Metodologiczne zasady wartościowania I wartośĆ jako koncept metodologiczny



Pobieranie 143.23 Kb.
Strona1/3
Data06.05.2016
Rozmiar143.23 Kb.
  1   2   3


METODOLOGICZNE ZASADY WARTOŚCIOWANIA I WARTOŚĆ

JAKO KONCEPT METODOLOGICZNY



Oleg W. Leszczak

Что есть чего лучше? — древний такой вопрос! скажем, лучше ли алмаз, чем бархат? может, и лучше (нужна система отсчета, либо назначения), Вавилон лучше или Эльсинор? — кто знает? кто-то, видимо, и знает — тогда и скажет со временем! Гоголь или Достоевский? — тот же самый вопрос! или неразрешимый вопрос? А может, Толстой? — хотя это уже и не вопрос даже! Железо или золото? — а ведь надо отвечать! надо! А может, ирпень? — что? — ирпень! — это что еще такое? — ну, ирпень! вот ведь, до нашего вопроса есть и еще много вопросов: кто? что? где? какой-такой? ну, да ладно, качество лучше или количество? — это уж вопрос абстрактный, прямо скажем, но отвечать все равно придется! лучше, пожалуй, то, что просто лучше! а? нет? почему? лучше всех мы! — это ясно! — что ясно? — что мы лучше! — это почему же так сразу и ясно? — ты же сам сказал! — мало ли что я скажу! — но мы лучше, это ясно и без тебя! — согласен! а вот лучше ли Сталин Гитлера? — Гитлер, говоришь, Сталина? — нет, Гитлер Сталина-то ясно, а вот Сталин Гитлера? — в этом смысле, лучше! — а татары? — что татары? — лучше ли татары? — кого? — никого! просто: лучше ли? — наверное! — вот то-то.



Дмитрий Пригов Предуведомление к шестьдесят пятой азбуке "Что есть лучше всего?" 1990
Wartościowanie jako kwalifikacja i jako okazywanie względów

Porównując polskie wyrazy „oceniać” i „wartościować” z niemieckim „bewerten”, Jadwiga Puzynina doszła do wniosku, iż występuje tutaj dysproporcja językowych obrazów świata, ponieważ niemiecka świadomość językowa łączy te różne (z punktu widzenia języka polskiego) pojęcia w jedno, ujmujące jednocześnie przypisywanie przedmiotom ocen kognitywnych i emocjonalnych na podstawie ich porównania z pewnymi wzorcami1.Przytoczone w artykule J. Puzyniny rozróżnienie pomiędzy ocenami (wartościami) jakościowymi (aksjologicznymi czyli wartościami sensu stricte) a ocenami (wartościami) ilościowymi wydaje mi się być z terminologicznego i pojęciowego punktu widzenia niezadowalającym. Po pierwsze, wartości emocjonalne nie są, ściśle mówiąc, zjawiskami jakościowymi, ponieważ jest możliwe zastosowanie wobec nich procedury skalowania i stopniowania (intensyfikacji) (patrz Zühlke,1992, s.102). J.Puzynina mówi również, że "tym, co jest wspólne dla wszelkich wartościowań, jest ich skalowość" Zjawiska o takich cechach Kant całkiem słusznie definiuje jako intensywne w przeciwieństwie do fenomenów sumarycznych, powstających z połączenia różnorodnych cech, które nazywał ekstensywnymi. Intensywność zarówno jak i ekstensywność są pojęciami ilościowymi2, wtedy gdy możliwe są też oceny ściśle jakościowe, tj. opierające się na hierarchicznym systemie wzorcowym, który nie ma charakteru skali. "W matematyce mało jest nierozkładalnych (Unauflösliche) pojęć i niedowodnych twierdzeń, w filozofii natomiast są one niezliczone" (Kant, 1999b, s. 59) oraz "Przyznaję, że wyjaśnienia przyjemności i przykrości (Lust und Unlust), pożądania i wtrętu i niezliczone podobne, nigdy nie mogą być dane dzięki zupełnym analizom [...] U podstaw bowiem tak różnorodnych pojęć muszą leżeć rozmaite (unterschiedliche) pojęcia elementarne" (Ibidem, s. 60-61). To właśnie u podstaw pojęć jakościowych leży idea inwariantności, tj. jedności w czasie i przestrzeni czyli pozaczasowością i pozaprzestrzeniowością: "[...] całość jest równa wszystkim częściom razem wziętym [...]" (Ibidem, s. 61).

Oceną ściśle jakościową można by było nazwać właśnie kognitywną kwalifikację przedmiotu jako takiego, który odpowiada lub nie odpowiada wymogom pewnego systemu wzorcowego. Tak, na przykład, możemy powiedzieć, że wniosek, iż pewien wyraz A jest wyrazem polskim, a B — wyrazem rosyjskim, jest oceną jakościową, ponieważ jednoznacznie uznaje wyraz A za odpowiadający wymogom systemu języka polskiego, natomiast B — za wyraz, odpowiadający wymogom systemu języka rosyjskiego.

Niektórzy badacze problemów aksjologii (zwłaszcza nastawieni pozytywistycznie lub fenomenologicznie) uważają, że takie twierdzenia wcale nie zawierają żadnej oceny i odnoszą je do tzw. sądów faktycznych lub intencjonalnych. Roger A. Shiner, na przykład, pisze: "Musimy rozróżnić pomiędzy osobą obojętną względem rzeczy, którym daje nalepki, a osobą, którą to obchodzi. Tylko o tej drugiej możemy powiedzieć, że dokonuje wartościowania, że jest świadoma wartości" (Shiner, 1995, s.9) i dalej "Obojętny oceniający nie zna kryteriów stosowania używanych przez siebie orzeczników, ponieważ nie zdaje sobie sprawy, że w ramach słownej gry w wartościowanie ich stosowaniu powinno towarzyszyć jakieś, pozytywne lub negatywne zainteresowanie rzeczami, których dotyczą" (Ibidem s.10). Pozwolę sobie zakwestionować świadomość aktu wartościowania i osobiste emocjonalne zaangażowanie, jako cechy typologiczne dla każdego takiego aktu. Bardzo często oceniamy pewne zjawiska czy zdarzenia, nie uświadamiając sobie ani faktu wartościowania, ani własnego emocjonalnego zaangażowania. Skąd mamy wiedzieć, czy jedną osobę coś obchodzi, a innej jest to obojętne? Czy dlatego, że one nam o tym mówią? Z jakiej racji mamy im wierzyć?

Zdaniem Shinera wartościowanie może być prawdziwym lub pozornym, tzn. może się łączyć z uczuciem3 lub też nie, i możemy to łatwo wywnioskować z ich wypowiedzi. Na licznych przykładach (zresztą bardzo niejednoznacznych) próbuje on udowodnić, ze wartościowaniem można nazywać tylko sądy podmiotu naprawdę nieobojętnego wobec obiektu oceny a zarazem świadomego swej nieobojętności. Nasuwa się wniosek, iż jeśli można w pełni uświadamiać sobie swoją nieobojętność, to można również uświadamiać i obojętność, a więc jeśli nieobojętność gwarantuje prawdziwą ocenę, to podkreślona i uświadamiana obojętność staje się gwarancją obiektywności twierdzeń4 a zarazem gwarancją wiedzy pozytywnej.5 Oczywiście "obiektywizm" i "sprawdzalność" pewnego twierdzenia z tego punktu widzenia mają być wolne od wszelkich preferencji subiektywnych, tj. od ocen i afektów. A jeżeli już zdarza się oceniać lub wartościować, to, zdaniem Shinera, musimy to robić "świadomie".

Chodzi mi tutaj nie o to, że zdarza się nam wartościować podświadomie i bez emocji, lecz o to, że akt wartościowania zasadniczo nie różni się od aktu poznawczego. Oceniając wartościowanie jako akt wyłącznie psychoemocjonalny w odróżnieniu od neutralnych (a więc niewartościujących) wypowiedzi, Shiner pisze, że odnośnie twierdzeń na wzór "Nowy samochód Freda to Ford", "W sklepie na rogu zabrakło kawy" lub "The Oilers grają dzisiaj na własnym boisku" "nie mamy powodu przypuszczać, że stwierdzeniom tym towarzyszą jakieś uczucia czy określony stosunek ze strony osoby je wypowiadającej" (Shiner, 1995, s.11). Nie mamy również powodu przypuszczać, że jakieś uczucia czy określony stosunek tym stwierdzeniom nie towarzyszą. Autor widocznie uprawia lingwistykę mowy pisanej, tzn. nie bada on syntaktycznych czy fonetycznych jednostek mowy, ani też syntaktycznych czy fonetycznych modeli językowych, lecz wyłącznie ich graficzne ślady. Przy tym mówi się o "znaczeniach", "wartościach" czy "emocjach". Jeśli jakiś człowiek mówi o nowym samochodzie Freda, braku kawy w sklepie lub grze pewnej drużyny na własnym boisku, oznacza to, że: a) zdaje sobie sprawę, że coś się wydarzyło, b) uświadamia sobie lub wyczuwa, że mogło być inaczej i (ze względu na to, że w ogóle o tym mówi) c) obchodzi go to. Powie o tym z taką intonacją, w takim kontekście lub w takiej sytuacji, że w większym czy mniejszym stopniu zdradzi swoje intencje: np., radość czy zazdrość (samochód Freda), zmartwienie lub złośliwą satysfakcję (brak kawy), nadzieję na zwycięstwo czy obawę porażki (gra na własnym boisku). Oczywiście spektrum emocji czy pierwiastków wartościujących w tych przypadkach może być o wiele szersze, niż zaproponowałem. Natomiast jest bardzo mała szansa na usłyszenie czegoś takiego od osoby, która nie ma żadnego stosunku do Freda, nie zna się na samochodach, nie chodzi po sklepach, nie pije kawy, nie kibicuje żadnej drużynie i w ogóle nie zna się na grach sportowych. Wnioskuję, że podejście Shinera jest typowo pozytywistyczne, opierające się na zasadach logiki formalnej, wiedzy pozytywnej i uogólnień racjonalistycznych. Rozważania tego typu po prostu nie rozróżniają formalnej i semantycznej strony twierdzenia, znaczeniowej, gramatycznej, fonetycznej i graficznej formy, a także znaczenia i sensu wypowiedzi. Pewne pozytywistyczne cechy ma też teoria "języka wartości" Jadwigi Puzyniny, ponieważ zakłada istnienie w języku systemu środków wartościowania, których opisanie pomoże w skutecznej analizie tzw. wypowiedzi wartościujących6.

Emocjonalność oceny (wartościowania) nie zawsze musi być semiotycznie eksplikowana. Ważną dystynkcją, wprost czy pośrednio połączoną z kwestią wartościowania, jest rozróżnienie ocen / wartości intencjonalnych (niesemiotycznych) i ocen / wartości semiotycznych (w tym werbalnych). Emocje, towarzyszące ocenie, mogą, ale nie muszą, być eksplikowane poprzez środki semiotyczne. W tym przypadku możemy mówić o ekspresji wartościowania. Nieobecność emocji wcale nie świadczy o tym, że mamy do czynienia z oceną ściśle kognitywną (generalizacją lub referencją, pytaniem lub pobudzeniem obiektywnym). Może to być emocjonalne wartościowanie implikowane (ukryte), i dlatego ujawnienie obecności emocji staje się tylko kwestią analizy tekstu i okoliczności jego powstania. Chociaż nie ma żadnej gwarancji, że implikowane emocje w ogóle da się ujawnić, zwłaszcza, jeśli analizujemy wtórne ślady tekstu syntaktycznego (na przykład, takie, jak tekst pisany). Z takimi to „tekstami” w większości mają do czynienia krytycy literatury, hermeneuci, literaturoznawcy i lingwiści tekstu.

Bardzo naiwne są przypuszczenia, że w przypadku analizy komunikacji w obcym języku lub kierowania samochodem z ręczną skrzynią biegów da się odróżnić umiejętności i poznania od emocji i uczuć, im towarzyszących, a w przypadku rozważań o socjalizmie czy o dziele literackim (tj. w sferze nauk humanistycznych) tego zrobić się nie da7. Uważam, że Shiner się myli. Strata tej czy innej umiejętności prowadzi do zakłóceń w działalności, do niepowodzenia, co nie może nie wzbudzać uczuć i emocji negatywnych. W każdym razie niepowodzenia praktyczne u człowieka z normalną psychiką (jeśli można wierzyć psychologom) prowadzą do ustosunkowania osobistego wobec aktu lub przyczyn niepowodzenia. To zaś prowadzi do zmian o charakterze intencjonalnym, tj. zmian w nastawieniu do tej działalności (od zniechęcenia do żądzy wznowienia straconych umiejętności – w zależności od motywacji i charakteru człowieka). Uważam, że zmiany w układzie uczuć i popędów mają jednak bezpośredni wpływ na „osiągnięcie czy utrzymywanie tych umiejętności” (Shiner, op. cit., s. 12). W tym przypadku trudno stwierdzić, czy to umiejętność posługiwania się obcym językiem wpływa (za pośrednictwem satysfakcjonującej komunikacji) na pozytywne emocje i chęć podtrzymywania tej umiejętności, lub na odwrót: to negatywne przeżycia komunikacji nieudanej spowodowały osiągnięcie takiej umiejętności. To samo dotyczy umiejętności kierowania samochodem czy też umiejętności rozważania o teoriach politycznych lub dziełach artystycznych, jak i wiedzy, towarzyszącej tym umiejętnościom. Jak mawiał Max Weber, "Dla człowieka nie ma żadnej wartości to, czego nie może robić z pasją". Otóż ocena, "znaczeniowość", wartość, osobiste ustosunkowanie zarówno wobec obiektu działalności, jak też wobec samej działalności, moim zdaniem, są podstawą wszelkiego postępowania człowieka.

Każdy akt kognitywny z punktu widzenia aksjologii pragmatycznej z zasady jest aktem wartościowania, ale w żadnym wypadku nie oznacza to, że umiejętności praktycznych lub wiedzy kognitywnej nie da się odróżnić od emocji, popędów i nastawień. W każdym z wymienionych przypadków mamy do czynienia z pewnym typem wiedzy (np., o teoriach politologicznych czy twórczości artystycznej), umiejętności (np., przeprowadzenia analizy naukowo-filozoficznej czy krytyki artystycznej), a także emocji i uczuć, powstającym w czasie aktualizacji tej wiedzy czy realizacji owych umiejętności. Dwaj teoretycy politologii lub sztuki, analizując socjalizm lub pewne dzieło artystyczne, mogą się zgadzać w pewnych ocenach o charakterze merytorycznym (np. że socjalizm jest to ustrój socjocentryczny, a to dzieło jest pierwszą znaną nowelą historyczną), lecz zupełnie odmiennie oceniać wpływ tej teorii czy tego dzieła na rozwój myśli politycznej lub rodzaju noweli. Zarazem ci sami naukowcy mogą mieć zupełnie tożsamy osobisty stosunek emocjonalny do wymienionych przedmiotów refleksji (np. negatywny stosunek wobec socjalizmu i przychylny wobec pewnej powieści historycznej). Bardzo często zdarza się (zwłaszcza w formach działalności kulturowej), że ocena merytoryczna (jakościowa kwalifikacja przedmiotu odnośnie pewnych reguł teoretycznych lub ustalenie jego miejsca w pewnej skali ilościowej) zasadniczo odbiega od emocjonalnej oceny jego wartości wobec preferencji osobistych.

Powracając do wspomnianej na początku artykułu dystynkcji "ocena emocjonalna – ocena subiektywna", musimy zadać sobie pytanie, czy emocje same przez się zakładają jakieś oceny i wartości, tj., czy z góry są "dobre" czy "złe". Za bardzo ważne rozróżnienie w kwestii ocen emocjonalnych uważam dystynkcję pojęć „uczucia – emocje”, wprowadzoną przez Norberta Friesa (patrz. Fries, 1992, s.105-133). Uczucia, według Friesa, są to prymarne funkcje psychofizjologiczne, niesemiotyczne („denotujące stany fizyczne i psychiczne”), podczas gdy emocje są wynikami kognitywno-werbalnego8 opracowania uczuć, tj. są funkcjami wtórnymi. Uczucia mają charakter psychofizjologiczny, natomiast emocje powstają w wyniku pewnej pracy kognitywno-komunikacyjnej. Ból może w zależności od sytuacji pragmatycznej, pewnych założeń tradycyjnych, kognitywnego lub językowego obrazu świata wzbudzać zupełnie odmienne emocje w analogicznych przypadkach, lub też wzbudzać tożsame emocje w przypadkach zupełnie odmiennych (np. ból somatyczny, związany z chorobą, uderzeniem, skaleczeniem lub ból orgastyczny). Dlatego emocje są w znacznym stopniu motywowane kulturą (siatką pojęciową) i językiem, tj. mają charakter społeczno-psychiczny. Wszystko to oznacza, że w wartościowaniu jako w działalności uczuciowo-kognitywnej musimy rozróżniać aktualne uczucia (powstające w konkretnym akcie przeżycia uczuciowego), emocje (inwarianty uczuć, chronione w psychicznym układzie jednostki) i pojęcia o emocjach (jako wyniki refleksji nad emocjami, które mogą być eksplikowane przez znaki różnego rodzaju).

Łatwo jest zauważyć, że w żadnej z tych funkcji psychicznych nie ma jeszcze oceny jako takiej. Moim zdaniem, same uczucia, emocje czy emocjonalne pojęcia nie są w sposób ściśle deterministyczny związane z tym czy innym typem oceny. Wszystko zależy od: a) sytuacji wartościowania czyli czynnika pragmatycznego, b) pragnień i popędów czyli czynnika wolitywnego i c) wzorcowego systemu wartości. Często mówimy, że pewne emocje są pozytywne, inne zaś negatywne. Taka ocena nie wynika z tego, że w samych emocjach mieści się informacja o ich pozytywnym lub negatywnym charakterze, jest to już nasza refleksja kognitywna (a w dużym stopniu i językowa), która przypisuje tym lub innym emocjom taką lub inną ocenę. Są liczne przypadki, kiedy dokonać takiej oceny nie sposób. Mówimy wtedy o pomieszaniu uczuć (emocji) lub, bardziej naukowo, o ambiwalencji uczuć (emocji). Emocje mogą stać się przyczyną procedury wartościowania, ale mogą też być wyłącznie wtórnym komponentem tego aktu, towarzyszącym i wzmacniającym ocenę. Bezpośrednim powodem powstawania oceny w takich przypadkach mogą być rozważania kognitywno-refleksyjne lub/i stany wolitywne (popędy, nastawienia, pożądania).

Z powyższych rozważań wynika, że ocena polega nie na emocjach, a na (świadomym lub podświadomym) porównaniu przedmiotu wartościowania z systemem wartości, czyli, mówiąc językiem pragmatyczno-funkcjonalnym, na znaczącej relacji między faktem i systemem wartości. Emocje lub refleksje logiczne mogą się ujawniać w tych aktach i wpływać na nie ale równie dobrze mogą się nie ujawniać i na nie nie wpływać. Można się całkiem pogodzić z N. Friesem, że "po pierwsze, wartościowanie emocjonalne jest tylko złożonym podsystemem szerszego systemu ogólnych wartościowań i emocji. Po drugie, wartościowania emocjonalne, m.in. pośredniczą między naszą wiedzą faktyczną a naszymi potrzebami, czyli pozostają we wzajemnie zależnej relacji z naszą wiedzą faktyczną z jednej strony, a wiedzą o potrzebach z drugiej" (Fries, op. cit., s. 27).

Z tego wynika, że samo zrodzenie się pewnych uczuć lub emocji, a nawet pojęć emocjonalnych (np. pojęć o przyjemności czy strachu) nie prowadzi jeszcze do procedury wartościowania i nie zakłada powstawania wartości. Wartość, moim zdaniem, jest funkcją kulturową, społeczno-psychiczną i kognitywno-semiotyczną. Jest to element pojęciowego (kognitywnego) obrazu świata, określający charakter zachowań jednostki wobec świata, wobec innych jednostek i wobec siebie samej. Powstaje on w zbiorowej działalności i komunikacji oraz zawiera w sobie informacje o charakterze imperatywnym, które dotyczą pewnych reguł prowadzenia tego lub innego typu działalności, np. reguł teoriopoznawczych (wartości naukowe), organizacyjno-produkcyjnych (wartości praktyczne), powszednio-życiowych (wartości egzystencjalne), społeczno-politycznych (wartości etyczne) i twórczo-artystycznych (wartości estetyczne). Pochodnymi od nich typami wartości są wartości metapoziomu, np. wartości filozoficzne, metodologiczne, religijne, ezoteryczne i in.

Oznacza to, że uczucia i nastawienia wolitywne w każdym typie działalności człowieka są nieodłącznie związane z wiedzą kognitywną i umiejętnościami praktycznymi, ale nie ma jednoznacznej i jednostronnej determinacji między tymi stronami naszej działalności psychicznej. Powstają między nimi relacje obustronne. Zasadniczą rolę w tych relacjach funkcjonalnych odgrywa element wolitywny, najbardziej powiązany ze stroną pragmatyczną pewnej działalności. Mogę zgodzić się z twierdzeniem R.B.Brandla (skrytykowanym przez Shinera), że „sąd wartościujący wyraża nastawienie” (Shiner, op. cit., s.18), oraz z myślą Jadwigi Puzyniny, która sprowadza koncepty "dobry" i "dobro" do pojęć "pożądany" i "chcenie" (Puzynina, 1992a, s. 53-54)9. Ja jednak nie zgadzam się z jej jednoznaczną negacją tłumaczenia pojęcia dobra przez "wspomożenie życiu" (Ibidem, s. 54). Odrzucenie pragmatycznej orientacji na skuteczność postępowań ("wspomożenie życiu") jako drugiej strony "chcenia" zakłóca równowagę funkcjonalną pomiędzy składnikami działalności i prowadzi do woluntaryzmu w aksjologii. Wola może zmienić równowagę w działalności oceniająco-wartościującej tak w stronę racjonalno-poznawczą, jak i emocjonalno-postrzeżeniową, ale nigdy przy tym nie osiąga się biegunów tej skali, ani nie omija się tych czynników wartościowania. Wątpię, czy ktoś kiedykolwiek spotkał jakiś czysty akt poznawczy czy wartościujący, zupełnie wolny od jakiegokolwiek stanu emocjonalnego i od jakiegokolwiek postrzeżenia. Nie wiem też nic o czystych (wolnych od pierwiastków kognitywnych) uczuciach czy czystym postrzeżeniu. Pierwsze z nich (osiągnięcie czystego poznania)10, mówiąc metaforycznie, zmieniłoby nas w bogów, drugie zaś (osiągnięcie czystego uczucia) — w zwierzę. W stosunku do ludzi możemy mówić jedynie o stopniu dominacji racjonalnej czy uczuciowej strony w pewnym typie ich działalności. Rozmowy zaś o czystych aktach wolitywnych zostawiam zwolennikom mistyki i spirytualizmu.

Omówione w powyższych rozważaniach pojęcie oceny zbliża się do podstawowych dla funkcjonalno-pragmatycznej metodologii nauk humanistycznych pojęć „wartość / znaczeniowość” („valeur”, "value", „ценность / значимость”) i „relewancja” (wspomnijmy chociaż kluczowe miejsce tych pojęć dla semiotycznej koncepcji "langage" de Saussure’a, pragmatyzmu Jamesa, psychologicznej teorii działalności L. Wygotskiego lub lingwistycznej koncepcji Praskiego koła), a zarazem samo staje się konceptem metodologicznym.

W związku z tym powstaje pytanie: czy każdy akt tak szeroko pojętej oceny (czyli wartościowania) jest przedmiotem zainteresowań aksjologii jako filozoficznej teorii wartości? Wydaje się, że nie, gdyż rozróżnienie pomiędzy epistemologią (i, szerzej, teorią poznania) a aksjologią straciłoby jakikolwiek sens. W jakiej płaszczyźnie więc leży dystynkcja pomiędzy oceną / wartością jako totalnym konceptem epistemologicznym a oceną / wartością w wąskim, właśnie aksjologicznym znaczeniu? Sądzę, że odpowiedź jest bardzo prosta: wartościowanie jako akt metodologiczny jest wyłączną cechą nurtów mentalistycznych, z góry zakładających subiektywizm, "podmiotowość" wszystkiego, z czym mamy do czynienia. Na tym poziomie metateoretycznym można mówić o uzasadnieniu podstawowych pojęć dla tej czy innej teorii aksjologicznej, na przykład, takich, jak "wartość", "relewancja", "ocena", "dobry", "zły" etc. Natomiast wartościowanie ściśle aksjologiczne dotyczy już aktów zaszeregowania pewnych zjawisk lub pojęć w skali "dobry – zły", czy szerzej "odpowiedni – nieodpowiedni", "relewantny – redundantny (nierelewantny)" czyli "wartościowy – niewartościowy". Niezgodności aksjologiczne bardzo często mają charakter właśnie metateoretyczny i wymagają wyjścia na poziom metodologiczny. Wszystko, o czym dotychczas mówiłem na temat wartościowania, dotyczy nie aksjologii jako takiej, lecz aksjologii pragmatycznej, a więc wymaga rozpatrzenia w ramach typologii nurtów metodologicznych.


Typologie wartościowania

Już poprzednie uwagi, przytoczone w niniejszym artykule, ujawniły problem różnego pojmowania wartości i wartościowania w odmiennych paradygmatach światopoglądowych oraz nurtach w aksjologii. Takie lub inne pojmowanie wartościowania jest wyłącznie kwestią zasad metodologicznych, czyli inaczej mówiąc kwestią gustu teoriopoznawczego.

Jadwiga Puzynina w "Języku wartości" proponuje pewien szkic typologii (czy raczej klasyfikację) nurtów aksjologicznych na podstawie opozycji "kognitywizm – akognitywizm" (zasada epistemologiczna) oraz "obiektywizm – subiektywizm" (zasada ontologiczna) (Puzynina, 1992a, s.22-23). Ujmuje ona kognitywizm jako połączenie naturalizmu i intuicjonizmu, a akognitywizm – jako emotywizm. Nie do końca jest mi zrozumiałe, dlaczego racjonalizm, analityzm i fenomenologia nie są uwzględnione w tej klasyfikacji, a pragmatyzm został włączony do naturalizmu, a przez to do kognitywizmu (praktyczne ujęcie wartości, zapowiadane przez pragmatyzm, wcale nie przewiduje ani poznania wartości, ani ich emocjonalnego przeżycia). Naturaliści, według Puzyniny, "wiążą możliwość przechodzenia od sądów o faktach do sądów o wartościach bądź z tym, że sądy o wartościach odnoszą się do miary przyjemności wiążącej się z faktami (utylitaryzm), bądź z tym, że sprawdzianem sądów o wartości jest zdolność przeżycia i rozwoju (ewolucjonizm), bądź wreszcie z tym, że wartości są uzasadniane (rozumowo) w związku z ich (niezależną od subiektywnych uczuć) zdolnością bycia środkiem do osiągania jakichkolwiek celów (instrumentalizm Deweya)" (Ibidem, s. 23). Dziwi mnie takie połączenie odmiennych uzasadnień wartości: uzasadnienia przez znaczeniowość funkcjonalną (zdolność przeżycia konkretnej osoby) i uzasadnienia przez znaczeniowość ewolucyjną (zdolność rozwoju gatunku). Nie mniej dziwnym wydaje się być jednoznaczne przypisywanie instrumentalizmowi odizolowania rozumowego uzasadniania wartości od subiektywnych uczuć konkretnego człowieka. Dewey wielokrotnie pisał o tym, iż działanie człowieka jest sposobem "realizowania siebie" w społeczeństwie, a poznanie jest drugą stroną działania obok "odczucia estetycznego" (tak Dewey nazywał emocjonalne przeżycie osobiste) (patrz Dewey, 1988, s.229-234).

Nie zadowalającą jest również ontologiczna klasyfikacja Puzyniny, ponieważ pragmatyzm, interpretujący wartość jako skuteczność działania praktycznego zostaje ogłoszony obiektywizmem, a kantyzm, interpretujący ją jako skuteczność rozumu praktycznego — subiektywizmem. Przypomnę, że właśnie Kant jako pierwszy jednoznacznie połączył w całość idee doświadczenia empirycznego, rozumu praktycznego i wartości (zwłaszcza idee wartości etycznych). Uważam, że odpowiedzi na pytanie typologiczne w zakresie wartościowania trzeba szukać najpierw na płaszczyźnie ontologiczno-esencjalistycznej, tj. ustalając istotę pojęcia wartości w ujęciu różnych nurtów aksjologicznych. Teoretycznie rzecz biorąc wartości lub ich uzasadnień aksjolodzy mogą poszukiwać w rzeczywistości pozapsychicznej (obiektywizm) lub lokalizować je wyłącznie w psychice konkretnej jednostki ludzkiej. Obiektywistyczne ujęcie wartości zakłada możliwość poszukiwania jakichś metafizycznych podstaw wartościowania (idealistycznych lub realistycznych) albo możliwość empirycznego uzasadnienia aktu wartościowania przez jego odniesienie do realnego świata fenomenalnego (fenomenalizm). Podejście mentalistyczne zakłada również możliwość różnych wizji wartościowania: od podejmowania decyzji na podstawie preferencji osobistych (indywidualizm) do konwencjonalnego (komunikacyjnego) przyjęcia hipotez, polegających na skuteczności działań poprzednich (pragmatyzm). Stephen C. Pepper, rozważając problemy wartościowania w estetyce, wyróżnia podobne do wyżej wymienionych typów teorii aksjologicznych. Idealizm nazywa teorią organiczną, realizm — teorią formistyczną, fenomenalizm — mechanicyzmem, a pragmatyzm — kontekstualizmem (patrz Mazur, 1995, s. 71). W tej typologii nie znalazł się jedynie indywidualizm, ponieważ Pepper nie odróżnia go od kontekstualizmu (pragmatyzmu), myląc ze sobą egocentryczne i socjocentryczne koncepcje. Zauważa on też podstawową jedność formistycznego i organicznego nurtu.

Jeśli chodzi o atrybutywny charakter wartości, to niekiedy uznawane są za słowa lub zdania (werbalizm, nominalizm), pojęcia lub sądy (racjonalizm, kognitywizm), emocje lub stany emocjonalne (emotywizm), odczucia (sensualizm) lub pragnienia (wolityzm). Należy zdawać sobie sprawę z tego, że w obu przypadkach (typologii ontologicznej i atrybutywnej) mamy do czynienia nie z "szufladkowaniem", a ze skalowaniem, tj. z góry zakładamy możliwość istnienia konkretnych teorii aksjologicznych jako kombinacji i połączeń najróżniejszych cech typologicznych.

Moim zdaniem, nie ma sensu dzielić wartości na odczuwane, uznawane i deklarowane (jak to czyni J. Puzynina; 1992a, s. 29), ponieważ "odczuwanie" (emocjonalne przeżycie) pewnych wartości jest procesem raczej okazjonalnym, zależnym od okoliczności i sytuacji wartościowania, wtedy gdy wartości (jeśli już się o nich mówi) są w pewnym sensie wzorcami, tj. czymś pozasytuacyjnym. Co do rozróżnienia wartości uznawanych i deklarowanych, to uważam, iż owo rozróżnienie jest problemem raczej eksplikacji wartości, niż ich typologii jako takich. Owszem, wartościowanie może być rzeczywistym i pozornym, rzeczywiste zaś może być implikowanym i eksplikowanym. Problem deklaracji wartości jest problemem semiotycznym (semiotyk musi zaproponować procedury ujawniania implikowanego wartościowania), natomiast problem rzeczywistości czy pozorności deklaracji wartościujących jest problemem raczej społeczno-psychologicznym, niż ściśle lingwistycznym. Wypowiedzi wartościujące polityków, dziennikarzy, artystów, zarządców często są nienaganne z punktu widzenia lingwistycznego czy semiotycznego. Dopiero ich postępowanie praktyczne może ujawnić fałsz lub grę.

Pozwolę sobie też zakwestionować następne dwie typologie J. Puzyniny, a mianowicie, podział wartości na absolutne i instrumentalne oraz ich podział na ego-, allo- i socjocentryczne. Absolutyzacja czy instrumentalizacja wartości jest postępowaniem metodologicznym. Nie zależą one od charakteru wartości. Jeśli w jakimś nurcie aksjologicznym wartości uznaje się za coś niezależnego od celów i charakteru postępowania człowieka, to znaczy, że wszystkie wartości w tym nurcie są absolutyzowane. Jeżeli zaś w innym nurcie wiążą się one ściśle ze skutecznością działania, są zinstrumentalizowane. Idealizm, na przykład, wartości absolutyzuje, wtedy gdy pragmatyzm je instrumentalizuje. Jako pragmatysta nie mogę uwierzyć w to, że istnieją jakieś uniwersalne (absolutne) wartości, niezależne od zasad, obowiązujących w tej czy innej kulturze, psychiki konkretnego człowieka lub konkretnych okoliczności sytuacji życiowych. Czymś naturalnym, moim zdaniem, jest to, że jakiś człowiek uznaje część swoich wartości za absolutne (bezwzględne, prawdziwe), zaś inną ich część za pseudowartości (obce mu, narzucone przez okoliczności lub otoczenie). Pisząc o tym, Jadwiga Puzynina wypowiada się jako pragmatysta, lecz pragmatyzm jej jest tylko pozorny, gdyż twierdzi ona, że absolutne wartości niekiedy funkcjonują w systemie wartości poszczególnej jednostki jako instrumentalne, a czasem jako absolutne i na odwrót (patrz Puzynina, 1992a, s.32). Postawa ta jest właściwie postawą metafizyczną. Zamiast powyższej typologii zaproponowałbym pragmatyczny podział wartości na wartości sensu stricte (uznawane) i quasi-wartości (nieuznawane lecz przyjmowane mocą okoliczności).

Mam również zastrzeżenia do typologii indywidualno-socjalnej. Wydaje mi się że jest to (oczywiście, z punktu widzenia pragmatyzmu) kontynuacja poprzedniej typologii. Jeśli wartości są indywidualnie akceptowane, to są uznawane za wartości w ścisłym tego słowa znaczeniu, jeśli zaś wyodrębniają się od indywidualnego systemu wartości, to są uznawane za quasi-wartości. Wprowadzenie allocentrycznych wartości w jakości pośredniej warstwy pomiędzy wartościami ego- i socjocentrycznymi wydaje mi się być zbędnym. Jest to pozycja metafizyczna, hipostazująca zbiory różnego typu (rodzinę, koło znajomych, współpracowników, naród, społeczeństwo ludzkie w ogóle). Typologia ta ma jeszcze jedną wadę, gdyż zakłada możliwość istnienia jakichś wartości indywidualnych (egocentrycznych), które z góry nie są społeczne. Jeśli autorka ma na myśli wartości egzystencjalne, takie jak życie, oddychanie, jedzenie, sen, wypróżnianie, seks, to myli się, uważając je za egocentryczne, ponieważ u współczesnego człowieka dawno już stały się one społecznie umotywowane. Za bardziej pożyteczną uważam typologię wartości według typu działalności człowieka, w której wyróżniłbym wartości podstawowe (egzystencjalne) i kulturowe (praktyczne, poznawcze, etyczne, estetyczne, ludyczne, ezoteryczne etc.). Obie te grupy, według mnie, są socjocentryczne.



: strony -> Oleg.Leszczak
Oleg.Leszczak -> Problem czasu w semiotyce: idiosynchronia diachronia panchronia
Oleg.Leszczak -> Oleg leszczak lingwosemiotyczna teoria doświadczenia тom pierwszy Funkcjonalno-pragmatyczna metodologia
Oleg.Leszczak -> W: Język i kultura. Studia Linguistica Rossica, 4, Łódź 2008, s. 79-92 Spójność jako presumpcja tekstowości
Oleg.Leszczak -> W: „The Peculiarity of Man”, nr 21, Toruń 2015, s. 11-42 Krytyka konceptualna kategorii ilości i jakości: fenomen vs pojęcie
Oleg.Leszczak -> In: Respectus Philologicus, 2014, nr 25 (30), s. 185-199 społeczny I empiryczny charakter transcendentalnego antropocentryzmu I. Kanta: istota I lokalizacja tzw. „Natury ludzkiej”
Oleg.Leszczak -> W: Język. Literatura. Dydaktyka, Łódź 2003, t. 1, s. 9-28. Typologizacje I klasyfikacje w metodologii humanistyki
Oleg.Leszczak -> Szkic typologiczny metodologii nauk humanistycznych Uwagi wstępne o relewantnych cechach typologicznych
Oleg.Leszczak -> Infotainment: informacja rozrywka manipulacja
Oleg.Leszczak -> W: Poprawność polityczna – równość czy wolność? Seria The Peculiarity of Man, 1 (11), Toruń-Kielce 2007, s. 13-39
Oleg.Leszczak -> Paradoksy konsumpcjonizmu. Typologia I lingwosemiotyka


  1   2   3


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna