Nowa fala to była formacja intelektualna, która zaproponowała inną formułę poezji



Pobieranie 74.62 Kb.
Data03.05.2016
Rozmiar74.62 Kb.
Nowa fala to była formacja intelektualna, która zaproponowała inną formułę poezji. W historii literatury współczesnej mamy pokolenia literackie, pokolenie Kolumbów miało tą samą biografię naznaczoną katastrofą wrześniową, okupacją, powstaniem warszawskim, tragiczne pokolenie, to Baczyński, to Gajcy, Stroiński, Trzewiński, Tadeusz Borowski, akurat z tej całej listy Tadeusz Borowski był jedynym, który przeżył, a i to zginął śmiercią samobójczą, Tadeusz Różewicz, 1925 rocznik, to też jest pokolenie Kolumbów. Następne pokolenie, które się pojawiło w literaturze, taka formacja, mniej więcej chłopcy w tym samym wieku, mówię chłopcy, choć tam i dziewczynki były, ale to przede wszystkim płeć męska, to byli pryszczaci. Pryszczaci to określenie młodych ludzi, którzy zaczęli pisać, inna była już ich postawa wobec świata, bo oni byli dziećmi w czasie wojny i wojna nie ukształtowała ich poglądu na świat, ich pogląd na świat ukształtowały przemiany polityczne, Polska socjalistyczna, budowanie socjalizmu, a więc wszystkie te przemiany, które dotyczyły położenia robotników, chłopów, nowej ideologii, oni byli stalinowcami, bo to najistotniejsza część ich biografii, a więc młodzi aprobujący te przemiany, w 1948 r. zjazd w Szczecinie określa, że literatura ma być taka, taka, taka, taka, i ci ówcześni młodzi otrzymują ścisłe wskazówki, wytyczne, wręcz piszą pod dyktando, socrealizm jest propagowany i oni są obrońcami, oni się w tym mieszczą. Pryszczaci dlatego, że ich postawa była nie tylko buntownicza, ale wręcz agresywna, tzn. z ogromnym jakby hałasem wkraczali do literatury i w czasach tych, kiedy pisarze musieli spełniać te ideowe cele, to wzajemnie jeden drugiego pilnował, jeden drugiego rozliczał, na zebraniach partyjnych wskazywano, kto popełniał błąd, kajano się, to zupełnie dzisiaj niepojęte, że w ten sposób może się w ogóle życie literackie rozwijać, ale tak było. Pryszczaci, czyli socrealiści, w sumie socrealizm nie wydał żadnego godnego uwagi dzieła. Następna formacja, o kilka lat młodsza, to było pokolenie współczesności albo pokolenie 56’. Ich z kolei pogląd na świat ukształtował październik. Następne pokolenie to pokolenie nowej fali. Nową falą nazwano całą tą generację później, oni nie od początku nosili taką nazwę, w historii literatury po pewnym czasie jest potrzeba porządkowania różnych zjawisk i krytycy nadają nazwy. Nazwa pokolenie Kolumbów wcale nie pochodzi od krytyków, tylko od jednego z tychże Kolumbów, czyli pisarza Romana Bratnego, od tytułu jego książki, pierwszej książki, która w ogóle o AK-owcach mówiła, bo we wcześniejszym okresie temat powstania warszawskiego, temat AK w ogóle nie istniał, a jeśli w ogóle o tym pisano, to absolutnie w negatywnym świetle stawiając całą tę formację i generację, Baczyński w literaturze nieobecny. Samo określenie nowa fala pojawiło się w 1966 r. Zygmunt Kałużyński prowadził z Tomaszem Raczkiem filmowe pogawędki przed filmami takimi o 12 w niedzielę, to był krytyk filmowy, ale także i literacki, on również pisał o literaturze, on pierwszy, z tym że on to odnosił do filmu, nowa fala w filmie, ale zagarnęło to również literaturę. Nowa fala to nie była jakaś jedna zwarta grupa, to były grupy wrocławskie, krakowskie, warszawskie. Orientacja poetycka „Hybrydy”, był to warszawski klub studencki, przy tym klubie powstała grupa poetów i siebie nazwała orientacja poetycka „Hybrydy”, to było już w 1960 r. Hybryda to zjawisko odstępstwa od ogólnego zjawiska, jakaś oryginalność w gatunkach np. Do „hybrydowców” należeli Zbigniew Jeżyna, Krzysztof Gąsiorowski, Krzysztof Karasek. Młodzi zaczęli swój program określać, krytykując tych, co przed nimi, to zresztą bardzo powszechna praktyka, jak się pojawili futuryści na początku wieku, to pierwsza rzecz, skrytykowali tych, co za plecami, Bruno Jasieński pisał w wierszu But w butonierce: „bo gdy nastał Jasieński, bezpowrotnie umarli i Tetmajer i Staff”, to w wierszu, a w programach szczegółowo. Młodzi chcieli bliższego związku poezji z rzeczywistością, mówienia wprost o rzeczywistości, wzmocnienia sił ekspresji, zaangażowania, oni chcieli, żeby poezja miała wpływ na bieg spraw społecznych, w tym znaczeniu żeby była zaangażowana. Wszyscy są urodzeni już po wojnie. Krakowska grupa „Teraz”, najważniejsze nazwisko to Julian Kornhauser, pracuje na Uniwersytecie Jagiellońskim jako językoznawca. W Łodzi powstała grupa „Centrum”, najważniejsze nazwisko to Jacek Bierezin. Poezja nowofalowa postulowała obronę prywatności, rozpoznawanie szarości w życiu społecznym, negowanie formuł ukształtowanych po 1955 r., czyli krytykowali swoich poprzedników, bardzo istotny był też element kontestacji, czyli buntu. Często się określa, że najwybitniejszą przedstawicielką nowej fali była poetka, i ona jest żyjąca, jej ostatni tomik do Nike był w 2005 r. zgłaszany, Ewa Lipska, ale organizacyjnie Ewa Lipska jest jak gdyby poza ruchem nowofalowym, ona jest z urodzenia przynależna jakby, urodzona po wojnie, pod wieloma względami jakby idzie równo z tą grupą, ale organizacyjnie jest obok. W jej tomiku debiutanckim z 1967 r. Wiersze pojawiała się chęć wykorzystania pewnych elementów mowy potocznej w poezji, przejmowanie tzw. frazeologizmów, skostniałych form wypowiedzi w języku potocznym. Ewa Lipska wprowadzała do poezji te frazeologizmy, ale po to, żeby je rozbijać, po to, żeby poszerzać pola semantyczne, by pewne elementy tych zwrotów frazeologicznych wymieniać, czyli przetwarzała frazeologizmy. W ogóle to zjawisko sprowadzało się do postawienia języka w stan podejrzenia, ona przyglądała się temu, co się dzieje z językiem potocznym, bo było to jakieś niepokojące zjawisko, język kostniał, język wykazywał tendencję do przekształcania żywej mowy potocznej we frazesy, slogany, był to skutek ówczesnej propagandy, a więc języka gazet, publicystyki, to stamtąd szło to zagrożenie dla języka. Wtedy się pojawia też drugie pokolenie lingwistów, bo pierwsze to Miron Białoszewski, Tymoteusz Charkowicz, Zbigniew Wieńkowski, to było pierwsze pokolenie, w 1956 r. debiutowali. Do nowego pokolenia lingwistów należy Stanisław Barańczak i Ryszard Krynicki. U Barańczaka i Krynickiego nieufność do języka była wynikiem rozpoznania jego uprzedmiotowienia, zawłaszczenie przez środki masowego przekazu. Barańczak w swoich wierszach ówczesnych pokazywał, jak język zamyka człowieka w schematach, jak język zniewala, jak uniemożliwia samodzielne myślenie, a więc uniemożliwia samodzielne myślenie i uniemożliwia rozpoznanie rzeczywistości, fałszuje rzeczywistość, przez to właśnie, że w świadomość człowieka wnikają owe frazesy, slogany, że język sztywnieje, skorupieje, konwencjonalizuje się. Żeby ujawnić to skonwencjonalizowanie języka, Barańczak np. parodiował formy językowe. Rok 1968 to jego tomik Korekta twarzy, w 1970 r. wyszedł tomik Jednym tchem, w 1972 r. Dziennik poranny. Najwybitniejszym poetą nowej fali był Ryszard Krynicki, wydał tomiki: Pęd pogoni, pęd ucieczki, 1968 r., Akt urodzenia, 1969 r., Organizm zbiorowy, 1975 r. Gra z językiem służy nie opisaniu świata u Krynickiego, jego poezja uświadamia niemożność opisania świata. Krynicki opisuje w swej poezji dramat uwikłań jednostki w historię, politykę, w cywilizację, jednostka stała się cząstką tłumu, osaczona przez układy zewnętrzne broni swoich prawd, jednostka próbuje odnaleźć ład moralny w świecie. W tym, co odkrywa, w tych swoich rozpoznaniach jest sceptyczna, nieufna wobec propagandy, wierna sobie. W 1977 r. zaczynają wychodzić wiersze Krynickiego w tzw. drugim obiegu.

Zjawisko to jest już skończone, nie istnieje. Wszystko się zaczęło od wydarzeń natury społecznej, politycznej, od tzw. wydarzeń radomskich w 1976 r., protest robotników w Radomiu przeciwko podwyżkom. W PRL-u istniały sądy tzw. doraźne, czyli błyskawicznie zamykali, osądzali, do widzenia. To, co Kaczyński proponuje, to jest powtórka z rozrywki, mimo że odcina się od wszystkiego, co by mogło choćby przypominać komunistyczne praktyki. Restrykcyjne prawo to była charakterystyczna cecha PRL-u i w ogóle wszystkich krajów tzw. demokracji ludowej i właśnie to restrykcyjne prawo miało taką możliwość, demokracja tego nie ma, bo tryb doraźny znaczy natychmiastowy, bo ani wtedy obrony się nie przygotowuje, poza tym wyższe wyroki, Kaczyński chce w tej chwili zrobić to samo, oczywiście to niby jest wymierzone w chuliganów i pseudokibiców, ale tak naprawdę komuniści też tak mówili, że to jest w margines społeczny wymierzone i dlatego dla przykładu mają być to wysokie i odstraszające wyroki, ale w Radomiu przeciwko robotnikom użyto tego, wyłapano ich mnóstwo i postawiono błyskawicznie przed sądem doraźnym, prasa pisała, że to są chuligani, nie że robotnicy, którzy protestują, chuligani wybijają szyby, rabują sklepy. Zapadały bardzo wysokie wyroki, intelektualiści zorganizowali wówczas pomoc dla robotników, Komitet Obrony Robotników, do którego Barańczak należał, Jacek Kuroń, Jerzy Andrzejewski. Postąpiono w ten sposób, że informację o założeniu takiej nielegalnej organizacji, bo nic, co nie uzyskało zgody władzy, nawet plakat na ulicy żeby powiesić, trzeba było w cenzurze otrzymać zgodę, a to nie było łatwe, o tym, żeby istniały możliwości kopiowania dokumentów, takie jak kserokopiarka, mowy nie ma, bo obawiano się, że się ta myśl antykomunistyczna zacznie rozprzestrzeniać, więc istniała cenzura, która trzymała knebel na ustach literatów, pisarzy, ale też i społeczeństwa. KOR zadeklarowany został oficjalnie, ale ten komunikat o powstaniu poszedł w radiu „Wolna Europa”, nie przez rozgłośnie oficjalne. Władza znalazła się w takim trudnym, niekomfortowym położeniu, bo w PRL-u, Polsce robotników i chłopów, żeby przed władzą robotniczą trzeba było bronić robotników, to jakiś paradoks, który wyszedł na jaw, wyszedł na świat, no i co – zamykać tych ludzi, którzy bronią robotników. Oczywiście że po jakimś czasie ich zamykano, ale od powstania Komitetu Obrony Robotników w 1976 r. powstaje drugi obieg literatury, on jest nielegalny, pozacenzuralny, coraz więcej czasopism, książek, m. in. wiersze Osipa Mandelstama w tłumaczeniu Barańczaka, książki Herlinga-Grudzińskiego, Miazga Jerzego Andrzejewskiego, powieść polityczna, wychodzi nieoficjalnie, w drugim obiegu, Konwickiego Mała apokalipsa wychodzi w drugim obiegu. Jest to książka, która pokazuje, jak niszczeje, degraduje się, rozpada, rozsypuje system komunistyczny w Polsce i nie jest to potężna apokalipsa, taka jak świętego Jana w Biblii, której to towarzyszyły rozmaite potężne zjawiska, tylko to jest proces pod własnym ciężarem się dokonujący. Tam jest to szpiegowanie, za pisarzem chodzi ubek, ale to nie jest przerażające, on nie jest groźny, ta władza straciła wilcze kły i właściwie jest już żałosna, momentami śmieszna, ten ubek okazuje się być wielbicielem pisarza, jego ksiązki wydawane w podziemiu zna, czyta, jest nim zafascynowany, krótko mówiąc jest to rzeczywistość tyleż groźna, a może bardziej niż groźna – śmieszna, groteskowa. Ten drugi obieg przetrwał lata 80. całe i zniknął właściwie dopiero w 1989 r., kiedy upadł komunizm, a te książki z drugiego obiegu zaczęły wydawać już wydawnictwa legalne, państwowe, nie tylko państwowe, bo po upadku komunizmu gospodarka wolnorynkowa mogła się rozwijać, a więc prywatne rozmaite inicjatywy, prywatna własność jak najbardziej, prywatne przedsiębiorstwa, prywatne wydawnictwa, one wtedy powstały, po dziś dzień istnieją.

W drugim obiegu pojawiły się książki Ryszarda Krynickiego: Nasze życie rośnie z 1977 r., Ocalenie z nicości z 1983 r., Barańczaka tomik Sztuczne oddychanie z 1977 r., a potem, kiedy Barańczak w 1981 r. znalazł się w Anglii, a potem wyjechał do Ameryki, wydawał swoje kolejne książki w Paryskiej Kulturze i one trafiały do Polski np. przemycane. Przyjaciółka dr Kochańczyk, zresztą dziennikarka, od córki z Anglii dostawała paczki, bo to były lata 80., kiedy już można się było wyrwać za granicę za pracą, ale w dalszym ciągu nie można było rozpowszechniać zagranicznych, przez celników na granicy odbieranych, konfiskowanych np. publikacji Kultury Paryskiej, więc dr Kochańczyk dostała całą serię książek o Katyniu od swojej przyjaciółki i zainteresowała się, skąd ona to wzięła, córka jej w proszkach do prania przemyciła, jakoś to tak montowała, że wtedy, kiedy to celnik przewracał, nie było śladu przepakowywania, ludzie sobie umieli radzić, więc przychodziły te wydawnictwa z zagranicy do Polski szmuglowane, oczywiście odbierano je wielu ludziom, ale nie sposób było zahamować, odebrali to odebrali, to inny przysłał czy przeniósł. Ludzie się bali pożyczać, za to się dostawało w zawieszeniu, w zawiasach wyroki, więc te ksiązki o Katyniu np. jakieś wydawnictwo nielegalne w takim miniaturowym wydaniu, oczywiście trzeba to było z lupą czytać, bo malutka czcionka, cieniutka kartka, ale za to duży nakład, rozchodziło się to tą drogą, więc książki Barańczaka trafiały do Polski, albo w tych oryginalnych wydaniach, szmuglowanych przez tych, którym się udało wyjechać w proszkach do prania czy w jakikolwiek inny sposób, albo przeszmuglowane do Polski przez wydawnictwa nielegalne były drukowane w miniaturowych, maciupeńkich, taniutkich nakładach, to musiało być tanie, to musiało być małe, bo w razie konfiskaty żeby minimalizować strach, w tej chwili dr Kochańczyk ma całe stosy jeszcze tych publikacji wydanych, szkoda wyrzucić, czytać się tego nie da, bo to naprawdę wymaga czasami nawet lupy i już wzrok nie ten, a jednak czytali tak Dziennik pisany nocą Herlinga-Grudzińskiego, to były tomy, które wychodziły od 1972 r. w takim właśnie obiegu, nawet Dziennik Gombrowicza też krążył w takich bibułowych wydaniach. Miejsce parodii w grze ze wzorcami mowy potocznej zajmuje u Barańczaka ironia, wreszcie od prowokacji takiej wyraźnie społeczno-politycznej przechodzi Barańczak do problematyki, do refleksji egzystencjalnej. Gry z formą poetycką to już nie jest tylko zabawa poetycka, te gry u Barańczaka mówią o niemożności zamknięcia świata w znanym porządku, współczesność po prostu nie mieści się w dawnych regułach. W Chirurgicznej precyzji z 1999 r. Barańczak rezygnuje z tego nowofalowego przeświadczenia o obowiązku, o potrzebie interweniującej literatury, bo tak początkowo to wynikało, rezygnuje z przekonania o tym, że literatura może przekształcać życie, zaczyna uprawiać gry poetyckie czasami wręcz takie jak dziecko, bawi się słowem, humorystycznie. Zwierzęca zajadłość to są wierszyki o zwierzątkach, to się nazywa zresztą tak: Zwierzęca zajadłość. Z zapisków zniechęconego zoologa, rok 1991, w 1993 r. wydaje znowu taki tomiczek, gdzie są wierszyki ni to dla dzieci, ni to dla dorosłych, właściwie i dziecko się tym zachwyci, ale również dorosły, czysta zabawa słowna, Zupełne zezwierzęcenie, a także cykle poetyckie Biografioły, Geografioły.

Nazwisko Juliana Kornhausnera to najważniejsze nazwisko w grupie krakowskiej „Teraz”, ale tu trzeba dopisać jeszcze jedno ważne nazwisko Adama Zagajewskiego. Z 1972 r. pochodzi jego tomik Komunikat, z 1975 r. Sklepy mięsne, bardzo ważny tomik powstał w 1985 r. na emigracji, jest to Jechać do Lwowa, Lwów jest to miejsce urodzenia Zagajewskiego, całe jego życie odbyło się poza Lwowem, on się tylko urodził we Lwowie, zresztą Zbigniew Herbert też się urodził we Lwowie, ale Herbert się urodził w 1924 r. i jeszcze druga wojna światowa go we Lwowie zastała, on we Lwowie dorastał, chodził do liceum, robił maturę, natomiast Zagajewski to jest zupełnie inne pokolenie, on się w ogóle we Lwowie tylko urodził, wojna się skończyła, Lwów nie do nas należy, więc ten Lwów w jego wierszach stał się taką mityczną krainą dzieciństwa, krainą symbolizującą ten świat, który był lepszy, który po prostu zginął, bo co z tego, że Lwów istnieje, istnieją jeszcze te budynki, ludzie żyją, ale to wszystko jest już inna rzeczywistość, więc gdy była mowa o zjawisku prywatnych ojczyzn, to różni pisarze kreują takie własne, prywatne ojczyzny w miejscach swojego urodzenia, zamieszkania. Schulz ma swój Drohobycz, to jest ten jego świat, Konwicki – Wileńszczyzna, to są ksiązki takie jak Kronika wypadków miłosnych czy też Bohiń, jest to rodzaj męski, ale znaczy tyleż co bogini, tylko w tamtym dialekcie kresowym. Prywatną ojczyzną Miłosza, obywatela świata, jest Litwa, Andrzej Kuśniewicz – Podole, a właściwie dokładniej rzecz biorąc Wołyń, bo to tak geograficznie niedokładnie to samo, kresy galicyjskie, Adam Zagajewski ze swoim Lwowem tu się mieści i z całym tym tomikiem. To nie jest tek, że tylko ci, co na kresach wschodnich wzrośli, stamtąd wyrośli, z tego świata, bo w Polsce jest jeszcze zjawisko w literaturze, jakkolwiek mniej ono jest reprezentowane, kresy tzw. zachodnie. Przesunięcie granic nastąpiły i na wschodzie, i na zachodzie, tylko że na wschodzie to nam odebrano, a na zachodzie nam dołożono, to się nazywało ziemiami odzyskanymi, jak to mówił Pawlak w filmie Sami swoi, ziemie wyzyskane, bo to wielki był dramat, a nawet tragedia, że tych z Wileńszczyzny wywieziono na ziemie, gdzie były tradycje niemieckie, Wrocław, Szczecin, takie prywatne ojczyzny na zachodzie propagował Paweł Huelle, urodził się w 1954 r., niemieckie nazwisko, ale to Polak, rodzina pochodzi z Wilna i po wojnie ta rodzina została przesiedlona do Gdańska, on wzrastał w Gdańsku, jego prywatną ojczyzną jest ten Gdańsk, to było jego dzieciństwo, ten Gdańsk z bardzo porządnymi jeszcze elementami kultury niemieckiej, tam nawet nie wszyscy Niemcy zdecydowali się wyjechać, bo niektórzy zakorzenieni po prostu pozostawali w Gdańsku, nie decydując się na wyjazd, żeby nie zostawiać ojcowizny. Günter Grass w Blaszanym bębenku, w książce, w której on wraca do swego gdańskiego dzieciństwa, do gdańskich czasów, są te realia polskie, bo to jest Gdańsk po drugiej wojnie światowej. Paweł Huelle jest od Güntera Grassa o wiele młodszy i on wszedł do literatury książką z 1986 r., Weiser Dawidem, teraz niedawno ktoś w oparciu o tę książkę nakręcił film, nie jestem pewna, czy ten film też nosi ten tytuł, z tym że dzieje się we Wrocławiu, a nie w Gdańsku, żeby było śmieszniej chyba. Prywatne ojczyzny w różnych miejscach się lokują i pisarz Paweł Huelle, który bardzo często pisze o Gdańsku, jest taka jego książka z lat 90., Hanemann się nazywa, znowu się dzieje w Gdańsku, oj, przepraszam bardzo, je źle powiedziałam, nie Hanemann, proszę to wykreślić, to znaczy Hanemann, owszem, ale to jest Stefan Chwin, inny gdański pisarz, też ma prywatną ojczyznę w Gdańsku, ale wykreślcie Hanemanna i Chwina też nie podaję w tym momencie. Chwin jest twórcą również dramatu, ostatnio zrobiono przedstawienie dramatu pt. Kąpielisko octów.

Poezja Zagajewskiego jest to chłodna, analityczna, poszukująca ukrytych sensów, Zagajewski rozpoznaje zagrożenia cywilizacyjne, eksponuje samotność jednostki w wielkim świecie. Po 1976 r. nowofalowcy, historia, tak jak się potoczyła, 1970 r. wydarzenia gdańskie, 1976 r. wydarzenia radomskie, a w międzyczasie listy protestacyjne podpisywane przez coraz większą ilość odważnych pisarzy, coraz bardziej odważni, bo już się nauczyli, że od razu wiadomo, że w „Wolnej Europie”, jest to rodzaj gwarancji, że nie posadzą mnie, bo przecież, jak to, Polska trąbi na wszystkie strony świata, że jest wolność słowa, a oni piszą list do władz i co, za ten list ich sadzać, jest jakiś paradoks, kiedy nie było w świecie wiadomo, co się dzieje, to można ich było od razu posadzić, ale wtedy, kiedy oni ogłaszają i wiadomo, że jeśli coś im się będzie działo, jakieś represje, to właśnie za to, to podważa wiarygodność tych haseł, wolność słowa, wolność sumienia, demokracja socjalistyczna, staje się oczywiste, że żadnej wolności nie ma, więc ci, którzy tutaj wymienieni zostali jako nowofalowcy, tracą trochę impet po 1976 r., bo już wiedzą, że ich bunt okazał się nieskuteczny, ten młodzieńczy bunt okazał się nieskuteczny, więc w ich wierszach pojawia się ton rezygnacji, ton kontemplacji, rozpoznawanie własnych doświadczeń biograficznych nie przyniosło przekonania, że one są jakieś wyjątkowe. Własne doświadczenia biograficzne tracą swą wyjątkowość, wchodzą w zimny porządek historii i oto następcy nowej fali, czyli kolejna generacja, właściwie są to poeci lat 80. Tomasz Jastrun ma w „Twoim Stylu” swój felieton, urodzony w 1950 r., jest to syn poetów, i matka poetka, i ojciec poeta, ojciec Mieczysław Jastrun, matka Mieczysława Buczkówna, z bardzo dobrego domu, bo jak się ma po obu stronach poetów, to właściwie nie ma innej rady, jak tylko samemu zostać poetą. Jan Polkowski, Leszek Szaruga, Szaruga mieszka w Szczecinie, a poza tym jest synem Witolda Girbszy, więc ta Szaruga jest w jego przypadku jakimś pseudo artystycznym. Ten nowofalowy apel o obecność, o uczestnictwo w życiu społecznym nie przyniósł żadnego skutku. Następcy nowej fali prezentują postawę „nowej prywatności”, czyli odwrót od tego, co społeczne, w kierunku tego, co indywidualne, prywatne, intymne. Prywatność to zaprzeczenie postaw kontestacyjnych, to zaprzeczenie ideowego zaangażowania. W latach 70. i 80., czyli już koniec komuny, ostatnie dwadzieścia lat komuny, młodzi poeci, czy to nowofalowcy, czy to następcy nowej fali, nie stanowili zjawiska dominującego, bo przecież żyli starzy, tacy jak Jarosław Iwaszkiewicz, cokolwiek by nie powiedzieć o jego postawie ideowej, bo Jarosław Iwaszkiewicz po upadku komunizmu, a nawet w latach 80., czyli w tym okresie ostatniej dekady, był przez pisarzy związanych z opozycją straszliwie krytykowany, nie za swoje dzieła, bo dzieła wybitne, ale za postawę moralną, ponieważ Jarosław Iwaszkiewicz, eks-Skamandryta, po drugiej wojnie światowej nieustannie na szczycie życia literackiego, dzięki temu że przez całe lata przewodniczący Związku Literatów Polskich, krótko mówiąc, z władzą układy znakomite i to właściwie wynikało z pewnej próżności, z chęci bycia na górze i za to go krytykowano, ale uczciwie trzeba powiedzieć, że Iwaszkiewicz, jakkolwiek wylano na niego kubły brudnej wody za tę jego próżność, za ten flirt z władzą, w tych czasach komunistycznych kolegów bronił, załatwiał im różne sprawy ważne, a to pracę, a to mieszkanie. Iwaszkiewicz jest taką niejednoznaczną postacią w naszej literaturze, ożenił się z córką przemysłowca z rodziny Lilpopów, tatuś tej Lilpopównie wybudował wielki dom i dał pięćdziesiąt hektarów ziemi, to jest tzw. Stawisko, dokładniej Leśna Podkowa, 30 km na zachód od Warszawy, ale oni sobie nazwali to miejsce w Leśnej Podkowie, takie odludzie Stawiskiem, tam się mieści po dziś dzień muzeum Iwaszkiewicza. W okresie drugiej wojny światowej, kiedy trwało w Warszawie powstanie, uciekinierzy z Warszawy masowo, różni znajomi i niekoniecznie dobrzy znajomi trafiali do tego dworu, bo to zakrojone zostało jako wielki dwór, tak jak panisko żył właściwie przed wojną, też żył z władzą bardzo dobrze, nawet go przed wojną na placówkę do Kopenhagi wysłano, Iwaszkiewicz żył z sanacyjną władzą bardzo dobrze na szczycie i z powojenną władzą, która pluła na sanację, też bardzo dobrze, to też jest sztuka, w każdym razie masę ludzi, którzy prosili o przygarnięcie, przygarnął, to jest wielki wyczyn, on się wszystkim dzielił, jedzeniem, tam po sześćdziesiąt osób spało, koczowało, to naprawdę duża była sprawa, ta wielka pomoc Iwaszkiewicza w czasie najtrudniejszym, kiedy jeszcze się okupacja nie skończyła, jeszcze Niemcy dookoła, a tyle ona tam tych ludzi chronił. Tam zresztą w czasie wojny przyjeżdżał na Stawisko Krzysztof Kamil Baczyński, są takie zdjęcia, tam się odbywały wieczory poezji, w czasie wojny, oczywiście w największej konspiracji i tajemnicy. Tenże Iwaszkiewicz, który uprawiał poezję, zaczął od poezji, ale też prozę i to świetną prozę, bo opowiadania Panny z Wilka i Brzezina z lat 30. to są arcydzieła w zakresie małych form, a w ogóle to tych opowiadań napisał bardzo dużo, pisał je także po drugiej wojnie, Stara cegielnia, Wzlot, takie egzystencjalistyczne, do Camusa zwracające się opowiadanie, taka polemika z egzystencjalizmem Camusa, Albert Camus napisał opowiadanie Upadek, więc Wzlot był jakby odpowiedzią. Iwaszkiewicz to także dramat i też świetny dramat, w dwudziestoleciu międzywojennym powstał dramat o Szopenie Lato w No Chant, No Chant to posiadłość George Sandt, wieloletniej przyjaciółki Szopena, Lato w No Chant to opowieść o Szopenie i George Sandt, o romantycznych pisarzach, filmowy scenariusz w oparciu o ten dramat zrobili Antczakowie, nakręcili film Pragnienie miłości, z aktorem Adamczykiem, bardzo pięknie zagrał rolę Szopena, Adamczyk – ten co to ostatnio papieża grał w polsko-włoskim filmie. Iwaszkiewicz napisał także dramat o Puszkinie pt. Maskarada, dramat o Balzaku pt. Wesele pana Balzaka, Iwaszkiewicz po prostu znakomicie pisał również dramaty. W latach 70. powstają znowu wiersze, tomiki wierszy i to są wspaniałe wiersze, Śpiewnik włoski z 1974 r., wybitny tomik Mapa pogody z 1977 r., ostatni tomik wierszy pochodzi z 1980 r., ma lat 85, Muzyka wieczorem. Iwaszkiewicz zmarł albo w marcu, albo w kwietniu 1980 r., w każdym razie nie dożył „Solidarności”, ciekawe, jak by była jego refleksja o tym, co się działo, nie dożył też Nobla dla Miłosza, bo we wrześniu „Solidarność”, a w październiku Miłosz dostaje Nagrodę Nobla, tam wcześniej jeszcze papież-Polak, tego dożył Iwaszkiewicz. W tym okresie lat 70. wybitne swoje wiersze drukował Aleksander Wat, eks-futurysta, w 1968 r. Ciemne świecidło, Mieczysław Jastrun, Tomasz Jastrun to syn, a wybitne wiersze, poezja kulturowa to Mieczysław Jastrun, Jan Twardowski, ksiądz, skromny człowiek, którego wiersze nie wychodziły za komuny, owszem, nawet się w 70. latach jakiś jeden tomik, drugi przebił, a okazało się, że ksiądz, który pochodzi z 1915 r., czyli tam w 1975 r. to już on sześćdziesiątka, zmarł w 2006 r. w wieku 91 czy 92 lat, w tych czasach komunistycznych, w 70. latach taka późna twórczość księdza Twardowskiego jakoś się przebiła, tomik Ty, który stwarzasz jagody, bardzo piękny tytuł i łatwy do zapamiętania przez to, że taki oryginalny. Znakomite rzeczy publikuje wtedy Czesław Miłosz, ale wszystko na emigracji. W kraju świetne wiersze publikuje Zbigniew Herbert, Pan Cogito, zbiory esejów Barbarzyńca w ogrodzie, dramaty. Lata 70. to wszystko jest pod komuną, wtedy kiedy cenzura się sroży, chociaż w 70. latach trudno powiedzieć, że cenzura się srożyła, bo za „panowania” Gierka cenzura i w ogóle władza była wybitnie nieporadna, to było jakby takim snobizmem pierwszego sekretarza, żeby pokazać światu, jak to społeczeństwo jest zadowolone z władzy, że jest ono prozachodnie, paszporty dostali ludzie, nie do kieszeni co prawda, ale w ogóle gdzieś tam na komendzie paszport już leżał, czekał, najpierw trzeba go było wyrobić, oczywiście władza wydawała, bądź nie, ale już się zaczęły wyjazdy na Zachód, w stosunku do wszystkich pozostałych lat PRL-u dekada gierkowska była najlepsza. Choć nie było absolutnie stuprocentowej swobody i istniała cenzura, to wiersze np. Herberta w latach 70. wychodzą, choćby ten tomik Pan Cogito. Oczywiście że pomiędzy wierszami czytano krytykę systemu. Jeśli spojrzeć by chociaż na takie zjawisko, jak kabaret, to najlepszy kabaret był w latach 70., kiedy nie można było o pewnych rzeczach mówić wprost, a kiedy już można teraz mówić, to kabaret zmienił zupełnie swój charakter, nie ma żadnych aluzji, nie ma żadnych politycznych podtekstów, ale też nie specjalnie jest ciekawy. To jest jakiś paradoks, że cenzura w jakimś sensie zmuszając pisarzy do szukania środków wypowiedzi, takich, które by czytelnik potrafił, zwłaszcza taki czytelnik uważny, wnikliwy, znaleźć podteksty, ale żeby można było oszukać cenzora, żeby wydać tomik i przemycić w nim poważne treści, więc pisarze, poeci się rzeczywiście znakomicie sprawdzali, Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert, Wisławy Szymborskiej w tym okresie powstają świetne tomiki Wszelki wypadek, 1972 r., Wielka liczba, 1976 r., Ludzie na moście, 1986 r.

Dramat, którego w tej chwili już nie ma w lekturach, ani też nazwiska autora, to jest m. in. Jerzy Szaniawski, przed wojną był bardzo wysoko w hierarchii dramaturgów, takie najbardziej znane z tego okresu przedwojennego to były Żeglarz, Adwokat i róże. Drążył problem prawdy, wieloznaczności prawdy. W 1946 r. pojawił się dramat Dwa teatry, w obrębie tego dramatu znalazły się echa dyskusji o tym, jaki po wojnie ma być teatr, w ogóle ten problem literatury po wojnie, jak ona wyszła po wojnie z porządku. Wojna była odbierana, odczuwana jako kataklizm, który w ogóle zniszczył człowieczeństwo, wobec drugiej wojny światowej bezsilne okazały się, by te człowieczeństwo uratować, filozofie, religie, estetyki, poezja, literatura, znikąd ratunku. Jest taki wiersz Miłosza zaraz po drugiej wojnie światowej W Warszawie, „Co czynisz na gruzach katedry Świętego Jana, poeto, w ten ciepły, letni wieczór…”, jest to sytuacja poety siedzącego na gruzach starówki warszawskiej, który czuje, że te duchy zabitych są obecne i proszą go o to, aby spisał ich dzieje, że literatura powinna wobec tragedii w jakiś sposób się opowiedzieć, że literatura powinna ocalić, jeżeli jeszcze jest coś do ocalenia, w tym wierszu jest o tym mowa i tam jest taki dramatyczny ton Miłosza. „Ja nie chcę być płaczką żałobną”, on to w ten sposób określa, on nie chciałby pisać o wojnie, choć czuje presję moralną, słyszy głos Antygony, która na gruzach Warszawy szuka swojego brata, to jest zaiste ponad wytrzymałość ludzką, pisze w tym wierszu, jest też tam taki apel dramatyczny: „Ja chciałbym opiewać festyny, radosne gaje, do których wprowadzał mnie Szekspir/ Zostawcie poetom chwilę radości, bo zginie wasz świat”, poeta miał tutaj też na myśli poezję romantyczną, która te nasze klęski, powstania upadłe przechowywała, to jest konsekwencja, że historia tak a nie inaczej dla Polaków się potoczyła, kult cierpiętnictwa, gdy inne narody kultem obdarzały zwycięstwa, to my, przez to, że pod piórem wspaniałych poetów, nasze narodowe rany, nasze klęski stały się świętością, one się sakralizowały i że ten niezdrowy kult, bo to jest niezdrowe i dla jednostki, i dla całego narodu, żeby w aurze klęski, śmierci, zamiast zwycięstwa i radości, żyć. Dlatego tak ciężko wzdycha do Szekspira, bo Szekspir pisał o władzy, o miłości, są komedie, są tragedie, ale taka jest skala tematyczna, od ściany do ściany. Więc ta swoboda Szekspira, który nie podlegał uciśnieniu żadnej doraźnej chwili, to imponuje Miłoszowi, on chciałby jak Szekspir opiewać festyny, radosne gaje. To nie było możliwe, dla polskiej literatury nie było możliwe udawać, że nie było wojny i w ogóle nie próbować się rozliczać. W Dwóch teatrach pojawia się problem wojny, mamy tutaj typ teatru w teatrze. Dyrektor teatru pt. Małe zwierciadło, ten tytuł jest symboliczny, bo małe zwierciadło oznacza dramaty realistyczny, wystawia jednoaktówkę, którą mu przynosi do zagrania na scenie chłopiec z deszczu. To jest jednoaktówka, w której pojawiają się pewne wizje, jakieś zupełnie surrealistyczne obrazy, to jest zapowiedź wojny, to wszystko się dzieje przed wojną, że do dyrektora przychodzi taki młody autor i przynosi mu swoją sztukę, w której to sztuce są jakby projekcje wynikające z jasnowidzenia, z przeczucia, obrazy, które mogą się później, kiedy historia już się dokona. To jest oczywiste, że w ten sposób w tej sztuce zaistniała zapowiedź wojny i oto w tym teatrze Małe zwierciadło, owa jednoaktówka chłopca z deszczu, gdzie się pojawiają projekcje wojny, to jest teatr snu, teatr nadrealistyczny, poetycki. Łączy w całość, w jedno dwie koncepcje teatru Szaniawski, teatr realistyczny i teatr wizyjny, dwie opcje, wydawałoby się nie do pogodzenia.

Rewolucja w polskim dramacie powojennym dokonuje się pod piórem Gombrowicza, ale Gombrowicz siedzi w Argentynie, on nie jest w kraju, czyli po prostu takie najważniejsze przemiany w obrębie dramatu polskiego dokonują się na Zachodzie. Gombrowicz napisał tylko trzy dramaty, ten pierwszy to 1938 r., Iwona, księżniczka Burgunda, natomiast te, które się po wojnie ukazały, to Ślub, który napisał w 1946 r., ale wydał go razem z Trans-Atlantykiem w jednym tomie w 1953 r., w 1966 r. wychodzi Operetka. Gombrowicz prowadził Dziennik od 1953 r. do 1967 r., kiedy to ostatnie zapisy tam się znalazły, a w 1969 r. zmarł, czyli prawie do samego końca prowadził dziennik, który był natychmiast publikowany, to nie był dziennik intymny, który się pisze do szuflady i autor po śmierci pozwala, np. Maria Dąbrowska, która w 1965 r. zmarła, pozwoliła swój dziennik opublikować pięćdziesiąt lat po swojej śmierci, czyli w 2015 r., ale my jego duże fragmenty już dawno znamy, a to dlatego, że wydawca, który wiedząc, że płoną z ciekawości czytelnicy, powybierał z takiego ogromu, bo ona 50 lat prowadziła dziennik, fragmenty, w których ci ludzie, o jakich ona mówi, już nie żyją, także nikt nie poczuje się dotknięty, a jednocześnie fascynujące kawałki, np. czasy stalinowskie pokazać, jak to Maria Dąbrowska do tego podeszła, jak oceniała to, co się dzieje, to było szalenie ciekawe dla czytelników, więc pięciotomowy wybór ukazał się w latach 80., nie dotrzymany został ten termin pięćdziesięciu lat. Gombrowicz od razu zamierzył dziennik, który właściwie jest udawanym dziennikiem, jest to esej utrzymany w konwencji dziennika. Wyznacznikiem zapisu dziennikowego jest to, że poszczególne zapisy, nieraz kilkunastostronicowe, pojawiają się opatrzone datą, ale nawet nie to, że 15 grudzień 1960 r., tylko np. środa i zapis, on nawet się specjalnie nie wysila, żeby podać precyzyjne daty, bo to jest w gruncie rzeczy gra z formą dziennika. Ten dziennik zaczyna się od takiego zapisu: Poniedziałek. Ja. Wtorek. Ja. Środa. Ja. Dopiero w czwartek jest zapis, Gombrowicz reprezentował w całym swoim życiu, w całej swojej twórczości postawę skrajnego indywidualizmu. Nawet w Ferdydurke się pojawia bohater Witold Gombrowicz, on później jako Józio się daje do szkoły doprowadzić, ale ten bilecik na końcu: „Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba” jest podpisany literkami W. G. To są takie gry Gombrowicza z formą literacką, w ogóle z formą miał na pieńku, więc te formy w różnych postaciach rozwijał i formę dziennikową tutaj też w pewnym sensie parodiował. W Dzienniku Gombrowicz wchodzi w różne role, m. in. krytyka cudzych utworów i swoich własnych, on interpretuje swoje utwory, interpretuje bardzo zresztą dokładnie, to jest zupełnie bezprecedensowe zjawisko, bo znacznie częściej spotykamy się z takim oto, że reżyser zrobił film, w telewizji go proszą, żeby coś powiedział, on mówi, że zrobił film, reszta należy już nie do niego, są tacy pisarze, którzy bardzo powściągliwie mówią o swoich książkach, zresztą książki czy film, czy dzieła żyją własnym życiem i często interpretowane są niekoniecznie w takim duchu, w jakim je autor napisał, to będzie przypadek Mrożka. Czytelnicy w Mrożka tekstach czytali takie aluzje, których Mrożek tam nie pomieścił. Mrożek powiedział to osobiście dr Kochańczyk, miała ona okazję rozmawiać z Mrożkiem przez parę godzin, bo siedział z tyłu za nią w jej samochodzie, bo się bał jechać z nią, rozmawiali podczas drogi z Warszawy do Kazimierza. Mrożek powiedział, że jest zdumiony, że w Tangu czy innych dramatach czytano jakieś aluzje, nie było to jego zamiarem. Zresztą Jacka Bocheńskiego Boskiego Juliusza czytano jako parabolę, utwór, w którym doszukiwano się w postaci Juliusza Cezara czy to Hitlera, czy Stalina, czy w ogóle wszelkiej maści dyktatorów, ale Bocheński twierdził, że tego tak nie napisał. To w ogóle nie ma znaczenia, co pisarz twierdzi, to naprawdę jest bez znaczenia, ważne jest, jak utwór żyje, jak jest odbierany i czego się w nim czytelnicy, krytycy są w stanie doszukać, pisarz właściwie jest bezradny, dzieło żyje własnym życiem. Gombrowicz w tym swoim skrajnym indywidualizmie pilnował tego, żeby znaleziono w tym dziele to, czego on się spodziewał, na tym polegała jego silna indywidualność, że on się bał jak ognia przyprawiania gęby, że te ciotki kulturalne, bo tak nazywał krytyków, jak go zaczną miętosić, więc znalazły się w Dzienniku całe strony poświęcone poszczególnym utworom, m. in. Ślubowi, w których pisał, że właściwie w zamierzeniu był to jakby drugi Hamlet, jakaś powtórka z tego dramatu Szekspirowskiego. Główny bohater nazywa się Henryk, bo rzecz dzieje się nie w Polsce, tylko we Francji po drugiej wojnie światowej, Henryk jest polskim żołnierzem. Jest to taka surrealistyczna konwencja, bo oto on jest niby we Francji, ale nagle wraca do swojego domu rodzinnego i widzi, że ten jego dom rodzinny zamienił się w karczmę, jego narzeczona jest dziewką karczemną. Hamlet wraca do domu, a w domu tatusia mu zabili, stryjo zabił, mamusię poślubił, dzieją się różne nieprawości, ten dom przestał być domem. Ewidentne echa Szekspirowskiego Hamleta są w tym Ślubie. Jak mówimy o grach z formą Gombrowicza, musimy wziąć pod uwagę, że ślub czy też wesele to są takie sytuacje, w których istnieje jakaś kulturowa, obyczajowa forma, a w ogóle to jest taka tradycja, taki ciąg motywów wesela, od Pana Tadeusza przez Wyspiańskiego, Gombrowicz się wpisał w tę tradycję. W międzyczasie, kiedy dom rodzinny zamienił się w karczmę a narzeczona w dziewkę karczemną, Henryk podejmuje decyzję, że z tą Mańką będzie się żenił. Dom zamienia się w dwór królewski. W Operetce z kolei mamy grę gatunkową z formą operetki. Operetka to jest gatunek muzyczny, zarówno opera, jak i operetka ma swoje literackie tworzywo, to się nazywa libretto. Oba gatunki, opera i operetka, są skonwencjonalizowane, przy czym opera to wysoka kultura, a operetka to jest forma popularna, i w sensie muzycznym, i w sensie literackim. W każdym bądź razie wszystkie te gatunki silnie skonwencjonalizowane, jak powieść kryminalna, thriller, melodramat, to są te doły, które do czytelnika trafiają i to nie do tego wyrobionego, chociaż kryminały lubią czytać profesorowie uniwersytetu też, ale kryminał ma tak wyrazistą konwencję, że wiadomo, detektyw, jest zbrodnia, detektyw tropi zbrodnię, zbrodnia musi zostać rozpoznana, zbrodniarz ukarany, melodramat zresztą też z góry wiadomo, że kończy się, jak np. Trędowata, śmiercią bohaterki. Zwykle się zna operetki według muzyki, Straussa, Offenbacha, Lehara, natomiast nieznane są nazwiska autorów librett, ale te libretta są schematyczne, dzieje się na dworze królewskim albo książęcym, są jakieś perypetie miłosne bardzo skomplikowane, które jednakowoż zawsze się kończą happy endem, fabuła jest lekka. Gombrowicz pisał w swoim Dzienniku, że jest zafascynowany boskim idiotyzmem operetki, był wielbicielem operetki, ale dlatego, że uderzył go boski idiotyzm. Gombrowicz w Operetce w 1966 r. zamieścił problematykę rewolucji społecznej, na tym polega gra z formą Gombrowicza, że w tej konwencji, która kompletnie się nie nadawała do podejmowania jakichś poważnych problemów, Ferdydurke to też przecież jest książka, w której bardzo poważny problem uwikłania człowieka w kulturę, momentami jest podawany w takiej błazeńskiej narracji i to zakończenie też takie błazeńskie: „Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba”, tak jak gdyby unieważniał czytelnikowi wystawienie języka, bo to do tego można ten gest przyrównać, pokazał mu język, albo jeszcze lepiej, teraz się tego nie robi, ale kiedyś był taki gest zagrania komuś na nosie, teraz od pewnego czasu w to miejsce wszedł gest Kozakiewicza, tego nie należy traktować dosłownie, Gombrowicz był przewrotnym pisarzem, igrał z formą, igrał z czytelnikiem i powagę ze śmiechem mieszał, ale powieść Ferdydurke nie jest powieścią przygodową, jak by można było po pierwszych sygnałach rozpoznać, lecz filozoficzną i bardzo głęboką. Z kolei Operetka to nie jest głupkowaty utwór, choć tam się nawet tandetne wierszyki pojawiają, które Gombrowicz oczywiście pisał i muzyka cytowana z różnych operetek, a mimo to jest to bardzo głęboki dramat o rewolucji. Także jeśli szukamy jakichś ważnych dzieł polskich o rewolucji, to na pewno Przedwiośnie, Operetka i Szewcy, to są wszystko dzieła z wysokiej półki. W Operetce rzecz dzieje się na dworze królewskim, a królestwo się nazywa Himalaj, są to szczyty formy. Gombrowicz kieruje tu uwagę na sensy filozoficzne i społeczne. W Polsce Ślub wystawiono po raz pierwszy w 1960 r., nie bez znaczenia jest ta data, bo ten dramat wpłynął na Grotowskiego i Kantora, są to nazwiska z dziedziny teatru, to są ludzie teatru, ale Grotowski np. nie pisał dramatu, Kantor i owszem, choć nie był literatem, Kantor był malarzem, nie są to ludzie z działki literatura, to są ludzie z działki teatr, natomiast Mrożek to bez wątpienia z dziedziny literatury. Gombrowicz bardzo mocno wpłynął tym swoim Ślubem, później tą swoją Operetką na Grotowskiego, Kantora, ale przede wszystkim na Mrożka.

W 1958 r., a właściwie w całym dziesięcioleciu 1958-1968 najpopularniejszym autorem dramatu jest Mrożek. Wówczas awangardę teatralną tworzyli Beckett i Ionesco, z Zachodu szło to do nas i oczywiście z pewnym poślizgiem do nas dotarło, zrozumiałe dlaczego. Ta awangarda pokazywała absurd kondycji ludzkiej, to był ten nurt filozoficzny egzystencjalizm, pokazywała człowieka w metafizycznej pustce, tak jak Czekając na Godota. Natomiast Mrożek ukazuje absurd totalitarnego systemu, czyli nie uniwersalna problematyka egzystencjalna, jego człowiek też żyje w pustce, ale w określonej rzeczywistości, bo Czekając na Godota Becketta jest to abstrakcyjna rzeczywistość, nie mamy żadnych sygnałów ani miejsca, ani czasu, to w ogóle jest bez znaczenia, bo ma to wymowę uniwersalną, ale bohater Mrożkowski żyje w określonej rzeczywistości, w systemie totalitarnym. Absurd, który, jak z jego utworów wynika, jest cechą kondycji ludzkiej, właśnie płynie z tego totalitarnego systemu. Tenże system usprawiedliwia terror koniecznością dziejową. Mrożek tworzył paradoksalne sytuacje i to, co jest w ogóle niezwykłe u Mrożka, to to, że z tych paradoksalnych, stworzonych, wymyślonych sytuacji wyciągał logiczne wnioski, w ten sposób absurd podnosił do potęgi. Te jego rzeczy budziły śmiech, ale zarazem i przerażenie. W 1958 r. powstaje dramat Policja, rzecz dzieje się w jakimś bliżej nieskonkretyzowanym miejscu, natomiast jest określony ustrój, skonkretyzowany ustrój, ustrój totalitarny, tu się mówi, że to jest idealny ustrój, nie ma przestępców, tzn. władza już się tak rozprawiła z przeciwnikami, że nie ma tych, którzy by się z ustrojem nie zgadzali, coś takiego jak w George’a Orwella Rok 1984, jest ustrój idealny, nie ma przestępców, ostatni był, ale podpisał lojałę, podsunęli mu papier, przekonali go w różny sposób, podpisał, że jest pięknie, nawrócił się na państwową władzę i wypuścili go na wolność. Teraz zostały więzienia, został system policyjny. To jest cały Mrożek, buduje absurdalne sytuacje i wyciąga z tego super logiczne wnioski. Wszyscy przekonani, nie ma więźniów politycznych, ale zostały więzienia, został aparat policyjny. Więzienie nie może być puste, bo jak jest więzienie, to ktoś musi jednak w tym więzieniu siedzieć, bo policja byłaby wtedy zbędna, więc policja organizuje prowokację, jeden z policjantów zamachnął się na władzę po to, żeby go posadzili, żeby chociaż jeden siedział. Efekt jest taki, że aresztują siebie nawzajem. To jest istota humoru Mrożka, to jest zabawne, ale jednocześnie budzi przerażenie. Dramaty Mrożka to farsy idei, dzieją się wszędzie i nigdzie, Mrożek obnaża reguły systemu, fikcję parlamentaryzmu, społeczną obłudę, samooszustwo świadomości. Sztuki Mrożka mierzą w dogmaty i stereotypy, polityczne, społeczne, literackie. Sztuka Mrożka wyrasta z doświadczeń PRL-u, że to problematyka, którą ukształtowały doświadczenia tego kraju, tego państwa, ale te sztuki mają dziwną własność, a zwłaszcza wtedy, kiedy na scenie się je wystawia, kiedy wystawiali je świetni reżyserzy, bo one nabierają sensów bardziej uniwersalnych, właściwie nabrały rangi przypowieści o ludzkim życiu i o mechanizmach rządzących światem. Do 1968 r. Mrożek napisał piętnaście sztuk, urodził się w 1930 r., dziś ma tam siedemdziesiąt… sześć (gdzie tam sześć, a który mamy rok? O cholera, ale pan po prostu szybciej liczy). Siedemdziesiąt sześć, to niemożliwe, z rachunków tak wynika, ale z innych moich obserwacji… trudno mi się z tym pogodzić, ale nic na to nie poradzę, ma rację chłopak. Zaczynał jako dziennikarz, jako reportażysta, właściwie z tego samego punktu startował, jak Kapuściński. W 1950 r. pisał reportaże do krakowskich gazet, współpracował z eksperymentalnym teatrem studenckim „Bim-Bom” z Gdańska, Zbigniew Cybulski, Bogumił Kobiela, to był legendarny, słynny po 1956 r. powołany „Bim-Bom” i Mrożek od razu podjął współpracę, chociaż z Krakowa do Gdańska daleko, ale tak się też stało. W 1963 r. wyjechał za granicę, władza nie brała jednak pod uwagę, że już nie wróci, bo on już tutaj miał za sobą debiut na scenie, już miał pozycję pewną wysoką, niestety nie wrócił i przez najbliższe trzydzieści lat Mrożek mieszkał najpierw we Włoszech, potem dwadzieścia lat w Paryżu, wreszcie siedem ostatnich lat w Meksyku, z tego Meksyku wrócił do Polski, gdy już upadła komuna, zamieszkał na powrót w Krakowie, zresztą z żoną Rosjanką. Ma on światową sławę, a właściwie ta światowa sława przyszła po Tangu, Tango było takim dramatem, które błyskawicznie po świecie zaczęło wędrować, w 1960 r. je napisał. Widzowie czytali, że rodzina inteligencka jest modelem Polski po drugiej wojnie światowej, że w tej rodzinie pokazane jest, jak to w swoim własnym domu inteligencja zostaje zepchnięta, za mordę wzięta przez kogoś, kto nie ma tu żadnych praw, kto się pojawił prawem Kaduka, zagnieździł się, jest to cham Edek. Ci ludzie sami sobie to wyszykowali, liberalni, tolerancja, mamusia się zachwyca, jak ten Edek pięknie czka, a w ogóle to jest taka artystowska rodzina, oni nie są artystami, ale mają artystowskie ciągoty. Syn Artur, typowy intelektualista, dwa fakultety, coś mu się nie podoba w tym domu, tzn. ta tolerancja, ten luz artystowski. Efekt jest tego taki, że w tym domu właściwie nie ma żadnych praw, nie ma żadnych zasad, są pogrążeni w chaosie. Artur próbuje się buntować, Artur buntuje się przeciwko temu, że się nie ma przeciwko czemu buntować, młody człowiek ma prawo do buntu, ale o co ma się buntować Artur, jak mu wszystko wolno, on się buntuje przeciwko temu, że wszystkie powody do buntu mu rodzice załatwili, pełny luz, pełna swoboda i właściwie rozkład, tradycja została zanegowana w imię nowoczesności. Kiedy Artur się okazał bezsilny w tym swoim buncie, on też wesele wymyślił, żeby wszystkich za mordę wziąć, za twarz powiedzmy, i zmusić do tego, żeby się tatuś ładnie ubrał, narzeczona suknia ślubna, ceremonia zgodnie z tradycją, ślub wydawał się najbardziej sposobną formą obyczajową, ale Ala puściła się z Edkiem, Artur się upił, krótko mówiąc, nic nie wyszło, Edek zabija Artura i przejmuje w tym domu władzę. Symbolem tej postawy jest to tango na końcu, Edek zaprasza starszego pana reprezentującego pokolenie dziadków. Stuhr w roli Edka zaprasza do tanga tego kruchego starszego pana Henryka Wistę i z figurami rzuca nim, miota na wszystkie strony, oczywiście ten dziadziuś w strachu potwornym nie odmawia tańca, bo po prostu się boi, tam panować będzie w tym domu prawo pięści i to jest istota, tak jak rozumieli to czytelnicy i krytycy, że jest to metafora, że rodzina jest tu metaforą społeczeństwa polskiego i że mówi coś o postawach inteligencji polskiej w ustroju totalitarnym, jak to się stało, że w PRL-u inteligencja, która dziedziczy prawa po szlachcie, Polska była szlachecka, szlachta polska stworzyła kulturę, szlachta to naród, inteligencja jest spadkobiercą szlachty i teraz ta inteligencja po drugiej wojnie światowej nawet nie jest w konstytucji zapisana, bo w konstytucji było, że Polska jest krajem robotników i chłopów, inteligencji w ogóle nie ma. Bardzo różne były teatralne pomysły na wystawienie Tanga, np. w Ameryce bardzo chętnie czytano ten dramat jako dramat, który mówi o postawach artystowskich, o nowoczesnej cywilizacji, że ta cywilizacja współczesna w tej wersji artystowskiej zmierza do kompletnego chaosu, do bezwładu, do rozkładu. Sztuki, które pisywał Mrożek i cezurą jest 1970 r., miały kontekst polityczny, tzn. widzowie dopatrywali się tego kontekstu, niezależnie od tego, czy zamiarem autora było ten kontekst uruchomić, czy nie, sztuki te miały związek z konwencją teatru absurdu. Teatr absurdu na Zachodzie miał charakter uniwersalny, pokazywał sytuacje uniwersalne, natomiast teatr absurdu Mrożka miał wymiar historyczny, odzwierciedlał chaos ideowy, kryzys świadomości społecznej konkretnych lat, 50. i 60., w konkretnym kraju, PRL-u, w konkretnej rzeczywistości, czyli pod władzą totalitarną. Mrożek był konserwatystą, moralistą, można by powiedzieć też racjonalistą, wierzył w wartość rozumu, świat powinien być porządkiem, nawet wtedy gdy znalazł się pod władzą jakichś paradoksów, w jakimś labiryncie nonsensów, jakieś wyjście musi być. Jak Gombrowicz, Mrożek zwracał uwagę na konieczność obrony jednostki przed zbiorowością. Mrożek w dużym stopniu z ducha Gombrowicza, z problematyki, zresztą on się nawet temu nie przeciwstawia, że jest to wnikanie, ta relacja, że czerpał z Gombrowicza. Zarówno Gombrowicz, jak i Mrożek podejmują problem autentyczności jednostki. To właśnie jest ten problem inteligencji zwłaszcza. W Tangu inteligenci walczą ze zbiorowością o swoją tożsamość, walczą daremnie, zwycięża cham. Mrożek domagał się od inteligencji życia na serio, życia w prawdzie, tymczasem pokazywał ich zepchniętych na margines życia społeczno-politycznego przez masy i poszukujących swojego miejsca w tej powojennej rzeczywistości. Mrożek tak samo jak Gombrowicz demaskuje fałszywe ideologie społeczne, Mrożek, jak Gombrowicz, rozbija automatyzmy myślowe, stereotypy, które tak niebezpiecznie paraliżują i umysł, i wolę inteligenta. Inteligent tym stereotypom poddany ma zafałszowaną świadomość i staje się podatny na zbiorową manipulację. Dwa można wydzielić okresy twórczości u Mrożka, cezurą jest rok 1970, a mianowicie wtedy zostaje wydany dramat Emigranci, od Emigrantów Mrożek zrywa definitywnie z teatrem absurdu, on to sam tak powiedział. Emigranci to dramat, który ma dwie role, dwie postaci, inteligenta i robotnika, rzecz dzieje się w Paryżu, obaj mieszkają w slumsach, w jakiejś suterenie, chodzi o to, żeby jak najmniej zapłacić za pomieszczenie. Inteligent przyjechał tutaj, żeby pisać doktorat, uciekł przed zniewoleniem umysłowym. Ten drugi szuka tu pieniędzy, to jest prosty człowiek, który zostawił rodzinę, który tu bardzo ciężko pracuje, ale po to właśnie, żeby ekonomicznie stanąć na nogi. Zderzone zostały dwie postawy, dwie świadomości, dwie racje. Mrożek to już jest w tej chwili klasyk współczesności, lista jego dzieł jest bardzo długa. W 1983 r. powstała sztuka Pieszo, w 1987 r. Portret, w 1993 r. Miłość na Krymie.

Drugie ważne nazwisko w zakresie dramatu współczesnego to Tadeusz Różewicz. Był poetą, pisał również prozę, jakkolwiek to, co jest jego najważniejszym gatunkiem, to jest poezja, od poezji zaczynał, w tej chwili od kilku lat wychodzą tomiki w bardzo dobrej formie artystycznej, zaczynał w 1947 r. tomikiem Niepokój. Do Nagrody Nike aspirowały tomiki wierszy Recykling zawsze fragment z 1996 r., Nożyk profesora z 2003 r. i tomik, który w 2005 r. pretendował do Nike, zapomniałam, jak się nazywał, ale mniejsza z tym, bo o to was pytać pani na pewno nie będzie. Kartoteka była pierwszym dramatem Różewicza, w której pojawił się problem obrachunku z biografią własnego pokolenia. Rzecz dzieje się w latach 60., tzn. w 1960 r., a więc jest dramatem współczesnym, minęło piętnaście lat po wojnie, ale ten bohater, który nie wiadomo nawet, jak ma na imię, bo ma różne tam imiona, tak jak on, ludzie próbują bezskutecznie odnaleźć się w chaosie współczesnego życia, określić swoją tożsamość. Ten bohater ma i Władzio i Tadzio, rodzice inaczej się do niego zwracają, inaczej sekretarka, jest zainstalowany w takim miejscu, które jest jakby ulicą, leży w łóżku, ludzie przez ten jego jakby pokój przechodzą. To jest dramat eksperymentalny, to jest dramat, w którym nie ma akcji. Różewicz problem nowoczesnej formy dramatycznej podjął w takim dramacie, który nazwał Akt przerywany, akt przerywany kojarzy się aluzyjnie z problematyką za przeproszeniem obyczajową, sferą seksualiów, ale to jest taka pewnego rodzaju gra, chodziło Różewiczowi o problematykę czysto teatralną, o sferę czysto teatralną. W Akcie przerywanym w didaskaliach, w komentarzach zastanawia się nad tym, czy dramat jako gatunek może istnieć. Kiedyś w czasach dawnych, w antyku były wielkie indywidua, osobowości, na ludzi z winy fatum czy z woli fatum tragiczne konflikty spadały. W późniejszych wiekach mieliśmy Szekspirowskie tragedie czy tragedie z czasów Racine’a, Corneile’a, tragedie romantyczne, to były wielkie indywidua, wielkie problemy, wielkie wydarzenia, a współczesny człowiek czy w ogóle indywidualność posiada tak niezwykłą, czy w takich sytuacjach konieczności wyboru się znajduje, wobec tego tradycyjna forma dramaturgiczna jest zupełnie nieprzydatna. W Kartotece mamy parodię chóru greckiego, przecież oni ględzili coś, bredzili nieudolnie, w ogóle bez znaczenia, w tragedii antycznej chór starców wygłaszał pewne prawdy moralne, był głosem opinii publicznej, zmieniły się czasy, zmieniła się osobowość współczesnego człowieka pod wpływem warunków cywilizacyjnych, wszystko jakby znikczemniało, skarlało i dramat też jako gatunek stracił swoje znaczenie. W antyku on był najtrudniejszym, najwybitniejszym gatunkiem, który wymagał najwięcej talentu i tylko najgenialniejsi się na to porywali: Ajschylos, Sofokles, Eurypides, a każdy z nich miał w dorobku nawet nie kilkadziesiąt, nawet ponad sto i więcej dramatów. Świadkowie albo Nasza mała stabilizacja to dramat z 1964 r., 1972 r. Na czworakach. W pierwszym dramacie pokazywał Różewicz, że świat zdominowany jest przez ideały konsumpcyjne, z kolei w dramacie Na czworakach demaskował zakłamane wyobrażenia o powołaniu artysty, czyli podejmował problemy artysty i sztuki. W 1975 r. powstaje Białe małżeństwo, ta sztuka była skandalem, mamy tutaj motywy obsesji erotycznej, 1979 r. to sztuka Do piachu, bardzo ważna sztuka, przełamuje stereotypy patriotyczne, następuje tutaj deheroizacja akowskiego mitu partyzanckiego, to też był skandal, to też się skończyło skandalem, ale to są ważne dramaty. Dwie sztuki oparł Różewicz na biografii Kafki, Odejście Głodomora 1977 r. i Pułapka z 1982 r. Tu też mamy problematykę artysty i tworzenia. Odejście Głodomora jest aluzją do noweli Kafki. Problematyka artysty, tworzenia, sztuki we współczesnej cywilizacji to jest jeden z bardzo ważnych tematów, nie tylko dramaturgii, ale przede wszystkim dramaturgii Różewicza.

Twórcy, którzy jeszcze uprawiają dramat to Ireneusz Iredyński, Żegnaj, Judaszu, Stanisław Grochowiak, Chłopcy, rzecz dzieje się w domu starców, Zbigniew Herbert, Jaskinia filozofów, Janusz Głowacki, Kopciuch, Antygona w Nowym Yorku, Czwarta siostra, jest to aluzja do Trzech sióstr Czechowa. Mrożek i Miłość na Krymie także ma związek z Czechowem. Czechow jest dla współczesnych dramaturgów inspirującym twórcą. Agnieszka Osiecka nam się głównie kojarzy z piosenką, z tekstami, ale ona również miała bardzo cieszące się dużą popularnością sceniczne teksty, Niech no tylko zakwitną jabłonie. Paweł Huelle jest autorem Kąpieliska ostów, akcja toczy się już po upadku PRL-u, w tej nowej rzeczywistości. Na samym początku trzeba by było wpisać Gałczyńskiego, który po drugiej wojnie światowej, on w ogóle w 1953 r. zmarł, ale w okresie, kiedy jest socrealizm, stworzył kabaret Teatrzyk Zielona Gęś, to są formy dramaturgiczne, jakkolwiek mini, to jest specyficzny teatr, ale właściwie teatr absurdu. Jest jeszcze jeden autor, który uprawiał formy dramaturgiczne i też kabaretowe, to Miron Białoszewski, po 1956 r., a nawet jeszcze przed 1956 r. on w swoim mieszkaniu na ulicy Tarczyńskiej w Warszawie miał prywatny teatr, kilka osób tam przychodziło i wystawiano dla siebie takie teksty, które by można było uznać również za teatr absurdu, to się nazywało „Teatr osobny”, on to tak nazwał, to był jego prywatny teatr. W ostatnich tomikach jego wierszy pojawiły się miniatury dramaturgiczne Kabaret Kici-Koci, Kicia-Kocia to postać z tego kabaretu, tak jak u Gałczyńskiego pojawiają się takie postaci w Zielonej Gęsi, jak Hermenegilda Kociubińska. On pisał pod Irenę Kwiatkowską, ta pani ma dzisiaj pewnie ze sto lat, ale ona wtedy była w Krakowie i świetnie się sprawdzała w tym, więc Gałczyński pisał to już dla niej, natomiast postaci z tego kabaretu, takie jak Profesor Gżegżółka, Osiełek Porfirion, nie mają swoich prototypów, są czysto literackie. Kicia-Kocia to postać z kabaretu Białoszewskiego.
: img -> sciagi -> zalaczniki
zalaczniki -> Dominare-dominować- ktoś kto ma dominacje np nad niewolnikami – władza, zarządzanie. Imperiale
zalaczniki -> 1. Pojęcie, cel i funkcję marketingu a. Ujęcie klasyczne
zalaczniki -> P. osobowości zajmuje się badaniami i opisywaniem człowieka w kategoriach najistotniejszych cech integrujących i organizujących jego funkcjonowanie społeczna
zalaczniki -> Europa warunki naturalne, położenie, półwyspy, cieśniny, wyspy, wulkany, jeziora, lodowce, rzeki, łańcuchy górskie
zalaczniki -> Mekka odległa od morza, leżąca wśród nagich i jałowych pagórków, otoczona nie kończącą się pustynią, serce Arabii
zalaczniki -> Działy filozofii
zalaczniki -> W dziejach starożytnych Greków dwa największe miasta-państwa zapisały się szcze­gólnie. Była to Sparta, położona w południowej części Peloponezu, oraz Ateny, leżące w środkowej Grecji na półwyspie Attyka
zalaczniki -> Propedeutyka historii filozofii – Ćwiczenia
zalaczniki -> Zasady techniki prawodawczej
zalaczniki -> Metoda nauczania




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna