zmiany zostały uwzględnione w działaniu Pańskiego programu. Minimalną więc rzeczą jaką powinien Pan uczynić to dostarczyć jakichś dowodów że istotne i historycznie dobrze udokumentowane zdarzenie astronomiczne z owego czasu (np. zaćmienie Słońca), jest potwierdzone przez wyniki otrzymane z Pańskiego programu. Czy mógłby mi Pan dostarczyć takiego potwierdzenia, dokumentując w ten sposób że jest Pan przygotowany działać nie tylko pospiesznie ale także i dokładnie. Jeśli z jakichś powodów nie jest Pan w stanie znaleźć takiego zdarzenia astronomicznego, proszę dać mi znać a ja mogę dopomóc Panu w jego wytropieniu.

#4. Czwartym elementarnym błędem jaki Pan popełnił jest że nie sprawdził Pan swego programu dla obu rozpatrywanych obszarów. Z Pańskiego listu wynika że program ten wykonany został w USA. Chociaż więc jego wyniki mogą być ważne dla tego kraju, niekoniecznie to oznacza iż są one także ważne dla Kanterbury oraz Tapanui, szczególnie iż eksplozja Tapanui nastąpiła po zachodniej stronie wierzchołka lokalnie najwyższego wzgórza. Czy mógłby dać mi Pan znać jakie posiada Pan dowody, że Pański program był przetestowany dla obu tych lokacji i daje dla ich obu poprawne wyniki.

#5. Piąty elementarny błąd Pańskiego podejścia jest że nie dostarczył Pan żadnych danych (czy wyników) wyznaczających margines błędu Pańskiego programu. Patrząc na niedbałe i niewyskalowane wydruki jakie Pański program wyprodukował mam wrażenie że margines ten może być dosyć znaczący i że może on przewyższyć rząd wyników jakie Pan starał się zinterpretować.

Aby podsumować powyższe dedukcje, argumenty jakie Pan użył w swoim liście być może mogą odnieść silne wrażenie na kimś kto nie posiada znajomości metodologii naukowych i kto ślepo wierzy w bożyszcze zwane "high-technology", jednakże po dokładniejszym przeegzaminowaniu wykazują one całkowity brak zasadności. Stąd z przykrością muszę Pana poinformować, że zamiast podważyć możliwość zaistnienia eksplozji Tapanui - jak to najprawdopodobniej było Pańską oryginalną intencją, Pańskie argumenty jedynie pomagają jeszcze raz potwierdzić że każdy istniejący fakt zdaje się dokumentować historyczne wystąpienie tego kataklizmu.

Aby lepiej wykorzystać okazję następnego listu, być może w międzyczasie powienien Pan jeszcze raz rozważyć swoje podejście do punktów #1 - #5 i dostarczyć mi wyników ich ponownego sprawdzenia.

Dziękuję za Pańskie zainteresowanie w moich badaniach. Wyglądam dalszego rozwoju wypadków. Z poważaniem, Dr Jan Pająk."

W uzupełnieniu powyższego warto tu też dodać co następuje. (1) Do chwili ostatniego aktualizowania tego podrozdziału (wrzesień 1999 roku) odpowiedź McCulloch'a na powyższy list nie dotarła do autora. Wygląda więc na to że oprócz ślepej wiary w potęgę komputerów nie posiadał on żadnych prawdziwych argumentów na poparcie swojego stanowiska. (2) Istnieje sporo materiałów źródłowych podających daty starożytnych zaćmień słońca. W przypadku okresu poprzedzającego eksplozję Tapanui przystępne omówienie tych materiałów dla Chin przytoczone jest na stronie 13 książki [18D3] powoływanej w podrozdziale D3. Przykładowo na wskazanej stronie tej książki podano że dwa takie zaćmienia, zaobserwowane w Chinach dnia 29 sierpnia 776 roku B.C. oraz dnia 23 listopada 2 roku A.D., zweryfikowane zostały przez Zachodnich naukowców. Natomiast w książce [5C7.3] pióra Rodney Davies "Nadprzyrodzone zniknięcia" (tytuł oryginału "Supernatural Disappearances"), Dom Wydawniczy Limbus (85-959 Bygoszcz, skr. poczt. 21, tel./fax 28-79-74), 1995, ISBN 83-85475-80-X, 255 stron, pb, na stronie 18 podana jest historyczna informacja, że 26 maja 714 roku p.n.e. miało miejsce zaćmienie słońca w starożytnym Rzymie.

D1.2. Obserwacja Gengis Khana (Mongolia)


W Królewskim Muzeum w Toronto w Kanadzie (Royal Ontario Museum in Toronto), jedna z sal wystawowych poświęcona jest Chinom. Na lewo od drzwi wejściowych do tej sali znajduje się drukowana informacja referująca do Annałów Kublai Khan'a, wnuka mongolskiego władcy Gengis Khan'a (w polskiej pisowni: Dżyngis-Hana). W Annałach tych podobnoż zostało napisane, iż w czasach gdy Gengis Khan był jeszcze chłopcem, ujrzał on "wielki znak na niebie". Znak ten wziął on za boski sygnał nakazujący mu sięgnięcie po przywództwo narodu mongolskiego oraz następne zbudowanie imperium sięgającego od Chin po Adriatyk w Europie. Wspomniana notatka muzealna nie podaje szczegółów omawianego znaku, wziąwszy jednak wiek jego obserwatora, a także umiejscowienie samego znaku (niebo) i jego spektakularny charakter prawdopodobnie związany z ogniem i eksplozją (w domyśle tylko bowiem znak o owym charakterze wzięty zostałby do serca przez chłopca aż tak poważnie) autor wnioskuje, że najprawdopodobniej Gengis Khan na własne oczy zaobserwował różnorodne efekty eksplozji koło Tapanui.

Dokładny rok urodzenia Genghis Khan'a nie jest jeszcze znany (być może właśnie ustalenia zaprezentowane w niniejszym podrozdziale kiedyś dostarczą danych rozstrzygających jakie umożliwią jego ostateczne sprecyzowanie). Prestiżowa [1D1.2] "The New Encyclopedia Britannica" (15 edition, 1986, Volume 19 - Macropedia) na stronie 747 pod hasłem dotyczącym tego władcy podaje co następuje, cytuję: "mógł on się urodzić w 1155 roku, w 1162 roku (data obecnie najbardziej preferowana w Mongolii), lub w 1167 roku" (w oryginale angielskojęzycznym: "He may have been born in 1155, in 1162 (the date favoured today in Mongolia), or in 1167."). Jeśli więc przyjąć jego urodziny albo na 1167 albo na 1162 rok, w chwili eksplozji Tapanui miałby on albo 11 lat, albo też 16 lat. W pierwszym przypadku napewno, z drugim zaś być może, kwalifikowałby się on do mongolskiego określenia "chłopiec" użytego w Annałach swego wnuka Kublai Khan'a.

Na podstawie naszej obecnej znajomości czasu i przebiegu eksplozji Tapanui można próbować wyspekulować jak prawdopodobnie wyglądało widzenie tej eksplozji przez chłopca później nazwanego Genghis Khan (t.j. Dżyngis-Han). W momencie jej nastąpienia w Mongolii było właśnie około czwartej w nocy, prawie wszyscy Mongołowie pogrążeni więc byli w głębokim śnie. Gengis w jakimś tam celu zapewne musiał opuścić swoją jurtę, być może po prostu "za potrzebą". Stał więc pod gołym niebiem zwrócony twarzą ku południowo-wschodowi przyglądając się milionom gwiazd połyskujących tej nocy na bezchmurnym niebie. Nagle powietrze przeszyte zostało serią jakby rytmicznych chrzęstów przypominających mu dźwięki wydawane przez kroczącego rycerza w pełnej zbroi (dzisiaj odgłos ten raczej przyrównywalibyśmy do kilku rytmicznych zaiskrzeń łuku spawarki elektrycznej). Równocześnie gdzieś poza horyzontem z pojedynczego punktu zaczęły się rozbiegać po niebie pulsujące promienie jakiegoś silnego światła, podobne do dzisiejszych wiązek laserowych czy smug z reflektorów przechwytujących samoloty. Kształt i zachowanie tych smug obserwującemu je chłopcu zapewne przypominało nieco pióropusz jakiejś ogromnej istoty ze światła rytmicznie maszerującej w jego kierunku poza horyzontem. Po pewnej chwili z punktu z którego rozchodziły się promienie tego światła zaczął się zwolna wyłaniać i rosnąć jakiś ogromny gorejący kształt. Żywa wyobraźnia patrzącego w zaokrąglonych, poskręcanych zarysach tego kształtu i zwolna rozprzestrzeniających się jego wypustkach bocznych dopatrzyła się wyłaniającej spoza horyzontu ogromnej postaci z ognia. Stopniowe zmiany i transformacje tego kształtu przez urzeczonego widza zostały więc szybko odczytane jako majestatyczny gest wszechpotężnej istoty dającej mu coś ważnego do zrozumienia. Po jakimś okresie owa zwolna gestykulująca ku niemu postać pomału rozpłynęła się z widoku. Jednakże część nieba którą ona poprzednio zajmowała przez długi jeszcze czas zdawała się wydzielać jakieś nieziemskie światło, pogłębiając w samotnym obserwatorze poczucie ważności otrzymanego właśnie przekazu. Przez resztę więc swego życia Genghis Khan zapewne starał się potem interpretować i wykonywać to co w jego własnej wyobraźni owa postać mu nakazywała.



Pobieranie 277.49 Kb.

  1   2   3   4   5   6   7   8




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna