Przygotowania najmłodszych do powstania



Pobieranie 26.25 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar26.25 Kb.
Materiały pomocnicze do lekcji „Mali Powstańcy…”

Materiał pomocniczy nr 2

PRZYGOTOWANIA NAJMŁODSZYCH DO POWSTANIA

Harcerski Pluton Łączników Batalionu „Gustaw” AK, najmłodsza jednostka liniowa Powstania Warszawskiego, został utworzony, podobnie jak wszystkie plutony Służby Pomocniczej oraz Oddziały Pomocnicze (OP) już w 1943 roku. Jego sekcje: łączności, pirotechniczna i sanitarna powstały po powrocie młodzieży z konspiracyjnego obozu harcerskiego w Chylicach. (...)

W zimie 1943/1944 wszystkie te sekcje z Hufca Harcerstwa Polskiego „Śródmieście” zostały scalone i szkolenie odbywało się przede wszystkim w zakresie służby łączności, przy czym szczególną uwagę zwracano na dokładne orientowanie się w mieście, ścisłe rozpracowywanie planu miasta (domy i bramy przejściowe), umiejętność przedostawania się z miejsca na miejsce bez korzystania z ulic, to jest wykorzystując podwórka, przejścia podziemne, po dachach. Prowadziliśmy również obserwację domów i mieszkań zajętych przez Niemców lub Volksdeutschów, z tym że musieliśmy niekiedy opracowywać możliwości obstrzału z tych obiektów i poruszanie się na martwym polu. Na wiosnę 1944 szczególnie opracowywaliśmy teren: pl. Napoleona, pl. Małachowskiego, pl. Grzybowskiego, pl. Bankowego, Wierzbowej i Krakowskiego Przedmieścia. (…)

Wówczas dowództwo plutonu objął Phm. Tadeusz „Kruk” Bałłaban. Jego zastępcą był Wiktor Piasecki „Wiktor”, który prowadził też szkolenie pirotechniczne i naukę produkcji granatów „Filipinek” oraz posługiwania się samozapalającymi butelkami z benzyną. Naukę o broni prowadzili instruktorzy z AK. W tym okresie pluton nasz nazwany został „Plutonem Łączników Gustawa”. Miały istnieć trzy takie plutony, liczebność naszego plutonu wynosiła 35 ludzi, skład naszego plutonu zastępowi i starsi chłopcy w wieku 15-16 lat, choć byli i młodsi, w każdym razie ze stażem organizacyjnym dwóch lat. Pluton drukował na swoim powielaczu wewnętrzną prasę harcerską (na przykład instrukcję o butelkach samozapalających miotaczach ognia). Samodzielnie i współdziałając z grupami „Szarych Szeregów” przylepialiśmy ulotki, stemplowaliśmy czerwone afisze z nazwiskami rozstrzelanych, fotografowaliśmy je. Poza tym prowadziliśmy w rejonie pl. Dąbrowskiego, pl. Napoleona, ulic Królewskiej, Jasnej, Szkolnej i Świętokrzyskiej malowanie kotwic Polski Walczącej i napisów patriotycznych. Nasz rejon w małym sabotażu obejmował pl. Dąbrowskiego, ulice Kredytową, Rysią, Marszałkowską od Królewskiej do Sienkiewicza, Świętokrzyską, Mazowiecką. (...)

Napisy wykonane przez nas zachowały się jeszcze do roku 1950 (np. Kotwica i napis na murze domu na rogu pl. Dąbrowskiego i Rysiej, wykonany biała farbą). (...)

W czerwcu i lipcu mieliśmy również ćwiczenia w zakresie znajomości sieci kanałowej i rozmieszczenia włazów do kanałów.

J. Świderski, Harcerze 1944-1956. Najmłodsi w Powstaniu Warszawskim, drugiej konspiracji i więzieniach bezpieki, Warszawa 2005, s. 58-65.
Jerzy Świderski „Lubicz” (ur. 21 XII 1929), uczeń tajnych kompletów i gimnazjum im. Jana Zamoyskiego w Warszawie. Od 1942 harcerz 2. Warszawskiej Drużyny Harcerzy. Od 1944 żołnierz Harcerskiego Plutonu Łączności Batalionu „Gustaw” Pułku „Róg” Warszawskiego Okręgu AK. Uczestnik Powstania Warszawskiego na Woli, Starym Mieście i w Śródmieściu. Autor „Pamiętnika czternastoletniego powstańca”. Represjonowany w latach 1945–1947, przebywał w więzieniu.

Fragmenty relacji z Archiwum Historii Mówionej ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego




ARCHIWUM HISTORII MÓWIONEJ

    archiwum historii mówionej / TADEUSZ TOKARSKI



Zobacz fragment relacji

TADEUSZ TOKARSKI
Rocznik: 1937

Funkcja, stopień: goniec, łącznik,

Dzielnica: Czerniaków





Czy w czasie niemieckiej okupacji czuł pan lęk, kiedy wychodził pan na miasto?

Miałem grupę kolegów, byliśmy sprytne chłopaki i właściwie to myśmy się nie bali. Ja sam byłem rosły i duży. A jeszcze robiliśmy takie rzeczy… W domu, w którym mieszkałem, był skład węgla i drzewa prowadzony przez pana Stanisława, który miał córkę i syna; syn Stasio był w moim wieku. Ten pan trzymał świnię w składzie i ona kiedyś zaczęła głośno kwiczeć. Myśmy wtedy zaczęli bardzo głośno krzyczeć, latać wkoło i drzeć się „kółko graniaste”, żeby zagłuszyć krzyk tej świni, bo przecież za trzymanie zwierząt była kara śmierci. Byliśmy więc wyspecjalizowani w warunkach okupacyjnych. Jak tylko gdzieś była łapanka, to lecieliśmy, ostrzegaliśmy, że Szwaby jadą, a to od Fabrycznej, a to od Przemysłowej. Wszystkie przejścia znaliśmy, uciekaliśmy po różnych dziurach przez płoty, tak jak chłopaki z Czerniakowskiej.




ARCHIWUM HISTORII MÓWIONEJ

    archiwum historii mówionej / ADAM BIEŃKOWSKI



Zobacz fragment relacji

ADAM BIEŃKOWSKI „Żołądź”
Rocznik: 1929

Funkcja, stopień: strzelec

Formacja: „Baszta”

Dzielnica: Mokotów





Kiedy pierwszy raz zetknął się Pan z harcerstwem?

Siódmą klasę szkoły podstawowej skończyłem… w 1942 roku, co uprawniało mnie do pójścia od razu do drugiej klasy gimnazjalnej. Ale w międzyczasie Niemcy zlikwidowali gimnazja, nie mówiąc o wyższych uczelniach oczywiście. Były jednak szkoły zawodowe i poszedłem do takiej właśnie szkoły. Placówka oficjalnie nazywała się Obowiązkowa Zasadnicza Szkoła Ogrodnicza numer 8. Mieściła się na ulicy Śniadeckich, w budynku, który do dzisiaj stoi. To był Reytan pod taką zakamuflowaną nazwą. Owszem, uczono przedmiotów zawodowych: sadownictwa, gleboznawstwa, korespondencji zawodowej. Nie wiem, jak to w ogóle działało, ale właściwie wszyscy wiedzieli, że oprócz przedmiotów zawodowych jest łacina, literatura polska, historia, geografia. Przedmiotów tych uczono w mieszkaniach prywatnych na tak zwanych kompletach. Szkoła miała wspaniałego dyrektora Stanisława Ostrowskiego, profesorów, w tym dużo profesorów z SGGW. W szkole każdy działał w konspiracji, każdy gdzieś był. Mnie dopadli w 1943 roku. Rozróżnialiśmy się po butach: starsi koledzy akowcy chodzili w oficerkach, alowcy w jakichś kamaszach, a bechowcy w saperkach. Pod koniec 1943 roku, pewnie w listopadzie, dostałem propozycję wstąpienia do ZHP.



Jak wyglądało przyjęcie do harcerstwa? Jakie ceremonie były z tym związane?

Na początku byłem strasznie przejęty. Harcerstwo wojenne kontynuowało tradycje harcerstwa przedwojennego. Pierwsza zbiórka to był opis munduru, omówienie historii i symboliki krzyża harcerskiego. Zapomniałem już, co było na krzyżu harcerskim… Zaraz, słowo Czuwaj lilijka, a cały granulowany był w takie kropeczki, które oznaczały, że harcerz musi tyle w życiu dobrych uczynków zrobić, ile jest kropek na krzyżu. Byłem trochę rozczarowany, bo myślałem, że jak wstępuję do tajnej organizacji, to od razu dostanę karabin do ręki, pistolet albo przynajmniej granat i pójdę zabijać, tu nic z tych rzeczy. Potem było zaprzysiężenie, rota ta sama, co przed wojną. Uczyłem się wiązać węzły, takie rzeczy, jak to w harcerstwie. […] Był bieg na młodzika, trzeba było ogień rozpalać najwyżej dwoma zapałkami, takie, przepraszam, duperele różne. Ale po tym biegu, jak już zostaliśmy młodzikami, zaczęło się szkolenie już luźniej związane z harcerstwem, a bardziej z działalnością konspiracyjną.



Czego uczono pana i pańskich kolegów? Czy powierzono wam jakieś zadania?
Zajmowaliśmy się przede wszystkim łącznością: przewodową, bezprzewodową, „morsami”, semaforami i właściwie niczym więcej. Miałem wtedy czternaście lat, no to byłem smarkacz jeszcze. Mieliśmy zadania zwiadowcze, ale nie wiem, czy był z nich jakiś pożytek, na przykład rejestracja słupów ogłoszeniowych, tablic ogłoszeniowych z wywieszonymi listami zakładników, straconych, przeznaczonych do stracenia. Potem wyznaczono nam zadanie polegające na rejestrowaniu ruchu samochodów na moście Poniatowskiego, z podziałem na rodzaj (osobowe, ciężarowe), rejestracje (SS, Wehrmacht Here, czyli wojskowe, Luftwaffe). Zimno wtedy było i zmarzłem jak cholera. Jakoś żaden Niemiec się tym nie zainteresował. Potem gdzieś na wiosnę zaczęli nas uczyć wszystkiego o samolotach. Co roku wychodziły takie książeczki niemieckie Kriegszweige i tam były opisane wszystkie samoloty obce dla Niemców, ale było też trochę o niemieckich: pułap, zasięg, uzbrojenie, ładunek i tak dalej. To wszystko trzeba było wiedzieć, także o odbieraniu meldunków lotniczych, które były już wtedy archaiczne. Odbierało się je tak, że była tyczka z rozpiętym sznurkiem, na którym znajdował się meldunek, a lotnik leciał awionetką z kijem i łapał. Takich rzeczy też nas uczyli. Dopiero po wojnie dowiedziałem się, skąd nastąpiła ta zmiana. Nasz Oddział „Żbik” przekształcił się z oddziału zwiadowczego w II Samodzielną Harcerską Baterię Przeciwlotniczą. Ktoś wpadł na taki pomysł i ze zwiadowców staliśmy się kanonierami przeciwlotniczymi.
PYTANIA

  1. JAK WYGLĄDAŁY PRZYGOTOWANIA NAJMŁODSZYCH DO POWSTANIA?

  2. W JAKICH WARUNKACH PRZEBIEGAŁY SZKOLENIA?


ZADANIE

NAPISZCIE PRZYSIĘGĘ HARCERSKĄ SKŁDADANĄ PRZEZ GRUPĘ MŁODYCH KONSPIRATORÓW.




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna