Michał Hantke



Pobieranie 36.42 Kb.
Data09.05.2016
Rozmiar36.42 Kb.
Michał Hantke

O młodych Polakach i o tym co ich określa. Obraz pokolenia


Obecni trzydziestolatkowie, ich sposób życia, problemy, potrzeby, oraz marzenia to sprawa nad wyraz medialna. W ostatnich latach, głównie na łamach opiniotwórczej prasy, wrzały dyskusje na temat pokolenia urodzonego między 1970 a 1980 rokiem. Trzydziestolatka przefiltrowano na różne sposoby. W rezultacie szczególnie wyraźnie wyłoniły się dwa wizerunki. Jakub Wandachowicz sprowokował na łamach „Gazety Wyborczej” dyskusję, wskazując na pustkę i zatracenie swego pokolenia. Operował przy tym określeniem Generacja Nic. Jakiś czas później, jego imiennik, Jakub Żulczyk, zdeprecjonował wizję Wandachowicza. Sam natomiast ogłosił manifest Pokolenia 1200 złotych brutto - ludzi bez szans, młodych-pokrzywdzonych, którzy by coś chcieli – ale nie mogą.

Jednak zanim o tym, warto by się zastanowić nad kategorią pokolenia in genere. Wedle najpospolitszej i najogólniejszej definicji, za pokolenie uważamy zbiorowość ludzi, których postawy i światopogląd zostały ukształtowane przez wspólne doświadczenia życiowe, zwłaszcza zaś wydarzenia historyczne epoki. Jeśliby ograniczyć horyzont rozpatrywania tylko do społeczeństwa polskiego, to można by wyliczyć kilka wyraźnych pokoleń minionego już wieku XX. Dla przykładu, Pokolenie kolumbów to młodzi literaci, których kariera, ale przede wszystkim postawy zostały wypaczone przez krzywdy czasów II wojny światowej. Pokolenie moich rodziców to Pokolenie Solidarności, ludzi, którzy zjednoczyli się w walce o swoje prawa z reżimem komunistycznym. Definiowanie jakiegoś konkretnego, tak jak powyżej wymienione, pokolenia, to kwestia przyjęcia pewnej konwencji. O pokoleniu możemy mówić ex post, kiedy jego członkowie osiągną już wiek ok. trzydziestu lat, kiedy można zebrać ich wspólne doświadczenia życiowe. Na tej podstawie w literaturze specjalistycznej, w naukach społecznych, ale także i w podręcznikach historii utrwalona zostaje jakaś nazwa pokolenia, która teraz jest generalizującą figurą teoretyczną, nie funkcjonującą jednak w potocznej świadomości członków tego pokolenia w czasach, gdy doświadczali wspólnoty wobec zewnętrznych dla nich wydarzeń.

Nadszedł czas definicji dla dzisiejszych trzydziestokilkuletnich młodych ludzi. Atrakcyjność zagadnienia jest o tyle duża, o ile specyficzne było podłoże polityczno-społeczno-ekonomiczne w czasach kształtowania się ich tożsamości pokoleniowej. Ci ludzie rozpoczęli swą edukację w czasach ustroju socjalistycznego, gdzieś w głębinach gospodarki centralnie sterowanej, zamknięci przed światem, gdzie docierały jednak do nich jakieś nikłe refleksy światła z zachodu. Natomiast wypływając na powierzchnię dorosłego, zawodowego życia, napotkali atmosferę nowych czasów. Po prostu nie zostali przygotowani, nikt ich nie oswoił z kapitalizmem gospodarczym, z wolnym rynkiem, z indywidualizmem. Oto przed ówczesnym dwudziestolatkiem rozpostarła się szeroka przestrzeń możliwości, a on rzucony w jej środek stanął w miejscu, nie mając w ręku odpowiedniego narzędzia. Nie wiedział jak sobie poradzić na nieznanym terenie. Ten młody człowiek ma dziś trzydzieści kilka lat. Prawdopodobnie nie ma go w Polsce. Najprawdopodobniej zarabia na swoje życie w Anglii, tudzież w Irlandii. Jeśli jednak został w ojczyźnie, nie lubi tego, czym się zawodowo zajmuje. Ten zarys sytuacji to element wspólny dla obu wizerunków autorstwa Wandachowicza i Żulczyka.

Kuba Wandachowicz to basista i autor tekstów łódzkiego zespołu Cool Kids Of Death. W roku 2002, gdy w „Gazecie Wyborczej” pojawił się jego felieton pt. „Generacja Nic”, jego zespół wydał swoją debiutancką płytę „CKOD”. Szum wokół generacji Nic uzyskał niejako dwa poziomy. Pierwszy, to poziom publicystyki, gdy po publikacji tekstu Wandachowicza rozgorzała dyskusja na temat kondycji młodych ludzi jako generacji. Poziom drugi, to poziom początkowo undergroundu, ale później także młodzieżowej popkultury. Zespół Cool Kids Of Death uzyskał aprobatę środowiska recenzentów muzycznych i został ogłoszony polską odpowiedzią na Nową rockową rewolucję, jaka zaistniała po roku 2000 na niezależnej scenie brytyjskiej i amerykańskiej. Można rzec, iż problem wyartykułowany w „Generacji Nic” znalazł swój bezpośredni, momentami wulgarny manifest w poetyce tekstów piosenek grupy. Zresztą jedna z nich nosi taki sam tytuł jak felieton Wandachowicza. Podmiot liryczny ich tekstów to wykreowany buntownik nowych czasów. Jest to defetysta i nihilista, kontestujący choroby kapitalizmu i atakujący establishment ponurego kraju. Co znamienne, nie proponuje on w zamian żadnej alternatywnej wizji. Jest to bezideowiec, przesiąknięty rozpaczą i chęcią niszczenia. Ten bardzo nośny przekaz został podchwycony przez nastolatków, a dalej przez branżowe telewizje muzyczne, w wyniku czego to dość ciekawe zjawisko uległo komercjalizacji i straciło swoje pierwotne walory. Zespołowi zaczęto wytykać pseudo-bunt obliczony na sprzedanie go w MTV, podczas gdy istota rzeczy leżała gdzie indziej. Zdesperowany podmiot liryczny nie był usiłowaniem wzniecenia sztucznego buntu, lecz jedynie kreacją sytuacji potencjalnie możliwej. Ten desperat to po prostu przerysowany trzydziestolatek, którego znamy w bardziej cywilizowanej formie z tekstu „Generacja Nic” Kuby Wandachowicza.



Wandachowicz podszedł do sprawy z pozycji uczestnika. Pisze o swojej generacji, a w zasadzie o jej braku. Z rozpaczą zauważa, że jego młode życie przeminęło bez żadnych istotnych doświadczeń pokoleniowych. „Nie istnieje żaden społeczny kontekst – pisze autor – usprawiedliwiający moje istnienie i - co za tym idzie - ja sam nie jestem w stanie usprawiedliwić żadnego społecznego kontekstu, który pełniłby rolę mojego >>matecznika<<”.1 Można go uznać za reprezentanta swego pokolenia. Rysowany jest tutaj obraz ludzi uśpionych, którzy gdzieś tam z pewnością marzą o lepszej dla siebie jakości życia, ale nie robią nic w celu realizacji tych marzeń. Autor nie może się nadziwić, jak bardzo postawa jego rówieśników jest różna od postaw ludzi młodych w innych, wcześniejszych czasach. Jest niezgodna z utartym mniemaniem o buntowniczym charakterze młodych ludzi. Współcześni trzydziestolatkowie cechują się biernością w sprawach życia publicznego, wycofaniem się z publicznego dyskursu, nie tworzą żadnego frontu dyskusji, nie mają żadnego zaplecza ideowego – po prostu nie wnoszą nic nowego do obszaru nowej Polski. Siła napędowa społeczeństw zawsze tkwiła w młodości, a tymczasem społeczeństwo polskie tkwi w post-transformacyjnym maraźmie, gdzie pierwsze skrzypce gra jeszcze pokolenie rodziców owych trzydziestolatków. To oni wywalczyli wolność tego kraju. Natomiast ich dzieci z tą wolnością przegrywają. Problem koncentruje się na niezgodności zapotrzebowań rynku pracy z rodzajem wykształcenia młodych. Wandachowicz wylicza tu swych przyjaciół ze studiów filozoficznych. Nie jeden z nich miał talent. Wielu aspirowało do grona elit intelektualnych tego kraju. Rzeczywistość rozwijającego się kapitalizmu nie przewidziała jednak miejsca dla takich jak oni. Wielu z nich zostało pochłoniętych przez agencje reklamowe, które potrzebowały młodych, kreatywnych ludzi o sporej, abstrakcyjnej wyobraźni. Do reklamy szli filozofowie, socjologowie, psychologowie, artyści-plastycy, literaci... Ci, którzy mieli talent pisarski, znaleźli zatrudnienie w różnej maści periodykach jako felietoniści. Jeśli pisali dla jakiegoś brukowca, musieli hamować swoje zapędy w stronę języka bardziej wysublimowanego, gdyż przekaz musiał być prosty, dosadny i wyraźny. Trzeba bowiem walczyć o każdego czytelnika, a każdy czytelnik to kolejna złotówka. Jest to przykład na to, jak działa wolnorynkowy schemat i co gorsza, jak rozpływa się w nim cały potencjał twórczy młodego pokolenia.

Oczywiście jeszcze bardziej brutalną wersją problemu jest bezrobocie, szczególnie dotykające właśnie ludzi młodych. Jednakże na tym nie koniec, bowiem według Wandachowicza to dopiero połowa problemu. Daleko bardziej istotne jest jego zdaniem zaplecze intelektualne jego pokolenia. Otóż, jeśli sytuacja ekonomiczna jest nie sprzyjająca, stanowi to doskonały grunt pod kontrpostawy. Każde pokolenie potrzebuje buntu. Bunt młodego pokolenia leży w interesie rozwoju całego społeczeństwa, gdyż starsi już swoje zrobili i teraz żyją siłą przyzwyczajenia do utartych schematów, które to nie raz z czasem ulegają spaczeniom. Młody widzi szerzej, dostrzega spaczenia i chce je likwidować. Chce poprawiać świat. Przeciwnik jest mu potrzebny do samookreślenia się. Wszystkie pokolenia uzyskały swoją tożsamość dzięki wspólnocie działań w jakiejś sprawie. Każde miało swoich pisarzy, swoje książki, swój front publicystyczny. W przypadku omawianego tu pokolenia przeciwnik jest dość wyraźny, jednak rynek idei kuleje. Jak poprawić swoją sytuację nie zabierając w tej sprawie nawet głosu? Autor szczególnie ubolewa nad upadkiem humanistyki i coś w tym jest. Humanizm, od zawsze broniący najwyższych wartości, został pożarty przez wartości nowych czasów – wartości wolnego rynku. Intelektualiści, którzy mieliby walczyć w imię humanizmu, nie mają na to po prostu czasu. Nie jest możliwa sytuacja, aby po wyczerpującym dniu pracy w biurze reklamy, mieli jeszcze siłę, czas i chęci, aby zasiąść do biurka i pisać kontestujące rzeczywistość teksty. Życie kulturalne opuściło główny nurt wydarzeń, zajmując ciche miejsce w koncie pokoju, na uboczu wiru życia. Sztuka zawsze stanowiła ośrodek przeżyć metafizycznych. Ona wyrażała niepokoje ludzi młodych, stanowiąc prefigurację przyszłych działań, przemian, ruchów, protestów czy wszelkich postaw buntowniczych. Teraz nie ma na nią czasu, przez co straciła ona swą żywotność i moc. Sztuka wymaga wysiłku i skupienia. Ponieważ człowiek potrzebuje jakichś przeżyć duchowych, aczkolwiek nie ma czasu na sztukę, toteż wybiera w jej miejsce narkotyki. Tymczasem autor pisze: „Kultura musi żyć, musi być obecna, teraźniejsza, nie może ograniczać się jedynie do słusznych skądinąd odruchów hobbystyczno-antykwarycznych. Sztuka to nie antykwariat. Sztuka to bunt, rewolucja, kontra, transgresja, miłość, zabawa, śmierć, pies, czołg, tramwaj... W przeciwnym razie wszelkie odruchy społecznej frustracji zawsze będą miały twarz Andrzeja Leppera, a wartość demokracji może zostać zwyczajnie zapomniana lub pomylona z czymś innym.”2 Zatem w wolnym systemie demokratycznym, przy zachowaniu jego naczelnych zasad, może, a nawet powinno się znaleźć miejsce dla głosu młodego pokolenia. Taką próbą zaznaczenia jego obecności był właśnie felieton Kuby Wandachowicza i prowokacyjne poczynania jego zespołu Cool Kids Of Death. Sam zainteresowany jest jednak przeświadczony, iż jego pokolenie jest już za stare. Jego czas już minął i został on całkowicie zaprzepaszczony. Podjął się zdefiniowania swego pokolenia i jedyne co osiągnął, to nazwa Generacja Nic. Znaczy to mniej więcej tyle, że tego pokolenia po prostu nie było.

W roku 2005 poważny głos polemiczny wobec artykułu Jakuba Wandachowicza zabrał Jakub Żulczyk. Przyglądając się dyskusjom swoich rówieśników na forach internetowych, zauważył pewien powtarzający się motyw. Chodziło o katastrofalną dla ambicji młodych ludzi sytuację ekonomiczną w kraju. Co prawda o tym wspominał też Wandachowicz, jednakże dopiero Żulczyk wyraźnie zaakcentował ten aspekt problemu. Trzydziestolatkowie, mimo wyższego wykształcenia, nie mogą pracować w swoim wyuczonym zawodzie. Co gorsza, zarabiają bardzo przeciętnie - dostają na rękę średnio 800 zł. Oczywiście są pozytywne wyjątki, stanowią one jednak zaledwie 10% współczesnego pokolenia trzydziestolatków.

Żulczyk ogłosił manifest Pokolenia 1200 zł brutto. Pokolenie jak najbardziej istnieje. Pokolenie ma swój olbrzymi balast, z pod którego nie potrafi się uwolnić w granicach naszego kraju. Podczas gdy Wandachowicz trzy lata wcześniej nie dostrzegał żadnego społecznego kontekstu, usprawiedliwiającego istnienie jego pokolenia, tutaj, w owym manifeście, kontekst rzuca się aż nadto w oczy: „...to właśnie około 1200 złotych brutto, czyli mniej więcej 800 złotych polskich na rękę. Są to pieniądze, które, owszem, wystarczają na zrobienie opłat i wyżywienie samego siebie - jeśli bez przerwy w głowie dodajesz i odejmujesz od siebie dziesięcio- i dwudziestogroszówki. Jeśli masz na utrzymaniu jeszcze kogoś, sytuacja bardziej się komplikuje.”3 Ten świeży i wyposażony w aktualne spostrzeżenia manifest stał się zarzewiem do szerszej i bardzie wnikliwej debaty. Bez wątpienia sytuacja tego wymagała i wymaga zresztą nadal. Niesie ona za sobą szereg implikacji. Młody człowiek nie ma czego w kraju szukać. Dziś, tak na szerszą skalę, nie ma co liczyć na jakieś pobudki patriotyczne młodego pokolenia – oni nie zostaną na ojcowiźnie, oni wyjadą i nie wiadomo czy wrócą. Ci co zostają i tak biorą pod uwagę przynajmniej tymczasowy wyjazd za granicę. Jak już powiedziano w zacytowanym powyżej fragmencie, nie można wyżywić rodziny z tak niskich płac. Innymi słowy: nie ma co myśleć o zakładaniu rodziny. Trzydziestolatkowie są rozbici i działają w pojedynkę. Jednocześnie jednak są świadomi pewnej pokoleniowej wspólnotowości.

Konstruowany tu obraz pokolenia ma z pewnością charakter wybitnie medialny. Jak już powiedziałem, o pokoleniu można dyskutować ex post. Żulczyk próbuje swym manifestem definiować pokolenie w oparciu o jego aktualne problemy, o jego dramat, dziejący się tu i teraz. Z drugiej strony faktyczna skala problemu może usprawiedliwiać jego fantazję. Konstrukcja ta nie jest tak chwiejna jak Generacja Nic. Żulczyk widzi wyraźnie przeciwnika swego pokolenia. Jest nim sieć układów w środowiskach decydenckich. To one blokują młodym rozwój, powodując iż są oni poddanymi pracodawców. Pokolenie jest świadome i zwarte. Niemal wszyscy z tych 90 % tak definiują swego przeciwnika. Sytuacja ekonomiczna kraju ich upokarza. Pokolenie 1200 złotych brutto ma swoją literaturę. Można powiedzieć, że spełnia się postulat Kuby Wandachowicza. Autorami podejmującymi pokoleniową problematykę są m.in. Sławomir Shuty i Marta Dzido. Czytamy o ich literaturze w manifeście Żulczyka: „Przecież bohaterami tych książek są typowi reprezentanci tego pokolenia – sfrustrowany pracownik banku i chwytająca się dorywczych, beznadziejnych prac dziewczyna.”4 Z tego, znajdującego już ujście nawet w literaturze poczucia beznadziei wypływa dość nietypowa dla pokoleń jako takich cecha: mimo poczucia wspólnoty, nie jest ono dumne ze swego istnienia w takim kształcie. Zobaczymy jak to się będzie przedstawiać po latach. W każdym bądź razie minione pokolenia, nawet jeśli po latach stwierdzają błędy młodości, to z reguły nie żałują swych przeszłych poczynań. Wtedy bowiem czuli, że oto dzieje się ich najważniejsza pokoleniowa historia. Dziś mamy sytuację zgoła odwrotną. Trzydziestolatkowie ratują się poczuciem swej godności. Godność rozmija się z patriotyzmem. Może i są dumni z bycia Polakami, ale nic za wszelką cenę. W poszukiwaniu uczciwej, lepiej nagradzanej pracy wyjeżdżają na zachód, bo tego od nich wymaga własna godność. Oto przykładowa wypowiedź młodego emigranta zarobkowego znaleziona na forum internetowym: „>>Ja wyjechałem z takich właśnie powodów i wciąż sprawdzam wiadomości z Polski, żyjąc nadzieją, że może coś... Tęsknię za Polską bardzo, ale człowiek ma swoją godność. Co wartościowsze pokolenia będą migrować i zostaną w Polsce sami emeryci, renciści i budżetówka. Na dwóch emerytów i jednego polityka lub urzędnika pracować będzie jedna osoba w wieku produkcyjnym. Najsmutniejsze jest to, że tak wielu Polaków oddało życie za taką wolność<<”5 Ta wypowiedź pokazała jeszcze jeden istotny aspekt sprawy. Trzy ostatnie zdania wskazują na możliwe konsekwencje masowych emigracji młodych ludzi w wieku produkcyjnym. Tego pokolenia nie można po prostu u nas w kraju lekceważyć.

Najpewniej, między innymi, poprzez takie wypowiedzi w debacie publicznej, nie porzucono tak istotnego problemu. Był on stale podejmowany. Zainteresował przede wszystkim środowisko socjologów, badaczy kultury, a także dziennikarzy. W 2006 roku na łamach „Gazety Praca” pojawił się artykuł studenta socjologii Wojciecha Staszewskiego. Zainteresowany manifestem Pokolenia 1200 złotych brutto wyruszył w teren na ziemię olsztyńską, aby odnaleźć utożsamiających się z nim ludzi. Postawy ludzi, jakich spotkał, różniły się nieco od tych przejaskrawionych w manifeście. Okazało się, że wcale nie wszyscy oczekują od życia tak wiele. Mitologia sukcesu nie okazuje takiej żywotności jak na okładkach kolorowych pism. Owszem, młodzi ludzie chcieliby zarabiać więcej, chcieliby pracować w wyuczonych zawodach, jednak wykazują cierpliwość. Nieraz w ogóle nie myślą o zagranicznym wyjeździe. Czują się przywiązani do swego osiedla. Kombinują jak mogą, ale wszystko w ramach przestrzennych swego miasta, regionu, kraju. Wierzą w lepszą przyszłość, bo czują, że przed nimi jeszcze szmat czasu. Badania terenowe pokazały, że nie ma wirtualnie kreowanego poczucia rozpaczy i beznadzei. Staszewski przedstawia swoje wnioski z badań pani profesor: „Od państwa, pani profesor, oczekują nie tyle opiekuńczości, co prorozwojowej polityki gospodarczej. Dziewczyny chcą wziąć sprawy w swoje ręce, znaleźć lepszą pracę. Chłopaki trochę dryfują, przynajmniej póki mieszkają w domu. To ich największy ból - trudno się wyprowadzić od rodziców, bo nie ma za co wynająć mieszkania. A póki się nie wyprowadzą, to nie usamodzielnią się na tyle, żeby na mieszkanie zarobić. Koło się zamyka.”6 Wynika z tego, że nie jest to pokolenie ludzi straconych. Oczekują rozwoju gospodarczego kraju. Podają za przykład rozwój Irlandii, która jest tak popularnym teraz kierunkiem emigracji. Ich podejście do życia jest nowoczesne i liberalne. Chcą tylko, aby państwo stworzyło im warunki, a oni już sami dadzą sobie radę. Czują, że los jest w ich rękach i na pewno nie można tu mówić o jakimś fatalistycznym podejściu.

Wojciech Staszewski dotarł także do samego sprawcy całego zamieszania. O dziwo, Jakub Żulczyk, autor ogłoszonego szumnie rok wcześniej manifestu, także swą postawą nie daje powodu, aby go podpiąć pod jego własny manifest. „Wygląda jak Che Guevara, pali jak Huta im. Lenina, a myśli jak podręcznik liberalizmu.”7 Można żartobliwie skonkludować, że pozory mylą. Mimo skrajnie pesymistycznego wydźwięku swojego manifestu, mimo „rewolucyjnego”, lewicowego wyglądu zewnętrznego, okazuje się być optymistą co do swej przyszłości. „ Ze swojego życia – mówi – jestem bardzo zadowolony. Wierzę, że będzie lepiej. Będę pisał książki. A jak trzeba będzie wejść w Babilon, żeby przynieść żarcie na stół, to wejdę. Narzekanie to szczeniactwo. Tak naprawdę bez przyszłości są zarabiający 1200 złotych brutto pięćdziesięciolatkowie. W ich życiu do emerytury już nic się nie zmieni.”8 Jest autorem książki „Zrób mi jakąś krzywdę czyli wszystkie gry wideo są o miłości”, w której zawiera właśnie wizję optymistyczną swego pokolenia. Chce pokonać w ten sposób wszelkie frustracje swoich rówieśników. Zerwał ze swym własnym manifestem, który takie frustracje mógł generować i podtrzymywać. Może i jest to Pokolenie 1200 złotych brutto, jednak wcale nie musi nim być długo.

Co można powiedzieć o generacji dzisiejszych trzydziestolatków? Z pewnością jest jeszcze za wcześnie na definiowanie tego pokolenia. Teraz jest czas, gdy ta definicja się krystalizuje dzięki śmiałemu zabieraniu głosu przez jego reprezentantów. Można na razie powiedzieć, że dyskusja wre. Spostrzeżenia Wandachowicza i Żulczyka, choć w paru punktach zbieżne, to jednak inaczej rozkładają akcenty. Do tego dochodzi nieraz rozdźwięk między tym co się ogłasza a rzeczywistością. Po dyskusjach, jakie się ostatnimi czasy toczą, widać, jak bardzo potrzebne jest samookreślenie. Jest to prawdopodobnie uwarunkowane silnym zróżnicowaniem społeczeństwa, pluralizmem postaw, kultem indywidualności. Paradoksalnie jednak te cechy utrudniają znalezienie jakiejś wspólnej płaszczyzny, na której można by zbudować jedność generacji.

Sam należę do pokolenia dwudziestolatków. Za dziesięć lat zabiorę głos w mojej dyskusji pokoleniowej. Absolutnie nie może być mowy o jakimkolwiek definiowaniu mojego pokolenia teraz, aczkolwiek można się pokusić o nieśmiałe wizjonerstwo. Mając na uwadze problemy współczesnych trzydziestolatków, moje pokolenie powinno już teraz wykazywać pewną aktywność w celu walki o swoje. Tego wymagają zasady dzisiejszego świata. Rozwiązania systemowe w tym kraju same nie ulegną zmianom. Jeśli zależy nam na stworzeniu warunków naszego rozwoju, wypadałoby przełamać tę bezwstydną indyferencję moich rówieśników. Nie chodzi mi tu o jakiś zmasowany front publicystyczny (to jest zadanie dla tych najbardziej utalentowanych pisarsko), lecz o zabieranie głosu w istotnych dla nas sprawach. Żyjemy w końcu w wolnym państwie demokratycznym, a nie potrafimy odnaleźć się w jego mechanizmach. Nie może być tak, że młodość będzie przegłosowana przez emerytów. To będzie bowiem ze szkodą dla wszystkich. Za dziesięć, piętnaście lat chciałbym mieć poczucie swojej godności w swoim własnym kraju. Nie chcę, aby jedynym kontekstem społecznym, na którym będzie można budować definicje mojego pokolenia, były rozpacz, pustka i beznadzieja. Nawet jeśli przydarzą się porażki, to lepiej aby były to klęski romantyczne, a nie pod kolorem białej flagi.


BIBLIOGRAFIA:

1. Staszewski Wojciech, Pokolenie 1200, dostępny: http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3382161.html?as=1&ias=8&startsz=x [6 I 2007]
2. Wandachowicz Jakub, Generacja Nic, dostępny: http://www.ckod.com.pl/wywiad007.htm [6 I 2007]
3. Wandachowicz Jakub, Kuba Wandachowicz podsumowuje dyskusję, którą wywołał tekstem "Generacja Nic" 05-12-2002, dostępny: http://www.ckod.com.pl/wywiad010.htm [6 I 2007]
4. Żulczyk Jakub, Pokolenie 1200 zł brutto,

dostępny: http://www.relaz.pl/magazyn-artykul.php?id=465 [6 I 2007]




1 Wandachowicz Jakub, Generacja Nic, dostępny: http://www.ckod.com.pl/wywiad007.htm [6 I 2007]

2 Wandachowicz J., Kuba Wandachowicz podsumowuje dyskusję, którą wywołał tekstem "Generacja Nic" 05-12-2002, dostępny: http://www.ckod.com.pl/wywiad010.htm [6 I 2007]

3 Żulczyk Jakub, Pokolenie 1200 zł brutto, dostępny: http://www.relaz.pl/magazyn-artykul.php?id=465 [6 I 2007]

4 ibid.

5 Staszewski Wojciech, Pokolenie 1200, s. 1, dostępny: http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3382161.html?as=1&ias=8&startsz=x [6 I 2007]

6 ibid., s. 7

7 ibid., s. 1

8 ibid., s. 8




: prace
prace -> Spis treści wstęp rzdział I. Funkcje wydawnictw firmowych w pozycjonowaniu marki
prace -> Prace Naukowe Instytutu Maszyn, Napędów i Pomiarów Elektrycznych
prace -> Metoda abc wstęp
prace -> Spis treści Wstęp st
prace -> Logistyka Teoretyczne podstawy logistyki
prace -> Logistyka – jest to dziedzina wiedzy z zakresu zarządzania ( przepływ ludzi, energii, wody) odnosi się do zarządzania dobrami w czasie I w przestrzeni stykamy się z nią codziennie (złe planowanie). Procesy logistyczne
prace -> Z każdym rokiem na polskich drogach porusza się coraz większa rzesza pojazdów, innymi słowy motoryzacja przeżywa swój największy rozkwit w historii
prace -> Spis treści Wstęp: 3 Część I a. Teoretyczne podstawy metody Dialogu Głosów: 4
prace -> Spis treści Wstęp Rozdział I – Specyfika I sposoby badania oglądalności telewizji

Pobieranie 36.42 Kb.





©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna