Nowy jork, chicago, toronto, berlin, warszawa



Pobieranie 321.57 Kb.
Strona1/6
Data02.05.2016
Rozmiar321.57 Kb.
  1   2   3   4   5   6

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI” NR 270, 1 SIERPIEŃ 2011 R.



PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI



NR 270 1 VIII 2011 r.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, BERLIN, WARSZAWA.

Patriotyczny Ruch Polski w internecie: www.wicipolskie.org
Drodzy Czytelnicy i Sympatycy!

W naszym biuletynie zamieszczamy teksty różnych autorów, tak „z pierwszej ręki” jak i przedruki, traktujące o najistotniejszych problemach Polski i Świata. Kluczem doboru publikowanych treści, nie jest zgodność poglądów Autorów publikacji z poglądami redakcji lecz decyduje imperatyw ważnością tematu. Poglądy prezentowane przez Autorów tekstów, nie zawsze podzielamy. Uznając jednak że wszelka wymiana poglądów i wiedzy, jest pożyteczna dla życia publicznego - prezentujemy nawet kontrowersyjne opinie, pozostawiając naszym czytelnikom ich osąd. Redakcja

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Adres kontaktowy Redakcji PRP: PO Box 1602, Cranford NJ 07016 i internetowy: turobin@netzero.net


W numerze: 1) Wiadomości; 2) Europa na cudzym talerzu; 3) Zmory znad Wisły; 4) Grecja, Zorba – jaka piękna katastrofa; 5) Jak niszczono górnictwo węgla kamiennego w III Rzeczpospolitej - IV; 6) Węgrzy wybrali życie; 7) Ostatni transport do Katynia - VI; 8) Bez strachu - XX; 9) Komercyjnego strachu ciąg dalszy?; 10) Fenomen żydowski – II; 11) Skąd się wzięli?; 12) „Krwawa Pascha” dr Toaffa – I;

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------





Lichwiarze przejmują Grecję. Polska grzecznie w kolejce


Lichwa - forma stosunków kredytowych między wierzycielem a dłużnikiem, polegająca na pobieraniu wygórowanych procentów za pożyczone pieniądze. Potępiana w ciągu wieków przez Kościół. Występował przeciw niej m.in. Bazyli Wielki, Ambroży z Mediolanu, Tomasz z Akwinu i inn. Lichwę potępia także Islam. W Polsce międzywojennej oprocentowanie pożyczki powyżej 10% określano jako lichwiarstwo. W wielu systemach prawnych lichwa jest zakazana, zaś wysokość odsetek maksymalnych określona ustawowo. Również w Polsce - wysokość odsetek maksymalnych Ustawa o Kredycie Konsumenckim określa na czterokrotność stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego. Określenie lichwa obejmowało również „działanie człowieka, który kupuje (rzecz) aby móc zarobić na jej ponownym sprzedaniu w stanie niezmienionym”, jednak takie działanie częściej określano mianem spekulacji, a osoby się go dopuszczające zwano spekulantami. Tyle wikipedia. Czy nie należy nazwać lichwiarstwem tego, co wobec państw czynią Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i cała światowa finansjera. Przecież udzielając kredytów mają świadomość że takich zobowiązań jakie wynikają z samej obsługi zadłużenia kraje jak Grecja czy Polska na długą metę wytrzymać nie mogą. A jakże tu mówić o spłatach samego długu. Mają też świadomość tego jakim majątkiem poszczególne państwa dysponują. Dlatego udzielają pożyczek aby nas z naszego majątku okraść.

Dzisiaj Grecja, jutro Polska! Dziś agencje światowe podają: postawiona pod murem Grecja mając wycelowaną w siebie broń plutonu egzekucyjnego UE godzi się wyprzedać na obsługę zadłużenia: 1.lotniska, 2.autostrady i drogi, 3.państwowe przedsiębiorstwa, 4.państwowe budynki, 5. banki, 6. licencje na gry hazardowe

Do 2015 r. Grecja musi wyzbyć się co najmniej 50 miliardów euro wartego majątku narodowego. Jak na razie jest cena restrukturyzacji długu i kolejnych "pożyczek". To takie stopniowe podrzynanie gardła baranowi. Na dokładkę ofiarą rządowych niefrasobliwości padną pracownicy sektora państwowego. 150 tys. osób zostanie dotknięte redukcją zatrudnienia. Pozostali będą podlegali redukcji świadczeń, zmianom godzin pracy i zakresu wykonywanych czynności. Cięcia mają przynieść 28 miliardów euro. Ale to zaledwie kropla w morzu długów. Dziś Polacy niefrasobliwie przyglądają się Grekom, bo to przecież nas nie dotyka. My, jesteśmy zieloną wyspą. Oby wkrótce nie okazało się, że na tej zielonej wyspie pasą się barany. Stanisław Papież <stpapiez@gmail.com>

----------------------------------------

GRECJA, ZORBA – JAKA PIĘKNA KATASTROFA


A w Grecji znowu strajk generalny, demonstracje, podpalanie urzędów. Który to raz z kolei - ludzie wychodzą na ulice - trudno zliczyć. Nie ma tygodnia bez wieców, rozruchów, okupacji, manifestacji.

Grecy gremialnie sprzeciwiają się planom oszczędnościowym Rządu/nie-rządu - narzuconym przez MFW i Unię Europejską. Mają gdzieś obiecane w zamian pożyczki MFW, UE i BŚ. Poniekąd można ich zrozumieć, bo cóż przeciętny Grek wie o mechanizmach gospodarczych. Przeciętny Grek wie że: było dobrze a jest źle. Brakuje euro w kieszeni. Mniejsze zarobki. Wyższe podatki. O pracę trudno. Emerytura stopniała. Wierzyciele domagają się sprzedaży greckich wysp, firm państwowych, majątku Narodowego - tylko na pokrycie długów Państwa. A KTO się tego domaga? Niby Niemcy!!! [wiadomo, na polecenie UE]. I co z tego, że Grecja ma długi? Trzeba najpierw zapytać kto tych długów narobił? Przecież nie my, zwykli Grecy - to ONI, politycy, ci na górze, na stołkach - wspólnicy bankierów i komisarzy UE - latający samolotami do i z Brukseli, opływający we wszelkie dostatki i mędrkujący na co dzień z ekranów telewizorów. W 2009 r. deficyt budżetowy Grecji sięgnął 130% PKB, a Rząd/”nie-rząd”, wobec rosnącej rentowności obligacji do poziomów przekraczających realne możliwości spłaty, zmuszony był zaanonsować - kraj się sypie/bankrutuje! Grecja nie ma za co obsługiwać monstrualnego długu publicznego, który dochodzi do 300 mld euro, czyli 125% PKB. Koszty jego obsługi sięgają kilkunastu procent wydatków budżetowych. Jak w tych warunkach znaleźć chętnych na zakup greckich obligacji? Pomimo, że rentowność tych obligacji skoczyła w oraz przewyższa znacznie rentowność papierów, innych krajów posługujących się wspólną walutą. Ale przecież tak nie może być ... żeby w ramach unii walutowej dochodziło do takich różnic!. I ktoś za to musi zapłacić. Jeśli nie dłużnik, to ten, kto mu pożyczył. Prawda, że proste? Najwięcej greckich papierów zgromadziły banki niemieckie i francuskie - a raczej banki w Niemczech i Francji, które ulokowały w greckich obligacjach dziesiątki, setki miliardów euro. Niewypłacalność Grecji godzi w te banki najmocniej. Dlatego też każdy krok rządu w Atenach z uwagą obserwują stolice UE i... nie tylko. Kryzys kraju strefy euro, grozi efektem domina i zapaścią całej eurostrefy. Może też odbić się na Ameryce. Jeśli dojdzie do umocnienia dolara - pogłębi się kryzys za oceanem.



Jak globalizacja - to globalizacja - korzyści, ale i straty. Bilans nie może wyjść na ZERO

A wszystko zaczęło się tak niewinnie. Wprowadzając Grecję do eurostrefy, podretuszowano budżetowe statystyki, ażeby zadowolić Brukselę [chociaż Bruksela doskonale wiedziała do czego to wszystko prowadzi]. Po angielsku to się zwie - „cooking the books”. Z pomocą przyszedł guru Goldman Sachs - oferując Grecji wirtualne transakcje „swapowe”, które jak gąbka wchłonęły część długu publicznego. Po Polsku „zamienił stryjek siekierkę na? Wspólna waluta to przecież projekt polityczny, nie gospodarczy - kto by się tam przejmował jakimiś słupkami cyfr. Bez znaczenia. A cyfry nie kłamią - to zadania dla ludzi. Przyjęcie euro nie rozwiązało problemów finansowych Grecji, raczej zaczęło je pogłębiać. Nikt się jednak wtedy tym nie przejmował, właśnie zbliżały się Igrzyska, a chleba jeszcze nie brakowało. Olimpiada w Atenach. Grecja spieszyła się z budową infrastruktury na święta sportu. O redukcji wydatków w takich chwilach nie było/nie ma mowy. Zamiast tego - kolejne rządy nadal poprawiały „na papierze” statystyki finansowe, prowadząc skomplikowane transakcje „swapowe” z bankami. Każdy na pozór był zadowolony - do czasu rozliczeń! Papier nie kłamie. Ludzi, którzy kłamstwa piszą - „pożyteczni idioci”, zawsze można zmienić. Chętnych nigdy nie brakuje. Grecy więc przez kolejne lata żyli w przekonaniu, że „kraj rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej”. Demokratycznie wybrane władze greckie twierdzą, że „swapowy” interes istniał za wiedzą Eurostatu. Eurostat się wypiera. Wiadomo - sukces ma wielu ojców, klęska zawsze jest sierotą. Faktem jest, że w tamtych „miodowych” latach wszyscy byli zadowoleni - Grecy, Bruksela i banki, a kłopoty... spychano w przyszłość. Zawsze jest jutro.



Może jutro to dziś – tyle że jutro – ale to dziś. Na koniec szydło jednak wyszło z worka. Grecję, jako kraj na skraju bankructwa, wzięły na cel fundusze spekulacyjne i w krótkim czasie ograły do suchej nitki, windując ceny długu do niebotycznych rozmiarów. Wiadomo, najlepiej zarobić na kryzysie dłużnika z kłopotami płynności – posiadającym atrakcyjne aktywa. Rząd Grecji zmuszony był ogłosić ostry plan oszczędnościowy - cięcia wydatków z budżetu, płac, zamrożenie emerytur i podwyżkę podatków. Deficyt po tych cięciach - miał stopnieć o kilka procent PKB. Wtedy właśnie Grecy po raz pierwszy wylegli w proteście na ulice. Cięcia budżetowe, bardzo trudne do przyjęcia dla obywateli, okazały się stanowczo za małe żeby uratować sytuację. Rząd zmuszony był poprosić o pomoc finansową UE/MFW i przyjąć w zamian... narzucony plan oszczędnościowy. A wiadomo - kuracje odchudzające aplikowane przez MFW raczej nie cieszą się w społeczeństwach dobrą sławą. Po długich przepychankach, groźbach usunięcia Grecji ze strefy euro, wzajemnych oskarżeniach i pyskówkach przyznano wreszcie rządowi w Atenach „bratnią pomoc” na kwotę 110 mld. euro w zamian za dalsze zaciskanie Grekom pasa. Towarzyszyła temu zapowiedź/szantaż, że jeśli Grecja nie będzie realizować drastycznych oszczędności - pomoc finansowa zostanie ucięta. Po ostatnich zamieszkach ulicznych, przeciwko kolejnym cięciom na 28 mld euro, ten ostatni scenariusz właśnie się materializuje. Rząd omal nie upadł. Jeśli nie przeprowadzi cięć, musi podać się do dymisji - „funkcjonując” między młotem a kowadłem. Rząd musi wykonywać co każą instytucje finansowe, dostarczające kredytów, jednocześnie mocować się z elektoratem który nie daje sobie odebrać tego, co uzyskał w czasach prosperity. Trwa to już trzeci rok, i widać coraz lepiej że źle się zakończy, bo większość Greków nie wierzy w kurację MFW/UE. Pakiet pomocowy stopniał tymczasem o 50% bez pozytywnych skutków. Pieniądze wpadają w dziurę bez dna. Ażeby uchronić Grecję przed bankructwem konieczny jest następny kredyt. A później następny itd.

Sytuacja bez wyjścia - kółko się zamknęło... Gdyby Grecja miała swoją walutę, przeprowadziłaby dewaluację, zwiększyła handel, eksport - przyspieszając wyjście z kryzysu. Przy wspólnej walucie jedynym sposobem na przywrócenie stabilizacji finansowej kraju jest transfer do Grecji pieniędzy z innych krajów europejskich. A niełatwo w ciężkich czasach uzyskać na to zgodę europejskich rządów i podatników. Niemcy są wręcz oburzeni, że ich wypracowane solidną pracą euro płyną do niezdyscyplinowanych, bałaganiarskich południowców... Jeśli jednak nie dadzą pieniędzy, Grecja przestanie płacić „niemieckim” i „francuskim” bankom. Kryzys grecki rozleje się na całą eurostrefę. Szach i mat. Przykład Grecji to solidna, kolejna lekcja dla Polski. Zwłaszcza dla nieskutecznych idiotów, polityków i przedsiębiorców, którzy niedawno parli Nasz Kraj do Strefy Euro twierdząc, że wspólna waluta rozwiąże za nas wszystkie problemy. Nie słyszałem, by którykolwiek z nich przyznał, jak głęboko się mylił. Grecja to dla nas także przestroga, co może się zdarzyć gdy długi państwa nadmiernie wzrastają. Trwała dewaluacja waluty to bardzo kosztowny zabieg i trzeba go potem odrabiać latami. Przypomina mi się ostatnia scena ze świetnego „proroczego” filmu „Zorba”. Angielski, jakoś romantyczny businessman, przekonany całkowicie nierealną (ale przeuroczą) wizją budowy kopalni złota, gdzieś na górze wyspy - przez uroczego Greka, utracjusza - wydaje wszystkie swoje pieniądze na realizację wspólnego przedsięwzięcia. Razem spędzają wspaniały czas, w trakcie budowy kopalni złota - wiedząc z góry, że projekt nie ma szans. Kiedy już kompletna „klapa” staje się faktem, obaj Anglik i Grek, zaczynają tańczyć razem taniec zapomnienia - Zorbę. A na zakończenie Grek mówi: „Ale czy Ty kiedyś widziałeś - taką piękną katastrofę”... Reszta była już tylko pięknym, muzycznym, tańczącym - milczeniem. Przewiduję że: Strefa Euro i Unia Europejska - w obecnej formie przestanie istnieć w ciągu kilku lat. Zbankrutuje na pewno, kiedy - to tylko kwestia czasu. A my Polacy - musimy obcinać nasze, Polskie koszty funkcjonowania w UE. Musimy traktować UE do tego czasu całkowicie instrumentalnie - tylko w interesie Polski!!! Namawiam gorąco nas wszystkich, głównie naszych decydentów do zastanowienia się nad losami Grecji, Hiszpanii. Bo kto następny w kolejce - Włochy? A z ziemi włoskiej, do...

Za: http://ryszard.opara.nowyekran.pl/post/18294,grecja-zorba-jaka-piekna-katastrofa

---------------------------------------

EUROPA NA (CUDZYM) TALERZU

The Israeli Law, Information and Technology Authority, The Government Campus, 9th floor, 125 Begin Rd., Tel Aviv, Izrael. Adres pocztowy: P.O. Box 7360, Tel Aviv, 61072, tel. +972-3-7634050, Faks +972-2-6467064, e-mail: ILITA@justice.gov.il. Adres strony internetowej: http://www.justice.gov.il/MOJEng/RashutTech/defa…



Cóż to za adres, zapytają pewnie zdziwieni Czytelnicy? Otóż dokładnie tam, w AZJATYCKIM państwie Izrael przechowywane będą dane, pochodzące ze wszystkich spisów powszechnych, przeprowadzanych w krajach Unii EUROPEJSKIEJ. Przywykliśmy od niedawna, iż po tragedii, jaka miała miejsce podczas olimpiady w Monachium, sportowcy izraelscy występują w barwach Europy. I nikt jak do tej pory, tym tematem się nie zajmował. A przecież państwo Izrael leży w Azji Mniejszej - a nie w Europie... No, ale sport to sport - i mistrzostwa Starego Kontynentu z udziałem ekip z Tel Avivu nikomu ujmy nie przynoszą. Jeśli wygra je mieszkaniec Islandii lub Izraela, a nie jest przy okazji naszpikowany dopingującą chemią - to chwała mu za to. Z problemem danych osobowych rzecz ma się inaczej. W Polsce schyłku PRL-u całkiem nielegalnie wprowadzono system PESEL. Jako iż dotyczy on wszystkich obywateli, winien [nawet za czasów „socjalizmu”] być wprowadzony ustawą sejmową. - A nie był, wystarczyła towarzyszom uchwała Rady Ministrów. Co dziwne, po 1989 r. żaden z byłych działaczy „podziemia”, znalazłszy się w parlamencie nie oprotestował tego ograniczenia swobód obywatelskich i PESEL „zaanektowano” jako przydatny byłej „opozycji” do inwigilacji mieszkańców RP. Obecnie zresztą w Szczecinie dobiegają końca prace nad jego unowocześnioną wersją - tzw. PESELEM 2. W zajmującej się tym w firmie informatycznej wszyscy (bez wyjątku) szefowie działów są dziećmi b. oficerów „Ludowego” Wojska Polskiego lub komunistycznych służb specjalnych. Wiemy kim ci ludzie byli! I już tylko ten fakt napawać winien strachem.

A przekazanie danych osobowych obywateli UE poza jej teren zdecydowanie każe się zastanowić, kto naprawdę decyduje o losie Europy i czy postępująca bolszewizacja poczynań Brukseli nie prowadzi w stronę kibuców…

31 stycznia br. Komisja Europejska zadecydowała, iż najbezpieczniejszym miejscem do zmagazynowania danych z terenu Zjednoczonej podobno Europy będzie Izrael, ale media jakoś dziwnie przemilczały ten bardzo ważny fakt:

KOMISJA EUROPEJSKA, uwzględniając Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, uwzględniając dyrektywę 95/46/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 24 października 1995 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych i swobodnego przepływu tych danych (1), w szczególności jej art. 25 ust. 6, po zasięgnięciu opinii Europejskiego Inspektora Ochrony Danych, a także mając na uwadze, co następuje:



(1) Na mocy dyrektywy 95/46/WE państwa członkowskie są zobowiązane zapewnić, aby przekazanie danych osobowych do państwa trzeciego - miało miejsce tylko wtedy, gdy dane państwo trzecie zapewni odpowiedni poziom ochrony i - gdy przed przekazaniem dopełni się wymogów zawartych w przepisach państw członkowskich wdrażających pozostałe przepisy dyrektywy.

(2) Komisja może stwierdzić, że państwo trzecie gwarantuje odpowiedni poziom ochrony. W takim przypadku dane osobowe można przekazywać z państw członkowskich bez konieczności zapewniania dodatkowych gwarancji”.

Komisja Europejska stwierdza co prawda w punkcie 5, iż Państwo Izrael nie posiada istniejącej NA PIŚMIE konstytucji, ale i tak jest odpowiednim gwarantem przechowywania naszych danych. W p. 6 czytamy znów: „Normy prawne dotyczące ochrony danych osobowych w Państwie Izrael są w dużej mierze oparte na normach określonych w dyrektywie 95/46/WE oraz ustanowione w ustawie o ochronie prywatności 5741-1981, ostatnio zmienionej w 2007 r. w celu określenia nowych wymogów przetwarzania danych osobowych oraz szczegółowej struktury organu nadzoru”. „W dużej mierze” - nie znaczy wcale „całkowicie”. Wygląda na to, iż tu zawarta jest furtka, która wytłumaczy potem ewentualny wyciek informacji z Tel Avivu. Skoro są różnice - i to, jak widać niemałe - należało zgromadzone dane ulokować tam, gdzie owe rozbieżności nie występują. Ale, jakaś ręka, bliska Izraelowi, nad tym czuwa!

Tymczasem eurobiurokraci stwierdzili, iż: „(12) Państwo Izrael należy zatem uznać za państwo zapewniające odpowiedni poziom ochrony danych osobowych, o którym mowa w dyrektywie 95-46-WE, w odniesieniu do zautomatyzowanego międzynarodowego przekazywania danych osobowych z Unii Europejskiej do Państwa Izrael, a także w odniesieniu do operacji niezautomatyzowanego przekazywania danych, w przypadku gdy dane te podlegają dalszemu automatycznemu przetwarzaniu w Państwie Izrael. Jednak międzynarodowe przekazywanie danych osobowych z Unii Europejskiej do Państwa Izrael, jeśli samo przekazywanie, jak również późniejsze przetwarzanie danych, odbywa się wyłącznie za pomocą niezautomatyzowanych środków, nie powinno być objęte niniejszą decyzją”. A także: „(15) Grupa robocza ds. ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych, ustanowiona na mocy art. 29 dyrektywy 95-46-WE, wydała pozytywną opinię na temat poziomu odpowiedniej ochrony danych osobowych w związku z zautomatyzowanym międzynarodowym przekazywaniem danych osobowych z UE lub operacjami niezautomatyzowanego przekazywania danych, w przypadku gdy dane te podlegają dalszemu automatycznemu przetwarzaniu w Państwie Izrael. W swojej pozytywnej opinii grupa robocza zachęciła władze Państwa Izrael do przyjęcia dalszych przepisów, które rozszerzą zakres stosowania prawodawstwa Państwa Izrael na manualne bazy danych, wyraźnie uznają stosowanie zasady proporcjonalności do przetwarzania danych osobowych w sektorze prywatnym oraz według których wykładnia wyjątków w międzynarodowym przekazywaniu danych będzie zgodna z kryteriami określonymi w jej dokumencie roboczym dotyczącym wspólnej wykładni art. 26 ust. 1 dyrektywy 95/46/WE (2). Opinia ta została uwzględniona podczas opracowywania niniejszej decyzji (3)”. Toteż odpowiednią decyzję podjęto, nakazując jej respektowanie wszystkim członkom UE, przy milczeniu europejskich mediów oficjalnych:

Artykuł 6. Państwa członkowskie podejmują wszelkie niezbędne środki w celu zastosowania się do niniejszej decyzji w terminie trzech miesięcy od dnia jej notyfikacji.



Artykuł 7. Niniejsza decyzja skierowana jest do państw członkowskich”.

Jeśli skojarzyć z tą informacją wieść inną, o aresztowaniu już w greckim porcie Pireus statków „Flotylli Wolności”, niosącej pomoc humanitarną dla Strefy Gazy (statków prywatnych, nie przemycających żadnej kontrabandy), okupowanej przez Izrael, co jest aktem państwowego terroryzmu - nietrudno zrozumieć, że Stary Kontynent ugina się pod naciskiem obcych kulturowo bankierów i spełni każde ich żądania, w zamian za gwarancje stabilności obecnego ładu w Europie. Zamieszki w Grecji (gdzie część wojska i policji przeszła już na stronę rebeliantów), Hiszpanii, Francji i we Włoszech pokazują jednak, iż są to obietnice bez pokrycia. Podawanie danych obywateli „na talerzu” państwu nie należącemu do UE, jest aktem zdrady ich interesów przez tymczasowo rządzące kontynentem neoliberalne „elity”.



Beata Traciak, Kraków [2011-07-9] Za: http://www.bibula.com/?p=40469

----------------------------------------


ZMORY ZNAD WISŁY

Kampania wyborcza AD 2011, ruszyła na dobre jednak jej głównym tematem nie jest kondycja państwa (jak być powinno) lecz układanie partyjnych list wyborczych, czyli ustalanie przez kliki partyjne kto ma prawo do żłobu obfitości. I choć Polska jak długa i szeroka, rozlega się utyskiwanie na nieudolnie funkcjonujące państwo i kondycję materialną Polaków, to istnieje w „narodzie” jakaś niepojęta dychotomia, bowiem największym zaufaniem wg sondaży, cieszą się politycy, którzy są bezpośrednimi sprawcami kontestowanych przez obywateli opresji. Tak więc ów ludek, zamiast domagać się należnego mu wpływu na bieg spraw w państwie, fascynuje się igrzyskami na listach wyborczych. Histeria przedwyborcza, rozpętywana w usłużnych mediach przez polityków wszystkich opcji, służy celowemu rozhuśtaniu emocji społecznych, uniemożliwiających racjonalne podejmowanie decyzji wyborczych. I znów, jak zwykłe głupki, będziemy głosować nie za tym co lepsze, lecz przeciw mniej sympatycznym czy głoszącym przykrą prawdę. Takie działanie, bazuje na najniższych instynktach ludzkich, czyli przyjemności czerpanej z pognębienia czegoś lub kogoś. Przez moment, taki „skorupiak” czuje się zwycięzcą, mimo że to zwycięstwo, pogarsza jego sytuację (...ale dołożyliśmy, PiS-owi, Platformie lub innej opcji). To taki współczesny „Bartek zwycięzca”, bohater noweli Sienkiewicza - polski chłop, jako żołnierz pruski, bohatersko „prał” Francuzów na chwałę i potęgę zaborcy. Jest oczywistym, że dramatyczny stan III Rzeczypospolitej, maltretowanej przez żydowską nomenklaturę od czasów największego szwindla w naszej historii - „okrągłego stołu”, nie da się wyremontować przez wymianę gontów i malowanie fasady. Bowiem ten obcy element zarządzający Polską, może uprawiać swoje wrogie Polakom praktyki, tylko w warunkach ustrojowych, narzuconych nam przez „weteranów walki o wolność Polski” z Unii Wolności a przedtem Komitetu Obrony Robotników [spokrewnionych z włodarzami PRL]. Pozostając na moment przy KOR, zapewne mimo uczestnictwa w nim niektórych uczciwych ludzi, został pomyślany jako „fabryka kombatantów”, dającą legitymację do przechwycenia władzy po zamianie szyldu PZPR na szyld Solidarności. Oczywiście po „zwycięstwie Solidarności”, pierwsi w kolejce po zasłużoną nagrodę w postaci władzy nad Polakami, stanęli „kombatanci” z KOR. Na miejscu J. Kaczyńskiego nie odwoływałbym się do zasług Maciarewicza jako twórcy KOR. Być może akurat on miał czyste intencje [obudziwszy się po trzech miesiącach od wypadków radomskich] lecz został wykorzystany do celów których Polacy w swej uczciwości nie brali nawet pod uwagę. Przyjmując za oczywiste, stwierdzenia o. Rydzyka w Brukseli o tym że ustrój w III RP, tylko z mordy podobny jest do demokracji oraz że Polską nie rządzą Polacy, trzeba zauważyć że wykorzystanie struktur państwa (Ministerstwo Spraw Zagranicznych) do szykanowania polskiego obywatela za słowa, które ma prawo wygłaszać w sprawach publicznych (których trudno nie podzielić), jest świadectwem antydemokratycznych zasad funkcjonowania państwa polskiego. Nota dyplomatyczna do Watykanu z doniesieniem na o. Tadeusza Rydzyka za zachowania zgodne z regułami demokracji, jest świadectwem niedojrzałości do demokracji ekipy rządzącej czy wręcz jej prymitywizmu. Ale tak naprawdę wolność słowa w Polsce przysługuje jedynie znanemu insektowi politycznemu – Niesiołowskiemu, jako że w jego tępej głowie, skondensowana została cała mądrość świata.

Tylko zła wola lub niedorozwój umysłowy nie pozwalają dostrzec, że Rzeczpospolita jest źle rządzona, niesprawna organizacyjnie, niewydolna celowościowo, wykorzystywana jako narzędzie w służbie obcych interesów, realizująca prawa człowieka wybiórczo, wyłaniająca niby demokratyczne władze na podstawie pokrętnych nie mających nic wspólnego z demokracją procedur. I tu za trafną ocenę polskiej rzeczywistości, przyznałbym o. Rydzykowi (wg. skali Wałęsy) „plus dodatni”. Ja dodałbym jeszcze, parafrazując wypowiedź W.Churchilla o polskich pilotach myśliwskich z czasów wojny (...tak wielu, nie zawdzięcza tak wiele, tak nielicznym...) - „Jeszcze nigdy tak wielu, nie przyznawało sobie tak wielkich gratyfikacji, za tak wiele zaniedbań, błędów i moralnej niegodziwości”. Natomiast uwaga o. Rydzyka o tym, że Polską nie rządzą Polacy, jest tylko stwierdzeniem faktu. Większość najważniejszych osób w państwie polskim od 1989 roku, po dzień dzisiejszy, była lub jest po prostu Żydami (najczęściej pod zmienionymi nazwiskami), półkrwi Żydami lub gojami związanymi rodzinnie lub sprzedajnością z osobnikami narodowości żydowskiej. Sięgając głębiej to od wkroczenia na tereny Polski Armii radzieckiej (1944 r.), Stalin nie ufając nawet polskim komunistom, powierzył najważniejsze stanowiska w naszej Ojczyźnie Żydom. I ta doktryna Józefa Wissarionowicza [Berii i Kagana] jest - realizowana do dziś (a ktoś nad tym czuwa). Nie jest więc dziwne, że Polska od tamtego czasu, nie może podźwignąć się z kolan. Nie jest to dziwne, bowiem gdybym ja miał szansę wpływać na losy obcych państw np. Rosji, Niemiec, USA czy Izraela, wcale nie zależałoby mi na ich pomyślności, troszczyłbym się jedynie o własną „kabzę” i ewentualnie interes Polski. Oczywiście że wszechmocne lobby żydowskie w Polsce, kamufluje się w szeregach ugrupowań politycznych, funkcjonujących pod polskimi sztandarami, a realizując perfidnie swoje cele jako polską rację stanu. Żydzi w Polsce są zbyt cwani aby organizować się w żydowskich organizacjach, jest im dobrze tak jak jest. A propos „Tak jest”. Taką nazwę ma program TVN24, prowadzony przez dziennikarza Morozowskiego, jak sądzę po jego ujawnianych mimowolnie preferencjach - żydowskiego pochodzenia.

Miałem okazję przypadkowo usłyszeć i zobaczyć fragment tego programu, kiedy akurat „produkował się” zakonnik o. Góra. Rzecz szła o stosunkach państwo - kościół ale przy tej okazji „zahaczono” o wypowiedź posła Gowina z PO w sprawie muzułmanizacji krajów europejskich przez imigrantów. W Morozowskim, jak w każdym „polskim” Żydzie, zapaliło się światełko alarmowe iż może nawet PO skręca w nacjonalistyczną uliczkę. Dał więc upust swemu niepokojowi pytając: „czy to nie jest już ksenofobia?”. Mniejsza o odpowiedź, najważniejsze jest to, że Żydzi w Polsce, mimo nieproporcjonalnie do liczebności, mocnej pozycji - jednak podszyci są strachem przed ksenofobią, jak przed święconą wodą. A nuż Polacy się obudzą, i zrujnują ich „dolce vita” i przepędzą „chałaciarzy gdzie pieprz rośnie”. Jak nasi przodkowie mawiali „na odzieju czapka gore”. Póki co, te przelotne ptaki, konsumują obficie nasze dobra, problemy „fundują” nam ale żyją w ciągłej niepewności, jak wrony na chybotliwej gałęzi, choć to nie ich gałąź. Mam głęboką nadzieję że zanim zdążą nas „zmuzułmanizować”, skończy się ich „złoty okres”. Żydzi w Polsce mają świadomość swej obcości a tym samym tymczasowości. Dla nich jesteśmy po prostu obcymi a ich niechęć i strach przed obcymi (czyli nami) jest niczym innym niż właśnie KSENOFOBIĄ czyli tym co u nas zwalczają. Odnotowania też wymaga sprawa tzw. homofonii, czyli braku akceptacji dla pederastów płci obu. Pomijając fakt że pederastia wśród pustynnych nomadów jest przypadłością dość pospolitą budzącą generalnie u ludów północy uczucie wstrętu, to u nas w Polsce dochodzi jeszcze problem ekonomiczny. System emerytalny opiera się głównie na bieżącym napływie kapitału od populacji pracującej. Inaczej mówiąc moi potomkowie pracują na moją emeryturę natomiast pederaści i lesbijki nie są w stanie wydać na świat potomstwa ale chcą aby na ich emerytury pracowali moi potomkowie. Stwórca wyraźnie dał do zrozumienia że pedały są niegodne rozmnażania.

NASZE SPOŁECZEŃSTWO CIĄGLE CZEKA NA CUD WYZWOLENIA. Jak na mój gust - czeka zbyt biernie. Mam tu na myśli tą połowę wyborców (głównie Polaków), którzy bojkotują wszystkie wybory. Oni czekają na męża opatrznościowego który trafi ze swymi deklaracjami w ich oczekiwania. Póki co, nie ma takiego ruchu społecznego, takich organizacji politycznych, które zobowiązałyby się do walki o bliskie tej milczącej połowie społeczeństwa ideały. Zawodowi politycy uczestniczący w karuzeli władzy, udają że nie wiedzą o co tej połowie Polaków chodzi i wcale nie spieszą zapytać o to, tylko próbują czas wyborów rozciągać w czasie i wrzucać tematy zastępcze. Na pozyskanie tej milczącej połowy wyborców, mają niemal wszystkie watahy walczące o władzę tzw obozy polityczne. Gdyby np. SLD zrezygnowała z miłości do „pedałów i lesbijek” oraz przeszła na współpracę z polskim Kościołem Katolickim i zmieniło na normalną [jak to u białych ludzi być powinno] ordynację wyborczą, mogłaby liczyć nawet na zwycięstwo wyborcze. Gdyby PiS otrząsnął się z wazeliniarstwa wobec USA, poniechał wojennej retoryki wobec Rosji, zadbał o naszych braci w Niemczech, na Litwie i w Kazachstanie oraz przestał szczuć białoruską Polonię na Łukaszenkę bo i tak go nie obalą, gdyby obiecał że zredukuje uprawnienia korporacji zawodowych - wygrałby wybory „w cuglach”. Ale nikt nie chce tego zrobić. PJN na swej konferencji programowej też ominęła zgrabnie problem naprawy ordynacji i innych ustrojowych aktów prawnych dając świadectwo bałamutności swej nazwy (jak i pozostałe tzw partie). Chodzi bowiem o „zaklepanie” sobie miejsca w przyszłym Sejmie żonglując jakimś mało ważnym wyrywkowym tematem z nadzieją że wyborcy zakrzykną „O! Jaką wielką zmianę na lepsze dokona PJN, gdy wejdzie ich do Sejmu pięcioro”.

Reasumując powyższe moje dywagacje, mam przeczucie że znajdujemy się w okresie schyłkowym systemu politycznego urządzającego Świat przez ponad 100 lat. „Trzeszczą” w posadach USA i UE, wyłaniają się z niebytu nowi „gracze” światowi aż przyjdzie taki dzień, kiedy jedynie słuszne mury runą1) i pogrzebią stary ład. Dla nas przyjdzie także „nasze 5 minut”, obyśmy ich nie przegapili zapatrzeni w PO.

Cezary Rozwadowski 30.06.2011 1) J. Kaczmarski – „Mury”

------------------------------------------



Pobieranie 321.57 Kb.

  1   2   3   4   5   6




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna