Przedmowa do pierwszego wydania



Pobieranie 0.67 Mb.
Strona2/16
Data04.05.2016
Rozmiar0.67 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16

Mat 2:2 Pytanie Mędrców o miejsce narodzin króla żydowskiego wywołało podwójne przerażenie: Heroda, który pomyślał natychmiast, że ten nowy król może go pozbawić władzy, i mieszkańców Jerozolimy, którzy sądzili, że owe narodziny mogą się stać początkiem nowych krwawych rządów. Ze słów i przybyliśmy oddać Mu pokłon jeszcze wcale nie wynika to, że Mędrcy wierzyli w Boską godność Jezusa. Być może, podzielali oni również przekonania mesjańskie ówczesnych Żydów, którzy oczekiwali na przyjście wyjątkowego, w swym znaczeniu, politycznego władcy.

Mat 2:3–4 Obawy Heroda wiązały się z przekonaniem, że Mesjasz wybawi Izraelitów z niewoli rzymskiej. Herod zaś, jak wiadomo, był narzędziem w rękach Rzymian. Sprawa przyszłych narodzin Mesjasza – aczkolwiek Mesjasz uchodził za władcę politycznego w przekonaniu Żydów – należała do zagadnień ściśle religijnych. Nic tedy dziwnego, że Herod zasięga rady uczonych w Piśmie i faryzeuszy.

Mat 2:5–6 Z wielu proroctw mesjańskich żadne nie dały odpowiedzi na pytanie, gdzie się ma narodzić Mesjasz, tak wyraźnej, jak słowa Micheasza (Mich 5:1). Narodził się Mesjasz nie w Jerozolimie, która mordowała proroków i przestała być miastem światłości i pokoju, lecz w Betlejem, bynajmniej nie „najlichszym spośród głównych miast Judy”. Natomiast w Jerozolimie pojawi się Mesjasz kiedyś po to, by tam umrzeć.

Mat 2:7–8 Uzyskana od arcykapłanów i uczonych ludu wiadomość o miejscu narodzin nowego króla została przekazana Mędrcom, którzy też otrzymali polecenie, by wracając z Betlejem donieśli Herodowi, gdzie znajduje się Mesjasz.

Mat 2:9–12 Dary złożone nowo narodzonemu Jezusowi oraz hołdy, z którymi przybyli Mędrcy, świadczą o tym, iż traktowano Jezusa jako rzeczywistego króla. Wielka radość napełniająca przybyłych świadczy o tym, że spełniły się ich długotrwałe tęsknoty i pragnienia. Ze względów teologicznych obecność Józefa nie jest w ogóle wspomniana, nie mówiąc już o przypisywaniu mu ojcostwa Jezusa. Ale w osobach Mędrców hołd nowo narodzonemu Jezusowi złożyli nie tylko przedstawiciele świata uczonych, lecz także wszyscy nie-Izraelici. Nowonarodzony, aczkolwiek nazywa się królem żydowskim, w rzeczywistości przyniesie zbawienie całemu światu. Tymczasem Herodowi nie udaje się urzeczywistnić jego niecnych planów: Mędrcy, znów otrzymawszy pouczenie z góry, inną drogą wracają do swojej ojczyzny.

Mat 2:13–14 Zawiedziony przez Mędrców Herod szuka innego sposobu odnalezienia Jezusa, ale bynajmniej nie po to, by Mu złożyć pokłon.

Józef znów otrzymuje przez anioła wskazania, z których dowiaduje się, co ma uczynić, by Herod nie mógł urzeczywistnić swoich planów. Jak poprzednio, tak i teraz opiekun Jezusa bez wahania wykonuje polecenia Boże, mimo iż są one niezwykłe i po ludzku sądząc rokują niewielkie powodzenie: nocą, bez żadnych przygotowań, z nowo narodzonym Dziecięciem udaje się do tego Egiptu, o którym przecież żaden Izraelita nie mógł słyszeć nic dobrego… A jednak on wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu. Ukazanie tej bezwzględnej, gotowej na wszystko uległości Józefa z pewnością leżało w zamiarach Mateusza. Nie przypadkiem też wymienia Ewangelista Maryję na drugim miejscu, po Dziecięciu, i nie nazywa Jej Maryją, ale Matką Dziecięcia, chcąc nas przez to pouczyć, że cała godność Maryi wypływa z faktu Jej macierzyństwa. Tym samym ukazuje nam też Mateusz wielkość Jezusa.

Mat 2:15 W Egipcie, który zresztą już kiedyś okazał się dla synów Jakuba miejscem schronienia przed śmiercią głodową (Rdz 46), miał Józef czekać na wyraźny znak Boży, by móc wrócić do ojczyzny. Znów próba zaufania Bogu, choć tym razem może łatwiejsza do zniesienia, bo oto wyjaśnia anioł powody ucieczki i pozostawania przez jakiś czas w Egipcie: Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. Wzmiankę o powrocie Jezusa z Egiptu wtedy gdy już Herod nie żyje, wykorzysta Mateusz na to, by pokazać, że od samego początku sprawdzają się dotyczące Jezusa przepowiednie proroków. W zacytowanych tu słowach Ozeasza chodzi o całego Izraela, który będąc przedmiotem Bożego umiłowania, został jak syn wezwany do ojczyzny z tułaczki egipskiej. Miało się to powtórzyć w odniesieniu do rzeczywistego Syna Bożego, jakim był Jezus Chrystus.

Mat 2:16–18 Nie mogąc się doczekać powrotu Mędrców, Herod doszedł do wniosku, że na informacje z ich strony nie ma co liczyć. Zupełnie zrozumiały jest więc gniew króla. Zdobywa się w uniesieniu na czyn prawdziwego szaleńca: Kazał pozabijać w Betlejem i okolicy wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch. Jeżeli nawet nie będzie mu dane zobaczyć osobiście nowego Króla, to i tak przecież sprawi, że nie będzie On zagrażał jego panowaniu, choćby to miało kosztować wiele ludzkich istnień. W dziejach Izraela ta akcja Heroda nie była nowością: podobnie przecież wymordowano dzieci Izraelitów kiedyś w Egipcie (Wj 1:22). Jednakże podobnie jak Mojżesz, który mimo wszystko wyszedł cudownie z życiem, tak teraz zostanie uratowane życie Jezusa.

Masowe morderstwo nowo narodzonych dzieci w Betlejem i okolicy kojarzy się Mateuszowi z relacją Jeremiasza proroka o płaczu Racheli, matki Izraela. Miejscem związanym z Rachelą było co prawda nie Betlejem, lecz Rama, a jej rozpacz nie była spowodowana masowym morderstwem Izraelitów, lecz ich deportacją do Asyrii, ale krzyk, płacz i jęk matek pozbawionych dzieci był taki sam, i nikt nie był w stanie utulić swego żalu.

Mat 2:19–20 Gdy tylko umarł Herod, Józef zgodnie z obietnicą otrzymał polecenie udania się w drogę powrotną do „ziemi Izraela”. Prawie dosłownie brzmiący nakaz otrzymał kiedyś Mojżesz: Wracajże do Egiptu, gdyż pomarli wszyscy ci, którzy czyhali na twe życie (Wj 4:19). Religijne oznaczenie Palestyny mianem „ziemi Izraela” ma być przypomnieniem miłosierdzia Bożego, na mocy którego naród wybrany otrzymał Ziemię Świętą na własność.

Mat 2:21–22 Gdyby nie dalsze pouczenia, otrzymywane od anioła Bożego we śnie, Józef mógł przypłacić życiem, wraz z całą rodziną, swój powrót do ziemi izraelskiej. Panujący bowiem w Judei i Samarii syn zmarłego Heroda, Herod Archelaos, okrucieństwami swoich rządów dorównywał ojcu, a niekiedy nawet go przewyższał. Nic dziwnego, że Józef bał się wpaść w jego ręce. Idąc za Bożym nakazem i omijając Judeę i Samarię udał się do Galilei, która w znacznej mierze zamieszkana przez pogan, cieszyła się względną wolnością polityczną i religijną.

Mat 2:23 Tak więc przybywa Jezus do Nazaretu, miasta, z którego w przekonaniu ówczesnych Żydów nic dobrego nie mogło pochodzić (Jan 1:46). Właśnie z tym miastem wiąże tak znaczną część swego życia, iż będzie się Go potem nazywać „Jezusem z Nazaretu”. Nie jest wykluczone, że w określeniu tym, być może najstarszym ze wszystkich tytułów Jezusa, kryje się nieco pogardy związanej z ową nie najlepszą reputacją samego Nazaretu. Jednakże jeśli tak się stało, to być może – znów wskutek owego upodobania Bożego w tym, co wzgardzone, poniżone, słabe i małe. Przypisywany Jezusowi tytuł „Nazarejczyka” łączy Mateusz również z przepowiedniami proroków. Nie cytuje przy tym żadnego proroctwa i w rzeczywistości w żadnym z nich nie można znaleźć takiego określenia Mesjasza. Najprawdopodobniej mamy tu do czynienia z aluzją do Iz 11:1: Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. Otóż słowo „różdżka” brzmi po hebrajsku neser, co przypomina, przynajmniej po części, nozri – Nazarejczyk. Nie wykluczone, że początkowo określenie to wiązano bezpośrednio z „różdżką Jessego” i właśnie Jezusa uważano za ową różdżkę, a potem zaczęło ono oznaczać tyle, co „człowiek z Nazaretu”.

Mat 3:1 Mateusz, podobnie zresztą jak Marek, od którego zdaje się tu również zależeć, nie podaje żadnych szczegółów, które mogłyby rzucić nieco światła na narodziny, lata dziecięce i młodość Jana Chrzciciela. Wbrew pozorom i pierwotnemu entuzjazmowi badaczy dokumentów qumrańskich nie wydaje się również, by Jan należał do społeczności owych esseńczyków, choć podobnie jak oni pozostawał z dala od skupisk ludzkich i od świątynnego kultu.

Wyrażenie „w owym czasie” też nie wskazuje na to, że Jan rozpoczął swoją działalność wtedy, kiedy Jezus wrócił z Egiptu, o czym była mowa w kontekście bezpośrednio poprzedzającym. Już w treści kilku początkowych rozdziałów pierwszej Ewangelii można zauważyć to, że Mateusza nie interesują szczegóły drugorzędne: szuka zawsze sensu wydarzeń, wyjaśnia je ustawicznym nawiązywaniem do ST. Przydomek Jana „Chrzciciel” jest określeniem funkcji, której spełnianie będzie przedstawione nieco później. Lecz nie była to jedyna funkcja Chrzciciela.

Mat 3:2 Jego działalność wyrażała się przede wszystkim w nauczaniu, w nauczaniu bardzo specyficznym zarówno co do miejsca, jak i sposobu, w jaki je prowadził. Nie nauczał on spokojnie, lecz głosił, i to gwałtownie, konieczność nawrócenia się, „bo bliskie jest królestwo niebieskie”. Swoją nie tylko zewnętrzną formą, ale także i treścią nawiązywał Jan wprost do działalności proroków w ST, z Ezechielem i Amosem na czele. Z późniejszych rozwinięć tego tematu będzie wynikało, że prawdziwe nawrócenie się polega na przemianie wewnętrznej, na wyrzeczeniu się dotychczasowego, grzesznego życia, na przestawieniu dotychczasowego sposobu myślenia. Jeżeli samo nawoływanie do pokuty przypominało prawie dosłownie brzmiący głos proroków, to motywacja tego nawoływania jest różna: prorocy grozili gniewem Bożym, ukazywali niebezpieczeństwo przyszłej kary, mówili o dniu Jahwe – szczególnie Amos – natomiast Jan głoszoną przez siebie konieczność nawrócenia uzasadnia faktem zbliżenia się królestwa niebieskiego. Nic z Ewangelii Mateusza nie upoważnia jeszcze do stwierdzenia, że słuchacze Jana Chrzciciela wiedzieli, co się kryło pod wyrażeniem „królestwo Boże”. W każdym razie dowiadują się teraz, że przyjście owego królestwa to wydarzenie angażujące każdego człowieka. Fakt jego pojawienia się na ziemi zmusza do zasadniczej odmiany życia. Owo nawoływanie do pokuty dokonywało się na pustyni. Chodzi w tym określeniu o zewnętrzny krajobraz, a nie – rzecz jasna – o brak ludzi: ludzie przychodzili do Jana właśnie na pustynię, gdzie głosu Chrzciciela nie zagłuszał zgiełk uliczny, a jego surowej postaci – która też przecież oddziaływała sugestywnie, nie przysłaniały żadne mury czy drzewa. Już w ST pustynia była miejscem zbawiennego oczyszczenia i przemiany.

Mat 3:3 Działalność Jana Chrzciciela kojarzy się Mateuszowi ze słowami Izajasza, który zapowiadał przebywającym na wygnaniu Izraelitom powrót do ziemi ojczystej (Iz 40:3–5; Iz 40:9–11). Ewangelista jest przekonany, że tamto wyjście z niewoli było zapowiedzią prawdziwego wydostania się z niewoli grzechu. Dokona tego Jezus, poprzedzany właśnie działalnością Jana Chrzciciela.

Mat 3:4 Domagając się od innych pokuty i nawrócenia, Jan Chrzciciel sam prowadzi niezwykle surowy tryb życia: odziany w skórę wielbłądzią, żywi się jedynie szarańczą i miodem leśnym. Otóż przykład takiego życia był dla słuchaczy argumentem nie mniej przekonującym niż samo nauczanie Jana. Ciągnęła tedy do niego na pustynię Jerozolima, mieszkańcy całej Judei oraz Zajordania. Pielgrzymka to dość osobliwa, osobliwy jest zwłaszcza jej kierunek: nie poprzez pustynię do ludzkich osiedli, lecz z własnych domostw udawali się ludzie na pustynię, zniewoleni głosem Jana.

Jan nie tylko nawoływał do pokuty, lecz także udzielał chrztu, dzięki czemu otrzymał – jak już wspomnieliśmy – przydomek Chrzciciela. To obmycie wodą – sięgające swymi początkami jako obrzęd oczyszczenia daleko w ST (por. Rdz 35:2; Wj 19:14; Wj 40:31–32; Ps 25:6; Ps 51:4 – poza tymi liczne wzmianki w dokumentach qumrańskich) – miało być zewnętrznym znakiem wewnętrznego wyrzeczenia się grzechów i prawdziwego nawrócenia. Związek „chrztu Janowego” z wyznawaniem grzechów odróżnia dokonywane przez Jana obrzędy od zwykłych, powtarzających się kilka razy w ciągu dnia obmyć żydowskich. W rzeczywistości Jan umożliwia ludziom wypełnienie nakazu Izajasza proroka: Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych… (Iz 1:16).

Mat 3:5–7 Chyba nie bardzo przesadzał Mateusz, gdy mówił, że ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem! Byli bowiem wśród jego słuchaczy kupcy i żołnierze, ludzie prości i uczeni w Piśmie: nic dziwnego, że byli tam także faryzeusze i saduceusze. Faryzeusze (z aram. periszaja, tzn. oddzieleni) już w I w. przed Chr. stanowili warstwę społeczną decydującą o nastrojach nie tylko religijnych wewnątrz kraju. W praktykach religijnych doprowadzili do przesady zewnętrzne przejawy pobożności, gdy tymczasem w duszy pielęgnowali często uczucia małoludzkie. Dlatego termin, „faryzeusz” stał się synonimem hipokryzji i zakłamania. Saduceusze, którzy sami wywodzili swą nazwę od imienia Sadoka (por. 2 Sm 8:17 par.), stanowili stronnictwo raczej polityczne, złożone z ówczesnych arystokratów palestyńskich, religijnie najczęściej obojętnych, gotowych do pertraktacji z pogańskimi okupantami w nadziei uzyskania od nich pewnych korzyści doczesnych. W przekonaniach religijnych uznawali jedynie Pięcioksiąg, odrzucając radykalnie wszelkie tradycje. Z faryzeuszami łączyła ich wspólna chęć decydowania o losach całego narodu oraz ta sama niechęć do Jezusa. Nic dziwnego, że Mateusz wymienia ich zazwyczaj razem (Mat 16:1; Mat 22:34; por. Łk 3:7), chociaż istniały między nimi także głębokie różnice – np. saduceusze nie wierzyli, w przeciwieństwie do faryzeuszów, ani w istnienie aniołów, ani w przyszłe zmartwychwstanie ciał.

Przychodząc na pustynię faryzeusze i saduceusze nie myśleli chyba o zejściu z dotychczasowej drogi życia i o prawdziwym nawróceniu. Wiodła ich do sławnego już wtedy Jana raczej zwykła ciekawość i być może obawa o to, czy Jan swym nauczaniem nie zagraża w jakiś sposób ich dotychczasowej pozycji. Łukasz stwierdza zresztą bardzo wyraźnie: Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego [Jana] (Łk 7:30).

Mat 3:8–9 Nawoływanie Jana jest niezwykle natarczywe, całkowicie bezkompromisowe, niewybredne w doborze słów, żeby nie powiedzieć: wręcz obraźliwe, zwłaszcza wtedy, gdy Jan nazywa swych słuchaczy „plemieniem żmijowym” (por. także Mat 12:34; Mat 23:33), co stanowi chyba dość wyraźną aluzję do tego, że kusiciel wystąpił po raz pierwszy pod postacią węża (por. Rdz 3:13 n).

Oprócz posługiwania się motywem wspomnianej już idei przybliżenia się królestwa Bożego, swoje napomnienia uzasadnia Jan Chrzciciel tak jak prorocy ST: przestrzega przed przyszłym gniewem Bożym. Nikt nie będzie w stanie się przed nim uchylić, jeżeli nie będzie czynił pokuty, nie odmieni swego życia. Gniew Boży dosięgnie nie tylko pogan, ale także Żydów wbrew ich zuchwałej pewności siebie. Nawrócenie owo musi się bowiem przejawić w konkretnych czynach codziennego życia. Nie może go zastąpić sama świadomość, że jest się potomkiem Abrahama (por. Rz 2:28 n; Rz 4:12; Rz 9:7 n; Ga 4:21–31; Jan 8:33–41). To, że Izraelici są narodem wybranym, że są spadkobiercami wielkich przywilejów Bożych, nakłada na nich jeszcze większe obowiązki. Jeśli się nie nawrócą, jeśli się okażą niegodni otrzymanego powołania, Bóg będzie w stanie nawet z kamieni wzbudzić Abrahamowi potomków. Już choćby z tego oświadczenia wynika, że Mateusz dopuszcza możliwość istnienia innego Izraela, takiego, który nie utożsamiałby się z Izraelem historycznym. Kiedyś św. Paweł wyjaśni dokładnie, kto będzie wchodził w skład Izraela wedle ducha (Ga, Rz).

Mat 3:10 Ów zagrażający potomkom Abrahama dzień gniewu jest bliski. Nie ma ani chwili do stracenia, gdyż siekiera już jest przyłożona do korzeni. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone.

Mat 3:11 Nawołując do pokuty, równocześnie wyjaśnia św. Jan, że za nim idzie Ktoś o wiele większy, potężniejszy. Jan nie jest godzien nawet nosić Jego sandałów. Tak więc Jan nie tylko chrzci i nawołuje do pokuty, lecz także zapowiada przyjście Mocniejszego. Nie podaje Jego imienia, nazywa Go po prostu „Nadchodzącym” i oznajmia, że Ten, który przyjdzie, również będzie chrzcił, ale chrztem zgoła innym. Będzie to chrzest udzielany nie za pomocą zwykłej wody, lecz przez działanie Ducha Świętego i ognia. Duch Święty będzie w stanie przeniknąć do samego wnętrza człowieka. Ten dar Ducha Świętego od dawna już był zapowiadany przez proroków (por. Iz 32:15; Iz 44:3; Jl 3:1–5): Lecz będzie to także chrzest ognia, gdyż ci, którzy nie zechcą owego chrztu przyjąć, ściągną na siebie ogień sądu wszystko niweczącego. Znów tedy nawiązuje Jan do starotestamentalnego dnia Jahwe: ogień wszystko trawiący jest nieodłącznym elementem tego dnia.

Mat 3:12 Ideę dnia Jahwe wyraża również obraz oddzielania na wietrze dobrego ziarna od plew po dopiero co dokonanej młocce (por. Ps 1:4; Oz 13:3). Dzieła oczyszczenia dokona właśnie Nadchodzący: za pomocą wiejadła oddzieli ziarna pszenicy i zgromadzi je w spichlerzu, a plewy spali w ogniu nieugaszonym (por. Iz 66:24). Owa zdolność ognia do niegaśnięcia wskazuje na to, że chodzi tu o ogień zgotowany dla potępionych. Tak więc Nadchodzący, Mocniejszy, jest przedstawiony przez Jana jako nieubłagany Sędzia, jako Ten, który odda każdemu według jego uczynków.

Mat 3:13 Relacja o chrzcie Jezusa została wbudowana w opowiadanie o działalności Jana Chrzciciela. W posłannictwie Jana udzielanie chrztu stanowiło, przynajmniej dla otoczenia, element najważniejszy. Wśród nowo ochrzczonych za najznakomitszego z całą pewnością uważał Jan samego Jezusa, co wynika z rozmiarów relacji dotyczącej tego niezwykłego obrzędu.

Wśród tych, którzy przychodzili do Jana na pustynię i byli przez niego chrzczeni w wodzie Jordanu, pojawił się pewnego dnia Jezus z Galilei. Mateusz nie powiedział, że to właśnie On jest tym Mocniejszym, Tym, który ma chrzcić w Duchu Świętym i w ogniu. Powiedział natomiast, że Jezus, podobnie jak wszyscy inni, poprosił Jana o chrzest.

Mat 3:14 I właśnie reakcja Jana pozwala się domyślać, że i on sam, i Ewangelista utożsamiają Jezusa z Tym, którego przyjście Jan zapowiadał. Na prośbę Jezusa o udzielenie chrztu Jan bowiem odpowiedział: Ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Słowa te przypominają uprzednie oświadczenie Jana, według którego nie czuł się on godnym nosić nawet sandałów za Mającym wkrótce nadejść. Jan istotnie odczuwał potrzebę chrztu Duchem Świętym. Ponadto zaś wydawało mu się, że Jezus, ów Mocniejszy, Sędzia wszystkich ludzi, nie może się poddawać obrzędowi, z którym była związana konieczność wyznania grzechów i nawrócenia. Tak więc opory Jana są prostym następstwem nauki, którą innym głosił.

Mat 3:15–16 Jezus był jednak nieustępliwy. Jako rację swej decyzji przyjęcia chrztu podał to, że musi się wypełnić sprawiedliwość, wobec której powinien okazać swoją uległość zarówno On, jak i Jan Chrzciciel Tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Po tym uzasadnieniu nastąpił chrzest, którego przebiegu Mateusz nie przedstawił. Zaznaczył tylko, że gdy Jezus wyszedł z wody, stało się coś niezwykłego: otworzyły się niebiosa, nad głową Jezusa ukazał się Duch Święty w postaci gołębicy, a z nieba dał się słyszeć głos, który mówił: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. To zstąpienie Ducha Świętego na Jezusa oznaczało wzięcie Go w posiadanie przez moc Bożą. Tak Duch Boży brał w swe posiadanie wielkich mężów i proroków Starego Przymierza (np. Iz 61:1). Tak więc Duch Święty podobnie jak przy poczęciu Jezusa jest też obecny teraz, gdy Jezus ma rozpocząć swoją publiczną działalność.

Mat 3:17 Jeżeli wydarzeniem niezwykłym było pojawienie się nad głową nowo ochrzczonego Jezusa gołębicy, to jeszcze większy podziw musiały wzbudzić słowa pochodzące z nieba. Oto Bóg nazwał szczególnie umiłowanym synem jednego spośród na pozór zwykłych ludzi. Mianem synów Bożych byli co prawda określani już w ST królowie izraelscy, ale żadnego z nich nie nazywał Jahwe „swoim umiłowanym synem”. Wzmianka o upodobaniu Bożym w Jezusie jako Synu każe się domyślać, że Ojciec będzie aprobował wszystkie Jego czyny i słowa. Wszystko, czego dokona Jezus – od pierwszego znaku w Kanie Galilejskiej aż po wniebowstąpienie – będzie jak najbardziej zgodne z wolą Ojca.
Mat 4:1 Ten sam Duch, który zaraz po chrzcie wziął Jezusa w swe posiadanie, wyprowadza Go teraz na pustynię. Według najstarszej tradycji pustynia owa była położona w okolicy między Jordanem a Jerozolimą, gdzie było wiele jarów i górskich wzniesień, chętnie zamieszkiwanych przez dzikie zwierzęta, o czym są wzmianki w Markowej wersji kuszenia Pana Jezusa (Mar 1:13). W przekonaniu ówczesnych ludzi, tego rodzaju pustkowia stanowiły także ulubione domicilium duchów nieczystych. Zbawienie nasze zacznie się więc dokonywać na pustyni. Tu bowiem rozegra się pierwsze zmaganie Jezusa z czartem. Już w historii starotestamentowych królów izraelskich pojawiały się od czasu do czasu różne moce, które usiłowały odwieść owych władców od kultu Boga jedynego. Teraz oto pojawia się jedna z tych mocy, przybierając kształty ludzkie. Jej złowrogą – choć na pozór niewinną działalność – nazwał Ewangelista kuszeniem Jezusa.

Mat 4:2 Czterdzieści dni i czterdzieści nocy pościli również Mojżesz (Wj 34:28; Pwt 9:9) i Eliasz (1 Krl 19:8). Owych czterdziestu dni nie należy uważać za okres opuszczenia Jezusa przez Ojca. Był to czas dobrowolnego odosobnienia i modlitwy poprzedzającej Jego publiczne wystąpienie. Trzykrotnie podejmował szatan próby uwiedzenia Jezusa. Każda z tych trzech pokus miała nieco inny charakter.

Mat 4:3–4 Pierwszą była pokusa łatwego zdobycia chleba. Jak dwie pozostałe, tak też i pierwsza pokusa ma na celu wydobycie niejako z ust samego Jezusa wyznania, że jest On Synem Bożym, który wskazuje na konieczność pożywiania się nie tylko chlebem, lecz i słowem pochodzącym z ust Bożych. Tak zresztą pouczał już kiedyś Mojżesz (Pwt 8:3) Izraelitów odczuwających na pustyni głód i pragnienie. Nie dokona więc Jezus cudu, by zaspokoić własny głód. Całkowicie zaufał w tym względzie Ojcu. Natomiast w przyszłości, gdy zobaczy zgłodniałe rzesze, litością zdjęty rozmnoży chleby i cudownie nakarmi nimi tłumy.

Mat 4:5 Po odparciu przez Jezusa pierwszej pokusy kontrargumentem ze ST, także i szatan w dwu pozostałych wystąpieniach będzie się posługiwał Pismem. Wyrażeń mówiących o przeniesieniu Jezusa najprzód z pustkowia na szczyt świątyni, a potem z Miasta Świętego – określenie typowe dla Mateusza – na górę wysoką nie należy pojmować zbyt dosłownie. Nie było to fizyczne przenoszenie Jezusa przez szatana. Jezus najprawdopodobniej sam zmieniał miejsca pobytu, w czym jednak towarzyszył Mu szatan. Być może, iż Jezus nawet ulegał życzeniom szatana co do przejścia z jednego miejsca na drugie. Nie wydaje się zaś prawdopodobne to, by zezwolił na jakiekolwiek fizyczne dotknięcie siebie przez tego, który był uosobieniem grzechu.

Mat 4:6–7 Najbardziej niedorzeczna zdaje się być druga pokusa: propozycja rzucenia się ze szczytu świątyni w przepastną dolinę Cedronu. Ulegając tej pokusie Jezus okazałby się nie tyle posiadaczem mocy, ile raczej sztukmistrzem, zaspokajającym ciekawość gawiedzi. Propozycję tę można określić mianem pokusy zademonstrowania magicznej mocy. Jest ona prostym nawiązaniem do owego zaufania Bogu, którym Jezus odparł pierwszą pokusę. Szatan chce teraz wystawić na próbę siłę owej ufności.

Mat 4:8–9 Wzmianka przy trzeciej pokusie o górze tak wysokiej, iż można było z jej szczytu oglądać wszystkie królestwa świata (Mat 4:8), jest przenośnią literacką, nawet gdyby przyjąć, idąc za Tradycją, że chodzi tu o Hermon, Tabor lub górę Nebo. Trzecia pokusa jest w zasadzie największym zuchwalstwem ze strony szatana: on, zbuntowane stworzenie Boże, domaga się hołdów od Stwórcy tylko dlatego, że sam czuje się władcą tego świata (Jan 12:31).

Mat 4:10 Odpowiedź Chrystusa jest przypomnieniem obowiązku nawet szatana względem Boga. Równocześnie wydając ów bezwzględny rozkaz Idź precz, szatanie! ujawnił Jezus świadomość posiadania pełnej władzy także nad złym duchem. Szatan zaś miał zrozumieć, że swoją władzę zawdzięcza Bogu. Nie ma jej sam z siebie.

Mat 4:11 Szatan odstąpił nie dlatego, iż osiągnął swoje: dowiedział się, że Jezus jest Mesjaszem. Każda z trzech pokus miała bowiem na celu wymożenie na Jezusie tego rodzaju deklaracji. Szatan opuścił Go, ponieważ Jezus okazał swoją niezłomną wierność Bogu i Bożym planom. To w nagrodę za owo współdziałanie z Bogiem, przystąpili aniołowie i usługiwali Mu. I tak oto zakończyła się całkowitym fiaskiem pierwsza próba szatańskich ataków na Jezusa. Szatan odstąpił jednak tylko do czasu. Jeszcze niejeden raz będzie do Niego powracał.




1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna