Media miejscem ewangelizacji i troski o człowieka Co to są media?



Pobieranie 20.76 Kb.
Data02.05.2016
Rozmiar20.76 Kb.
Łukasz Głowacki, Media miejscem ewangelizacji i troski o człowieka
Co to są media?

W potocznym rozumieniu media to telewizja, radio i prasa. I tyle. Coraz częściej w tym otoczeniu pojawia się jeszcze Internet. Bardziej świadomi dodają jeszcze agencje informacyjne.

Ale czy rzeczywiście na tym należy poprzestać? Jestem głęboko przekonany, że nie. Istotą mediów jest bowiem przekaz. Czasem jednostronny, czasem dwukierunkowy. Przekaz masowy, co oznacza, że docierający do wielu osób. Do tych tradycyjnych środków komunikowania jak telewizja, radio, prasa i Internet powinniśmy dodać jeszcze: plakat, bilboard, ogłoszenie na kartce papieru, T-shirt sąsiada, ulotkę, graffiti na płocie remontowanego budynku... i wiele innych.

Muszę uzasadniać? OK. Weźmy plakat. Wisi sobie na słupie ogłoszeniowym, witrynie sklepowej czy gablotce parafialnej. Codziennie widzą go dziesiątki, setki, może i tysiące osób. Jego forma ma przyciągać uwagę i jednocześnie przekazywać treść. Czasem jest to „tylko” zaproszenie na koncert, a czasem „aż” zaproszenie na koncert. Jeśli wisi w dobrym miejscu i jest zrobiony dla tych, którzy często przechodzą mimo, może spełnić znacznie większą rolę w propagowaniu informacji niż telewizja, radio czy gazeta. Szczególnie jeśli dotyczy sprawy lokalnej.


Czy katolicy rozumieją media?

Co to za pytanie? Przecież katolicy tworzą niektóre media. Najłatwiej jest poszukać w mediach katolickich. Dwaj czynni członkowie Ruchu „Wiara i Światło”, Marcin Przeciszewski i Zbigniew Nosowski, są odpowiednio: prezesem i redaktorem naczelnym Katolickiej Agencji Informacyjnej oraz redaktorem naczelnym miesięcznika „Więź”. Członek Ruchu „Droga Neokatechumenalna”, Grzegorz Górny jest redaktorem naczelnym „Ozonu”, Andrzej Grajewski członek KIK-u w Katowicach pełni funkcję zastępcy redaktora naczelnego ”Gościa Niedzielnego”. Katolicy pracują jednak także w mediach „niekatolickich”. I to oni mogą wywierać olbrzymi wpływ na ewangelizację poprzez media.

Ale trzeba przyznać, że ogólnie rzecz ujmując, katolikom trudno jest przekonać się do mediów. Patrzą na nie przez pryzmat działań rynkowych, mających na celu zwiększenie oglądalności, słuchalności czy sprzedaży. Przez pryzmat reklam, wykupywanych przez różne podmioty czy akcji promocyjnych nie zawsze będących w zgodzie z nauczaniem Kościoła.

Brakuje z całą pewnością w Polsce wychowania do mediów. Brakuje też takiego przygotowania katechetom i księżom. Bez mądrze prowadzonych warsztatów, pokazujących w sposób praktyczny różne rodzaje mediów, nie da się zrozumieć mediów. Bo dopiero potem można mówić o ich wykorzystaniu.


Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

Praktycznie jedynym pismem, które odnosi sukces na polskim rynku wydawniczym jest Gość Niedzielny. Tygodnik, który w naszej diecezji sprzedaje się w śladowych ilościach, w innych diecezjach zwiększa nakład – jest teraz na czwartym miejscu wśród tygodników opinii. Niedziela nie potrafi się w tej rywalizacji odnaleźć. Może dlatego, że jej nakład jest ustalany odgórnie, a sprzedaż nie ma nic wspólnego z rywalizacją?

Po potężnym wejściu telewizji Puls zostało już tylko bolesne wspomnienie upadku. W tej chwili Puls to jeden z kanałów Polsatu, w dodatku regularnie tracący widzów (przedostatnie miejsce w badaniach AGB Polska za okres 12-18 września 2005 – 0,36%). Czy TV Trwam znajdzie sobie dobre miejsce? Tego nie wiemy. Z całą pewność o. Rydzyk ma inny pomysł na stację niż szefowie Telewizji Familijnej.

Wśród rozgłośni radiowych ze stacji katolickich na trwałe wpisało się tylko Radio Maryja. Trudno się temu dziwić – to jedyna ogólnopolska stacja odwołująca się do Kościoła. Jeszcze kilka lat temu równie wielu słuchaczy miało Radio Plus, ale po ostatnich zawirowaniach sieć rozpadła się na dwie części. A obok jest jeszcze wiele stacji diecezjalnych, które nie angażują się w żadne trwalsze alianse.

Dość dobrze radzi sobie Katolicka Agencja Informacyjna. Ale i ona nie zawsze była pewna swego bytu, a obecny oddech z całą pewnością zawdzięcza znacznie zwiększonemu zainteresowaniu informacjami o Kościele po śmierci Jana Pawła II. Miejmy jednak świadomość – to nie będzie trwać wiecznie. Dlatego KAI rozwija swoją ofertę – już nie tylko depesze, biuletyn, gazetka do kościołów, ale i serwis dźwiękowy, fotograficzny, bazy danych, korzystanie z funduszy europejskich.

A pozostałe media lokalne? Te plakaty, ulotki, gazetki? Członkowie ruchów katolickich powinni właśnie im się przyjrzeć, bo są w zasięgu ręki. Można sprawdzić, czy czasem nieco fachowości i trochę czasu nie uczyni z nich lepszej formy docierania do potencjalnych odbiorców niż tradycyjne, potężne i tylko duże media.


Czas postraszyć

W publikacji na Ogólnopolski Kongres Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich (S. Latek, P. Cywiński) wyliczają słabości w dziedzinie mediów, z którymi powinny zmierzyć się te organizacje: postępujące ujednolicenie proponowanych przez media wzorców kulturowych i obyczajowych pozbawionych głębszych treści i odniesień do życia duchowego człowieka; podporządkowanie mediów prawom rynku i trudności w rozeznaniu praw rynku; zacierania się różnicy między przedstawianą (realną) rzeczywistością, a rzeczywistością wirtualną; swoiste zniewolenie mediów wynikające nie tylko z dążenia do zwiększenia nakładu, liczby słuchaczy czy widzów, ale także z wyznawania swoistej „poprawności politycznej” i braku otwartości na inaczej myślących.

Są też bardziej konkretne „czynnik wzbudzające lęki i niepokoje”: agresja, brak profesjonalizmu, brak szacunku dla odbiorcy, nachalna propaganda pewnych wybranych idei, niechlujstwo językowe, manipulowanie faktami, niszczenie autorytetów, propagowanie wzorców konsumpcyjnych i relatywizmu moralnego.

„Wymienione, a także inne wady i braki mediów powodują, że są one odrzucane przez część społeczeństwa, nie spełniają swego posłannictwa – nie służą człowiekowi i jego ewangelizacji, a co więcej, jak niedawno zauważył Jan Paweł II „w dogłębny i burzący sposób wpływają na relacje rodzinne, system szkolny, procesy społeczne i kulturowe, czasami niszcząc lub zmieniając normalne stosunki edukacyjne, wychowawcze i socjalne”” – czytamy w tekście.

Na szczęście jest też krótki passus: „Ruchy i stowarzyszenia katolickie świadome istniejących niedoskonałości i ograniczeń (również własnych), a także niszczącego, destrukcyjnego wpływu mediów na życie społeczne, powinny zdawać sobie jednak sprawę z ogromnej pozytywnej roli mediów, nie zawsze docenianej i wykorzystywanej”.
Ewangelizacja w mediach niekościelnych

Zawsze można oczywiście ponarzekać, ale uważam, że w tej kwestii wcale nie jest źle. Wydarzenia kwietniowe były dla niektórych dziennikarzy szybkimi rekolekcjami w życiu codziennym, w dodatku prowadzonymi przez największego ze współczesnych rekolekcjonistów. Proszę mi wierzyć – wywarły one na ludziach mediów niezatarte piętno. Oczywiście w sensie pozytywnym. Niejeden raz koledzy-dziennikarze mówią: „Oczywiście życie nie stało się zaraz potem diametralnie lepsze, ale ja już jestem innym człowiekiem”.

Ale i wcześniej dobrze podane informacje dotyczące ewangelizacyjnej działalności Kościoła docierały do odbiorców tych mediów. I to wcale nie dzięki istnieniu „katolickich okienek” (ja wolę je nazywać „katolickimi gettami”), ale w normalnym czasie, w dziennikach i programach publicystycznych. Taka sytuacja w niektórych państwach europejskich jest nie do pomyślenia. Tymczasem w Polsce nie tylko pielgrzymki papieża do Ojczyzny miały godną siebie oprawę.
Pokolenie JP2

Wszyscy jesteśmy pokoleniem JP2. Czyli pokoleniem, które zostało obdarzone darem w postaci Jana Pawła II i odpowiedzialnością w postaci spuścizny, jaką nam zostawił. To nie może być bierne przyglądanie się temu, co z tym zrobią inni, ale zakasanie rękawów i na zmianę: modlitwa i praca, modlitwa i praca.

Testament papieża jeśli chodzi o media jest prosty: prawda i odwaga. W przypadku mediów to oczywiste: odwaga mówienia prawdy. Żeby dotrzeć do prawdy, trzeba ją poznać. Żeby o niej mówić, trzeba ją poznać na wskroś. Nie ma nic gorszego niż odwaga mówienia tego co uznamy za prawdę.

Żeby zasłużyć na miano pokolenia JP2 musimy zatem ciężko pracować. Nie zasłużymy na nie budowaniem pomników, przemianowywaniem ulic, nawet organizowaniem marszy. Do tego potrzebna jest długa i mozolna praca. Oczywiście – jest w niej miejsce na manifestowanie swojego przywiązania do JP2. Ale więcej siły powinniśmy poświęcić na prośby wznoszone za jego pośrednictwem. Kto, jeśli nie On, jest w stanie nad tym czuwać.


Moralizm

Ks. Luigi Giussani, założyciel ruchu Komunia i Wyzwolenie (CL) przestrzegał nas przed moralizmem. Moralizm jest bowiem – jak podkreśla ks. Giussani – „wyborem jednostronnym wartości, dla potwierdzenia własnej wizji rzeczywistości albo własnych korzyści politycznych, ekonomicznych i psychologicznych”. Często strony sporu czerpią pełnymi garściami z takiej postawy. Swoi są idealni, przeciwnicy – zbrukani. Tymczasem próba przedstawiania społeczeństwa czy rządu jako nieskazitelnych, to „oszustwo największe z możliwych” (Bernard Lévy). W ludzkich sprawach taka nieskazitelność jest niemożliwa.

Jak zauważa ks. Giussani, moralizm objawia się na dwa sposoby. Pierwszy z nich to faryzeizm. Faryzeusz to ten, który nie boi się powiedzieć: „Panie, ja jestem porządny!” Taki „porządniś” nie potrzebuje już Chrystusa, bo sam ustala miarę słuszności postępowania nie tylko swojego, ale i innych ludzi. „I, w istocie, w konsekwencji używa przemocy, wymierzonej przeciwko temu, kto jest taki jak on – jak faryzeusze przeciw Jezusowi – przeciw temu, kto nie myśli i nie mówi według parametrów ustalonych przez niego albo jego własną klasę” – mówi założyciel CL.

A drugi symptom moralizmu, to łatwość sięgania po oszczerstwo. Czyli wyznawanie grzechów, połączone z biciem się w cudze piersi – jak nieco żartobliwie określił to błogosławiony papież Jan XXIII. „Skłonność do gorszenia się powiększa jeszcze granice oszczerstwa, które zacząć się może w sposób bardzo subtelny” – dodaje ks. Giussani. Faryzeizm i oszczerstwo to sprawy, „których towarzystwo zbierające się w imię Chrystusa, nie może tolerować” – twardo głosi ks. Luigi.


Świadkowie, a nie nauczyciele

Potrzeba nam teraz świadków, a nie nauczycieli. Jeśli ktoś chce nauczać, musi być świadkiem. Najprostszy przykład: katecheza. Ilu katechetów z własnej woli uczestniczy w spotkaniach formacyjnych. Ilu z nich wywodzi się z ruchów i stowarzyszeń?

Ale wróćmy do mediów. Istnieje potężne niebezpieczeństwo, że krytykując media za agresję, brak profesjonalizmu, brak szacunku dla odbiorcy, nachalną propagandę pewnych wybranych idei, niechlujstwo językowe, manipulowanie faktami czy niszczenie autorytetów – sami wpadamy w pułapkę tych samych czynników. Czując się bowiem „moralnie lepsi”, bijemy się w cudze piersi za swoje własne grzechy.
Tematy do dyskusji

Uczestnicząc w spotkaniu przedstawicieli ruchów i stowarzyszeń katolickich apeluję o odwagę w docieraniu do prawdy o mediach. Ta odwaga wymaga postawienia sobie konkretnych celów i podjęcia konkretnych działań.


Drzewo celów:

Cel: skuteczna ewangelizacja poprzez media
Działania:

1. Nauka rozumienia języka mediów

2. Nauka aktywnego korzystania z mediów tradycyjnych

3. Nauka aktywnego korzystania z mediów nietradycyjnych

4. Nauka komunikowania się na poziomie rodziny i społeczności sąsiedzkiej

5. Nauka korzystania z mediów

6. Tworzenie nowych mediów w obszarach już istniejących i dopiero powstających

7. Profesjonalizacja działań

8. Współpraca z mediami




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna