Podziękowania



Pobieranie 0.64 Mb.
Strona7/17
Data07.05.2016
Rozmiar0.64 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   17

Cholesterol jest także prekursorem wielu hormonów sterydowych, które nadzorują przebieg rozlicznych czynności fizjologicznych organizmu. Co więcej, w wątrobie cholesterol może zostać przekształcony w kwasy żółciowe. To jedna z głównych dróg katabolicznych przemian cholesterolu. Żółć, której cholesterol stanowi tylko jeden ze składników, jest emulgatorem, ułatwiającym trawienie tłuszczów i spowalniającym rozkład substancji fe-kalnych. Nie myśl więc o cholesterolu jako o czymś szkodliwym, a wręcz przeciwnie, pamiętaj, że na wiele sposobów przyczynia się do podtrzymywania zdrowia. Jak zobaczysz, materiał dowodowy przeciw cholesterolowi, jako czynnikowi zwiększającemu ryzyko choroby serca, jest w rzeczywistości bardzo niewielki.

KLASYFIKACJA BADAŃ NAUKOWYCH r

W celu rozwiązania jakiegoś problemu naukowego uczeni mogą zastosować najrozmaitsze rodzaje badań. Mogą to być badania epidemiologiczne (populacyjne), na zwierzętach, in vivo, albo badania kliniczne, z udziałem ludzi. Każda z metod zapewnia wgląd w zagadnienie, ale każda też ma takie czy inne wady.

Pierwotnie badania epidemiologiczne miały jedynie dawać badaczom pogląd, na co należy zwrócić szczególną uwagę podczas badań w warunkach kontrolowanych. Są niezastąpione, gdy chodzi o choroby zakaźne: analizując przebieg choroby w populacji, epidemiolodzy mogą się przyczynić do zahamowania epidemii.

Dziś większa część tego, co lansuje się jako wiedzę naukową na temat zdrowia i odżywiania, to w gruncie rzeczy wnioski z badań epidemiologicznych potraktowanych jako bezpośredni dowód na istnienie związku przyczynowo-skutkowego między jakimś czynnikiem a zdrowiem. Metodami epidemiologicznymi bada się rutynowo także choroby, które nie są przenoszone ani przez wirusy, ani przez bakterie. Przy odpowiednim podejściu do wyników owe badania nie muszą być czymś niewłaściwym. Kiedy jednak rezultaty takich analiz zaczyna się traktować jako bezpośredni dowód naukowy, wtedy dochodzi do wypaczenia nauki.

100


Rozważmy, co następuje: na nasze zdrowie ma wpływ wiele różnych czynników; czy wobec tego na podstawie danych uzyskanych dla grup populacyjnych można wysnuć jakieś uogólnienia na temat wpływu pewnego czynnika na zdrowie człowieka? W celu wykluczenia tych dodatkowych zmiennych, a tym samym zawężenia studiów do jednego konkretnego czynnika, epidemiolodzy stosują wiele różnych narzędzi matematycznych. Jednakże rezultat świadczy jedynie o pewnej tendencji, a ta nie jest bezpośrednim dowodem. W rzeczywistości okazuje się, że wyniki badań w warunkach kontrolowanych, które wdrożono na podstawie rezultatów badań epidemiologicznych, często się z tymi rezultatami nie zgadzają.

Badania laboratoryjne na zwierzętach stwarzają warunki bardziej kontrolowane i również dają wgląd w zagadnienia dotyczące chorób ludzkich. Jednakże i w tym wypadku istniej ą trudności ograniczające ich przydatność do studiów nad zdrowiem człowieka. Leki i składniki odżywcze, których stosowanie dało pozytywne wyniki u zwierząt, nie zawsze są równie dobrze tolerowane przez człowieka. Jest to szczególnie widoczne wówczas, gdy do badań zostaną wykorzystane zwierzęta o metabolizmie znacznie odbiegającym od przemiany materii człowieka.

Najlepszym przykładem są roślinożerne króliki. Powszechnie panująca teoria na temat choroby serca bazuje w części właśnie na badaniach na królikach. Zaczynają one chorować na miażdżycę tętnic, kiedy dostają z pokarmem bardzo duże ilości cholesterolu. U ludzi występuje mechanizm zwrotny, który powoduje zahamowanie wytwarzania cholesterolu w sytuacji, gdy jest on dostarczany z pokarmem. Taki mechanizm nie występuje u królików. Nic dziwnego, że wskutek karmienia nadmiernie dużymi ilościami cholesterolu biednym zwierzakom zatykają się tętnice. Oczywiście musi to mieć negatywny wpływ na ich zdrowie - ich organizmy nie są stworzone do radzenia sobie z dużymi ilościami cholesterolu w pożywieniu.

Badania laboratoryjne z zastosowaniem metod in vivo także oferują wiele użytecznych informacji, ale przenoszenie pozyska-

nej w ten sposób wiedzy na cały ludzki organizm bywa mało skuteczne. Badania in vivo obejmują bakterie, drożdże i linie komórek ludzkich. Linie komórkowe to komórki pobrane od człowieka i umieszczone w inkubatorze, gdzie rosną samodzielnie, wykorzystując dostarczane im substancje odżywcze. Nie są już częścią naszego organizmu, dlatego trudno odnosić doświadczenia przeprowadzone na liniach komórkowych do funkcji całego organizmu.

Badania z udziałem ludzi są ostatnim rodzajem doświadczeń, jakie mamy dziś do dyspozycji, kiedy zagłębiamy się w zagadnienia dotyczące zdrowia i choroby. Mają sens właśnie dlatego, że są prowadzone na ludziach. Jednakże nawet w tym wypadku nauka musi być ostrożna. Jedną z trudności badań klinicznych jest czas. U człowieka większość zmian chorobowych pojawia się z wiekiem. Odnosi się to do takich dolegliwości jak schorzenia serca, nowotwory, cukrzyca typu II, choroba Alzheimera. Aby prawidłowo określić, które z czynników żywieniowych mają wpływ na te choroby, powinniśmy przeprowadzić próby kliniczne trwające od dziesięciu do dwudziestu lat, lub nawet dłużej. Takie długotrwałe badania są niepraktyczne, zwłaszcza w profilaktyce.

Określenie czynników środowiskowych, które przyczyniają się do rozwoju choroby, staje się też kłopotliwe, gdy weźmiemy pod uwagę naszą długowieczność ewolucyjną. Tymczasem większość danych na temat odżywiania to wynik badań krótkotrwałych. Informacje zawarte w tej książce oparte zostały na dokumentacji doktora Lutza, obejmującej dane na temat chorych prowadzonych przez trzy lub więcej lat. Po takim czasie można było określić, jakie długoterminowe tendencje towarzyszą ograniczaniu spożywanych węglowodanów i jaki wpływ wywiera to na choroby trapiące pacjentów.

W kilku następnych podrozdziałach zaprezentujemy pewne bardzo popularne badania, na których oparto teorię o szkodliwości tłuszczów. Każde z tych doświadczeń to ważne studia epidemiologiczne, które dały początek masowemu odstępstwu od postrzegania tłuszczu jako pokarmu zdrowego.

102

"BADANIA W SIEDMIU KRAJACH"



Badania, o których mowa, były pierwszym wielkim przedsięwzięciem tego rodzaju. W założeniach chodziło o znalezienie korelacji między rodzajem diety (i innymi czynnikami wynikającymi z trybu życia) a umieralnością oraz zapadalnością na różne choroby w obrębie różnych populacji na świecie. Choć główny nacisk kładziono na choroby układu krążenia i serca, to jednak badano też inne schorzenia, w tym nowotwory i udary, a także umieralność jako taką (tzn. ogólną liczbę zgonów wywołanych wszystkimi przyczynami). W owych czasach badania te były ze wszech miar uzasadnione, ponieważ wykazano istnienie różnic w zapadalności na choroby krążeniowe w różnych populacjach. Po bliższej jednak analizie okazuje się, że wspomniane badania miały wiele niedociągnięć, te zaś wzięte razem sprawiają, że wnioski płynące z tego projektu badawczego bardzo trudno zaakceptować.

Zostały one opublikowane w postaci książki w 1980 roku2. W 1994 roku wydano kolejną książkę, relacjonującą powtórne badania, pod tytułem Lessonsfor Science from the Seven Countries Study3 (Lekcja dla nauki płynąca z Badań w Siedmiu Krajach).

Zgodnie z tym, co napisano we wstępie do pierwszej wymienionej książki, badania miały na celu znalezienie "cech charakterystycznych zdrowych z wyglądu mężczyzn w średnim wieku, które wiążą się z potencjalną przyszłą skłonnością do zachorowań na chorobę wieńcową serca".

Siedmioma wybranymi krajami były: Stany Zjednoczone, Jugosławia (Chorwacja), Japonia, Włochy, Holandia, Finlandia i Grecja. W obrębie tych państw wyróżniono szesnaście różnych grup, obejmujących w sumie 12 763 mężczyzn. Pierwsza książka traktuje zbiorczo okres od późnych lat 40. do późnych lat 50. XX wieku jako dziesięciolecie i ocenia go pod kątem zapadalności na chorobę wieńcową serca i zejść śmiertelnych. W pracy zaprezentowano bogaty i raczej skomplikowany zestaw liczb i wykresów, zaś całość sprawia wrażenie, jakby badania przeprowadzono po to, by znaleźć potwierdzenie dla przyjętego z góry wniosku, że wiele czynników środowiskowych z uwzględnionych czynników faktycznie ma wpływ na rozwój choroby wieńcowej. Analizy te zostały zatem narażone na przekłamania, zanim jeszcze się rozpoczęły.

Na samym początku badacze zdecydowali, które czynniki ryzyka prześledzą. Założenie takie nie musi być samo w sobie złe, zwłaszcza że kiedy mamy do czynienia z wieloma ograniczeniami, pewne praktyczne decyzje są niezbędne. Czynnikami ryzyka wybranymi przez naukowców były między innymi: nadciśnienie, aktywność fizyczna i palenie, a także poziom cholesterolu we krwi i sposób odżywiania. I właśnie tu zaczyna się problem; choć istniej ą trzy główne składniki pożywienia (białko, tłuszcz i węglowodany), badacze wybrali tylko jeden, a mianowicie postanowili ustalić ilość spożywanego tłuszczu. Najwyraźniej od początku "wiedzieli", że tłuszcz jest szkodliwy - błąd w sztuce, doprawdy.

Oczywiście jako potencjalne czynniki ryzyka zachorowania na chorobę wieńcową serca i przyczyny takiej, a nie innej częstości zejść śmiertelnych, należało do badań włączyć wszystkie trzy składniki odżywcze. I faktycznie, jak można wyczytać w drugiej z książek, tej z 1994 roku, kiedy weźmie się pod uwagę także białko i węglowodany, to spadek zapadalności na pewne choroby obserwujemy przy większych ilościach tłuszczu i mniejszym spożyciu węglowodanów!

Jeden z wykresów w tej książce pokazuje ogólną, związaną z wiekiem śmiertelność w okresie dziesięciu lat, badaną dla szesnastu grup, i porównuje jaz poziomem cholesterolu w surowicy krwi. Cholesterolowy składnik krwi nie wykazuje tam żadnej korelacji z ogólną śmiertelnością w grupie. Co jeszcze bardziej ciekawe, śmiertelność ta jest w wielu wypadkach mniejsza w grupach o wyższym stężeniu cholesterolu!

Spostrzeżenie, że w badaniach tych ogólna liczba zgonów nie wykazuje żadnych powiązań z cholesterolem, jest bardzo ważne.

104

Korelacja oznacza, że po wzajemnym przyporządkowaniu na osi współrzędnych dwóch zestawów danych, otrzymamy punkty, między którymi można przeciągnąć linię zbliżoną do prostej. Im prostsza linia, tym większa korelacja. Stopień przebiegu linii jest zdefiniowany matematycznie i zwie się "współczynnikiem korelacji". Im współczynnik korelacji bliższy liczbie jeden, tym większa korelacja.



Podany w książce współczynnik korelacji między ogólną liczbą zejść śmiertelnych a cholesterolem wynosi 0,12. Wniosek wysnuty na tej podstawie przez autorów brzmi: "[...] 0,12 to wielkość zbyt mała, by można ją było uznać za znaczącą. Nie oznacza to, że obecność cholesterolu w surowicy krwi nie jest czynnikiem ryzyka podnoszącym ogólne prawdopodobieństwo śmierci z różnych przyczyn; należy jedynie wnosić, że różnice w śmiertelności między różnymi grupami (badanych) nie mogą zostać wyjaśnione na podstawie poziomu cholesterolu we krwi".

Taki język dominuje w całej książce. Kiedy dane nie pasują do pierwotnych założeń, autorzy robią co mogą, by odwieść czytelników, i samych siebie, od właściwych wniosków. Wygląda to tak, jakby musieli wykazać, że cholesterol jest zły. Tymczasem prawda jest taka, że jeśli ogólnej śmiertelności nie można w żaden sposób powiązać z ilością cholesterolu we krwi, to prawdopodobnie cholesterol nie jest czynnikiem ryzyka śmierci z różnych przyczyn. Czyż to nie całkiem proste?

Współczynnik korelacji między liczbą kalorii pobieranych w formie tłuszczu a śmiertelnością wynosi - w pierwszej publikacji na temat badań w siedmiu krajach - 0,50. To również niezbyt wysoki wynik. Z danych przedstawionych na wykresie (nie zamieszczonym w naszej książce) wynika, że w krajach, w których ilość spożywanego tłuszczu jest wyraźnie większa - może on stanowić 40%, a nawet więcej, ogólnej liczby przyjmowanych kalorii - śmiertelność bywa niższa. W tym wypadku chodzi o zgony spowodowane chorobą serca. W innych krajach spożywa się mniej tłuszczu, a jednak śmiertelność nadal jest wysoka. Jeszcze inne kraje odnotowują znaczne spożycie tłuszczu i wysoką śmiertelność wskutek choroby serca. Obiektywnie można to interpretować dwojako: tłuszcz albo hamuje rozwój choroby serca, albo się do niej przyczynia. Jedynym możliwym wnioskiem powinno być zatem stwierdzenie, że badania nie przyniosły w tym zakresie żadnych wiążących odpowiedzi.
Jeszcze ciekawsze rzeczy możemy przeczytać w jednym z rozdziałów w środkowej części książki, gdzie autorzy stwierdzają, że istnieje korelacja między ilością spożywanego cukru a chorobą serca. Stwierdzenia tego nie popieraj ą jednak żadnymi wynikami, choć książka liczy ponad 200 stron. W ogóle nie mówi się już więcej na ten temat: do tego zadziwiającego stwierdzenia nie nawiązuje się nawet w żadnym innym miejscu. Nie znajdzie tam czytelnik żadnej analizy na temat ilości przyjmowanych węglowodanów, a białka w pożywieniu potraktowane zostały marginesowo.

Skoro jednak istnieją tylko trzy główne składniki pokarmowe, to czemu skupiać swą uwagę wyłącznie na tłuszczu? Nigdy nie zdołamy tego zrozumieć, ale z pewnością nie można wierzyć informacjom uzyskanym po tak gruntownym zawężeniu pola widzenia.

Książka druga relacjonuje powtórne badania tych samych grup populacyjnych pod kątem różnych chorób i w okresie 35 lat. Ponieważ, jak wiadomo, Japonia ma niższą umieralność z powodu choroby serca niż Stany Zjednoczone, wspomniane badania są szczególnie warte omówienia.

We wstępie do części japońskiej autorzy piszą, że w 1958 roku, czyli po podjęciu badań w siedmiu krajach, w testowanych grupach Japończyków spożycie nasyconych kwasów tłuszczowych i poziom cholesterolu były, w porównaniu z innymi grupami badanych, najniższe. Japończycy należeli też do najmniej zagrożonych wieńcową chorobą serca. Zwróć uwagę na sformułowanie "należeli do najmniej zagrożonych". Autorzy ostrożnie dobierają słowa, ponieważ - jak już wspomnieliśmy - niski poziom zapa-

106

dalności na choroby serca obserwowano również w krajach o znacznie wyższym spożyciu tłuszczów.



Tendencje dietetyczne dominujące w Japonii w latach 1958-1989 sprawiły, że udział kaloryczny węglowodanów spadł tam z 78% do 61% ogólnej liczby kalorii. Spożycie tłuszczów wzrosło natomiast z 5% do 22%. Ilość białka wzrosła z 11% do 16%. Większość z tych zmian była wynikiem przejścia na dietę uwzględniającą większe ilości mięsa, ryb i produktów mlecznych, za to ograniczającą spożycie ryżu.

W tym samym czasie umieralność spowodowana udarem spadła z 4,6 do 0,8 na 1000 osób. Umieralność na nowotwory także się trochę zmniejszyła, z 4,7 do 3,4 na 1000 osób. Właściwie nie zmieniła się częstość występowania zawału mięśnia sercowego. Ponieważ w tym samym czasie nastąpiło też ograniczenie palenia, jest możliwe, że właśnie ten czynnik wpłynął na zmniejszenie liczby nowotworów i udarów. Jak by danych tych nie interpretować, niewątpliwie dowodzą one, że zwiększenie spożycia tłuszczów i białek nie przyniosło szkód zdrowotnych, a być może nawet przyczyniło się do poprawy zdrowia badanych Japończyków.

W książce z 1994 roku ostatni paragraf rozdziału poświęconego Japonii głosi: "Wynika z tego, że zmiana składu japońskiej diety przyczyniła się prawdopodobnie do [polepszania stanu] zdrowia badanych i ograniczyła liczbę udarów. Zagadnienie to wymaga jednak w przyszłości bardzo starannej kontroli, gdyż spożycie tłuszczów rośnie, zwłaszcza zaś tłuszczów nasyconych, a tym samym istnieje w Japonii potencjalna groźba wybuchu typowej dla współczesności epidemii choroby wieńcowej serca".

Oto klasyczny przykład zadawania kłamu oczywistym wynikom. Dlaczego badacze nie omawiają potencjalnie korzystnego wpływu obniżenia spożycia węglowodanów i zwiększenia ilości tłuszczu i białek, choć przecież właśnie to zaobserwowali w swych badaniach? To właśnie podobne stwierdzenia w ustach poważanych naukowców sprawiają, że miliony ludzi wierzą ślepo w panującą powszechnie teorię o szkodliwości tłuszczu. Kiedy zaś ktoś wypowie swą opinię publicznie, to już raczej rzadko ją zmienia. Trąci ironią fakt, że tytuł drugiej książki brzmi Lekcje dla nauki, skoro widać, że niektórzy z reprezentantów owej nauki najwyraźniej niczego się nie nauczyli.

Kiedy opublikowano książkę na temat pierwszych badań w siedmiu krajach, dostrzegło ją wielu ludzi. Stało się to zalążkiem nowej ery badań nad tłuszczami i cholesterolem, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Kiedy powstała druga książka, prawie nikt nie zwrócił na nią uwagi. Również kolejne badania na gruncie amerykańskim nie były w stanie udowodnić prawdziwości teorii tłuszczowej, o czym będziemy pisać dalej.

BADANIA TERENOWE

Podążając śladem informacji zawartych w pierwszej publikacji na temat badań w siedmiu krajach, naukowcy w Stanach Zjednoczonych, Anglii i Skandynawii podjęli rozliczne analizy populacyjne, które miały dowieść, że spożywanie tłuszczów zwierzęcych i cholesterolu przyczynia się do podniesienia zapadalności na chorobę serca - czyli że właśnie te składniki naszej diety mogą sprawić, że zachorujemy, może nawet śmiertelnie. Takie próby przeprowadzenia dowodu "na zamówienie" w zasadzie nigdy nie dają zamierzonych efektów. A jednak przez wiele lat badacze planowali coraz nowe badania, w różnych warunkach, ponieważ zwyczajnie nie mogli uwierzyć, że nie udaje się im dowieść prawdziwości teorii o szkodliwości tłuszczów. Nie w taki sposób powinna rozwijać się nauka! Teorii nie powinno się dowodzić - powinno sieje obalać.

Ale przecież rzecz, którą ktoś postanowił udowodnić, coś, w co wkłada się wiele wysiłku, zawsze jakoś zostanie udowodniona, w ten, czy inny sposób. Jeśli z wyników jakichś badań widać, że

ludzie jedzący dużo tłuszczu żyją dłużej4 - pojawia się wniosek: to niemożliwe! Uczeni muszą się uciec do jeszcze lepszych i zakrojonych na jeszcze większą skalę studiów...

Do takich badań należały "studia nad sercem" przeprowadzone w Framingham. Rozpoczęły się one w 1948 roku i objęto nimi 6 tysięcy mężczyzn. W rezultacie okazało się, że osoby konsumujące więcej tłuszczów nasyconych i cholesterolu ważą mniej i są mniej zagrożone chorobą serca. Niezwykłe jest tylko to, iż często cytuje się te badania jako dowód na szkodliwość tłuszczu. George Mann, lekarz, który przez trzy lata nadzorował przebieg eksperymentu, stwierdził, że badania dowiodły, iż tłuszcz jest zdrowy, a dieta niskotłuszczowa - szkodliwa. Wydał książkę pod tytułem Coronary Heart Disease: The Dietary Sense and Nonsense (Choroba wieńcowa serca: dietetyczne prawdy i nonsensy), która w zdecydowany sposób dowodzi, że tłuszcz nie jawi się przyczyną choroby serca5. Mann opublikował też swe obserwacje na temat dobrego zdrowia masajskich wojowników z Kenii.

W swoim artykule "Diet Heart, End of an Era" (Serce na diecie, koniec pewnej ery)6 pisze on, że pomimo odżywiania się znacznymi ilościami tłuszczu z mięsa i mleka, Masajowie na serce nie chorują.

Największym z wczesnych przedsięwzięć tego rodzaju było badanie pod nazwą MRFIT (Multiple Risk Factor Intervention Trial)1. Projektem objęto ponad 12 tysięcy Amerykanów płci męskiej, o których sądzono, że są szczególnie zagrożeni chorobą wieńcową (w związku z nadciśnieniem, wysokim poziomem cholesterolu i/lub paleniem). Pacjentów losowo przydzielono do dwóch grup. Losowy przydział zapewniał, że wśród ponad 6 tysięcy chorych w każdej z dwóch grup znalazło się na tyle dużo osób zagrożonych poszczególnymi czynnikami, że dać to powinno porównywalną liczbę ataków serca czy innych objawów choroby wieńcowej.

Chorym w pierwszej grupie zalecono przerwać palenie, zastępować tłuszcze zwierzęce wielonienasyconymi olejami roślinnymi, a wreszcie wykluczyć z diety, na ile to możliwe, pokarmy zawierające cholesterol. Co więcej, chorym przepisano leki na obniżenie ciśnienia. Pacjenci z grupy kontrolnej zostali skierowani do swoich lekarzy bez żadnych szczególnych zaleceń.

Choć chorzy w grupie pierwszej stanęli na wysokości zadania, to znaczy palili mniej, a także jedli mniej tłuszczów zwierzęcych i cholesterolu, wyniki były niezadowalające. Dlatego wprowadzono jeszcze większe ograniczenia. Wyniki uzyskane po sześciu latach trwania eksperymentu nie dały badaczom podstaw do satysfakcji.

Wprawdzie faktycznie nastąpiła niewielka poprawa w zakresie umieralności na atak serca, ale ogólna śmiertelność była wyższa w grupie pierwszej niż w grupie kontrolnej, co wiązało się z wyższą zapadalnością na nowotwory8.

Badacze znaleźli dla tych wyników wszystkie możliwe wytłumaczenia. Świat medyczny jednak, zwłaszcza środowiska medyczne w Stanach Zjednoczonych, był ogromnie rozczarowany i nie życzył sobie, by wydawano tyle pieniędzy na inne badania tego rodzaju.

Sądzimy, że głównym błędem owych badań było skoncentrowanie się na zbyt wielu czynnikach na raz: palenie, cholesterol, tłuszcze zwierzęce, nadciśnienie. Bez wątpienia palenie nie służy zdrowiu. Od lat wiadomo, że nikotyna przyspiesza proces postępowania arteriosklerozy kończyn dolnych (choroba Burgera). Co więcej, gigantyczne badania przeprowadzone przez Amerykańskie Towarzystwo Przeciwrakowe, polegające na obserwacji ponad miliona Amerykanów przez dwadzieścia lat, wykazały, że osoby palące więcej niż dwadzieścia papierosów dziennie umierają średnio o 8,3 roku wcześniej niż osoby niepalące9.

Ponieważ MRFIT faktycznie doprowadziło w grupie poddanej eksperymentowi do redukcji nikotynizmu, zatem chorzy powinni w zasadzie osiągnąć o wiele lepsze wyniki niż osiągnęli. Dlatego też można by zapytać, czy dieta uboga w cholesterol i niskotłuszczowa, którą zastosowano w tej grupie badanych, nie była czasem szkodliwa i nie zrównoważyła wobec tego pozytywnych skutków ograniczenia palenia.

Inna interpretacja wyników uzyskanych w trakcie eksperymentu MRFIT sugeruje, że palacze nie zapadali częściej na nowotwory niż niepalący. Zgodnie z badaniami Amerykańskiego Towarzystwa Przeciwrakowego, o których wspomnieliśmy wcześniej, palenie papierosów powoduje nowotwory nie tylko płuc, ale również innych narządów. To kieruje rozumowanie na te same tory: skoro palacze powinni zapadać na nowotwory znacznie częściej niż niepalący, zatem osoby w grupie kontrolnej, które nie ograniczyły palenia w ogóle, lub w znacznie mniejszym stopniu niż chorzy w grupie pierwszej, były w pewien sposób chronione przez skutkami palenia przez dietę bogatszą w cholesterol i tłuszcze zwierzęce. To zakrawa na naukową herezję, ale właściwie trudno znaleźć jakieś argumenty przeciw tej interpretacji, zwłaszcza że wysoki poziom cholesterolu faktycznie zdaje się chronić przez anemią, infekcjami i rakiem.

Pod koniec 1983 roku opublikowano wyniki innego amerykańskiego terenowego projektu badawczego na wielką skalę. Chodzi tu o eksperyment o nazwie LRCCPPT (Lipid Research Clinics Coronary Primary Prevention Trial, czyli "Eksperyment popula-cyjny dotyczący roli lipidów w zapobieganiu chorobie wieńcowej")10. Również w czasie tego eksperymentu wyodrębniono dwie grupy pacjentów i śledzono ich zdrowie przez średnio 7,4 roku. Obu grupom zalecono dietę umiarkowanie redukującą cholesterol (poprzez ograniczenie tłuszczów zwierzęcych i zastąpienie ich wielonienasyconymi kwasami tłuszczowymi), która jednak nie okazała się zbyt skuteczna. Następnie pacjentom w jednej grupie zaczęto podawać tzw. żywicę wymienną o nazwie kolestyramina, która wiąże kwasy żółciowe w jelicie i tym samym zmniejsza poziom cholesterolu we krwi. W tej grupie liczba przypadków śmierci z powodu choroby wieńcowej była, w porównaniu z grupą kontrolną, mniejsza o 24%, odnotowano też 19-procentowy spadek częstości ataków lżejszych, nie zakończonych śmiercią.

Jednocześnie ogólna umieralność była w obu grupach podobna: W grupie leczonej we wspomniany sposób częstsze były przypadki śmierci z innych przyczyn. Ponieważ jednak badaniami objęto jedynie pacjentów z zaburzeniami metabolizmu tłuszczów, otrzymane wyniki nie dawały się uogólnić, a tym samym nie stanowiły dobrego punktu wyjścia do kolejnych badań.

Poprzednie badania populacyjne skończyły się tym samym stwierdzeniem - po zmniejszeniu ilości cholesterolu we krwi nieznacznie maleje ryzyko związane z chorobą wieńcową- nawet jeśli nie były prowadzone z taką precyzyjną dokładnością, jak w wypadku badań MRFIT czy LRCCPPT. W najlepszym razie wykazywano, że nieznaczny spadek chorób serca można przypisać ograniczeniu spożycia tłuszczów zwierzęcych i cholesterolu.


: ~boberov -> Kippin
Kippin -> MAŁopolskie centrum badań ufo I zjawisk anomalnych
Kippin -> Kielich planetarnego szczęścia. światowy plan pomyślnego rozwoju planety
Kippin -> The Gateway Experience, Wave V – Exploring: a journey to Focus 15 a gateway to Self-Exploration Voiced by Laurie Monroe
Kippin -> Niebo i Ziemia żyjemy w obrębie tej dwoistości. Jak sprawić, by to rozdwojenie przestało być rozdwojeniem? Jak sprawić, by człowiek mógł stać się ogniwem łączącym siły większe od nas z tymi, które są od nas zależne? J
Kippin -> Skanowała: hurka Tytuł oryginału: Many lives, many masters
Kippin -> Sekrety życia po życiu
Kippin -> Małopolskie Centrum Badań ufo I Zjawisk Anomalnych Oddział w Jordanowie
Kippin -> Rozdział L symbolizm L ideografia
Kippin -> Podziękowania
Kippin -> Uwaga: to tylko ramka id� do strony g��wnej niezwyk�e rozdzia� 1 marsjanie wyl�dowali ? Istnia�y dwa sposoby napisania tej ksi��ki. M�g�bym zatrzyma� dla siebie informacje osza�amiaj�co dziwaczne, ale prawdziwe


1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   17


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna