Przedmowa do pierwszego wydania



Pobieranie 0.67 Mb.
Strona9/16
Data04.05.2016
Rozmiar0.67 Mb.
1   ...   5   6   7   8   9   10   11   12   ...   16

Mat 13:25–27 Wzmianka o tym, że ludzie spali zasiawszy zboże, nie jest piętnowaniem ludzkiej niedbałości. Owa pora dnia była bowiem przeznaczona właśnie na sen. „Zasiewanie kąkolu lub innych chwastów na cudzym polu w celu dokonania zemsty, jest zjawiskiem na Wschodzie nierzadkim i po dzień dzisiejszy należy do grzechów, których odpuszczenie na spowiedzi jest zarezerwowane ordynariuszowi na terenie obecnego Patriarchatu Jerozolimskiego” (Fr. M. William).

Mat 13:28–29 Ludzie proponujący w swej zapalczywości natychmiastowe powyrywanie chwastu reprezentują w rzeczywistości logikę czysto ludzką. Inny sposób myślenia cechuje miłosierną i wyczekującą postawę Chrystusa. Główne pouczenia całej przypowieści dają się sprowadzić do kilku następujących punktów: 1) Pan Bóg dopuszcza, że w Jego królestwie, obok dusz świętych i wiernych, znajdują się także grzesznicy. 2) Tych ostatnich, choć godni są zatracenia, nie pozbawia doczesnego bytu. Znosi ich cierpliwie i sam dokona kiedyś oddzielenia sprawiedliwych od grzeszników. 3) Jego postępowanie z grzesznikami podyktowane jest zasadą: „Nie chcę śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył” (por. Ez 18:23; Ez 18:32).

Mat 13:30 W pochodzącym od samego Chrystusa wyjaśnieniu tej przypowieści został przedstawiony szczegółowo i barwnie sam moment przyszłego oddzielania chwastu od zdrowego ziarna. Przyznać wreszcie trzeba, że nadal trwa szatański posiew chwastu. Dokonuje się on w czasie zasypiania i nieostrożności ludzkiej. Problem ludzi, którzy utracili wiarę w Boga, ale mają silną wiarę w istnienie szatana (np. bohaterowie niektórych powieści G. Bernanosa), jest zawsze aktualny. Ciągle mamy do czynienia z tym samym zgubnym lub zbawiennym wpływem otoczenia; ciągle dokonuje się zasiewanie i wykradanie dobra z serc innych ludzi. Ciągle też porywczości ludzkiej stają naprzeciw cierpliwość i wspaniałomyślność Boga. Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył. Oto Boże spojrzenie na złych ludzi.

Mat 13:31–32 Nasienie gorczycy uchodzi za coś przysłowiowo małego. Zasiane wschodzi i rośnie szybko, osiągając niekiedy wysokość trzech metrów. Szczególnie udane okazy tej rośliny można spotkać w okolicy Tyberiady lub nad brzegami Jordanu. Wzmianka o zamieszkiwaniu ptaków niebieskich na gałęziach rozrośniętej gorczycy nie powinna sugerować myśli o zakładaniu gniazd. Chodzi raczej o chwilowe siadanie ptaków na gałęziach roślin. Przypowieść obrazuje moc słowa Bożego. Dzięki tej mocy królestwo Boże rozrasta się potężnie na zewnątrz.

Mat 13:33 Wkładanie kwasu do kilku miar mąki jest zwyczajem do dziś stosowanym przy sporządzaniu ciasta na chleby i to nie tylko na Wschodzie, lecz także we wszystkich najbardziej nowoczesnych piekarniach. Wiadomo jednak, że słowo „zaczyn” posiada również inne, zdecydowanie pejoratywne znaczenie, podobnie jak rzeczywistość tym terminem oznaczana wykazuje niekiedy wręcz zgubne właściwości. I dlatego Jezus przestrzega swoich uczniów przed „kwasem” uczonych w Piśmie i faryzeuszy (Mt 16:6; por. Mk 8:15).

Mat 13:34–35 Przy okazji tej właśnie przypowieści Jezus oświadcza, że odtąd zamierza nauczać tylko w przypowieściach. Ten rodzaj nauczania miał lepiej i skuteczniej wdrożyć w umysły i pamięć słuchaczy wielkie prawdy o królestwie Bożym. Cytowane w Mat 13:35 słowa Psm 77:2 są w rzeczywistości proroctwem, które się spełniło na Osobie i w czynach Jezusa Chrystusa. On to bowiem opowiedział ludziom o zbawczych planach Bożych, zakrytych od założenia świata. Podane w obydwu ostatnich przypowieściach zapewnienie Apostołów przez Jezusa, że Kościół będzie kiedyś wielki, miało na celu podtrzymanie ich wytrwałości. Dziś – mimo wiadomych przeszkód – zapewnienie to jest powodem do radości dla tych, którzy korzystają z Ewangelii i myślą o Bogu.

Mat 13:36–39 Wyjaśnienie perykopy składa się bardzo wyraźnie z dwu części: alegoryzujące wyliczenie poszczególnych elementów przypowieści (Mat 13:37–40) i stosunkowo dokładny opis żniwa (Mat 13:41–43). Sposób rozłożenia akcentów w części drugiej robi wrażenie szczególne na czytelniku. Autorowi wyraźnie zależy na przedstawieniu nagrody czekającej sprawiedliwych oraz kary, która jest przygotowana dla bezbożnych. Liczne rysy literackie tego tekstu – określenie szatana mianem Złego, wyrażenia: Królestwo, synowie Królestwa, tytuł Syn Człowieczy, w tak szczególnym kontekście, zwrot: jaśnieć będą jak słońce itp. – prowadzą do wniosku, że jego autorem jest sam Mateusz, choć nie jest też wykluczone, że pewne elementy tego wyjaśnienia pochodzą z tradycji przedmateuszowej.

Wzmianka o odprawieniu tłumów do domu świadczy o tym, że wyjaśnienie przypowieści z woli samego Chrystusa ma mieć charakter trochę ezoteryczny lub przynajmniej, że było przeznaczone tylko dla uczniów. Wszystkie elementy opowiadania – osoby tam występujące, czynności tych osób, rezultaty ich działania – w tej wykładni podanej jako Chrystusowa przybierają znaczenie religijne.

Mat 13:40–43 Koniec świata i nieodłącznie z nim związany sąd kojarzy się autorom natchnionym – i to zarówno ST, jak NT – przede wszystkim z wymiarem kary bezbożnym. Sąd ten jest dość często przedstawiany w Biblii za pomocą metafory żniwa (por. Iz 17:5; Jl 4:12 n; Mi 4:12; Mt 3:12; Mk 4:29; Ga 6:8; Ap 14:14–20). Ogień jest stałym elementem opisów wszystkich bolesnych doświadczeń ludzi potępionych. W pouczeniach moralnych, których udzielał Jezus, najczęściej powtarzały się – zwłaszcza w Ewangelii Mateusza – przestrogi przed ewentualnym gorszeniem maluczkich. Nic dziwnego, aniołowie Syna Człowieczego zjawią się na świecie po to, aby zebrać wszystkie zgorszenia. Zgorszenia owe należy w tym przypadku utożsamiać z samymi gorszycielami. Ze względu na ostatni wiersz całe wyjaśnienie przypowieści ma charakter zdecydowanie optymistyczny i pociągający zarazem do pracy nad doskonaleniem własnego wnętrza. Taki jest też cel parenetyczny całej wykładni.

Mat 13:44 Ustawodawstwo zarówno semickie, jak i rzymskie gwarantowało prawo własności do wszystkiego, co znajdowało się na zakupionej roli. Tak więc skarb w niej ukryty stawał się również własnością nabywcy. Pewien podstęp, którego dopuścił się człowiek kupujący – znalazłszy skarb, nic nie mówiąc zapłacił za rolę tak, jakby w niej żadnego skarbu nie było – stanowi temat, który nie leży w granicach aktualnych zainteresowań Ewangelisty. Chodzi mu o jak najwyraźniejsze przedstawienie idei oddania wszystkiego, co się ma, aby nabyć skarb królestwa Bożego.

Mat 13:45–46 Od najdawniejszych czasów perły uchodziły za najbardziej kosztowne, cenniejsze nawet od diamentów klejnoty. W zachowaniu się kupca nic nie zasługuje na naganę. W obydwu przypowieściach mamy do czynienia nie z ryzykiem, lecz z wyrachowaniem: warto sprzedać wszystko, co się ma, aby stać się posiadaczem skarbu lub szczególnie pięknej perły.

Mat 13:47–50 Ze względu na myśl przewodnią przypowieść ta przypomina opowiadanie o chwaście, zasianym nocą w pszenicy. Żniwom z tamtej przypowieści odpowiada tu zbieranie do naczyń ryb dobrych, a wyrzucanie bezwartościowych. Aplikacja praktyczna tylko pozornie odnosi się do obydwu przypowieści. W rzeczywistości dotyczy tylko przypowieści o niewodzie: podobnie jak nieużyteczne, złe ryby, złowione mimo woli do niewodu, będą odrzucone, tak też w „rozpalonym piecu” znajdą się przy końcu świata niedobrzy ludzie.

Mat 13:51–52 Najbardziej oderwane od tematyki całej powyższej perykopy jest zdanie ostatnie, mówiące o uczonych w Piśmie. Ludzie określani w ten sposób odgrywali bardzo ważną rolę w życiu zwłaszcza religijnym narodu wybranego. Oni to posiadali niejako monopol na rozumienie i wykładanie innym sensu Pisma Świętego. Zdaje się, że Jezus nie czyni tu aluzji do uczonych żydowskich, rzekomo nawróconych na chrześcijaństwo. Wydobywanie rzeczy nowych i starych – to również nie jest rada, by owi neochrześcijanie w swym nowym życiu posługiwali się zarówno wskazaniami dawnego Prawa, jak i nauką Chrystusa. Idea uczonych w Piśmie wyraża raczej pragnienie Jezusa, aby Apostołowie w swej gorliwości wykładania Pisma byli podobni do uczonych żydowskich. Wydobywanie rzeczy starych ze skarbca – to być może referowanie ongiś słyszanej nauki Jezusa, rzeczy nowe zaś – to okoliczności życiowe powodujące potrzebę nowego odczytywania i nowego przekazu dawnej nauki. Możliwe jednak, że rzeczy stare – to starotestamentowe proroctwa, nowe zaś – to ich wypełnienie w życiu i nauce Jezusa.

Mat 13:53–55 Na samym początku rozdz. 13 znajduje się wzmianka, że nauczając przez przypowieści Jezus znajdował się w łodzi przy samym brzegu jeziora Genezaret. Otóż skończywszy owo nauczanie przez przypowieści, Jezus oddalił się stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta, gdzie Jego słowa wprawiły wszystkich w podziw. Nazaret uchodziło za rodzinne miasto Jezusa, dlatego że tam właśnie spędził swoje dziecięce lata i tam mieli też swoje domicilium Maryja (tutaj w brzmieniu aramejskim) i Józef. Nazaret nie było to miasto wielkie. Nic tedy dziwnego, że wszyscy wiedzieli, iż Józef był cieślą, jego małżonka nazywała się Maryja, a braćmi byli: Jakub, Józef, Szymon i Juda.

Mat 13:56–58 Znali też Jego siostry – oczywiście siostry w szerszym znaczeniu, czyli inaczej mówiąc, krewne. Wiedzieli, że cała rodzina składała się z ludzi prostych. Tym trudniej więc było im zrozumieć mądre pouczenia Jezusa. Skądże u niego to wszystko? Z tak sformułowanego pytania wynika, że słowa Jezusa przyjmowano z początku za prawdę, choć nie odbywało się to bez wielkiego podziwu; dopiero potem zrodziły się wątpliwości. Tak więc nauka Jezusa nie da się wytłumaczyć prawami zwykłego procesu powstawania innych systemów religijnych. Na wątpliwości mieszkańców Nazaretu Jezus zareagował oświadczeniem, którego sens sprawdza się po dzień dzisiejszy i nie tylko w odniesieniu do Chrystusa: środowisko, w którym ktoś przychodzi na świat i wzrasta wśród najbliższych, rzadko kiedy dostrzega czyjąś prawdziwą, gdzie indziej podziwianą wielkość. Tak też i Jezus nie cieszył się uznaniem w Nazarecie i niewiele zdziałał tam cudów z powodu niewiary tych ludzi.

Mat 14:1–2 Herod, o którym tu mowa, to Antypas, syn Heroda Wielkiego. Człowiek ten niewiele jeszcze słyszał o Jezusie. Natomiast w prawdziwy podziw wprawiały go zapewne już nieraz czyny i nauka Jana Chrzciciela. Kiedy więc poczęły docierać do niego różne wieści o Jezusie, był przekonany, że to Jan Chrzciciel, stracony niedawno na wyraźne polecenie Heroda, powstał z grobu i znów rozpoczął swoją działalność. Tajemnicą pozostaje dla nas geneza wiary Heroda w zmartwychwstanie Jana Chrzciciela.

Mat 14:3–5 Natomiast przekazał nam Ewangelista dość dokładne dane o tym, jak doszło do śmierci Jana Chrzciciela. Bezpośrednim powodem najprzód uwięzienia, a potem ścięcia Jana Chrzciciela były upomnienia, których ten nieustraszony prorok udzielał Herodowi za to, że współżył z Herodiadą, żoną swego brata, Filipa. Upomnienia te nie były dla Heroda – rzecz jasna – przyjemne. Jeśli dość długo jednak pozostawiał Jana na wolności, to tylko dlatego, że bał się ludu, który uważał Jana za proroka.

Mat 14:6–8 Decyzja zgładzenia Jana zapadła w okolicznościach dość szczególnych: zachwycony wdziękiem Salome (to imię podaje Józef Flawiusz), córki Herodiady, tańczącej wobec władcy i grona jego przyjaciół, Antypas przyrzekł nieopatrznie, że tancerce ofiaruje wszystko, o cokolwiek go poprosi. Pouczona przez swoją przebiegłą matkę, Salome zażądała głowy Jana Chrzciciela. Ze strony Herodiady nie była to już tylko chęć pozbycia się niewygodnego gromiciela jej grzesznego życia, ale wyraz bardzo wyszukanej zemsty: niech wszyscy zobaczą publicznie, jak kończą ludzie, którzy mają odwagę przeciw niej występować.

Mat 14:9–12 Nie bez smutku i wewnętrznej walki Antypas wypełnił jednak uczynioną publicznie obietnicę: kazał ściąć Jana w więzieniu, a jego głowę przynieść na misie i wręczyć dziewczęciu. Gdy się to stało, gdy już Salome przekazała głowę Chrzciciela swej matce, uczniowie Jana pogrzebali ciało mistrza, a potem powiadomili o wszystkim Jezusa. I tak oto zginął jeszcze jeden prorok w Izraelu: zginął nie tyle wskutek niechęci ludu, ile raczej wskutek słabości charakteru i tchórzostwa króla oraz przewrotności złej kobiety.

Mat 14:13 Chronologia wydarzeń przedstawionych przez Mateusza, gdy chodzi o życie Jana Chrzciciela i Jezusa, jeszcze nieraz będzie pozostawiać wiele do życzenia. Mateuszowi najwyraźniej nie chodzi o chronologię, lecz o to, by ukazać związki pomiędzy Janem Chrzcicielem a Jezusem, by przepowiedzieć już z góry Jezusowi taki sam koniec jak ten, który spotkał Jana Chrzciciela.

Bezpośrednim powodem odejścia Jezusa z miejsca Jego dotychczasowej działalności była wiadomość o zgładzeniu Jana: Być może, czując pewne zniechęcenie do ludzi, Jezus zapragnął pozostać przez jakiś czas w samotności. Rzesze jednak odnalazły Go rychło i szły za Nim z jednej miejscowości do drugiej.

Mat 14:14–16 Przeprawił się wreszcie na drugi brzeg jeziora i tam zobaczył mnóstwo ludzi chorych. Chyba cały dzień zszedł Mu na ich uzdrawianiu, a wieczorem przyszli do Niego Apostołowie i powiedzieli, by kazał ludziom rozejść się do domu, bo na owym pustkowiu, gdzie dotychczas przebywali, ani nie było co jeść, ani gdzie schronić się na noc. Ale Jezus – nie pierwszy raz zresztą – był innego zdania. Nie pozwolił odchodzić tłumom, lecz właśnie Apostołom nakazał, by je nakarmili. Jakże musieli być zakłopotani Apostołowie, gdy usłyszeli: Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść.

Mat 14:17–19 Ich odpowiedź, że mają tylko pięć chlebów i dwie ryby, miała na celu niewątpliwie odwiedzenie Jezusa od zamiaru nakarmienia na pustyni całej rzeszy. Jakżeż mogli takimi „zapasami” żywności nakarmić co najmniej pięciotysięczną – jak się później okazało – rzeszę? Lecz Jezus z całą nieustępliwością kazał przynieść pięć owych chlebów i dwie ryby: pobłogosławił je, a potem rozkazał uczniom, by rozdawali wszystkim ludziom chleb i ryby.

Mat 14:20–21 Okazało się, że wszyscy jedli i najedli się do syta. Co więcej, z pięciu owych chlebów zebrano potem, kiedy już się wszyscy najedli, dwanaście pełnych koszów ułomków. Ilość owych zebranych resztek należy uznać za prawdziwy cud, drugi po samym rozmnożeniu chleba. Oprócz wielu pouczających wniosków, zawartych w tym opisie cudownego rozmnożenia chleba, należy wysnuć także i ten, że ludziom nigdy nie zabraknie środków do życia, jeśli będzie wśród nich Jezus. Jezus dający chleb zgłodniałym rzeszom to także obraz Kościoła karmiącego swe dzieci. Nie upadną ani z wyczerpania, ani z głodu wszyscy ci, którzy za Nim idą.


Mat 14:22–23 W opowiadaniu o chodzeniu Jezusa po jeziorze pojawia się po raz pierwszy w Ewangelii Mateusza postać św. Piotra. W ten sposób przygotowuje się stopniowo grunt do jego wystąpienia pod Cezareą Filipową.

Podane tu przez Mateusza ramy chronologiczne tego wydarzenia znów nie mają większego znaczenia. W każdym razie według tradycji, którą Mateusz na swój sposób przetwarzał, zaraz go cudownym rozmnożeniu chleba Jezus kazał uczniom przeprawić się na drugi brzeg jeziora, a sam został na lądzie; wyszedł sam jeden na górę, żeby się modlić. Miała to być modlitwa inna niż ta, którą odmawiał Jezus nad niedawno rozmnożonymi chlebami, w otoczeniu najbliższych uczniów i całych rzesz nie znanych bliżej ludzi. Tajemnicą pozostaje, dlaczego w pewnym momencie Jezus, zstąpiwszy z góry, znalazł się sam na pełnym jeziorze, krocząc po jego powierzchni jak po twardym lądzie.

Mat 14:24–27 Wtedy właśnie dostrzegli Go Apostołowie, znajdujący się w łodzi, którą miotały fale. Zalęknieni wzmagającą się coraz bardziej burzą, wprost zamarli w sobie widząc postać ludzką kroczącą po wodzie. Ewangelista nie zawaha się nawet powiedzieć, że ci doświadczeni rybacy aż krzyczeli z przerażenia. Była to bardzo swoista epifania. Na takie pojawienie się Jezusa – a będzie ich wiele po zmartwychwstaniu – ludzie zawsze reagowali bojaźnią. Natomiast Jezus zawsze w ten sam sposób podtrzymywał ich na duchu mówiąc: Ja jestem, nie bójcie się! Oznacza to, że bojaźń Boża jako cnota istnieje nadal, ale zmieniają się jej zasadnicze właściwości. Staje się ona synonimem miłości, a ludzie nią powodowani nie powinni stronić od Chrystusa, lecz właśnie u Niego szukać schronienia.

Mat 14:28–30 Po raz pierwszy, przez nikogo nie upoważniony Piotr zabiera głos, być może w imieniu wszystkich znajdujących się w łodzi. Występuje z propozycją dość niezwykłą, mianowicie prosi, by Pan – rozpoznany już – pozwolił mu przyjść do siebie. Piotr prawdopodobnie nadal trochę wątpił w to, czy człowiekiem chodzącym po wodzie jest sam Jezus. Mówiąc: Jeżeli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie, chciał się rzeczywiście przekonać, czy ma do czynienia z Jezusem. Równocześnie jednak dawał wyraz przeświadczeniu, że Jezus wszystko może.

Mat 14:31–33 Jak długo trwało to przekonanie, Piotr rzeczywiście utrzymywał się na powierzchni wody, skoro zaś tylko zwątpił, bo zawiał silny wiatr, natychmiast począł tonąć. Wtedy też spotkała go surowa nagana: Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary? – powiedział Jezus. Tak więc Piotr – pierwszy z Apostołów – okazał się też pierwszym wierzącym i równocześnie pierwszym wątpiącym w Jezusa. Nie ma powodów, by zastanawiać się zbyt długo nad sensem całego wydarzenia: człowiek znajduje się tak długo na powierzchni życia Bożego, tylko tak długo pozostaje w kontakcie z Bogiem, jak długo nie zwątpi w Jego wszechmoc. Gdy człowiek przewidując swoją zgubę zwraca się do Pana, Pan przychodzi mu z pomocą; ratuje go tak, jak ongiś uratował Piotra. Całe zdarzenie zdawało się być jakby zaaranżowane przez Jezusa po to, by spowodować wyznanie: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.

Mat 14:34–36 Nawet przy użyciu ówczesnych środków społecznego przekazu wieści o tego rodzaju wydarzeniach rozchodziły się lotem błyskawicy. Nic tedy dziwnego, że kiedy Jezus znalazł się w ziemi Genezaret, rozpoznano Go natychmiast. Zgromadzono wszystkich chorych z całej okolicy, a ci skoro tylko mogli się dotknąć skraju Jego płaszcza, już bywali uzdrawiani.

Mat 15:1–2 Obok Prawa Mojżeszowego istniały w Izraelu niepisane zwyczaje, o których podtrzymywanie troszczyli się nade wszystko rabini, uprawiający swoistą dogmatykę. W ich przekonaniu Prawo i zwyczaje stanowiły absolutną jedność, i o przestrzeganie niepisanych zwyczajów należało się troszczyć tak samo jak o pisane Prawo. Zgoła inny stosunek względem owych obyczajów reprezentował swym życiem Jezus i Jego uczniowie. Dlatego przyszli do Niego faryzeusze i uczeni w Piśmie z zapytaniem: dlaczego Jezus i Jego uczniowie nie przestrzegają zwyczajów przodków, opuszczając np. mycie rąk przed jedzeniem. Nie ma nic dziwnego w tym, że pytanie powyższe postawiono Jezusowi. On przecież w pewnym sensie odpowiadał za swoich uczniów. Samo mycie rąk przed jedzeniem było już w ST nakazane, ale dotyczyło tylko kapłanów, mających przystępować do składania ofiar. Rabini, a potem faryzeusze, rozciągnęli ten zwyczaj na wszystkich ludzi. Jezus nie zwalczał go wprost, ale też nie zobowiązywał swych uczniów do jego przestrzegania.

Mat 15:3–4 Zamiast udzielić odpowiedzi na postawione pytanie, Jezus sam uczynił faryzeuszom zarzut, który obciążał ich jeszcze bardziej. Przecież oni, ustanawiając nowe zwyczaje, sami nie zachowywali nawet przykazań Bożych. W ten sposób zamiast potwierdzać – jak się tego domagali faryzeusze – jedność Prawa i zwyczajów, Jezus wykazał, że istnieje sprzeczność między jednym a drugim; co więcej, okazało się, że zwyczaje wprowadzone przez faryzeuszy są po prostu łamaniem Prawa.

Mat 15:5–6 Zarzut Jezusa dotyczył zaniedbań odnoszących się do czwartego przykazania. Wola Boża, gdy chodzi o stosunek dzieci do rodziców jest taka sama w ST, jak i w NT: Czcij ojca i matkę. Otóż wśród faryzeuszy istniało przeświadczenie, że jeśli ktoś złoży na ofiarę to, co było przeznaczone dla ojca lub matki i oznajmi o tym rodzicom, to tym samym spełni swój obowiązek wobec nich i nie potrzebuje czcić swego ojca ani swej matki.

Mat 15:7–9 Nie trzeba dowodzić, że takie postępowanie jest wprost nieludzkie. Ludzi jak faryzeusze, głoszących potrzebę pielęgnowania takich obyczajów dawno już, i to bardzo słusznie, potępił Izajasz zarzucając im to, że czczą Boga jedynie wargami, a daleko są od Niego sercem, że ich kult Boga jest pozbawiony wszelkiej treści, gdyż ponad przykazania Boże przedkłada się zasady ludzkie. Mamy tu więc znów do czynienia ze stwierdzeniem, że prawdziwy kult Boga dokonuje się w prawdzie konsekwentnego życia.

Mat 15:10–11 Sprawa poruszona przez faryzeuszy dotyczyła czystości. Mimo uniku, jaki Chrystus uczynił stawiając z kolei pytanie faryzeuszom, problem czystości został ostatecznie rozstrzygnięty. Chrystus oświadczył, że nie to, co wchodzi przez usta, ale co z ust wychodzi – to czyni człowieka nieczystym. Wypowiedź owa oznaczała, że człowieka czynią nieczystym nie owe pokarmy, które spożywa bez specjalnego zatroskania o ich czystość rytualną, ale słowa, które wypowiada – one czynią go prawdziwie nieczystym. Mówiąc dokładniej, nawet nie same słowa, ale to, co jest jeszcze bardziej ukryte, czyli same myśli, czynią człowieka nieczystym.

Mat 15:12–13 Nawet gdyby uczniowie nie donieśli Jezusowi, że faryzeusze byli zgorszeni tego rodzaju odpowiedzią, Jezus i tak wiedziałby o tym dobrze. Dorzucił zatem słowa, z których wynikało, że to, co głoszą faryzeusze, nie jest wyrazem woli Bożej. Nie są to rośliny, które zasadził Ojciec Niebieski. Dlatego też będą wyrwane. Ich przejściowym wzrastaniem nie ma się co przejmować. Nie po raz pierwszy, jak widać, Izrael jest przyrównany do ogrodu uprawianego przez Jahwe. Wiele też razy żniwo lub zbiory tego, co urośnie w ogrodzie, będzie obrazem przyszłego sądu. Z obrazu tu użytego wynika całkiem niedwuznacznie, że tej rośliny, którą jest faryzeizm, Bóg nie zasadził w swoim ogrodzie. Jest to dzieło czysto ludzkie, chwast niebezpieczny dla dobrego ziarna.

Mat 15:14 Całe nieszczęście, gdy chodzi o rolę faryzeuszy w narodzie, polega na tym, że będąc sami ślepcami, czynią się przywódcami ślepych. Nic dobrego nie może się zdarzyć, jeśli ślepy prowadzi ślepego: obaj w dół wpadną. Ci pseudoprzewodnicy, faryzeusze, zaślepieni własnymi myślami, zadufani we własnej mądrości, nie są w stanie dostrzec dróg Bożych i nie mogą ich ukazać ludowi, pozostającemu również w mrokach niewiedzy. W tej sytuacji naród jest oczywiście bez winy. Cała odpowiedzialność spada na jego przywódców, którzy zupełnie świadomie trwają w zaślepieniu. Czyż nie ubolewał nad tym już prorok Ezechiel pisząc: Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą. Czyż pasterze nie powinni paść owiec? Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną, zabiliście tłuste zwierzęta, jednakże owiec nie paśliście (Ez 34:2–3).

Mat 15:15–17 Rzecz dziwna, Apostołowie nie zrozumieli tych tak przecież prostych słów Jezusa. W imieniu wszystkich Piotr prosi o wyjaśnienie. Jezus, być może nie bez cienia niecierpliwości, powtarza w sposób o wiele bardziej realistyczny to, co już przedtem powiedział o czystości i nieczystości.

Mat 15:18–20 Pewne novum tego powtórnego wyjaśnienia polega na tym, że Jezus bardzo wyraźnie wskazuje na serce ludzkie jako na siedlisko wszelkich grzechów. Serce owo – jak się to zresztą często jeszcze zdarzy w Biblii – jest ośrodkiem nie tylko uczuć, ale i myśli. Tak więc grzech dokonuje się nie wtedy, kiedy człowiek zewnętrznym czynem łamie jakiś przepis, lecz wtedy, gdy w swym sercu postanawia zło.

Mat 15:21–22 Szczególnie na początku swojej działalności Jezus oświadczał często, że jest posłany tylko do owiec, które zaginęły z domu Izraela.

Okolice Tyru i Sydonu – południowo-zachodnia część dzisiejszego Libanu – nie stanowiły krainy izraelskiej w sensie ścisłym. Pojawiająca się na tamtym właśnie terenie Kananejka słusznie uchodziła za pogankę. O Jezusie zapewne owa niewiasta już wiele słyszała, bo zwracając się do Niego użyła określenia Synu Dawida, a poza tym wiedziała, że Jezus jest w stanie dokonywać rzeczy niezwykłych. Dlatego prosiła o wypędzenie złego ducha z jej córki.

Mat 15:23 Jezus z początku nie reagował w ogóle na prośbę kobiety; zareagował, i to negatywnie, dopiero wtedy, kiedy uczniowie prosili, by ją oddalił, bo idąc za nimi i krzycząc nie dawała im spokoju. Chodziło im zapewne nie o nich samych, lecz o Mistrza, pozbawionego możliwości nawet chwili wytchnienia.

Mat 15:24–28 Mimo odmownej odpowiedzi Jezusa, kobieta kananejska nie przerwała swych próśb. Nie usiłowała zmieniać celu i zakresu posłannictwa Jezusa, lecz odwołała się do Chrystusowego miłosierdzia mówiąc: Lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów. Argumentacja okazała się w pełni skuteczna. Jezus ujęty taką postawą Kananejki publicznie pochwalił jej wiarę i uzdrowił córkę pogańskiej niewiasty. Ostatecznie więc cud się dokonał dzięki wierze niewiasty w Boską moc Jezusa. W ten sposób nie po raz pierwszy już ukazał Jezus obraz nowego Izraela, Izraela wedle ducha, prawdziwych synów Abrahama, o których potem tyle będzie mówił św. Paweł w listach do Galatów i do Rzymian.




1   ...   5   6   7   8   9   10   11   12   ...   16


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna