„Polały się łzy me czyste, rzęsiste…” scenariusz częŚci artystycznej



Pobieranie 53.44 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar53.44 Kb.

Polały się łzy me czyste, rzęsiste…”



SCENARIUSZ CZĘŚCI ARTYSTYCZNEJ

Z OKAZJI PRZEJĘCIA PRZEZ GIMNAZJUM NR 3 W ZGIERZU

IMIENIA ADAMA MICKIEWICZA


OSOBY:



Adam Mickiewicz

Młody Mickiewicz

Adam Mickiewicz – dziecko

Celina Szymanowska – żona A. Mickiewicza

Franciszek Mickiewicz – brat poety,

Barbara Mickiewicz – matka poety,

Tomasz Zan, Jan Czeczot, Jeżowski – filareci, przyjaciele Adama Mickiewicza,

Maryla Wereszczakówna – wielka miłość poety

Zosia, Tadeusz, Podkomorzy – bohaterowie „Pana Tadeusza”,

Służba


Scena całkowicie zasłonięta po prawej stornie ukośnie stoi mała ławeczka

Głos zza kurtyny recytuje „Inwokację” z „Pana Tadeusza”, przy słowach „Tymczasem przenoś moja duszę utęsknioną” kurtyna rozsuwa się. Prawa strona sceny zasłonięta jest drugą – jaśniejsza kurtyną, po lewej stronie XIX – wieczny pokój, toaletka z lustrem, na niej kałamarz, kilka książek, obok fotel i stolik, przy stoliku krzesło. Adam Mickiewicz siedzi przy stoliku i pisze coś w trakcie recytacji. W tle muzyka W. Kilara z filmu „Pana Tadeusz” – „Kochajmy się”.


Głos – „Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie,

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,

Co cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.

Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i

I w ostrej świecisz bramie, Ty, co gród zamkowy

Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem1

Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem,

(Gdy od płaczącej matki pod twoją opiekę

Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę

I zaraz mogłem od Twych świątyń progu

Iść za wrócone życie podziękować Bogu),

Tak nas powrócisz cudem na ojczyzny łono.

Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną

Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych

Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych,

Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,

Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;

Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,

Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,

A wszystko to przepasane jakby wstęgą, miedzą

Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.




SCENA I




Adam Mickiewicz, Celina Mickiewicz




Mickiewicz przy biurku pisze list, pod koniec recytacji inwokacji wchodzi Celina.


Celina – Napisałeś już list do Schlettera?

Mickiewicz – Tak. Usiądź, powiesz, co o tym sądzisz. „Paryż 16 marca 1851, Szanowny Panie. Otrzymałem list, w którym Pan proponujesz mi zakupienie wszystkich moich pism, nie tylko znanych już, ale i tych, które może wydam w przyszłości – albo też wydanie w ciągu określonej ilości lat wyboru oraz pełnego zbioru moich pism. Pierwsza z pańskich propozycji zobowiązywałaby na przyszłość, której bardziej niż kiedykolwiek nie jestem pewien i której nie mogę żadną miarą brać za podstawę układów handlowych. Wolę drugą z pańskich propozycji, tak ze względu na Pana, jak i na mnie. Wolałbym, abyś Pan sam ustalił zasady, według których chciałbyś zawrzeć ze mną umowę; zmuszony uczynić to sam, przedstawię Panu warunki, które, jak sądzę, będą słuszne.”

W czasie czytania listu Cecylia siada w fotelu



Celina – Czy myślałeś już nad słowem wstępnym do tego zbioru?

Adam – Nie wiem, czy napisać coś od siebie czy umieścić jakiś wiersz.

Celina (podchodzi do toaletki i wyjmuje zwitek papieru z szuflady) – Uważam, że powinieneś to opublikować. Wreszcie masz ku temu okazję. (podaje kartkę Adamowi)

Adam – Sądzisz, że naprawdę powinienem?

Celina – To podsumowanie całego twojego życia i twórczości.(siada w fotelu)

Adam (czyta) – „Polały się łzy me czyste, rzęsiste na me dzieciństwo sielskie, anielskie…”

SCENA II




Adam Mickiewicz, Franciszek Mickiewicz, Barbara Mickiewicz



Dworek Mickiewiczów
W czasie rozmowy Adama i Celiny na drugiej części sceny pojawiają się dwaj chłopcy i kobieta, siadają przy stole, jeden coś ukradkiem czyta, drugi szuka, w tle Chopin - Andante spinato op. 22
Franek (z wyrzutem) – Mamo, Adam znowu zabrał mi książkę od historii powszechnej! Po co mu ona, przecież jest w niższej klasie?!

Barbara (spokojnie) – Jeżeli nie jest Ci na jutro potrzebna, to pozwól mu ją przeczytać. On tak lubi historię.

Franek – Ale na jutro muszę przygotować się z podbojów Kolumba! Jeśli ten smarkacz mi jej nie odda, to dostanę pałę!

Barbara (karcąco) – Ależ Franciszku!

Adam – Jak mi dasz przeczytać do końca, to ci streszczę ten rozdział.

Barbara (z uśmiechem) – No tak, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Franek – O czym ty mówisz , mamo?

Barbara – Usiądźcie koło mnie, to coś wam opowiem.

Opowiada bajkę „Przyjaciele”


Adam Mickiewicz – Przyjaciele

Nie masz teraz prawdziwej przyjaźni na świecie;


Ostatni znam jej przykład w oszmiańskim powiecie.
Tam żył Mieszek, kum Leszka, i kum Mieszka Leszek.
Z tych, co to: gdzie ty, tam ja, - co moje, to twoje.
Mówiono o nich. że gdy znaleźli orzeszek,
Ziarnko dzielili na dwoje;
Słowem, tacy przyjaciele,
Jakich i wtenczas liczono niewiele.
Rzekłbyś; dwójduch w jednym ciele.

O tej swojej przyjaźni raz w cieniu dąbrowy


Kiedy gadali, łącząc swojo czułe mowy
Do kukań zozul i krakań gawronich,
Alić ryknęło raptem coś koło nich.
Leszek na dąb; nuż po pniu skakać jak dzięciołek.
Mieszek tej sztuki nie umie,
Tylko wyciąga z dołu ręce: "Kumie!"
Kum już wylazł na wierzchołek.

Ledwie Mieszkowi był czas zmrużyć oczy,


Zbladnąć, paść na twarz: a już niedźwiedź kroczy.
Trafia na ciało, maca: jak trup leży;
Wącha: a z tego zapachu,
Który mógł być skutkiem strachu.
Wnosi, że to nieboszczyk i że już nieświeży.
Więc mruknąwszy ze wzgardą odwraca się w knieję,
Bo niedźwiedź Litwin miąs nieświeżych nie je.

Dopieroż Mieszek odżył... "Było z tobą krucho! -


Woła kum, - szczęście, Mieszku, że cię nie zadrapał!
Ale co on tak długo tam nad tobą sapał.
Jak gdyby coś miał powiadać na ucho?"
"Powiedział mi - rzekł Mieszek - przysłowie niedźwiedzie:
Że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie"


SCENA III




Filareci, Maryla Wereszczkówna




Mieszkanie Mickiewiczów w Paryżu, siedzą jak wcześniej



Adam – „Polały się łzy me czyste rzęsiste na me dzieciństwo sielskie, anielskie, na mą młodość durna i górną…”
Wstaje z fotela podchodzi do krawędzi sceny, w tle Fantasy Improptu Chopina
„Bez serc, bez ducha to szkieletów ludy;

Młodości! Dodaj mi skrzydła!

Niech nad martwym wzlecę światem

W rajską dziedzinę ułudy:

Kędy zapał tworzy cudy,

Nowości potrząsa kwiatem

I obleka w nadziei złote malowidła.
W czasie jego recytacji wychodzą przed scenę czterej młodzi ludzie, na drugiej części sceny pojawia się kobieta chodzi, jakby na kogoś czekała,
Mickiewicz – „Młodości! Ty nad poziomy

Wylatuj, a okiem słońca,

Ludzkości całe ogromy

Przeniknij z końca do końca.”


(odchodzi, idzie na scenę do kobiety, tam rozmawiają o czymś, gestykulują)
Czeczot– Młodości! Tobie nektar żywota

Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:

Serca niebieskie poi wesele,

Kiedy je razem nić powiąże złota.



Zan – Razem, młodzi przyjaciele!…

W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;

Jednością silni, rozumni szałem,

Razem, młodzi przyjaciele!…



Jeż – Hej ramię doi ramienia! Spólnymi łańcuchy

Opaszmy ziemskie kolisko!

Zestrzelmy myśli w jedno ognisko

I w jedno ognisko duchy!…

Dalej, bryło, z posad świata!

Nowym cię pchniemy tory,

Aż opleśniałej zbywszy się kory,

Zielone przypomnisz lata.



Czeczot –Pryskają nieczułe lody.

I przesądy światło ćmiące.

Witaj, jutrzenko swobody,

Zbawienia za tobą słońce!


Zan – Co się dzieje z Adamem? Z każdym dniem oddala się coraz bardziej. Zapomina o filomackich ideałach.

Jeż – Zostaw go w spokoju. To poeta, zakochany poeta.

Czeczot – Zakochany nieszczęśliwie. Miłość, mimo że nieszczęśliwa, jest dla niego idealna i daje mu natchnienie.

Zan – Ta miłość go zniszczy. Przysporzy mu więcej bólu, niż jest sobie w stanie wyobrazić.

Na scenie – Maryla i młody Mickiewicz, Preludium e – moll Chopina



Maryla – Precz z moich oczu!

Mickiewicz – Posłucham od razu

Maryla – Precz z mego serca!

Mickiewicz – I serce posłucha

Maryla – Precz z mej pamięci!

Mickiewicz – Nie… Tego rozkazu moja i twoja pamięć nie posłucha.

Jak cień dłuższy, gdy padnie z daleka,

Tym szerzej koło żałobne roztoczy…

Tak moja pamięć, im dalej ucieka,

Tym grubszym kirem twa pamięć otoczy.

Na każdym miejscu i o każdej dobie

Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,

Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,

Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.
Ze sceny schodzi najpierw Maryla, później Adam.
CHÓR – „PIEŚŃ FILARETÓW” zwrotki I, II, III, XII, XIII.
Hej, użyjmy żywota!
Wszak żyjem tylko raz;
Niechaj ta czara złota
Nie próżno wabi nas.

Hejże do niej wesoło!


Niechaj obiega w koło,
Chwytaj i do dna chyl
Zwiastunkę słodkich chwil!

Po co tu obce mowy,


Polski pijemy miód;
Lepszy śpiew narodowy
I lepszy bratni ród.
Hej, użyjmy żywota!
Wszak żyjem tylko raz;
Tu stoi czara złota,
A wnet przeminie czas.

Krew stygnie, włos się bieli,


W wieczności wpadniem toń;
To oko zamknie Feli,
To Filarecka dłoń.

Zan – Czy ktoś wie, co stało się z Adamem?

Czeczot – Podobno wydali już wyrok – zesłanie do Petersburga.

Jeż – O co cię wypytywali?

Zan – Chcieli dokładnie wiedzieć kto jest autorem „Pieśni filaretów”. Poza tym pytali o aluzje. Co to za jutrzenka. Kim są ci przyjaciele.(schodzą powoli ze sceny)

Czeczot – Ciekawe kto pierwszy powiedział im o pieśni.

Jeż – Podobno to Jankowski miał się wygadać.

W czasie, gdy schodzą ze sceny wchodzi na nią młody Mickiewicz ubrany jak do podróży, w czasie recytacji brzmi Nocturne for violin and piano Chopina



Mickiewicz - Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi;
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu,


Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzeńka wschodzi?
To błyszczy Dniestr, to wzeszła lampa Akermanu.

Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,


Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.


W takiej ciszy! - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła.

SCENA IV




Romantyczny poeta i powstaniec




Mieszkanie Mickiewiczów w Paryżu



Celina – W jaki sposób znalazłeś się w Paryżu?

Adam – Poręczył za mnie Lelewel. Potem przyjaciele powiedzieli mi, że zamierzają zatrzymać mi paszport. „Wycieczka” na Krym, później Odessa, a dalej już sama wiesz.

Celina – „Słowo stało się ciałem, a Wallenrod Belwederem”

Adam – Konrad jest bardziej do mnie podobny, niż można przypuszczać. Przecież „szczęścia w domu nie zaznałem, bo mnie nie było w ojczyźnie”. ( z wyrzutem) Dlaczego wówczas nie wróciłem do Polski?! Nie wybaczę sobie tego do końca życia!

W tym czasie na drugiej części sceny pojawia się Gustaw – Konrad



Celina – Znowu zaczynasz? Kiedy wreszcie dotrze do ciebie, że nic nie mogłeś zrobić! Przecież granice były dokładnie strzeżone. Skazałbyś się na śmierć! Utrwaliłeś powstanie w literaturze: „Reduta Ordona”, „Śmierć pułkownika”, „Dziady”. O takich jak Cichowski i Rollinson nie łatwo zapomnieć. Jesteś przede wszystkim poetą. Tak jak twój Konrad – poetą i patriotą!

Adam – „Ja i ojczyzna to jedno. Nazywam się Milijon – bo za milijony kocham i cierpię katusze.”
Konrad – WIELKA IMPROWIZACJA w. 1-3, 69-82,103-109,260-262
Samotność - cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?

Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha,

Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha?(…)

Depcę was, wszyscy poeci,

Wszyscy mędrce i proroki,

Których wielbił świat szeroki.

Gdyby chodzili dotąd śród swych dusznych dzieci,

Gdyby wszystkie pochwały i wszystkie oklaski

Słyszeli, czuli i za słuszne znali,

I wszystkie sławy każdodziennej blaski

Promieniami na wieńcach swoich zapalali,

Z całą pochwał muzyką i wieńców ozdobą,

Zebraną z wieków tyla i z pokoleń tyla,

Nie czuliby własnego szczęścia, własnej mocy,

Jak ja dziś czuję w tej samotnej nocy:

Kiedy sam śpiewam w sobie,

Śpiewam samemu sobie.(…)

Lecz jestem człowiek, i tam, na ziemi me ciało;

Kochałem tam, w ojczyźnie, serce me zostało, -

Ale ta miłość moja na świecie,

Ta miłość nie na jednym spoczęła człowieku

Jak owad na róży kwiecie:

Nie na jednej rodzinie, nie na jednym wieku.

Ja kocham cały naród!(…)

Ja i ojczyzna to jedno.

Nazywam się Milijon - bo za milijony

Kocham i cierpię katusze.

SCENA V




Emigrant



Adam – O tymże dumać na paryskim bruku,

Przynosząc z miasta uszy pełne stuku

Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów,

Za późnych żalów, potępieńczych swarów!

Biada nam zbiegi, żeśmy w czas morowy

Lękliwe nieśli za granice głowy!



Celina – Akurat ten fragment „Pana Tadeusza” najmniej i się podoba. Przecież to najbardziej optymistyczny utwór, jaki napisałeś! Dla nas, dla emigracji Soplicowo to ukochany „kraj lat dziecinnych”. Budzi wspomnienia – to co najpiękniejsze i najlepsze w nas. (zaczyna czytać w tym czasie na drugiej części sceny pojawiają się mieszkańcy Soplicowa),”Kochajmy się” W. Kilara

„Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,

Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,

Stał dwór szlachecki, z drzewa lecz podmurowany;

Świeciły się z daleka pobielane ściany,

Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni

Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.

Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi,

I stodołę miał wielką, i przy niej trzy stogi

Użątku, co pod strzechą zmieścić się nie może;

Widać, że okolica obfita we zboże,

I widać z liczby kopic, co wzdłuż i wszerz smugów

Świecą gęsto jak gwiazdy, widać z liczby pługów

Orzących wcześnie łany ugoru,

Czarnoziemne, zapewne należne do dworu,

Uprawne dobrze na kształt ogrodowych grządek:

Że w tym domu dostatek mieszka i porządek.

Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,

Że gościnna, i wszystkich w gościnę zaprasza.


Soplicowo




Księga XII – Tadeusz, Zosia, Dąbrowski, goście, dalej muzyka Kilara



Tadeusz – „Zofijo! muszę ciebie w bardzo ważnej rzeczy

Radzić się; już pytałem stryja, on nie przeczy.

Wiesz, iż znaczna część wiosek, które mam posiadać,

Wedle prawa na ciebie powinna by spadać.

A chłopi nie są moi. Lecz twoi poddani,

Nie śmiałbym ich urządzić bez woli ich pani.

Teraz, kiedy już mamy ojczyznę kochaną,

Czyliż wieśniacy zyszczą z ta szczęśliwą zmiana

Tyle tylko, że pana innego dostaną?

Prawda, ze byli dotąd rządzeni łaskawie,

Lecz po mej śmierci Bóg wie komu ich zostawię;

Jestem żołnierz, jesteśmy śmiertelni oboje,

Jestem człowiek, sam własnych kaprysów się boję,

Bezpieczniej zrobię, kiedy władzy się wyrzekę

I oddam los włościanów pod prawa opiekę.

Sami wolni, uczyńmy i włościan wolnemi,

Oddajmy im w dziedzictwo posiadanie ziemi,

Na której się zrodzili, którą krwawą pracą

Zdobyli, z której wszyscy żywią i bogacą.

Lecz muszę ciebie ostrzec, że tych ziem nadanie

Zmniejszy nasz dochód, w miernym musimy żyć stanie.

Ja przywykłem do życia oszczędnego z młodu,

Lecz ty, Zofijo, jesteś z wysokiego rodu,

W stolicy przepędziłaś twoje młode lata,

Czyż zgodzisz się żyć na wsi? Z daleka od świata!

Jak ziemianka!”



Zosia – „Jestem kobietą, rządy nie należą do mnie,

Wszakże Pan będziesz mężem, ja do rady młoda,

Co Pan urządzisz, na to całym sercem zgoda!

Jeśli włość uwalniając zostaniesz uboższy,

To, Tadeuszu, będziesz sercu memu droższy.

O moim rodzie mało wiem i nie dbam o to;

Tyle pomnę, że byłam ubogą sierotą,

Że od Sopliców byłam za córkę przybrana,

W ich domu hodowana i za mąż wydana.

Wsi nie lękam się; jeśli w wielkim mieście żyłam,

To dawno; zapomniałam, wieś zawsze lubiłam;

I wierz mi, ze mnie moje kogutki i kurki

Więcej bawiły niźli owe Peterburki;

Jeśli czasem tęskniłam do zabaw, do ludzi,

To z dzieciństwa, wiem teraz, że mnie miasto nudzi;

Przekonałam się zimą po krótkim pobycie

W Wilnie, że ja na wiejskie urodzona życie;

Pośród zabaw tęskniłam znów do Soplicowa.

Pracy też się nie lękam, bom młoda i zdrowa,

Umiem chodzić koło domu, nosić klucze;



Gospodarstwa, obaczysz jak ja się wyuczę!”
Poddani – Zdrowie Państwu naszemu!

Tadeusz – Zdrowie Spółobywateli, wolnych, równych, Polaków!

Dąbrowski – Wznoszę ludu zdrowie!

Wszyscy – Niech żyją wodzowie, wiwat wojsko, wiwat lud, wiwat wszystkie stany!

Podkomorzy – Poloneza czas zacząć!

Schodzą ze sceny i tańczą poloneza do muzyki W. Kilara z „Pana Tadeusza”, później zostają tylko Celina i Mickiewicz



Adam – I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.

Kończy list przy biurku


Szanowny Panie, Moim zdaniem, jeślibyś Pan zdecydował się wydać wybór moich pism, mógłbyś z 4 tomów, które te pisma obejmują, zestawić dwa. – Jeden zawierałby „Pana Tadeusza”, drugi „Wallenroda”, „Grażynę”, „Ballady, „Sonety”, i inne poezje oryginalne; może nie byłoby przezornie wydawać „Dziady; co do prozy zaś albo tłumaczeń, te wcale nie mogą się znajdować w wyborze moich pism. Zresztą do Pańskiej decyzji prześle Panu egzemplarz poprawiony, który posłuży za podstawę do druku. Proszę przyjąć zapewnienie głębokiego poważania– Adam Mickiewicz.
Wszyscy aktorzy wychodzą przed scenę, wspólny ukłon na tle muzyki Kilara.

KONIEC
Scenariusz napisały:

Wacława Frątczak

Liliana Sobieska - Jędruszczak









©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna