Patriotyczny ruch polski” nr 260, 1 marzec 2011 R



Pobieranie 277.63 Kb.
Strona1/4
Data01.05.2016
Rozmiar277.63 Kb.
  1   2   3   4

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI” NR 260, 1 MARZEC 2011 R.




PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI

NR 260 1 III 2011

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, BERLIN, WARSZAWA.

PatriotycznyRuch Polski w internecie: www.wicipolskie.org, patriotpol.com
Drodzy Czytelnicy i Sympatycy!

W naszym biuletynie zamieszczamy teksty różnych autorów, tak „z pierwszej ręki” jak i przedruki, traktujące o najistotniejszych problemach Polski i Świata. Kluczem doboru publikowanych treści, nie jest zgodność poglądów Autorów publikacji z poglądami redakcji lecz decyduje imperatyw ważnością tematu. Poglądy prezentowane przez Autorów tekstów, nie zawsze podzielamy. Uznając jednak że wszelka wymiana poglądów i wiedzy, jest pożyteczna dla życia publicznego - prezentujemy nawet kontrowersyjne opinie, pozostawiając naszym czytelnikom ich osąd.

Redakcja

Adres kontaktowy Redakcji PRP: PO Box 1602, Cranford NJ 07016 i internetowy: turobin@netzero.net


W numerze: 1) Wiadomości; 2) Infoanarchizm; 3) Szczecin-Świnoujście spisane na straty? 4) Wyborcza” nie promuje już Grossa?! 5) Walka o Polskę; 6) Przygotujmy się na długi marsz; 7) Bez strachu - X; 8) Nazywam się Gebert;
Stanowisko SKCH im. Księdza Piotra Skargi w sprawie osowania nad poprawką do ustawy Prawo prywatne międzynarodowe, (druk sejmowy nr 1277)

W piątek 4 lutego 2011 w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej, aż 210 polskich posłów zagłosowało w sposób jednoznacznie zaprzeczający definicji małżeństwa zawartej w Konstytucji RP (Art. 18: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej) lekceważąc w ten sposób prawo naturalne i nauczanie Kościoła. Posłowie ci, w większości uważający się za katolików, odrzucili poprawkę która miała przypomnieć ten ważny zapis w Konstytucji, a także podkreślić, iż ustawodawstwa innych krajów, które dopuszczają związki jednopłciowe, nie mogą w Polsce obowiązywać.

W kontekście gigantycznej ofensywy homoseksualnego lobby, które na całym świecie, a w Unii Europejskiej w szczególności zmierza do zniszczenia instytucji rodziny opartej na małżeństwie między kobietą i mężczyzną, postawa owych 210 posłów jest nie tylko moralnie niegodziwa, ale również szkodliwa społecznie. Działanie owych reprezentantów narodu należy uznać za wstępny etap do dalszego procesu legalizacji związków homoseksualnych i adopcji przez nie dzieci w Polsce. Znamienna jest nieukrywana radość wśród aktywistów homoseksualnych na wieść o wyniku piątkowego głosowania.

Prohomoseksualne lobby uderzając w naturalną rodzinę w imię utopijnej wizji człowieka i społeczeństwa godzi w same fundamenty porządku społecznego i przyczynia się do destrukcji naszej cywilizacji, proponując zamiast stabilnej i kochającej się rodziny wypaczony model życia i relacji międzyludzkich.

Warto przypomnieć dokument Kongregacji Nauki Wiary z 2003 r., którym Kościół zwraca uwagę katolickim politykom, że: Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawienia się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczelny, na płaszczyźnie im właściwej. Wobec projektów ustaw sprzyjających związkom homoseksualnym trzeba mieć na uwadze następujące wskazania etyczne.

W przypadku gdy po raz pierwszy zostaje przedłożony Zgromadzeniu ustawodawczemu projekt prawa przychylny zalegalizowaniu związków homoseksualnych, parlamentarzysta katolicki ma obowiązek moralny wyrazić jasno i publicznie swój sprzeciw i głosować przeciw projektowi ustawy. Oddanie głosu na rzecz tekstu ustawy tak szkodliwej dla dobra wspólnego społeczności jest czynem poważnie niemoralnym. W przypadku, kiedy parlamentarzysta katolicki ma do czynienia z prawem przychylnym związkom homoseksualnym już ustanowionym, musi on przeciwstawić się w możliwy dla siebie sposób i uczynić publicznym swój sprzeciw: chodzi o należyte świadectwo prawdzie.

Posłowie, którzy nie czują się zobowiązani do wierności katolickiemu nauczaniu moralnemu i prawu naturalnemu powinni przynajmniej bronić Konstytucji RP i być wierni przysiędze Posła na Sejm RP, w której ślubowali rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”.



Ufamy, że ten blamaż poselski zostanie naprawiony w toku dalszych parlamentarnych prac nad projektem ustawy.

Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi

Kraków, dnia 8 lutego 2011 r. Za: piotrskarga.pl

# # #


Kutz odpowie za „polskie obozy”?

We wtorkowym programie [1 luty] „Warto rozmawiać” w TVP1 poseł Kazimierz Kutz mówił, że po II wojnie światowej Ślązacy ginęli w „polskich obozach koncentracyjnych”. Na informację, że jego wypowiedź będzie podstawą doniesienia do prokuratury o popełnieniu przestępstwa znieważenia narodu polskiego, Kutz odparł dziennikarzowi TVP info: - To demagogia i stara technika głupiego szantażowania. Może mnie w d… pocałować.

Wtorkowe „Warto rozmawiać” było poświęcone Ruchowi Autonomii Śląska, który od kilku miesięcy w koalicji z Platformą Obywatelską współrządzi regionem. Rozmowa zeszła jednak na temat obozów koncentracyjnych w tym Auschwitz, które po II wojnie światowej komuniści przekształcili w więzienia.

„Auschwitz i kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt obozów poauschwitzowskich przekształciło się w polskie obozy koncentracyjne, które funkcjonowały przez pierwszy rok. Byli mordowani ludzie dlatego, że byli Ślązakami. Dla Ślązaków to była Polska, a nie jacyś Ruscy. Ruskich nie było” - mówił poseł Kazimierz Kutz (wybrany z listy PO, obecnie niezrzeszony). Za znieważenie narodu polskiego grozi do trzech lat więzienia. Kazimierz Kutz przepraszać jednak nie zamierza. – „Dla Ślązaków komuniści to byli Polacy. Wszystkie obozy prawie były w rękach polskich, a nie rosyjskich” - mówi. – „To demagogia, stara technika głupiego szantażowania. W d… mnie może pocałować” - dodaje.

Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że w związku z wypowiedzią o „polskich obozach koncentracyjnych” Kazimierz Kutz stanie też przed Sejmową Komisją Etyki Poselskiej.

tvp.info/ro - Aktualizacja: 2011-02-3 10:58 pm

# # #


Nominacja Ministra Kultury: Na festiwalu sztuki w Wenecji Polskę będzie reprezentować… Żydówka z Izraela

Bogdan Zdrojewski, minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczpospolitej Polskiej nominował panią Yael Bartanie do reprezentowania Polski podczas 54-go Międzynarodowego Biennale Sztuki w Wenecji - podaje portal Nowy Ekran - zapytując celnie: “Czyżby w naszej ojczyźnie nie było artysty mogącego godnie nas reprezentować?

Jak podaje oficjalna strona polskiego (?) Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego - izraelska artystka będzie prezentować filmy, które: „otwierają wielowątkową dyskusję o syjonizmie, polskim antysemityzmie, izraelskim kolonializmie oraz stojących za nimi mitach i fantazmatach“.

[Źródło: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego]



Yael Bartana będzie reprezentować Polskę w Wenecji - „To dowód na to, że w polskiej kulturze nastąpił czas otwarcia i poszerzonej współpracy” - mówił minister kultury Bogdan Zdrojewski wręczając Yael Bartanie nominację na reprezentowanie Polski podczas 54-go Międzynarodowego Biennale Sztuki w Wenecji. Minister spotkał się też z kuratorami wystawy - Galit Eilat i Sebastianem Cichockim Minister zaakceptował wynik konkursu Jury, które wybrało projekt izraelskiej artystki zatytułowany „…And Europe Will Be Stunned … i zadziwi się Europa”. Wyraził przekonanie, że jego ponadczasowe , a przez to uniwersalne przesłanie zostanie zauważone i docenione zarówno przez krytykę artystyczną, jaki i publiczność. W pawilonie „Polonia” zostanie pokazana trylogia, z której dotychczas powstały filmy „Mary koszmary” z 2007 r. oraz „Mur i wieża” z 2009. Cykl zamknie nowy film, którego premiera odbędzie się podczas weneckiej imprezy. W opinii Jury, trylogia przekracza format sztuki narodowej, pobudza wyobraźnię, konfrontując nas z tym, co niemożliwe - alternatywną wersją historii i nierealnymi projektami politycznymi. Filmy otwierają wielowątkową dyskusję o syjonizmie, polskim antysemityzmie, izraelskim kolonializmie oraz stojących za nimi mitach i fantazmatach. Dzięki temu znakomicie wpisuje się w temat tegorocznego Biennale-„ILLUMInations”.

Urodzona w 1970 r. Yael Bartana to izraelska artystka - multimedialna. Tworzy fotografie, filmy oraz instalacje wideo i muzyczne. Miała wiele wystaw indywidualnych, m.in. w PS 1 Nowym Jorku, Stedelijk van Abbemuseum w Eindhoven i warszawskiej Fundacji Galerii Foksal. Brała udział m.in. w Manifesta 4 we Frankfurcie, 27 Biennale w Sao Paulo i documenta 12 w Kassel. Jest laureatką wielu nagród, m.in. im. Anselma Kieefera, drugiej nagrody Prix de Rome, nagrody artystycznej im. Dorothei von Stetten oraz nagrody fundacji Gottesdienera.

Organizowane od 1895 roku Międzynarodowe Biennale w Wenecji to najstarszy i najważniejszy festiwal sztuki współczesnej na świecie. Polskę reprezentowali na nim m.in. Krzysztof Wodiczko, Leon Tarasewicz i Katarzyna Kozyra. Tegoroczna, 54 edycja potrwa od czerwca do listopada.

Za: www.bibula.com - na podstawie Nowy Ekran [2011-02-02]



Zamiast komentarza wystarczy jedno zdanie: Żydzi już nas wyręczyli ze wszystkiego i zrobili to bez żadnego oporu z naszej strony. - A jeszcze nie raz się słyszy: „A gdzie masz Żydów w Polsce”.

# # #


Białoruś: Sankcje USA są nieracjonalne i nieuzasadnione

MSZ Białorusi wydało oświadczenie dotyczące sankcji USA.

„Strona białoruska uważa, że decyzja rządu USA o wprowadzeniu środków ograniczających wobec Białorusi jest krokiem nieracjonalnym i nieuzasadnionym. Rozwiązanie takie przywraca w stosunkach dwustronnych napięcie i brak zaufania” - napisano w oświadczeniu. MSZ podkreśliło również, że obecne decyzje władz Stanów Zjednoczonych naruszają przyjęte w protokole budapeszteńskim (1994 r.) zobowiązania do nie stosowania wobec Białorusi przymusu w postaci sankcji ekonomicznych. „Zastrzegamy sobie prawo do odpowiedzi” - czytamy w oświadczeniu. USA i kraje UE nie uznały legalności wyboru Aleksandra Łukaszenki na prezydenta Białorusi. Potępiły też represje... i wystąpiły z żądaniem natychmiastowego uwolnienia więźniów politycznych. 31 stycznia Rada Ministrów Spraw Zagranicznych UE nałożyła zakaz wizowy na 158 przedstawicieli władz białoruskich m.in. Aleksandra Łukaszenkę, jego synów Dmitrija i Wiktora. Na razie nie nałożono sankcji ekonomicznych. Tego samego dnia USA poparło UE w tych działaniach oraz nałożyło nowe sankcje finansowe na Białoruś. Wcześniej podobne obostrzenia wprowadziły jednostronnie Polska, Niemcy oraz Kanada.

(Źródło: regnum.ru)

Za: bibula.com - 2011-02-1 5:28 pm

# # #

Parchaty kundel grozi Łukaszence

Sikorski do Łukaszenki: będziecie musieli uciekać z kraju. Minister Sikorski poinformował, że pomoc Polski dla społeczeństwa białoruskiego została zwiększona w tym roku do 40 milionów złotych, czyli ok. 10 milionów euro. Do pomocy minister zaliczył między innymi na programy informacyjne telewizji Biełsat i radia Racja.

Szef MSZ zaapelował o różnorodną pomoc i wielość programów. Jak powiedział, różnorodność jest źródłem wolności, demokracji i dobrobytu. Zaapelował do społeczeństwa białoruskiego, mówiąc: “Europa jest z wami, jesteście w Europie. Będziemy was wspierać, zainteresowanie Unii Europejskiej Białorusią będzie stale rosło, i pojawią się nowe programy”.

Radosław Sikorski zwrócił się też do prezydenta Białorusi słowami: “Panie prezydencie Łukaszenko, przegrywacie. dziecie zmuszeni uciekać przed własnymi obywatelami, szukać schronienia w krajach o jeszcze niższych standardach, a w Mińsku trzeba będzie trzymać samolot odrzutowy w stałym pogotowiu gotowy do startu”.

Na konferencji podjęto decyzję o przeznaczeniu dla Białorusi 87 milionów euro w ramach pomocy. Wzięli w niej udział przedstawiciele 36 państw, Rady Europy, Komisji Europejskiej, Rady Nordyckiej a także USA i Kanady.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział, że na pomoc dla Białorusi zostanie przeznaczone 87 milionów euro, z czego spory procent to pieniądze, które zadeklarowały uczestniczące w konferencji kraje w odpowiedzi na apel Polski. Sikorski podkreślił, że represje na Białorusi nie ustają i że przedstawiciele krajów, którzy przebywają w Warszawie, oczekują uwolnienia wszystkich aresztowanych i oczyszczenia z motywowanych politycznie zarzutów. Szef MSZ zaznaczyl jednocześnie, że demokratyczny świat nie zatrzaskuje drzwi przed Białorusią i jeżeli represje tam ustaną, to polityka sankcji wobec Białorusi będzie modyfikowana i łagodzona.

Komisarz UE Stefan Fuele powiedział, że pomoc w wysokości 1,7 mln euro będzie skierowana bezpośrednio do rodzin osob represjonowanych oraz dla demokratycznych mediów. Zaznaczył, że Komisja Europejska czterokrotnie podwyższa pomoc, przeznaczoną dla społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi do 16 milionów euro.



IAR/Kresy.pl - Marucha w dniu 2011-02-02

Za: http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/sikorski-do-lukaszenki-bedziecie-musieli-uciekac-z-kraju

# # #


Oświadczenie Ministra Spraw Zagranicznych Republiki Białoruś

Od admina: ponieważ znajdujące się w żydowskich łapach polskojęzyczne media tego najprawdopodobniej nie napiszą (i podobnie postąpi „Nasz Dziennik”), publikujemy co następuje:

AMBASADA REPUBLIKI BIAŁORUSI W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ - Komunikat Prasowy

Oświadczenie Ministerstwa spraw zagranicznych Republiki Białoruś w związku z przyjęciem przez Radę UE decyzji w sprawie Białorusi.

Ministerstwo spraw zagranicznych Republiki Białoruś wyraża głębokie ubolewanie z powodu decyzji Rady Unii Europejskiej z dnia 31 stycznia 2011 roku.

Decyzja ta została oparta na jawnym przemilczeniu agresywnych działań i przemocy ze strony demonstrantów, którzy próbowali zająć budynek Rządu i Parlamentu Republiki Białorusi w dniu 19 grudnia 2010 roku, po wyborach prezydenckich. Selektywne i stronnicze interpretacje w decyzji UE wyników międzynarodowej obserwacji wyborów na Białorusi skierowano na ignorowanie jasnej woli narodu białoruskiego.

Ani jedno, ani drugie nie może zmienić faktów rzeczywistości. Takie podejście nie może prowadzić do słusznych wniosków.



Logika decyzji Unii Europejskiej popycha ją do bezpośredniej ingerencji w sprawy suwerennego państwa. To podważa zaufanie i nieuchronnie prowadzi do działań, które niszczą perspektywy wspólnego dla wschodu i zachodu naszego kontynentu celu - tworzenia Europy bez linii podziału. Tworząc sztuczne bariery na szczeblu współpracy międzypaństwowej, Unia Europejska pozbawia siebie możliwości sprzyjać w sposób konstruktywny socjalno-społecznym przemianom na Białorusi. Jawne dążenie usprawiedliwić niebezpieczne dla społeczeństwa - łamanie prawa przez część sił opozycyjnych w praktyce jest postrzegane jako zachęta z zewnątrz bezprawia i ekstremizmu. Praktyka ta przeszkadza powstawaniu wśród organizacji społecznych odpowiedzialnej obywatelskiej pozycji, wynikającej z racji stanu. Jest mało prawdopodobne, aby to odpowiadało oficjalnie ogłoszonym przez UE celom.

Szczególnieprzyjemność wywołuje absolutnie nieporównywalna reakcja UE na znacznie brutalniejsze działania rządów niektórych innych państw w regionie europejskim. Takie rażące podwójne standardy pozbawiają sensu retorykę UE o „wartościach europejskich”. Napięcie w stosunkach z Unią Europejską nie jest naszym wyborem. Jednak decyzje Rady UE zmuszają Republikę Białoruś do podjęcia proporcjonalnych i adekwatnych działań, które mają na celu wzmocnienie suwerenności Białorusi, utrzymanie stabilności i konsolidacji społeczeństwa białoruskiego.

Wzywamy Unię Europejską do wycofania się z logiki konfrontacji i pospiesznych prób zniszczenia konstruktywnych treści naszych stosunków, zbudowanych w niełatwych wspólnych wysiłkach, którym nie ma sensownej alternatywy. Białoruś zachowa swoją politykę stopniowej modernizacji i reformowania instytucji rządowych, rozwoju dialogu społecznego i społeczeństwa obywatelskiego, które odpowiadają interesom kraju. Presja na Białoruś nie ma perspektyw. Wspólne przezwyciężenie trudności w relacjach z UE, powstałych nie z winy władz białoruskich, jest we wspólnym interesie i odpowiada sprawie jedności europejskiej w obliczu nowych wyzwań i zagrożeń. Opowiadamy się za wzmocnieniem partnerskich stosunków z Unią Europejską. Za otwartym, uczciwym i pełnym szacunku dialogiem i równoprawną współpracą bez dyskryminacji i podwójnych standardów.

Прэсслужба Пасольства.02-952 Варшава, вул. Вяртніча 58. Тэл. (22) 742 09 71, факс742 0980

www.poland.belembassy.org, poland@belembassy.org

Służba Prasowa Ambasady. 02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 58, тel. (22) 742 09 71, тel./fax: (48 22) 742 09 80



www.poland.belembassy.org, poland@belembassy.org

Za http://wiernipolsce.wordpress.com

Proszę porównać spokojny i rzeczowy ton powyższego oświadczenia z histerycznym bełkotem żydostwa pełniącego funkcję „rządu” Unii Europejskiej, wściekłego, iż jeszcze tym razem nie udao im się rozgrabić Białorusi, tak jak to wspaniale udało się z Polską – admin

Oczywiście władze Judeopolonii stoją w pierwszym szeregu kundelków ujadających na każdego, kogo im wskaże właściciel. Nikomu jednak nie przeszkadza „demokratyczny” sposób wymuszenia na narodach Europy tzw. Traktatu Lizbońskiego, wbrew rzekomo „wiążących” wyników referendów narodowych – admin

# # #


Jak długo jeszcze organizacja izraelskiego lobby w USA będzie zwolniona z podatku?

Do amerykańskiego urzędu podatkowego (IRS) napłynął liczący 1389 stron wniosek o odebranie Izraelsko-Amerykańskiemu Komitetowi do Spraw Publicznych (AIPAC) statusu organizacji zwolnionej z płacenia podatków. Wniosek został złożony przez IRmep Center for Policy and Law Enforcement i dotyczy okresu nieomal 60-ciu lat, od momentu kiedy to jej założyciel opuścił fotel ministra spraw zagranicznych Izraela aż do dzisiaj.

Dwa podstawowe zarzuty dotyczą:

1. Fałszywie sformułowanego celu działalności AIPAC jako organizacji charytatywnej. FBI wielokrotnie prowadziła śledztwa w sprawie nabycia i przekazanie za granicę tajnych informacji rządu USA. Obecnie toczy się rozprawa sądowa dotycząca takiej właśnie bezprawnej akcji. Według argumentów przytoczonych w tym wniosku, działaność AIPAC nie uprawnia jej do zaliczenia do organizacji o charakterze “pomocy społecznej” bona fide.

2. Umieszczenia fałszywych danych we wniosku o przyznanie AIPAC statusu organizacji zwolnionej z podatku. We wniosku pominięto fakt, że rodzicielska organizacja American Zionist Council (AZC) została zakazana decyzją Amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości - na podstawie przepisów Foreign Agents Registration Act w 1962 r. AIPAC powstała w sześć tygodni po tym wydarzeniu, ale w tym wniosku o przyznanie statusu organizacji zwolnionej od podatku, zatajono, że większość funduszy przeznaczonych na jej działaność zostało wytransferowane z Izraela do USA za pośrednictwem AZC.

Dyrektor IRmep Grant F. Smith oraz słuchacze National Public Radio b. ostro krytykowali Komisarza IRS Douglasa Shulmana w audycji w dniu 1 stycznia 2010 za przymykanie oka na działalność organizacji nie przynoszących zysku, powiązanych z Izraelem, które były zamieszane w nielegalną działalność za granicą i naruszały amerykańskie przepisy podatkowe. Shulman zapewnił, że “jeżeli jakieś organizacje charytatywne naruszają przepisy podatkowe i angażują się w zakazaną działalność, zostaną pozbawione statusu 501 (c)(3). Każdego roku przeprowadzamy kontrole tysięcy takich organizacji i bez wahania doprowadzimy do tego, aby przestrzegały prawa podatkowego”. Smith powiedział, że “poprzez publiczne zgłoszenie skargi # 13909 w IRS, zachęcamy wszystkich zainteresowanych sprawą obywateli amerykańskich oraz wprowadzonych w błąd darczyńców, aby obserwowali czy IRS podjął stosowną akcję”.

Powyższą skargę można znaleźć na następującej stronie internetowej: <http://www.IRmep.org/IRSAIPAC.pdf>

Można również poprosić o przysłanie CD z nagranym tekstem skargi pod adresem: <info@irmep.org>

The Center for Policy and Law Enforcement is a unit of Institute for Research: Middle Eastern Policy in Washington.

Za:http://www.middleeastmonitor.org.uk/news/americas/1772-irs-asked-to-revoke-aopacs-tax-exemption

# # #

Więcej indoktrynacji: Rabini będą uczyli w europejskich szkołach na temat ‘Holokaustu’?

Rabini z Centrum Rabinicznego Europy (Rabbinical Centre of Europe - RCE), podjęli w zeszłym tygodniu decyzję o “zarekomendowaniu” ciałom politycznym Unii Europejskiej oraz poszczególnych państw członkowskich (czytaj: wywarciu presji), wprowadzenia specjalnych programów edukacyjnych do szkół na temat ‘Holokaustu’, które miałyby być prowadzone przez lokalnych rabinów.

Propozycja została przedstawiona przez izraelskiego b. ambasadora Jacoba Rosena, obecnie “dyplomatycznego koordynatora” organizacji o groźnej nazwie The Task Force for International Cooperation on Holocaust Education, Remembrance, and Research (ITF)*, która ma na celu “wspieranie politycznych i społecznych przywódców celem edukacji na temat Holokaustu”. Rabini europejscy stwierdzają, że “gdy wydarzenia Holokaustu coraz bardziej oddalają się w czasie, coraz więcej Europejczyków zaczyna akceptować niektóre aspekty negowania Holokaustu”.

“Wielu europejskich studentów, czy to w szkołach średnich czy wyższych w Europie, częściowo bądź całkowicie nie ma wiedzy o Holokauście, o Żydach czy lokalnych społecznościach żydowskich” - mówi rabin Arye Goldberg, dyrektor RCE - i dodaje: “W wielu przypadkach odbija się to na negatywnym wizerunku Żydów.”

“Lekcje na temat Holokaustu nie są dla przeszłości, ale dla czasów obecnych oraz dla tolerancji w przyszłości i [walki] z uprzedzeniami. Jeśli dzieci spotkają się z otwartym konkretnym przywódcą żydowskim ze swojej lokalnej społeczności, przełamie to bariery i pozwoli na długofalowy dialog”. - stwierdza rabin Goldberg.

“Wielu z naszych rabinów jest dziećmi ocalałych z Holokaustu i jest w stanie przekazać jakie są skutki nietolerancji [...], a spotkania z duchowymi i lokalnymi przywódcami żydowskimi przekazującymi osobiste historie, wymuszą uwagę u dzieci”.

“Przed Holokaustem w Polsce było ponad 3 miliony Żydów. [...] [Przed wojną] wielkie segmenty europejskiego żydostwa składały się z religijnie otwartych Żydów, których życie było istotną częścią europejskich społeczności. Jako rabini możemy niezwykle wiernie przekazać ten obraz”. - mówi rabin Goldberg, zręcznie manipulując historią pokazującą wręcz przeciwne przykłady tejże ‘otwartości’ żydowskich środowisk. Pomimo tego, że rabini z RCE - oraz cała masa przedstwicieli innych ośrodków indoktrynacyjnych - już obecnie odwiedzają szkoły i inne instytucje, uważają oni, że powinno to być częstsze i bardziej skuteczne, a całość ma być ‘koordynowana’ przez pozarządowe, ponadnarodowe żydowskie organizacje, które de facto będą miały większy wpływ na edukację dzieci niż właściwe władze narodowe i lokalne.

* Pojęcie ‘Task Force’ pochodzi z terminologii militarnej, gdzie określa się nią grupy, komanda “do zadań specjalnych”. Pojęcie to przeniknęło do użycia w pozawojskowym obszarze, choć cały czas nosi sobą pewne zorganizowane, militarystyczne i przymusowe działanie.

CZYTAJ: Holokaust czy “99-procentowy” mit? Za: www.bibula.com, na podstawie European Jewish Press - EJP (04/Feb/2011)

# # #


Demokracja w krajach arabskich groźna dla Izraela

Arabskie dyktatury są koncesjonowane przez Stany Zjednoczone, więc pośrednio przez Izrael. Dziś Izrael jest w strachu. Wicepremier Izraela Sylvan Shalom już zaraz po obalaniu dyktatora Tunezji powiedział, że choć demokratyzacja tego małego kraju nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla państwa żydowskiego, demokratyczna rewolucja może przenieść się bliżej i wtedy „może zdestabilizować nasz system”. To właśnie Izrael, przy pomocy Stanów Zjednoczonych robił wszystko, by arabskie dyktatury trwały jak najdłużej - to był ów „system” regionalnego wpływu, który zapewniał Izraelowi spokój. Stany Zjednoczone utrzymują reżim Mubaraka już bardzo długo, przesyłając mu miliardy bezzwrotnych dolarów rocznie. Finansując systemy powszechnej represji trzymano całe narody w ryzach, by zapewnić Izraelowi królowanie w całym regionie. Można się spodziewać, że Amerykanie nie popełnią takiego błędu jak w Tunezji, i zrobią wszystko, by utrzymać Mubaraka przy władzy, lub znajdą odpowiednie zastępstwo - takie, które uspokoi tłum, a jednocześnie nie dopuści do arabskiej solidarności. Izrael doskonale wie, że spokojne istnienie, dalszą okupację ziem palestyńskich i ich kolonizację może mu zapewnić tylko „stabilizacja” w okolicznych krajach arabskich, czyli krwawe dyktatury, jak do tej pory. Niestety, dotychczasowe reżimy lekceważyły własne opinie publiczne aż do absurdu. Naprzykład - dlaczego wakacje w Tunezji i Egipcie były tak śmieszne tanie? - Bo pracownicy nie mieli żadnych praw. Przemysł turystyczny nie służył narodom, nie finansował niczego, oprócz rządzącej oligarchii. Oczywiście nawet gdyby Egipt odzyskał niepodległość i demokrację to jeszcze nie znaczy, że Izrael ma się czego bać. Jego przewaga w uzbrojeniu, technologii i organizacji jest miażdżąca. Ale to jednak wyraźnie postawiłoby pod znakiem zapytania przyszłość państwa żydowskiego. Niewykluczone, że jedynym sposobem przetrwania byłaby rezygnacja z polityki apartheidu, zaboru i okupacji, a to byłoby bardzo „bolesne”.

Jerzy Szygiel - Za: bibula.com

# # #


Hipokryzja Państwa Izraela.Ostatnie wydarzenia w północnej Afryce a zwłaszcza w Egipcie odsłoniły z całą przerażajacą jasnością hipokryzję Państwa Izraela.

Obalenie reżimu Mubaraka, gnębiącego naród egipski od 30 lat spowodowało stan paniki w Izraelu. Odchodzi bowiem marionetkowy dyktator, który za amerykańskie pieniądze był „gwarantem bezpieczeństwa Izraela”. Już samo to stwierdzenie stawia pod wielkim znakiem zapytania legalność istnienia tego państwa, które przez ponad 60 lat nie potrafiło sobie ułożyć pokojowych stosunków z sąsiadami i do dziś nie posiada prawnie określonych granic - co jest jednym z głównych atrybutów bytu państwowego. Następną kwestią jest nieprzestrzeganie prawa międzynarodowego - notoryczne nierespektowanie rezolucji ONZ, około 70 rezolucji. Pokażcie mi jakiekolwiek inne państwo na planecie Ziemia, które mogłoby sobie pozwolić na taką bezkarność? Wygląda jednak na to, że te błogie czasy dobiegają końca. Fala niezadowolenia społecznego w świecie arabskim rozlewa się jak plama ropy naftowej. A to oznacza także duże kłopoty dla władz Autonomii Palestyńskiej ze skompromitowanym rządem Abbasa. [Abbas, podobnie jak Mubarak, był marionetką w rękach Izraela - T.K.]. Jego dni raczej też są już policzone, tym bardziej, że jego mandat już dawno wygasł. Rozpaczliwe nawoływania Izraela, rządzonego obecnie przez najbardziej skrajnie prawicowy rząd w historii tego państwa, do poparcia reżimu Mubaraka, obnaża z całą jaskrawością hipokryzję państwa żydowskiego. Okazuje się bowiem, że demokracja, której pełną gębę mają przedstawiciele USA i Izraela, dobra jest wyłącznie dla Żydów. Ich dobre samopoczucie jest ważniejsze, niż dobrobyt i suwerenność setek milionów otaczających ich Arabów. Jeśli premier Netanyahu już otwartym tekstem nawołuje „wolny” świat do poparcia Mubaraka, to możemy sobie tylko wyobrazić jakie działania i naciski podejmowane są za kulisami władzy.

Można by sobie postawić pytanie czy to zwykła syjonistyczna bezczelność czy już prawdziwa panika? Wydaje się, że jedno i drugie. A mają się czego obawiać. Rzekoma potęga militarna Izraela jest rzeczą bardzo iluzoryczną. Przegrana wojna z Libanem i porażka w Gazie są tego dowodami. Tak naprawdę to syjonistom została tylko groźba użycia broni jądrowej. Czyli syndrom Masady i opcja Samsona. - Czyżby w ten sposób miały się spełnić biblijne przepowiednie?

Za: SpiritoLiberoBlog - 2011-02-02

# # #

Egipt: Ameryka uspokaja Izrael – małe tajemnice. Gra na czas prowadzona przez administrację Mubaraka i Amerykanów objawiła się właśnie deklaracją Franka G. Wisnera, specjalnego wysłannika Obamy do Egiptu, że „Mubarak musi (póki co) zostać”. Jest to odmiana słynnego komunikatu Mubaraka „Odchodzę, ale zostaję”, wygłoszonego po gigantycznych manifestacjach w Kairze i innych miastach. Ostatnio Mubarak dorzucił do tego odwieczną mantrę satrapów „Ja albo chaos”, ochoczo podchwyconą przez zdenerwowanych Izraelczyków. Zaczęli nawet mówić o „zdradzie Obamy”, choć prezydent ani razu nie wezwał wprost protegowanego Ameryki (i Izraela) do odejścia, a jedynie do enigmatycznych „zmian”.

Między dyplomacją a CIA. Amerykańska Rada Bezpieczeństwa Narodowego już pod koniec stycznia uznała, że praca szefowej ambasady USA w Kairze Margaret Scobey była niewystarczająca, w sytuacji gdy za najważniejszy cel dyplomacji uznano zachowanie bezpieczeństwa Izraela, tj. konkretnie trwałość separatystycznego układu pokojowego między egipską dyktaturą a TelAwiwem. 31 stycznia Obama wysłał do Kairu Franka G. Wisnera, byłego ambasadora USA w Egipcie (1986-1991), osobistego przyjaciela prezydenta Egiptu i jedną ze znaczących figur lobby pro-izraelskiego w Ameryce. Frank G. Wisner to syn Franka G.Wisnera Seniora, współzałożyciela CIA i natowskiej siatki Gladio w Europie, która stała - za kilkoma zamachami bombowymi we Włoszech. Stary Wisner był też, wraz z Alanem Dullesem, autorem amerykańskiej doktryny „dyskretnej interwencji”, która polegała na wspieraniu tych sił w poszczególnych krajach, które dokonywały „dobrego wyboru”. Teraz młody Wisner ma zorganizować delikatną zmianę władzy w Egipcie, tak, by system Mubaraka przetrwał również bez niego. To on namówił dowódcę armii Stanów Zjednoczonych admirała Mike’a Mullena do kontaktu ze swym egipskim odpowiednikiem generałem Samim Ananem. Już w godzinę po tym telefonie egipskie wojsko ogłosiło, że nie będzie strzelać do manifestantów.

Dyskretny człowiek Frank Wisner Junior. W Ameryce Wisner Junior jest bardziej znany jako finansista bez skrupułów, niż gruba ryba CIA. Należał do dyrekcji Enronu - energetycznego giganta, który padł po licznych defraudacjach w 2001 r., rujnując setki tysięcy rodzin drobnych akcjonariuszy, i administratorem AIG - mega-koncernu ubezpieczeniowego, którego akcje straciły 95% wartości w 2008 r., zanim został uratowany dzięki pieniądzom podatników.

Ciekawa rzecz, ten sam człowiek, był amerykańskim wychowawcą Nicolasa Sarkozy’ego, dzisiejszego prezydenta Francji, kiedy poślubił drugą żonę jego ojca - Pala Sarkozy’ego (matkę Nicolasa - Sefardyjka Andree Mallah, ze znakomitej rodziny rabinów i izraelskich dyplomatów, została we Francji). Swoją drogą przyrodni brat Nicolasa - Olivier Sarkozy, również pod opieką Wisnera, został trzy lata temu szefem finansowym superekskluzywnego, amerykańskiego funduszu inwestycyjnego Carlyle Group, który zarządza fortunami rodzin Bushów i Ben Ladenów, kilku byłych szefów CIA (jednak nie stary Bush, ale Frank Carlucci jest wśród nich najważniejszy), paru polityków, jak były sekretarz stanu James Baker, finansistów, jak George Soros, czy przedsiębiorców, jak Michaił Chodorkowski.



Oddani przyjaciele. Nicolas Sarkozy odmówił wpuszczenia samolotu uciekającego prezydenta Tunezji Ben Alego, choć jeszcze kilka tygodni wcześniej wznosił kielich za zdrowie swego „przyjaciela”. Tak samo kiedyś Amerykanie odmówili wpuszczenia obalonego szacha Iranu Pahlaviego - musiał skończyć swe życie w Egipcie. Los porzuconych marionetek, bywa czasami smutny, gdyż są ważniejsze sprawy.

I oto Frank G.Wisner został nagle wysłany do Kairu: to ma być jasny sygnał dla zdenerwowanych Izraelczyków, że Obama jednak dba o ich interesy, choć oczywiście nie jest jasne czy się uspokoją. Na razie spełnia ich żądania. Mubarak zostaje wbrew wszystkiemu, ale i oni zaczynają rozumieć, że nadszedł okres przejściowy i trzeba czasu, zanim wyznaczy się Egiptowi jakiś nowy, posłuszny rząd. W centrum zainteresowania Wisnera pozostaje oczywiście armia, od lat opłacana przez Waszyngton. Trzeba sprawdzić czy wszyscy są zadowoleni, bo sytuacja ciągle pozostaje niepewna.



Jerzy Szygiel - http://szczygiel.salon24.pl/ [2011-02-06]

--------------------------------------


Zamieszczamy fragment ciekawej analizy ostatnich wydarzeń na świecie, począwszy od Iranu do Tunezji i Egiptu, w których inspiracji niepoślednią rolę odegrał Internet.

Artykuł autorstwa Bartosza Bekiera - Infoanarchizm, w całości możecie państwo przeczytać pod adresem internetowym: http://prawica.net/opinie/24634

INFOANARCHIZM

... nieszkodliwe wynaturzenie w przestrzeni przepływów, czy uderzenie w establishment?

Status użytkownika: „zastrzelony”. Czasy, kiedy to o doniosłym znaczeniu przestrzeni przepływów toczono jedynie teoretyczne dyskusje na wysokim poziomie abstrakcji, bezpowrotnie zakończyły się w latach 2010-2011. Spektakularnym preludium była próba obalenia rządów prezydenta Mahmuda Ahmedineżada po czerwcowych wyborach w Iranie (2010). Opozycja wspierana przez amerykański wywiad, rozpoczęła w Internecie szeroką, antypaństwową kampanię. Prócz poczty elektronicznej, czy blogów, głównym narzędziem organizującym „powstanie”, okazał się portal społecznościowy „Facebook”. Na manifestacjach zainicjowanych za jego pośrednictwem zginęło, według różnych szacunków, od 30 do 150 osób. Z uwagi na świetne przygotowanie państwowych służb bezpieczeństwa, oraz błyskawiczną odpowiedź wiernych premierowi informatyków, „powstanie” zostało stłumione w zalążku. Jak długo uda się prezydentowi utrzymać pokój? W dużej mierze jest to zależne od tego, jaki wynik przyniesie wojna w przestrzeni przepływów pomiędzy zwolennikami, a przeciwnikami Ahmedineżada.

Uderzenie w establishment. Prawdziwa burza - zainicjowana przez infopartyzantkę - miała jednak dopiero nadejść - mowa tu o skandalu, który w swych dalekich konsekwencjach na zasadzie „efektu motyla”, stał się bezpośrednią przyczyną śmierci kilkuset osób, oraz kryzysu czterech różnych rządów, z których jeden został już krwawo obalony, a drugi walczy o przetrwanie strzelając do demonstrantów.

Chodzi oczywiście o ujawnienie poufnej korespondencji dyplomatycznej największego światowego mocarstwa, USA, przez portal „Wikileaks”. Wyłaniające się z poufnych depesz, szczegółowe, miejscami bardzo plastyczne opisy stosunku administracji Stanów Zjednoczonych do reszty uczestników stosunków międzynarodowych, informacje dotyczące sprzedaży nielegalnej broni Izraelowi, czy cały szereg innych, problematycznych kwestii takich jak kontrowersyjne dane amerykańskiego wywiadu o sytuacji polityczno-gospodarczej kilku państw trzecich, zmusiły przepełniony pychą fundament światowego establishmentu do tłumaczenia się z faktów opublikowanych przez małą grupę dysydentów. Przeciek w ciągu kilku chwil rozlał się niepowstrzymaną falą po całej przestrzeni przepływów, czyniąc potężną wyrwę w demoliberalnym infomonopolu. Taka sytuacja nie mogła nie spotkać się ze zdecydowaną reakcją policjantów myśli. Przewodniczący amerykańskiego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego wysunął projekt uznania „Wikileaks” za organizację terrorystyczną. Rozpoczęto nawet dramatyczne poszukiwania „haków” na jednego z głównych administratorów portalu, a demoliberalni politycy znani z pierwszych stron gazet, publicznie rozważali konieczność postawienia go przed sądem z zarzutami zdrady stanu i orzeczenia wyroku śmierci a nawet zabicia w zamachu.

Zablokowano też kanały za pośrednictwem których inicjatywa „Wikileaks” była finansowana (PayPal), a na portalach społecznościowych usuwano grupy które ów kanał starały się zastąpić. W wyniku hakerskich kontrataków, najczęściej przy pomocy DDoS, infopartyzanci zablokowali kilka portali stosujących cenzurę. Ich administratorzy, zdając sobie sprawę z grozy sytuacji (każda chwila zawieszenia wielkiego portalu generuje równie wielkie straty), więc zaprzestali swoich działań, a jeden z serwisów, „Twitter”, nawet przeprosił za swoje wcześniejsze postępowanie! Establishment, pomimo swojej wściekłej reakcji i zrzucenia maski „neutralnego obserwatora” kosztem ujawnienia prawdziwej natury agresywnego policjanta myśli, w problematycznej sprawie z „Wikileaks” nie wygrał absolutnie nic - z ciemnych, niekontrolowanych przez niego zakamarków przestrzeni przepływów, wciąż wypływają, niecenzurowane przez nikogo przecieki danych, które tworzą małe, lecz systematycznie powiększające się szczeliny w światowym porządku opartym na kłamstwie i spreparowanych informacjach.

„Jesteśmy zwiastunem maszerującego ruchu oporu. Mamy dość dezinformacji, mamy dość korupcji. Mamy dość wojen prowadzonych z bezpiecznej odległości i tajemnic. Wolność to zaciskająca się pętla dla tego status quo” - głosi manifest anonimowych uczestników wojny informacyjnej nowego typu.

Powiew rewolucji. Uderzenie infopartyzantów miało jednak pociągnąć za sobą znacznie poważniejsze konsekwencje, aniżeli wywołanie nerwowych reakcji światowego supermocarstwa, popsucie jego stosunków z niektórymi państwami trzecimi, kompromitacja na arenie międzynarodowej, czy obnażenie jego bezsilności w obliczu przełamania infomonopolu w przestrzeni nowego uniwersum. W depeszach amerykańskiej dyplomacji znalazła się również charakterystyka tunezyjskiej administracji prezydenta Zina Al-Abidina Ben Alego, jako rządów skrajnie nepotycznych i skorumpowanych.

Zła sytuacja w kraju wydająca się potwierdzać te zarzuty, skłoniła pewnego młodego handlarza do próby samospalenia przed budynkiem lokalnych władz. Wydarzenia te zapoczątkowały ogromną mobilizację na portalach społecznościowych, gdzie zaczęto inicjować wystąpienia antyrządowe, które przerodziły się w regularne napady na posterunki policji i przedstawicielstwa władz - podpalono siedzibę Zgromadzenia Demokratyczno-Konstytucyjnego, powrót z emigracji ogłosił przywódca islamskich fundamentalistów, Raszid Ghannuszi. Rząd próbował opanować sytuację przy użyciu wojska; obok informacji o nieudolności Ben Alego, oraz terminów kolejnych wystąpień antyrządowych, po sieci w sposób wirusowy zaczęły krążyć materiały filmowe z akcji pacyfikacyjnych. Ostatecznie, Ben Ali został zmuszony do ucieczki z Tunezji.

Za przykładem Tunezyjczyków poszli Egipcjanie którzy także za pośrednictwem portali społecznościowych umawiają się na ogromne, wielosettysięczne demonstracje. Islamskie organizacje bojowe przejęły kontrolę nad niektórymi regionami kraju, a ulicami Kairu, z których wycofała się policja, rządzi tłum zorganizowany w wirtualnej przestrzeni przepływów.

W ciągu tygodnia zginęło ponad 100 osób. Wszystko wskazuje na to, że Egipt dołączy do wydłużającej się listy państw, w których zmiana systemowa została zapoczątkowana na „Facebooku” i „Twitterze”.

Staliśmy się świadkami nastania nowej epoki, w której nowoczesne technologie komunikowania międzynarodowego i wewnątrznarodowego, determinują kształt całości tych stosunków oraz bezpośrednio wpływają na najbardziej doniosłe wydarzenia polityczne. To, co jeszcze do niedawna pozostawało tylko teorią, na naszych oczach stało się twardą rzeczywistością. A historia ostatnich miesięcy jednoznacznie wskazuje, że infoanarchistyczna działalność („Wikileaks”), sprzężona z „marketingiem” partyzanckim i wirusowym wykorzystywanym przez różne grupy dysydentów niezależnie od ich zabarwienia politycznego (od liberalnych demokratów po islamskich fundamentalistów), potrafi w bardzo krótkim czasie skutkować zupełnie nieprzewidywalnymi efektami.

Choć w środowiskach establishmentowych, czy stricte lewicowych, dominuje raczej entuzjastyczne podejście do wydarzeń w Tunezji i Egipcie, jako „czwartej fali demokratyzacji”, lub „arabskiej Wiosny Ludów”, to trudno oprzeć się wrażeniu, iż jest to raczej, myślenie życzeniowe i zaklinanie rzeczywistości. Nikt tak naprawdę nie wie, co przyniesie naruszenie politycznego status quo w Tunezji czy Egipcie, lub ewentualne rozlanie się destabilizacji na cały region. Autorytarni „prezydenci”, którzy wbrew swojej woli znaleźli się nagle na scenie nowej „Wiosny Ludów”, posiadają/posiadali zdecydowanie prozachodnią orientację i proweniencję; zostali wyniesieni do władzy jako zapora przed fundamentalizmem islamskim, zaś geopolitycznie sprzyjali „amerykańskiemu szatanowi”, wbrew wyraźnej woli swoich narodów. Nienawidzi ich arabska ulica, demaskując jako agentów USA, nienawidzą ich islamscy przywódcy religijni, wprost wzywający do walki o nowy porządek.

Nienawidzą ich całe rzesze bojowników, którzy pójdą za ich głosem i sięgną po karabiny, jeśli wyborcze urny nie przyniosą upragnionego odrodzenia. Widzimy zatem, że w porewolucyjnych państwach arabskich nastanie „wolności, demokracji i praw człowieka” nie jest jedynym możliwym, ani nawet najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydarzeń. Brzask nowego porządku, który wyłoni się sponad ruin obalonych satrapów Waszyngtonu, może bardzo zadziwić entuzjastów arabskiej „Wiosny Ludów”. Rewolucja w Tunezji, Egipcie, być może także w Arabii Saudyjskiej i Jordanii, gdzie zbliżają się zainicjowane w Sieci „Dni Gniewu”, rosnące ceny ropy, widmo zablokowania Kanału Sueskiego, panika na giełdach, straty banków, które dopiero co podniosły się po niedawnym kryzysie finansowym… Plony wojny informacyjnej i buntu, zrodzonego w obszarze nowego uniwersum trafiły na podatny grunt.

Płomień destabilizacji w przestrzeni przepływów spłynął bezpośrednio na rzeczywistość polityczną, która może zaowocować poważnym demontażem, części amerykańskiej strefy wpływów i ogólnym upadkiem ekspozytur atlantyzmu w regionie. Trudno przewidzieć, czy jego płomień nie dotrze w jakiejś formie także i do nieodległej przecież Europy, a choćby pod postacią nowego, dotkliwszego jeszcze kryzysu - dotkliwszego, bo następującego tuż po poprzednim. Wielka Depresja niewątpliwie przyczyniłaby się do tąpnięcia europejskiego establishmentu pod jego własnym ciężarem. Wolność to zaciskająca się pętla dla tego status quo.



Bartosz Bekier – http://prawica.net/opinie/24634

-------------------------------------------


SZCZECIN-ŚWINOUJŚCIE SPISANE NA STRATY?

Decyzje podjęte w ostatnich latach przez rząd D. Tuska, były wyjątkowo niekorzystne dla zespołu portów Szczecin-Świnoujście, a w konsekwencji także dla tych miast i całego regionu. Seria złych wiadomości jakie napływały z Warszawy nie tylko nie daje szans na szybszy rozwój w najbliższym czasie, ale wręcz uderza w podstawy funkcjonowania tego głównego, obok Gdańska i Gdyni, ośrodka polskiej gospodarki morskiej. W ten sposób najdalej na zachód wysunięta polska aglomeracja traci na znaczeniu i staje się zapleczem dla Berlina powoli ale systematycznie rozluźniając więzy z centrum kraju.

Zaczęło się od likwidacji stoczni w Szczecinie. Pracę straciło ponad 2 tys. osób. Ale produkcja statków to złożony proces. Potrzeba do tego wielu urządzeń i elementów wyposażenia. Potrzebne też różnorakie usługi dodatkowe. Upadek stoczni oznaczał więc dodatkową likwidację paru tysięcy miejsc pracy w zakładach kooperujących. Znaczna część z nich zlokalizowana była w najbliższej okolicy. Dodatkową gorzką pigułką był program przeszkolenia ludzi tracących pracę. W ramach tej operacji ok. 680 stoczniowców przeszło kurs operatora wózków widłowych. Ale żaden z nich nie znalazł pracy na takim stanowisku. A koszty szkolenia były opłacone z budżetu państwa.

Potem nie było lepiej. W końcu ubiegłego roku dowiedzieliśmy się, że ostatecznie Gazociąg Północny kładziony po dnie Bałtyku z Rosji do Niemiec zablokuje rozwój portów. W grudniu premier Tusk rozmawiał z kanclerz Merkel na temat zakopania gazociągu w morskim dnie na odcinku tylko 5 km. Ale nawet na to nie uzyskał zgody. Strona niemiecka odpowiedziała, że jak port w Świnoujściu zostanie zmodernizowany i będzie w stanie przyjmować większe jednostki wrócą do rozmów na ten temat. Ale to jest wymówka. Wiadomo, że o wiele trudniej jest doprowadzić do zakopania rury, którą już płynie gaz. A bez takich gwarancji nie jest też racjonalne wydawanie pieniędzy na przebudowę portu. Sytuacja ta zagraża opłacalności planowanego gazoportu. W ramach dywersyfikacji dostaw gazu polski rząd zdecydował się na zbudowanie w Świnoujściu terminalu przyjmującego skroplony gaz. Byłby on dostarczany drogą morską za pośrednictwem wyspecjalizowanych statków zwanych gazowcami. Gazoport miałby przyjmować 5-7,5 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Im większe statki dostarczałyby gaz, tym mniejsze byłyby koszty jednostkowe transportu, który ma istotny udział w cenie tego typu gazu. Po położeniu Gazociągu Półn. do Świnoujścia będą mogły wpływać tylko jednostki o maksymalnym zanurzeniu 13,5 m. Tymczasem planowano przygotowanie portu na przyjmowanie statków o zanurzeniu do 14,5 m. Jest to niewielka różnica, ale bardzo istotna. Eliminuje bowiem z możliwości skorzystania z dużych jednostek: zarówno handlowych, jak i właśnie gazowców. Na tym wszystkim najbardziej skorzysta niemiecki port w pobliskim Rostoku, który takich ograniczeń nie ma. Dodatkowo ma też o wiele lepiej rozbudowane lądowe zaplecze transportowe, służące do przywozu i rozwozu ładunków. Zły stan sieci transportowej w Polsce jest powszechnie znany. Przedsiębiorstwa spedycyjne zajmujące się przewozem ładunków wybierają port ze względu na jego dostępność od strony lądu. Do statku trzeba bowiem towar przywieść i wywieźć, czasami jeszcze setki kilometrów zanim dotrą do ostatecznego celu. Ostatnie decyzje rządu, które nie są jednostkowe i dotyczą wielu elementów, wskazują jakbyśmy mieli do czynienia ze świadomym działaniem prowadzącym do obniżenia konkurencyjności portów w Szczecinie i Świnoujściu.

Dużym dotychczasowym atutem była możliwość korzystania z barek pływających po Odrze aż po Górny Śląsk. W ubiegłym roku doszło tutaj do prawdziwej katastrofy. Na odcinku od Kędzierzyna-Koźle do Wrocławia państwo polskie nie było w stanie przywrócić żeglugi po wiosennych roztopach i powodziach. Po wielu miesiącach próśb i gróźb właściciele barek sami sfinansowali naprawę podstawowych urządzeń i pogłębienie rzeki. Doszło do wydarzenia bezprecedensowego, aby przedsiębiorcy działali zamiast państwa i robili to co do tego państwa należy. Ta historia dobrze się zakończyła, ale nie pozostanie bez konsekwencji. Straty dla tych małych firm były olbrzymie i wielu zamierza zakończyć działalność. Bo przecież sytuacja może się powtórzyć. Dlatego żegluga na Odrze powoli, ale systematycznie zamiera.

W zakresie sieci drogowej zrezygnowano z dwóch kluczowych inwestycji. Pierwsza to budowa tunelu łączącego Świnoujście z wyspą Wolin i resztą kraju. Obecnie miasto ma połączenie promowe, które jest już przestarzałe i odstrasza inwestorów oraz turystów. Decyzję o budowie tunelu drogowego podjął rząd J. Kaczyńskiego. Projekt był zaawansowany, ale nowa ekipa wycofała się z niego odkładając go po 2013 r., bez podania jakiegokolwiek nowego terminu realizacji.

Podobny los spotkał budowę drogi ekspresowej S3 łączącą Szczecin z Gorzowem Wlk., Zieloną Górą, Wrocławiem i dalej z Czechami oraz resztą kontynentu. Niestety w nowym programie budowy dróg krajowych rząd PO-PSL chce zakończyć budowę tej trasy na Gorzowie odkładając resztę w bliżej nieokreśloną przyszłość.

W czasach systemu komunistycznego ówczesna Czechosłowacja miała własną flotę handlową. Nie mając dostępu do morza korzystała z polskich portów, w tym zwłaszcza Szczecin-Świnoujście. Teraz przedsiębiorstwa z tej części Europy korzystają coraz częściej z portów niemieckich, bo mają tam o wiele łatwiejszy dojazd autostradami i koleją.

12 grudnia ubiegłego roku niemieckie koleje państwowe skorzystały z otwarcia polskiego rynku i uruchomiły po raz pierwszy bezpośredni pociąg ze Szczecina do Pragi czeskiej, przez Berlin i Drezno. Całą trasę pokonuje on w ok. 7 godzin. Do stolicy naszego południowego sąsiada można też ze Szczecina dojechać koleją przez Polskę. Problem w tym, że mimo krótszej trasy trzeba na to poświęcić minimum 10,5 godz. i po drodze co najmniej dwukrotnie się przesiadać. To mówi samo za siebie. W dłuższej perspektywie skutki takich działań będą nieodwracalne.



Bogusław Kowalski – “Myśl Polska”, 2011-01-29

--------------------------------------------------


WYBORCZA” NIE PROMUJE JUŻ GROSSA?!

Wkrótce ma się ukazać nowa książka “profesora” J. T. Grossa “Złote żniwa”. Na razie, tuż przed nowym rokiem, temat został jedynie ujawniony, ale mamy jak w banku, że wkrótce antypolska kampania nienawiści rozkręci się na całego. Jak w przypadku jego najgłośniejszej książki - “Sąsiadów”. Przypomnijmy, kto wówczas był admiratorem kłamstw Grossa, kto i dlaczego mu kibicował.

Najpierw przypomnijmy, dlaczego kłamstwa uderzyły w Jedwabne - małe miasteczko w łomżyńskiem. Na ziemiach polskich dokonano w czasie ostatniej wojny milionów zbrodni. Wiele z nich, szczególnie te, które miały miejsce na Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej (najpierw pod okupacją sowiecką, a potem niemiecką) pozostaje do dziś nie zbadanych. One też stanowiły za komuny temat tabu. Wytłumaczenie, że ten konkretny mord był najstraszniejszy, wyjątkowy, też nie znajduje potwierdzenia w faktach. Po wejściu Niemców na polskie tereny okupowane wcześniej przez Sowietów takie wydarzenia były niestety regułą. W trakcie trwania kampanii nienawiści prymas Józef Glemp ujawnił, że już rok przed książką Grossa słyszał o planowanym nagłośnieniu zbrodni w Jedwabnem. A gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. W Polsce trwał właśnie bój o kształt ustawy reprywatyzacyjnej. Jedwabne miało być jednym ze środków nacisku na polskich polityków, aby majątki zwracać przede wszystkim Żydom - nie zmarłym właścicielom i ich rodzinom ale uzurpatorskiemu Przedsiębiorstwu Holokaust. Glempa zaatakowała “Gazeta Wyborcza”. Piotr Stasiński beształ: “Prymas powtarza […] zdania zawierające fałszywe stereotypy i nietrafne sądy. Powiada: Żydzi też powinni przeprosić. By uzasadnić to stanowisko powtarza złe, stare klisze i wikła się w sprzeczności”.

Te “złe, stare klisze” to np. fakt współpracy niektórych Żydów z bolszewikami w czasie wojny, a po wojnie ich znaczący udział w kierownictwie UB.

Teraz TVN. Antypolski spektakl trwał w publicznej telewizji. Mimo, iż wcześniej raczej stroniła od historii, tym razem wysłała do małego miasteczka Jedwabne swojego korespondenta i w prawie każdym wydaniu “Wiadomości” podawała rewelacje o mordzie sprzed lat, nawet gdy nic nowego w sprawie się nie działo. Głównym nośnikiem Jedwabnego, była jednak “Gazeta Wyborcza”. Codziennie bombardowała nas wiadomościami o mordzie, tak jakby był to kluczowy problem polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Szał Jedwabnego zdominował życie polityczne. Prezydent, przywódcy SLD i rozpadającej się AW”S” też - chcąc nie chcąc - musieli odnosić się do tej kwestii. Każdy historyk, socjolog, publicysta czy tzw. autorytet moralny, który chciał być na topie, poczytywał sobie za obowiązek zabranie głosu w kwestii Jedwabnego. Najaktywniejsza była oczywiście Unia Wolności. Jej szef Bronisław Geremek podgrzewał atmosferę, proponując, aby liderzy głównych partii politycznych spotkali się pod patronatem prezydenta i uzgodnili wspólne stanowisko polskich parlamentarzystów w sprawie Jedwabnego.

Obecnie atak przypuszczono z innej strony. Kampanię promującą “Złote żniwa”, rozpoczęła nie “GW” - ale TVN. Czyżby panowie Gross i Michnik pokłócili się? A może ten ostatni przestał widzieć w tym geszeft? Albo obraził się, że to nie on wydaje swojego marcowego kolegę, tylko “Znak”? Lub jest to - stosując spiskową teorię dziejów - sprytny zabieg, mający zmylić przeciwnika i wykazać, że za sprawą nie stoi wpływowa mniejszość narodowa. Tak czy owak, w dzienniku Michnika nie ma słowa o nowej książce Grossa. Ktoś dał się nabrać? Przecież to cisza przed burzą.

Kto i kiedy nam przebaczy. Oby “Złote żniwa” nie skończyły się tak jak “Sąsiedzi” - wymuszaniem zbiorowych przeprosin. Bo podatny grunt znów zaistniał. Prezydent Komorowski chętnie - nawet przez nikogo nie przymuszany - jest zdolny powiedzieć, że wszyscy Polacy okradali Żydów, bo są antysemitami.

W kwestii “Sąsiadów” kampania przeprosin trwała kilka miesięcy i zakończyła się kajaniem ówczesnej głowy państwa - Kwaśniewskiego - na miejscu mordu. Ten „piękny” gest, uczyniony niestety w imieniu nas wszystkich, nie był możliwy bez odpowiedniej podgatowki. Tu też prym wiodła rzecz jasna “Wyborcza”. Zaczęło się bodaj od cytowania metropolity lubelskiego, abp. Józefa Życińskiego mówiącego “o konieczności przeproszenia w imieniu Polaków za mord w Jedwabnem”. Potem przyszedł czas na prezesa IPN - Kieresa. Podczas podróży po Stanach Zjednoczonych co chwila przepraszał Żydów. W jednym z wywiadów prof. Leon Kieres - wzorem Michnika - stwierdził, że choć sam nie może pamiętać tych wydarzeń, osobiście czuje się odpowiedzialny za Jedwabne.

W jednym z tekstów o Szmulu Wasersztajnie - który nie był naocznym świadkiem wydarzeń, tylko Gross i Michnik traktowali go bezkrytycznie - a jego relacja stała się podstawą “Sąsiadów”, Anna Bikont napisała: “To prawda, nie jest najbardziej wiarygodnym świadkiem: miesza to, co sam widział, z tym, co usłyszał od innych, i z tym, co sobie wyobraził”, ale “dzięki niemu została ujawniona zbrodnia w Jedwabnem”. Tak “się robi” historię.

Mimo, iż śledztwo IPN zaczęło już odkręcać Grossowe kłamstwa, “GW” nie spuszczała z tonu. Szczególny był komentarz na pierwszej stronie pt. “Rachunek sumienia”: “Zdobyliśmy się na uczciwość w ujawnieniu prawdy sprzed 60 lat. Teraz okazuje się, że choć opis Grossa był przesadzony, np. faktyczna liczba ofiar była znacznie mniejsza, to główna teza, pozostaje niestety prawdziwa - to grupa Polaków z Jedwabnego na oczach całego miasteczka [nigdy nie dowiedzieliśmy się, skąd ta informacja!? - TMP] dokonała mordu na żydowskich sąsiadach. Tak przejawił się polski antysemityzm. (…) Nie wiem, kto i kiedy nam przebaczy. Naszą odpowiedzią na Jedwabne powinno być - żadnej tolerancji dla antysemityzmu. Wierzę, że jedwabiński rachunek sumienia w tym pomoże”. - Nie. Nie napisał tego np. premier Izraela Ariel Szaron, ale Piotr Pacewicz.

“Gazecie Wyborczej” wtórował tygodnik “Wprost”. W jednym z tekstów J. S. Maca mogliśmy przeczytać: “Polacy ze swą ksenofobią i nigdy nie wyplenionym antysemityzmem pasują do wschodnioeuropejskiego otoczenia”. “Kres zbrodniom [Polaków na Żydach - TMP] z reguły kładli Niemcy, jeżeli uznali, że na razie wystarczy”.

W końcu, po paru miesiącach wyniki jedwabnego śledztwa ogłosił IPN. Ponieważ nie pasowały pod tezę - Polacy okazali się przymuszonymi do mordu przez Niemców współsprawcami, rozpętała się nowa fala antypolonizmu - już nie tylko w Polsce, ale także na świecie. “New York Times” pisał: “Polacy mieli się dotąd wyłącznie za ofiary zbrodni zarówno nazistowskich, jak i sowieckich, nigdy zaś za sprawców. Historia, która zdarzyła się w regionie [Jedwabnego] po wycofaniu się wojsk radzieckich i przed wejściem Niemców zachwiała tymi przekonaniami”. “NYT” silił się jednak na obiektywizm i dodawał, że “liczni Żydzi w regionie Białegostoku sprzymierzyli się z Rosjanami, a po wyjściu Armii Czerwonej miejscowi Polacy, zachęcani przez Niemców, wzięli odwet”.

Ale nie wszyscy Żydzi byli tak “dialogowi”. Najbardziej wpływowa organizacja żydowska - Światowy Kongres Żydów (WJC), zaapelowała do polskiego rządu o kontynuowanie badań nad “polskimi zbrodniami wobec Żydów, aby Polska i cały świat poznały w końcu prawdę”. Sekretarz tegoż kongresu, dr Beker jedwabne śledztwo nazwał “testem zbiorowej narodowej pamięci Polski”, a jego rezultaty “historycznym krokiem w międzynarodowej misji konfrontowania przeszłości z prawdą”. Napisał również: “Ponieważ Auschwitz symbolizuje nazistowskie panowanie w Polsce w okresie Holokaustu, umożliwiło to Polakom tłumienie pamięci i unikanie konfrontacji z rolą odgrywaną przez polskich kolaborantów, a czasami, jak w Jedwabnem, zwykłych morderców”. Jak wiadomo “polskich kolaborantów” - a do tego antysemitów - i to nie tylko zwykłych, ale zoologicznych było na pęczki. I dalej: “Jeszcze bardziej pilnym zadaniem jest, by polskie zbrodnie wobec Żydów były badane i rozważane przez polskie społeczeństwo, dostarczając moralnych lekcji i prowadząc do narodowej wiedzy o Holokauście. (…) Studia o stosunkach polsko-żydowskich powinny obejmować wszystkie ich aspekty: setki lat prawdziwego współistnienia, długą historię antysemityzmu, udział Polaków w zniszczeniu polskiego żydostwa oraz odważną rolę sprawiedliwych Polaków (ratujących Żydów w czasie okupacji)”. Ciekawe, jakaż to “długa historia antysemityzmu” (czy dłuższa od “setek lat współistnienia”?) i jak należy rozumieć stwierdzenie o “udziale Polaków w zniszczeniu polskiego żydostwa”, czyżby polską współodpowiedzialność za holocaust?

Oprotestowany napis. Mimo IPN-owskich ustaleń jerozolimski instytut Yad Vashem pozostawał głuchy na prawdę: “Śledztwo polskiego Instytutu Pamięci Narodowej dowodzi, że masakry w Jedwabnem dopuścili się Polacy. Masakra ta należy do najbardziej przerażających, bowiem chodzi o mord (popełniony przez) sąsiadów, a zamordowani nawet znali ich osobiście po imieniu i nazwisku. To jeden z najbardziej przerażających aktów antysemityzmu w tamtych dniach. (…) Synowie polskiego narodu, aczkolwiek sami ofiary nazistowskiej agresji, w ten sposób stali się wykonawcami zbrodni”.

Mimo IPN-owskiego śledztwa “Gazeta Wyborcza” dalej uporczywie lansowała swoją (Grossa) wersję wydarzeń. Pacewicz we wstępniaku - znów na pierwszej stronie - oburzał się, że w proponowanym (podkreślić trzeba, że bardzo kompromisowym napisie, upamiętniającym zbrodnię w Jedwabnem) była mowa o “nazizmie niemieckim, który rozpalił grzech nienawiści, ale sam grzech - antysemityzm Polaków - nie został nazwany. Powstaje wrażenie, że winni są naziści”. Prominentny, rodzący zawsze po ludzku, dziennikarz “GW” proponował, abyśmy nadal bezkrytycznie powtarzali - wbrew faktom - że mordu w Jedwabnem winne jest wyłącznie polskie społeczeństwo Jedwabnego. Ten antypolski serial trwał jeszcze długo. Jeszcze w kwestii jedwabnego napisu. Cały tekst inskrypcji brzmiał: “Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn, kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi, zamordowanych oraz żywcem spalonych w tym miejscu, 10 lipca 1941 roku. Ku przestrodze potomnym, by rozpalony przez niemiecki nazizm, grzech nienawiści, już nigdy nie obrócił przeciwko sobie mieszkańców tej ziemi. Jedwabne 10 lipca 2001 r.″. Drugą część napisu (od słów “Ku przestrodze…”) blokowała (i ostatecznie zablokowała) nie tylko “GW”, ale wspomniany już Michael Schudrich i Yad Vashem. Informacji o polskich mordercach domagał się również Europejski Kongres Żydów (CJE), współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów Stanisław Krajewski oraz kierownik Katedry Ekumenicznej Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, ks. prof. Michał Czajkowski, zdemaskowany potem jako tajny współpracownik bezpieki. Historyk, prof. Andrzej Paczkowski oceniał: “Nie tylko Polacy są winni mordu w Jedwabnem. Napis, iż to oni dokonali mordu Żydów odbiegałby daleko od rzeczywistości 10 lipca 1941 r. Uznanie, że było to jedno z najstraszniejszych wydarzeń antysemickich w dziejach drugiej wojny światowej jest grubą przesadą. bo Holokaust był niewątpliwie straszniejszym wydarzeniem”.



Żałosny Strzembosz i zbrodnie “Ketmana”. Obecny dziennikarz roku 2010 Artur Domosławski, w paszkwilu na nieżyjącego już historyka prof. Tomasza Strzembosza (19-20 maja 2001), napisał: “Niektóre dowody” niemieckiej winy podnoszone przez Strzembosza, jak np. łuski w okolicach stodoły wywołują śmiech [Strzembosz sam nie "podniósł" owych łusek, ale znaleziono je podczas ekshumacji w Jedwabnem i stały się one dowodem w śledztwie prowadzonym przez IPN - TMP] - mówimy wszakże o latach wojny - ciągnie wszechwiedzący Domosławski - łuski mogły być czyjekolwiek, skądkolwiek, niekoniecznie z niemieckiej broni palnej” [potem przeważyła wersja, że łuski pochodziły z broni należącej do Niemców i to oni strzelali - TMP].

Aby dowieźć swojej głównej tezy (że Strzembosz jest antysemitą), Domosławski przywołał inny paszkwil - swojego redakcyjnego kolegi: “Gdy więc publicysta »Gazety« Michał Cichy opublikował w 1994 poruszający szkic »Polacy-Żydzi: czarne karty powstania«, w którym opisywał przypadki zbrodni powstańców, m.in. z oddziału kpt. »Hala«, na Żydach, Strzembosz zareagował agresywną polemiką. Podważał fakty bądź nadawał im pokrętne sensy” [rzetelne badania historyczne zweryfikowały tezy tego "poruszającego szkicu"]. Inny “autorytet”, Dominika Wielowieyska, na tych samych łamach niby atakowała Domosławskiego i niby broniła Strzembosza: “Strzembosz wypowiada żądania, aby Żydzi nas przepraszali i, co gorsza, przypomina, że zdarzało się, iż Żydzi współpracowali z sowieckim okupantem. To żałosny, niemądry odruch obronny Strzembosza… [ale przed czym profesor niby miał się bronić?; bo na antypolonizm miał jedną receptę - prawdę - TMP]“. Wystarczy przypomnieć, że np. w 1944 r. sowiecko-żydowska “partyzantka” dokonała brutalnego mordu na mieszkańcach polskiej wsi Koniuchy w Puszczy Rudnickiej. A za to, też nas nie przeprosili. Inaczej było z Jedwabnem: niezależnie od tego, jaka jest prawda, Polacy przeprosić muszą. Przeprosiny obowiązują tylko w jedną stronę.

Żeby tego było mało. Lesław Maleszka (“Ketman” z “Wyborczej”) w kolejnej “polemice” na temat Strzembosza do “polskich okrucieństw i zbrodni” zaliczył akcję “Wisła”, “polskie obozy koncentracyjne dla Niemców” w Łambinowicach i Świętochłowicach, śmiejąc się z argumentacji, że dokonali tego komuniści, komunistyczne UB. Dla “Ketmana” powojenna Polska była krajem suwerennym, a nie okupowanym przez Sowietów. “Ketman” Maleszka przypomniał również - a jakże - “zbrodnię na Żydach popełnioną przez oddział AK w czasie powstania warszawskiego“. Wyciągnął stąd wniosek, że “patriotyzmu czasem trzeba się bać”. To przykład tekstu, który miał służyć pojednaniu. A, że kłamliwy, to już nieistotne.

Aby młodzi Polacy nie byli tak antysemiccy, jak ich dziadowie i ojcowie fundacja Jolanty Kwaśniewskiej “Porozumienie bez barier” zorganizowała wyjazd 20 uczniów gimnazjum z Jedwabnego do USA. Po rozmowach z dziećmi pani prezydentowa stwierdziła, że obecnie wstydzą się przedstawić: “jestem z Jedwabnego” a wizyta miała sprawić, że nie będą już żyli “piętnem Jedwabnego”. Czy sprawiła, można wątpić? Ta jakże „cenna” inicjatywa była częścią programu tzw. szkoły tolerancji. Wbrew faktom, J.T.Gross szedł w zaparte: “Niemcy nigdy nikogo nie zmuszali do mordowania Żydów. Pomysł [Gross nazwał tak liczne, zignorowane przez siebie dowody niemieckiego sprawstwa - TMP], że masa ludzi [jak wykazał prof. Strzembosz ok 23 osób - TMP] została zmuszona przez Niemców do mordowania Żydów nie ma nic wspólnego z rzeczywistością historyczną tej epoki”. A co Gross na to, że większość pogromów na Podlasiu była inspirowana i przeprowadzana przez Niemców?: “Z punktu widzenia wiedzy historycznej byłoby ‘łatwiej’, gdyby to zrobiło jakieś komando niemieckie przy jakimś udziale Polaków. Bo byłoby to wpisywalne w ogólną historiografię tego okresu”.

Rzetelne [a nie wybiórcze] podejście prof. Strzembosza do źródeł, Gross nazwał “nowatorskim wglądem”. W rzeczywistości to ostatnie określenie należy odnieść do postawy tego ostatniego, który afirmował relacje ofiar, ale tylko tych żydowskich. Zacytujmy: “Inspirująca rola jest ważna i należy ją odnotować [Gross w końcu potwierdził rolę Niemców, choć tylko po to, aby ją "odnotować", a nie badać - TMP], ale mordowaniem zajmują się miejscowi i wiemy nawet kto”. Albo: “Oczywiście jakiś Niemiec mógł tam kogoś uderzyć, nawet zastrzelić (…) Ale sprawcą tej potworności była miejscowa ludność”.

Na zarzut, że liczba zamordowanych wynosiła ok. 300 Żydów (tyle ofiar ustalono w wyniku śledztwa), a nie 1600 (tyle podał Gross), odpowiedział w sposób wybitnie naukowy: “Można tylko powiedzieć, że im ich mniej zabito, tym lepiej. Ale powstaje pytanie: jeśli zginęło kilkuset, to gdzie się podziała cała reszta?”. Odpowiedź znajdujemy w książce “Jedwabne w oczach świadków” autorstwa księdza Eugeniusza Marciniaka: “Kiedy miał nastąpić ten marsz do stodoły, Niemcy spośród młodych Żydów wybrali kilku najsilniejszych. Chociaż, prawdę mówiąc, nie było ich wielu, bo prawie wszyscy młodzi, którzy wcześniej już należeli do NKWD, uciekli z Sowietami”. Mimo tych faktów Gross oczywiście nie przeprosił oskarżonego przez siebie “społeczeństwa” Jedwabnego. Przynajmniej za to, że nie przedstawił całej prawdy, a tylko jej wycinek. Kampania przeciwko Polakom jednak nie słabła. Ponieważ z Jedwabnem sprawa się „skomplikowała”, “przyjaciele” naszego kraju wyciągnęli przykład sąsiedniej wioski - Radziłowa, gdzie trzy dni przed Jedwabnem doszło do antyżydowskich wydarzeń. Liczyli na to, że może gdzie indziej uda się wykazać polskie sprawstwo zbrodni, a potem… odzyskać utracone w Polsce mienie. Przedsiębiorstwo Holokaust nie śpi. Reporterka “Wiadomości”, chcąc wyprzedzić innych wścibskich, zapytała sekretarza Rady Ochrony Walk Pamięci i Męczeństwa - czy napis na pomniku [faszyści zamordowali 800 osób narodowości żydowskiej z tych 500 osób spalili żywcem w stodole. Cześć ich pamięci] powinien się zmienić? Andrzej Przewoźnik odparł, że “na razie nie ma takich przesłanek”. A prezes Kieres tłumaczył: “Rozważamy możliwość wszczęcia śledztw w tych sprawach, by nie spotkała nas taka sytuacja, jak w przypadku Jedwabnego. Nie chcę dopuścić do tego, żeby najpierw ukazała się książka dotycząca Radziłowa i innych miejscowości”. To chyba odwrócenie kota ogonem. A może też wynik nacisków? Przypomnijmy jeszcze jedną sprawę, o której też się dziś nie wspomina. Sprawę sądowego pozwu, który przeciwko Grossowi złożył Kazimierz Laudański - za pomówienie swojego ojca - Czesława Laudańskiego o udział w jedwabnym mordzie. “Po powrocie z sowieckiego więzienia ojciec był ciężko chory i leżał w łóżku. Dodatkowo prof. Gross włożył mu w usta słowa, których nigdy nie wypowiedział” - argumentował [syn] Kazimierz Laudański. W “Sąsiadach” ten “wybitny historyk” (jak wynika z biogramu na końcu książki) napisał: “Wokół stodoły, jak pamiętamy, krążył gęsty tłum naganiaczy, który zmaltretowanych Żydów zapędzał i upychał do środka. »Przygnaliśmy żydów pod stodołę« - miał powiedzieć Czesław Laudański, a potem, że »kazali wchodzić, co i żydzi byli zmuszeni wchodzić«”. - Ciekawe tylko, kto kazał?

Wcześniej były procesy o rzekome kłamstwo oświęcimskie, teraz doczekaliśmy się spraw o prawdziwe kłamstwo - antypolskie, jedwabne. Bo za popularność też trzeba płacić, niekoniecznie w sensie materialnym (Laudański domagał się jedynie symbolicznego odszkodowania w wysokości 1 zł oraz przeprosin na łamach polskiej i amerykańskiej prasy i usunięcia z “Sąsiadów” nieprawdziwych informacji). Co na to Gross? Oczywiście nie przyznał się do tego, jak i innych “błędów”, twierdząc że Czesław Laudański “owego feralnego 10 lipca najwyraźniej jednak wstał z łoża boleści i pognał pod stodołę”. “Wybitny historyk” błysnął wybitnym humorem. Sąd uznał jednak, że wprawdzie doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda i jego ojca, ale działanie Grossa nie było bezprawne, a jego “Sąsiedzi” to “prawda historyczna”. - Powód podnosił, że jego ojciec został uniewinniony w 1949 r., ale strona pozwana słusznie podnosiła, że wyrok uniewinniający nie jest dowodem na to, że osoba nie popełniła danego czynu - mówił sędzia. Zaiste, ciekawe to rozumienie sprawiedliwości, a zwłaszcza w wydaniu sędziego. Tak więc Gross nie musiał przepraszać oskarżonych przez siebie Polaków, “społeczeństwa” Jedwabnego, ani rodziny Laudańskich. Czy za chwilę będziemy musieli przepraszać za “Złote żniwa”?

Tadeusz M. Płużański

Za:



Pobieranie 277.63 Kb.

  1   2   3   4




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna