Objazd sew c



Pobieranie 12.68 Kb.
Data10.05.2016
Rozmiar12.68 Kb.
Objazd SEW cz. 7

8 VI 2011

Śniadanie, które zawsze stanowi wizytówkę hotelu świadczy o obsłudze hotelarskiej i doskonale oddaje standard prezentowany przez dany gościniec. Dwie kanapki z żółtym serem i martadelą z mikrofali plasowały nasz hotel na ostatnim miejscu pod względem zadbania dla uczestników objazdu o najważniejszy posiłek dnia.

Po śniadaniu, pod rosnącym na tyłach hotelu drzewie Paulina wygłosiła komunikat o operacji kiszyniowskiej w okresie iI wojny światowej. Pułkownik Krząstek rzecz jasna opatrzył komunikat stosownymi informacjami bez których zrozumienie aspektów militarnych tego wydarzenia byłoby niemożliwe.

Wysłuchawszy pułkownika mogliśmy już wyjechać do głównego punktu naszego programu – wizycie w przedstawicielstwie misji OBWE ds. konfliktu w Naddniestrzu. W tym miejscu do naszego objazdu dołączył dyrektor Adam Daca, doradca wojskowy OBWE, zaś prywatnie kolega naszego pułkownika Krząstka. Opieka jaką objął nas Pan Daca stanowiła nieocenioną pomoc w czasie naszej podróż do Naddniestrza. W tym miejscu należy odnotować że dyr. Daca jest osobą charakterystyczną i niezwykle wpływową. Bezpośredniość w kontaktach z ludźmi oraz doskonała znajomość realiów regionu na terenie którego się znajdowaliśmy świadczyła o nieprzypadkowości jego obecności tutaj. Łącząc w sobie cechy agenta wpływu, wojskowego i historyka był postacią, wobec której nikt nie pozostawał obojętny. Mimo, że wywierał również ambiwalentne uczucia u niektórych uczestników objazdu to nie można mu odmówić niezwykłej skuteczności we wszystkich przedsięwzięciach, których się podejmował. Zawsze działo się to z ogromną korzyścią dla przebiegu naszego objazdu.

W siedzibie OBWE w Kiszyniowie przywitał nas sam szef Misji OBWE w Mołdawii Philip Remler. Nim jednak rozpoczęliśmy oficjalne spotkanie z amerykańskim dyplomatą mieliśmy możliwość skorzystania ze specjalnego serwisu na kawę, wartego 7 tys. Euro (!). Niczym nie wyróżniająca się kawa wydała się dość symbolicznym dowodem marnotrawstwa środków finansowych, poświęconych na działalność OBWE w tym regionie.

Dyplomatyczne wypowiedzi pana Remlera, a zatem obfite w wiele mało znaczących i okrągłych sformułowań, nie poprawiły stanu naszego stanu wiedzy na temat konfliktu w Naddniestrzu. Mimo licznych pytań ze strony studentów, które dotykały wiele ważnych aspektów trudnej sytuacji w tym regionie, ambasador nie zrobił na nas zbyt korzystnego wrażenia.

Po wizycie w Przedstawicielstwie OBWE dyr. Daca zorganizował dla nas również wizytę w pobliskim kościele Opatrzności Bożej, gdzie przywitał nas ks. Krzysztof. Nim ksiądz uraczył nas opowieścią o historii parafii i kościoła oraz polonii w Mołdawii, wysłuchaliśmy przygotowanej dla nas niespodzianki. Pani organistka zagrała dla nas specjalny koncert podczas którego wysłuchaliśmy m in. Ennio Morricone i na koniec „Boże coś Polskę”. Trzeba w tym miejscu przyznać, że studenci słabo znali polską pieśń, a jedynie dyr. Malicki ratował honor udowadniając tym samym wyższość wychowania swojego pokolenia nad współczesnym.

Po miłym dla nas spotkaniu znów wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy w stronę Tyraspola – stolicy parapaństwa zwanego Naddniestrzem. Oczywiście ponad 100km trasy nie mogliśmy nie wykorzystać do poszerzenia naszych horyzontów stosownymi referatami i komunikatami. Tak więc Marta przedstawiła historie Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiego, Krzysiek opowiedział o roli 14 Armii rosyjskiej i gen. Lebiedzia w konflikcie o Naddniestrze, zaś Paulina o procesie negocjacji dotyczących międzynarodowego statusu Naddniestrza.

W międzyczasie przekroczyliśmy granice mołdawsko-naddniestrzańską. Zamaskowany w przydrożnych krzakach pojazd BTM był naocznym dowodem do jak dziwnego i zarazem niebezpiecznego miejsca wjeżdżaliśmy.

Pod murami twierdzy Wladimir pod Tyraspolem dyrektor Daca dokonał dość karkołomnego, acz chyba trafnego porównania zdolności bojowych Naddniestrza. Utrzymanie rosyjskich rakiet SS przez naddniestrzańską armię przy jej możliwościach finansowych jest tak drogie, jak dla ubogiego mężczyznę utrzymanie „high maintanance lady”. W związku z tym posiadanie tego typu pocisków przez Naddniestrzańską Republikę Mołdawską jest niemożliwe. Prof. Zasztowt w porywie szczerości przyznał, że doskonale rozumie dylemat władz w Naddniestrzu.

W tyraspolskiej twierdzy otrzymaliśmy specjalnego przewodnika, który oprowadził nas po lokalnym muzeum. Cziem tak mnogo poluczit i tak mnogo poterjat. Luczsze Bender nie brat – to powiedzenie na stałe weszło do języka rosyjskiego, odnosząc się do beznadziejnej sytuacji, w jakiej znalazła się caryca Katarzyna II chcąca oblegać tę twierdzę.

Sam przewodnik był dość ciekawą osobą. Oficjalnie był on bowiem funkcjonariuszem milicji, który jako historyk z wykształcenia, decyzją ministerstwa spraw wewnętrznych Naddniestrza został skierowany do służby na odcinku zapewniania porządku historycznego na terenie tego pseudopaństwa. Oddelegowanie milicjantów do muzeów i zabytków znajdujących się w Naddniestrzu ma na celu zabezpieczenie odpowiedniej narracji historycznej, zgodnej z rosyjską wizją przeszłych wydarzeń. W tej interpretacji Naddniestrze programowane jest jako najdalej wysunięty bastion rosyjskiego imperium uzasadniając w ten sposób również z historycznego punktu widzenia obecność Federacji Rosyjskiej w Naddniestrzu. Wręczenie naszemu przewodnikowi w podziękowaniu albumu historii oręża polskiego przez pułkownika Krząstka z pewnością zostanie dokładnie przeanalizowane i docenione przez zwierzchników naszego milicjanta-historyka z naddniestrzańskiego MSW

W Tyraspolu uzyskaliśmy czas wolny, który kadra i studenci wykorzystali na spożycie obiadu w jednej z restauracji. Po posiłku wpadka kronikarza – oszołomiony widokiem tyraspolskich trolejbusów, które wyglądały zupełnie jak te, które jeszcze kilkanaście lat temu jeździły po Lublinie, rodzinnym mieście objazdowego skryby - zostawił na przystanku swój cenny dziennik podróży. Na szczęście przytomność pozostałych studentów (przede wszystkim Moniki, która osobiście zabezpieczyła cenne notatki) uchroniła przed niepowetowaną stratą.

Następnie podjechaliśmy do Bender, gdzie znajduje się monastyr Noul Neamt. Pod dzwonnicą o historii tego kompleksu opowiedziała Ukrainka Jula. Okazało się to być jednak jedynie wstępem do dalszego zwiedzania świątyni. Nasz agent, czyli dyr. Adam Daca, pomimo późnej pory, wykorzystując zapewne swój status i rozległe kontakty lub jeszcze bardziej swoje zdolności interpersonalne, zdołał przekonać tutejszych gospodarzy, by osobiście jeden z mnichów opowiedział nam o tym zabytku.

Monach, który wyszedł by oprowadzić nas po całym kompleksie świątynnym okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem, który posiadał niewątpliwy dar przemawiania. Barwnie opowiedziana historia z elementami dowcipu, okraszona eschatologicznymi wątkami bardzo nam się spodobała. Sympatia okazała się obustronna, gdyż mnich zdecydował się zabrać nas także do najpilniej ukrytego i strzeżonego miejsca w monastyrze, a mianowicie winiarni. W klasztornej piwnicy naszym oczom ukazał się rząd beczek pełnych uświęconego trunku. Krótka komenda naszego mnicha – „Misza!” i na stole zjawiła się karafka z czerwonym winem. Ze względu na późną godzinę skończyło się jedynie na trzech pełnych szklankach dla każdego z uczestników objazdu. Wesoła atmosfera, którą animował monach pomimo przestróg na temat ostatniego egzaminu – sądu ostatecznego mogłaby dla nas trwać i trwać, ale czas nieubłaganie uciekał. Dlatego po pamiątkowym zdjęciu podziękowaliśmy naszemu duchownemu opiekunowi i ruszyliśmy do autobusu.

Po powrocie do SEWobusu spotkała nas jednak niemiła niespodzianka. Oderwał się bowiem kabel od mikrofonu. Powołana na prędce nadzwyczajna komisja ws. uszkodzenia sprzętu nagłaśniającego natychmiast rozpoczęła działalność. Śledztwo pod kryptonimem „Żbik” od razu znalazło poszlaki prowadzące do podejrzanych osób. Nazwa dochodzenia kryła w sobie rzecz jasna głównego podejrzanego.



Po drodze powrotnej do Kiszyniowa jeszcze chwila postoju przy pomniku ofiar holocaustu z 1941 r. Dzień zakończyliśmy w przyhotelowym barze, gdzie zbyt spoufałe zachowanie kelnera sprawiło, że była to pierwsza i ostatnia wizyta w tym lokalu.




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna