Oleg leszczak lingwosemiotyczna teoria doświadczenia тom pierwszy Funkcjonalno-pragmatyczna metodologia



Pobieranie 1.12 Mb.
Strona5/16
Data06.05.2016
Rozmiar1.12 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16

(uwagi wstępne)

Określić istnienie języka – znaczy określić konteksty działalności, w których coś przejawia siebie właśnie jako język [...] Ontologia języka to ontologia działalnościowa.

V. Litwinow
Zastanówmy się teraz nad istotnymi (ontologicznymi) właściwościami obiektu rozważań lingwofilozoficznych, za który to obiekt tradycyjnie uważany jest język, a w funkcjonalizmie – działalność językowa (langage)95. Żeby zachować konsekwencję terminologiczną określę ten obiekt jako doświadczenie werbalne (albo lingwosemiotyczne). Abstrahując od tradycyjnego poglądu na język jako zjawisko obiektywne (system materialnych, idealnych lub idealno-materialnych znaków) istniejące w ramach pewnej kultury etnicznej (na przykład, w postaci zbioru artefaktów, Ducha narodu lub świadomości zbiorowej) albo nawet w rzeczywistości fizycznej (biologicznej, fizjologicznej)96, skupię się na ściśle antropocentrycznym (mentalistycznym) pojmowaniu ontologicznej istoty doświadczenia werbalnego.

W tym względzie warto wspomnieć dwie najbardziej rozpowszechnione wersje współczesnego antropizmu analitycznego, który może wydawać się zbliżony do funkcjonalizmu. Są to koncepcja transformacyjno-kognitywna, czyli koherencyjna (N. Chomski, H. Putnam. G. Lakoff, R. Langacker) oraz koncepcja komunikatywna, czyli konwencjonalna (W.Sellars, J. L. Austin, J. R. Searle, D. Davidson, P. F. Strawson). Uznając język za ludzką zdolność indywidualną, przedstawiciele obu szkół mijają



65

się w ocenach jego ontologicznych właściwości. Dla jednych język jest mentalnym środkiem poznania i ekspresji, dla drugich – namacalnym narzędziem komunikacji (przypomnijmy sobie spór o funkcjach działalności językowej, o którym pisałem w poprzedniej części książki). Nietrudno dopatrzyć się w tym antagonizmie śladów starego metafizycznego sporu idealizmu z realizmem. Dla idealistów antropicznych język jest wrodzoną zdolność do poznania, twórczości i samowyrażania się. Dla antropicznych realistów (najczęściej są oni behawiorystami) język – to nabyty instrument zachowań interaktywnych i naśladownictwa. Z typologicznego punktu widzenia pierwszych można określić jako indywidualistów metodologicznych, drugich – jako zwolenników metodologii fenomenalizmu umiarkowanego.

Jaka jest zatem w tym sporze pozycja funkcjonalizmu pragmatycznego? Znajduje się on pomiędzy tymi skrajnościami. Pierwszy pogląd ignoruje społeczną regulacyjną funkcję doświadczenia werbalnego, druga – nie bierze pod uwagę znaczeniowego i psychologicznego charakteru doświadczenia lingwosemiotycznego. Funkcjonalno-pragmatyczne pojmowanie doświadczenia werbalnego (działalności językowej) narzuca następującą jego definicję: jest to relacja funkcjonalna pomiędzy obrazem świata i intencją semiotyczną a sygnałową manipulacją komunikatywną. Analogiczny tok myślenia pomaga mi zdefiniować również składniki doświadczenia werbalnego. Relację pomiędzy obrazem świata a komunikacją mowną można nazwać językiem (systemem językowym), relację pomiędzy językiem, intencją semiotyczną a strumieniami znaków, przy pomocy których porozumiewamy się – działalnością mowną, zaś relację pomiędzy działalnością mowną i manipulacjami sygnałowymi – tekstami. Z wyżej przedstawionych definicji widać, że pomiędzy tymi skrajnymi punktami znajduje się mnóstwo funkcji pośrednich, które łączą się w całość doświadczenia werbalnego i jednocześnie zabezpieczają mu miejsce w całokształcie doświadczenia ludzkiego. Oczywistym jest, że obecność takich funkcji pośrednich wymaga dowodów i ich wyróżnienie w tym momencie brzmi jak zwykła deklaracja. Jednak, wydaje mi się, że powinno wiele wyjaśnić systemowe przeprowadzenie funkcjonalnej i pragmatycznej typologizacji doświadczenia. W odniesieniu do rozpatrywanego problemu pytanie powinno być sformułowane w następujący sposób: czy autokomunikacja (albo werbalne samowyrażanie się, jak by powiedzieli kognitywiści) może być wolne od typu działalności doświadczalnej i, w szczególności, od typu społecznego kodu komunikatywnego (albo, mówiąc prościej, od stylu mowy)? Jeśli się okaże, że nasze wewnętrzne operowanie informacją w formie werbalnej (tzw. mowa wewnętrzna) w żaden sposób nie jest uzależnione od sytuacji komunikatywnej i otoczenia społecznego, będziemy zmuszeni uznać niezależny charakter obu podstawowych funkcji działalności językowej – ekspresywnej oraz komunikatywnej. W tym przypadku trzeba się zastanowić, dlaczego istnieje taka ilość etnospolecznych kodów komunikacji, która odpowiada ilości porozumiewających się za ich pomocą grup etnicznych i społecznych, a nie jeden, właściwy nam wszystkim jako gatunkowi biologicznemu, bądź też nie tyle, co osobowości psychicznych. Obawiam się, że w obu przypadkach będziemy musieli przekroczyć granice antropocentryzmu i zagłębić się albo w dziedzinę metafizyki, albo ściśle materialistycznego fenomenalizmu.

66

Nasuwa się jeszcze jeden problem, mianowicie, jaki charakter ma język: wrodzony czy nabyty. Myślę, że ostateczna odpowiedź na to pytanie nie jest relewantna dla funkcjonalizmu pragmatycznego, ponieważ bezpośrednio nie wpływa na działalność językową człowieka. Za hipotezę roboczą śmiało możemy przyjąć obie koncepcje naraz, najlepiej w ich połączeniu funkcjonalnym. W dniu dzisiejszym więcej argumentów przemawia za koncepcją empiryczną, lecz szereg faktów paradoksalnych (na przykład, władanie językami, których człowiek się nie uczył) – o ile można wierzyć takim faktom – wydaje się być wytłumaczalny wyłącznie na poziomie koncepcji natywistycznej. Chociaż niekoniecznie, ponieważ może się okazać, że w grę wchodzą jakieś alternatywne, dotąd nie poznane sposoby nawiązania kontaktu empirycznego. Zresztą to jest nieważne. Wartość znaczeniową ten fakt zdobędzie wtedy, gdy zaczniemy nagminnie i masowo spotykać się z faktami obecności u ludzi wiedzy, umiejętności lub nawyków językowych, których nie otrzymali drogą doświadczalną. Jednak to już jest problem natury raczej gnoseologicznej.


***

Muszę zrobić kolejną przerwę terminologiczną i rozpatrzyć nominację podstawowych pojęć lingwosemiotyki. Działalność językowa jako składnik integralny doświadczenia ludzkiego powinna być rozpatrywana jako część ogólniejszej funkcji antropologicznej – działalności semiotycznej. Termin działalność semiotyczna (który bardziej pasuje do funkcjonalno-pragmatycznego pojmowania problemów semiotyki, niż synonimiczny mu termin semioza) nie jest nowy. W nauce i filozofii rosyjskojęzycznej termin ten (семиотическая деятельность) od dawna był wykorzystywany w szkołach J. Łotmana oraz G. Szczedrowickiego. Dość powszechnie używany jest on także obecnie (W. Abaszew, W. Gudow, W. Jeriemiejew, W. Kaszkin, N. Kuprijanow, T. Nifanowa, W. Rozin, N. Sałmina, N. Sirotkin, A. Sołomonik i inni). W językoznawstwie polskim terminu działalność semiotyczna używa się bardzo rzadko (jednym z nielicznych jest, na przykład, Z. Wąsik). Wariantem językowym tego pojęcia jest termin działalność znakowa (знаковая деятельность). Jest on również dość rozpowszechniony w nauce rosyjskojęzycznej (W. Danilenko, M. Epsztein, A. Isakow, I. Kim, D. Mozgowoj, M. Nikitin, D. i B. Nurijewowie, I. Osinski, W. Rozin, J. Sapogowa, E. Władimirowa i in.). Używają go także polscy naukowcy (W. Kiklewicz, A. Kuziak, W. Wantuch). Podobne, chociaż nie w pełni analogiczne, są również terminy proces semiotyczny (spotykany już u Saussure’a) oraz zachowanie semiotyczne (J. A. Sawicka, M. S. Szczepański). Najważniejsze w kwestii terminologicznej wydają mi się być trzy zagadnienia: po pierwsze, antropologiczny i funkcjonalny charakter komunikacji znakowej, a po drugie, inwariantność, regularność i celowość wszystkich interakcji dokonywanych przez ludzi w trakcie tej komunikacji oraz, po trzecie, jej całościowy i systemowy charakter. Wszystkie trzy zagadnienia idealnie oddaje kluczowy dla funkcjonalizmu pragmatycznego termin działalność. Istotę omawianego tutaj obiektu dobrze oddaje również termin семиотический опыт (doświadczenie semiotyczne), którego używali J. Łotman, M. Mamardaszwili i A. Piatigorski, a także inni rosyjscy naukowcy (np., О. Pustowojt, S. Rusnak, G. Słyszkin, W. Sokołow, J. Sorokin, U. Uljenkowa, I. Szewczenko), oraz synonimiczny termin знаковый опыт (doświadczenie znakowe) używany przez W. Szapałowa.

Problem polega, między innymi, na tym, że tradycyjnie w semiotyce zachodniej (a poprzez nią również w polskiej) za główny obiekt badania semiotycznego uważa się albo odrębne znaki, albo

67

statyczny system znaków, lub też pojedyncze akty oznaczania. Nawet w przypadku ujęcia semiozy jako zjawiska całościowego, przypisuje się jej właściwości substancjalne, wykorzystując w tym celu metafory przestrzenne: pole semiotyczne, kontekst semiotyczny, przestrzeń semiotyczna, przestrzeń semiologiczna, przestrzeń znakowa, otoczenie semiotyczne, środowisko znakowe oraz semiosfera. W ostatnich latach bardzo popularny stał się jeszcze jeden termin przestrzenny – pejzaż semiotyczny. Czasem używa się także terminów czynnościowych: akt semiotyczny, sytuacja semiotyczna (lub znakowa) albo dyskurs semiotyczny, jednak wszystkie one mają charakter raczej obiektywistyczny, nawet metafizyczny, oraz nie przewidują ustanowienia zależności pomiędzy znakami, systemami i procesami znakowymi, z jednej strony, a człowiekiem, z drugiej. Maksymalnie semantyka ta jest reprezentowana w pojęciach semiotycznej lub znakowej rzeczywistości, a w postaci najbardziej czystej – w pojęciu symulakru. Terminy działania semiotyczne, działania znakowe, działania komunikacyjne, działania kulturowo-językowe, działania werbalne i podobne, chociaż wskazują na podmiot zachowania komunikatywnego, tym niemniej nazywają tylko jednorazowe zdarzenia atomowe i nie oddają regularnego i celowego charakteru komunikacji ludzkiej. Bardziej złożona sytuacja zachodzi w przypadku terminów zachowanie semiotyczne, zachowanie werbalne, zachowanie językowe. W ich semantyce bez wątpienia jest obecny zarówno sem antropizmu, jak też sem regularności, jednakże, będąc pojęciami kluczowymi w badaniach behawiorystycznych, nabyły one wyraźnego odcienia fizykalno-fizjologicznego (refleksologicznego) i kojarzą się nie tyle z celami, co z przyczynami ludzkich postępowań komunikatywnych.



Oba terminy, które proponuję używać na określenie głównego obiektu badań lingwosemiotycznych – doświadczenie semiotyczne (znakowe) i działalność semiotyczna (znakowa) – zachowują cechy ontologii antropocentrycznej oraz oddają idee systemu czasoprzestrzennego (całościowości), teleologii psychospołecznej oraz inwariancji badanego obiektu.

Nie ma nic dziwnego w tym, że w lingwistyce i semiotyce polskiej ani doświadczenie, ani działalność nie stały się podstawowymi terminami (pojęciami) metodologicznymi. Oba te pojęcia wywodzą się z dziedziny metodologii społeczno-psychologicznej, która jest zasadniczo obca realistycznej i nawet pozytywistycznej tradycji językoznawstwa polskiego. Tym niemniej termin działalność czasem pojawia się w polskiej literaturze lingwistycznej, na przykład, w połączeniu z przymiotnikiem mowna, co już samo w sobie jest interesujące, ponieważ wielu wykształconych użytkowników języka (nawet wśród językoznawców) uważa, że w języku polskim nie ma przymiotnika mowny. Uważają tak na tej tylko podstawie, że nie ma go w największych słownikach językowych oraz w encyklopediach lingwistycznych. Chodzi, oczywiście, o przymiotnik pochodny od mowa (parole) oznaczający ‘odnoszący się do mowy’. Przejrzałem polski Internet i ze zdumieniem ustaliłem, że termin ten (w wyżej odnotowanym znaczeniu lub w znaczeniu ‘odnoszący się do mówienia’97) jest dość często używany. Można spotkać, na przykład, połączenia ciąg mowny (A. Arczyńska), aparat mowny, nawyki mowne (J. Jedynak, U. Żydek-Bednarczuk), słuch mowny (M. Mueller-Malesińska, Z. M. Kurkowski, J. Szuchnik, J. Kosmalowa), dźwięk mowny (A. Monarszyńska), zjawiska mowne, sygnały mowne, kontakt mowny (polonistyczny Internet-serwis Hamlet), zachowanie mowne (F. Nieckula, A. Zwoliński)98, mowne regulatory

68

zachowania, akt mowny (I. Majcher, A. Szulc), komunikacja mowna, działania mowne (E. Komorowska, R. Lipski, Internet-serwis Hamlet), czynności mowne (R. Lipski) i nawet działalność mowna (R.Nycz, M. Borowicz).

Dużo do myślenia dają niektóre obserwacje konfrontatywne polskich i rosyjskich stron internetowych pod kątem terminologicznym. Porównałem wykorzystanie przez internautów niektórych podstawowych terminów funkcjonalno-pragmatycznych dotyczących dziedziny semiotyki i lingwistyki oraz zawierających wyrazy działalność i doświadczenie. Analizie poddałem polskie portale Google.pl (jako najbardziej pojemny), Wp.pl i Onet.pl oraz rosyjskie Yandex.ru, Rambler.ru, Google.ru i Yahoo.com. Podstawowe pojęcie ontologiczne w prezentowanej tu koncepcji – działalność semiotyczna (ros. семиотическая деятельность) na polskich stronach internetowych w ogóle się nie pojawia. Nie ma również jego ewentualnych zamienników – działanie semiotyczne (ew. znakowe) lub czynność semiotyczna (znakowa). W Runecie (rosyjskim Internecie) natomiast termin семиотическая деятельность można spotkać co najmniej na 160 stronach (Yandex.ru)99. Jednakże warto dodać, że w sieci rosyjskojęzycznej dość szeroko używany jest również rosyjski odpowiednik tego pojęcia – знаковая деятельность (około 590 razy na Yandex.ru, około 100 – na Ramler.ru i powyżej 20 na pozostałych).

Podobnie wygląda sytuacja z pojęciem doświadczenia semiotycznego (lub znakowego). Żadna z wykorzystanych polskich wyszukiwarek nie dała pozytywnego wyniku w poszukiwaniu tych terminów. Natomiast w sieci rosyjskiej termin семиотический опыт spotyka się co najmniej 30 razy (na Yandex.ru i Rambler.ru), a także jeden raz został użyty termin знаковый опыт.

Pojęcie działalności w rosyjskiej sieci jeszcze częściej występuje w terminologii lingwistycznej: w terminach языковая деятельность и речевая деятельность. Ten pierwszy spotyka się średnio około 200 razy na wszystkich portalach (na Yandex’ie i Ramblerze nawet 2-3 razy więcej), a drugi jest jeszcze bardziej rozpowszechniony, co wiąże się z jego oficjalnym statusem w językoznawstwie rosyjskim już od lat trzydziestych XX wieku. Polski Internet natomiast tego pojęcia w ogóle nie używa. Jednakże można czasem spotkać pojedyncze użycia synonimicznych terminów działalność mowna (R.Nycz, M. Borowicz), czynność językowa (K. Iwan) i działanie językowe (R. Grzegorczykowa, A. Szulc, B. Szczepanik). Muszę podkreślić, że dwa ostatnie zostały użyte właśnie w znaczeniu zbioru regularnych, długotrwałych i celowych działań i czynności językowych, czyli w znaczeniu działalności. Tym niemniej nie mogę wybrać do tłumaczenia rosyjskiego terminu языковая деятельность żadnego z nich, ponieważ formy te jednocześnie są wykorzystywane dla nominacji poszczególnych jednostkowych aktów mowy100, przy czym zarówno w liczbie mnogiej, jak i pojedynczej. Por.: „Precyzowanie jako działanie językowe jest nieodłączną cechą potocznej polszczyzny”101 (B. Boniecka), „Poszerzenie kanonu podstawowych umiejętności językowych – w dokumencie nazwano je »działaniami językowymi« (ang. activities)”102 (A.  Szczepaniak-Kozak), „Sztan-

69

darowe twierdzenie behawioryzmu, głoszące, że działanie językowe jest zachowaniem nawykowym nie odnosi się do zagadnienia formalnych warunków poprawności danej wypowiedzi”103 (P. Kołodziejczyk), „nie każde jednak działanie językowe jest komunikacyjnym”104 (P. Pluciński), „Podstawę teoretycznej interpretacji i opisu stanowi pojęcie czynności, rozumianej jako działanie językowe i pozajęzykowe. Konsekwencją tego jest prezentacja tekstu na tle sytuacji komunikacyjnej, a także jego definiowanie z perspektywy relacji wewnętrznych i zewnętrznych. Tekst traktowany jest jako wytwór aktu komunikacji oraz jako proces. Utożsamienie mówienia z czynnością, zaś aktu komunikacji językowej z jej realizacją pozwoliło na zajęcie się opisem wzorców tekstowych poszczególnych zachowań komunikacyjnych”105 (M. Rzeszutko).


A zatem, czy powinienem zrezygnować z oddających istotę mojej myśli (czyli pragmatycznie pożytecznych i funkcjonalnie znaczących) terminów doświadczenie i działalność tylko dlatego, że w tradycji polskiej semiotyki, lingwistyki i filozofii terminy te nie są rozpowszechnione i popularne? Ktoś mógłby też powiedzieć, że frazemy działalność semiotyczna lub językowa albo doświadczenie semiotyczne nie brzmi po polsku najlepiej. Na to mam następującą odpowiedź: wszystkie terminy nowe brzmią dziwnie, niezwykle i na początku rażą. Uważam jednak, że piękno wypowiedzi lub nazewnictwa nie jest głównym celem ani najważniejszym walorem pracy naukowej. O wiele ważniejszy jest sens, dlatego nadal będę używał tych terminów z nadzieją, że mój wyrozumiały Czytelnik potrafi odróżnić potoczne, nieterminologiczne użycie tych wyrazów od obecnie omawianego. Zgadzam się w tej kwestii z I. Kantem, że „przy całym bogactwie naszych języków myśliciel znajduje się często w kłopocie poszukując słowa, które mógłby dokładnie dostosować do swego pojęcia i w braku którego nie może być dostatecznie zrozumiały ani dla innych, ani nawet dla samego siebie. Kucie nowych słów to uroszczenie do nadawania praw językom, które rzadko się udaje. Zanim się uciekniemy do tego rozpaczliwego środka, jest wskazane rozejrzeć się w języku martwym a uczonym, czy nie znajduje się w nim owo pojęcie wraz z odpowiednim wyrazem. A jeżeliby dawne użycie wskutek nieostrożności jego twórców stało się nieco chwiejne, to jest przecież lepiej związać z nim silniej znaczenie, które było mu doskonale właściwe (nawet, gdyby było wątpliwe, czy wówczas miano dokładnie to samo na myśli), niż swą sprawę przez to popsuć, że się zrobi siebie niezrozumiałym”106.

70
Typy sygnałów i przedmiotów semiotycznych


Communication takes place when one mind so acts upon its environment that another mind is influenced, and in that other mind an experience occurs which is like the experience in the first mind, and is caused in part by that experience.

I. A .Richards

[...] fakt językowy jest zasadniczo niezdolny do tego, by składać się tylko z jednej z tych rzeczy i nie wymaga dla swego istnienia w żadnym momencie SUBSTANCJI ANI DWÓCH substancji [...].

F. de Saussure

Funkcjonalizm pragmatyczny stoi za antropocentrycznym i społeczno-psychologicznym pojmowaniem znaku, a także wszystkiego, co się z nim wiąże. Znak to przede wszystkim funkcja doświadczalna (relacja dwustronna) i jako taki nie może być materialny, o czym pisze większość podręczników i słowników terminologicznych. Przedmiot fizyczny sam z siebie nie może być znakiem. Może być (może się stawać) substratem znaku, a ściślej, stawać się nim tylko w procesie działalności semiotycznej człowieka107. Nie powinno to być w żadnym wypadku potraktowane dosłownie, czyli jako przekształcenie przedmiotu w coś innego. Po prostu przedmiot, który zostaje odebrany przez człowieka jako powód powstania u niego (u człowieka, rzecz jasna) jakichś informacji wtórnych i ubocznych, wprost z nim nie powiązanych, w tym momencie staje się środkiem sygnałowym w ramach działalności semiotycznej. Gałązka poruszająca się za oknem, krople spływające po szybie, wgniecenia na śniegu lub bicie zegara mogą być odebrane na dwa sposoby: percepcyjnie oraz semiotycznie. Jeśli je odbierać tylko jako gałązkę, kroplę, wgniecenia lub dźwięki (co jest dość trudne, biorąc pod uwagę głębokie zakotwiczenie współczesnego człowieka w bycie kulturowo-cywilizacyjnym), można mówić o tym odbiorze jako o czystej percepcji. Lecz i w tym przypadku wszystkie wymienione fenomeny nie są same przez się nośnikami jakichś informacji (nie posiadają sensu – w dosłownym znaczeniu wyrazu posiadać). Jednak, gdy w momencie odbioru tych przedmiotów fizycznych u człowieka powstaje informacja wtórna, na przykład, o wietrznej pogodzie, deszczu, zwierzęciu, które zostawiło ślady na śniegu lub o północy, można mówić о semiotycznym odbiorze pewnych przedmiotów i zachodzących z nimi zdarzeń.

71

A zatem, czy można uznać te przedmioty (gałązkę, kroplę, wgniecenia lub dźwięki) za znaki? Myślę, że nie, ponieważ znak jest informacją inwariantną o połączeniu w jednej sytuacji doświadczalnej dwóch wiadomości: zmysłowo-rozsądkowych (odbioru zmysłowego pewnego przedmiotu i rozsądkowych informacji o nim) oraz rozsądkowo-rozumowych (informacji o jakimś innym obiekcie). W takim przypadku może warto nazwać takie przedmioty sygnałami (często właśnie tak są nazywane)? Wydaje mi się, że też nie. Sygnał, zarówno jak też i znak, powinien być dwustronny, czyli: a) być pewnym fenomenem sensorycznym, b) odnoszącym się do pewnej informacji umysłowej. Takim zjawiskiem zmysłowym są nasze percepcje wymienionych przedmiotów. Sygnałem jest nie sama poruszająca się gałązka, lecz widok (wyobrażenie, postać) gałązki, która się porusza, skojarzony w momencie odbioru z ideą o wietrznej pogodzie. Zatem zarówno znak, jak i sygnał są to funkcje semiotyczne, części doświadczenia ludzkiego, a nie jego przedmioty. Dlatego właśnie same przedmioty fizyczne, które wywołują w naszym umyśle informacje o jakichś innych, odmiennych od nich samych przedmiotach, lepiej nazywać nie znakami lub sygnałami, lecz sygnałowymi (bądź też semiotycznymi) przedmiotami.



Znaki różnią się od sygnałów swoją wyłącznie psychiczną naturą. Są to funkcje doświadczenia inwariantnego (transcendentalnego), gdyż sygnały z ontologicznego punktu widzenia są fenomenami psychofizjologicznymi (są to funkcje doświadczenia zmysłowego). Natomiast przedmioty sygnałowe, będąc fizycznymi fenomenami przyrody (naturfaktami lub artefaktami), są tylko energomaterialnymi przedmiotami doświadczenia, a nie jego funkcjami108.

Z punktu widzenia wykonywanych funkcji wszystkie znaki i prezentujące je sygnały można podzielić na komunikatywne (regulacyjne) i niekomunikatywne (mimowolne, stricte informacyjne). Zasadnicza różnica polega na tym, iż pierwsze są używane do celów regulacji stosunków międzyludzkich, czyli do komunikacji, a drugie są wyłącznie źródłem informacji (a nie jej przekazywania).

W drugim przypadku możemy mówić o cechach (właściwościach) przedmiotów i zjawisk, objawach (symptomach) stanów i działań oraz o śladach czynności. Wszystkie te zjawiska semiotyczne służą do wywoływania w nas informacji o jakichś innych obiektach, odmiennych od nich samych (można ją nazwać informacją wtórną). Postrzeganie pewnej rzeczy lub zjawiska fizycznego jako przedmiotu semiotycznego rodzi fenomen sygnału niekomunikatywnego i kojarzy się z odpowiednią informacją wtórną w naszym obrazie świata. Jeśli, na przykład, dym z komina postrzegamy nie tylko jako zabarwioną substancję lotną, a jako symptom palenia się w ognisku lub wiewu wiatru w pewnym kierunku, oznacza to, że posiadamy odpowiednie informacje znakowe w naszym doświadczeniu semiotycznym. Cecha, objaw i ślad zasadniczo różnią się tym, że semiotyczne przedmioty cechy i objawy współistnieją z oznaczanymi przez nie faktami w ramach sytuacji semiotycznej, natomiast semio-

72

tyczny przedmiot śladu zawsze jest czasowo opóźniony w odniesieniu do oznaczanego faktu. Percepcja stuknięcia w szybę zostaje odebrana jako sygnał i synchronizuje się z myślą o kropli deszczu, widok kropli na szybie – jako sygnał zsynchronizowany z myślą o deszczu. W obu przypadkach można mówić o cechach lub objawach. W przypadku, gdy widzimy krople na szybie, ale nie słyszymy stuku i nie widzimy ani nowopowstających kropli, ani kropli spadających na ziemię (na przykład, kręgów w kałużach), wnioskujemy, że deszcz już się skończył, a widok kropli na szybie oceniamy jako jego ślady. Objawy i cechy można by rozpatrywać jako jeden i ten sam rodzaj sygnału niekomunikatywnego, jednak dla bardziej pożytecznego opisu działalności semiotycznej proponuję nazywać sygnały, które informują o substancjach (przedmiotach i zjawiskach) cechami, a sygnały informujące o procesach (działaniach i stanach) – objawami.



Ważne jest to, że żaden z opisanych wyżej sygnałów nie może być nazwany komunikatywnym, ponieważ powstania przedmiotu semiotycznego w tych przypadkach nie poprzedzał wolitywny i celowy akt oznaczania, który miałby służyć przekazaniu jakichś informacji. Właśnie dlatego każdy człowiek posiada w swoim obrazie świata własny zestaw niekomunikatywnych informacji semiotycznych: jeden umie „odczytywać” ślady, rozumieć objawy, zauważać cechy, natomiast inny tego nie potrafi. Dzieje się tak zupełnie nie dlatego, że przedmioty semiotyczne same w sobie posiadają informację wtórną i same przez się potrafią tę informację ujawniać. W związku z systemową organizacją obrazu świata i funkcjonalną istotą ontologiczną każdy jej komponent jest uzależniony od ogromnej ilości jego relacji z innymi komponentami. A zatem wszystko zależy od stopnia organizacji indywidualnego obrazu świata (przede wszystkim struktury doświadczenia semiotycznego) i zdolności człowieka do wykorzystywania swojej wiedzy semiotycznej w konkretnych sytuacjach życiowych. Stopień rozwoju doświadczenia semiotycznego jest czynnikiem, który bezpośrednio wpływa na bierną działalność semiotyczną (odbiór przedmiotów i zjawisk semiotycznych), natomiast umiejętność używania wiedzy semiotycznej jest czynnikiem kształtującym czynną działalność znakową (semantyzację otoczenia i semiotyzację przedmiotów doświadczenia). W każdym przypadku sygnały niekomunikatywne (oraz odpowiednie przedmioty semiotyczne) to najczęściej wynik osobistych spostrzeżeń doświadczalnych, chociaż są one również niezbędnym składnikiem nauczania tradycyjnego (czyli przekazywania wiedzy potomkom przez poprzednie pokolenia). Rodzice, znajomi, media, szkoła, tradycyjne teksty precedensowe109 ciągle informują nowe pokolenia o tym, co „znaczy” to lub inne zjawisko przyrody, jak „odszyfrować” tę lub inną sytuację przedmiotową, co „ukrywa się” za tym lub innym działaniem, o czym „świadczy” ta lub inna cecha przedmiotu.

W naukach humanistycznych stało się już ogólnikiem stwierdzenie, że świat człowieka jest światem semiotycznym, światem znaków i przedmiotów semiotycznych.



73

Jednak wydaje mi się, że w takich stwierdzeniach dopuszcza się bardzo poważnego nadużycia terminologicznego. Chodzi o to, że termin semiotyczny traci swój sens, jeżeli wszystko dookoła ogłasza się znakiem. Semioza (pojmowana w duchu Ch. S. Peirce’a, J. Stiepanowa lub J. Derridy) po prostu pochłania cały świat (bądź też w łagodniejszej wersji – całe doświadczenie ludzkie), a semiotyka pochłania wszystkie nauki. Takie postawienie pytania jest niefunkcjonalne i niepragmatyczne. W odróżnieniu od postmodernistów nie uważam, aby znak mógł być znakiem samego siebie i niczym więcej (fenomen tzw. symulakru). Patrząc na pewien przedmiot fizyczny i widząc, a także pojmując go jako drzewo, to nawet jeśli w tym momencie przypominam sobie coś innego, co kojarzy się w moim obrazie świata poprzez relacje podobieństwa i styczności z tym pojęciem (o innych drzewach, krzakach, lesie, owocach, gniazdach, ptakach, drewnie, ognisku lub cieple, które to ognisko daje etc.), nie oznacza to jeszcze, że dany przedmiot fizyczny jest przedmiotem semiotycznym, że „sygnalizuje” coś i że cała ta sytuacja powinna być potraktowana jako semiotyczna. Jest to zwykła działalność przedmiotowa skierowana w tym momencie na przedmiot fizyczny, przede wszystkim jako na drzewo, a nie jako na coś, co ma informować o czymś innym. Semiotyczną ta działalność stanie się tylko wtedy, gdy fizyczny przedmiot przestanie być odbierany i pojmowany tylko jako drzewo, czyli przestanie być celem działań, a przekształci się w środek otrzymywania innych, ważniejszych informacji, na przykład, jeśli ten przedmiot (drzewo) jest tylko wytyczną na drodze lub wskaźnikiem obecności wilgoci w glebie etc. We wszystkich takich przypadkach interesuje mnie już nie sam ten przedmiot (jako drzewo), lecz to, co mi „podpowiada” informacja o drzewie jako takim.

Tak wygląda sprawa z sygnałami niekomunikatywnymi, które odnajdujemy w trakcie działalności przedmiotowo-semiotycznej. Zresztą, to, że semiotyczne jednostki tego typu zostają odnalezione, a nie stworzone (w tym właśnie celu), zupełnie nie znaczy, że nie mogą one być przekształcone w sygnały komunikatywne. Tego samego dymu możemy użyć jako sygnału zawiadamiającego kogoś o czymś, jeżeli odnośnie znaczenia tego sygnału zawarliśmy konwencję przynajmniej z jedną istotą żywą (nawet ze zwierzęciem lub z samym sobą). Ostatnia uwaga mogłaby kogoś zdziwić, lecz nie ma w niej nic niezwykłego: zwierzęta uczą się reagować na nasze działania sygnałowe, a ludzie często wymyślają sobie jakieś im samym tylko znane sygnały (czasem po to, by nikt postronny nie mógł odtworzyć zakodowanej za ich pomocą informacji). Kaszel może być objawem przeziębienia albo alergii, lecz może zostać umyślnie użyty zarówno jako sygnał fatyczny (zwrócenia na siebie uwagi potencjalnego rozmówcy) lub sygnał uprzedzenia kogoś o czymś. Biorąc pod uwagę uprzednie porozumienie wobec informacji wtórnej oraz brak relewancji informacji pierwotnej (w przypadku kaszlu jest to informacja o chorobie, w przypadku dymu – ogień lub ognisko, w przypadku dźwięków – przedmiot je wywołujący), wszystkie sygnały komunikatywne zwykle zostają zdefiniowane jako konwencjonalne oraz arbitralne.

Jedyne uzupełnienie, którego chciałbym dokonać w charakterystyce tradycyjnej, dotyczy terminu konwencjonalność. Chodzi o to, że ten termin jest homonimiczny

74

i może być odebrany dwojako: albo jako porozumienie (umowa), albo jako konsekwencja (regularność). W tym drugim sensie konwencjonalne powinny być wszystkie znaki: zarówno komunikatywne, jak też niekomunikatywne. Jeżeli za każdym razem rozpoznaję sygnał inaczej, świadczy to o tym, że są to po prostu różne sygnały. Sygnały komunikatywne powinny być konwencjonalne w pierwszym sensie: powinny być funkcjami wynikającymi z umowy społecznej. „Komunikacja jest społeczną realizacją informacji”110. W taki sposób pojmowana konwencjonalność staje się podstawą kulturowo-regulacyjnego charakteru sygnału. Zasadniczymi środkami naturalnymi komunikacji międzyludzkiej są dźwięki, gesty, mimika, postawa ciała, wyraz oczu oraz dotyk. Jednakże kulturowy społeczny rozwój człowieka stworzył szereg funkcji semiotycznych, które można nazwać sygnałami stricte komunikatywnymi (których główną rolą jest służenie obcowaniu ludzi) oraz symbolami kultury (ich rola – utrwalenie znaczących sensów kulturowych). Symbole kultury to zawsze sygnały wtórne, tj. takie, które najpierw funkcjonowały jako sygnały zwykłe, niekomunikatywne albo stricte komunikatywne. Językowe i mowne znaki (nominatywne i predykatywne), komunikatywnych także sygnały mowne (fonetyczne, graficzne, kinetyczne lub taktylne), czyli wszystkie znaki i sygnały werbalne są funkcjami komunikatywnymi (regulacyjnymi) zgodnie z ich naturąfunkcjonalną. Do komunikatywnych sygnałów w wąskim pojmowaniu należą przede wszystkim głoski, sygnały paralingwistyczne oraz gesty pramowne.


Zróbmy niedługą przerwę na dygresję historyczną. Mówiąc o gestach pramownych, mam na myśli nie wtórną sztuczną zdolność językową – mowę głuchoniemych, a pierwotną mowę gestów, która została wyparta (chociaż nie do końca) w trakcie ewolucji przez mowę mówioną. Interesujące jest to, że nasi najbliżsi krewni filogenetyczni – prymaty – początki swojej zdolności semiotycznej realizują nie w akustycznej, lecz w kinestetycznej formie. S. Langer, kontynuatorka koncepcji symbolicznego funkcjonalizmu E. Cassirera odnotowuje: „Rzecz zastanawiająca właśnie dlatego, że wszystkie jej wypowiedzi mają funkcję oznaczającą – są pragmatyczne albo emocjonalne – żadna z nich nigdy nie zyskuje znaczenia. Szympans nawet dla zabawy nie naśladuje dźwięków, tak jak naśladuje gesty i serio naśladuje czynności, które nie mają dla niego żadnego pożytku”111.

Można też przypomnieć, że próby nauczania prymatów komunikacji językowej z człowiekiem przyniosły efekt tylko w formie kinetycznej i taktylnej (eksperyment Allena i Beatrix Gardnerów z Washoe). Bez względu na to, że wiele pomysłów Nikołaja Marra (skrytykowanych przez Stalina w jego słynnych artykułach lingwistycznych z 1950 roku) było naprawdę fantastycznych i niewiarygodnych, myśl o pierwotności języka gestów, której on konsekwentnie bronił, wydaje się być dość sensowna (zresztą, nie był on pierwszy, kto zaproponował taką wersję glottogenezy; analogicznych teorii, co prawda z inną argumentacją, bronili J. J. Rousseau i W. Wundt). N. Marr uważał, że „głoski nie mają nic wspólnego z naturalnym wydawaniem dźwięków”112,

75

pomiędzy nimi jest przepaść przejścia od wyrażenia zwierzęcych stanów emocjonalno-wolitywnych do ludzkiego myślenia pojęciowego. Odwołując się do badań Levi-Bruhla, w innej swojej pracy N. Marr113 pisał o szerokim rozpowszechnieniu mowy kinetycznej jednocześnie i równolegle z mówieniem w wielu tradycyjnych kulturach. Logika jego rozważań jest chyba następująca: im dalej w przeszłość antroposocjogenezy, tym bardziej rozwinięta i funkcjonalnie znacząca jest mowa gestów. Problem ten będzie jeszcze rozpatrywany (przy okazji omawiania mitologii potocznego doświadczenia w drugim tomie niniejszej rozprawy).



76


: strony -> Oleg.Leszczak
Oleg.Leszczak -> Problem czasu w semiotyce: idiosynchronia diachronia panchronia
Oleg.Leszczak -> W: Język i kultura. Studia Linguistica Rossica, 4, Łódź 2008, s. 79-92 Spójność jako presumpcja tekstowości
Oleg.Leszczak -> W: „The Peculiarity of Man”, nr 21, Toruń 2015, s. 11-42 Krytyka konceptualna kategorii ilości i jakości: fenomen vs pojęcie
Oleg.Leszczak -> In: Respectus Philologicus, 2014, nr 25 (30), s. 185-199 społeczny I empiryczny charakter transcendentalnego antropocentryzmu I. Kanta: istota I lokalizacja tzw. „Natury ludzkiej”
Oleg.Leszczak -> W: Język. Literatura. Dydaktyka, Łódź 2003, t. 1, s. 9-28. Typologizacje I klasyfikacje w metodologii humanistyki
Oleg.Leszczak -> Metodologiczne zasady wartościowania I wartośĆ jako koncept metodologiczny
Oleg.Leszczak -> Szkic typologiczny metodologii nauk humanistycznych Uwagi wstępne o relewantnych cechach typologicznych
Oleg.Leszczak -> Infotainment: informacja rozrywka manipulacja
Oleg.Leszczak -> W: Poprawność polityczna – równość czy wolność? Seria The Peculiarity of Man, 1 (11), Toruń-Kielce 2007, s. 13-39
Oleg.Leszczak -> Paradoksy konsumpcjonizmu. Typologia I lingwosemiotyka


1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna