Przedmowa



Pobieranie 36.34 Kb.
Data06.05.2016
Rozmiar36.34 Kb.
Przedmowa

Ojca Stefana Baubergera SJ poznałem kilka lat temu przez przypadek. Otrzymałem z Indii list od jezuity i mistrza zen Ama Samy1, który poinformował mnie, że jeśli chcę poznać taką medytację, jaka jest praktykowana w jego szkole (Bodhi Sangha), to powinienem skontaktować się z ojcem Baubergerem, któremu dał przekaz na nauczyciela zen. Dzięki uprzejmości ojca Stefana spędziłem z nim kilka dni w Monachium, w którym na co dzień mieszka i pracuje, a następnie wziąłem udział w tygodniowym odosobnieniu zen, poprowadzonym przez niego w klasztorze franciszkanów w Dietfurcie (Bawaria). W tej malowniczo położonej miejscowości istnieje zendo (sala medytacyjna), która jest integralną częścią kompleksu klasztornego. Zaprojektował ją – ściśle według kanonów japońskich – jezuita Hugo Makibi Enomiya-Lassalle2, legendarny pionier dialogu chrześcijańsko-buddyjskiego na płaszczyźnie medytacyjnej.

Co mają jednak ze sobą wspólnego „Ćwiczenia duchowne” i zen? Czy św. Ignacy nie przewraca się w grobie, widząc swoich towarzyszy siedzących w zazen? Po co chrześcijanom zen, skoro w swojej tradycji mają „ścieżkę medytacji”, wyznaczoną przez mistyka z Loyoli? To nie są bezpodstawne pytania, bowiem wokół praktykowanej i nauczanej przez chrześcijan medytacji zen narosło wiele kontrowersji3.

Książka „Droga do głębi serca. Zen i duchowość rekolekcji ignacjańskich” jest rodzajem duchowej autobiografii, w której ojciec Bauberger dzieli się osobistym doświadczeniem medytacji, nauczania zen i dialogu międzyreligijnego, stawia pytanie o możliwości włączenia w chrześcijaństwo duchowości zen oraz analizuje podobieństwa i różnice między rekolekcjami ignacjańskimi a odosobnieniem zen (sesshin). Dzięki Wstępowi, specjalnie napisanemu przez Autora do polskiego wydania książki, możemy jeszcze lepiej poznać go „od środka”. Ta otwartość nie jest bez znaczenia, gdyż jak mawiał jeden z największych nauczycieli zen i twórca szkoły Soto, Dogen Zenji: „Jeśli nie spotkasz właściwego nauczyciela, lepiej abyś w ogóle nie zabierał się za studiowanie zen”4.

O medytacji nauczanej przez ojca Baubergera można powiedzieć, że nie należy ona ani do tzw. „chrześcijańskiego zenu”, w którym stosuje się „koany z Biblii” czy „chrześcijańskie mantry”, ani do tzw. „czystego zenu”, pozbawionego azjatyckich korzeni. Bauberger poznał obie drogi, chrześcijaństwo i buddyzm mahajany, ale nie zbudował z nich „trzeciej drogi”, swoistej „mistycznej autostrady zen”, biegnącej ponad tymi religiami. Nie jest synkretycznym nauczycielem ani chrześcijaństwa wchłoniętego przez zen, ani „ochrzczonego zenu” wypreparowanego z buddyzmu. Będąc spadkobiercą dharmy roshiego Ama Samy kontynuuje w założonej przez siebie „Szkole Głębi Serca” (Schule des Herzgrundes) tradycję japońskiego zen, wywodzącą się z linii Harada-Yasutani.

Celem „Ćwiczeń duchownych” jest „przygotowanie i usposobienie duszy do usunięcia wszystkich uczuć nieuporządkowanych, a po ich usunięciu – do szukania i znalezienia woli Bożej w takim uporządkowaniu swego życia, żeby służyło dla dobra i zbawienia duszy” (CD 1). Chodzi w nich o to, aby żyć w obecności Bożej. Celem zen jest prowadzenie oświeconego życia, opartego na mądrości i współczuciu. Zarówno „Ćwiczenia duchowne”, jak i zen należy rozumieć jako czasowniki – coś, co się robi, czym się żyje. W obu chodzi o to, żeby być świadomym „tu i teraz” i nie opierać życia na iluzjach ego. Praktyka siedzącej medytacji (zazen), jak i wszelkie formy ignacjańskich ćwiczeń duchowych służą jednemu celowi – odejściu od nawykowych i kompulsywnych sposobów reagowania na rzeczywistość oraz uczeniu się uważności na to, co jest. Między tymi dwiema drogami duchowego rozwoju istnieje jeszcze jedno fundamentalne podobieństwo – żeby je poznać, trzeba się w nich ćwiczyć. Dociekliwi zapytają jednak, czy zazen jest modlitwą, czy zen prowadzi do Boga? Te pytania za każdym razem trzeba potraktować jak własny koan, jeśli ma się zamiar wyruszyć w duchową podróż, jaką proponuje zen, i w niej wytrwać. Duchowa droga jezuity i mistrza zen Stefana Baubergera pokazuje, że nie jest to „ślepa uliczka”, choć z pewnością nie jest to droga dla każdego. Medytacja poza słowami i wyobrażeniami nie jest wyłącznym „patentem” religii Dalekiego Wschodu. Absolut ukazuje się jako dynamiczna Rzeczywistość – dla której nie ma imienia ani wyobrażenia – także w centrum judeochrześcijańskiego objawienia: „Jestem, Który Jestem” (Wj 3,14). Nic nie można do tego dodać ani nic nie można z tego ująć. Pozwolić Bogu być Bogiem w nas – tego uczy medytacja!
Jacek Prusak SJ Gandía, wrzesień 2012 r.


Wstęp do polskiego wydania

Cieszę się niezmiernie, że moja książka ukazała się po polsku. Mam nadzieję, że w kraju o tak głębokiej tradycji religijnej trafi na dobry grunt.

Dziękuję ojcu Jackowi Prusakowi SJ za jego poświęcenie i pomoc w realizowaniu tego projektu. Jestem bardzo wdzięczny Wydawnictwu „Charaktery” i tłumaczce Jolancie Płoskiej.

Bóg w wierze chrześcijańskiej nie jest jedną osobą, lecz trójosobową jednością. Jest relacją Ojca i Syna w Duchu Świętym. Bóg jest miłością, Bóg jest wspólnotą. Wcielając się w człowieka poprzez tajemnicę Jezusa Chrystusa Bóg pokazał, że my, ludzie, należymy do tej wspólnoty. W tej właśnie ludzkiej wspólnocie, w łączności ze wszystkim stworzeniem Bóg urzeczywistnia się jako miłość.

W dzisiejszych czasach wspólnota ludzka realizuje się w dialogu kultur i religii. Dlatego dialog ten jest istotą wiary w Jezusa Chrystusa.

Międzyreligijny dialog to spotkanie ludzi z różnych kultur. Odmienne pochodzenie i tradycje mogą nas poróżnić i odsunąć od siebie, jednak gdy przyjmiemy otwartą, pełną zainteresowania postawę, to różnice w pewien szczególny sposób zbliżają nas do siebie. Jeśli szukamy wspólnego języka – bez upraszczania i zniekształcania tego, co nas dzieli – spotkanie kultur i religii staje się konstruktywną rozmową, która przynosi plon.

Dziś buddyzm stanowi, pod wieloma względami, wyzwanie dla chrześcijaństwa, podobnie jak chrześcijaństwo stanowi wyzwanie dla buddyzmu. Niniejsza książka to efekt spotkania buddyzmu zen i chrześcijaństwa, a jej celem jest pogłębienie dialogu między tymi religiami.

Mój kontakt z buddyzmem zen zapoczątkowało praktyczne i duchowe zainteresowanie medytacją, które obudziło się we mnie, gdy byłem nastolatkiem. W Monachium, moim rodzinnym mieście, istniało wówczas centrum młodzieżowe prowadzone przez jezuitów, w którym odbywały się warsztaty medytacji. W wieku 16–17 lat rozpocząłem codzienną medytację, zgodnie z zasadami i regułami zen. Większość tradycji duchowych i religijnych zaleca codzienną modlitwę lub inne praktyki życia wewnętrznego. Z upływem lat trud wkładany w regularną medytację zaczął przynosić owoce. Oczywiście, to nie są korzyści promowane przez współczesny konsumpcyjny świat, który sprzedaje pseudo-duchowość i pseudo-religijność jako dodatek do dobrego samopoczucia i wspaniałego życia oraz obietnicę szybkiego osiągnięcia upragnionego celu.

Jeszcze przed wstąpieniem do zakonu jezuitów uczestniczyłem w odosobnieniu zen (sesshin), czyli bardzo intensywnej praktyce siedzącej medytacji (zazen), prowadzonej przez jezuitę Hugo Makibi Enomiya-Lassalle, pioniera medytacji zen na Zachodzie, szczególnie popularnego wśród chrześcijan. Już jako zakonnik, podczas studiów filozoficznych, wielokrotnie brałem udział w tego typu odosobnieniach. Byłem wtedy jedną z wielu osób, które w postawie ojca Lassalle’a poszukiwały swojej drogi i ją odnalazły.

Wiele lat później prowadziłem w monachijskiej Jesuitenhochschule zajęcia z filozofii na temat spornych kwestii między naukami przyrodniczymi a filozofią i religią. Studiowałem nie tylko filozofię i teologię, ale również fizykę.

Święcenia kapłańskie były dla mnie znaczącym przeżyciem. W czasie uroczystości poczułem ogromny głód duchowy i pragnienie medytacji. Nie miałem wątpliwości, że jako ksiądz i naukowiec odnalazłem swoją drogę, zwłaszcza że praca na uczelni sprawiała mi wiele radości, a jednocześnie czułem coraz większą tęsknotę za bezpośrednim doświadczeniem łączności z Bogiem. Od tamtej pory pragnąłem pogłębienia tej relacji, rozpocząłem więc intensywne poszukiwania nauczyciela medytacji. Wkrótce spotkałem ojca Ama Samy, który stał się moim mistrzem.

Wcześniej nawet nie przeszło mi przez myśl, że mógłbym wykładać filozofię zen. Jak do tego doszło? Wraz z Ama Samy wielokrotnie uczestniczyłem w odosobnieniach zen (sesshinah) i prawie dwa lata spędziłem w Indiach, w centrum zen (Bodhi-Zendo) w Perumalmalai. W 2000 roku, kiedy już pracowałem na uczelni, Ama Samy zaczął mnie przekonywać, abym nauczał filozofii zen. W 2004 roku uzyskałem przekaz Dharmy od roshiego Ama Samy i tytuł mistrza zen.

I tak filozofia zen towarzyszy mi nie tylko w moim życiu prywatnym, ale również w pracy naukowej na Hochschule für Philosophie, gdzie prowadzę zajęcia z filozofii przyrody, teorii nauk oraz filozofii buddyzmu. Przez kilka lat byłem odpowiedzialny za kształcenie jezuitów w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. I choć te zadania ograniczają moją główną aktywność jako jezuity, to jednak czuję, że bycie mistrzem zen całkowicie odpowiada mojej wewnętrznej drodze.

Od 2000 roku prowadzę kursy filozofii zen, na które przychodzą ludzie różnych wyznań. Wielu z nich jest w głębi duszy chrześcijanami, którzy z jakichś powodów oddalili się od swojej religii bądź Kościoła jako instytucji. Łącząc idee chrześcijańskie z buddyzmem, często odnawiają swoją wiarę, doświadczają jej w osobisty i indywidualny sposób.

Jako mistrz zen mam swoich uczniów. W niniejszej książce opisuję między innymi, jak funkcjonują mistrzowie i uczniowie zen, ponieważ w świadomości kultury zachodniej istnieje wiele zniekształceń i niejasności wokół tej kwestii. Grupa moich stałych uczniów tworzy „Szkołę Głębi Serca” (Schule des Herzgrundes). Jestem również związany z innymi grupami zgłębiającymi zen.

Od 2011 roku prowadzę kursy zen w Almtal-Zendo, moim nowym ośrodku w Austrii (www.almtalzendo.at). Tutaj w szczególny sposób staram się łączyć buddyzm z miłością do natury, zwłaszcza do gór. Proponuję gościom różnorodne kursy wprowadzające, a także pogłębiające medytację zen. Budowa takiego ośrodka to wymagające zadanie, i to na wielu płaszczyznach – medytacja nierozerwalnie wiąże się z trudami dnia codziennego. Cóż bardziej odpowiadałoby duchowi zen i dewizie dobrego, religijnego życia?


Stefan Bauberger SJ, wrzesień 2012

1 To jedyny żyjący w Indiach autoryzowany mistrz zen. Studiował zen pod kierunkiem roshiego (mistrza zen) Yamady Kouna ze szkoły Sanbo Kyodan w Japonii, od którego otrzymał przekaz na nauczyciela. Po śmierci roshiego Yamady ojciec Amy Sama założył własną szkołę zen (Bodhi Sangha). Mieszka w ośrodku medytacyjnym (Bodhi Zendo) w Perumalmalai w Indiach. Od wielu lat jest zaangażowany w nauczanie zen, dialog międzyreligijny. Jest także autorem wielu artykułów i książek poświęconych zen i chrześcijaństwu.

2 Zob. Medytacja zen dla chrześcijan, Kraków, WAM, 2008.

3 Zob. A. Samy, „Zen and Christians”, The Way, 46/2 (April 2007), s. 89-102.

4 Cyt. za: E. MacInnes, The Flowing Bridge. Guidance On Beginning Zen Koans, Wisdom Publications: Somerville MA, 2007, s. 146.





©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna