Przedmowa do pierwszego wydania



Pobieranie 0.67 Mb.
Strona3/16
Data04.05.2016
Rozmiar0.67 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16

Mat 4:12–16 Jakby w trosce o to, aby słowo Boże nie przestawało rozbrzmiewać, Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność, skoro tylko dociera do Niego wieść, że Jan został uwięziony (dosłownie: „wydany”). Bardzo znamienne jest to określenie pojmania Jana Chrzciciela. Tego samego słowa użyje potem Mateusz, mówiąc o wydaniu Jezusa (Mat 20:18 n; Mat 26:2). Tak więc Jan nie tylko zapowiadał przyjście Jezusa, nie tylko przygotowywał grunt do Jego działalności, lecz swoją śmiercią zapowiadał również Jego koniec: zapowiadał Jego przyjście i odejście zarazem.

Jezus udał się do Galilei nie tylko dlatego, że była to Jego ojczyzna – w Nazarecie bowiem znajdował się Jego dom rodzinny – lecz także z tego względu, że ta właśnie kraina, według woli Bożej wyrażonej już w ST, miała być głównym miejscem Jego publicznej działalności. Mateusz nie omieszka przypomnieć, kto w ST przepowiedział taką przyszłość tej północnej części Palestyny (Iz 8:23–9:1). Jezus nie zabawił jednak długo w swym rodzinnym Nazarecie. Potem powie wyraźnie: Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony (Mt 13:57). Opuścił tedy Nazaret i osiadł w Kafarnaum. Tak więc w owym właśnie mieście rozpocznie Jezus ukazywać swoją Boską moc, stąd będą się rozchodziły na cały świat, Jego pierwsze słowa. Spotkał więc Kafarnaum zaszczyt nie lada: stało się ono typem miasta obdarzonego przez Boga szczególnymi względami. A jednak to o tym mieście powie kiedyś Jezus prawie ze łzami w oczach: A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, przetrwałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie (Mt 11:23 n). Bardzo świadomie ukazuje więc Mateusz wielkość przywilejów Kafarnaum, by tym bardziej była uzasadniona kara, która kiedyś spadnie na to miasto. Ziemia, będąca dziedzictwem pokoleń Zabulona i Neftalego, okolice, przez które prowadziła droga nadmorska – przez morze należy tu rozumieć jezioro Genezaret – Zajordanie ze swymi dziesięciu miastami, Dekapol oraz Galilea pogańska, to tereny zagarnięte kiedyś przez Asyrię (722 r. przed Chr.), pozostające w ciemności. Mieszkańcom tych ziem już prorok Izajasz zapowiadał wzejście szczególnego światła. Urzeczywistnienie się tej zapowiedzi dostrzega Mateusz w publicznej działalności Jezusa, koncentrującej się właśnie w tych stronach. Wśród mieszkańców owych krain są wyraźnie wspomniani – zwłaszcza w związku z Galileją – poganie. Tak więc rozpoczynając tu wśród pogan swoją działalność, Chrystus wywdzięcza się niejako za hołd złożony Mu przez trzech Mędrców, którzy byli, jak wiadomo, przedstawicielami narodów pogańskich. Światłem, które zajaśniało wśród pogan, jest sam Jezus. On to przecież powie o sobie: Ja jestem światłością świata (Jan 8:12). Światłością będą Jego słowa wyprowadzające ludzi z mroków grzechu, światłem niezwykłym będą promieniowały wszystkie Jego cudowne czyny.

Mat 4:17 W swym nauczaniu Jezus prawie dosłownie powtarzał słowa wypowiedziane już przedtem przez Jana Chrzciciela: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie (Mt 4:17). Nawoływanie to posiada jednak w ustach Jezusa bardziej autorytatywny charakter, bardziej jeszcze zobowiązuje, choć motywacja napomnień do pokuty w obydwu katechezach jest taka sama: albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Znaczy to, że królestwo jest tuż, tuż. Potrzebny jest jednak jeszcze wysiłek osobisty poszczególnych ludzi, żeby mogło się stać obecne we wnętrzu każdego z nich. Jeżeli w katechezie Jana Chrzciciela cały akcent spoczywał na wzywaniu do pokuty, to Jezus zdaje się kłaść szczególny nacisk właśnie na motywację tego nakazu. Wskutek tego nauczanie Jezusa zasługuje w pełni na miano Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny o nadchodzącym królestwie Bożym.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że Janowe nawoływanie do pokuty (Mt 3:2; por. Mk 1:4; Łk 3:3), powtórzone przez Jezusa (Mt 4:17; por. Mk 1:15), odnajdujemy także w kerygmacie Piotra (Dz 2:38) oraz w katechezie św. Pawła (Rz 13:11–14).

Katechezę Jana Chrzciciela Marek i Łukasz referują w mowie zależnej. Mateusz cytuje wprost fragment Janowego kazania, pomija nadto milczeniem zanotowaną przez Marka i Łukasza wzmiankę o chrzcie i o odpuszczaniu grzechów, wprowadza zaś nie występujący u Marka i Łukasza temat królestwa niebieskiego, wiążąc go w sposób przyczynowy z zachętą do nawrócenia. Katechezę Jezusa Mateusz i Marek cytują, Łukasz zaś ogranicza się do lakonicznej wzmianki o nauczaniu Jezusa w synagogach galilejskich. Na pytanie, jaka jest zależność literacka sformułowań tych dwu katechez i jaki jest stosunek do nich nauczania Piotra i Pawła, należałoby chyba odpowiedzieć w ten sposób: wezwanie do nawrócenia weszło do katechezy pierwotnej najprzód jako część pouczeń Jana Chrzciciela, przy czym pouczenia Janowe Marek i Łukasz przekazali w formie bardziej oryginalnej niż Mateusz. Mateuszowa wersja katechezy Jana Chrzciciela jest próbą dostosowania nauki Jana do analogicznych pouczeń Jezusa. Mowa Piotra w Jerozolimie po zesłaniu Ducha Świętego nawiązuje do katechezy Jana, a nie do nauczania Jezusa. Na pierwotną katechezę Jezusa składało się głoszenie bliskości królestwa niebieskiego oraz wezwanie do nawrócenia. W sformułowaniu Mateusza katecheza ta, wskutek przyczynowego powiązania jej dwu elementów, posiada zdecydowanie parenetyczny charakter. Pareneza Pawła z Rz 13:11–14 wykazuje zależność od Markowej wersji katechezy Jezusa.

Mat 4:18–19 Streściwszy zwięźle nauczanie Jezusa, przechodzi Mateusz do opowiadania o czynach Tego, któremu Jan prostował ścieżki. Otóż uznał Ewangelista za właściwe wspomnieć na samym początku nie o jednym z dokonanych przez Jezusa cudów, ale o wydarzeniu na pozór bardzo zwykłym.

Ci dwaj ludzie byli zajęci najzwyklejszymi sprawami ich codziennego życia: zarzucali sieci w jezioro. Byli bowiem, jak większość ludzi zamieszkałych nad wodą, rybakami.

Niezwykłość całego wydarzenia polega na tym, że Jezus zobaczywszy owych ludzi ani ich nie pozdrawia, ani nie pyta o wyniki połowów, nie daje żadnych rad i nie życzy powodzenia w pracy, lecz wyrażając się bardzo autorytatywnie i lakonicznie każe im iść za sobą i zaznacza jedynie, że nadal pozostaną rybakami – tylko że będą już łowić nie ryby, lecz żywych ludzi. Nie wiadomo na razie, jak mają się dokonywać owe połowy. Metody nowej pracy będą przedmiotem kilkuletniej formacji tych, którzy posłuchają Jezusa i pójdą za Nim. Jeden z dwu przygodnie spotkanych, Szymon, będzie później zawsze wymieniany jako pierwszy wśród tych, których Jezus w sposób szczególny związał ze sobą; znaczenie jego drugiego imienia, Piotr, stanie się zrozumiałe nieco później.

Mat 4:20 Jeżeli w całym opisie spotkania Jezusa z Szymonem i Andrzejem można się dopatrzyć niezwykłości graniczącej z cudem, to cudem takim, przynajmniej w relacji Mateusza, była decyzja, jaką podjęli dwaj bracia: Natychmiast zostawiwszy sieci poszli za Nim. Wszystko wskazuje na to, że Szymon i Andrzej widzą po raz pierwszy Jezusa; Jezus nie wyjaśnia im wcale, dlaczego powinni pójść za Nim, a oni – wiadomo, że przynajmniej Piotr był żonaty, miał swój dom w Kafarnaum – zostawiają wszystko, nawet sieci, być może wcale nie wyciągnięte z wody, i idą za Nim. Takiej decyzji, podjętej w sposób przedstawiony przez Mateusza, po ludzku nie można uznać za całkowicie normalną. Cenę owego wyrzeczenia się rybacy chyba jednak rozumieli, bo nieco później Piotr powie: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą; cóż więc otrzymamy? (Mt 19:27). Jezus jednak zawsze pozostanie tak samo bezwzględny: Nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem (Łk 14:33). Nieco później również dowiedzą się uczniowie Pańscy, co to znaczy naśladować Mistrza: nie znaczy to iść za Nim trzymając się w przyzwoitej odległości, obserwując Go jedynie z daleka, lecz znaczy to wziąć z Nim krzyż na ramiona i kroczyć tuż obok, odczuwając to samo co On i tak jak On cierpiąc.

Mat 4:21–22 W pewnej odległości od łodzi Szymona i Andrzeja dwaj inni bracia, Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, wspólnie z ojcem trudzili się w łodzi nad naprawianiem sieci. Ich też powołał. A oni zachowali się tak samo jak Szymon i Andrzej: Natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. W tym przypadku Ewangelista jeszcze wyraźniej chciał podkreślić absolutne poddanie się wezwaniu Mistrza: opuścić łódź i ojca – to coś więcej niż zostawić tylko sieci. Okazuje się, że ci pierwsi spośród wezwanych mieli stanowić szczególną cząstkę w królestwie niebieskim. Nie domagał się Chrystus od nich uprzedniej odmiany życia, nie nawoływał ich do pokuty; kazał po prostu pójść za sobą. A oni skoro poszli, dowiedli, że żyli w gotowości słuchania głosu Bożego, że całkowicie zaufali Panu.

Mat 4:23–25 Na pełnię działalności Jezusa składały się słowa i czyny: głosił Ewangelię o Królestwie i leczył wszelkie choroby i słabości ludzkie. Zachowywał się przy tym inaczej niż Jan: nie pozostawał „w swoim mieszkaniu” w Kafarnaum, nie czekał, aż ludzie do Niego przyjdą, tylko sam obchodził całą Galileę. Tak też będzie kiedyś kazał czynić swoim uczniom: Idąc nauczajcie.

Nauczał Jezus lub, mówiąc dokładniej, głosił Dobrą Nowinę, w synagogach, czyli w ustanowionych po wygnaniu babilońskim miejscach żydowskiego kultu. Jego nauczanie nie było jednak pełnym rabinistycznej kazuistyki wykładem ST; było radosnym, entuzjastycznym głoszeniem królestwa niebieskiego. Wieści o Jego działalności docierały aż do Tyru, czyli do północnych krańców Palestyny. Gdziekolwiek się pojawił, sprowadzano do Niego chorych, cierpiących na różne dolegliwości. Sam nie wykraczał poza granice Galilei, ale tłumy ściągały do Niego z całej Palestyny: z Syrii na północy, z Jerozolimy i z całej Judei na południu oraz z Zajordania i z Dekapolu na wschodzie. Jednych pewnie pociągała wielkość i urok Jego osoby, innych wdzięczność, a jeszcze innych być może zwykła ciekawość i pogoń za niezwykłością. Później pojawią się też tacy, którzy będą chodzić za Nim w nadziei otrzymania kawałka chleba.

Mat 5:1–2 Kazanie rozpoczyna się błogosławieństwami, których treść słusznie można uznać za źródło chrześcijańskiego optymizmu. Powtarzające się dziewięciokrotnie „błogosławieni” jest życzeniem i sprowadzaniem zarazem szczególnego dobrodziejstwa Bożego na ludzi, podobnie jak przeciwstawne im „biada” w relacji Łukasza jest zapowiedzią odrzucenia Bożego (por. Mt 23:13 n; Łk 6:24–26).

Mat 5:3 Ubodzy w duchu, wzmiankowani w pierwszym błogosławieństwie – to nie ludzie upośledzeni intelektualnie, prostaczkowie, ludzie niedouczeni. To raczej ci, którzy nie posiadają doczesnych bogactw, ale z radością znoszą wszelkie niedostatki; to ci także, którzy jeśli nawet posiadają bogactwa tego świata, to jednak nie są do nich przywiązani uczuciowo, pielęgnując zawsze duchowe ubóstwo. Ufają bezgranicznie dobroci Bożej, i to sprawia, że uchodzą za typowo pobożnych. Prawo starotestamentowe otaczało ich specjalną opieką – mimo iż obfitość dóbr materialnych była uważana też za wyraz błogosławieństwa Bożego – a Izajasz zapowiada, że Mesjasz został posłany po to, by głosić dobrą nowinę ubogim (Iz 61:1). Ubogim jest przyobiecane w nagrodę królestwo niebieskie, gdyż oni to właśnie, nie przywiązani do niczego tu na ziemi w sposób niewolniczy, są najbardziej zdolni do przyjęcia Królestwa. Biorąc je w posiadanie staną się prawdziwie bogatymi.

Mat 5:4 Wzmiankowany w drugim z kolei błogosławieństwie smutek jest udziałem tych, których nawiedzają różne niepowodzenia życiowe, ludzi borykających się z trudnościami przez całe życie. To również smutek tych, którzy ubolewają nad własnymi grzechami i nad losem całego świata idącego coraz bardziej na zatracenie. Często wypada im również dzielić los ubogich z poprzedniego błogosławieństwa. „Pocieszenie” zaś obiecane smucącym się jako nagroda, przypomina „pociechę Izraela”, oczekiwaną przez Symeona (Łk 2:25), a będącą specjalnym określeniem całego dzieła zbawienia. O nich również myślał Izajasz, gdy mówił: Posłał mnie… aby pocieszać wszystkich zasmuconych, by rozweselić płaczących na Syjonie… aby im… dać… olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu (Iz 61:1–3). Ich szczęście przedstawia także św. Jan w księdze swych objawień: On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu (Ap 21:3–4).

Mat 5:5 Na miano cichych zasługują ludzie; którzy znoszą bez szemrania przykrości, nie odpłacają złem za zło, nie pozwalają sobie na żadne grubiaństwa, nie są swarliwi ani skorzy do złości. W ST „cisi” lub „pokorni” byli wspominani zazwyczaj razem z ubogimi. Łączyło ich wspólne, całkowite zdanie się na wolę Bożą. Po Bogu też spodziewali się ostatecznego wymiaru sprawiedliwości i słusznej nagrody dla siebie (por. Iz 11:4). Przyobiecana im w nagrodę ziemia jest synonimem królestwa niebieskiego. Ziemią Obiecaną był co prawda Kanaan, ale posiadanie tej ziemi stanowiło zapowiedź posiadania prawdziwego Królestwa.

Mat 5:6 Łaknący i pragnący sprawiedliwości – to nie tylko ludzie, którym dzieje się społeczna krzywda, ludzie narzekający na wszelkiego rodzaju nierówności, ludzie gotowi do buntów w celu przywrócenia społecznego ładu. Mowa tu raczej o pragnieniu i łaknieniu tej sprawiedliwości, która stanowi przymiot samego Boga. Inaczej mówiąc, jest to tęsknota za prawdziwą świętością, tęsknota za Bogiem samym, który się ludziom objawił w przepisach swego Prawa. Bóg będzie dany w nagrodę tym, którzy Go pragną posiąść.

Mat 5:7 Na miano miłosiernych zasługują nie tylko ci, którzy chętnie wspierają ubogich i potrzebujących, choć ten obowiązek przede wszystkim Prawo nakładało na każdego Izraelitę. Miłosiernym jest również ten, który okazuje współczucie duszy innego człowieka lub dzieli się z bliźnim miłością Bożą tak, jak ludzie zwykli dzielić się kawałkiem chleba. Ci, którzy praktykują miłosierdzie, sami również dostąpią miłosierdzia. Tym ostatnim terminem nierzadko określa Biblia dokonane przez Chrystusa dzieło odkupienia człowieka. Stąd nagroda w postaci miłosierdzia to nie tylko łaski otrzymywane za życia, tzw. błogosławieństwo życiowe, lecz miłosierdzie okazane człowiekowi w dzień sądu ostatecznego i polegające na tym, że Bóg, uosobienie samego miłosierdzia, stanie się nagrodą człowieka.

Mat 5:8 Czystego serca są nie tylko ci, którzy się nie splamili grzechami rozwiązłości, lecz także ci, którzy pozostali nieskalani w swych pragnieniach. Ale nade wszystko czystość serca zdaje się tu być synonimem szczerości, prostoty i całkowitego zdania się na Boga. Jako tacy, ludzie czystego serca będą mogli kiedyś zbliżyć się do Niego. Ich wpatrywanie się w Boga będzie przedłużone w wieczność całą. Tak więc czystość, o której mówi Jezus, nie ma nic wspólnego z obwarowaną tylu przepisami rytualną czystością żydowską, a w nagrodzie przyobiecanej ludziom czystego serca spełnią się wreszcie pragnienia Psalmisty, który wołał: Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedyż więc dojdę i ujrzę oblicze Boże? (Ps 41:3). Podobnie zresztą modlił się Mojżesz: Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę (Wj 33:18). Ci, co są czystego serca, mogą więc już powtórzyć za św. Janem: Oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca (Jan 1:14).

Mat 5:9 Wprowadzający pokój – to ci, którzy dokładają wszelkich starań, aby żyć w zgodzie z bliźnimi, ale nie ustawać w ustawicznej walce z czartem. Na tym polega przedłużanie jakby dzieła samego Chrystusa przynoszącego pokój na ziemię i jednoczącego przede wszystkim niebo z ziemią, czyli całą ludzkość z Bogiem. To wprowadzenie pokoju w stosunki między Bogiem a ludźmi stanowi cel główny działalności apostolskiej Pawła i innych głosicieli Dobrej Nowiny: Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę jednania (2 Kor 5:18). Oto dlaczego wprowadzający pokój staną się w nagrodę synami Bożymi. Być synem Bożym – znaczy to pozostawać nie tylko w pokoju, lecz także w najbardziej intymnej przyjaźni i miłości z Bogiem, który, wedle pouczeń św. Pawła, nie jest Bogiem nieładu, lecz pokoju (1 Kor 14:33; por. Jr 29:11).

Mat 5:10 Ostatnie dwa błogosławieństwa dotyczą ludzi, którzy cierpią prześladowanie z powodu uporczywego dążenia do świętości, bo sprawiedliwość, o której tu mowa, znów, podobnie jak w czwartym błogosławieństwie, oznacza po prostu doskonałość moralną, czyli świętość. Błogosławieństwo przyobiecane tym, co cierpią prześladowania, pozwala rozwiązać przynajmniej po części odwieczny problem cierpień i zła w świecie; ono skłania do podejmowania największych wysiłków i każe brać krzyż Chrystusowy na własne ramiona. Cierpiących w ten sposób spotka za to wywyższenie lub mówiąc dokładniej współwywyższenie z Chrystusem: Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię (Flp 2:9).

Mat 5:11–12 Sam koniec błogosławieństw w swej treści dotyczy przede wszystkim Apostołów i uczniów Pańskich. Okazuje się, że cierpienie i znoszenie prześladowań należy do istoty apostolatu. Tylko za tę pracę apostolską, która jest przeplatana cierpieniami, czeka wielka nagroda. Dlatego mimo bólu, który sprawiają, cierpienia apostolskie są powodem do prawdziwej radości. Radością ma zresztą napawać nie tylko wizja przyszłej nagrody, lecz także świadomość, że jest się jakby jednym z proroków, którzy również byli prześladowani. Tak więc pod tym względem nie ma różnicy między obu Testamentami. Apostołowie, przynajmniej niektórzy, dobrze zrozumieli sens tego błogosławieństwa. Święty Łukasz opisując ich prześladowania powie: A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla Imienia (Dz 5:41).

Mat 5:13 Już sam wstęp do Kazania na Górze przedstawia ideał prawego człowieka. Jezus zapewnia swoich słuchaczy, że jeśli będą się starali o to, by spoczęły na nich owe błogosławieństwa, okażą się solą dla ziemi.

Sól jest tym, co zabezpiecza potrawy od zepsucia i nadaje im smak. Otóż taką rolę w stosunku do całego świata spełniają ludzie słuchający nakazów Chrystusa: decydują o określonej, wysokiej wartości świata i chronią świat przed zagładą. Jeśli przestaną zachowywać pouczenia Chrystusa, staną się jak sól zwietrzała, a więc nie nadająca się już do przyprawiania i konserwowania potraw. Sól taką, pozbawioną wszelkich swoistych właściwości, wyrzuca się jako bezużyteczną: nikt już na nią nie zważa, zostaje zdeptana przez ludzi. Podobny los czeka też tych, którzy sprzeniewierzą się posłannictwu, jakie Bóg im przekazał. To przecież ten sam Mateusz zanotuje słowa wypowiedziane do człowieka, który znalazł się na uczcie bez szaty godowej: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! (Mt 22:13). Tak więc to ukazanie zaszczytnej godności wyznawców Chrystusa posiada również charakter pouczający. Trzeba mianowicie pamiętać o tym, żeby się nie zasklepiać we własnej doskonałości, trzeba nią służyć całemu światu. Każdy chrześcijanin ma pewne zobowiązania wobec całego świata.

Mat 5:14 Ci, co poszli za Chrystusem, podobni są również do jasnego światła. Wiadomo, czym jest światło dla istot żyjących. Chrystus powie kiedy indziej, że On sam jest światłością świata (Jan 8:12). Jeśli są światłem także uczniowie Jezusa, to dlatego, że oni właśnie mają promieniować na wszystkich ludzi światłem otrzymanym od Niego.

Mat 5:15 Mają to czynić nie byle jak, mają być niczym miasto bogato oświetlone, położone na wysokim wzgórzu. Cała okolica może korzystać z tego światła. Słysząc o takim mieście, Izraelita pomyślał natychmiast, rzecz jasna, o Jerozolimie i to mu też pozwalało pojmować nieco szerzej światłość, o której mówił Jezus. Proroctwo Izajasza stawało się zrozumiałe: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Jahwe mocno stanie na szczycie gór… Wstąpmy na Górę Jahwe… Niech nas nauczy dróg swoich (Iz 2:2 n). Jest rzeczą zupełnie naturalną, że światło zapala się po to i w takim miejscu ustawia, żeby mogło wszystkich oświecać. Byłoby niedorzecznością zapalać światło i ukrywać je tak, aby nie było widoczne.

Mat 5:16 Otóż gdy chodzi o uczniów Chrystusa, to źródłem tak promieniującej światłości mają być ich dobre uczynki, czyli całe życie, będące żywym wcieleniem wszystkich pouczeń Jezusa. Inni ludzie mają widzieć w ich życiu świetlaną drogę, którą sami też będą kroczyć, oddając tym samym chwałę Ojcu Niebieskiemu.

Mat 5:17–18 Swoją naukę nazywał Jezus wiele razy „przykazaniem nowym”. Powstawało więc mimo woli pytanie, jaki jest stosunek Jezusa do Starego Prawa i Proroków? Prawo było bowiem ongiś przekazane w sposób uroczysty przez Mojżesza i uchodziło za najwyższą świętość w Izraelu, Prorocy zaś ogłaszali ludziom wolę Boga. Prawo i Prorocy – to dwa drogowskazy uczciwego życia dla człowieka ST. Cóż więc stanie się teraz z Prawem i Prorokami?

Otóż Jezus zaraz na wstępie stwierdza bardzo wyraźnie, że nie przyszedł znosić ani Prawa, ani Proroków. Przyszedł, by wypełnić i Prawo, i Proroków. Owo wypełnienie nie będzie polegało na tym, że Jezus ogłosi jeszcze jakieś inne, dodatkowe przykazania, uzupełniając w ten sposób istniejące już przepisy. Wypełnienie to można pojmować w sposób dwojaki: Jezus wypełni duchem swojej miłości starą literę Prawa, co potem św. Paweł tyle razy i tak dokładnie przedstawi, wypełni też, zachowa najdoskonalej swoim życiem i śmiercią całe Prawo i wszystko, czego domagali się prorocy. Zostawi nam żywy, konkretny przykład najdoskonalszego wypełnienia Prawa. Tak więc Jezus nie zrywa ze Starym Prawem, co więcej, bardzo uroczyście oświadcza, że wpierw przeminie niebo i ziemia, nim najmniejszy przepis, najmniejsze wskazanie z Prawa zostanie pominięte, opuszczone. Ideę najmniejszego przepisu wyraża metafora najmniejszej literki w alfabecie hebrajskim – jota oraz wzmianka o jednej kreseczce.

Należy przy tym pamiętać, że przemawianie Boga do ludzi nie skończyło się razem ze ST. Autor Listu do Hebrajczyków powie: Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna… (Hbr 1:1 n). Tak więc ostatnim Słowem Boga do ludzi jest Syn: Jego słowa, czyny; całe Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie – to słowo Boga do ludzi, to pełnia Bożego Słowa. Dlatego też Jezus jest najbardziej autorytatywnym interpretatorem Prawa i Proroków.

Mat 5:19 Za przykładem Jezusa nikt też z ludzi nie może znosić, unieważniać żadnego z przykazań Bożych ani w ten sposób postępować, jakby owe przykazania nie obowiązywały. Ten, kto by się odważył tak czynić, będzie uznany za najmniejszego w królestwie niebieskim. Jest to bardzo eufemistyczna zapowiedź kary, jaka spadnie na ludzi lekceważących sobie nawet najmniejsze przykazania Boże. Przeciwnie zaś, ci co będą głosić najmniejsze przykazania Boże i żyć zgodnie z nimi, posiądą zaszczytne, wysokie miejsce w królestwie niebieskim.

Mat 5:20 Jak nie twierdził Jezus, że jest prawodawcą absolutnie nowym, że obala wszystko, co było, a ustanawia nowy porządek, tak też nie utrzymywał, że nikt przed Nim i Jego uczniami nie zabiegał o sprawiedliwość, o doskonałość moralną. Siebie samych stawiali za przykład sprawiedliwości i głosili zasady przede wszystkim sprawiedliwego postępowania uczeni w Piśmie i faryzeusze. Fakt ich istnienia Jezus uznaje i nie przeczy temu, że praktykowali oni pewną sprawiedliwość i że zachęcali innych do kultywowania owej cnoty. Wartość tej sprawiedliwości, czyli doskonałości życia, była jednak niewielka, i dlatego Jezus oznajmia: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słowa te są w rzeczywistości sformułowaniem zasady, na której opiera się wyższość nowej moralności w stosunku do przepisów Starego Prawa. Ze względu na wzmiankę o uczonych w Piśmie i faryzeuszach można się już z góry domyślać, że nowa moralność będzie przeciwstawiana czysto zewnętrznej legalistycznej sprawiedliwości przywódców narodu wybranego.

Mat 5:21–22 Odwołując się do przepisów Starego Prawa, Jezus prawie zawsze mówi: „Słyszeliście, że powiedziano…” Być może, iż większość spośród słuchających znała ST nie z osobistej lektury – sztuka czytania zapewne była obca prostym ludziom – tylko z ustnego nauczania tych, którzy wyjaśniali Pismo.




1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna