„Remember when you were young, You shone like the sun



Pobieranie 8.99 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar8.99 Kb.
Nousi
Odcinek 1
„Remember when you were young,
You shone like the sun.
Now there's a look in your eyes,
Like black holes in the sky.”
Szum wiatru. Słyszany na zewnątrz dało się także poczuć, gdy wdzierał się przez zrujnowane kanały wentylacyjne. Mimo cyrkulacji powietrza, w pomieszczeniu nadal było duszno i stęchło. Dym nikotynowy, pot, rozlane napoje i inne chemikalia. Zapach rozkładającego się jedzenia i innych organizmów niegdyś żywych.

Kliknięcie. Arashi Kyuuti właśnie włączył urządzenie trzymane w ręku. To starodawny Walkman Sony’ego. Nadal działał i miał całkiem niezłą pamięć. Prawie w całości zapchaną utworami starszymi niż samo urządzenie.

Oddech leżącego na łóżko w pozie embrionalnej Ara, stał się nierówny.

- Dlaczego… dlaczego… dlaczego… dlaczego… cholera, dlaczego…? – szeptał ledwo pod nosem. – Bo… nie dam sobie rady…? Bo jestem za słaby…?


„Oj… słońce. Znów za oknem. Może podejdziemy? Tak rzadko je widzimy… Masz ochotę na herbatę? A może na piwo?

Zobacz! Znów zaświeciło mocniej. Jak ono walczy z chmurami… Przebija się przez nie, by zaśmiecić choć trochę do naszego życia… Widzisz? Podejdźmy do okna.

Mam skoczyć? Wysoko jest. Pofrunę? Będę szczęśliwy? Może razem polecimy…?

Podaj rękę… Nie puszczaj mojej… Nie teraz. Spokojniej…

- Arashi, Arashi! – woła mnie ktoś? – Ara! Gdzie jesteś

Słońca znów nie ma? Może jutro znów się pojawi…?

Będę czekał…

Zresztą… Jak zawsze…”


- Ara. Do cholery. Co Ty wyprawiasz? – Do pokoju wszedł Adalbert. – Musimy… Ara?

Kyuuti odwrócił się powoli. Czerwone zapłakane duże oczy spojrzały na przybysza. Patrzyły bez celu. Nie poznawał towarzysza, u którego zaczęła malować się na twarzy jeszcze większa złość.

- Kurwa mać! Znów się zaćpałeś!? – krzyknął na leżącego Arę i kopnął rozkładany stolik, na którym stały dwie butelki, po wodzie i wypędzonym z jakiegoś łajna bimbrze. Obok leżały dwie puste strzykawki i mały pojemnik z narkotykiem. Całość uderzyła o ścianę. – Zidiociałeś do reszty. Wstawaj! Musimy zwiewać.

- Co…? – jęknął Arashi, poczym schwytany mocno za rękę został wyprowadzony z pokoju. – Puść mnie…

- Zamknij się. Pij! – podał mu jakiś napój. Odkażał i przeczyszczał nim różne urządzenia, ale nie był trujący. – Całość.

W połowie butelki jednak Arę wzdrygało i padając na ziemię, zaczął wymiotować.

- Jak zarzygasz całą podłogę i odzyskasz świadomość to powiedz. I nie odchodź. Muszę coś przygotować i wracam zaraz.
„To stado psów, które parę dni temu spotkaliśmy na ulicach, ma paskudne mięso… Chude, gumowe, jechało chemikaliami. Mieliśmy niefart… Znów czuję ten smak i widzę tą samą papkę na podłodze.

Czy ja na to zasługuję? Co ja spieprzyłem?

Gdzie ja jestem…?

Ten pokój… Nie to magazyn bardziej…

Już wiem.

Cholera… Znów ta dziura…

Adalbert, Hikaru, Derek, ja… oraz piękniejsza płeć, Naomi i Rin. Mieszkamy w tym syfie już od… dwóch? Trzech tygodni? A teraz… co on mówił?

Musimy zwiewać? Wykryli nas…? Poleje się krew?

Nie chcę…”
- Masz! – Adalbert rzucił w kierunku Ary M20, nowsza wersja przestarzałego karabinu M16. – Jak się czujesz?

- Jak gówno… -

- Jak każdy ostatnio. Nie ma co jeść. A za godzinę musimy już być jak najdalej od tego miejsca. Dasz radę strzelać?

- Najwyżej mnie zabiją… Dam rade. Gdzie zamierzamy uciekać?



- Idziemy na wschód. Ale może tam być zdecydowanie niebezpieczniej. Liczę jednak, że w myśl zasady: „pod latarnią najciemniej”, damy sobie tam radę, a jak już się ulokujemy to zatrzymamy się tam dłużej niż tu, w Drugiej Osace. Poza tym może upolujemy coś lepszego… - spojrzał na Arashiego, jego ręce drżały. – Eh… jak nie przestaniesz ćpać, to w końcu sam sobie cos odstrzelisz.

Pobieranie 8.99 Kb.





©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna