Melchior Wańkowicz na Mazurach – lato 1935r



Pobieranie 9.96 Kb.
Data06.05.2016
Rozmiar9.96 Kb.
Melchior Wańkowicz na Mazurach – lato 1935r.
W 1935 roku Melchior Wańkowicz wybrał się na Mazury w celu napisania cyklu reportaży o tej krainie. W ówczesnym czasie w Niemczech twardą ręką rządzili hitlerowcy. Mazury były wtedy częścią Prus Wschodnich należących do Państwa Niemieckiego. W zdobyciu wizy wjazdowej niemałą pomoc okazał Wańkowiczowi naczelny redaktor organu prasowego Partii Hitlerowskiej „Der Angriff” – Schwartz Van Berg. Van Berg był entuzjastycznie nastawiony do pomysłu opublikowania w Polsce cyklu reportaży o Mazurach. Sądził bowiem, iż po zawarciu polsko-niemieckiego traktatu o nieagresji w 1934 roku, polski publicysta będzie opisywał Mazury jako krainę mlekiem i miodem płynącą. Van Berg z góry też zamówił u Wańkowicza artykuł dla swojego pisma, któremu nadał tytuł „Polak poznaje Prusy Wschodnie”. Zamówionego artykułu, jak się później okazało, Van Berg nigdy nie opublikował.
24 czerwca 135 roku Wańkowicz przybył do Szczytna. Tutejsze władze niemieckie powiadomione o celu podróży pisarza, roztoczyły nad nim dyskretną opiekę. Wańkowicz nawiązał w Szczytnie kontakty z miejscowymi działaczami mazurskimi zwłaszcza z Reicholdem Barczem. Służyli mu oni informacjami, inspirowali jego spotkania z interesującymi ludźmi a także wypady do ciekawych miejscowości. Przez cztery tygodnie Wańkowicz przemierzał Mazury od Szczytna aż po Ełk. Nie wiedział, że jak cień podąża za nim agent niemieckiego kontrwywiadu o pseudonimie KRUK. Był nim, Hermam Falkenberg. Otrzymał on zadanie ścisłej obserwacji Wańkowicz i donoszenia o jego każdym kroku.



Po powrocie do Polski Wańkowicz zasiadł do pisania. Pierwotne plany zmienił i zdecydował się napisać książkę poprzedzoną cyklem opowiadań przed mikrofonami polskiego radia. Zawiadomił o tym fakcie swych mazurskich informatorów. Stało się wówczas jasne, że nie będzie to zbyt przychylna dla Niemców książka. Wieści te dotarły również do uszu Falkenberga, który niezwłocznie powiadomił swoich mocodawców - Ci zlecili mu funkcję pośrednika. Falkenberg udał się do głównych rozmówców Wańkowicza, – Barcza i Iwickiego. Namawiał ich, aby we własnym interesie wyprosili u pisarza rezygnację z pisania książki. W ostateczności, twierdził Falkenbererg - mogłaby się ona ukazać po uprzedniej, dokonanej przez niego korekcie. Jednak nie udało mu się nic wskórać. Zapowiedź publikacji książki o charakterze anty-niemieckim przeraziła Niemców. Wszystkie placówki gestapo i Komórki Związku Niemieckiego Wschodu (kolejne wcielenie Hakaty) na terenach gdzie przebywał Wańkowicz otrzymały polecenie zgromadzenia wszystkich materiałów odnoszących się do pobytu pisarza. W grudniu 1935 roku olsztyńska podgrupa BDO skomasowała wszystkie tego rodzaju meldunki, z których na szczególne uznanie i podziękowanie zasłużył sobie dokładny raport z powiatu mrągowskiego.

Gdy Wańkowicz rozpoczął radiowe audycje, polskie radio stało się najpopularniejszą rozgłośnią, wśród wschodniopruskich hitlerowców. Co do merytorycznej treści pogadanek, potwierdziły się doniesienia Falkenberga. Prezydent olsztyńskiej rejencji – Schmidt całą winę za pobyt Wańkowicza na Mazurach zrzucała na redaktora naczelnego „Der Angriff”. Hitlerowcy czekali teraz na wydanie książki, która w Polsce bardzo szybko stała się bestsellerem. W szereg egzemplarzy zaopatrzyli się także hitlerowcy z Prus Wschodnich. Szef królewieckiej centrali BDO profesor Theodor Oberlaender pisał do Berlina, że już dawno nie czytał polskiej książki tak dobrze napisanej pod względem propagandowym. Władze Berlina zobowiązały Oberlaendera do zgromadzenia kontrargumentów i dowodów przeciw zawartym u Wańkowicza stwierdzeniom i spostrzeżeniom. W tym celu zatrudniono cały sztab pracowników w Królewcu oraz Olsztyński aktyw BDO. Olsztyński nadprokurator zmuszony został do wertowania dawnych akt sądowych obejmujących sprawy Lanca, Linki, Kiwickich, o których to pisał Wańkowicz. Całością prac kierowali Królewieccy naukowcy, znawcy spraw polskich i bliscy współpracownicy Oberlaendera -profesorowie Golub i Serafin. Gdy komplet materiałów mających być przeciwstawieniem faktów zawartych u Wańkowicz był gotowy, profesor Golub oświadczył, że tym razem napisze on na ich podstawie daleko obszerniejsze i bardziej wnikliwe dzieło, któremu nada tytuł „Na tropach Wańkowicza”. Książka ta jednak nigdy nie została napisana, Co ciekawe Niemcy postanowili przetłumaczyć dzieło Wańkowicza i rozesłać je do komórek BDO, NSDAP, administracji, policji i gestapo. Miało to unaocznić tym instytucjom antyniemieckie nastawienie Polaków.
Jeszcze w lipcu 1937 roku kierownictwo NSDAP w Królewcu informowało swe komórki o tym ,że może jeszcze rozdzielić wśród działaczy partyjnych pewną liczbę egzemplarzy – „Na tropach Smętka”, zachęcało przy tym do jej czytania, gdyż – jak pisano – „zawarte w niej problemy mogą być interesujące i pouczające dla działaczy w Prusach Wschodnich „. Książką zainteresowała się nawet Abwehra. Jej funkcjonariusz – kapitan Herman z Olsztyna, zażądał jednego egzemplarza twierdząc, że jest mu potrzebny w celach wywiadowczych. Jednocześnie Hitlerowcy starali się, aby na Mazury nie przedostał się żaden polskojęzyczny egzemplarz książki. Zarówno prezydent rejencji olsztyńskiej jak i gestapo z góry zaradziło jej konfiskatę. Książka „ Na tropach Smętka” była czytana potajemnie na obszarze Prus Wschodnich.




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna