Oleg leszczak lingwosemiotyczna teoria doświadczenia тom pierwszy Funkcjonalno-pragmatyczna metodologia


W poszukiwaniu pojęcia pierwotnego



Pobieranie 1.12 Mb.
Strona2/16
Data06.05.2016
Rozmiar1.12 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16

W poszukiwaniu pojęcia pierwotnego

(uwagi wstępne)

Pojęcie zostaje wybrane jako elementarne nie dlatego, że jest niedefiniowalne, raczej jest niedefiniowalne, dlatego że zostało wybrane jako elementarne [...] W ogóle pojęcia, które zostały przyjęte jako elementarne w jednym systemie, mogą być poddane definicji w jakimś innym systemie. Nie istnieją ani absolutne pojęcia elementarne, ani taki ich wybór, który mógłby być uznany za jedynie poprawny.

N. Goodman
U podłoża pragmatyzmu funkcjonalnego jako nurtu metodologicznego znajdują się dwie koncepcje filozoficzne – transcendentalizm krytyczny Immanuela Kanta oraz pragmatyzm Williama Jamesa. W obu koncepcjach podstawy ontologiczne obiektu jednoznacznie i konsekwentnie zostały zantropologizowane, ponieważ obie za główną zasadę objaśniającą przyjmują ludzkie doświadczenie w pełni jego przejawów. Wspólną ich cechą jest również założenie możliwości oraz konieczności istnienia rzeczywistości wykraczającej poza doświadczenie (rzeczywistości niemożliwego doświadczenia) jako końcowego, pogranicznego komponentu wyobrażeń ontologicznych. Kant ogólnie unikał wypowiedzi na temat ontycznego lub strukturalnego charakteru tego hipotetycznego świata rzeczy samych w sobie. Jednak z generalnej tezy jego filozofii – o kształtującym charakterze ludzkiego doświadczenia – da się wywnioskować, że świat ten jako ostatnie ogniwo łańcucha ontologicznego dla niego pewną niewiadomą o nieznanych nam kształtach, któremu w trakcie swej działalności doświadczalnej nadajemy ludzkie kształty zmysłowe oraz intelektualne. William James zaś, poniekąd ryzykownie, zdefiniował świat spoza ludzkiego doświadczenia jako kontinuum bezkształtne: „Świat [...] jest z istoty hylé (ϋλη), jest tym, co z niego robimy. Nie ma sensu definiowanie go przez to, czym był pierwotnie, bądź przez to, czym jest niezależnie od nas [...], jest tym, co z niego zrobiono. A zatem... świat jest plastyczny2.

Stanowisko to jest bardziej radykalna, niż pozycja Kanta, lecz zbyt jednoznaczna z gnoseologicznego punktu widzenia. Można się zgodzić z tym, że „widzimy ten porządek, który sami wcześniej tworzymy (co prawda intuicyjnie) w postaci kategorialnych form uporządkowania materiału zmysłowego”3. Porównajmy te wypowie-

13

dzi także z następującą myślą F. Nietschego: „My dopiero stworzyliśmy świat, który obchodzi coś człowieka!4



Każda koncepcja metodologiczna opiera się na jakichś jawnych lub ukrytych zasadach aksjomatycznych. Za będące w dobrym tonie uważa się uświadomienie sobie pojęć pierwotnych leżących u podstaw własnej koncepcji. Jakie zatem pojęcia pierwotne mogą tworzyć podstawy koncepcji, która dąży do tego, aby jednocześnie być antropocentryczną, działalnościową5 oraz systemową? Zanim wyróżnimy cokolwiek w obiekcie (o którym mówimy, myślimy, który badamy, analizujemy, omawiamy), powinniśmy ustalić jednostkę, która będzie (w ramach tego badania, analizy, omawiania) konstytuować wszystkie pozostałe jednostki (składniki, procesy, cechy), a także cały badany (analizowany, omawiany) obiekt.7

Wśród koncepcji jednostek pierwotnych najbardziej rozpowszechnione są koncepcja strukturalno-systemowa, sprowadzająca wszystko do obiektu elementarnego, relacji i zbioru6, oraz koncepcja polowa, w której rolę jednostek pierwotnych pełnią: obiekt, środowisko oraz relacja styczności7. Pierwszy model semantyczno-ontologiczny przewiduje powstanie pomiędzy obiektem a zbiorem przede wszystkim relacji „ogólne – szczegółowe”, a pomiędzy obiektami – relacji podobieństwa (tożsamości, równości lub analogii), drugi zaś zakłada istnienie pomiędzy obiektem a środowiskiem relacji „całość – część”, a pomiędzy obiektami różnorodnych relacji styczności (jądro – peryferie, przyczyna – skutek, jednoczesność – kolejność, podmiot – czynność, podmiot – przedmiot, nosiciel cechy – cecha etc.).

Jeśli obiekt zostaje ujęty jako element zbioru lub jako zbiór elementów (co na dobrą sprawę jest tym samym), powstaje pytanie: co powoduje, że obiekt ten jest elementem (jako obiekt elementarny powinien być elementem)? Aby być elementem zbioru, obiekt powinien nawiązać relację z innym, równym sobie lub analogicznym obiektem (żeby poprzez tę więź stworzyć zbiór, którego elementem są), lub też nawiązać relację ze swoimi częściami (żeby poprzez więzi z nimi stać się zbiorem elementów). Obiekt staje się elementem tylko w powiązaniu z innymi obiektami w zbiorze, tak, jak zbiór staje się zbiorem tylko wtedy, gdy posiada elementy (nieważne, czy realne, czy tylko potencjalne)8 Trudno nie zauważyć, że w triadzie

„obiekt elementarny – relacja (więź) – zbiór” wiodąca rola zdecydowanie odgrywa więź.

Podobnie wygląda sytuacja również w wypadku pojmowania ontologicznej dziedziny obiektu jako pola. W przypadku ujęcia obiektu jako kontinuum obiektów ciągłych, idea wysunięcia pojęcia więzi na miejsce czołowe wśród pojęć pierwotnych, wydaje się być zupełnie oczywista. Kontinuum (środowisko, pole) może być ciągiem całościowym tylko, jeśli: a) środowisko nie jest homogeniczne (jeśli wyróżniają się w nim styczne obiekty różnorodne) oraz b) obiekty te są wzajemnie powiązane. Tak jak w poprzednim przypadku, obiektu ciągłego jako takiego nie da się określić poza otaczającymi go obiektami oraz poza środowiskiem, którego częścią on jest. Środowisko również nie może być zdefiniowane inaczej, jak tylko poprzez więź jego wzajemnie rozmieszczonych części.

A zatem pewna całość, ogół, jakaś jedność mnogości może powstać (albo po prostu mieć miejsce) tylko i wyłącznie przy założeniu obecności związku jakiegoś rodzaju: związku podobieństwa (nazywanego w semiotyce paradygmatyką) lub związku styczności (nazywanego syntagmatyką).

Jest jednakże jeszcze jeden aspekt danego problemu. Dotyczy on ustalenia istoty samego pojęcia obiektu (przedmiotu). Badając cokolwiek, pojmując cokolwiek i nawet odbierając cokolwiek mamy do czynienia z kwestią sedna, tożsamości, istoty

15

tego czegoś. Możemy nawet nie zdawać sobie z tego sprawy, a jednak rozróżniamy obiekty w polu swego spostrzegania czy myślenia oraz w klasie podobnych do niego obiektów. Ale czy możemy w jakikolwiek sposób „wyjąć” ten obiekt z tego pola i z tej klasy, „oczyścić” go od wielu powiązań z obiektami stycznymi i podobnymi, „uchwycić” jego sedno w czystej niejako postaci, „w samym sobie i dla siebie”?



Otóż pojęcie „obiekt” niezbyt pasuje do pojęcia pierwotnego. Obiekt jest to raczej rola, funkcja, którą pełni coś w odniesieniu do czegoś innego w ramach jakiejś działalności (jakiegoś działania). Żeby to coś było obiektem, powinien istnieć jakiś podmiot. I to jeszcze nie wszystko. Podmiot powinien na to coś ukierunkować swój wysiłek czynny (przedmiotowy lub informacyjny). Jednak bez obiektu i bez czynnego ustosunkowania to coś, co podejmuje ten wysiłek, również nie mogłoby być podmiotem. Jeżeli obiekt zależy od podmiotu, a podmiot od obiektu, jeżeli nie potrafimy powiedzieć albo pomyśleć oddzielnie o żadnym z nich, jeżeli nie da się ich określić w wyodrębnieniu z tej więzi, która je łączy, to czyż nie powinniśmy uważać samej tej więzi za ontologiczną podstawę bycia zarówno obiektu, jak podmiotu?

Więź (związek) w rozpatrywanej metodologii jest pojęciem aksjomatycznym i intuicyjnym. Nie da się go zdefiniować przez jakieś pojęcia prostsze. Każda próba takiej definicji kończy się błędnym kołem, zawierającym pojęcia połączenia, ustosunkowania, powiązania, zespolenia, ustanowienia relacji, łączy, zależności, wzajemnego oddziaływania i uwarunkowania etc. Nie próbując dojść do „prawdziwego stanu rzeczy”, uchwycić „istotę fenomenologiczną” tych pojęć (ponieważ jest to zasadniczo niezgodne z uprawianą przeze mnie metodologią), spróbuję krytycznie, tj. funkcjonalnie i pragmatycznie wyodrębnić te pojęcia, które okazują się być relewantne dla potrzeb mojej koncepcji, czyli pojęcia związku (więzi), relacji, zależności oraz wzajemnego uwarunkowania.

Można konstatować fakt logiczny, że bez pojęcia związku nie da się nic powiedzieć ani o obiekcie, ani o podmiocie, ani o elemencie, ani o zbiorze tych elementów, ani o środowisku ich funkcjonowania. Bytowanie wszystkich tych pojęć w naszej świadomości wymaga pojęcia związku, natomiast dla określenia samego pojęcia związku w przedstawianej tu koncepcji metodologicznej wszystkich tych pojęć nie potrzebujemy, ponieważ to, co tworzy związek (obiekt, element) z kolei samo jest więzią, relacją, stosunkiem. Okazuje się więc, że związek jest pojęciem autokreatywnym i nie wyprowadza się z innych, prostszych pojęć, co jednak nie znaczy, że jest ono zupełnie niezależne od innych pojęć. Chodzi tylko o to, że pojęcia, w których kręgu obraca się pojęcie związku, wcale nie są prostsze od niego i, co najważniejsze, nie posiadają tej siły objaśniającej, jaką posiada pojęcie związku. Specyfika funkcjonalno-pragmatycznego pojmowania systemowości polega właściwie na idei relacyjnej syntezy, czyli na tym, że tutaj „podstawowym »materiałem« dla budowania systemu nie są elementy same w sobie, lecz te relacje, które zachodzą pomiędzy elementami systemu”9. Właściwie

16

na tym polega istota relacjonizmu jako strukturalno-ontologicznej podstawy funkcjonalizmu pragmatycznego.



Relacjonizm nie jest nowym kierunkiem w ontologii. Jednym z najbardziej konsekwentnych adeptów tego nurtu był Immanuel Kant. Kantysta Charles Renouvier na podstawie relacjonizmu rozwinął własną teorię fenomenizmu. Inny kantysta Ernst Cassirer stworzył na jej zasadach koncepcje funkcjonalizmu symbolicznego. Relacjonizm stał się podłożem socjologii psychologicznej Gabriela Tarde’a. Ta sama idea znalazła się u podstaw empiryzmu radykalnego oraz pragmatyzmu Williama Jamesa. Wykorzystał ją również Ferdinand de Saussure przy kreowaniu nowej dyscypliny naukowej – semiologii. Jeśli przyjrzymy się uważnie, to zobaczymy analogiczną ideę (chociaż w bardziej uproszczonej wersji) także u podstaw teorii „elementów neutralnych” E. Macha, „sensibilii” B. Russella oraz immanentnej filozofii. W pewnym sensie relacjonizm jest spokrewniony z koncepcją intencjonalności, jedną z podstawowych w fenomenologii. Idea intencjonalności zakłada obligatoryjną zależność wiedzy i przedmiotu, znaku i obiektu. Wszystko to przemawia na korzyść uznania relacjonizmu za koncepcję strukturalno-ontologiczną, a nie ontologiczną sensu stricto, ponieważ chodzi w niej nie tyle o istotę bytu jako obiektu albo obiektu jako bytu, lecz o strukturalny charakter tego bytu / obiektu.

Relacjonizmowi obce są zarówno atomizm lub monadyzm (idee rozszczepienia całości na samodzielne elementy pierwotne), jak monizm lub holizm (sprowadzające wielorakość związków i relacji do całościowej i samowystarczalnej jedności). Wszystko, co jesteśmy w stanie wiedzieć, o czym myśleć, mówić, wszystko, co możemy odczuwać i pojmować, jest dla relacjonizmu ogółem związków i relacji. Natomiast wszystko, co (teoretycznie) może być pomyślane jako ostateczna istota w sobie samej, powinno być określone jako pewne niepoznawalne „coś”, znajdujące się poza wszelkimi możliwymi granicami, o którym mówić i rozważać cokolwiek sensownego nie ma żadnej możliwości (u Kanta takim obiektem „krańcowym” wziętym w samym sobie i dla siebie samego jest słynna Ding an Sich, czyli rzecz sama w sobie – pewien hipotetyczny byt, niepoznawalny, lecz niezbędny do wytłumaczenia istoty doświadczenia).

17
Dynamiczne pojmowanie funkcji jako zasady strukturalno-ontologicznej

(związek – relacja – zależność wzajemna – akt – zdarzenie – działalność – doświadczenie)
Nie da się klasnąć w dłonie jedną ręka.

A. Nawoi


Jak tylko w Państwie Środka dowiedzieli się, że piękno jest pięknem, powstała również brzydota. Jak tylko dowiedzieli się, że dobro jest dobrem, powstało również zło.

Lao-cy
Podstawowymi pojęciami strukturalno-ontologicznymi w funkcjonalizmie pragmatycznym są pojęcia związku (więzi), relacji (stosunku), zależności (ew. zależności wzajemnej) oraz uwarunkowania. W ten sposób prewencyjnie funkcjonalizm pragmatyczny zabezpiecza się przed atomizmem i substancjalizmem, ponieważ głosi, że „nic nie może być (istnieć lub bytować) samo przez się, wszystko zawsze jest związane z czymś innym, niezależnie od tego, czym jest”. Wszystkie inne pojęcia, takie, jak proces (akt, działanie, zdarzenie), cecha (jakość, właściwość), obiekt (element zbioru, nosiciel cechy, podmiot lub obiekt działania), zbiór (klasa, strumień, pole, agregat, system, struktura) mogą i powinny być wyjaśnione poprzez te podstawowe pojęcia. „Najprostszym” w tym szeregu jest pojęcie związku. Kiedy mówię „jest”, mam na myśli „uważam” lub „powinno być”, to znaczy, że przypisuję temu pojęciu największą wartość znaczeniową, największą relewancję. Mówię zaś „najprostsze” w dużym stopniu umownie, operacyjnie i instrumentalnie, ponieważ, zgodnie z tym, co zostało powiedziane wcześniej, nic nie może być najprostsze, ponieważ byłoby pojedyncze.

To, że pojęcie związku nie jest strukturalnie najprostsze, udowadnia możliwość wyodrębnienia w nim pojęcia strony. Strona jest pojęciem relatywnym, ponieważ nie jest to przedmiot, rzecz lub czynność, cecha lub okoliczność. Omawiając ten problem, rosyjski substancjonalista O. Razumowski pisze, że „[...] za warunek powstawania relacji można uważać obecność stron lub biegunów relacji A i B, bez których ona nigdy nie powstaje i nie istnieje [...] Bieguny i ich aspekty zawsze są pierwotne, relacyjność zaś jest wtórna”10.

18

Bardzo dziwna logika. Jeżeli „biegun” to fenomen niezależny od relacji (przede wszystkim od relacji związku z drugim biegunem, a także z przestrzenią, której biegunem jest), to w takim razie czego i jakim biegunem on jest? Dlaczego jest biegunem? Czy biegun północny mógłby być „północnym”, gdyby nie istniała relacja opozycyjna „północ : południe ”, i czy w ogóle mógłby być „biegunem”, gdyby nie istniała idea przeciwstawienia krańcowych punktów pewnej ciągłej przestrzeni? Czy kula jako taka posiada bieguny? Ile ich jest? Czy geograficzne bieguny Ziemi są punktami absolutnymi i nie zależą od takiej czynności jak obracanie Ziemi wokół osi? Czy wyróżnienie biegunów Ziemi jest niezależne od badania geograficznego i fizycznego?



To samo można powiedzieć również o poszukiwaniu końców. Czy kij może posiadać tylko jeden koniec? Który z krańców jest „końcem”, a który „początkiem”? A zatem, na pytanie moich ewentualnych krytyków o to, co się wiąże w związku, ponieważ związek to zawsze ustanowienie relacji pomiędzy czymś a czymś (końcami, krańcami, biegunami, przedmiotami, podmiotami etc.), odpowiem w następujący sposób: wiążą się strony, które stają się stronami tylko dzięki tej więzi. Poza więzią nie ma stron. W ogóle nic nie ma. Strona to funkcja, rola, którą w ramach jakiegoś związku odgrywa coś, co staje się tym czymś, przejawia się, określa, nabywa jakichś kształtów dzięki temu, że stało się stroną jakiegoś związku. Strona sama jest więzią, pośrednikiem, łączącym przeciwną stronę z czymś, co nią samą nie jest. Formuła ta może być uważana za przykładową dla określenia istoty strukturalno-ontologicznej koncepcji funkcjonalizmu pragmatycznego.

Strony związku mogą być specjalizowane. Na poziomie związku można ustalić pierwszą parę pojęć wtórnych. Jest to substancja (to, co się wiąże) oraz proces (powiązanie/rozerwanie/zmiana stron). Jak widzimy, stroną związku jest nie tylko to, co się łączy, ale również i sam proces połączenia. Na tym również polega osobliwość relacjonizmu jako koncepcji ontologicznej.

Skierowanie stron związku na siebie (tak substancji na substancję, jak procesu na substancję i odwrotnie, bądź też procesu na proces) można określić terminem „relacja” (lub „zależność”). Napotykamy tutaj pewne trudności terminologiczne. Czasem jako pojęcie pierwotne relacjoniści wyróżniają pojęcie relacji, a nie związku. W tym przypadku pojęcie związku można wyprowadzić z pojęcia relacji zupełnie tak samo, jak ja to zrobiłem z pojęciem relacji, wyprowadzając je z pojęcia związku. Jest to tylko kwestia słów. Nie upieram się przy tym, jak nazywać całość, a jak jej część. Dla mnie o wiele ważniejsza jest idea stopniowej komplikacji oraz wyprowadzenia części z całości, a nie na odwrót. A czy zdefiniujemy relację jako związek dwustronnie ukierunkowany, czy związek określimy jako dwukierunkową relację – dla mnie jest nieistotne. To samo dotyczy pojęcia-terminu „zależność”. Jest to ta sama relacja tylko z wyróżnieniem, podkreśleniem ukierunkowania stron na siebie w ramach związku.

W tym, że wyodrębniając pojęcie substancji jako jedną ze stron związku, jednocześnie twierdzę, że nie przypisuję substancji racji bytu, ponieważ wszystko jest tylko relacją/związkiem, nie ma żadnej sprzeczności. Jedną z metodologicznych cech funkcjonalno-pragmatycznego

19

sposobu rozpatrywania dziedziny przedmiotowej jest konsekwentne rozróżnienie poziomów analizy. Jeżeli na kategorialnym poziomie badania (czyli na najbardziej ogólnym poziomie wyróżnienia i kwalifikacji zasadniczego obiektu ontycznego) przyjmujemy tezę antysubstancjalną, to zupełnie nie znaczy, że na kolejnych, bardziej szczegółowych etapach konstruowania teorii, nie możemy, dla większej pożyteczności objaśnienia, wprowadzić pojęcia substancji jako logicznego, kognitywnego lub konceptualnego konstruktu, bytującego w świadomości, lecz nieistniejącego w doświadczeniu zmysłowym. Pojęcia substancji („quidditas”, cość11) lub procesu, zarówno jak i pojęcia związku i relacji w metodologii funkcjonalno-pragmatycznej, są rozpatrywane nie jako byty samoistne i obiektywne, całkowicie niezależne od ludzkiego doświadczenia (obiekt nie istnieje bez podmiotu), lecz jako pojęcia. Cecha pierwotności lub wtórności wcale nie oznacza stopnia przybliżenia do rzeczywistości rzeczywistej (czyli do rzeczy samej w sobie). Odnośnie tego W. James zauważył: „Nawet gdyby było prawdą, wbrew temu, co wiemy, że substancja może w każdej chwili ujawnić całkowicie nowy zestaw atrybutów, z tytułu samej tylko formy logicznej stosunku rzeczy do substancji, nadal towarzyszyłoby nam (słusznie lub nie) poczucie wytchnienia i pewność przyszłości. Dlatego wbrew najostrzejszym krytykom, ludzie nieodmiennie mają zamiłowanie do wszelkiej filozofii, która wyjaśnia rzeczy per substantiam12.



Poza tym cały świat naszego doświadczenia jest przesiąknięty pierwiastkiem czynnościowym. W. James na określenie tego spostrzeżenia wprowadził specjalny termin strumień świadomości. Jedność doświadczenia, według Jamesa, jest skomponowana ze stałych (substancje) oraz zmiennych (procesy) stanów świadomości: „Nazwijmy miejsca odpoczynku »częściami substancjalnymi«, a miejsca lotu „częściami przejściowymi” strumienia myśli. Okazuje się wówczas, że nasze myślenie zmierza w każdym czasie do jakiejś innej części substancjalnej niż ta, z której zostało właśnie usunięte. I możemy powiedzieć, że główna rola części przejściowych polega na tym, iż prowadzą nas od jednego wniosku substancjalnego do drugiego”13.

Porównajmy te twierdzenia z podstawowymi kategoriami uporządkowania doświadczenia w ujęciu I. Kanta: „[...] zjawiska muszą być podciągnięte albo pod pojęcie substancji, które jako pojęcie samej rzeczy leży u podstaw wszelkiego określenia bytu, albo, po wtóre, pod pojęcie skutku w stosunku do przyczyny, o ile napotykamy między zjawiskami następstwo w czasie, tj. pewne zdarzenie, albo też pod pojęcie wspólnoty (wzajemnego oddziaływania), o ile współistnienie ma być poznane przedmiotowo, tj. przez sąd doświadczeniowy” [wyróżnienia – O. L.]14.

20

Pojęcie zdarzenia, czyli cechujące się następstwem w czasie pojęcie ustosunkowania skutku do przyczyny, jest niczym innym, jak pojęciem procesu (czynności lub działania), a pojęcie wspólnoty – to właściwie to, co tutaj nazywamy relacją.



Pojęcie relacji substancjalnej przewiduje przedstawienie strony związku jako nosiciela właściwości i atrybutów, przede wszystkim takiej podstawowej właściwości, jak zdolność do bycia, istnienia, działania, przebywania w jakimś stanie. W ten sposób sprowadzamy wszystkie odczuwane oraz myślane obiekty do pojęcia „cości” (quidditas), czyli przedmiotowości lub podmiotowości. Nie ma uświadamianej treści myślowej, którą człowiek nie potrafiłby przedstawić jako co, coś, cokolwiek. Nie tylko ludzie, zwierzęta czy przedmioty nieżywe, lecz również procesy (chodzenie, spacer, zjazd, uderzenie), atrybuty (błękit, dobroć, miłość), relacje przestrzenne i czasowe (miejsce, środek, góra, dół, wieczór, przeszłość, minuta), lub inne typy okoliczności (przyczyna, skutek, cel, możliwość) mogą być pomyślane i faktycznie są uświadamiane przez nas jako substancja, czyli coś. Bronisław Malinowski opisując języki tzw. pierwotnych kultur odnotowywał, że pojęcie substancji albo, jak on to nazwał „surowej substancji”, którego nie warto mylić z arystotelesowskim pojęciem „ousia”, jest podstawową kategorią pojmowania świata. Jest ona „nieprecyzyjna, pozbawiona definicji”, tym niemniej jest ona jednak „wyczuwalna i dobrze odbita w ludzkim zachowaniu”15. To jest całkowicie pragmatyczne ujęcie kategorii substancji.

Przedstawienie jakiejś strony związku jako czynnej właściwości substancji prowadzi do ukształtowania pojęcia relacji czynnościowej. Bez pojęcia czynności nie byłaby możliwa żadna myśl ani najprymitywniejsze wyobrażenie aktualne, czyli wyobrażenie opierające się na odczuciu czasu. Nie wystarczy wiedzieć, co to jest (tj. przedstawiać pewien obiekt naszej myśli jako substancję). Nie da się pomyśleć o tym obiekcie bez przedstawienia go jako czynnego (jako istniejącego, oddziałującego na inne obiekty) Pojęcie substancjalnej strony związku daje nam możliwość, aby wiedzieć, pamiętać, przechowywać dane o czymś, pojęcie czynnościowej strony zaś pozwala o tym czymś myśleć, wyobrażać je sobie w sytuacjach aktualnego bycia, operować tym czymś, które działa, lub z którym coś się dzieje.

Relacje substancjalne umożliwiają identyfikację, kwalifikację, utożsamianie obiektów, czynnościowe natomiast zapewniają możliwość pojmowania funkcjonowania oraz zmian obiektów. Już na tym wstępnym poziomie analizy muszę jednoznacznie stwierdzić, że obie podstawowe strony związku (substancja i proces) pod żadnym warunkiem nie mogą być odbierane jako autonomiczne obiekty pierwotne, jako „atomy ontologiczne”. Każda z nich sama jest związkiem (relacją). Substancje można pojmować jako relację przynajmniej dwóch procesów, proces zaś – jako relację przynajmniej dwóch substancji.

Ale to też nie wszystko. Bowiem pomiędzy substancją i procesem również powstaje pewna więź. Ten trzeci element był przez I. Kanta nazwany wspólnotą, wzajemnym od-

21

działywaniem (tak przetłumaczył go R. Ingarden). Można również użyć terminów wzajemność, stosunek albo po prostu relacja.



A zatem następnym stopniem rozwoju pojęcia związku / relacji jest pojęcie wzajemności (wzajemnej zależności lub wzajemnego oddziaływania). Jest to typ związku, który zakłada nie tylko ukierunkowanie stron na siebie, lecz przede wszystkim ukierunkowanie konstytuujące uzależnienie stron od siebie, przy którym każda ze stron koniecznie będzie potrzebowała do samookreślenia strony, z którą jest powiązana relacją wzajemności.

Jednostkowa wzajemna zależność pomiędzy substancją a procesem, która powstaje w kontinuum czasoprzestrzennym (czyli tu i teraz), może być potraktowana jako akt. Akt jest elementarnym związkiem substancjalno-czynnościowym. Elementarny charakter aktu jest umowny, ponieważ (jak wszystko w relacjonizmie) poszczególny akt można wyróżnić tylko wśród innych aktów i tylko na tle większego substancjalno-czynnościowego związku funkcjonalnego, na przykład zdarzenia (lub wydarzenia).

Jednakże ani związek, ani relacja stron, ani wzajemne oddziaływanie, ani akt nie zakładają istnienia tego stopnia stabilności czasoprzestrzennej, która zasługiwałaby na nazwę rzeczywistości i mogłaby być ontologiczną podstawą wyróżnienia wszystkich wyżej wymienionych pojęć pierwotnych. Taka stabilizacja pierwotna ma miejsce tylko w zdarzeniu (wydarzeniu)16. Osiąga się ją, po pierwsze, poprzez przestrzenną i czasową dyskretyzację17, tj. poprzez wyróżnienie aktu (lub kombinacji aktów) z kontinuum czasoprzestrzennego, a po drugie, poprzez powtarzanie i stabilizację tej kombinacji. W odróżnieniu od współzależności zdarzenie zakłada ograniczenie w czasie i przestrzeni (realnym lub wirtualnym – w zależności od tego, o jakim zdarzeniu mowa). Oprócz tego, zdarzenie przewiduje wyodrębnienie:

a) agentów (uczestników, działaczy, obiektów),

b) czynności agentów (albo dokonanie czynności z nimi),

c) cech agentów, a także

d) cech czynności agentów (albo czynności z udziałem agentów).

Przy pomocy zdarzeń pole kontinuum relacyjnego zostaje ustrukturowane i przekształca się w pole zdarzeniowe – aktualną rzeczywistość. Termin pole zdarzeniowe jest terminem strukturalno-ontologicznym (można jeszcze powiedzieć – logicznym lub psycho-logicznym), natomiast termin rzeczywistość aktualna jest to termin ściśle ontologiczny. Na tym etapie stabilność zdarzenia ogranicza się czasoprzestrzennymi charakterystykami pola. Granice zdarzenia (zarówno czasowe, jak i przestrzenne) są jeszcze dość rozmyte. Unikatowe i pojedyncze zdarzenie jeszcze nie jest wyodrębnione od innych zdarzeń, zależności, relacji i związ-

22
ków, tworzących kontinuum czasoprzestrzenne, czyli dla nas po prostu nie istnieje (nic o nim nie wiemy, dopóki go nie wyróżnimy).

Najwyższy stopień stabilności czasowej i dyskretności przestrzennej zdarzenie osiąga wtedy, gdy się multiplikuje (abstrahuje od danego kontinuum i utożsamia się z innymi zdarzeniami, które występują w innych kontinuum). Cała ta sytuacja zostaje oceniona jako powtórzenie tego samego zdarzenia, chociaż jest to raczej niemożliwe, tak, jak niemożliwe jest powtórzenie kontinuum czasoprzestrzennego. Zatem powtórzenie zdarzenia jest nie tyle sytuacją ontologiczną, ile logiczną (psychologiczną). Następny etap komplikacji ontologicznej przestrzeni – przyczynowo-skutkowe i celowe połączenie regularnych zdarzeń, które można określić jako sekwencję zdarzeniową. Wielokrotne powtórzenie się takiej samej sekwencji zdarzeniowej (o tożsamości nie ma mowy, ponieważ nie może powtarzać się to samo zdarzenie) staje się możliwe dzięki dwóm wyżej wymienionym czynnikom, których naturę (wybiegając nieco do przodu) można określić jako antropiczną. Chodzi o relację przyczynowo-skutkową oraz celową. Innym czynnikiem sprawczym, który decyduje o istnieniu analogicznych sekwencji zdarzeniowych, jest ludzka zdolność do uogólniania i abstrahowania od jednostkowych i unikatowych okoliczności czasoprzestrzennych. Gdy więc regularna sekwencja zdarzeń podporządkowana jedynemu celowi uogólnia się, powstaje nowa jakość związku ontologicznego – działalność. Ale do tego pojęcia wrócimy później.

***

W tym miejscu proponuję zrobić przerwę i trochę pograć w słowa. Wielbicieli językowych gier etymologicznych chciałbym zabawić rozważaniami o historycznych nominacjach pojęcia rzeczywistości w różnych językach. Przede wszystkim proponuję zwrócić uwagę na łacińskie z pochodzenia nazwy w polskim (realność), rosyjskim (реальность), angielskim (reality), niemieckim (Realität), holenderskim (realiteit) francuskim (réalité), hiszpańskim (realidad), włoskim (realtà), estońskim (reaalsus) i wielu innych językach. Wszystkie one pochodzą od łacińskiego realitas, atis, które z kolei wywodzi się z homonimicznego wyrazu res, rei, którego pierwotne znaczenie jest nie do końca jasne. Mamy dwie opcje: ‘rzecz’ oraz ‘sprawa (czyn, stan, wydarzenie)’. Pole semantyczne, w którym funkcjonują te oraz pochodne od nich wyrazy, świadczy raczej o kierunku motywacyjnym „sprawa > rzecz”, niż na odwrót. Równie dobrze można by mówić o pierwotnym synkretyzmie tych znaczeń. W każdym przypadku etymologia łacińskiego rdzenia re- skłania do stwierdzenia o relacjonistycznym (lub działalnościowym) pojmowaniu rzeczywistości przez użytkowników łaciny i ich przodków. Innym łacińskim źródłem słowotwórstwa wyrazów z semantyką rzeczywistości jest wyraz actus (‘czyn’) od czasownika agere (‘działać’), por. franc. actualité, hiszp. actualidad, włosk. attualità. O tym samym świadczą niemieckie Wirklichkeit, wirklich (pochodne od czasownika wirken, ‘działać’) oraz tatsächlich (‘rzeczywisty’) lub in der Tat (‘w rzeczywistości’) od Tat (‘czyn, działanie, sprawa’), holenderskie werkelijkheid  (‘rzeczywisty’) od werk – ‘praca, sprawa’ albo daadwerkclijk (od werk i daad – ‘sprawa, działanie’), rosyjskie деятельность (od st.-rus. деяти, ‘działać), estońskie tegelikkus (od tegu – ‘działanie, czyn’). Mniej więcej podobna semantyka cechuje holenderskie wyrazy z łacińskim rdzeniem feit- (od łac. fact-): feit oraz feitelijkheid. Chodzi o to, że łacińskie factum



23

również ma semantykę postępowania, działania. Częstym pojęciem motywującym wyrazy określające rzeczywistość staje się idea skutku, efektu, rezultatu działania. Tak jest, na przykład, w czeskim skutečnost (od skutečný ‘efektywny’ < skutek, ‘wynik, efekt’), hiszpańskim efectividad i włoskim effettualità. Polskie rzeczywistość proponuję rozpatrzyć w następnym punkcie przy okazji analizy pragmatycznego charakteru pojmowania rzeczywistości.

***

A teraz można wrócić do ontologicznej analizy pola przedmiotowego.



Na tym poziomie analizy wyraźnie rodzi się potrzeba wprowadzenia pojęcia informacji. Informacja (tak, jak wszystkie inne pojęcia tego szeregu – sens, treść, znaczenie) jest jednym z najbardziej trudnych do zdefiniowania pojęć. Bardzo ciekawe są próby jego określenia podjęte w cybernetyce: „Każde wzajemne oddziaływanie obiektów, w czasie którego jeden z obiektów nabywa pewnej substancji, a drugi jej nie traci, nazywa się oddziaływaniem informacyjnym. Przy tym przekazywana substancja nazywa się Informacją”18.

U tegoż autora czytamy dalej:

„Z tej definicji wynikają dwie najbardziej ogólne właściwości Informacji. Pierwsza – Informacja nie może istnieć poza wzajemnym oddziaływaniem obiektów. Druga – Informacji nie gubi żaden z nich w trakcie tego oddziaływania wzajemnego.”19.

Bez trudu można zauważyć, że określenie to ma konsekwentny charakter relacjonistyczny. Jeszcze bardziej relacjonistyczną postawę przyjmuje J. Kossecki. Informacja, jego zdaniem, jest relacją pomiędzy elementami w ramach jednego systemu (tym informacja różni się od kodu, który jest relacją pomiędzy elementami różnych systemów)20.

Według zasady relacjonizmu wyróżnienie w polu przedmiotowym informacji wymaga wyróżnienia czegoś jeszcze, co nie byłoby informacją. Takim obiektem jest energomateria21, tj. substrat-nośnik i jednocześnie najbardziej konkretny i aktualny obiekt informacji. Badania w dziedzinie nauk przyrodniczych ujawniają generalne właściwości energomaterii – jej zmienność i niepowtarzalność (obiekty energomaterialne są w stałym ruchu i stale się zmieniają, poza tym mogą być w odniesieniu do siebie tylko ilościowo równe, nigdy jakościowo tożsame), a także niezniszczalność (prawo zachowania energii i zachowania materii). Na poziomie ontologicznym wszystkie zdarzenia można bardzo umownie podzielić na energomaterialne oraz informacyjne. Tylko tym ostatnim możemy przypisywać takie właściwości, jak inwariancja i potencjalność. Obiekt energomaterialny albo

24

jest ten sam, lecz nie taki sam (bo wciąż się zmienia), lub jest taki sam, lecz nie ten sam (chodzi o identyczne, lecz różne obiekty). Tylko informacyjny obiekt może być uogólniony, czyli być tym samym obiektem w różnym czasie, lub być w tym samym czasie jednocześnie w różnych przestrzeniach (informacyjnych, oczywiście).



Rozróżnienie informacji i energomaterii jest pierwszym pełnowartościowym aktem ontologicznym. Przedtem mieliśmy do czynienia wyłącznie z jednostkami strukturalno-ontologicznymi, tj. jednostkami, których wyróżnienie ma charakter ściśle proceduralny, poznawczy i jest potrzebne nie tyle do działalności praktycznej, co do ustalenia języka opisu i objaśnienia naszego doświadczenia. Jednostki takiego typu (związek, relacja, zależność, strona związku, substancja, proces, oddziaływanie wzajemne, akt, zdarzenie i nawet działalność) są nie elementami rzeczywistości, lecz formy bycia doświadczanej przez nas rzeczywistości. Od tego momentu możemy mówić o energomaterialnych lub informacyjnych związkach, substancjach, procesach, aktach lub zdarzeniach, jako o stricte ontologicznych pojęciach. W związku z rozróżnieniem energomaterii i informacji pojawia się możliwość wyodrębnienia kolejnej pary pojęć ontologicznych – istnienia i bytowania. Terminy te zapożyczyłem od polskiego filozofa Jacka Jadackiego, chociaż, być może, trochę je przeinterpretowałem. Istnieniem można nazwać relację odpowiedniości pomiędzy energomaterialnym a informacyjnym zdarzeniem, bytowaniem zaś odpowiednia relacja pomiędzy zdarzeniami informacyjnymi. Istnienie zatem przypisujemy obiektom (zdarzeniom) energomaterialnym, a bytowanie – obiektom (zdarzeniom) informacyjnym.

Relacje te ustala podmiot doświadczenia (człowiek), musimy założyć możliwość zróżnicowania ocen pewnej jednostki, jako istniejącej lub bytującej. W taki oto sposób jedno i to samo zdarzenie, odbierane przy pomocy zmysłów, może być ocenione przez jednego obserwatora jako bójka, przez drugiego – jako pobicie człowieka, przez trzeciego – jako fizyczne oddziaływanie jednego człowieka na drugiego etc. Za każdym razem określenie tego, co się wydarzyło (miało miejsce, odbywało się), będzie zależało nie tyle od samego zdarzenia energomaterialnego (kontaktu pomiędzy ciałami fizycznymi w pewnej czasoprzestrzeni), co od oceny informacyjnej, czyli od tego informacyjnego zdarzenia, które miało miejsce (bytowało) w doświadczeniu każdego z uczestników i każdego z obserwatorów. A jak jest ze zdarzeniem energomaterialnym, które stało się obiektem oceny, jako takim? Zgodnie z koncepcją relatywizmu bez takiej oceny jest ono rzeczą samą w sobie i wykracza poza nasze doświadczenie, a przez to i poza moją koncepcję. Żeby dostać się do tej koncepcji, musi zostać doświadczone, czyli powinno być poddane ocenie informacyjnej, tj. powinno być scharakteryzowane jako zaistniałe (realne) lub bytujące (wirtualne).

A zatem, pomyśleć lub powiedzieć o jakimkolwiek zdarzeniu energomaterialnym możemy tylko wtedy, jeśli jest to zdarzenie możliwe, czyli jeśli ono istniało, istnieje lub zaistnieje w przyszłości. Ogół wszystkich możliwych zdarzeń energomaterialnych określimy mianem natury. Natura jest najbardziej ogólnym pojęciem ontologicznym o charakterze energomaterialnym. I. Kant swego czasu dość precyzyjnie i funkcjonalnie określił naturę jako ogół przedmiotów możliwego doświadczenia czło-

25

wieka. Funkcjonalny charakter tego określenia polega na ustaleniu zależności przyrody (jako ogółu zdarzeń energomaterialnych) od jej informacyjnej oceny przez podmiot doświadczenia jako istniejącej (albo takiej, która w zasadzie może istnieć). To z kolei oznacza, że w bezpośrednich relacjach z przyrodą powinien bytować taki całokształt zdarzeń informacyjnych, który gwarantowałyby jej odpowiednią ocenę ontologiczną. Taką najogólniejszą ontologiczną istotę informacyjną odtąd będę nazywał doświadczeniem ludzkim.



Wróćmy do analizy zdarzeń informacyjnych, z których składa się doświadczenie. Już na poziomie zdarzeń można wyróżnić trzy formy istnienia informacji: aktualną (dynamiczną, czynnościowa), potencjalno-inwariantną i skutkową22. Pierwsza zakłada produkowanie przestrzeni informacyjnych (informacja in statu nascendi), druga – posiadanie informacji potrzebnej do takiego produkowania. Trzecia zaś – obecność konkretnego skończonego zdarzenia informacyjnego. Podstawą ontologiczną informacji pierwszego i trzeciego typu jest pamięć operacyjna oraz wszystkie kognitywno-psychiczne procesy, zachodzące w ludzkim organizmie. Podstawą zaś informacji potencjalno-inwariantnej jest nasza pamięć trwała. David Hume zauważył, że: „[…] ponieważ jedynie pamięć zapoznaje nas z ciągłością i zasięgiem […] następstwa percepcji, przeto ją trzeba uważać głównie z tej racji za źródło tożsamości osobowej. Gdybyśmy nie mieli pamięci, nie mielibyśmy w ogóle żadnego pojęcia o przyczynowości i, co za tym idzie, o tym łańcuszku przyczyn i skutków, które tworzą nasze ja, czyli naszą osobę”23.

Najbardziej skomplikowaną formą bytowania informacji jest skutkowa, ponieważ pomimo tego, że jest substancjalna (ujmuje się jako coś, jako wynik, produkt), najczęściej jest nietrwała i znika wraz z wygaśnięciem aktu informacyjnego. Trwałość istnienia tego typu informacji zależy od mentalnych zdolności osobnika ludzkiego, posiadającego tę informację, a także od jej objętości. Utrwalenie skutkowych struktur informacyjnych (do których należą postacie, sekwencje myślowe lub percepcyjne, pola kognitywne) w postaci niezmienionej łączy się z koniecznością ich kodowania, czyli utworzenia ich „sobowtórów” energomaterialnych na zasadzie ustalenia pomiędzy nimi i tymi „sobowtórami” relacji odpowiedniości. Wyraz sobowtór wykorzystałem tutaj przenośnie, ponieważ poziomy informacji i energomaterii nie są izomorficzne.

Jednakże zachowanie wyników procesów informacyjnych poprzez kodowanie, tj. semiotyzacja informacji, nie jest bezpośrednim sposobem utrwalenia informacji. Semiotyzacja byłaby niemożliwa bez:

a) aktów abstrahowania zdarzenia z kontinuum doświadczalnego,

b) aktów uogólnienia podobnych zdarzeń,

c) połączenia ich w całościowe struktury inwariantne24.

26

Inwariantne zdarzenia informacyjne mogą nabierać kształtu:



  1. Wyobrażeń poglądowych (tradycyjnie nazywanych postaciami lub obrazami).

  2. Wyobrażeń emocjonalno-wolitywnych (nazywanych jeszcze uczuciami lub chęciami).

  3. Abstrakcyjnych wyobrażeń wielostrukturowych (zwykle nazywanych pojęciami albo konceptami).

To samo dotyczy utrwalenia procesów informacyjnych. Ich wyabstrahowanie, uogólnienie i połączenie w całości prowadzi do powstania tzw. struktur potencjalnych. Zdarzenia potencjalne zazwyczaj otrzymują kształt algorytmów lub modeli działalności. Inwariantną i potencjalną informację można jeszcze nazwać informacją wirtualną. Kompleksy informacji inwariantnych i potencjalnych, będąc jednostkami stabilnymi, tworzą całościowe ustrukturowane nadzbiory – systemy informacyjne (kognitywne, konceptualne, pojęciowe etc.). Ogół systemów informacyjnych, procesów oraz produktów ich funkcjonowania tworzy całość informacyjną25, zwykle nazywaną obrazem świata.

Kodowanie semiotyczne jest niezbędną częścią obrazu świata. Kodowanie jako całokształt również jest systemem systemów, zawierającym w sobie:



  1. inwariantny i potencjalny system relacji odpowiedniości (kod),

  2. system procedur kodowania (aktów) kodowania,

  3. zakodowaną informację (tekst).

Pojmowanie semiotycznego systemu systemów przez pryzmat relacji zdarzeń pozwala określić jego status strukturalno-ontologiczny jako system funkcjonalny, czyli działalność. Najbardziej uniwersalnym funkcjonalnym systemem semiotycznym jest ludzka naturalna działalność językowa26. Całkowicie zgadzam się z tymi semiotykami, którzy operują pojęciem języka w ścisłym powiązaniu z pojęciami działalności i doświadczenia: „W ujęciu filozoficznym doświadczenie życiowe jest doświadczeniem działania w świecie, dlatego całkiem usprawiedliwione jest wyobrażenie języka jako działania na podstawie obecności pewnej aktywnej wiedzy, kompetencji”27.

Działalność jako ustrukturowany informacyjno-energetyczny kompleks związków, relacji, zależności, aktów i zdarzeń ma tę osobliwość, że jest w pewnym stopniu jednorodną i całościową. Jednorodność i całościowość ta ma jednak wymiar nie tyle energetyczny (kauzalny), co informacyjny (teleologiczny). Niemniej jednak działalność człowieka nie jest bynajmniej wolna od czynników kauzalnych panujących w dziedzinie zdarzeń energomaterialnych. Czynniki energomaterialne stanowią naturalne ograniczenie celowej działalności człowieka. Jednakże ludzki wymiar działalność otrzymuje

27

ludzki wymiar wtedy, gdy w niej zaczynają dominować czynniki informacyjne. Mówiąc prościej, człowiek działa po ludzku wtedy, kiedy kieruje się potrzebami i wskazówkami informacyjnymi, a więc wtedy, gdy jego czyny są podporządkowane celom, a nie odruchowym lub mechanicznym uzależnieniom przyczynowo-skutkowym. Działalność człowieka może być mocno zróżnicowana pod względem relacji pomiędzy czynnikami kauzalnymi a teleologicznymi. Rodzaj działalności człowieka, z jednej strony, zależy od celu, któremu jest podporządkowana, a z drugiej – od stopnia uwikłania w strumień zdarzeń energomaterialnych. Rodzaje działalności ukierunkowane na porządkowanie energetycznej strony życia człowieka można nazwać doświadczeniem zmysłowym lub działalnością przedmiotową, natomiast te, które organizują jego stronę informacyjną – doświadczeniem transcendentalnym28 lub działalnością umysłową. Oczywistym jest, że terminy przedmiotowy i umysłowy mogą i powinny być odbierane jako synonimy słów energomaterialny i informacyjny.



Działalność ludzka jest zróżnicowana nie tylko pod względem ontologicznym, lecz również pod względem pragmatycznym, czyli w zależności od celów, warunków i sposobów ich osiągnięcia. Głównie tej kwestii jest poświęcona niniejsza książka, więc powstrzymam się od przedwczesnych wypowiedzi na ten temat.

Ogół wszystkich realizowanych przez człowieka typów i rodzajów działalności (obrazów świata, kodów, procesów zmysłowych, mentalnych, przedmiotowych i semiotycznych łącznie z ich wynikami) można połączyć pod wspólnym pojęciem-terminem doświadczenie. Doświadczenia nie wolno redukować do jakiegoś jednego typu działalności, tym bardziej do funkcji niższego rzędu, takich, jak egzystencja fizjologiczna i elementarne reakcje psychofizjologiczne. Ludzkie życie w odróżnieniu od bycia innych organizmów żywych (oczywiście w naszym, ludzkim odczuciu) – to przede wszystkim ogół doświadczenia celowej działalności. W rezultacie tych rozważań zbliżamy się do kluczowych i najbardziej ogólnych ontologicznych pojęć funkcjonalizmu pragmatycznego – pojęcia działalności i doświadczenia.

Zarówno pojęcia te, jak i wszystkie inne, które zostały rozpatrzone wyżej (od związku aż po zdarzenia różnych typów), są pojęciami specjalizowanymi pod względem ich charakteru i miejsca w ontologicznej przestrzeni, jaka zarysowuje się od strony funkcjonalizmu pragmatycznego. Z tego powodu żadne z nich nie może służyć za ogólną zasadą objaśniającą prezentowanej tutaj koncepcji metodologicznej. Dlatego proponuję używać na określenie takiego principium primum terminu funkcja, jako najbardziej neutralnego i ogólnego. Propozycja ta tłumaczy, dlaczego ogólną ontologiczną nazwą opisywanej koncepcji metodologicznej jest funkcjonalizm.

Zakładając, że każdy obiekt (istniejący lub bytujący) jest takim lub innym rodzajem funkcji, stwarzamy możliwość potraktowania istnienia (lub bytowania) każdego

28

bytu, jako uzależniającego istnienie (lub bytowanie) innych bytów i jednocześnie uzależnionego od istnienia (lub bytowania) innych bytów. Przyjmując tę formułę za podstawę rozważań ontologicznych, możemy każde zjawisko, każdą istotę, każdy akt, każdą właściwość, każdą okoliczność, mówiąc inaczej, każdy przejaw bytu ujmować jako wzajemne uzależnienie funkcjonalne.



Wszystkie pojęcia strukturalno-ontologiczne w tej koncepcji, bez względu na to, czy chodzi o poszczególne związki i relacje, akty i zdarzenia energomaterialne lub informacyjne, czy o wszystkie rodzaje i typy działalności, bądź o doświadczenie w ogóle, da się sprowadzić do tego jednego mianownika metodologicznego – do konceptu funkcji. Zróżnicować je można według roli, do której służą. Związki, relacje, zależności, oddziaływania wzajemne, akty i zdarzenia – są to strukturalne lub elementarne funkcje doświadczenia. Działalność z kolei można określić jako jego podstawową funkcję. Doświadczenie zaś jest najbardziej całościową i ogólną funkcją informacyjna, z którą mamy do czynienia (tak, jak przyroda jest najbardziej całościową i ogólną funkcją energomaterialną, dostępną naszemu doświadczeniu).

Innym sposobem zdefiniowania działalności i doświadczenia w ich odniesieniu wzajemnym mogłoby być określenie działalności jako sposobu (lub formy) funkcjonowania bądź też samorealizacji doświadczenia, a doświadczenia – jako treści wszelkiej możliwej działalności. Lecz o tym pomówimy w następnym rozdziale.

29


: strony -> Oleg.Leszczak
Oleg.Leszczak -> Problem czasu w semiotyce: idiosynchronia diachronia panchronia
Oleg.Leszczak -> W: Język i kultura. Studia Linguistica Rossica, 4, Łódź 2008, s. 79-92 Spójność jako presumpcja tekstowości
Oleg.Leszczak -> W: „The Peculiarity of Man”, nr 21, Toruń 2015, s. 11-42 Krytyka konceptualna kategorii ilości i jakości: fenomen vs pojęcie
Oleg.Leszczak -> In: Respectus Philologicus, 2014, nr 25 (30), s. 185-199 społeczny I empiryczny charakter transcendentalnego antropocentryzmu I. Kanta: istota I lokalizacja tzw. „Natury ludzkiej”
Oleg.Leszczak -> W: Język. Literatura. Dydaktyka, Łódź 2003, t. 1, s. 9-28. Typologizacje I klasyfikacje w metodologii humanistyki
Oleg.Leszczak -> Metodologiczne zasady wartościowania I wartośĆ jako koncept metodologiczny
Oleg.Leszczak -> Szkic typologiczny metodologii nauk humanistycznych Uwagi wstępne o relewantnych cechach typologicznych
Oleg.Leszczak -> Infotainment: informacja rozrywka manipulacja
Oleg.Leszczak -> W: Poprawność polityczna – równość czy wolność? Seria The Peculiarity of Man, 1 (11), Toruń-Kielce 2007, s. 13-39
Oleg.Leszczak -> Paradoksy konsumpcjonizmu. Typologia I lingwosemiotyka


1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna