Przedmowa do pierwszego wydania



Pobieranie 0.67 Mb.
Strona4/16
Data04.05.2016
Rozmiar0.67 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16

Nakaz, do którego tu nawiązuje Jezus, odnajdujemy wiele razy w ST (np. Rdz 4:10; Rdz 9:6; Wj 20:13; Wj 21:12). Człowiek mógł zabijać jedynie zwierzęta po to, by żywić się ich mięsem (Rdz 9:2 n). Przedmiotem zakazu był – rzecz prosta – akt zewnętrznie widocznego zabójstwa (por. Wj 20:13;Wj 21:12). Otóż Chrystus zabrania nawet gniewać się na brata. Bratem każdy Izraelita nazywał innego – i tylko – Izraelitę. Żaden nieobrzezany nie zasługiwał w oczach Izraelity na miano brata. Chrześcijanie braćmi nazywali przede wszystkim wyznawców tej samej wiary, lecz sam Chrystus dał do zrozumienia, choćby w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, że za brata należy uważać każdego człowieka, a nie tylko tego, kto ma wspólnych z nami cielesnych rodziców lub wyznaje tę samą wiarę. Oczywiście nie każdy gniew na brata powoduje postępowanie sądowe. Chrystus sam zapłonie kilka razy świętym gniewem. Chodzi o gniew, w który często popadamy bez dostatecznych powodów. Nieco później św. Jan powie bardzo wyraźnie: Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą (1 Jan 3:15). Sąd grożący za gniew na brata oznacza trybunał lokalny złożony z 23 członków. Nie należy go utożsamiać z Sanhedrynem, który składał się z 71 członków, urzędował tylko w Jerozolimie i winien stanąć przed nim ten, kto by powiedział na swego brata: raka. Jest to wykroczenie większe niż gniew ukrywany jedynie we wnętrzu. To gniew uzewnętrzniony, połączony z wyzwiskami. Określenia raka i głupcze są do siebie zbliżone pod względem treści. Różnica polega jedynie na tym, że raka oznacza niezaradność umysłową w ogóle, nieudolność jako taką, „głupcze” zaś, według źródłosłowu semicko-greckiego, wyraża głupotę w sprawach religijnych i jest synonimem niegodziwości, bezbożnictwa. Jasne jest zatem, dlaczego za nazwanie kogoś „głupcem” grozi większa kara, tzn. kara ognia piekielnego, zwanego gehenną, co pozostaje w związku z nazywającą się tak samo doliną potoku, który okala południowo-zachodnią część Jerozolimy. W okresie religijnego odstępstwa w dolinę tego potoku zrzucano ciała dzieci (2 Krl 23:10; Jr 7:31) składanych w ofierze Molochowi. Dlatego dolina Gichonu stała się z czasem symbolem piekła. Inni nazwę wyprowadzali od „synów Hinnoma”. Wszystkie trzy rozpatrywane tu przypadki, tj. gniew na brata, wyzwanie go od głupców lub określenie obelżywym słowem raka są porównane z zabójstwem, o którym mówi ST. Nikt nie zaprzeczy, że porównanie nie jest doskonałe, z drugiej strony jednak wiadomo, że słowem można kogoś nie tylko okaleczyć, ale także i dobić. Zresztą drwić z cudzego upośledzenia – to znaczy robić wymówki Bogu, nie dowierzać Bożej mądrości.

Mat 5:23–24 Trwanie w złości i w gniewie jest czymś tak bardzo niezgodnym z wolą Bożą, że nawet modlitwę człowieka poróżnionego z bliźnim czyni bezowocną. Oto bardzo wyraźne stwierdzenie zobowiązujące nas wszystkich do nauczenia się sztuki przebaczania, tej najtrudniejszej formy miłości bliźniego. Nie wystarczy przy tym poprzestać na przeświadczeniu, że nie mamy w sercu urazy do nikogo. Należy się zastanowić, czy ktoś inny nie czuje jakiegoś żalu do nas. Pokój między ludźmi jest warunkiem ich pokoju z Bogiem. Od owej sztuki przebaczenia zależy umiejętność współżycia z ludźmi. Gdy papież Jan XXIII podejmował dzieło zjednoczenia całego chrześcijaństwa, to przede wszystkim przestał mówić o grzechach tych, którzy odpadli od Kościoła.

Mat 5:25–26 Owego pojednania się z braćmi nie można odkładać na później. Inaczej bowiem może dojść do tego, co zdarza się niekiedy między ludźmi: jeśli ktoś, będąc dłużnikiem swego brata, zwleka zbyt długo ze zwrotem należności, naraża się na to, że wierzyciel odda sprawę długu w ręce sędziego, sędzia zaś ogłosi wyrok i przekaże winnego władzom więziennym. Otóż zupełnie coś podobnego może się przydarzyć w stosunkach z Bogiem: jeżeli nie pojednamy się z braćmi, możemy ściągnąć na siebie sąd Boży i karę ognia piekielnego. Tak więc mamy wykorzystać dobrze każdą chwilę naszego życia.

Mat 5:27 Zabraniając cudzołóstwa, szóste przykazanie odnosiło się w ST, co prawda, zarówno do niewiast, jak i mężczyzn: obydwu stronom nie zezwalało na zbliżenia pozamałżeńskie. W praktyce jednak szczegółowe przepisy zostawiały pod tym względem o wiele więcej swobody mężczyźnie niż kobiecie.

Mat 5:28 Otóż Chrystusowa troska o trwałość małżeństwa sięga o wiele dalej. Każdy małżonek przez to samo, że patrzy pożądliwie na inną kobietę, już popełnił cudzołóstwo – nie w znaczeniu dosłownym, lecz cudzołóstwo w sercu. Pojawia się więc znów to, znane nam już z przypadku omówionego przed chwilą, wewnętrzne, duchowe pojęcie grzechu: jak zabijać można noszonymi w duszy gniewem i złością, tak też można się dopuścić cudzołóstwa w sercu. Konkretny czyn, widzialne przekroczenie przykazania, jest tylko uzewnętrznieniem tego, co się dokonało w duszy człowieka. I to jest jedna z zasadniczych nowości, wprowadzonych przez Jezusa do istniejącej już w ST nauki o grzechu.

Mat 5:29–30 Polecenia „wyłup oko”, „odetnij rękę” – to zupełnie zrozumiała przesada literacka. Tego rodzaju figury retoryczne są jednak używane wtedy, gdy chce się mocno uwydatnić ważność treści przekazywanych za pomocą takich figur. W tym wypadku chodzi o sprawę unikania okazji do grzechu. Walkę z grzechem należy bowiem rozpocząć od usunięcia okoliczności ułatwiających zaistnienie grzechu. W owym usuwaniu okoliczności, okazji do grzechu, trzeba być bezwzględnym do ostatecznych granic. Choćby, zabieg tego rodzaju był bolesny, jak np. pozbawienie się oka lub odcięcie sobie ręki – trzeba się nań zdobyć. Wiadomo przecież, że człowiek dobrowolnie zgadza się niekiedy na takie operacje, bo jest przekonany, że tylko w ten sposób zostanie uratowane jego życie. O ileż bardziej wskazane jest poddanie się najbardziej bolesnym zabiegom, gdy chodzi o ratowanie się przed ogniem piekielnym, który nigdy nie zagaśnie (por. Mk 9:43; Mk 9:45; Mk 9:47). Kościół, będąc posłuszny temu poleceniu, każe traktować nieco surowiej niż zwykłych grzeszników tzw. okazjonariuszy, tj. ludzi popadających ciągle w te same grzechy, zawsze w identycznych okolicznościach. Dowód to bowiem, że ludzie ci nie chcą w sposób zdecydowany i stanowczy unikać okazji do grzechów. W takiej sytuacji ich najbardziej energiczna walka z grzechem nie rokuje żadnych nadziei na zwycięstwo. Tak więc każde postanowienie poprawy musi być poparte przede wszystkim bardzo konkretną decyzją usunięcia, pozbawienia mocy oddziaływania na nas tego, co nas dotychczas doprowadzało do grzechu.

Mat 5:31 Grzechy cudzołóstwa wiążą się wprost ze sprawą nierozerwalności małżeństwa. W ST istniało następujące Prawo: Jeśli mężczyzna poślubi kobietę, i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, bo ona nie pozyska łaski w jego oczach, gdyż on znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie (Pwt 24:1). Nigdzie nie jest powiedziane dokładniej, na czym owa rzecz odrażająca u kobiety polegała, w każdym razie mężczyzna nie mógł jej od siebie oddalić bez tzw. „książeczki rozwodowej”.

Mat 5:32 Tymczasem Jezus nie uznaje tego prawa. Ale naukę Jego o nierozerwalności małżeństwa Ewangelia Mateusza przedstawia w taki sposób, że po dzień dzisiejszy nie ma wśród egzegetów jednomyślności co do tego, jak rozumieć pod tym względem myśl Jezusa. Pierwsza bowiem lektura tekstu oryginalnego zdaje się wskazywać na to, że Jezus przewiduje sytuację, w której mężczyzna może oddalić swoją małżonkę, po czym ma prawo wstąpić w nowy związek małżeński. Jest to mianowicie przypadek, kiedy żona okazuje się wiarołomną. Wniosek jaki, na pozór uzasadniony zarówno tekstem Mt 5:32, jak i wypowiedzią z Mt 19:9, pozostawałby jednak w wyraźnej sprzeczności z aktualną nauką i praktyką Kościoła. Wszystkie usiłowania interpretatorów tego tekstu zmierzają więc do wyeliminowania sprzeczności pomiędzy praktyką Kościoła a tym, co sugerowałby tekst Ewangelii Mateusza. Z mnóstwa zarejestrowanych dotąd teorii, próbujących zinterpretować ten trudny tekst, najbardziej prawdopodobną zdaje się być ta, według której słowo nierząd jest określeniem małżeństwa nieważnego. Na miano nierządu bowiem zasługuje współżycie ze sobą dwojga ludzi pozostających w przeświadczeniu, że są prawnie zawartym małżeństwem, gdy tymczasem w rzeczywistości legalnego związku małżeńskiego – ze względu na pewne przeszkody – wcale nie ma. W takiej sytuacji obie strony, po stwierdzeniu nieważności ich rzekomego małżeństwa, są wolne i mogą wstąpić w nowy, a ściśle mówiąc, w prawdziwy związek małżeński. Warto przy okazji zanotować, że sprawą nierozerwalności związku małżeńskiego zajmują się pozostali dwaj synoptycy (Mk 10:11 n; Łk 16:18) oraz Paweł (1 Kor 7:10 n). Lecz tylko w relacji Mateusza mamy do czynienia z ową klauzulą, która mogła być zrozumiana jedynie przez czytelników Ewangelii Mateusza obeznanych z żydowską terminologią prawną i z przeszkodami małżeńskimi powodującymi określone następstwa.

Nowość nauki Chrystusa jest pod tym względem tylko pozorna. Głosząc bezwzględną nierozerwalność związku małżeńskiego nawiązywał Jezus do tego, co było powiedziane już w Księdze Rodzaju: Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2:24).

Mat 5:33 Człowiek ST gdy przysięgał, wzywał Boga na świadka. Był tym samym zobowiązany Prawem do zachowania przysięgi, nie mówiąc już o tym, że nie wolno mu było wzywać Boga na świadka, kiedy mówił nieprawdę.

Mat 5:34–36 Otóż Chrystus nie pozwala przysięgać w ogóle. Żeby nie było żadnych wątpliwości co do zasięgu tego nakazu, wylicza Jezus różne sposoby przysięgania. Nie wolno przysięgać ani na niebo, ani na ziemię, ani na Jerozolimę, ani na własną głowę. Wszystkie te przysięgi, choć nie wymienia się w nich wprost imienia Bożego, są jednak apelem do Boga samego; bo niebo – to przecież miejsce zamieszkania, tron Boga, bo Jerozolima – to miasto, w którym sobie Bóg szczególnie upodobał, ziemia – to podnóżek, a zatem własność Boga, głowa – tutaj wiek życia zaznaczony siwizną – to też przedmiot decyzji Boga, a nie człowieka.

Mat 5:37 Człowiek powinien być w swych wypowiedziach wierny prawdzie. Niech nie uprawia żadnego żonglowania prawdą. Nie powinno być w jego życiu miejsca dla jakiejś półprawdy, dla wieloznaczności. Nietrudno zauważyć, że znów istnieje pewna sprzeczność między tym bezwzględnym zakazem przysięgania a obecną praktyką Kościoła, który w różnych okolicznościach nie tylko zezwala na przysięgi, ale wręcz je nakazuje. Otóż ta praktyka Kościoła jest w pewnym sensie „złem koniecznym”, dopuszczeniem uroczystej deklaracji ze względu na to, że często nie można polegać na słowie człowieka. Rodzajem przysięgi jest ślub uważany za akt religijny o dużej wartości. Zezwolenie na przysięgę jest wyrazem troski Kościoła o zagwarantowanie wierności prawdzie.

Mat 5:38 W ST istniało prawo zezwalające na dokonywanie zemsty. Prawo to jednak określało bardzo wyraźnie zakres dopuszczalnego odwetu, wyznaczało mu wyraźne granice (Wj 21:23–25). Wszelkie przekraczanie owych granic podlegało również z góry przewidzianym sankcjom.

Mat 5:39–42 Otóż Jezus każe zrezygnować z tego dozwolonego prawa odwetu. Każe nie stawiać oporu złemu. Zła bowiem – lub dokładniej mówiąc: złego – nie pokona się złem. Wtedy stworzyłoby się warunki do coraz większego pomnażania zła. Zło daje się pokonać dobrem. W praktyce wygląda to tak: gdy ktoś uderzy mnie w prawy policzek, nie będę się rzucał na niego ani domagał odszkodowania, jakie wyznaczyli rabini za nieuzasadnione uderzenie w prawy policzek, które było większe niż za uderzenie z lewej strony, ale nadstawię sam do uderzenia także policzek lewy; gdy ktoś zabierze mi gorszą, mniej cenną część garderoby, oddam mu także i tę droższą, ważniejszą; gdy jakiś natrętny osobnik będzie mnie zmuszał, bym szedł z nim tysiąc kroków, nie opuszczę go, ale pójdę dwa tysiące; nie będę odmawiał jałmużny temu, kto wyciąga do mnie rękę; nie będę uciekał od tego, kto zechce zaciągnąć u mnie pożyczkę.

Nakazy te, gdyby je pojąć dosłownie, znów pozostawałyby w sprzeczności nie tylko ze świeckimi systemami prawnymi społeczeństw najbardziej katolickich, ale nawet z całymi partiami – np. części De sanctionibus in Ecclesia – samego „Kodeksu prawa kanonicznego”. Znów mamy więc do czynienia z pewną zamierzoną przesadą literacką, która wyraża myśl następującą: zło pokona się skuteczniej i rychlej, przyjmując dobrowolnie krzywdę niż odpłacając złem za zło. Święty Paweł streści potem tę samą naukę, gdy powie: Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 12:21).

Mat 5:43 Chociaż Chrystus wyraźnie powiedział: Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził, to jednak w żadnej księdze ST nie można znaleźć nakazu wrogiego odnoszenia się do nieprzyjaciół, lecz w praktyce codziennego życia darzono nieprzyjaciół, podobnie do nakazów eksterminacji ludzi Kanaanu, zawsze tak wielką nienawiścią, iż słusznie można było mówić o istnieniu pod tym względem niepisanego prawa. Ci, co pragnęliby widzieć to prawo w mniej ostrych zarysach, cytują przynajmniej jeden tekst, z którego wynika, że już ST zalecał niekiedy miłość względem nieprzyjaciół. W Wj 23:4–5 czytamy: Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego. Jeśli zobaczysz, że osioł twego wroga upadł pod ciężarem, nie pozostawisz go, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą. Nietrudno stwierdzić, że jest to wyraz życzliwości okazanej nieprzyjacielowi w sposób bardzo, bardzo pośredni.

Mat 5:44 Jakże inaczej wygląda nakaz Jezusa: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. Jest to jeden z najtrudniejszych nakazów etyki nowotestamentowej.

Mat 5:45–48 Jest on też zaopatrzony w wyraźnie sformułowane motywy: należy kochać także nieprzyjaciół, bo wszyscy jesteśmy synami tego samego Ojca Niebieskiego; bo za miłość nieprzyjaciół czeka nas szczególna zapłata; bo miłość nieprzyjaciół jest jednym ze znaków odróżniających chrześcijan od pogan. Jeżeli człowiek w swej ludzkiej doskonałości będzie się upodabniał do Boga, to stanie się to przede wszystkim wtedy, kiedy zdobędzie się na prawdziwą miłość względem nieprzyjaciół. Święty Paweł powie kiedyś bardzo wyraźnie: Na to zaś wszystko [przywdziejcie] miłość, która jest spoiwem doskonałości (Kol 3:14).

Mat 6:1 Doskonałość – zwaną gdzie indziej sprawiedliwością – osiąga się między innymi poprzez spełnianie dobrych uczynków. Wśród tych uczynków na plan pierwszy wysuwają się: jałmużna, modlitwa i post. Otóż te z natury cenne w oczach Boga uczynki tracą swoją wartość, gdy spełnia się je z chęcią ukazania się w jak najlepszym świetle wobec ludzi. Nie zasługują wtedy na żadną zapłatę, gdyż są pewną formą egoizmu, a nie wyrazem troski o dobro bliźniego lub o chwałę Bożą.

Mat 6:2–4 Tak więc kto daje jałmużnę, winien to czynić z największą dyskrecją, w pełnym zatroskaniu jedynie o to, by sprawić ulgę bliźniemu, bez żadnego rozgłosu. Wartość jałmużny ma bowiem oceniać tylko Bóg, a nie ludzie. I nie trzeba też Bogu przypominać tego, co się komu dało. Tak bowiem postępował ów faryzeusz z przypowieści, wyliczając Bogu swoje rzekomo dobre uczynki. Powiedział o nim Chrystus, że nie odszedł do domu usprawiedliwiony (por. Łk 18:14).

Mat 6:5–6 Jeszcze bardziej niż udzielaniu jałmużny czystość intencji musi towarzyszyć modlitwie. Parodią modlitwy staje się rzekoma rozmowa z Bogiem prowadzona w takim miejscu i w taki sposób, by ludzie mogli podziwiać nasze rozmodlenie. Chrystus Pan doradza modlić się na osobności, z dala od ludzkiego widoku, z tym całkowitym przeświadczeniem, że Bóg jest w stanie dostrzec nas wszędzie i odczytać nasze najskrytsze myśli.

Nie wynika z tego jednak wcale, że Chrystus potępił modlitwę zbiorową i wszelki kult publiczny, przekładając nad nie pobożność prywatną. Nie chodzi o miejsce i o otoczenie; można być pyszałkiem i niemądrym zarozumialcem modląc się w skrytości, ale można też zajmować się jedynie Bogiem będąc w tłumie ludzi i stanowiąc nawet przedmiot zainteresowania wszystkich. Chodzi o postawę duchową, która ma się wyrażać w wyłącznej trosce o chwałę Bożą.

Mat 6:7–8 Ta postawa decyduje o wartości modlitwy, a nie miejsce, w którym się modlimy ani ilość wypowiedzianych słów. To poganie byli przekonani, że im bardziej będą gadatliwi w modlitwie, tym okaże się ona skuteczniejsza. Nie tak mają się modlić chrześcijanie. Bóg, który jest ich dobrym Ojcem, wie, czego im potrzeba. Nie wynika z tego jednak, że modlitwa jest w ogóle zbyteczna: powinniśmy przedstawiać Bogu nasze potrzeby, ale prosto, zwyczajnie, bez pokładania specjalnej ufności w samych słowach modlitwy.

Mat 6:9 Nie ograniczając się do czystego teoretyzowania, pokazuje też Jezus praktycznie, jak należy się modlić. Jest to modlitwa pod wielu względami bardzo odmienna. Zezwala np. Jezus zwracać się do Boga tak, jak zwykliśmy się zwracać do naszych ziemskich rodziców: „Ojcze nasz”. Była to rzecz niezwykła w czasach, kiedy poganie modląc się do swoich bóstw układali długie listy ich imion, a Żydzi najchętniej imienia Boga prawdziwego w ogóle nie wymawiali, przy czym jedni i drudzy byli powodowani tym samym zatroskaniem, żeby nie urazić czymś tego, do którego zanosiło się modły. Tymczasem chrześcijanie z całą prostotą mogą się zbliżać do Boga jak dzieci do własnego ojca. Lecz ta synowska ufność nie powinna przesłaniać chrześcijaninowi prawdy, że Bóg jest bytem nieskończenie przewyższającym wszystkie stworzenia. Jego miejscem zamieszkania jest niebo. Nie jest to więc jakiś zwykły, ziemski ojciec, tylko Ojciec Niebieski.

Każda modlitwa – z woli samego Chrystusa – powinna się rozpoczynać od prośby o pomnażanie Bożej chwały: Niech się święci Twoje imię – oto, co jest najważniejsze w każdej modlitwie. W przekonaniu Izraelity „święcić Boże imię” znaczyło to spełniać akty religijnego kultu, być pobożnym. Zatem ta pierwsza prośba to również modlitwa w pewnym sensie o pomnażanie wiary.

Mat 6:10 Prośba o przyjście królestwa Bożego w świadomości Żydów była połączona z nadziejami mesjańskimi rozumianymi zresztą wyłącznie w sensie politycznym. Modląc się o przyjście królestwa Bożego żywili Żydzi nadzieję, że zostaną kiedyś uwolnieni od wszelkiego ucisku i że Izrael wróci znów do swojej dawnej politycznej świetności. Inaczej pojmował to królestwo Chrystus. Prośba o przyjście królestwa, która wiąże się ściśle z modlitwą o uświęcenie imienia Bożego, to pragnienie, by była na ziemi jedna owczarnia i jeden pasterz, by Chrystus zatryumfował w pełni nad złymi mocami, by wreszcie na wszystkich spłynęła łaska Boża, bo królestwo Boże – to Regnum gratiae (królestwo łaski). Tak więc królestwo Boże pojmowane właściwie jest synonimem wszystkich dóbr nadprzyrodzonych. Nic tedy dziwnego, że prośba o jego przyjście znajduje się na drugim miejscu w Modlitwie Pańskiej. Prośba o spełnienie się woli Bożej na ziemi tak jak w niebie jest w pewnym sensie kontynuacją modlitwy o przyjście królestwa Bożego. Być może dlatego właśnie brak jej w paralelnym tekście Modlitwy Pańskiej u Łukasza (Łk 11:2). Doskonałe królestwo Boże zaistnieje naprawdę dopiero wtedy, kiedy ludzie rzeczywiście będą pełnić wolę nie swoją, lecz Bożą. Chodzi przy tym nie o to, żeby Bóg sprawiał wbrew naszej woli to, co sam chce, lecz aby właśnie człowiek dobrowolnie i ochoczo czynił to, czego Bóg żąda. W niebie pełnią wolę Bożą aniołowie, oddając Bogu chwałę, na ziemi zaś ludzie.

Nietrudno tu stwierdzić, że pierwsze trzy prośby Modlitwy Pańskiej mają na celu sprawę powiększenia chwały Bożej. Od tych akcentów uwielbienia – powtórzmy to jeszcze raz – powinna się zaczynać każda modlitwa.

Mat 6:11 Gdy zaś chodzi o rzeczy tego świata, to nie kazał Chrystus modlić się ani o bogactwa, ani o godziwe nawet zabezpieczenie sobie przyszłości, jeno o zwykły kawałek codziennego chleba. Wie nasz Ojciec Niebieski, co jest nam najbardziej potrzebne.

Mat 6:12 Już ST wiele razy daje do zrozumienia, że cały świat jest własnością Boga. Nieuznawanie praw Bożych do władzy nad światem jest wykroczeniem przeciwko sprawiedliwości Bożej. Człowiek zaciąga u Boga długi. Tak więc prośba o darowanie grzechów jest modlitwą o darowanie długów. Ostateczne odpuszczenie owych długów dokonało się na krzyżu. Dlatego św. Paweł mówi: Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny, przygniatający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża (Kol 2:13 n).

Otóż tylko przy tej prośbie o darowanie długów mamy do czynienia ze swoistym przekonywaniem Boga: Odpuść nam, bo przecież i my odpuszczamy naszym dłużnikom. Tak więc jeśli żywimy w duszy urazy do naszych bliźnich, jeśli im nie przebaczamy – to nasza Modlitwa Pańska jest ciągle powtarzającym się kłamstwem i nie zasługuje, rzecz jasna, na wysłuchanie. A jest to, trzeba przyznać, prośba o rzecz największą: prośba o możność ponownego zjednoczenia się z Bogiem, o uwolnienie od ciężaru, którego człowiek sam o własnych siłach absolutnie nie może się pozbyć.

Mat 6:13 W ostatniej prośbie chodzi nie tyle może o uwolnienie nas od pokus, bo przecież i sam Chrystus nie był od nich wolny – ile raczej o to, żeby nam wystarczyło sił do zwalczenia wszelkich pokus. Druga część tej prośby jest domaganiem się uwolnienia nas spod władzy złego. Ów Zły – tak bowiem osobowo, a nie abstrakcyjnie należy rozumieć wspomniane tu zło – wskutek upadku pierwszego człowieka posiada bowiem pewną władzę nad światem i ludźmi. Jego ostateczna porażka dopiero ma nastąpić.

Mat 6:14–15 Do konieczności przebaczania jako do warunku uzyskania przebaczenia Bożego nawiązują dwa wiersze, które następują po tekście samej Modlitwy Pańskiej. Mamy tu do czynienia ze sformułowaniem prawa, które brzmi: Jeśli wy przebaczycie ludziom, to i Bóg wam przebaczy; jeśli wy nie przebaczycie – to nie możecie również liczyć na przebaczenie ze strony Boga.

Mat 6:16–18 Po modlitwie i jałmużnie trzecim z kolei dobrym uczynkiem chrześcijańskim jest post. Poszcząc zwykło się dawać wyraz smutkowi (Rdz 50:10; Sdz 20:26; 1 Sm 31:13; 2 Sm 1:12) i pokucie, która miała na celu ułagodzenie Bożego gniewu (1 Sm 7:6; 2 Sm 12:16; 2 Sm 12:21–23; Iz 58:1 nn; Jr 36:9; Jl 2:15). Smutną pamięć wielkich katastrof narodowych, do których należała w pierwszym rzędzie rocznica zburzenia Jerozolimy, również postami czcili synowie Izraela. Oprócz postów urzędowych istniały niezliczone praktyki postów prywatnych, które były podejmowane niekiedy ze zwykłej chęci okazania się lepszym od otoczenia. Otóż w praktyce postu również trzeba się troszczyć o pełną czystość intencji. Nie należy z siebie robić męczennika w oczach innych ludzi, nie należy przybierać wyglądu ponurego, aby pokazać ludziom, że się pości. Przeciwnie, nasza powierzchowność nie powinna ogłaszać ludziom tego, że pościmy. Kiedy bowiem bardzo staramy się o to, by o naszych dobrych uczynkach wiedzieli ludzie, wtedy nie chce o nich wiedzieć Bóg. Jest to pouczenie, że ośrodkiem wszystkich ascetycznych zabiegów może być tylko Pan Bóg, nigdy zaś człowiek ze swym własnym „ja”.

Mat 6:19–20 Wskazania dotyczące gromadzenia skarbów stanowią okazję do głębokich refleksji nad sensem życia. Otóż życie ludzkie posiada tylko wtedy pełny sens, gdy jest poświęcone gromadzeniu skarbów w niebie. Aluzja to do zasług niebieskich, do skarbu wiary, dzięki której człowiek zasługuje na niebo, będące jego prawdziwym skarbem. Wszystkie inne dobra są ciągle narażone na niebezpieczeństwo ich utraty: zniszczy je mól lub rdza, albo staną się pastwą złodziei. Natomiast nikt i nic nie jest w stanie pozbawić nas skarbu nieba.

Mat 6:21 Przywiązanie zaś ludzkiego serca mówi o tym, w czym i gdzie dopatruje się człowiek swego skarbu. Gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. Dlatego właśnie na specjalne błogosławieństwo zasłużyli sobie ci, którzy są ubodzy w duchu: ich serce nie jest przywiązane do skarbów tego świata.

Mat 6:22–23 Chociaż w kontekście bezpośrednio następującym mowa jest o światłości i ciemności ciała, to jednak nadal chodzi o wspomniane wyżej przywiązanie naszego serca. Jeśli będzie ono zdrowe, jeśli będzie w stanie dostrzec jasno Boga i do Niego przylgnąć, wówczas wszystko co człowiek czyni, czym żyje, czego pragnie, okaże się światłem, gdyż będzie zgodne z wolą Boga, który jest najwyższą światłością. I odwrotnie: wszystko będzie ciemnością, gdy chore, zaćmione serce człowieka przylgnie do tego, który jest ciemnością i nazywa się również „księciem ciemności”.




1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna