Przedmowa do pierwszego wydania



Pobieranie 0.67 Mb.
Strona16/16
Data04.05.2016
Rozmiar0.67 Mb.
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   16

Mat 26:40–44 Błaganie to powtórzył Jezus trzykrotnie. Dwukrotnie też wracał do trzech zabranych ze sobą uczniów, spodziewając się od nich jakiejś pociechy. Lecz za każdym razem znajdował ich pogrążonych we śnie. Tak więc znów spotkał Jezusa zawód ze strony tych, na których wsparcie moralne w swych ludzkich cierpieniach miał prawo liczyć.

Mat 26:45–46 Obudził ich wreszcie po to, by im oznajmić, że godzina wyznaczona przez Ojca nadeszła. Gdy to mówił, już zbliżał się zdrajca, mający ułatwić pojmanie Jezusa. Tak więc czas ziemskiego życia Jezusa zbliżał się zdecydowanie do kresu. Miał zginąć z ręki ludzi Ten, który przeszedł przez życie wszystkim dobrze czyniąc (Dz 10:37 n); miał być wydany przez jednego z tych, którzy mieli posiadać pełnię Chrystusowej władzy i w imieniu Chrystusa głosić nową ekonomię zbawienia.

Mat 26:47 I oto nawet nie skończył jeszcze mówić o czekającej Go zdradzie, kiedy zbliżył się Judasz – Mateusz jeszcze raz zaznaczy wyraźnie: jeden z Dwunastu – a za nim cała zgraja ludzi uzbrojonych w miecze i kije. Wszyscy przyszli w imieniu arcykapłanów i starszych ludu.

Mat 26:48–49 Jezus nie był znany osobiście ludziom, którzy zostali posłani przez arcykapłanów, żeby Go pojmać. Potrzebny był jakiś znak, po którym mogliby się rzucić na Niego. Otóż rolę takiego znaku miał spełnić pocałunek złożony przez Judasza na policzku Jezusa. Co za ironia, ale i proroctwo zarazem: pocałunek, symbol pokoju i jedności, ukazał co prawda ukrywaną dotąd nienawiść do Jezusa, lecz zapoczątkował równocześnie wielkie dzieło wprowadzania pokoju pomiędzy Bogiem a światem. Obłudnemu pocałunkowi Judasza towarzyszyły nie mniej obłudne słowa rzekomo serdecznego pozdrowienia: Witaj, Rabbi.

Mat 26:50 Nie wiemy, co pomyślał sobie Judasz, gdy Jezus na to obłudne pozdrowienie odpowiedział słowami pełnymi gorzkiej ironii: Przyjacielu, po coś przyszedł? Może umocnił się ów nieszczęsny Apostoł w przekonaniu, że wszystko układa się dobrze, że Jezus nie domyśla się niczego, skoro jego, Judasza-zdrajcę, nazywa swoim przyjacielem? Znak okazał się niezawodny: Rzucili się na Jezusa i pochwycili Go.

Mat 26:51–53 Spiesząc z pomocą Mistrzowi jeden z uczniów – od innego Ewangelisty (Jan 18:10) dowiemy się, że był to Piotr – dobył miecza, natarł na sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho. Nie wiemy, czy cios według zamiarów Piotra miał być niegroźny, czy też Jezus sprawił, że słudze arcykapłana nie stało się nic gorszego. To ostatnie przypuszczenie zdaje się być bardziej prawdopodobne w świetle polecenia Jezusa, który kazał Piotrowi schować miecz, zapewniając go przy tym, że gdyby chciał – to znaczy gdyby taka była wola Ojca Niebieskiego – to w Jego obronie stanęłoby natychmiast dwanaście zastępów anielskich. Żadna siła nie byłaby w stanie uczynić wtedy żadnej krzywdy Jezusowi. O uleczeniu ucha sługi wspomni ewangelista Łukasz (Łk 22:51).

Mat 26:54–56 Lecz równocześnie zaznaczy Mateusz, ciągle harmonizujący dwa Testamenty, że nie wypełniłoby się Pismo. A Pismo musi się wypełnić. Jezus wprawdzie oświadczył już, że przynosi na ziemię nie pokój, ale miecz (Mt 10:34); miał to być jednak miecz duchowy, narzędzie bezwzględnego tępienia zła. Jezus nie omieszka zebranym tłumom uczynić wymówki: wyszli do Niego z kijami i z mieczami – jak do zbójcy; posłużyli się podstępem, żeby Go pojmać. Czemu tego nie zrobili wcześniej, kiedy to publicznie nauczał w świątyni? I za chwilę sam udzielił odpowiedzi na to pytanie: Wtedy nie nadeszła jeszcze Jego godzina. Pojmano Go dopiero teraz i w taki właśnie sposób, żeby się wypełniło Pismo. W odpowiedzi tej uczniowie Jezusa dopatrzyli się absolutnej bezwzględności woli Bożej. Zrozumieli, że nic już nie będzie w stanie uratować Jezusa od śmierci. Najprawdopodobniej, lękając się o własne życie wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.

Mat 26:57–58 Ewangelista jednakże nie przedstawił przebiegu wypadków zupełnie ściśle, gdy mówił, że wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli, bo jeśli nawet początkowo Jezus pozostał rzeczywiście sam, to jednak gdy Go prowadzono do najwyższego kapłana, już szedł za Nim, wmieszany między pospólstwo, przynajmniej jeden spośród Jego uczniów, to jest Piotr, a wraz z nim „drugi uczeń” – Jan (Jan 18:16). Apostoł pozostał między służbą na dziedzińcu, kiedy Jezusa prowadzono do domu najwyższego arcykapłana Kajfasza, gdzie już zebrali się uczeni w Piśmie i starsi. Według Mateusza Piotr pozostał na dziedzińcu, żeby widzieć, jaki będzie wynik przesłuchań Jezusa; nie jest wykluczone jednak, że powodowała Piotrem chęć przyjścia Jezusowi z pomocą, gdyby tego zaszła potrzeba. To przecież Piotr pierwszy dobył miecza i odciął ucho słudze arcykapłana podczas pojmania Mistrza.

Mat 26:59–62 Tymczasem rozpoczęło się przesłuchiwanie świadków, mających swymi zeznaniami obciążyć Jezusa. Ewangelista zaznacza, że chodziło o fałszywych świadków. Wiadomo bowiem było z góry – i z tego zdawali sobie sprawę nawet faryzeusze – że żadnej winy nie można będzie zarzucić Jezusowi w imię prawdy. Nie zawahali się więc użyć najbardziej niegodziwych środków, by tylko móc Go zgładzić. Spośród mnóstwa fałszywych oskarżeń wybrano wreszcie następujące: Jezus mówił, że zniszczy świątynię. Co prawda oświadczał również, że w trzy dni ponownie ją odbuduje; ale tego już nie przytaczano w akcie oskarżenia, bo któż by zdołał odbudować w ciągu trzech dni gmach, wznoszony przez prawie sto lat.

Mat 26:63–64 Gdy Jezus nie reagował nawet jednym słowem na żadne z tych oskarżeń, zdziwiony tym milczeniem najwyższy kapłan zapytał, czy Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga Żywego. I wtedy Jezus dał odpowiedź twierdzącą na postawione Mu pytanie: tak, jest Mesjaszem, Synem Boga Żywego. Co więcej, dorzucił nawet zdanie wypowiedziane już kiedyś w związku z proroctwem o ponownym przyjściu Syna Człowieczego. Znów przyrównał się do Tego, który zasiadając po prawicy Wszechmogącego, przyjdzie kiedyś na obłokach niebieskich.

Mat 26:65–68 Pytanie arcykapłana było jednak zwykłą prowokacją. Odpowiedź Chrystusa uznał on za bluźnierstwo. Rozdarł więc swoje szaty – tak zwykło się reagować na każde bluźnierstwo – i oświadczył, że żadne świadectwa nie są już potrzebne. Przesłuchiwanie fałszywych świadków zostało więc zakończone. Należało jeszcze tylko zapytać członków Sanhedrynu, jakiej kary domagają się dla Jezusa za takie przestępstwo. Ci odpowiedzieli, że winien jest On śmierci. I natychmiast zabrano się jakby do wykonywania wyroku. Żołdacy poczęli pluć w twarz Jezusowi, bić Go pięściami i policzkować. W przekonaniu zebranych, Jezus nie wiedział, od kogo i ile otrzymuje ciosów. Dlatego szydzono zeń wołając, by prorokował, kto Go uderzył.

Mat 26:69–70 Aczkolwiek wmieszany w tłum, Piotr został jednak w końcu rozpoznany. Pewna niewiasta powiedziała mu wręcz, że był z Galilejczykiem, tak bowiem nazywano Jezusa. W ten sposób została poddana prawdziwej próbie wiara Piotra i jego przywiązanie do Jezusa. Zgodnie z zapowiedzią Jezusa, Piotr nie wytrzymał tej próby. Zaparł się Mistrza twierdząc, że w ogóle nie wie, o co chodzi.

Mat 26:71–75 Za chwilę scena miała się powtórzyć jeszcze dwukrotnie: jakaś inna niewiasta wskazała na Piotra i powiedziała: Ten był z Jezusem Nazarejczykiem, a potem cała gromada ludzi uznała Piotra za zwolennika Chrystusa. Podano nawet racje przemawiające za słusznością tego podejrzenia: zdradzał Piotra jego galilejski dialekt. Piotr odpowiadał najprzód z całą stanowczością, że nie zna Jezusa, a gdy mu nie wierzono, począł się nawet zaklinać i przysięgać, powtarzając ciągle to samo: Nie znam tego człowieka. Gdy czynił to po raz trzeci, zapiał kogut. Piotr przypomniał sobie smutne proroctwo Jezusa: Nim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz (Mt 26:34). Szedł Piotr za Jezusem – on jeden spośród Dwunastu – by w razie potrzeby wziąć Go w obronę lub by przynajmniej, stawszy się naocznym świadkiem Jego losów, dać kiedyś świadectwo prawdzie. Wszystko wypadło inaczej. Jakże słaby jest człowiek! Jak dogłębnie zrozumiał Piotr tę prawdę o człowieku – skoro Ewangelista zaznacza, że wyszedł na zewnątrz dziedzińca i gorzko zapłakał; legenda mówi nawet, iż potem Piotr tak długo i tak szczerze żałował swego zaparcia się Mistrza, że łzy wyżłobiły głębokie bruzdy na jego policzkach.

Mat 27:1–2 Tak więc został zakończony pierwszy etap procesu Jezusa. Wolę Sanhedrynu i decyzję najwyższego kapłana musiały jednak jeszcze zatwierdzić władze rzymskie. Związawszy tedy Jezusa zaprowadzono Go do Poncjusza Piłata. W ten sposób spełniła się przepowiednia o wydaniu Jezusa w ręce pogan.

Mat 27:3–5 Tymczasem Judasz począł odczuwać to, co odczuwa każdy człowiek o niecałkiem jeszcze zdeprawowanym wnętrzu duchowym: poczęły nim targać tak straszne wyrzuty sumienia, że nie mógł już dłużej nosić ze sobą zapłaty za zdradę Mistrza, zwrócił trzydzieści srebrników sądząc, być może, że w ten sposób zostanie anulowana tragiczna transakcja. Dodał nawet przy tym, że wydał krew niewinnego. Niestety, było już za późno. Arcykapłani oświadczyli: Co nas to obchodzi? To twoja sprawa. Judasz nie potrafił się już zdobyć na łzy prawdziwego żalu. Poszedł i powiesił się. Tak tedy skończył człowiek, o którym już Chrystus powiedział, że lepiej by mu było, gdyby się był nie narodził.

Mat 27:6–10 Tymczasem porzucone przez Judasza srebrniki stworzyły pewien problem: pieniędzy, które były zapłatą za krew, nie można było wkładać do skarbony świątynnej. Po odbyciu tedy dłuższej narady postanowiono kupić za nie pole garncarza na grzebanie cudzoziemców. O związku tego pola z wyrokiem skazującym Zbawiciela świadczy sama nazwa: Pole Krwi. Mateusz znów nie omieszka zaznaczyć, że tak właśnie wypełniły się słowa Zachariasza, który mówi: Wzięli trzydzieści srebrników… I dali je za Pole Garncarza, przypisując je Jeremiaszowi. Natomiast Jr 18:2 n; Jr 19:1–11 mówi o garncarzu, ale co innego. Błąd różnie bywa tłumaczony (wadliwy przekład z aramejskiego, błąd kopistów, ogólna nazwa zbioru pism Proroków).

Mat 27:11–14 Kiedy arcykapłani załatwiali sprawę trzydziestu srebrników zostawionych przez Judasza, przed Piłatem rozpoczęła się rozprawa przeciwko Jezusowi. Arcykapłani uznali Jezusa za winnego śmierci dlatego, iż czynił się Mesjaszem, z czym, w przekonaniu niektórych Żydów wiązała się także sprawa synostwa Bożego tym razem. Musiał jednak ciążyć na Jezusie również zarzut podawania się za króla żydowskiego w potocznym rozumieniu. Podawanie się bowiem za Mesjasza było równoznaczne z przypisywaniem sobie godności króla żydowskiego. Piłat więc rozpoczął przesłuchiwanie Jezusa od postawienia Mu pytania, czy jest królem żydowskim. Na pytanie Piłata Jezus dał odpowiedź twierdzącą: tak, rzeczywiście jest królem żydowskim. Natomiast na liczne oskarżenia różnych „świadków” Jezus nie reagował wcale, czym wprawił w podziw samego Piłata.

Mat 27:15–16 O dobrej woli Piłata w stosunku do Jezusa świadczy między innymi próba skorzystania z prawa świątecznej amnestii. Przebywał wówczas w więzieniu wszystkim dobrze znany zabójca (może spośród zelotów), imieniem Barabasz.

Mat 27:17–23 Piłat był przekonany, że lud będzie się domagał uwolnienia Jezusa, jeśli będzie zapytany, kogo należy wypuścić, Jezusa czy Barabasza. Jego przewidywania byłyby się może sprawdziły, gdyby nie to, że arcykapłani i starsi ludu namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się równocześnie śmierci dla Jezusa. W przekonaniu o niewinności Jezusa umacniała Piłata także jego żona, która powodowana widzeniem, jakie miała w nocy, przysłała mężowi ostrzeżenie, by nie czynił żadnej krzywdy Jezusowi. Lecz cóż z tego, skoro tłumy uporczywie żądały zwolnienia Barabasza, a ukrzyżowania Jezusa? Piłat był tylko człowiekiem, który w dodatku sprawował urząd polityka-dyplomaty.

Mat 27:24–26 Wolał nie narażać się ludowi: wziął naczynie z wodą i umył ręce wobec tłumów dając przez to swym symbolicznym gestem do zrozumienia, że nie bierze odpowiedzialności za śmierć Jezusa. Niech tą odpowiedzialnością obciążeni zostaną ci, którzy się owej śmierci domagają. Niestety, podburzeni ludzie już nie zdołali się opanować. Wołali coraz głośniej: Krew jego na nas i na dzieci nasze. Nie pozostawało tedy nic innego, jak uwolnić Barabasza, a Jezusa, zgodnie z wolą Żydów, wydać na ubiczowanie i na śmierć krzyżową.

Mat 27:27 Tak więc proces Jezusa – lub powiedzmy dokładniej: parodia procesu – zakończyła się, żołnierze Piłata zabrali Jezusa do pretorium, czyli miejsca zakwaterowania gwardii namiestnika, i tu, już z własnej inicjatywy najprawdopodobniej, bez żadnego polecenia z góry, poczęli się znęcać nad Chrystusem.

Mat 27:28–31 Rozebrali Go z szat i przyodziali w płaszcz szkarłatny. Włożyli Mu na głowę koronę cierniową, a do prawej ręki trzcinę. Szkarłatna szata oraz pozostałe pseudoakcesoria władzy królewskiej – to ironiczne aluzje do oświadczenia Jezusa, że jest królem żydowskim. Potem znów ubrano Go w Jego własne szaty i kazano Mu na własnych barkach dźwigać poprzeczną belkę krzyża, na którym w końcu miał skonać. Skazano Go zatem na śmierć najbardziej haniebną. Tylko największych zbrodniarzy karano śmiercią przez ukrzyżowanie. Tak więc znów miały się spełnić słowa proroka mówiącego: Policzony został między przestępców (Iz 53:12).

Mat 27:32 Rozpoczęła się bolesna droga krzyżowa. Mateusz nie mówi co prawda, że Jezus upadał pod ciężarem krzyża, należy to jednak wydedukować z opisu przymuszenia Szymona Cyrenejczyka, by pomógł Mu w dźwiganiu krzyża. Tajemnicą pozostanie na zawsze to, co myślał Szymon, gdy umęczony całodzienną pracą w polu, musiał dźwigać z Jezusem krzyż, wstępując powoli po dość stromym zboczu Golgoty, aż na sam szczyt tej góry. Czy znał już słowa Jezusa o krzyżu, który trzeba brać co dzień na swe ramiona i kroczyć za Nim? Czy odczuwał lekkość tego brzemienia? Czy dźwigał je z radością, czy też czuł ciągle tylko przymus?

Mat 27:33–34 Musiał też Jezus okazywać w jakiś sposób, że jest bardzo spragniony. I oto co za ironia miłosierdzia! Sam mówił kiedyś o nagrodzie za kubek wody podany spragnionemu. Jest teraz spragniony. Teraz ulitują się nad Nim, podadzą Mu jednak napój, którego nie będzie mógł wypić. Bo któż mógłby ugasić pragnienie winem zmieszanym z żółcią? Jeżeli nawet podawano czasem skazańcom taką mieszaninę, to nie w celu ugaszenia pragnienia, lecz dla pewnego oszołomienia, które niekiedy pozbawiało człowieka świadomości. Otóż Jezus najprawdopodobniej uznał tego rodzaju ulgę za niezgodną z wolą Bożą. Zależało Mu na tym, by umierać z całą świadomością.

Mat 27:35 Samej akcji przybijania Jezusa do krzyża Mateusz nie opisuje. Mówi tylko, że gdy Jezus już zawisł na krzyżu, wtedy wśród żołnierzy powstał spór o to, co po Nim zostało. Zostało niewiele: szaty podzielone na cztery części, ale tuniką, ponieważ była sporządzona z jednego kawałka materiału (por. Jan 19:23 n), nie chciano się dzielić, bo wtedy nikt by z niej nie miał żadnego pożytku. Za pomocą losowania tedy rozstrzygnięto, komu przypadnie w udziale owa szata.

Mat 27:36–38

„Obłowiwszy się” w ten sposób, żołnierze pozostali w charakterze strażników u stóp krzyża, na którego szczycie widniał napis: To jest Jezus, Król żydowski. Przechodniom słowa te miały wyjaśniać powód skazania Chrystusa na śmierć. Dla wyrażenia jeszcze większej wzgardy zawieszono po obu Jego stronach na innych krzyżach dwu złoczyńców.

Mat 27:39–44 Nie było jednak dane Jezusowi spokojnie konać na krzyżu. Ludzie przechodzący obok obrzucali Go wyzwiskami, drwili z Niego, proponując na przykład, żeby zstąpił teraz z krzyża, skoro jest tak potężny, że jak to sam wyznawał, może zburzyć świątynię, i skoro jest Synem Boga samego. Wyśmiewali Go mówiąc, że jeśli innych ocalał, to niechże teraz uratuje samego siebie. Zresztą powinien Go uratować Bóg, któremu przecież tak bezgranicznie zaufał. Ubliżali Mu nawet owi dwaj skazańcy – obaj według Mateusza – (co stanowi tzw. pluralis categoriae, por. jednak Łk 23:39–43), którzy przecież dzielili Jego los. Tak więc cierpienia Jezusa zbliżały się do zenitu: ból fizyczny ciężko zwisającego ciała zwiększały cierpienia duchowe, powodowane niesłusznymi zniewagami.


Mat 27:45–50 Wreszcie miała nastąpić śmierć. Moment ten poprzedziły ciemności, które okrywały całą ziemię przez trzy godziny, oraz dwukrotne zawołanie Jezusa: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił. Ponieważ słowa Boże mój, Boże mój brzmią po aramejsku Eli, Eli, dlatego zebrani pod krzyżem przypuszczali, że Jezus prosi o pomoc Eliasza. Ktoś też – może jakiś człowiek o resztkach ludzkich uczuć, a może zwyrodnialec pragnący zwiększyć cierpienia konającego – podsunął do Jego ust gąbkę zwilżoną octem. Inni jednakże bez drwin – kazali tego zaniechać, mówiąc: Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby go wybawić.

Mat 27:51 Pewne zjawiska kosmiczne zaobserwowano również bezpośrednio po śmierci Jezusa. I tak rozdarła się zasłona odgradzająca Święte Świętych od reszty świątyni, co miało oznaczać kres dawnego kultu świątynnego.

Mat 27:52–54 Równocześnie zadrżała ziemia, skały zaczęły pękać, z otwartych grobów wyszli ożywieni na nowo ci, co już umarli, i ukazali się wielu ludziom w samej Jerozolimie. Wszystko to znów miało być wypełnieniem się proroctw starotestamentowych. U proroka Amosa czytamy o dniu Pańskim: on jest ciemnością a nie światłem (Am 5:18). Joel zaś zapowiadając dzień Pański mówi: Słońce i księżyc się zaćmią, a gwiazdy swą światłość utracą… niebiosa i ziemia zadrżą (Joe 3:15). I dopiero te zjawiska kosmiczne poruszyły naprawdę zebranych pod krzyżem. Strażnicy zlękli się bardzo i mówili: Prawdziwie, Ten był Synem Bożym.

Mat 27:55–56 Oprócz wyraźnie wzmiankowanego Piotra spośród ludzi bliskich Jezusowi Mateusz wymienia także trzy niewiasty: Marię Magdalenę, Marię matkę Jakuba i Józefa, oraz matkę synów Zebedeuszowych. Obecność tych ludzi mimo ich całkowitej bezradności, a nawet zaparcia się Piotra, musiała być pewnym pokrzepieniem dla cierpiącego Jezusa.

Mat 27:57–61 Jezus nie miał własnego domu, gdy na świat przychodził, ani też nie było dlań mogiły, gdy trzeba było złożyć Go do grobu. Grób własny odstąpił Jezusowi zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef. On też zatroszczył się o zdjęcie ciała Jezusa z krzyża, na co musiał uzyskać pozwolenie od Piłata. On owinął owo święte ciało w płótno, złożył je w nowym grobie, a wejście do grobu zamknął ogromnym głazem. Przy grobie zostały już tylko dwie niewiasty: Maria Magdalena i druga Maria. Tak więc, aczkolwiek bez zewnętrznego splendoru, ale z całym szacunkiem zostało złożone do grobu ciało Jezusa (por. Jan 19:38–40).

Mat 27:62–66 Tymczasem dla faryzeuszy i władz rzymskich kłopoty z Jezusem wcale się nie skończyły w chwili złożenia Jego ciała do grobu. Już nazajutrz po pogrzebie Chrystusa arcykapłani i faryzeusze zebrali się u Piłata na naradę, ponieważ przypomnieli sobie, że Jezus mówił kiedyś, iż po swej śmierci trzeciego dnia zmartwychwstanie. Domagali się tedy faryzeusze od Piłata szczególnego zabezpieczenia grobu Jezusa, żeby nie przyszli Jego uczniowie, nie wykradli ciała i nie powiedzieli: Oto zmartwychwstał. Lecz Piłat swoją interwencję ograniczył tym razem do przydzielenia strażników. Uzbrojeni żołnierze stanęli więc u wejścia do grobu, który został uprzednio starannie zamknięty i opieczętowany.

Mat 28:1–4 A jednak nie na wiele się przydali przy grobie Jezusa strażnicy ani najdalej nawet posunięta czujność. Chrystus, nawet do grobu złożony, okazał się Panem sił przyrody: powstało wielkie trzęsienie ziemi, a sam anioł Pański – przyodziany w szaty białe jak śnieg – odsunął kamień od wejścia do grobu. Strażnicy nie stawiali mu przy tym najmniejszego oporu: przeciwnie, zadrżeli ze strachu i zdrętwieli jak umarli. Wszystko to miało miejsce po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia, gdy Maria Magdalena i druga Maria przyszły odwiedzić grób Jezusa.

Mat 28:5 Anioł przemówił do niewiast nie tylko dlatego, żeby je podnieść na duchu, lecz także po to, aby przekonać niewiasty, że nie mają do czynienia z żadną zjawą, tylko z autentyczną, żywą osobą. Nazwanie zaś Jezusa Ukrzyżowanym miało na celu zaakcentowanie myśli, że zmartwychwstały nie jest kimś innym, tylko właśnie ukrzyżowanym Jezusem z Nazaretu.

Mat 28:6–7 Niewiasty nie będą więc miały żadnych wątpliwości: były tam, gdzie złożono udręczone ciało Jezusa. Na własne oczy widziały pusty grób Zbawiciela. Tak więc niewiastom przypadło w udziale rozgłoszenie pierwszych wieści o zmartwychwstaniu Jezusa. Mają o tym donieść przede wszystkim uczniom Pańskim, którzy po opuszczeniu Jerozolimy udali się do Galilei. Okaże się, że Jezus zmartwychwstały dotrze tam również jeszcze przed ich przybyciem do tej krainy, która była ulubionym miejscem Jego działalności.

Mat 28:8 Posłuszne poleceniu anioła, niewiasty oddaliły się od grobu i przerażone, lecz także uradowane, pośpieszyły na spotkanie z uczniami, by zanieść im wiadomość o pustym grobie i o tym, czego dowiedziały się od tajemniczego młodzieńca.

Mat 28:9–10 Mateusz nie zaznaczył, gdzie doszło do bezpośredniego spotkania niewiast z Jezusem. Spotkanie to miało jednak miejsce, przy czym niewiasty nie wątpiły już, że stoi przed nimi Jezus. Upadły więc Mu do nóg i oddały pokłon. A On – tak jak przedtem anioł, Jego wysłannik – powiedział: Nie bójcie się! Człowiek bowiem, jak to już wiele razy widzieliśmy, reaguje przerażeniem na zetknięcie się z Bogiem samym lub z tym, co Boskie, Bóg zaś w tej sytuacji śpieszy z pomocą człowiekowi, podnosząc go na duchu. Potem Jezus – tak jak niedawno anioł – kazał im udać się do Galilei i opowiedzieć o wszystkim uczniom.

Mat 28:11–13 W mieście tymczasem zaczynają się prawdziwe kłopoty. Zdawało się, że już raz na zawsze wszystko zostało skończone z Jezusem. Podjęto wszystkie środki ostrożności: grób przywalony potężnym kamieniem, kamień opieczętowany, strażnicy przy grobie. A jednak ciało Chrystusa zniknęło z grobu, o czym strażnicy – nie bez przerażenia – powiadomili swoich mocodawców. Ci zaś, by nie dopuścić do klęski, decydują się na krok następujący: ofiarują strażnikom znaczną sumę pieniędzy w zamian za rozgłaszanie wszem i wobec, że uczniowie Jezusa przyszli w nocy i wykradli ciało swego Mistrza.

Mat 28:14–15 Jakże desperacki krok: strażnicy mają się przyznać do własnej winy, do tego, że zamiast czuwać, zasnęli i wtedy właśnie wykradziono ciało Jezusa!? Lecz czegóż się nie robi za pieniądze i z bojaźni! Tak więc rozeszła się pogłoska o wykradzeniu ciała Jezusa. Mateusz nadmienia, że taka interpretacja faktu pustego grobu utrzymywała się do jego czasu. Można już teraz uzupełnić to spostrzeżenie uwagą, że w kilka wieków później to samo rozgłaszał Celsus, podobne teorie lansowali również racjonaliści w XIX w.

Mat 28:16–18 Dowiadujemy się z kolei, że uczniowie otrzymali od Jezusa formalny nakaz udania się do Galilei, na konkretnie wskazaną przez Mistrza górę. Tam też zgodnie z informacją, jaką niewiasty otrzymały od anioła, a potem od samego Jezusa, spotkali uczniowie Pana. Byli jednak nadal wśród nich tacy, którzy wątpili w rzeczywistość zmartwychwstania Jezusa. A On tymczasem wypowiedział słowa, które będą stanowić wytyczne działalności Kościoła po wszystkie dni jego istnienia. Przemawia Jezus w sposób wyjątkowo uroczysty, stwierdzając, że posiada wszelką władzę w niebie i na ziemi. Nie chodzi tu o władzę posiadaną od wieków, wypływającą z Boskiej godności Jezusa. Chodzi o tę moc, która była Jezusowi dana jakby w nagrodę za Jego mękę i śmierć – chodzi o władzę Tego, który zatryumfował nad śmiercią.

Mat 28:19 Owo więc na samym początku łączy nakaz misyjny z treścią dopiero co wygłoszonej deklaracji o pełni władzy posiadanej przez Chrystusa. Dzieło nauczania, które mają prowadzić Apostołowie, całą swoją powagę czerpie z władzy Chrystusa. Ponieważ zaś jest to – pod względem zakresu – wszelka władza, nic dziwnego, że i Apostołowie mają nauczać wszystkie narody. Warto przy tym pamiętać, że póki żył Jezus w swym fizycznym ciele, obowiązywały Apostołów inne pod tym względem zasady. Pamiętamy przecież, co pisał ten sam Mateusz nieco wcześniej. Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela (Mt 10:5–6). Nauczanie, które miało się stać od tej chwili pierwszym zadaniem Apostołów, zmierzało do tego, aby wszystkie narody nie tylko zapragnęły jedności z Chrystusem poprzez sakrament chrztu św., lecz by w nich żyła zawsze chęć słuchania Ewangelii.

Na chwilę uwagi zasługuje również i to, że Chrystus polecił Apostołom, aby poszli i głosili Ewangelię. Miało to być szukanie ludzi podobne do Chrystusowego zaproszenia na gody lub do poszukiwań zaginionej owieczki. Innymi słowy: nie mieli Apostołowie oczekiwać, aż ktoś przyjdzie, aby posłuchać Dobrej Nowiny; mieli iść sami. Nakaz misyjny nakłada na Apostołów dwa wielkie obowiązki: mają nauczać ludzi i udzielać im chrztu. Jedno i drugie ma się dokonywać w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Tak więc wszystkie trzy Osoby Boskie, tj. cała Trójca Święta, są czynne w dziele zbawienia człowieka.



Mat 28:20 Określone też zostaje raz na zawsze to, czego nauczać będą nie tylko Apostołowie, ale całe przyszłe Magisterium Kościoła. Tak sformułowany przedmiot nauczania Paweł nazwie później depozytem wiary i będzie zaklinał Tymoteusza, aby dokładał wszelkich starań w celu zachowania tego depozytu od wszelkiego skażenia (1 Tm 6:20). Nie wiadomo, w jakim nastroju słuchaliby Apostołowie nakazu misyjnego, gdyby nie było w jego zakończeniu zapewnienia: Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Uwolniło to Apostołów od uczucia lęku przed niebezpieczeństwami ze strony ludzi. Zresztą tak właśnie uzasadniał Chrystus często napomnienia dotyczące pozbycia się bojaźni. Były to słowa ważne nie tylko dla tych, którzy mieli nauczać. Jest to zagwarantowanie autentyczności nauczania i pewność, że słyszy się słowa niewątpliwej prawdy. Nad nauczaniem Apostołów czuwa bowiem sam Chrystus. Żeby zaś lepiej uchwycić zakres i moc owej gwarancji, warto ostatnie słowa naszej perykopy powiązać z pierwszymi: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi… Ja jestem z wami. Oto Kim jest Ten, który będzie czuwał aż do skończenia świata nad losami Ewangelii.


1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna