Przedmowa do pierwszego wydania



Pobieranie 0.67 Mb.
Strona5/16
Data04.05.2016
Rozmiar0.67 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16

Mat 6:24 Ponieważ przez zbytnie wiązanie się z dobrami tego świata utrudniamy sobie pozostawanie w ciągłej łączności z Bogiem, należy zdobyć się na ich wyrzeczenie, nie zapominając o tym, że kogo stać na rzeczy wielkie, ten będzie mógł również dokonać rzeczy małych, inaczej mówiąc: Pan Bóg, Ten, który nas obdarzył życiem, dostarczy nam i odzienia, i środków niezbędnych do życia. Zresztą własnym wysiłkiem i tak nawet jednej chwili nie dorzucimy do czasu naszego życia (Mt 6:27).

W stwierdzeniu „Nikt nie może dwom panom służyć” chodzi o panów stanowiących radykalne względem siebie przeciwstawienie. Służenie, o którym tu mowa, jest synonimem całkowitego oddania się temu, kogo lub co za pana przyjmujemy. Konieczność służenia jest przy tym zakładana jako rzecz nie dająca się uniknąć. Chrystus wcale nie tłumaczy, że trzeba komuś służyć. Każdy człowiek jest sługą. Nawet ci, co walczą całe życie o wolność, są sługami idei, której poświęcili całe życie. Instynkt służenia jest tak samo przemożny jak popęd do panowania i mocy. Przestając służyć, człowiek staje się bezużyteczny, a poczucie bezużyteczności najbardziej i najszybciej dobija. Problem więc jest nie w tym, czy w ogóle służyć, tylko komu służyć. Zostały postawione przed człowiekiem do wyboru dwie potęgi: Bóg i Mamona. Ta ostatnia oznacza nie tylko pieniądz w sensie ścisłym, ale rzeczy tego świata w ogóle. Postawiona na samym wstępie zasada: Nie możecie Bogu służyć i Mamonie każe nam poważnie traktować naszą przynależność do Chrystusa. Przypomina się mimo woli postawa św. Hieronima, który opuszczał Rzym i szedł na pustynię judejską po to, żeby nie tylko wydawać się chrześcijaninem, ale rzeczywiście nim być. Chrystus nie znosi, żeby ludzie służyli Mu tylko połową swych osobowości. Miłość do ludzi jest zaborcza i na swój sposób zazdrosna. Już w ST „zabiegał” Jahwe o to, aby naród wybrany nie kochał innych bogów i nie szukał u nich żadnej pomocy. „Zazdrość” Jahwe nigdy jednak nie miała za przedmiot wrogów Izraela. Zazdrość Boga jest wyrazem Jego miłości. Bóg jest zaborczy w swym miłowaniu, ale tylko dlatego, by człowiek nie dał się uwieść próżnemu poszukiwaniu szczęścia poza Bogiem. Oto co ma wyrażać zdecydowane oświadczenie – nakaz: Nikt nie może dwom panom służyć.

Mat 6:25–26 Polecenie, by się nie troszczyć zbytnio o życie, o to, co będziemy jeść i pić, dotyczy, rzecz jasna, wszystkich ludzi, którym często brakuje środków do życia: tak bardzo pragną zaspokoić swoje pragnienie jedzenia i picia lub przyodziania się, iż zapominają o królestwie niebieskim. Nauka Chrystusa daleka jest od zalecania nam kompletnej obojętności na rzeczy tego świata. To przecież sam Chrystus nauczył nas modlitwy, w której znajduje się prośba o chleb powszedni. Zdecydowanie potępił również leniwego sługę (Mt 24:51), a św. Paweł wręcz oświadczy: Kto nie chce pracować, niech też nie je (2 Tes 3:10). Lecz Chrystus nie chce, żebyśmy sami i tylko na własną rękę troszczyli się o chleb codzienny. Chce mieć coś do powiedzenia w naszym życiu. Boża chęć wejścia w sprawy ludzkie jest w gruncie rzeczy przedłużeniem owego pragnienia, by wszyscy ludzie znaleźli się znów w posiadaniu Boga.

Mat 6:27 Usilne staranie o to, by chociaż o jedną chwilę przedłużyć życie nasze, jest przenośnią obrazującą trud każdego człowieka w jego ustawicznych próbach wydawania się ważniejszym niż w rzeczywistości. Jest to bowiem już nieautentyczne, sfałszowane istnienie. Usiłując dodać chwilę (dosł. „łokieć”) do naszego wieku (dosł. „wzrostu”), tym samym wyłamujemy się spod zasięgu Opatrzności Bożej. Rzadko kiedy natomiast przychodzi nam do głowy pomysł umniejszenia się we własnych oczach i w oczach otoczenia: a jednak wtedy bylibyśmy prawdziwie sobą, gdyż stworzenie nigdy nie jest zbyt małe wobec Stwórcy. Jeżeli przeto wolno nam przy Bożej pomocy zabiegać o dorzucenie jednego łokcia do naszego wzrostu duchowego, to niemniej potrzebna nam jest Boża łaska do codziennego ograniczania naszych urojonych pojęć o sobie.

Mat 6:28–31 Troska o odzienie sięga swymi początkami pierwszych dni człowieka. Zapobiegliwość ta była w późniejszych dziejach ludzi i bywa zresztą nadal powodem obrazy Bożej. Od spokoju i beztroski najpiękniejszych kwiatów każe Jezus ludziom uczyć się umiaru w zabiegach o ubieranie ciała. Nawet Salomon, ideał monarchy opływającego we wschodnie bogactwa i splendor, nie dorównuje liliom polnym, purpurowym anemonom, które Bogu tylko, nie własnym wysiłkom, zawdzięczają swoje piękno.

Mat 6:32 O ubranie, jedzenie i picie troszczą się przede wszystkim poganie, bo nic nie wiedzą o troskliwej Opatrzności Bożej. Są skazani na samych siebie. Zresztą są przeświadczeni, że należy używać w pełni dóbr tego świata, gdyż do tego sprowadza się szczęście człowieka. Ileż ubolewania nad losem tak myślących ludzi znajdujemy w Księdze Mądrości, odtwarzającej zarówno teologię ST, jak i niejedną teorię filozoficzną ówczesnego świata pogańskiego.

Mat 6:33 W Modlitwie Pańskiej prośba o przyjście królestwa Bożego poprzedza również prośbę o chleb powszedni. Sprawiedliwość Boża, czyli coś ze świętości Boga samego, będzie mogła wypełnić serce człowieka tylko wtedy, kiedy będzie ono wolne od pragnień zaznania przyjemności tego świata.

Mat 6:34 W żadnym z tych pouczeń nie chodzi o zalecanie bezmyślności życiowej, niczego nie przewidującej, beztroskiej, dziecinnej. Chodzi o to, by nie wątpić, że Bóg pomyśli o nas jutro tak, jak pomyślał dzisiaj. Zmobilizujmy przeto wszystkie nasze możliwości, aby dziś wypełnić wolę Bożą jak najdoskonalej. Pan Bóg jutro będzie dla nas równie dobry w swej miłosiernej Opatrzności. Jest On bowiem podobny do kogoś, kto przypatruje się z boku ludziom biednym, potrzebującym. Ludzie jednak często nie zostawiają Bogu żadnej możliwości działania. Pan Bóg nie ma okazji, by włączyć się w ludzkie kłopoty.
Mat 7:1–2 Powodem powstrzymywania się od wydawania sądów o bliźnich jest nie tylko chęć okazania im przez to miłości, ale także wizja przyszłej kary: kto sądzi bliźniego, zasługuje sobie na sąd Boży w przyszłości. Ostatecznie jednak najważniejsze jest to, że nikt z nas nie ma prawa wydawania wyroków potępienia na drugiego człowieka.

Mat 7:3 W każdym z nas są bowiem do wykorzenienia rzeczy o wiele większe niż te, które mamy do zarzucenia naszym bliźnim. Wolno nam będzie osądzać innych ludzi dopiero wtedy, kiedy oczyścimy już własną duszę. Wtedy dopiero będziemy widzieli jasno przymioty i wady naszych bliźnich.

Mat 7:4–5 Ponieważ zaś takie absolutne oczyszczenie człowieka i jego całkowita bezgrzeszność jest w praktyce niemożliwa, dlatego Bóg zastrzegł tylko sobie prawo osądzania ludzkich sumień. I dlatego wszelkie potępianie innych ludzi jest wykroczeniem przeciwko sprawiedliwości: jest przywłaszczaniem sobie praw, które przysługują tylko Bogu.

Mat 7:6 Pouczenie to, nie bardzo powiązane z kontekstem poprzedzającym, jest przeznaczone dla uczniów Jezusa, mających głosić Dobrą Nowinę. Mają oni pamiętać, by słowo Boże kierować tylko do tych, którzy będą gotowi na jego przyjęcie. Jest ono bowiem niczym drogocenna perła, której nie godzi się rzucać przed wieprze: w takiej sytuacji nie tylko perła jest narażona na zdeptanie, ale samym jej właścicielom może się stać coś złego. Na głoszących Ewangelię ciąży więc nie tylko troska o własne życie, lecz także poczucie odpowiedzialności za słowo Boże.

Mat 7:7–8 Jednym z głównych przymiotów nie tylko każdej ludzkiej prośby, lecz także modlitwy błagalnej zanoszonej do Boga, jest jej wytrwałość: jeśli ktoś prosi długo i cierpliwie, otrzyma to, o co prosi; jeśli kołace uporczywie do cudzych drzwi, zostaną mu w końcu otworzone.

Mat 7:9–11 Tak bywa między zwykłymi niedoskonałymi ludźmi: ojciec nigdy nie podaje kamienia synowi, gdy go prosi o chleb, ani węża, kiedy go prosi o rybę. Można więc być pewnym, że na dobroć o wiele większą zdobędzie się Bóg wobec tych, którzy do Niego zanoszą błagalne modły.

Mat 7:12 Świat byłby zupełnie inny, gdyby ludzie jedni drugim tylko to czynili, czego pragną dla siebie. Należy stwierdzić, że motywacja takiego postępowania nie byłaby najbardziej wzniosła, a jednak zmieniłoby się naprawdę oblicze świata, gdyby ludzie układali swe wzajemne stosunki w oparciu o tę właśnie regułę. Równocześnie wypełniałyby się w ten sposób wszystkie nakazy Prawa i pouczenia wszystkich proroków.

Mat 7:13–14 Filozofia chrześcijańskiego życia sprowadza się nie do tego, żeby chodzić najkrótszymi i najbardziej wygodnymi drogami, żeby wybierać szerokie, łatwe do przechodzenia bramy. To prawda, że wielu ludzi takie przejścia świadomie wybiera. Niech jednak wszystkim będzie wiadomo, że przestronne, szerokie drogi i wygodne bramy zazwyczaj nie prowadzą do królestwa niebieskiego. Nie można iść przez całe życie tylko po przekątnych.

Mat 7:15 Skoro droga wiodąca do życia jest wąska, niewygodna, konieczność odbywania takiej drogi z odpowiednim przewodnikiem jest oczywista. Cała rzecz polega na tym, żeby sobie znaleźć prawdziwego przewodnika. Fałszerstwa wspomnianych w tym tekście pseudoproroków sprowadzają się albo do tego, że ich nauka bynajmniej nie pokrywa się z prawdą, albo że nie mając praw do jakiegokolwiek nauczania podają się za proroków. Nie jest też oczywiste, czy chodzi tu o faryzeuszy, czy też o fałszywych nauczycieli, należących jednak do grona uczniów Jezusa. Za drugim przypuszczeniem przemawiałaby wzmianka o wilkach drapieżnych, przychodzących w owczej skórze (Mt 7:15). Działalność proroków, takich jak Izajasz, Jeremiasz, Daniel, Ezechiel lub dwunastu proroków mniejszych, należy do zjawisk najwspanialszych w historii Izraela. W ręce tych ludzi złożył Bóg dzieło radykalnej naprawy zagrożonego religijnie narodu. Jednakże obok tych wielkich, urzekających pięknem swego charakteru mężów, istniało mnóstwo wszelkiego autoramentu szarlatanów, próbujących zdobyć sobie władzę nad ludem. Przyrównuje ich Jezus gdzie indziej do pobielanych grobów (Mt 23:27). Ich pogoń za własnym zyskiem prowadziła prawie zawsze do ruiny i deprawacji moralnej narodu. Oto dlaczego tak zdecydowanie nakazuje Jezus strzec się fałszywych proroków.

Mat 7:16–18 Obraz dobrego drzewa i dobrych owoców jest bardzo łatwy do odczytania. Patrząc nawet z daleka na figi możemy z całą pewnością stwierdzić, że zbliżamy się do drzewa figowego, a barwa dojrzewających pomarańczy pozwala rozpoznać pomarańczowe drzewo. Jednakże przypowieść – bo jest to swojego rodzaju przypowieść – nie pasuje we wszystkich szczegółach do stosunków międzyludzkich. Źli rodzice – w przypowieści alegoryzującej są nimi ciernie – niekoniecznie muszą rodzić złe moralnie dzieci, podobnie jak z dobrych, prawych ludzi rodzą się czasem jednostki moralnie zepsute, nawet zbrodniarze. Z powtarzających się kilkakrotnie obrazowych ostrzeżeń wynika tylko to, że po złych ludziach, po zepsutym moralnie środowisku nie można się spodziewać szlachetnych czynów. Nie oznacza to jednak wcale, że Chrystus Pan naucza wątpienia w możliwość nawrócenia się grzesznika. Pamiętać należy, że chodzi tu o utarczki z fałszerzami Ewangelii Chrystusowej. Chodzi tylko o stwierdzenie, powtórzmy to raz jeszcze – że człowiek zły, dopóki pozostaje w grzechach, na pewno nie uczyni lepszym swego otoczenia, a wszystkie jego pozornie bardzo filantropijne dzieła nie będą miały wartości zasługującej przed Bogiem.

Mat 7:19–20 Oświadczenie, że każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień, nie wymaga żadnych komentarzy. Nikt nie toleruje w swym ogrodzie drzew uschłych, zniszczonych mrozem lub z innych powodów „skazanych” na nieowocowanie: wycina się je i wrzuca do ognia. Przestroga ta przypomina bardzo typowy fragment katechezy Jana Chrzciciela: Już siekiera jest przyłożona do korzenia drzew. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień (Mt 3:10).

Mat 7:21 Wzmianka o tych, co mówią „Panie, Panie” – to aluzja do ludzi, którzy zjawiają się jako wilki w owczym odzieniu. W całym pouczeniu zaś chodzi o pseudowierzących, którzy posiadają wszystkie pozory wierzących, a w rzeczywistości nie są ludźmi wiary, gdyż to, co czynią, jest niezgodne z wolą Bożą. Tak więc człowieka Bożego poznaje się nie po słowach, tylko po czynach będących wypełnieniem woli Ojca Niebieskiego. Została tu napiętnowana obłuda, jeden z grzechów najbardziej odrażających. Nawiązuje do niej Chrystus zresztą wiele razy. Obłudnikami nazwał tych, którzy przyszli zapytać, czy godzi się płacić podatek, czy nie (Mt 22:18). Obłudnikiem jest człowiek, który, gdy pości, ma zasmucone oblicze (Mt 6:16), lub ten, który daje jałmużnę, ale po to tylko, żeby ludzie widzieli i podziwiali jego miłosierdzie (Mt 6:2). Obłudnikami wreszcie byli wszyscy Izraelici, bowiem czcili Boga tylko wargami, a serca ich były zajęte innymi sprawami (Mt 15:8).

Mat 7:22–23 Jeżeli człowiek nie podda się całkowicie woli Bożej, to nawet najwspanialsze jego czyny nie zapewnią mu zbawienia. Dotyczy to również charyzmatyków: mimo iż dokonują – za sprawą imienia Jezusowego – wielkich cudów (por. Mk 9:38–40; Łk 10:17), nie zda im się to na nic, jeżeli nie będą pełnić na co dzień i we wszystkim woli Bożej. I choć w dzień sądu będą się na owe cudowne dzieła powoływać, nie dostąpią zbawienia. Ich odrzucenie będzie świadczyć o tym, że z posiadanej od Boga mocy źle korzystali.

Jeśli każdy grzech jest obłudą, to na szczególne potępienie zasługuje obłuda nieszczerego przyjaciela. Kiedy Jahwe wydał wyrok na węża, to największe dobrodziejstwo wyświadczył ludzkości tym, że zdemaskował niecne zamiary czarta, który udawał przyjaciela pierwszych ludzi.

Mat 7:24–25 Wśród ludzi, do których Jezus przemawia, jest wielu takich, co chętnie słuchają słowa Bożego. Nie wszyscy jednak zapewniają słowu Bożemu trwałą przyszłość. Ci, co mają silną wolę, co niewzruszenie trwają przy Chrystusie, nigdy już nie pozwolą sobie wydrzeć słowa Bożego i dzięki temu nawet największe zawieruchy życiowe nie będą w stanie wyrządzić im jakiejkolwiek szkody. Są podobni do ludzi mądrych, którzy wznoszą swą budowlę na niewzruszonych fundamentach.

Mat 7:26–27 Lecz pośród słuchaczy Chrystusa są także ludzie słabi: ci przyjmują co prawda słowo Boże, ale nie osadzają go dość mocno w swych duszach. Ich najlepsze chęci ulegają zniszczeniu podczas pierwszej burzy życiowej. Postępowanie takich ludzi przypomina budowlę wzniesioną na piasku. Nic nie pozostanie z takiej budowli, gdy przyjdzie deszcz i zerwie się wichura. Wezbrane potoki, deszcz i wichury – to być może symbole doczesnych trudności życiowych; nade wszystko jednak są to obrazy przyszłego sądu. Zburzonych wtedy budowli nikt i nic nie będzie już w stanie naprawić. „Upadek ich będzie wielki”. Obraz podwójnego budowania kończy Kazanie Jezusa na górze. Z pewnością to kazanie miał Mateusz na myśli, gdy mówił o zdziwieniu tłumów spowodowanym nauką Jezusa. Sam Chrystus powiedział przecież, że przynosi nowe przykazanie. Być może, iż podziw i przerażenie zarazem budziły obrazy przyszłego sądu, przestrogi przed karą wieczną, źle pojęta zapowiedź rzekomo bliskiego końca świata.

Mat 7:28–29 Jednakże powodem zdziwienia było przede wszystkim to, że Jezus uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie tak jak ich uczeni w Piśmie. Tak więc nauczając Jezus przedstawiał się równocześnie jako najwyższy Prawodawca: nie ograniczał się do samego wyjaśniania Pisma, a jeśli nawet to czynił, to w sposób absolutnie autorytatywny, wiążący.

Mat 8:1–3 Trędowaty, którego choroba nawet wobec Prawa uchodziła za nieczystość (Kpł 13:45), nie mógł stanąć przed Jezusem inaczej, jak tylko ukrywając się dyskretnie w tłumie. Prośba trędowatego o uleczenie – jakże delikatna: „Jeśli chcesz, możesz” – jest zarazem pięknym wyznaniem wiary w bezwzględną wszechmoc Jezusa. Gest Jezusa musiał być obserwowany przez zebranych z nie lada przerażeniem. Tylko Jezus miał odwagę dotknąć trędowatego, nie obawiając się jego choroby.

Mat 8:4 Zakaz rozgłaszania cudów Chrystusa, powtórzony zresztą niejeden raz jeszcze, i to ze szczególnym upodobaniem, przez autora drugiej Ewangelii (por. Mk 9:30), ma na celu uniknięcie niepotrzebnego – co więcej – wypaczającego przekonania mesjańskie Żydów, rozgłosu. Jezus nie pragnie, aby widziano w Nim tryumfującego uzdrawiacza. Nie chce jeszcze bardziej podniecać żydowską żądzę szukania znaków.

Fakt cudownego oczyszczenia trędowatego nie zwalniał go od wypełnienia przepisów Prawa, które przewidywało w tego rodzaju wypadkach ofiarę z jednej owieczki i dwu baranów, albo gdy człowiek uleczony był ubogi, daninę z jednego baranka i dwu gołąbków na rzecz kapłanów pełniących służbę przy ołtarzu świątynnym. Z ukazaniem się kapłanowi (Mt 8:4) było związane oficjalne przyjęcie uzdrowionego do społeczności ludzi czystych. Kapłan miał stwierdzić urzędowo fakt uzdrowienia (Kpł 13:49). Wzmianki o ofierze, którą przepisał Mojżesz na świadectwo dla nich, nie należy rozumieć w sposób mniej więcej taki: „Zaświadczcie przed kapłanami, że ja jestem Mesjaszem, który czyni cuda”. Zaimek osobowy liczby mnogiej w wyrażeniu „dla nich” nie odnosi się do kapłanów, ale do tych wszystkich, którzy zetkną się ewentualnie z uzdrowionym. Orzeczenie kapłanów będzie dla ludzi świadectwem, że człowieka do niedawna jeszcze trędowatego nie należy już unikać. Przestał być niebezpieczny. Kapłani mają mu wydać swoiste świadectwo o stanie jego zdrowia (Kpł 14:2–32). Wydając to polecenie Chrystus Pan miał na uwadze jedynie dobro uleczonego człowieka, a nie chęć zamanifestowania przed kapłanami swej cudotwórczej mocy. Równocześnie dał Jezus do zrozumienia, że uznaje Prawo Mojżesza w przypadkach nie kolidujących z dobrem moralnym człowieka i z nową ekonomią zbawienia.

Mat 8:5 Kafarnaum, położone nad północnym brzegiem jeziora Genezaret, stanowiło ośrodek galilejskiej działalności Jezusa. Nieźle zachowane resztki synagogi w Kafarnaum wskazują – zdaniem archeologów – na istnienie w tym miejscu innej, sięgającej czasów Chrystusa, synagogi żydowskiej. Setnik z Kafarnaum nie był Żydem. Podziwiając bowiem jego wiarę sam Jezus nieco później powie: „U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary” (Mt 8:10). Był on poganinem, dowódcą oddziałów wojskowych Heroda Antypasa, tetrarchy Galilei i Perei. Teoretycznie – jak z samej nazwy wynika – winna mu podlegać jednostka złożona ze stu ludzi, w praktyce jednak oddziały pozostające pod władzą setnika bywały zazwyczaj mniejsze. Jednostka złożona z dwu setek tworzyła tzw. manipuł; sześć manipułów wchodziło w skład jednej kohorty, dziesięć kohort dawało w rezultacie legion, tj. oddział złożony z sześciu tysięcy ludzi.

Mat 8:6–9 Prośba setnika o uleczenie sługi jest jeszcze bardziej subtelna niż wspomnianego przed chwilą trędowatego. Setnik jest przekonany, że wystarczy, jeśli przedstawi Jezusowi swoje strapienie. Jego słowa, mówiąc ściśle, nawet nie są żadną prośbą: są pięknym wyznaniem wiary w cudotwórczą moc Jezusa. Władzę Jezusa nad siłami natury oficer pogański zilustrował analogią ze swoim zwierzchnictwem nad powierzonymi mu żołnierzami. Setnik nie czuje się godny, aby próg jego domu przestąpił Jezus słynący świętością. Jakby w nagrodę za tę skromność, słowa poganina już prawie od dwu tysięcy lat towarzyszą każdej ofierze Mszy św.

Mat 8:10 Odpowiedź Chrystusa – to jedna najpiękniejszych w NT pochwał żołnierzy i równocześnie pierwsza zapowiedź rozszerzenia królestwa Bożego na nie-Żydów. Jest to także wypowiedź mająca na celu zawstydzenie Żydów i rozbudzenie w nich silniejszej wiary. Ludzie, którym Jezus już przedtem przyszedł z podobną pomocą – jak Jair (Mk 5:23), kobieta cierpiąca na krwotok (Mk 5:25), Maria i Marta (Jan 11:21–32) – sądzili, że konieczna jest fizyczna obecność Jezusa do dokonania tego cudu. Setnik pierwszy dał wyraz przekonaniu, że Jezus jest w stanie uzdrawiać i przywracać życie swym słowem nawet na odległość.

Mat 8:11–13 Synami Królestwa są nazwani Żydzi, zadufani w swoim pochodzeniu fizycznym od Abrahama, w swoim wybraniu i powołaniu do przyszłego Królestwa. Za swoje niedowiarstwo będą ukarani wyrzuceniem w ciemności – okoliczność, która czyni karę tym bardziej przykrą, że chodzi tu o ludzi Wschodu, obdarzanych każdego dnia obfitością słońca. Jezus, dokonując cudów, zwłaszcza cudownie lecząc, prawie zawsze zaznacza, że dzieje się to dzięki ludzkiej wierze: „Niech ci się stanie, jak uwierzyłeś” – powiedział do setnika. Mateusz nie omieszkał zaznaczyć, że spełniły się słowa Zbawiciela.

Mat 8:14–15 Teściową Piotra uleczył Jezus inaczej niż sługę setnika: Ujął ją za rękę, a gorączka ją opuściła. Ten jakże skromny zabieg – jeżeli w ogóle może tu być mowa o zabiegu – nie umniejsza wcale wielkości samego wydarzenia. Już samo dotknięcie powoduje przepływ życia z Jezusa.

Mat 8:16–17 Kafarnaum było ośrodkiem galilejskiej działalności Jezusa. Przebywając w tym miasteczku korzysta Jezus z gościnności domu Piotra. Dlatego teściowa gospodarza doznała zaszczytu posługiwania przy stole nie tylko Piotrowi i innym Apostołom, lecz także Jezusowi. Specjalną kategorię wśród chorych, których przyprowadzano do Jezusa, stanowili opętani. Należy jednak pamiętać, że pod pojęcie opętania autorzy NT podciągają prawie wszystkie schorzenia psychiczne. Zresztą każdą chorobę uważano czasem za naturalne następstwo grzechu: człowiek chory pozostaje we władaniu szatana. Przywrócić choremu zdrowie – to znaczy uwolnić go spod władzy szatana. Zdarzały się, rzecz jasna, także niewątpliwe opętania szatańskie, podobne do tych, które po dzień dzisiejszy mają miejsce. Środki lecznicze na taką chorobę nazywają się egzorcyzmami. Wiadomość o cudownych uleczeniach dokonywanych przez Jezusa rozeszła się szybko po okolicy. Nic tedy dziwnego, że dom Piotra napełnił się wkrótce chorymi niczym szpital. A Jezus leczył tylko swoim wszechmocnym słowem, urzeczywistniając w ten sposób proroctwo Izajasza o Słudze Cierpiącym. Tak więc owa działalność terapeutyczna Jezusa od samego początku posiadała charakter zbawczy: była zapowiedzią pełnego duchowego uleczenia ludzi, a nawet ich przyszłego zmartwychwstania ze śmierci do życia.

Mat 8:18–19 Jezus nigdy nie pragnął, by w Nim widziano politycznego przywódcę. Nie zabiegał o zdobycie sobie doczesnej popularności. Bardzo wyraźnie stronił od ludzi, którzy tak pojmowali Jego posłannictwo; „odchodził na osobność”, „odpływał na drugą stronę”. Mimo to ci, którzy rzeczywiście chcieli się z Nim spotkać oko w oko, mogli to jakoś uczynić. Jeden z nich, nazywając Jezusa „Nauczycielem”, wyraża swoją gotowość pójścia za Nim wszędzie.

Mat 8:20 Jezus przestrzega go jednak przed trudnościami, z jakimi będzie się musiał borykać. Syn Człowieczy nie ma nawet gdzie głowy położyć: jest w gorszej sytuacji niż zwierzęta polne i ptaki. Tak więc być uczniem Jezusa – to nie znaczy przyswoić sobie jedynie teoretyczną wiedzę; to przede wszystkim dzielić z Nim Jego sposób życia. Gdy powoływał Dwunastu, to przede wszystkim właśnie po to, żeby z Nim byli (Mk 3:14 n). Otóż jedna z głównych uciążliwości tego życia na tym polega, że Jezus jest bezdomny. Na taką tułaczkę muszą być gotowi Jego uczniowie.

Mat 8:21–22 Muszą też być oddani całkowicie sprawie, której służy sam Syn Człowieczy. Mistrz wymaga, a jest w swych wymaganiach bezwzględny, aby Jego uczniowie nie odchodzili od Niego nawet po to, by pogrzebać własnych rodziców. Bezwzględność – żeby nie powiedzieć nieludzkość tego wymagania, daje się zrozumieć jedynie w świetle eschatologicznej atmosfery całego nauczania Jezusa. Królestwo niebieskie jest blisko; nie ma ani chwili czasu do stracenia. Fizycznie umarłych mogą pogrzebać nawet grzesznicy, przyrównywani tu do umarłych duchowo. Obowiązkiem tych, co poszli za Jezusem, jest przede wszystkim troska o duchowe sprawy ludzi. W dialogu z uczonym w Piśmie, pragnącym pójść za Jezusem dokądkolwiek On się uda, występuje po raz pierwszy w Ewangelii Mateusza wyrażenie „Syn Człowieczy”. Tytułu tego używał Jezus najchętniej, gdy sam o sobie mówił. W ustach Jezusa zwrot ten bywał czasem synonimem zaimka osobowego pierwszej osoby (Łk 6:22; Łk 9:26; Mk 10:45; Mt 12:8; Mt 11:19; Mt 16:13), poza tym często występuje w tekstach mówiących o specjalnej władzy Jezusa, jak np. władza odpuszczania grzechów (Mt 9:6; Mt 12:32; Łk 5:20; Łk 7:48; Łk 19:10). Tym tytułem określa siebie Jezus również wtedy, kiedy mówi o swej przyszłej chwale sędziego (Mt 10:23; Mt 16:27; Mt 24:27; Mk 8:38; Mk 14:62; Łk 17:24; Łk 18:8). Wreszcie przypisuje sobie Jezus tytuł Syna Człowieczego wtedy, kiedy stosuje do siebie proroctwa Izajasza o Słudze Cierpiącym (Mt 17:12; Mt 17:22; Mt 26:2; Mk 9:12). Tytuł ten spełnia więc podwójną rolę w nauczaniu Jezusa. Z jednej strony koryguje fałszywe pojęcia mesjańskie ówczesnych Żydów, oczekujących na politycznego tryumfatora, z drugiej zaś sugeruje niedwuznacznie myśl o Boskiej godności Jezusa. Można też powiedzieć, że tytuł ten stanowi Chrystusową, a więc najautentyczniejszą, syntezę mesjańskich proroctw ST. Wyrażenie „Syn Człowieczy” przywodzi na myśl zarówno umęczonego Sługę Jahwe z proroctw Deutero-Izajasza (Iz 52:13–53:12), jak i Mesjasza, pełnego mocy i chwały, z wizji prorockiej Daniela (Dan 7:14).




1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna