Prorok I błazen „zwierzenia klowna heinricha bölla



Pobieranie 112.77 Kb.
Strona2/2
Data05.05.2016
Rozmiar112.77 Kb.
1   2

Kościół i pieniądze


Protest "proroka mniejszego" Schniera dotyczy także problemu gromadzenia bogactw przez Kościół, a szerzej szukania przez wspólnoty religijne zabezpieczenia w dobrach tego świata. Jest to szczególnego rodzaju niebezpieczeństwo zagrażające przejrzystości znaku, którym winny być - znaku życia wiecznego, znaku rzeczywistości "bogactw, których ani mól nie niszczy, ani rdza nie zżera". Powieść rozpoczyna się kłótnią Hansa z Kostertem, organizatorem jego ostatniego przedstawienia, kończy zaś opisem pierwszej monety, dziesięciofenigówki, wpadającej do kapelusza klowna na schodach bońskiego dworca. Jest to jakby zakreślenie znaczenia motywu pieniądza w świecie dzieła: z jednej strony głównymi postaciami są w nim ludzie - jak Hans i Maria - bardzo potrzebujący, z drugiej zasobni lub bardzo bogaci katolicy i protestanci, gruboskórni wobec ubogich, niedostrzegający ich potrzeb. Kościół niemiecki według schizofrenika ks. Strudera z bońskiego seminarium jest "bogaty, obrzydliwie bogaty. Naprawdę cuchnie pieniędzmi - jak zwłoki bogacza".30 Rodzice Hansa w imię szczytnych zasad - wydziedziczają syna. Postępowi katolicy rozprawiają o "ubóstwie społeczeństwa, w którym żyjemy", ale w praktyce nie robią nic, aby pomóc przynajmniej ubogim uczestniczącym z nimi w tym samym zebraniu. Kinkiel, "szara eminencja niemieckiego katolicyzmu społecznego", opowiada niesmaczny Witz na temat granic ubóstwa: "Do pięciuset marek miesięcznie wszystko idzie dobrze, ale między pięciuset i trzema tysiącami panuje prawdziwa nędza".31 Ten sam Kinkiel jest kolekcjonerem Madonn, które - ironizuje Hans - "dobrze wiedzą, że się je kradnie z kościółków bawarskich i tyrolskich".32 Prałat Sommerwild spędza wiele czasu na polowaniach z bogatymi przemysłowcami i na partyjkach skata w ekskluzywnych klubach. Są wreszcie i tacy, którzy próbują pomagać, ale albo brak im radykalizmu w przeciwstawieniu się nieuczciwym i gruboskórnym, albo nie wytrzymują i odchodzą w prywatność jak ks. Behlen, ktorzy porzuca kapłaństwo, wiążąc się z kobietą.

W tym sensie temat stosunku do pieniędzy i "nieuczciwej mamony" w dłoniach ludzi Kościoła jest jakby tematem strukturyzującym całą powieść. Trzy razy, w charakterystycznych momentach "Zwierzeń", Böll nawiązuje do Jezusowej przypowieści o obrotnym rządcy (por. Łk 16, 1-8). Na początku, już w pierwszym zwierzeniu, Hans zauważa: "synowie tej ziemi są nie tylko mądrzejsi, ale i bardziej ludzcy niż synowie światłości".33 W dziewiętnastym zwierzeniu wspomina: "W domu przy każdej okazji czytano nam odpowiedni ustęp Ewangelii, ponieważ w naszej rodzinie aż roi się od pastorów, ale żaden z nich nie wspomniał o roli kobiety w Ewangelii ani o czymś tak niepojętym, jak niegodziwa mamona. Także katolicy w swoim Kole nigdy nie chcieli mówić o niegodziwej mamonie; kiedy poruszałem ten temat, Kinkiel i Sommerwild uśmiechali się tylko z zakłopotaniem - zupełnie jakby złapali Chrystusa na nieprzyjemnej gafie, a Fredebeul wspominał o wyświechtaniu tego wyrażenia przez historię. Jak mówił, razi go jego <>. Tak jakby pieniądze były czymś racjonalnym".34 I na końcu, w ostatnim zwierzeniu, przygotowując się do "występu" na schodach dworca, Hans rzuca jakby mimochodem, myśląc o swoim agencie Zohnererze: "synowie tej ziemi mają więcej serca niż synowie światłości".35

Dlaczego klown tak często powraca do tej przypowieści? Dlatego, że uważa, że chrześcijanie, zasłaniając się jej śmiesznością czy rzekomą irracjonalnością, w praktyce nie realizują pewnego bardzo ważnego, prorockiego przesłania Jezusa: brakuje nam owego świadectwa swobody, lekkości w obcowaniu z pieniądzem, którą ma na myśli Jezus. W konsekwencji okazuje się, że często "synowie tej ziemi mają więcej serca niż synowie światłości". Oto sprytny rządca, prawdziwy „syn tej zeimi”, wiedząc, że jego pan wkrótce go zwolni z powodu jakichś malwersacji, zdobywa sobie przyjaciół wśród jego dłużników, zmniejszając ich wierzytelności. Jezusowe opowiadanie kończy się dwiema znanymi nam już sentencjami, tak fascynującymi Hansa. Pierwsza: "Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości" (Łk 16,8). I druga: "Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy [wszystko] się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków" (16,9).

Jezus z pewnością nie akceptuje postępowania rządcy - nazywa go przecież "nieuczciwym (w. 8), a to, co tamten robi - zdobywaniem przyjaciół "nieuczciwą mamoną" (w. 9). W sumie jednak coś w tej paradoksalnej, trochę błazeńskiej, przypowieści pochwala - to, że w obrocie pieniędzmi trzeba zachować wolność, umieć darować, a przez to nieść radość, zdobywać sobie przyjaciół i współtworzyć świat, w którym pieniądze nie dzielą, lecz łączą ludzi.

Hans, szukając metafory dla oddania tej lekkości, swobody, której brakuje Kościołowi, przywołuje obraz rąk ewangelicznych kobiet i podobne do nich ręce "jego" Marii. "Żadnemu teologowi - snuje jedno ze swoich najpiękniejszych zwierzeń - nie przyszło do głowy wygłosić kazania na temat rąk kobiecych w Ewangelii: ręce Weroniki, Magdaleny, Marii i Marty - wszystko to w Ewangelii ręce kobiet, które okazały Chrystusowi tkliwość. [...]. W rękach Marii nawet pieniądze traciły swoją problematyczność, ma ona cudowny dar obchodzenia się nimi swobodnie, a zarazem ostrożnie. Ponieważ zasadniczo nie uznaję czeków i wszelkich innych <<środków płatniczych>>, zawsze otrzymywałem pieniądze gotówką na stół, wobec czego nigdy nie musieliśmy planować na dłużej niż na dwa, najwyżej trzy dni. Maria dawała pieniądze każdemu, kto o nie prosił, a czasem i tym, którzy jej o nie wcale nie prosili, ale, jak wynikało z rozmowy, pilnie ich potrzebowali. Raz w Getyndze dała pewnemu kelnerowi pieniądze na płaszcz zimowy dla jego syna, który miał iść do szkoły, i bezustannie pokrywała dopłaty za bezradne, zabłąkane w przedziałach pierwszej klasy babcie, jadące na czyjś pogrzeb. [...]. Powiedziałem jej kiedyś, że właściwie powinna by pracować w misji dworcowej, a ona odpowiedziała, trochę urażona: <> Wcale nie powiedziałem tego złośliwie czy z wyrzutem". W tym miejscu powraca, zresztą w znakomitej wolcie literackiej, główny temat, obsesja Hansa: "Teraz znalazła się jakby w misji dworcowej, myślę, że Züpfner ożenił się z nią, żeby ją <>, a ona wyszła za niego, żeby jego <>; ale nie byłem pewny, czy Züpfner pozwoli jej fundować babciom z jego pieniędzy dopłaty za pociągi pośpieszne i za pierwszą klasę. Na pewno nie był skąpy, ale pozbawiony potrzeb w równie nużący sposób, jak Leon. Nie był tak skromny jak św. Franciszek z Asyżu, który rozumiał potrzeby innych, mimo że sam ich nie odczuwał".36



Egzystencja chrześcijańska powinna być w świetle powieści egzystencją ludzi, którzy żyjąc świadczą, świadcząc żyją, niemal bezwiednie, naturalnie - tak jak poruszają się dłonie ewangelicznych kobiet, dłonie Marii, jak żyją artyści, dzieci, ludzie do końca zatopieni w to, co robią. W powieści wyraża tę prawdę motyw "człowieka bez wolnego czasu". Za takiego człowieka uważa się Hans - w jego przekonaniu artysta jest człowiekiem, który nie ma i nie może mieć wolnego czasu. Owszem, może rozprostować nogi, zapalić papierosa, zapomnieć o sztuce pogrążając się we śnie, w zabawie, w grze czy w innej formie odpoczynku - nie może jednak nigdy przestać być artystą, nie może nie być nim do końca, być "trochę". "Nawet lekarze - zwierza się Hans - mają wolny czas, a ostatnio także i księża. Właśnie to mnie drażni, nie wolno im go mieć i powinni przynajmniej to rozumieć w artystach. Mogą nie rozumieć nic ze sztuki, nie wiedzieć nic o powołaniu, zadaniu i tego rodzaju bzdurach, ale powinni rozumieć naturę artysty".37 Także Pan Bóg nie ma wolnego czasu i nawet Maria przyznaje, że "wyobrażenie sobie Chrystusa mającego wolny czas wydaje się jej bluźnierstwem, że Chrystus świętował, ale nie miał wolnego czasu".38 Nie może też być wolnego czasu od chrześcijaństwa w duszy tego, kto został porwany, pochwycony, odnalazł, uwierzył...
Dręczące pytanie
Czy poza prorokiem jest jeszcze jakiś inny pierwowzór narracyjny powieści? Aż boję się o tym mówić. Ale czy musiał żywić ten sam strach Heinrich Böll? Nie, nie musiał... Czy trzeba zresztą pytać o Bölla? Nie, właściwie nie trzeba. W świecie „Zwierzeń klowna” dostrzegam jeszcze jedną, jakby świadomie niedoświetloną, biało-czarną kliszę narracyjną. Gdy weźmie się ją "pod światło" czasu i przestrzeni, można dostrzec niejasne zarysy, kontury. Najpierw przestrzeń: niewielka stolica zdruzgotanego i podległego, a przecież z dumą odbudowującego się państwa, odbywający się w niej sąd nad sprawiedliwym, dworzec i karnawał nic nierozumiejącego tłumu... Bonn to czy może Jerozolima? A potem czas: ...było już ciemno..., była prawie szósta..., było po dziewiątej... "A od godziny szóstej do dziewiątej mrok ogarnął całą ziemię. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem..." – przypominamy sobie starą opowieść. „Około godziny dziewiątej...” U Bölla także żadna godzina nie jest ściśle oznaczona. Wszystko - z wyjątkiem precyzyjnie nakreślonej godziny objawienia przez Strüdera głównego tematu (motto) dzieje się "około", "prawie" i właściwie za długo. Chce się krzyczeć: Niech to się już skończy! Wreszcie klown wkłada maskę śmierci i idzie na dworzec - właściwie za miasto... "Wyprowadzili Go za miasto..." Może od tego należało zacząć? A może trzeba już zamilknąć? Także interpretacja musi poznać czas swego zamknięcia.

1     J. Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo, Kraków 1994, s. 32.

2     Tamże, s. 33.

3     Por. H. Böll, Zwierzenia klowna, Warszawa 1968, s. 220.

4     Tamże, s. 7.

5     Tamże, s. 15.

6     Tamże, s. 112-115.

7     Tamże, s. 124. Płaszcz jak na obrazie Rembrandta?

8     Tamże, s. 138.

9     Tamże, s.138.

10     Tamże, s. 59.

11     Tamże, s. 215.

12     Tamże, s. 221.

13     Por. V. Garske, Christus als Aergernis. Jesus von Nazareth in den Romnen Heinrich Bölls, Mainz 1998, s. 168-169, prz. 743.

14     Poglądy André Nehera omówione za: P. Ricoeur, Lectures 3. Aux frontiéres de la philosophie, Paris 1994, s. 155-156.

15     G. von Rad, Teologia Starego Testamentu, Warszawa 1986, s. 407-408.

16     A. Świderkówna, Rozmowy o Biblii, Warszawa 1995, s. 110.

17     G. von Rad., dz. cyt., s. 410.

18     Por. L. Kołakowski, Der Mensch ohne Alternative, München 1961, s. 276.

19     G. von Rad, dz. cyt., s. 559.

20     H. Böll, dz. cyt., s. 173.

21     G. Gilbert, Dealer miłości, Warszawa 2000, s. 143.

22     H. Böll, dz. cyt., s. 84. Wcześniej Hans zauważa: "Szkoda, że nie żyjemy w średniowieczu - odparłem. Wtedy [Maria] mogłaby być moją konkubiną bez nieustannej konfrontacji ze swoim sumieniem" (tamże, s. 82).

23     G. Herling-Grudziński, Jubileusz, Rok Święty. W: Dziennik pisany nocą 1993-1996, Warszawa 1998, s. 633-634. Wszystkie cytaty z opowiadania pochodzą z tej książki.

24     Ofiarowanie. Z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim rozmawia Włodzimierz Bolecki, "Tygodnik Powszechny" nr 13 z 5 III 2000, s. 9.

25     H. Fries pochwalał m.in. udział księdza katolickiego w pogrzebie Heinricha Bölla, mimo że ten wystąpił z Kościoła. H. Fries, Vor der Entscheidung. Werden die Kirchen überflüssig? Graz 1995, s. 86-95. Zastępujemy zwrot Friesa: "nie chce wydawać się zbędny", zwrotem: "który chce być wiarygodny". Zamiast liczby mnogiej "Kościoły", której Fries czasem używa, stosujemy konsekwentnie: "Kościół".

26     Tamże, s. 114.

27     Tamże, s. 77.

28     Tamże, s. 96.

29     Tamże, s. 217.

30     H. Böll, dz. cyt., s. 172-173.

31     Tamże, s. 16.

32     Tamże, s. 84.

33     Tamże, s. 13.

34     Tamże, s. 179.

35     Tamże, s. 218.

36     Tamże, s. 180.

37     Tamże, s. 90.

38     Tamże, s. 91.

Pobieranie 112.77 Kb.

1   2




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna