Religia R. VIII, nr 1



Pobieranie 2.11 Mb.
Strona1/13
Data08.05.2016
Rozmiar2.11 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   13



VIII/1


Ä



religia

R. VIII, nr 1

jłerngtdiBym^

PELPLIN 2013


Rada Naukowa

Edward Breza, Andrzej Dyszak, Ewa Rogowska-Cybulska Dietrich Scholze-Śołta, ks. bp Wiesław Śmigiel

Redaktor Naczelny

Aneta Lewińska

Komitet Redakcyjny

Justyna Pomierska, Aneta Lica, Katarzyna Borkowska

Redaktor zeszytu

Aneta Lica

Recenzenci

Tomasz Derlatka (Praga), Edward Jakiel (Gdańsk)

Danuta Jastrzębska-Golonka (Bydgoszcz), Lechosław Jocz (Lipsk) Urszula Kęsikowa (Słupsk), Jolanta Nocoń (Opole)

Dorota Rembiszewska (Warszawa), Agnieszka Rypel (Bydgoszcz) ks. Janusz Szulist (Toruń), Jerzy Treder (Gdańsk)

Projekt okładki

Ryszard Rogaczewski

Wersją pierwotną czasopisma jest wersja papierowa.

Adres Redakcji

Katedra Polonistyki Stosowanej, Instytut Filologii Polskiej ul. Wita Stwosza 55, 80-952 Gdańsk www.polonistyka.fil.ug.edu.pl,fpojsr@ug.edu.pl

© Copyright by Wydawnictwo „Bemardinum” Sp. z o.o., Pelplin 2013

Wydawca:

Wydawnictwo „Bemardinum” Sp. z o.o.,

83-130 Pelplin, ul. Biskupa Dominika 11, tel. 58 536 17 57, fax 58 536 17 26 bemardinum@bemardinum.com.pl, www.bemardinum.com.pl

Skład i druk cyfrowy:

Drukarnia Wydawnictwa „Bemardinum” Sp. z o.o., Pelplin

ISSN 977-2080-3403-07


SPIS TREŚCI

W KRĘGU JĘZYKA

Ewa Badyda, „Co na to słownik? Co na to zasady pisowni?

Milczą, wciąż pozwalają...” OMAKARą (nie?) 7

Edward Breza, Imiona wywodzące się od imienia Boga: Elohim 18

Zenon Lica, Nazwy biblijne i postaci świętych

w Legendach gdańskich Jerzego Sampa 38

Ewa Rogowska-Cybulska, Marek Cybulski, Odniesienia do Boga w etykiecie językowej bohaterów

dramatów Jana Karnowskiego 45

Henryka Sędziak, Dawne i zapomniane słowa

w XIX-wiecznym Hymnie do Boga Jana Pawia Woronicza 61

W KRĘGU DYDAKTYKI

Wojciech Drzeżdżon, Patriotyzm jako wartość

w systemie edukacyjnym i wychowawczym 70

Maria Jolanta Olszewska, Duch służby Bogu, Kościołowi

i bliźnim w przekazie św. Urszuli Ledóchowskiej

(Byłam tylko pionkiem na szachownicy...

Wspomnienia z lat 1886-1924) 81

Anastazja Seul, Wspólnototwórczy wymiar

kultury narodowej w wypowiedziach Jana Pawła II

skierowanych do Polaków 101

Jan Turkiel, Nauka o języku w Księdze Syracha 115

W KRĘGU LITERATURY

Joanna Drozd, Modlitewne świadectwa wojny i niewoli 121

Edward Jakiel, Modlitwy przy konających w polskich modlitewnikach

rzymskokatolickich XIX wieku 133

Zofia Pomirska, Akatyst i litania loretańska w duchowości maryjnej 147


Ewa Badyda Uniwersytet Gdański



CO NA TO SŁOWNIK? CO NA TO ZASADY PISOWNI? MILCZĄ, WCIĄŻ POZWALAJĄ...” O MA KARĄ (NIE?)

Problem, jaki chcę tutaj rozważyć, zrodził się na zajęciach z najnowszych zagadnień współczesnej polszczyzny, które są przedmiotem na polonistycznych studiach magisterskich na Uniwersytecie Gdańskim. Zagadnienie zostało poru­szone przez jedną ze studentek, która zatytułowała swoją pracę zaliczeniową: „Czy nazwy własne mają nieograniczone prawa?”. W swojej wypowiedzi zwró­ciła ona uwagę na nowy produkt spożywczy, który pojawił się na rynku - jest to produkowana przez „Winiary” seria zupek bły skaw icznych \l \K.IRą. W skład serii wchodzi 6 produktów, których podstawą jest przygotowany do zalania przegotowaną wodą sprasowany makaron z dodatkami decydującymi o smaku zupki: cliilli eon came, kurczak, kurczak curry, pomidorowa, wołowina i grzyby oraz wołowina i kurczak. Studentka zwraca uwagę na skutki zaistnienia takiej nazwy w przestrzeni publicznej, powołując się na sytuację, której sama była świadkiem - oto dziecko w wieku szkolnym, kupując zwykły makaron, poprosi­ło o makarą. Swoją krótką wypowiedź autorka tekstu kończy w znamienny sposób: „Co na to słownik? Co na to zasady pisowni? Milczą, wciąż pozwalają..

Zadane przez studentkę pytanie niejako wywołuje językoznawcę do odpo­wiedzi. Jak odnieść się do zjawiska tego typu w kontekście poprawnościowym i w szerszym kontekście jego ewentualnych skutków językowych? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta i wymaga rozważenia problemu na kilku płaszczyznach. Pierwszą płaszczyzną odniesienia jest status nazwy własnej. No- mina propria tradycyjnie rozpatruje się w świetle opozycji dwóch podsystemów języka: semantycznego, grupującego jednostki o znaczeniu leksykalnym, posia­dające treść znaczeniową, oraz deiktycznego, który służy do wskazywania, oznaczania obiektów indywidualnych. Właśnie w tym drugim podsystemie jest, obok zaimków, miejsce nazw własnych. Ich prototypową funkcją jest zatem wskazanie obiektu, odróżnienie go od innych, nie zaś wnoszenie treści znacze­

1 Dziękuję pani Kai Kłosowskiej za zwrócenie uwagi na ten przykład i inspirację do napisania artykułu.


Ewa Badyda

niowej. Cechą nazw własnych, inaczej niż zaimków, jest stały związek z refe­rentem. Wytwarza się on na skutek aktu nominacyjnego lub - w przypadku nazw starych - usankcjonowanej tradycji.

Poglądu kontrastującego nazwy własne i pospolite w tak rygorystyczny spo­sób nie podzielają jednak wszyscy zajmujący się tą kwestią filozofowie, logicy czy językoznawcy2. Teoria ta, przekonująca w odniesieniu do starszej warstwy onimicznej, jak imiona, nazwiska, toponimy, weryfikowana jest też w świetle nowych zjawisk onomastycznych, z jakimi mamy dziś do czynienia. Współcze­śnie bowiem zakres obszaru, w którym funkcjonuje onimia, poszerza się bardzo znacznie. Przede wszystkim mamy do czynienia z bardzo dynamicznym przyro­stem liczby chrematonimów, a nazwy własne są coraz częściej nadawane pro­duktom przemysłowym, na przykład spożywczym. Jest w tym odzwierciedlenie ciśnienia nowych czasów: w dobie ogromnej konkurencji rynkowej już samo nadanie produktowi nazwy własnej staje się sposobem realizacji strategii marke­tingowej nastawionej na wyróżnienie produktu spośród innych, zwrócenie uwa­gi klienta, zatrzymania go w jego pamięci na dłużej. Warunkiem sukcesu jest jednak nie tylko sam akt nominacyjny, ale też taki dobór nazwy, który zwiększy jej szansę pozytywnego oddziaływania na potencjalnego nabywcę, wzbudzenia jego zainteresowania, pozytywnych skojarzeń. Dlatego też nowo powstające nazwy bardzo często miewają czytelną motywację semantyczną, wykorzystywa­ną w funkcji reklamowej. Obserwacja tych zjawisk prowadzi do tego, że współ­cześnie w onomastyce coraz częściej rygorystyczne twierdzenie o uniwersalno­ści czysto deiktycznego charakteru nazw własnych ulega złagodzeniu i coraz częściej mówi się o semantycznych aspektach tych nazw, zwłaszcza właśnie chrematonimów i rozpatruje się ją jako element pewnego aktu komunikacyj­nego3.

Zatrzymując się jeszcze przy owej deiktycznej funkcji nazw własnych, war­to odnotować kolejny fenomen współczesnej onimii. Jeżeli nazwa własna ma służyć oznaczeniu pewnego obiektu indywidualnego w celu odróżnienia go od innych, wydaje się, że powinien on w rzeczywistości posiadać pozwalające na to indywidualne cechy. O ile jednak na przykład czekolady czy batony różnią się smakiem czy składem i zdecydowanie czym innym są cukierki Kasztanki, Ma­laga czy Tiki Taki, inaczej jest z pewnymi typami produktów niskoprzetworzonych

2 Z. Kaleta, Teoria nazw własnych, [w: ] Polskie nazwy własne. Encyklopedia, pod red. E. Rzetelskiej-Feleszko, Warszawa-Kraków 1998, s. 16-23.

3 M. Rutkowski, Wstępna charakterystyka funkcji nazw własnych, „Onomastica” XLVI, 2001, s. 7-29; tenże, Nazwy na sprzedaż. O nazewnictwie na usługach marke­tingu, „Onomastica” XLVIII, 2003, s. 239-254; tenże, Kilka uwag o konwencjach opisu wartości semantycznej nazw własnych, „Onomastica” L, 2005, s. 99-110; A. Gałkowski, Chrematonimy w funkcji kułturowo-użytkowej. Onomastyczne studium porównawcze na materiale polskim, włoskim, francuskim, Łódź 2008.


Co na to słownik? Co na to zasady pisowni? Milczą, wciąż pozwalają.,

9

lub nieprzetworzonych. Wchodząc dziś jednak do sklepu, kupujemy już nie tylko zwykle mleko, ale na przykład A lleko Prawdziwe, Mleko Zambrowskie czy Mleko Łaciate. Być może jeszcze i w tym przypadku można dyskutować o war­tości, smaku czy składzie tych produktów (w końcu klienci, czy to dokonując samodzielnie tego porównania czy też ulegając sugestii reklamy, zdradzają prze­cież zazwyczaj jakieś preferencje), ale czy rozważania te są zasadne w przypad­ku cukru? Tymczasem i tutaj mamy już dziś wybór, ciągle jeszcze możemy kupić po prostu zwykły cukier, ale też już na przykład Cukier Królewski. Nazwa indy­widualizuje więc już towar nie ze względu na jego specyfikę, ale ze względu na producenta, który przekazuje ją do obiegu komunikacyjnego jako umowny znak słowny dla pewnego produktu czy grupy produktów w celu kreowania marki4. Zorientowanie się w tym, co dana nazwa dokładnie indywidualizuje w konkret­nym wypadku bywa jednak utrudnione (por. napis Srebrna łyżeczka / cukier drobny, Srebrna łyżeczka /cukierpuder, Słodka łyżeczka /cukier biały). Zresztą nie o to producentowi przecież chodzi - nazwa ma zacząć funkcjonować społecz­nie, budzić skojarzenia, pozostać w pamięci, „oswoić psychologicznie” produkt i ostatecznie skłonić klienta, by po raz kolejny sięgnął po sygnowany nią towar. Opisana sytuacja pozwala uzmysłowić sobie jeszcze jeden aspekt związany ze współcześnie powstającym nazewnictwem z zakresu chrematonimii, który nie dotyczy (lub dotyczy marginalnie) grup onimów tradycyjnych, starszych. W pew­nych klasach obiektów niektóre z nich nazwę posiadają, inne zaś nie5.

Kolejny problem wiążący się z omawianym zagadnieniem dotyczy sposobu ustalania postaci nazwy własnej produktu, co od strony osoby stykającej się z produktem sprowadza się do orzekania o statusie elementów językowy ch poja­wiających się na opakowaniu. Jednoznacznie o takiej postaci nazwy przesądza­łaby oficjalna jej rejestracja, jeżeli jednak w ogóle istnieją formalne akty nomi­nacyjne, przeciętny użytkownik języka nie ma szans dotarcia do nich. Najczęściej też zresztą nie jest nimi zainteresowany, ich nieznajomość bowiem nie jest prze­szkodą w wypowiadaniu się o produkcie w codziennej komunikacji. Do tego na stronach i w katalogach producentów można spotkać się z dającymi się różnie interpretować rozbieżnościami w ortograficznym zapisie tych samych produktów, można więc odnieść wrażenie, że i sami producenci nie przywiązują aż tak dużej wagi do formalnego ustalenia postaci takiej nazwy. Użytkownikowi języka po­zostaje zatem samemu się co do niej zorientować na podstawie napisów na opakowaniu, te zaś bywają mylące, ponieważ prawa reklamy pozwalają na przy­kład na nierespektowanie zapisu ortograficznego w zakresie wielkich i małych

4 Marka jest raczej pojęciem marketingowym niż językowym. Jest znakiem wywoław­czym pewnego rodzaju skojarzeń, wyobrażeń, opinii i oczekiwań związanych z producen­tem i jego wyrobami (M. Zboralski, Nazwy firm i produktów, Warszawa 2000, s. 32).

5 C. Kosyl, Chrematonimy, [w:] Współczesny jęz\’kpolski, pod red. J. Bartmińskiego, Lublin 2001, s. 449.


10

Ewa Badyda

liter - ich wielkość zaczyna należeć do sfery plastyczno-graficznej, poza tym dozwolone są różne gry językowe, świadome przekroczenia konwencji. Wielka litera na opakowaniu czy w reklamie przestaje zatem wyznaczać granice nazwy własnej6. Przecież jednak - i poza tą sferą nie jest to zawsze w języku do końca konsekwentne. Mówi się o tym, że nazwy własne, nawet jeżeli przyjmować, że nie mają one znaczenia leksykalnego, posiadają pewne minimum znaczeniowe

  1. charakterze kategorialnym - cechę określającą, że nazywany obiekt należy do pewnej ich kategorii. To właśnie pozwala członkom zbiorowości posługującej się danym językiem odczytywać daną nazwę na przykład jako nazwę miasta, ulicy czy nazwisko7. Bogusław Kreja mówił tu wprost o złożoności każdej funk­cji nazwy własnej, która nie tylko wskazuje na konkretny desy gnat, ale i infor­muje o klasie semantycznej właściwej dla tego desygnatu, przy czym ta druga funkcja może być ujęzykowiona lub nie8. Elementy językowe wyrażające tę przynależność są różnie w regułach ortograficznych traktowane, por. ulica Grun­waldzka., Aleje Ujazdowskie, góra Giewont, Góra Kościuszki, Księgarnia Na­ukowa, księgarnia Fikcja, morze Bałtyk, Morze Bałtyckie. W formalnej zatem postaci zawsze reprezentowany jest element indywidualizujący, klasyfikujący należy do niej semantycznie, ale na poziomie formalnym pojawia się lub nie.

Jak na tym tle sytuuje się problem nazwy MAKARąl Konsekwencją uznania, że nazwy własne tylko desygnują, nie zaś znaczą, powinno być zaakceptowanie każdej postaci nazwy. Służyć ma przecież tylko do oznaczenia produktu, nie sugerować treści znaczeniowych. Jednak po pierwsze narzucające się podobień­stwo nazwy do apelatywu makaron, jak i wprost wyrażona intencja twórców nazwy każą traktować ją w kategorii nazw znaczących, takich, które urabiane są od słów pospolitych z celowym zachowaniem bardzo czytelnego związku (por. np. nazwiska znaczące postaci literackich typu Doświadczyński, Milczek, Rap- tusiewicz, które mają wyraziste zabarwienie stylistyczne czy emocjonalne

  1. wskazują na podstawową cechę postaci). Jak przekonuje charakterystyka pro­duktu zamieszczona na stronie internetowej „Winiar”, związek z wyrazem po­spolitym wręcz powinien być w odbiorze nazwy odczytany:

Świat doczekał się MAKARą\

Wzięliśmy zakręcony, karbowany makaron i dodaliśmy do niego mnóstwo

dobrego smaku. Wyrzuciliśmy glutaminian sodu oraz konserwanty. Za-

6 E. Badyda, O problemach z ustaleniem postaci chrematonimu - na przykładzie nazw polskich -wyrobów cukierniczych, [w:] Chrematonimia jako fenomen współczesności, pod red. M. Biolik, J. Dumy, Olsztyn 2011, s. 31 —41.

7 Z. Kaleta, dz. cyt., s. 23-25.

8 B. Kreja, Problem ogólnej klasyfikacji nazw własnych, [w:] tegoż: Studia onoma- styczne, Gdańsk, s. 9-17.


Co na to słownik? Co na to zasady pisowni? Milczą, wciąż pozwalają... "

mieszaliśmy i... oto na świecie pojawił się MAKARą: danie dla wszyst­kich, którzy cenią sobie dobre jedzenie i dobrą zabawę, i są ciekawi no­wych wrażeń...

http://www.winiary.pl/produkty.aspx/57/makara, dost. 22.05.2012

Oferowany produkt to zatem po prostu makaron z dodatkiem „smaku”, z któ­rego można zrobić zupę. Sytuacja ta każe zastanowić się nad tym, czy w ogóle mamy do czynienia z nazwą własną. Umieszczony na opakowaniu napis głosi zwyczajnie: MAKARą O SMAKU: WOŁOWINA IKURCZAK. Pisownia wszyst­kich tych elementów wielkimi literami nie ułatwia rozpoznania ich statusu. Czy wobec tego nazwą jest samo MAKARą (którego status jest wyróżniony przez jedyne małe ą na tle całości), a pozostałe elementy mają tylko charakter in­formacyjny, czy całość, łącznie z elementami czysto apelatywnymi? A może jednak cały napis pełni wyłącznie rolę klasyfikującą? Przecież gdyby brzmiał on MAKARON O SMAKU: WOŁOWINA I KURCZAK nie interpretowalibyśmy tego jako nazwy własnej, tylko określenie przynależności produktu do określonej klasy semantycznej desygnatów (por. hasło w spotach reklamowych produktu: „pierwsze nudle bez glutaminianu sodu”), nawet jeśli uznalibyśmy, że produkt jest raczej zupą, a nie makaronem przygotowanym na zupę. Jednoznaczne roz­strzygnięcie wymaga dokładnego przestudiowania opakowania - na ciemnym, niekontrastującym tle umieszczony jest łatwy jednak do przeoczenia znak TM, który informuje o proprialnym charakterze wyrazu metajęzykowo. Wyraz zatem nie jest błędnie zapisanym apelatywem, lecz nazwą własną

Pochodzenia apelatywnego jest bardzo obszerna grupa chrematonimów użytkowych. Zdaniem Artura Gałkowskiego onimizacja apelatywów w clirema- tonimii użytkowej generuje pewien rodzaj procesu komunikacyjnego - i twórca nazwy, i jej odbiorca poddajątaki chrematonim interpretacji semantycznej i prag­matycznej , pierwszy z nich przez taką nazwę chce coś powiedzieć, drugi pragnie tę intencję odczytać. Onimizowany apelatyw funkcjonuje już w ramach nowej kategorii gramatycznej, stając się nazwą własną, powinien teoretycznie wytracić znamiona wyrazu pospolitego, ale jego znaczenie przypisywane mu w języku jest automatycznie odczytywane. Poszczególne zabiegi można zatem oceniać zasadniczo w kategoriach pragmatyczno-motywacyjnych - jako akt bardziej fortunny lub mniej udany. We współczesnej chrematonimii może pojawić się każdy element słownictwa ogólnego w dowolnej postaci leksykalnej czy grama­tycznej, czasami celowi realizowania funkcji marketingowej służy nawet nie­wielki graficzny zabieg kreacyjny. W strukturze chrematonimu może pojawić się jako czytelny znak wolna od kompozycji leksykalnej litera albo cyfra. Autor ocenia nawet, że większość pojawiających się w obrębie chrematonimii użytko­wej nazw jest wynikiem celowej słowno-literowo-cyfrowo-graficznej kombina- toryki, w której w różnym stopniu odgrywają rolę czynniki leksykalne, morfo­logiczne, semantyczne, składniowe, ortograficzne i fonetyczne. Chrematonimia


12

Ewa Badyda

użytkowa to pod tym względem jeden z najbardziej „wyzwolonych” i najbardziej na dyskurs komunikacyjny nastawionych obszarów onimicznych. Gra idzie

o wielką stawkę przekładającą się na realną korzyść ekonomiczną - im nazwa oryginalniejsza, bardziej niebanalna, tym większa szansa zyskania zaintereso­wania i sympatii odbiorcy, a zatem większa szansa na sukces rynkowy. Zabawa słowem przybiera w chrematonimach użytkowych nieograniczone rozmiary. Wykorzystywane są konstrukcje retoryczno-dyskursywne, gry słowne i kalam­bury zmieniające nazwę w zagadkę formalną lub treściową. Wśród zabiegów stylizacyjnych generujących te ostatnie można wyróżnić: kontaminacje homoni­miczne, efekty eufoniczne, skróty apokopiczne, hybrydy interlingwalne, wyróż­nienia graficzne, altemacje i uproszczenia fonoortograficzne, wreszcie naruszenia norm ortograficznych9.

Takim kalamburem ma niewątpliwie być nazwa MAKARą oparta na ortogra- ficzno-fonetycznym przekształceniu apelatywu makaron. Powstaje jednak pro­blem, jak wyznaczyć granice takiego przekształcenia jako sytuujące wyraz po stronie nazw własnych od strony systemu językowego, nie zaś tylko intencji ich twórców. Czy spełniałby te warunki napis SUL bądź CÓK1ER110 O różnicy móg­łby może przesądzać stopień kreatywności owego przekształcenia, wyraźne sy­gnalizowanie świadomego przekroczenia konwencji ortograficznej, to zaś jednak w przypadku produktu MAKARą wynika przede wszystkim z obudowy reklamo­wej, nie samej postaci nazwy. Z opisu zupy na stronie internetowej dowiadujemy się, że makaron jest „zakręcony”, w czym odczytujemy nie tylko odwołanie do kształtu (skądinąd typowego dla tzw. zupek chińskich), ale także sugerowanie pewnego stylu życia, swobodnego, fantazyjnego. Przekonanie to utwierdza dal­sza część opisu, z którego zgodnie z typowymi dla reklamy sugestiami wynika, że zupka zmienia świat odbiorcy na lepszy, ciekawszy, taki, w którym dominuje zabawa, luz:

Wystarczy kilka minut, by delektować się smakiem swojego ulubionego


Pobieranie 2.11 Mb.

  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   13




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna