Poruszająca wiadomośĆ



Pobieranie 185.37 Kb.
Strona1/5
Data03.05.2016
Rozmiar185.37 Kb.
  1   2   3   4   5




1. LIST PRZEŁOŻONEGO GENERALNEGO


BEATYFIKACJA KOADIUTORA ARTEMIDE ZATTI:

PORUSZAJĄCA WIADOMOŚĆ




1. Element, którego brakowało. – 2. Koadiutorzy ks. Bosko. – 3. Aspekt biograficzny powolania Artemide Zatti. – 3.1. Spotkanie z ks. Bosko w Patagonii. – 3.2. Powołanie salezjańskie. – 3.3. Doświadczenie choroby i jej akceptacja. – 3.4. Zawsze z ks. Bosko jako salezjanin koadiutor. – 3.5. Dobry samarytanin na pełnym etacie. – 3.6. Ku z dalsza przygotowanemu spotkaniu z Bogiem: społeczne uznanie dla „krewnego wszystkich ubogich”. – 4. Przesłanie Artemide Zatti: perspektywy na dziś. – 4.1. Oryginalne świadectwo salezjańskiej świętości – zauroczenie ks. Bosko – Całkowite poświęcenie się posłannictwu – Pielęgniarz wychowawca – „Uświęcona praca”: synteza duchowości i profesjonalizmu – Boży obraz ewangelicznego radykalizmu. – 4.2. Jako salezjanin koadiutor – Postać salezjanina koadiutora – kilka szczególnych obserwacji - organizacyjna forma instytutów – salezjanin koadiutor i świeccy współpracownicy; - formacja salezjanina koadiutora – 5. Duszpasterstwo powołań: zaproszenie do szczególnego zadania. – Zakończenie: nasze powołanie do świętości.

Rzym, 31 maja 2001

Święto Nawiedzenia N.M.P.

1. Element, którego brakowało
Mozajka naszych błogosławionych i świętych będąc dość bogatą gdy idzie o reprezentatywność – Założyciel, Współzałożycielka, Przełożeni Generalni, misjonarze, męczennicy, kapłani, młodzież – była jeszcze pozbawiona drogocennego elementu jakim jest postać koadiutora. Teraz również i to zaczyna się spełniać.

11 marca br. mieliśmy tę radość uczczenia jako błogosławionych pierwszych siedmiu koadiutorów męczenników spośród 32 członków Rodziny salezjańskiej, męczenników beatyfikowanch przez papieża Jana Pawła II. Swoje życie i śmierć wyrazili w jasnej formie radykalizmu przynależności do Chrystusa i wierności powołaniu.

24 kwietnia został odczytany dekret o cudzie uzyskanym za wstawiennictwem koadiutora Artemide Zatti. W procedurze procesu etap ten zapowiada beatyfikację. Będzie on zatem pierwszym koadiutorem nie męczennikiem ogłoszonym jako błogosławiony. Również inni trzej członkowie naszej Rodziny Salezjańskiej są bliscy wyniesienia na ołtarze: siostra Maria Romero, ks. Alojzy Variara, siostra Euzebia Palomino. Przewidujemy, że beatyfikacja Pana Artemide Zatti’ego będzie mogła mieć miejsce podczas Kapituły Generalnej 25. Będzie to z pewnością szczególny moment zjazdu kapitulnych.

Zapraszam was do dziękczynienia Panu zarówno za ostatnią beatyfikację naszych męczenników hiszpańskich, jak i za tę zbliżającą się Artemide Zatti’ego. Ten mój list okólny ma na celu przygotować nasze wspólnoty na to wydarzenie przyjmując specyfikę orędzia jakie wypływa ze świętości naszego współbrata. Równocześnie pragnę naświetlić aktualność postaci salezjanina koadiutora, jego wartość w naszym życiu wspólnotowym i naszej misji, a przede wszystkim konieczność bardziej zdecydowanej propozycji powołaniowej.


Tytuł dany temu listowi może wzbudzać uzasadnione pytania. I trzeba przyjąć je bez obawy. Nie ma wątpliwości, że wśród naszych współbraci koadiutorów byli wzorowi salezjanie, opatrznościowi a nawet święci. Widzieliśmy ich, przebywaliśmy z nimi w zwyczajnych wspólnotach pracy i na terenach misyjnych. Doświadczyliśmy ich drogocennego wkładu w posłannictwo salezjańskie, udzielonego z kompetancją i wiernością. Być może niektórzy spełniali zadania, które wydawały się drugorzędne (portiernia, zakrystia, szpitalik, kuchnia, utrzymanie domu...); wszędzie jednak były obecne elementy wychowawcze o pierwszorzędnym znaczeniu, potwierdzające słowa ks. Bosko przekazane w Memorie Biografiche: „Dobry portier to skarb dla domu wychowawczego”1. A wszystko to nie umniejsza rangi zadań o wyższej kwalifikacji (kierownicy warsztatów, profesorzy i dyrektorzy, katecheci i animatorzy itd.) prowadzonych przez wielu koadiutorów wszystkim znanych.

Historię wielu z nich czytaliśmy lub o niej słyszeli. Przedstawione zostały noty biograficzne, z których jasno można zauważyć co znaczyło dla tych ludzi żyć odpowiedzialnością historyczną, włączeni w miłość Chrystusa i pracujący w przestrzeni ks. Bosko: realizować swoje pragnienie świętości poprzez miłość duszpasterską, przeżywając w pełni konsekrację jako służbę dla młodzieży. Podstawowe aspekty, które charakteryzowały ich doświadczenie powołania są jeszcze dziś wyznacznikami naszej historii. Życie konsekrowane było zawsze czymś poruszającym i wyrażało się przez świętość, która nie zna surogatów.

Nie mało z tych koadiutorów poznałem osobiście: wielu spośród nich napisano biografie, która pozwala poznać dokładnie drogę ich powołania. Ukazują się oni jako „ludzie ks. Bosko”, urzeczeni przez niego, utożsamieni z jego duchem i posłannictwem. Powiedzieliby jak ks. Cagliero: „Albo brat zakonny albo nie, to przecież to samo. Jestem zdecydowany jak byłem zawsze, aby nigdy nie odłączać się od ks. Bosko!”2 Istota rzeczy! Odczuwany związek z Ojcem, zachwycenie Jezusem Chrystusem, pragnienie świętości i doskonałej miłości, przekonanie o Bożym wezwaniu do przeżywania tego wszystkiego w posłannictwie i salezjańskim braterstwie.

Dzisiejsza wiadomość, do której odnosi się tytuł listu, opiera się na włączeniu koadiutora między tych, których Kościół uznał za godnych przedstawienia aktem publicznym za wzory życia duchowego i miłości swoim braciom zakonnikom, a mówiąc szerzej, wszystkim chrześcijanom. A wszystko to na bazie świadectwa wielu, potwierdzonym przez Boga przez cud przypisany jego wstawiennictwu.

Artemide Zatti jest pierwszym koadiutorem salezjaninem nie męczennikiem, który zostanie beatyfikowany, i fakt ten przyczyni się, jak powiedziałem, do dopełnienia serii wzorów duchowości salezjańskiej, które Kościół uznaje jako takie.

Nazwałem tę wiadomość „poruszającą”, ponieważ wstrząsa nami, pyta o naszą wierność charyzmatowi i o zdolność zaproponowania dzisiaj wzorów powołania salezjanina laika prawdziwie znaczących i przyciągających.

Odnosząc się w tym liście do salezjanina koadiutora nie zamierzam podejmować kwestii już pogłębionych w poprzednich wystąpieniach jak: niezbędny charakter takiej postaci3 lub związek między salezjańską posługą władzy i służbą kapłańską4. Nie zamierzam także podnosić kwestii natury naszego Zgromadzenia, o której jednak coś powiem nieco dalej. Są też inne okoliczności wskazane dla refleksji nad tymi czy innymi kwestiami i jest też słuszny czas oraz właściwe podmioty, które mogą się tym zająć.

Ja natomiast zamierzam zwrócić się z naglącym zaproszeniem do rozmyślania nad postacią Zatti’ego w celu wzbudzenia ukierunkowania i praktycznego zaangażowania, na poziomie inspektorialnym i regionalnym, na rzecz powołania salezjanina koadiutora. Tam gdzie na tym poziomie nie można tego przekazywać lub „zarażać” tym, tam mało wyrazista jest nasza praca i bezowocne są sny globalnych reform. Aby być naprawdę skutecznymi trzeba koniecznie myśleć na poziomie globalnym a działać przez decyzje na poziomie lokalnym.



2. Koadiutorzy Ks.Bosko

Wyjdźmy od ks. Bosko i początkowego doświadczenia naszego szczególnego stylu świętości. Już od pierwszych lat zderzamy się z postaciami koadiutorów, którzy formowani bezpośrednio przez Założyciela, mocno wpłynęli na fizjonomię zgromadzenia. Wystarczy pomyśleć np. o Pietro Enria, aby zrozumieć o ile byłoby uboższe Valdocco bez jego osoby. Wpłynęli oni w sposób determinujący na wielkość Zgromadzenia, przede wszystkim w obszarze szkolnictwa zawodowego i pomocy najuboższym.

Każda inspektoria, każdy naród, każdy kontynent ma swoją galerię obrazów. Nie brakuje właściwych publikacji, które naświetliły najbardziej znaczące twarze przekazując dla historii wkład który oni dali na rzecz świętości naszej Rodziny.

Popatrzmy np. na koadiutorów żyjących w Ziemi Świętej, którzy oddali cześć świętości w ojczyźnie Jezusa. Mają oni swojego najbardziej utytułowanego przedstawiciela w czcigodnym Simone Srugi, złączonym z Zatti’m przez tą samą rolę pielęgniarza w posłudze chorym braciom, którego mamy nadzieję zobaczyć szybko razem z nim na ołtarzach.


Wśród pierwszych koadiutorów ks. Bosko niektórzy byli chłopcami wyrosłymi w Oratorium, inni przyszli już jako dorośli z dojrzałą świeckością w świecie i w Kościele. Przez kontakt z ks. Bosko zrozumieli, że mogą wykorzystaś swoje uzdolnienia i zdobyty profesionalizm angażując się w jego dzieło wychwawcze i duszpasterskie. Budził się zatem w nich entuzjazm, który ks. Cagliero wyraził postanowieniem: „Ja zostaje z ks. Bosko!” Oto iskierka prawdziwego powołania jak na to wskazuje 21 artykuł naszych Konstytucji: urok posłannictwa i założyciela, pragnienie kontynuowania jego charyzmatu i ożywianie jego ducha.

Początkowy profesjonalizm, wsparty wysoką inteligencją o dojrzałym temperamencie i urobionej naturze, prowadził ich do ofiarowania wspólnotom i środowiskom wychowawczym szlachetnej posługi. Tak było nie tylko w Turynie, ale również na dalekim południu Patagonii. Serdeczni i zaufani portierzy, misjonarze granic, administratorzy placów budowy, kierownicy warsztatów.

Od samego początku powołanie salezjańskie dawało wielorakie możliwości realizacji, bardziej określone przez bodziec miłości i wezwanie posłannictwa niż przez powagę służby lub przyjętą rolę we wspólnocie. Dla usytuawania i tożsamości współbrata koadiutora nie było sztywnych norm, ale rozpoznanie, które doceniało szlachetność, dyspozycyjność, ducha wspólnotowego i radość z powołania.

Ksiądz Bosko patrzył na jakość. Nie wydaje się, aby zaistniał problem proporcji np. między klerykami a świeckimi. Przyjmował tych, których Bóg mu posyłał, księży i świeckich, a on jednoczył ich w konsekracji zakonnej, w posłannictwie i w miłości.

Aby potwierdzić to, co zostało tu powiedziane, przedstawimy kilka z pośród wielu krótkich opisów.

Józef Buzzetti był jednym z pierwszych „chłopców ks. Bosko”. Złożył śluby jako koadiutor bardzo późno gdyż „nie czuł się godnym”. Praktycznie jednak żył i współpracował z ks. Bosko przez całe życie. Przybywszy do Oratorium ze swoim bratem Karolem, który stał się przedsiębiorcą budowlanym i budowniczym wielu domów salezjańskich, początkowo chciał zostać księdzem, ale będąc potem trafionym kulą przez kogoś, kto chciał zabić ks. Bosko, zmuszony był odłożyć sutannę i przeżyć trudne chwile, pragnąc nawet porzucić Oratorium. W następstwie rozmowy z ks. Bosko zdecydował, że nigdy go nie zostawi. Był asystentem, nauczycielem religii, odpowiedzialnym za księgarnię, nauczycielem śpiewu, organizatorem loterii: prawdziwą prawą ręką ks. Bosko, wiernym świadkiem całej epopei naszego Założyciela.

Także Pietro Enria oficjalnie bardzo późno stał się koadiutorem. Był małym skarbem. Umiał robić wszystko: był nauczycielem muzyki, reżyserem teatralnm, malarzem, kucharzem, pielęgniarzem. Zwłaszcza w tym ostatnim zadaniu objawił swoje zalety wrażliwości i delikatności. Poświęcał je w różnych oklicznościach także dla samego ks. Bosko, szczególnie podczas ostatniej choroby, która doprowadziła naszego Ojca do śmierci.



Józef Rossi był pierwszym wśród koadiutorów, który nie pochodził z szeregów Oratorium. W wieku 24 lat miał w rękach Młodzieńca Zaopatrzonego, napisanego przez ks. Bosko. Szybko się tym zachwycił i zostawiwszy swoją wioskę w prowincji Pavia przybył na Valdocco. Złożył śluby w 1864 r. Był szatniarzem, asystentem pracowników, agentem handlowym w mieście, administratorem: mówiąc krótko człowiekiem zaufania, odpowiedzialnym za wszystkie dobra materialne Zgromadzenia. To zadanie prowadziło go do podjęcia licznych podróży po Włoszech i za granicę. Ks. Bosko bardzo go lubił i chętnie z nim żartował.

Marcello Rossi musiał oczekiwać pełnoletności, aby w sposób wolny móc zadecydować o sobie i pójść w życie z ks. Bosko. Ten powierzył mu ‘tymczasowe’zadanie portiera, zadanie, które ‘tymczasowo’ wypełniał z punktualnością, wiernością i zaufaniem aż przez 48 lat. Był nazywany strażnikiem Oratorium, a kard. Cagliero pewnego dnia pokazując palcem na niego przedstawił go jako <
>.
Moglibyśmy tak dalej przedstawiać postaci koadiutorów z najwcześniejszych czasów. Ze względu na podobieństwo z Zatti’m w doświadczeniu emigracji i swojego ‘wejścia ‘ w urzekającą orbitę ks. Bosko, pragnę jeszcze krótko odwołać się do koadiutora Sylwestra Chiappini’ego. Był synem włoskich emigrantów w Argentynie. Nie spełnił zadań godnych zapamiętania, ale był pierwszym synem ks. Bosko w nowym świecie5. Był kucharzem w pewnym hotelu w Buenos Aires. W wieku 18 lat spotkał Salezjanów w powierzonym im kościele, gdzie on sam często udawał się na modlitwę. Wszedł do wspólnoty spełniając zadanie kucharza. Następnie poprosił o przyjęcie go do salezjanów. Został przyjęty stając się koadiutorem. Przez 40 lat pełnił zadanie kucharza, pielęgniarza i przydzielonego do wielu innych małych obowiązków, których potrzebowała wspólnota.
Widoczna i działająca wspólnota salezjańska, poczynając od tej ks. Bosko, przyciągała świadectwem swoich wybitnych postaci. To oczarowanie nie ograniczało się do młodych, lecz opanowywało również dorosłych i ‘dobrych chrześcijan’. Instytucja stawała się domem i rodziną, także przez obecność i wrażliwość koadiutorów z ich twórczym wkładem.


3. Aspekt biograficzny powołania Artemide Zatti6
Skupmy teraz szczególnie naszą uwagę na Artemide Zatti’m i na jego doświadczeniu salezjańskiej świętości. U kogoś, kto z pewną głębią spotyka się z nim poraz pierwszy, spontanicznie rodzą się pytania. Kim był Artemide Zatti? Co przedstawia dla naszej Rodziny? Jakie słowa i jakie przesłanie przekazał nam swoim życiem? Jakie wyzwania stawia na dziś? To właśnie to, co pragniemy odkryć czytając na nowo jego biografię i nazywając po imieniu przesłania, których jest autorem.
3.1. Spotkanie z ks. Bosko w Patagonii
Wezwanie Artemide Zatti’ego do włączenia się w zastęp misyjny ks. Bosko pozwala odtworzyć poszczególne okresy powołania pierwszych koadiutorów. Oprócz tego każda osoba w sposób oczywisty jest nośnikiem własnej oryginalności.

Jako emigrant w poszukiwaniu lepszych warunków życia, Artemide Zatti przybył do Bahia Blanca w 17 roku życia. Przybywał tu wraz ze swoją rodziną z Włoch. Rodzice Artemide, Alojzy Zatti i Albina Vecchi, mieli ośmioro dzieci, czterech synów i czery córki. Zatti mieszkali w Boretto, w prowincji Reggio Emilia niedaleko rzeki Pad nie posiadając własnej ziemi, lecz pracując jako dzierżawcy u innych rodzin.

Artemide urodził się jako trzecie dziecko 12 października 1880 r. Tego samego dnia został ochrzczony otrzymując imiona Artemide Gioachino Desiderio. Mimo, że rodzina nie miała środów materialnych, to jednak prowadziła intensywne życie religijne, co jeszcze bardziej stało się widoczne kiedy wyemigrowała do Argentyny. W środowisku rodzinnym Artemide szybko nauczył się stawiać czoła trudnościom i odpowiedzialności w pracy.

<Positio -, nie wiemy czy przez niespodziewaną decyzję czy po bolesnym dojrzewaniu lub z jakiegoś szczególnego powodu rodzinnego, głowa rodziny Alojzy Zatti, zadecydował by opuścić Włochy i wraz z żoną i dziećmi emigrować do Argentyny. Pod koniec XIX wieku emigracja Włochów do Ameryki była zjawiskiem o dużych rozmiarach i wiele racji usprawiedliwiało tę tendencję... Na tę decyzję mogło wpłynąć zaproszenie wuja Jana Zatti, który był już w Argentynie w nowopowstającym mieście Bahia Blanca i znalazł tam niezłą pracę>>7

<>8, która doprowadziła go do spotkania z ks. Bosko.

Rodzina Zatti przybyła do Buenos Aires 9 lutego 1897r., a 13 tego samego miesiąca osiągneła pociągiem Bahia Blanca włączając się w środowisko licznej już grupy emigrantów włoskich.

Trzeba powiedzieć, że środowisko emigracyjne, oprócz bardzo cenionych wartości takich jak mocne zaangażowanie w pracę, miłość rodziny i innych, ukazywało niejednorodne kulturowe elementy o znacznej wadze. Wśród emigrantów była też obecna mocna grupa, która przywiozła ze sobą ukierunkowanie antyklerykalne i pewną formę wrogości do Papiestwa i Kościoła robiąc karierę we Włoszech w drugiej połowie XIX wieku. Pokazywali się oni dorocznie swoim hałaśliwym zachowaniem w pewne szczególne dni biorąc jako cel parafię i wspólnotę salezjańską9.

W Bahia Blanca salezjanie byli odpowiedzialni za parafię Nostra Signora della Mercede (M.B. Wynagradzającej), na której to terenie zamieszkała rodzina Zatti’ch. Mieli dwie szkoły: liceum i centrum szkolenia zawodowego. W tym salezjańskim dziele chrześcijanie i ludzie dobrej woli, których nie brakowało także wśród fanatycznych manifestantów, widzieli znaki oraz skupiający ich ośrodek. Nie mało z nich zaczęlo gromadzić się wokół parafii. Wśród tych, którzy dokonali takiego wyboru i weszli w orbitę ks. Bosko był także Artemide Zatti. Jego rodzina zawiązała trwałą i owocną przyjaźń z proboszczem ks. Karolem Cavalli’m, pobożnym i dobrym misjonarzem, troszczącym się szczególnie o biednych i chorych.

Artemide znalazł w ks. Karolu serdecznego przyjaciela, mądrego spowiednika i kompetentnego kierownika duchowego, który formował go w codziennym rytmie modlitwy i cotygodniowym korzystaniu z sakramentów. Nawiązał z kapłanem współpracę i kontakt duchowy10.

Za przykładem i namową ks. Cavalli, Artemide coraz bardziej łączył zainteresowanie swoją formacją z niepokojem spełniania dobra. Czytamy bowiem, że spędzał on swój wolny czas w parafii gdzie czuł się jak u siebie, i towarzyszył proboszczowi w jego wizytach u chorych, w pogrzebach, w służbie ołtarza, w spełnianiu posługi zakrystianina11.

Rozległe środowisko społeczne robotników katolickich, było jednym z pól szczególnego zaangażowania misjonarzy. Artemide Zatti był stałym asystentem grup robotniczych, które gromadziły się w niedzielę. Z nimi spędzał popołudnie nawiązując przyjaźń, interesując się różnymi sytuacjami, dodając odwagi i ukierunkowując wolę na dobro.

Robił to wszystko spontanicznie, bez wynagrodzenia, jako serdeczną i szlachetną służbę dla Pana i bliźniego. <>12.


3.2. Powołanie salezjańskie
<
Positio – musiało zrodzić się w życiu Sługi Bożego spontanicznie, jako fakt niemal naturalny. Powaga jego duchowego zaangażowania i pragnienie służenia Panu i bliźniemu prowadziły właśnie do tego. Z drugiej strony żyjąc w codziennym kontakcie z ks. Cavalli’m i z innymi współbraćmi pracowitej wspólnoty salezjańskiej, miał przed sobą świadectwo, które musiało być najlepszą zachętą do poświęcenia życia w bardziej radykalny sposób>>13. Apostolska wspaniałomyślność ks. Cavalli, środowisko salezjańskie i sukces dzieła ks. Bosko w Patagonii, pociągały każdego dnia i stanowiły najbardziej zapraszający ideał, lepszy niż jakakolwiek perspektywa dla kogoś, kto był zagubionym, ale dobrym emigrantem przybyłym z Włoch14.

W bibliotece proboszcza miał okazję przeczytać biografię ks. Bosko. Został nią oczarowany. To był prawdziwy początek jego salezjańskiego powołania. U początków naszego powołania jest zawsze inspirujące spotkanie z Założycielemi i jego naśladowcami15.

Kiedy ks. Karol zaproponował mu podjęcie drogi do kapłaństwa w Zgromadzeniu ks. Bosko, Zatti pokazał już wtedy skromną dojrzałość o znaczeniu nadprzyrodzonym, nienaruszone przekonanie wiary, pobożność i zdolność kierowania małych i wielkich do Chrystusa.

W ten sposób w zgodzie ze swoją rodziną 19 kwietnia 1900 r. Zatti mając 20 lat, poruszony szczerym pragnieniem pójścia za swoim powołaniem wszedł z pełną wolnością w rytm życia aspirantatu w Bernal, gdzie byli także nowicjusze i postnowicjusze. Bez kompleksów zaakceptował to, że ma siedzieć w ławkach z chłopcami 11-14 letnimi. Przyjął na siebie wszystkie zajęcia, które Przełożeni widząc jego dojrzałość i szlachetność, powierzyli mu. Wciągnął się w naukę, aby nadrobić stracony czas i nie narzekając na prace fizyczne, które przeszkadzały mu przykładać się do studium. Kroczenie drogą powołania było ponad wszelką inną myślą i trudnościami, które mogły niepokoić. Pragną on wykorzystać talenty dane mu przez Pana do dyspozycji16.

<17.

W aspirantacie w Bernal Artemide Zatti przeżył prawie dwa lata intensywnej formacji i nauki.


3.3. Doświadczenie choroby i jej akceptacja
Nieprzewidziana okoliczność zmieniła jego życie. Pewni jego odpowiedzialności przełożeni powieżyli mu asystencję młodego księdza chorego na gruźlicę. Zatti z oddaniem spełniał to zadanie, lecz niedługo potem zapadł na tę samą chorobę18.

Choroba ta, bądąc niebezpieczną dla jego życia oraz wynikające z tego opuszczenie Bernal, które stawiało pod znakiem zapytania jego drogę do kapłaństwa, stanowiły kluczowe wydarzenie w życiu Zatti’ego.

<>19. Wręcz przciwnie, to doświadczenie trwające przez lata i niepewność jaką ono ze sobą niosło, ukazały jego wielkość duchową wyrażoną przez świadomą i prawą akceptację choroby, nie łatwą dla młodzieńca w tym wieku20.

4 września 1902 r. tak pisze z Viedma do rodziców, aby ich pocieszyć: <>21

Po konsultacji lekarskiej Przełożeni skierowali Zatti’ego do Viedma, które stanie się ostateczną ojczyzną jego misji. Prosperująca obecność salezjańska, promieniujące centrum ruchu misyjnego Patagonii i rezydencja Wikariusza Apostolskiego, łagodny klimat i obecność ks. Evasio Garrone, salezjańskiego lekarza, zdecydowały o tym wyborze.

Przybycie Artemide Zatti do Viedma łączyło się z równoczesnym pojawiniem się tam Zefiryna Namuncury, który przyjechał z Buenos Aires i był dotknięty przez tę samą chorobę. Żyli oni obaj w serdecznej przyjaźni, aż w 1904 r. Zefiryn wyjechał do Włoch z kard. Cagliero.

Kiedy w 1902 r. przybył do Viedma Artemide Zatti miasto liczyło nieco ponad 5000 mieszkańców, różnego pochodzenia i narodowości. Ludzie byli w większości biedni.

Obecność salezjanów była bardzo znacząca. Dwie szkoły z internatami Córek Maryi Wspomożycielki i Salezjanów miały ogromny wpływ na podniesienie pozimu moralnego i materialnego w życiu miasteczka. Salezianie posiadali duży kompleks, w którym mieściła się bursa, szkoła podstawowa z internatem, szkoła zawodowa, która dała pierwszych wykwalifikowanych robotników dla Patagonii oraz szkołę rolniczą na peryferiach. W centrum dzieła salezjańskiego była katedra, używana do funkcji parafialnych, a obok niej szpital i apteka.

Szpital św. Józefa został założony z odwagą pionierów w 1889r. przez kard. Cagliero i dyrektora dzieła salezjańskiego ks. Bernarda Vacchina jako odpowiedź na potrzeby ubogich. Ks. Evasio Garrone, który odbył studia i praktykę lekarską we Włoszech, a potem wstąpił do salezjanów i został misjonarzem, otrzymał zadanie stworzenia i kierowania szpitalem 15 czerwca 1889 r., zaledwie kilka godzin po swoich święceniach kapłańskich22.

Szpital i apteka staną się później miejscem pracy Zatti’ego.




  1   2   3   4   5


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna