Przedmowa do pierwszego wydania



Pobieranie 0.67 Mb.
Strona14/16
Data04.05.2016
Rozmiar0.67 Mb.
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   16

Słowa wielu powołanych – mało wybranych wcale nie oznaczają, że część ludzkości od wieków jest skazana na wieczną zagładę, gdy tymczasem inna część z góry już, wskutek analogicznego przeznaczenia, może się cieszyć przyszłym szczęściem. Jest to tylko stwierdzenie faktu, że wielu powołanych nie odpowie jak należy na apel Boży i tym samym nie wejdzie do grona wybranych.

Przypowieść ograniczona do pierwszego zaproszenia na gody nie byłaby tak pouczająca – gdyby pierwsi zaproszeni przybyli. Byłaby normalnym odbiciem zwykłych stosunków międzyludzkich: wyprawiając gody, zaprasza się wybranych gości. Całe bogactwo pouczające tej perykopy zawiera się w opowiadaniu o drugim i trzecim zapraszaniu. Tu dopiero ukazuje się dobroć Zapraszającego. Bóg nie tylko gotów jest dzielić się swym dobrem, gdy Go ludzie o nie poproszą. Bóg nie czeka, aż ludzie doń przyjdą. Bóg wychodzi na poszukiwanie człowieka. Jakże przemożny jest ów „Boży instynkt” dzielenia się dobrem z człowiekiem! Jakaż zawstydzająca lekcja dla człowieka zasklepionego w swym egoizmie!

Rozmiary owej dobroci ukazuje dwukrotnie podejmowana próba sprowadzenia dobrych i złych na ucztę. Gdyby kiedyś zachowywał się tak jakiś człowiek – historia ludzkości nie może się chyba poszczycić znajomością jednostki zdrowej na umyśle i postępującej w ten sposób – zasłużyłby sobie na miano dziwaka nie szanującego swej godności osobistej, narażającego się innym ze swą dobrocią bez żadnych powodów. W każdym razie musiałoby to budzić bardzo poważne podejrzenia. I tu znów jakże prawdziwymi okazują się słowa Pisma: Bóg nie jest jak człowiek (Lb 23:19; por. Hi 22:2; Oz 11:9). Nie ma u Boga tych delikatnych spraw prestiżowych, które każą dyplomatom zasiadać nie do podłużnych, lecz do okrągłych stołów, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że ktoś znajduje się na pierwszym miejscu! Nie ma u Boga poczucia śmiesznej wielkości, która zabrania większemu godnością, rangą czy majątkiem wpierw uchylić kapelusza na ulicy. Nie ma obrazy zdarzającej się właśnie na ucztach, stwarzających okazję do pomyłek lub niemożności rozeznania się w funkcjach i urzędach ludzi zaproszonych do wspólnego stołu. Ileż potrafią wyczytać nasi dziennikarze, obserwatorzy, z takiego umieszczenia kogoś o jedno krzesło wyżej.

Mat 22:15 Doznawszy niejednej już porażki w publicznych dysputach z Jezusem – w kontekście poprzedzającym jest mowa o niegodziwych dzierżawcach winnicy oraz o uczcie królewskiej – faryzeusze obmyślają nową, bardziej skuteczną metodę zwalczania Jezusa. Nie będą się już więcej narażać na publiczne upokorzenia. Zbyt to umniejszało ich powagę w oczach ludu.

Mat 22:16–17 Wyślą specjalną delegację, „uzbrojoną” uprzednio w niezawodne argumenty. Na uwagę zasługuje sam dobór wysłanników: byli wśród nich uczniowie faryzeuszów i herodianie. Obydwie grupy wzajemnie się nienawidziły. Łączyła je jednak wspólna niechęć do Chrystusa. Herodianie, czyli zwolennicy Heroda Wielkiego, marząc o koronacji swego władcy, co miało się ziścić za czasów Heroda Agryppy, chętniej poddawali się władzy monarchów z dynastii herodiańskiej niż prokuratorów rzymskich. Jednak dla osiągnięcia politycznych celów zabiegali o względy Rzymian, co czyniło z nich przynajmniej pod tym względem, taktycznych sprzymierzeńców faryzeuszy we wspólnym zwalczaniu Jezusa. Obecność herodianów w Jerozolimie wskazuje na bliskość święta Paschy.

Sprawa płacenia podatków należała do zagadnień najbardziej delikatnych. Podatki owe w wymiarze dość wysokim zostały na Żydów nałożone przez Rzymian po pamiętnym zdeponowaniu i skazaniu na wygnanie Archelaosa (r. 6 po Chr.). Faryzeusze i herodianie co prawda płacili podatki, ale wiadomo było, że czynili to bardzo niechętnie. Pytanie, które miano postawić Jezusowi, było również tak sformułowane, by odpowiedź na nie według przewidywań faryzeuszy – wypadła zawsze na niekorzyść Jezusa. Stwierdzenie, że Jezus jest prawdomówny i że naucza drogi Bożej, traktując wszystkich jednakowo, miało niejako uniemożliwić Jezusowi udzielenie takiej odpowiedzi, która byłaby schlebianiem cesarzowi, a nie wyrazem wewnętrznych przekonań Nauczyciela. Publiczne oświadczenie, że nie należy płacić podatku cesarzowi, byłoby wyraźnym narażeniem się temu ostatniemu, czego nie omieszkaliby stwierdzić nade wszystko herodianie, choć odpowiadałoby to pragnieniom i patriotyzmowi Żydów. Natomiast polecenie uiszczania podatków czyniłoby z Jezusa jawnego wroga ludu, który w osobie Mesjasza widział przede wszystkim obrońcę niezawisłości narodowej. Zresztą niektórzy spośród pretendujących do roli Mesjasza, jak np. Judasz Galilejczyk, wyraźnie nawoływali do niepłacenia podatków.

Mat 22:18 Odpowiedź Jezusa czyniła Go nieprzewidzianie panem sytuacji rzekomo bez wyjścia. Wyjawiając ukryte zamiary swoich przeciwników Jezus napełnił ich wstydem i upokorzył zarazem, ponieważ mimo wszystko nie pozostawił pytania bez odpowiedzi. Najprzód kazał przynieść sobie monetę czynszową, demaskując przy tym z miejsca przewrotność wysłanników faryzejskich. Termin „hipokryta” jest używany przez Jezusa prawie zawsze jako określenie faryzeuszy lub ich zwolenników.

Mat 22:19–20 Różne domysły zaczęły się zapewne rodzić w głowach wysłanników faryzeuszy, kiedy Jezus kazał sobie podać monetę czynszową. Czyżby nie miał przy sobie nawet grosza? A gdyby miał, to może – pomyślano by – właśnie dlatego, że nie płacił podatku? Na przyniesionym na polecenie Jezusa denarze, monecie srebrnej, której bicie było zarezerwowane dla władz rzymskich, widniał na jednej stronie wizerunek cesarza z napisem: T[iberius] Caesar Divi Aug[usti] F[ilius] Augustus, na drugiej zaś obok pewnych elementów dekoracyjnych w postaci winnych liści lub gałązek akantu, był wytłoczony napis: Pontif[ex] Maxim[us]. Tylko niektórym miejscowym władcom palestyńskim, między innymi Herodowi – zezwalali Rzymianie na bicie własnych, ale nie srebrnych, lecz tylko brązowych monet.

Mat 22:21–22 Słowa te stanowią aluzję do kuszenia, którego faryzeusze dopuszczali się względem Chrystusa. Są one również swojego rodzaju potępieniem postawy Żydów wobec nauki Jezusa jako Mesjasza: nie oddawali, co jest Boskiego, Bogu. Czy można jednak stwierdzić, że zapowiedź Jezusa była poleceniem płacenia podatków? Otóż nie był to nakaz wydany wprost. Sens słów Chrystusa jest zbyt ogólny. Zdaje się jednak nie ulegać wątpliwości, że Jezus nakazuje lojalność względem władzy państwowej, bez wchodzenia w szczegóły mogące stanowić przedmiot dyskusji lub okazję do wskazań raczej negatywnych. Ścisły związek religii z państwem nigdzie chyba nie dochodził do głosu tak zdecydowanie, jak w teokracji izraelskiej. Wyrazem tego stanu rzeczy jest również odpowiedź Jezusa na pytanie, czy wolno płacić podatek: zresztą sprawa stosunku do władzy świeckiej schodzi wyraźnie na plan drugi. Chrystusowi zależy przede wszystkim na tym, aby Żydzi pojęli, iż mają oddawać to, co Boskie, Bogu.

Kościół jest instytucją, która czuwa nad tym, by oddawać, co jest Boskiego, Bogu. Cały świat zaś jest Bożą własnością, zostawioną wspaniałomyślnie na użytek człowiekowi. Za złe używanie świata, za naruszanie Bożej własności, czeka nas wielki i surowy proces. Nie próbujmy więc wywłaszczać Pana Boga. A każdy grzech jest w rzeczywistości wykroczeniem przeciwko sprawiedliwości.

Mat 22:23–24 A oto nowa próba pochwycenia Jezusa na słowie. Podejmują ją saduceusze, uznający za prawdę to tylko, co znajduje się w Pięcioksięgu. Tym razem za okazję do pochwycenia Jezusa za słowa ma posłużyć nauka o zmartwychwstaniu. Trzymając się zasady, że tylko to należy uznawać za religijną prawdę, co znajduje się w Piśmie, saduceusze odrzucali głoszoną przez Chrystusa prawdę o przyszłym zmartwychwstaniu ciał, ponieważ dla prawdy tej nie można było znaleźć uzasadnienia bezpośredniego w Pięcioksięgu.

Mat 22:25–28 W sposobie argumentowania są bardzo bezwzględni i usiłują wykazać, że nauka o zmartwychwstaniu pozostaje wręcz w sprzeczności z Pismem. Odwołują się do tzw. prawa lewiratu, na mocy którego wdowę bezdzietną miał obowiązek pojąć za żonę brat jej zmarłego męża, a gdyby i ten zmarł nie pozostawiwszy potomstwa, taki sam obowiązek przechodził na następnego brata, i tak mogła się powtórzyć identyczna sytuacja aż siedem lub więcej razy. Jeżeli Jezus twierdzi, że będzie zmartwychwstanie ciał, to czyją żoną okaże się – pytają saduceusze – owa niewiasta w dniu ostatecznym.

Mat 22:29–31 W odpowiedzi na tak sformułowaną trudność Jezus oznajmia saduceuszom, że w rzeczywistości nie znają Pisma, którego znawstwem tak się przechwalają. Gdyby znali Pismo, wiedzieliby, że Bóg jest w stanie stworzyć ludzi na nowo, że ludzie zmartwychwstali, podobnie jak aniołowie nie będą już się żenić ani wychodzić za mąż. Pytanie saduceuszów zatem, czyją żoną będzie przy zmartwychwstaniu owa niewiasta, w ogóle nie ma sensu.

Mat 22:32–33 Poza tym gdyby saduceusze istotnie znali Pismo, to wiedzieliby, że Jahwe nazywa się Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, mimo że patriarchowie ci dawno już pomarli. Jeśli Bóg nazywa się ich Bogiem, to dlatego, iż nie skończyło się ich istnienie. Jahwe nie jest bowiem Bogiem umarłych, lecz żywych.

Mat 22:34–36 Aczkolwiek zjednoczeni we wspólnej nienawiści do Chrystusa, faryzeusze żywili jednak niechęć do saduceuszy i niekiedy przychodzili do Jezusa właśnie po to, by rozstrzygał ich doktrynalne spory.

Jeden z takich sporów został wyżej opisany. Został on rozstrzygnięty, jak wiadomo na korzyść faryzeuszy. Zmobilizowało to ich wewnętrznie i ośmieliło do Chrystusa. Wystąpili tedy z nowym zapytaniem. Samo pytanie nie zdradza jeszcze złych zamiarów ze strony pytającego. Być może faryzeusz ów całkiem szczerze pragnął dowiedzieć się, które jest, według Jezusa, największe przykazanie. W każdym razie, sam będąc uczonym w Prawie, poruszał zagadnienie, które wchodziło w zakres jego specjalności zawodowej. Przymiotnik wielkie (μεγάλη), określający przykazanie, mimo jego użycia w stopniu równym, zgodnie z konstrukcją spotykaną często tak w języku hebrajskim, jak i w grece nowotestamentowej, posiada znaczenie stopnia najwyższego; słusznie przeto przekłady nowożytne używają w tym miejscu zwrotów odpowiadających polskiemu wyrażeniu największe przykazanie. Wszystkie przykazania w liczbie 613 – cyfrę otrzymało się przez zsumowanie wartości liczbowych wszystkich liter potrzebnych do napisania zwrotu „Dziesięć przykazań” – rabini dzielili jednozgodnie na wielkie i małe. Do wielkich należały, między innymi, przykazania dotyczące morderstw, bałwochwalstwa, bluźnierstwa, profanacji świętego imienia lub szabatu itp. Zgodni co do podziału przykazań na wielkie i małe, na nakazujące, w liczbie 248, i zakazujące, w liczbie 365, rabini różnili się między sobą, gdy chodziło o kolejność hierarchiczną nakazów i zakazów w ramach poszczególnych zgrupowań. Ponieważ zagadnienie zmartwychwstania ciał rozstrzygnął Chrystus na niekorzyść saduceuszy, a zgodnie z przekonaniami faryzeuszy (por. Mt 22:23–33), ci ostatni ponownie pytają Chrystusa o zdanie, sądząc, że i w drugim przypadku zyskają sobie Jego autorytatywne poparcie.

Mat 22:37–38 W odpowiedzi Chrystus cytuje jako największe przykazanie fragment wszystkim Izraelitom dobrze znanego wyznania wiary (Pwt 6:5). Pierwszym obowiązkiem każdego stworzenia, a zwłaszcza człowieka, jest miłość Boga. Nie jest to miłość byle jaka. Musi w nią być zaangażowane całe serce, będące dla Izraelity siedliskiem m.in. inteligencji, cała dusza, którą Izraelita uważa za źródło wszystkich myśli i pragnień.

Mat 22:39–40 Drugie co do ważności przykazanie dotyczy miłości bliźniego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Miarą tej miłości jest miłość samego siebie. W epoce rakiet międzyplanetarnych i kosmicznych lotów głównym zajęciem człowieka winna być bardziej niż kiedykolwiek praktyka miłości Boga i bliźniego. Kochać zaś bliźniego jak siebie samego – to znaczy uważać innych za dzieci Boże i traktować ich jak dzieci Boże. Każda miłość bazuje na wspólnocie interesów. Miłość Boga – to wspólnota naszych i Bożych pragnień. Miłość ludzi – to troska o ich sprawy.

Mat 22:41–44 Z kolei Jezus stawia pytanie faryzeuszom, stwarzając świadomie sposobność, by Jego słuchacze mogli skorygować swoje błędne poglądy mesjańskie. Argumentując wykazuje Chrystus – jak się to zresztą często zdarza – niedorzeczność w rozumowaniu swoich przeciwników. Nie zaprzecza przy tym, że Mesjasz jest synem Dawida (Ps 109), lecz wykazuje równocześnie, że Mesjasz ma także inny początek, wskutek czego jest również Panem Dawida. Jest to jeden z tych tekstów, w których świadomość mesjańska Jezusa najwyraźniej dochodzi do głosu. Wyrażenie z Mat 22:43: Dawid natchniony przez Ducha może nazywać Go Panem, oznacza działanie Ducha Świętego, którym Dawid oświecony nazywał Mesjasza swoim Panem. Wzmianka o Duchu została wprowadzona po to, by faryzeusze nie wątpili w prawdziwość cytowanych tu słów Dawida.

Mat 22:45–46 Argumentacja Jezusa rzuciła zapewne nowe światło na dawno już wysuwany problem pochodzenia Mesjasza. Faryzeusze poczuli się przyciśnięci do muru i zaskoczeni. Żaden z nich nie zdobył się na odpowiedź. Co więcej, od owego dnia nikt nie odważył się Go więcej pytać.

Mat 23:1–2 Niektóre spośród pouczeń Jezusa były przeznaczane tylko dla Jego uczniów, innych miały słuchać liczne rzesze wiernych, ale i te nie były także pozbawione pewnego znaczenia, gdy chodzi o Apostołów. Wspominając o katedrze Mojżesza Jezus czyni aluzję do faktu; że właśnie Mojżesz był pierwszym prawodawcą Izraela. Miejsce, z którego on nauczał, zajmowali w czasach Jezusa uczeni w Piśmie i faryzeusze.

Mat 23:3–4 Istniała bardzo wyraźna dysharmonia pomiędzy czynami owych nauczycieli a głoszoną przez nich nauką. Nauka, którą szerzyli, była zdrowa, taka sama jak przykazania obwieszczone przez Mojżesza, ale życie owych pseudonauczycieli wcale nie było odzwierciedleniem głoszonych przez nich zasad. Dlatego Jezus każe słuchać ich nauczania, lecz nie pozwala naśladować ich czynów.

Mat 23:5–7 W rzeczywistości bowiem faryzeusze i uczeni w Piśmie czynili wszystko tylko dla oka ludzkiego, zabiegając przy tym usilnie o szacunek dla siebie. W tym celu malutkie zazwyczaj filakterie, czyli pudełeczka ze skóry z tekstami Prawa umieszczane na czole, powiększali do nie przewidzianych przepisami rozmiarów; wydłużali również frędzle zwisające z czterech stron chusty, którą zwykli się przykrywać do modlitwy; zajmowali pierwsze miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach; żądali, by ich pozdrawiano na rynkach i domagali się dla siebie tytułu Rabbi.

Mat 23:8–10 Otóż uczniom Jezusa nie wolno naśladować tych fałszywych nauczycieli. Zwłaszcza nie mogą oni posługiwać się takimi tytułami, jak rabbi, ojciec, mistrz. Tylko Chrystus bowiem zasługuje na miano prawdziwego Nauczyciela; tylko Bóg jest prawdziwym Ojcem wszystkich ludzi; tylko Chrystus jest naprawdę Mistrzem. Członkowie grup uczniów rabinackich ojcem naszym nazywali swego mistrza.

Mat 23:11–12 Apostołowie mają być dla siebie braćmi, gotowymi do świadczenia sobie wzajemnych usług. Ta gotowość służenia powinna być tym większa, im ważniejszym ktoś jest w rzeczywistości. Motyw takiego postępowania jest następujący: Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Chodzi tu oczywiście o wizję przyszłego sądu oraz o przyszłą nagrodę i karę. Wtedy dopiero okaże się naprawdę, kto jest wielki, a kto mały.

Mat 23:13 Po pouczeniach przeznaczonych dla uczniów Pańskich następują przestrogi skierowane do faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Liczba owych przestróg – siedem – również nie jest bez znaczenia: ma ona świadczyć o doskonałości, o doniosłości pouczeń Chrystusowych. Pierwsza przestroga jest przypomnieniem smutnej praktyki zamykania przez faryzeuszy królestwa Bożego przed innymi ludźmi. Zasiadając bowiem na katedrze Mojżesza i nauczając autorytatywnie prosty lud, licznymi zakazami, groźbami i deklaracjami uniemożliwiali ci pseudonauczyciele ludziom dojście do królestwa niebieskiego. Równocześnie samym sobie również zamykali drogę do nieba, bo ich życie nie było przecież godne wiecznej nagrody.

Mat 23:15 Kara zasłużona spotka kiedyś faryzeuszy nawet za ich apostolską gorliwość. Zapał był bowiem rzeczywiście wielki: faryzeusze przemierzali niekiedy całe morza i ziemię, żeby zdobyć dla swych przekonań choć jednego prozelitę. O rezultatach tych akcji apostolskich świadczą nie tylko pisarze żydowscy (por. np. Józef Flawiusz, Przeciw Apionowi II, 10), lecz także poganie (Juvenalis, Sat., VI, 96–106; Dio Kasjusz, XXXVI, 17) oraz Ojcowie Kościoła (Justyn, Dialog z Żydem Tryfonem, 121 n). Nie chodziło jednak w owych misjonarskich zabiegach o ratowanie zdobytych dla nowej wiary przed wieczną zagładą, lecz o poszerzenie politycznych – choć i religijnych zarazem – wpływów Izraela. Prawdopodobnie z doświadczeń osobistych wiedział Jezus, że ci neofici, stawszy się z kolei samodzielnymi misjonarzami, przewyższali przewrotną gorliwością swoich mistrzów, i w ten sposób zasługiwali na jeszcze większą karę.

Mat 23:16 Następna przestroga dotyczy pouczeń faryzeuszy w sprawie składania przysiąg. Mówili np. faryzeusze, że jeśli ktoś przysięga na sam przybytek, to nie jest zobowiązany do zachowywania takiej przysięgi, lecz obowiązuje go dopiero przysięga złożona na złoto przybytku. Wskazanie jak najbardziej błędne: przecież ważniejszy jest przybytek; on to bowiem nadaje wartość także złotu, które przybytek zdobi. Mówili też faryzeusze, że kto przysięga na sam ołtarz, nie jest zobowiązany do zachowywania takiej przysięgi. Obowiązuje dopiero przysięga złożona na ofiarę, która znajduje się na ołtarzu. Znów nic bardziej błędnego: ofiara całą swoją doniosłość i świętość czerpie właśnie z ołtarza, na którym jest składana. Nauka Jezusa w sprawie przysięgi jest następująca: kto przysięga na ołtarz, przysięga również na to wszystko, co znajduje się na ołtarzu; kto zaś przysięga na przybytek, składa przysięgę na samego Boga.

Mat 23:17–22 Ostatecznym źródłem tych dewiacji doktrynalnych jest obłuda; polegająca na tym, że faryzeusze dają dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, a lekceważą sobie bardzo ważne nakazy Prawa, te mianowicie, które zobowiązują do praktyki sprawiedliwości, miłosierdzia i wiary. Otóż składanie dziesięcin jest rzeczą godziwą, dobrą, ale tylko pod warunkiem, że ofiarom tym będą towarzyszyć trzy wymienione wyżej cnoty.

Mat 23:23–26 Myśl o obłudzie faryzeuszy będzie przedstawiona jeszcze kilka razy za pomocą różnych obrazów wziętych z życia, mianowicie satyrycznie przedstawionych praktyk faryzejskich, które nie mają wartości, jeśli nie towarzyszy im troska o wewnętrzną czystość.

Mat 23:27–33 Wyrazem obłudy kompromitującej faryzeuszy w sposób szczególny jest to, że budują oni pomniki prorokom i przyozdabiają grobowce sprawiedliwych, mówiąc sobie przy tym, że gdyby oni żyli w czasach ich przodków, to żaden z proroków nie zginąłby śmiercią męczeńską, w każdym razie oni, faryzeusze, nie mieliby żadnego udziału w zadawaniu tych cierpień. Zapomnieli jednak, że tego rodzaju deklaracje były równocześnie przyznawaniem, iż owi mordercy proroków byli ich przodkami. W rzeczywistości faryzeusze sami też nic innego nie czynią, jak tylko dopełniają miary swoich przodków. Dlatego Chrystus, nazywając ich ponownie plemieniem żmijowym, oświadcza, że nie ujdą oni potępienia piekielnego.

Mat 23:34 Mowa przeciwko faryzeuszom i uczonym w Piśmie kończy się zapowiedzią posłania do Jerozolimy proroków, mędrców i uczonych. Wzmianka o prorokach jest niewątpliwą aluzją do proroków ST, być może również i do Jana Chrzciciela. Mędrcy uchodzili za spadkobierców nie tylko misji, ale i przymiotów moralnych proroków starotestamentowych. W późnym judaizmie orzeczenia mędrców uważano za decyzje nienaruszalne, prawie natchnione. Swoją powagą i szacunkiem u ludzi mędrcy zdawali się nawet przewyższać uczonych w Piśmie, czyli zawodowych znawców Tory. Otóż wśród wysłanników Jezusa byli ludzie również cieszący się nie mniejszą powagą niż żydowscy mędrcy i uczeni w Piśmie.

Większość Apostołów zginęła rzeczywiście śmiercią męczeńską. Aluzja do bliskiej już śmierci obydwu Jakubów i Szczepana jest aż nazbyt wyraźna. O ukrzyżowaniu, które nie należało do żydowskiego kodeksu karnego, poza śmiercią Jezusa, NT nie wspomina. O biczowaniu uczniów w synagogach mówi Jezus już po raz drugi (por. Mt 10:17). Paweł, wspominając swoją faryzejską przeszłość wyznaje, iż wtrącał do więzienia tych, którzy wierzyli w Chrystusa, i biczował ich w synagogach (Dz 22:19; por. Dz 26:11). Znane były i stosowane wśród Żydów dwa rodzaje biczowań: jedno, wzmiankowane przez Pawła w 2 Kor 11:24: sprowadzające się do trzydziestu dziewięciu uderzeń, drugie, trwające tak długo, jak długo biczowany pozostawał przy życiu. Przepędzać z miasta do miasta przypomina niejedną sytuację z życia św. Pawła (por. Dz 17:6; Dz 21:31; Dz 23:20; Dz 25:2 n; Ga 4:29; 1 Tes 2:14–16), który był również swojego rodzaju i prorokiem, i uczonym w Piśmie.

Mat 23:35 Bratobójstwo dokonane przez Kaina (Rdz 4:10) było pierwszą tego rodzaju zbrodnią, śmierć zaś męczeńska Zachariasza – ostatnim w ST morderstwem niewinnego człowieka. Wzmianka o Zachariaszu zdaje się być nawiązaniem do działalności kapłana Zachariasza, który usiłował odwieść naród od bałwochwalstwa, za co spotkała go śmierć między przybytkiem a ołtarzem tzn. w domu Pańskim. Według 2 Krn 24:22 ojciec tego bohaterskiego kapłana nazywał się Jojada. Mateusz wziął, jak się zdaje, tego Zachariasza za Zachariasza proroka, którego ojciec miał na imię Barachiasz. Morderstwo kapłana Zachariasza, dokonane z polecenia króla Joasza (835–796), mogło uchodzić za ostatnie z tego względu, że zostało opisane w Księdze Kronik, która w kanonie żydowskim znajduje się na samym końcu.

Mat 23:36 Zapowiadane tu nieszczęście, mające już wkrótce nastąpić, to nie tylko zburzenie Jerozolimy; to także ogólne zepsucie i przewrotność, jakie zapanowały w całym narodzie. Występki ojców będą odziedziczone przez pokolenia synów.

Mat 23:37–39 Obraz ptaka osłaniającego swymi skrzydłami pisklęta był wykorzystywany również przez autorów ST w celu zilustrowania troskliwej, opiekuńczej dobroci Boga (por. Ps 35:8; Iz 31:5). Jest to zapowiedź odejścia Boga nie tylko ze świątyni, ale z całego miasta, które jest tu nazwane domem. Zburzenie Jerozolimy będzie już tylko zewnętrznym znakiem, potwierdzeniem prawdy, że Bóg opuścił Święte Miasto. Jezus również opuszcza Jerozolimę. Ujrzą Go ludzie w tym mieście znów, nie tyle może w Niedzielę Palmową, ile raczej przy końcu świata, kiedy to się zjawi w imię Pańskie, w grozie i majestacie Najwyższego Sędziego.

Mat 24:1 Ze słów rozpoczynających rozdział 24 wynika, że wielka mowa przeciwko faryzeuszom była wygłoszona w świątyni. Murom świątyni przypatrywali się Apostołowie w czasie pełnego grozy przemówienia Jezusa. Imponowały im swą wielkością – wznoszono je przecież od r. 20 przed Chr. do r. 63 po Chr. – solidnym wykonaniem. Kiedy więc Jezus przestał mówić, poczęli dzielić się z Nim swoimi uwagami – pełnymi uznania – o świątyni.

Mat 24:2 I właśnie wtedy Jezus oświadczył, że już niedługo z budowli owej nie pozostanie kamień na kamieniu: Podobnie zapowiadał kiedyś zburzenie Samarii Amos, taki sam koniec ogłaszał już od dawna całej Jerozolimie Jeremiasz. Mimo że świątynia była zbudowana przez obcego Żydom Idumejczyka Heroda, to jednak każdy Żyd chlubił się tą budowlą i uważał ją za wielką narodową świętość.

Mat 24:3 Nic tedy dziwnego, że proroctwo o zburzeniu świątyni zaniepokoiło także uczniów. Przyszli tedy do Mistrza, gdy był już na Górze Oliwnej, i pytali, kiedy to nastąpi. Sprawa była tym bardziej ważna, że w przekonaniu ówczesnych Izraelitów zburzenie świątyni miało być zapowiedzią końca świata i ponownego przyjścia Mesjasza. Dlatego pytanie uczniów brzmiało: Kiedy to nastąpi i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?

Mat 24:4–8 Lecz Jezus nie odpowiedział wprost na to pytanie. Przestrzegł tylko Apostołów, by nie dali się zwieść zbyt łatwo różnym pseudomesjaszom, których pojawi się wielu i którym uda się omamić niejednego chrześcijanina. Nie powinny też uczniów Jezusa napełniać trwogą toczące się tu i ówdzie wojny. Wszystkie nieszczęścia, które niesie ze sobą każda wojna, muszą wprawdzie przyjść, ale nie będą one jeszcze oznaczały końca. Bunty jednych narodów przeciw drugim, jednych królestw przeciwko drugim, zaraza, trzęsienie ziemi – wszystko to będzie stanowić zaledwie początek boleści.




1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna