Rudzki Klub Grotołazów „nocek” Biuletyn klubowy – rok 2005



Pobieranie 342.7 Kb.
Strona1/5
Data02.05.2016
Rozmiar342.7 Kb.
  1   2   3   4   5

Rudzki Klub Grotołazów „NOCEK”






Biuletyn klubowy – rok 2005


działalność

sprawozdania z wyjazdów

sprawozdania z wypraw

różności





Wstęp

Jest to trzecie wydanie naszego wewnętrznego biuletynu „NOCEK”. Można by rzec, iż to przedruk naszej strony internetowej, no i dobrze. Nic nie zastąpi tradycyjnych środków. W niniejszym numerze ewentualny czytelnik (bo być może nikomu nie będzie chciało się tego czytać) znajdzie już tradycyjnie opisy wypraw i wyjazdów, kilka informacji na temat tego co się w klubie działo i być może jeszcze coś.

W roku 2006 Klub obchodzić będzie 30-lecie swej działalności. Warto sobie przy tej okazji przypomnieć kilka faktów.

Obecnie da się zauważyć w naszym klubowym środowisku pewien schemat działania. Kilka osób działa prężnie w sensie sportowym, równolegle odbywa się kurs, którego członkowie mają różne nastawienie do tego co robią. Po trzech kursach zaledwie 3 – 4 taterników działa dalej, reszta poprzestała na otrzymaniu KT lub ukończeniu kursu. Szkoda. Ma się tylko jedno życie i jedną młodość. Jest wiele gór na świecie i wiele jaskiń do odkrycia. Trzeba się tylko ruszyć. Inaczej ogarnie nas (was) „smuga cienia” . W jednej z książek o sporcie przeczytałem tekst charakteryzujący ten stan rzeczy: ” Conrad nazwał tę trudno uchwytną, a jednak odciskającą się trwale w świadomości człowieka linię, smugą cienia. Wszystko co jest poza nią traci młodzieńczy wymiar entuzjazmu, wielkich nadziei, nieoczekiwanych zdarzeń przynoszących z dnia na dzień odmianę losu, przeistaczających szarą codzienność w barwną przygodę. Kto ją przekroczył, zdaje sobie sprawę z prawa ciążenia nie pozwalającego oderwać się od ziemi i wie doskonale, gdzie jego miejsce. Dziś, jutro, pojutrze. Że jutro będzie takie jak dziś, że co wielki i niecodzienne – odległe jak najdalsza z gwiazd, a co małe i powszechnie – bliskie jak pył osiadający na wszystkim co wokół, co doskonale znane, szare, nijakie. Pył, od którego nie ma ucieczki w świat czynów na miarę dziecięcych rojeń o czynie i sławie, skoro siły skarlały a sceptycyzm i poczucie rzeczywistości wygasiły ostatecznie tlący się jeszcze na dnie serca ogień”.

Wobec powyższych słów na plan dalszy schodzi już jak najbardziej przyziemny lokal klubowy. Raz zimno, raz ciepło, trochę kurzu. Cud się nie zdarzy. Samo się nic nie wysprząta i nie zrobi. Podobnie jak z wyprawami. Ostatnią samodzielną eksplorację prowadziliśmy w jaskini Suchej w Mirowie oraz w rejonie Podlesic 24 lata temu... . Następne wyjazdy eksploracyjne to współdziałanie z innymi klubami (w Kaukazie z SBB, w Picos z SG i SW, Goll z WKTJ).

Biorąc jeszcze pod uwagę roszczeniowe postawy niektórych członków klubu należy zadać sobie pytanie: czym jest klub? Czy opłacając 3 zł miesięcznej składki możemy tylko żądać nie dając nic w zamian? Przecież ta kwota nie jest karnetem na ścianki, opłatą za czynsz czy też innym biletem. To tylko symbol. Jeżeli ktoś klub traktuje jak wypożyczalnię sprzętu i nic poza tym to tak naprawdę nigdy nie był członkiem klubu.

Analizując klubową działalność minionego roku można zauważyć aktywność klubowych wspinaczy, zwłaszcza na trudnych drogach w skałkach i to nie tylko jurajskich.

4 członków naszego klubu brało udział w wyprawie WKTJ na Goll obniżając o prawie 40 m deniwelację Shartenshat.

Na naszym podwórku, w Tatrach udało się przeprowadzić sportowe przedsięwzięcie „System”. Dokonano przejścia jaskini Wielka Śnieżna w różnych wariantach.

Dobrze również układała się współpraca z lokalnymi władzami i organizacjami. Nasz klub został nawet wyróżniony w miejskim rankingu sportowym.



Sprawozdania z wypraw i wyjazdów

Wyjazdy 2005 (kolejność odwrotna)


Beskid Śl - skitour

Uczestnicy: Damian i Teresa Szołtysik

18 12 2005 

Przeszliśmy na nartach tzw. pętlę Wapiennicy. Śniegu dużo ale trasa raczej dla narciarzy biegowych.



Jura: akcja kursowa do jaskiń Szczelina Piętrowa i Studnia Szpatowców

Uczestnicy: Damian Szołtysik, Ryszard Widuch, Kamil Szołtysik, Mirosław Mendyk, Konrad Mendyk, Wojciech Lempke, Sebastian Zychowicz (TKTJ), Joanna Ragus (TKTJ)

17 12 2005 

Jura w zimowej szacie. Byliśmy w Szczelinie Piętrowej i Studni Szpatowców. Rysiek z Konradem dokładnie zwiedzili dolne partie Szczeliny.



CZECHY: Beskid Śląsko - Morawski: skitour

Uczestnicy: Damian Szołtysik, Tomasz Jaworski

10 - 11 12 2005 

Z miejscowości Ostrawice na nartach weszliśmy na Lysą Horę (1324), to najwyższy szczyt tego pasma. Szlak był przetarty i niestety dość rojny jak na zimę. Pogoda ładna a na górze mocno wiało. Na szczycie jest przekaźnik, hotel i jeszcze kilka obiektów. Zjazd w dół (było tego 6 km) po nośnym śniegu był wspaniały. W kilku miejscach skróciliśmy jadąc w puchu przez rzadki las. Na łagodniejszych odcinkach przyśpieszania nabieraliśmy jadąc po przedeptanej ścieżce.


Korzystają z zaproszenia dla działaczy sportowych wieczorem udaliśmy się do hotelu w Komorni Lhotka, gdzie była impreza ale to inny temat. Do domu wróciliśmy w niedzielę. (zdjęcia z wyjazdu)

Wyjazd do niezidentyfikowanej jeszcze jaskini tatrzańskiej.

Uczestnicy: Tomasz Pawlas (RKG), Mateusz Golicz (RKG)


9 - 10.12.2005

Kiedy w piątek wieczór pojawiamy się w klubie, nie jesteśmy jeszcze zbyt pewni dokąd jechać. Radzimy się Damiana, który poleca nam Miętusią Wyżnią; no dobrze. Zdaniem Damiana ,,trafimy na pewno, za pierwszym razem'', musimy tylko szukać ,,takiego żlebiku z kosówką'' i ,,dojść do wypłaszczenia i zejść w prawo''. No, wyposażeni w taką wiedzę i półtorej worka liny, wyruszamy z Rudy około 19:00, odwożąc po drodze Olę i Maćka z Ewą do domów. Nocujemy w Jabłonce (wtajemniczonym wyjaśniam, że na fotelu spałem sam! :P) -


oczywiście jak to w Jabłonce z wstawania o 06:00am nici i u wylotu Kościeliskiej jesteśmy dopiero około 10:00. Wpisujemy się do KWT (!!!) i dostajemy potwierdzenie tego wpisu (sic!!). Dolina Miętusia schodzi
nam dość szybko, pogoda jest doskonała, bez opadów, lekkie słońce... Docieramy do Jaskini Miętusiej i wycofujemy się troszkę, żeby znaleźć rzeczony żleb. Oczywiście z naszej perspektywy widzimy same żlebiki, we wszystkich jest kosówka, a w co drugim jakieś wypłaszczenie. No dobra, wszystko jedno, byle do góry.

Niestety, wygląda na to, że ta zasada tym razem nie sprawdziła się :) Próbujemy konsultować się z rodziną Szmatłochów, która udziela nam bardzo precyzyjnych wskazówek; podążamy za tymi wskazówkami i... znajdujemy jakąś jaskinię, hurra! Doskonale, przebieramy się i atakujemy. Po niecałych 10 metrach - obniżenie stropu i kałuża. Na wyposażeniu jaskini są jakieś wiadra, aha, czyli to już rozpracowany problem. No dobra, wynosimy kałużę na zewnątrz - schodzi jakaś godzinka. W jaskini bardzo dużo życia - glony, komary, pająki. Tarzamy się przez pozostałe po kałuży błoto... po to tylko, żeby przekonać się, że dziura kończy się za kolejne 10 metrów :) 


Cóż, mimo wszystko wyjazd raczej udany, dowiadujemy się przynajmniej gdzie jaskini Miętusiej Wyżniej nie ma i jak nie wygląda w środku :)
Jaskinia Mylna z dojściem przez dol. Chochołowską

Uczestnicy: Ola Skowron (RKG), Mateusz Golicz (RKG), Ela Skowron, Marcin (os. tow.)

25 - 27 11 2005 



Tym razem Pawlas wykręcił się sianem... to znaczy, kolanem, moja siostra szkołą, trudno, co robić (*), trzeba było wziąć siostrę Oli z osobą towarzyszącą. Plan zakłada inaugurację trekkingowego sezonu zimowego - słyszeliśmy jakieś plotki, że kolejka na Kasprowy jest w remoncie i chcieliśmy wykorzystać tę sytuację. W praktyce, Tatr nie było zbyt wiele, jaskiń jak na lekarstwo, były za to dwadni pełne przygód.

Ok. 23:00 w piątek jesteśmy już w Jabłonce, w chatce mojegodobrego znajomego (tym razem bez rzeczonego znajomego osobiście, ot, dostaliśmy klucze :) i odpalamy ogrzewanie. Gaz szybko się kończy, no trudno, uruchamiamy piec kaflowy i natychmiast żałujemy... że nie zrobiliśmy tego wcześniej. Włączamy Internet - niestety, remont kolejki na Kasprowy skończył się właśnie dziś, poza tym na jutro w planach jest zawieja, zadymka, mgła i w ogóle halny, jeśli nie lepiej. Wobec takich rewelacji zdecydowaliśmy się rozważyć jutrzejszą trasę przy partyjce ping-ponga. "Krótką partyjkę" kończymy siakoś tak o wpół do czwartej rano, no ale mamy już pewną teorię, którą potwierdzamy patrząc na mapę - jasny gwint, wszędzie albo już byliśmy, albo jest niezbyt ciekawie, albo trzeba iść przez Chochołowską. No i nie mamy mapy częsci Słowackiej.

Nie jest chyba dziwne, że zamiast o planowej 06:00 wstajemy jakoś tak bliżej ósmej. Och, naturalnie w międzyczasie napadało jakieś 20 cm śniegu i zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami niebardzo da się wyjechać, no ale od czego są deski i popiół z pieca. Z Jabłonki do zachodniej części Zakopanego jest jakieś dwadzieścia kilka km, więc skoro świt (hahaha!), godzina dziesiąta rano, stajemy na parkingu w Chochołowskiej. Jako jeden z dwóch samochodów. Trudno powiedzieć, czy bardziej wieje, czy bardziej pada śniegiem. Baca twierdzi, że jeszcze kilku takich głu... głu... nierozsądnych jak my rano już poszło w góry. No nic, podejdziemy do schroniska i zobaczymy co się stanie.

W połowie drogi, po spotkaniu aż jednej ekipy i leśniczego, który zmieniał tabliczki z "2h 45min" na "2h 10min" (na zimę chyba dają czasy liczone dla ekstremalistów?) mniej więcej jesteśmy już w stanie przewidzieć co się stanie - na 90% skończy się na wypiciu herbaty i wycofie. Problem w tym, że mamy całkiem dużo herbaty, a poza tym to Chochołowska jest dostatecznie nudna w jedną stronę, a co dopiero w dwie. Taktycznie zagrane wespół z Olą przedstawienie pt. "słuchajcie, my byliśmy tu dużo razy i wiemy co robimy" przekonuje ekipę, żeby zrezygnować z tego jakże szalonego planu z dojściem do schroniska i pójść do cieplutkiej, suchutkiej i bezpiecznej jaskini Mylnej. O ile pamiętam, nie skłamaliśmy i uświadomiliśmy Elę i Marcina, że to ogólnie trochę nie po drodze z tej doliny i tak troszku długo. Nie pamiętam, czy wspomnieliśmy coś o szukaniu szlaku i torowaniu drogi przez las, ale to chyba mało ważny szczegół, nie? Zgodnie z wynikiem jakże demokratycznego głosowania, ładujemy się w "ścieżkę nad Reglami", prosto w śnieg po kolana i ćwiczymy szukanie szlaku. Początek znajdujemy wręcz błyskawicznie (zaledwie 15 minut), ale dalszą "zabawę" "zepsuł" nam jakiś narciarz, który najwyraźniej rano jechał z Kościeliskiej do Chochołowskiej właśnie czarnym szlakiem, zostawiając po sobie dość wyraźny ślad.

Na Polanie Jamy nasza czwórka przypomina raczej obóz żeglarski (tzn. okręt czteromasztowy, jeśli są takie, na pełnych żaglach); na szczęście pływać nie musimy, bo śniegu jest tylko po pas (**) i jakoś da się brodzić. W szałasie robimy krótką przerwę (łał, tutaj nie wieje!), herbata no i żeglujemy dalej, tym razem przez las. Jako jedyna osoba z ciężkim sprzętem (tzn. kijkami), większość czasu ślady robię ja. Z odgłosów dobiegających zza moich pleców wnioskuję, że nie wygląda to tam najlepiej: Ola stara się standardowymi sztuczkami uciszyć bunt załogi (tzn. bunt siostry): "ach, ależ oczywiście że to ostatnie podejście", "nie, to już niedaleko, dwa zakręty i jesteśmy". Jassne.

Po niecałych dwóch godzinkach, na Niżnej Kominiarskiej Polanie używając Eli jako zmiotki uprzątamy pół metra śniegu ze stolików - niestety zupełnie niepotrzebnie, bo nawet na granicy lasu wieje tak, że usiedzieć nie sposób. Wytyczamy więc kurs na szałas i znowu, cała naprzód. Podczas przerwy na herbatkę w szałasie, o dziwo, spotykamy żywe dusze, trzy; dusze zamierzają iść do Chochołowskiej i nie bez lekkich uśmieszków życzymy im powodzenia (troszkę poźno już).

W Kościeliskiej idziemy tak jakby trochę pod prąd i tzw. normalni, wracający o tej porze ludzie obdarzają nas zupełnie podobnymi uśmieszkami. Nie przejmujemy się tym i jeszcze na trochę przed zmrokiem jesteśmy przy otworze Mylnej. Cóż, jaskinie nie były w planie, kombinezonów niet, ubrań do "sciorania" niet, kasków brak, no ale skoro wchodzą tu ludzie w białych spodniach i bucikach na obcasie, to chyba damy radę?

Niestety, plany pokrzyżował brak herbaty. Własnie z tego powodu nie zrobiliśmy więc "normalnego" trawersu, a tylko przeszliśmy się kawałek i z powrotem. Bez kombinezonu i bez porządnego światła (z konkretnie świecących rzeczy to mieliśmy aż jednego zooma - no i jakieś dwie LEDowe zabawki) przyjemność raczej niewielka. Po powrocie do "wejściowej" sali patrząc przez okna trudno powiedzieć, czy już szarzeje, czy to tylko taka wielka zadymka. Wątpliwości momentalnie znikają kiedy wychodzimy - mianowicie okazuje się, że jedno i drugie.

Kościeliska daje się polubić, znaczy na litość, przynajmniej wracaliśmy nią w nocy już tyle razy, że w większości miejsc jesteśmy w stanie sobie wyobrazić jak to jeszcze jest bardzo daleko do drogi. W tak zwanym międzyczasie śnieg zmienia się w rzęsisty deszcz, no i niestety, tak mi przykro, droga to tym razem nie koniec, trzeba iść jeszcze pół godziny asfaltem do auta.

Zahaczamy o Jabłonkę, żeby zabrać rzeczy i posprzątać. Nauczeni doświadczeniem, nie wjeżdżamy w bramę, no ale niestety zawrócić się nie da i trzeba będzie potem wyjeżdżać na wstecznym, no ale my nie damy rady?

Dziewczyny myją naczynia (niestety to trochę skomplikowana operacja, bo nie ma bieżącej wody - w Jabłonce nie opłaca się napełniać instalacji i przykręcać baterie na dwa dni - woda jest normalnie spuszczona z powodu ostrych mrozów), a my z Marcinem jedziemy po butle na wymianę do piecyków gazowych. Wspominałem o wyjeżdżaniu tyłem i o tym, że damy sobie radę? O 20:50 dostaję od Oli SMSa: "Eee... yyy. a gdzie wy jesteście, bo auto jakoś dziwnie stoi, was nigdzie w pobliżu, kupcie jeszcze jedną wodę 5l", ale jak się okazuje, woda będzie musiała poczekać, bo Marcin właśnie ucisza Burka a ja konsultuję się telefonicznie z Grzegorzem (rzeczonym znajomym) w kwestii tego gdzie to na tej wsi mamy szukać przyjaznego nam gospodarza z traktorem, który mógłby nas z tego rowu wyciągnąć (tak mi przykro, wisimy na zawieszeniu). Operacja przebiega bardzo sprawnie i niepostrzeżenie (chociaż Ela twierdzi, że jakiś traktor słyszała) i trochę po dziewiątej jesteśmy pod miejscowym Orlenem, już bez traktora. Jak się okazuje, stacja jest zamknięta - ależ te miastowe głupie - ze sklepem sytuacja wygląda podobnie - no i kiedy już wracamy spod granicy słowackiej z butlami, Ola i Ela śpią jak dzieci i widać, że z szybkiego wyjazdu jeszcze w sobotę i tak byłyby nici. No trudno, przynajmniej będzie się mozna przespać jeszcze jedną noc w fotelu przy piecu (mmmmmm... wyspać to za bardzo się nie da, bo co dwie, trzy godziny zimno przypomina, że do pieca trzeba dołożyć, ale atmosfera jest wręcz magiczna).

Niedziela rano: pakowanie przebiega sprawnie i z pewnym napięciem, bo rozeszła się plotka, że Ola przez sen dała się przekonać do prowadzenia samochodu. Ostatnia partyjka ping-ponga i wracamy do Rudy. Najdłuższa trasa, jaką Ola przebyła w swoim życiu samochodem jako kierowca to relacja Tarnowskie Góry - Ruda Śląska, no cóż, na pewno spory kawałek, ale jakoś nam to nie imponuje. Pozory jednak potrafią mylić - po drodze z pozycji fotela pasażera muszę interweniować zaledwie dwa razy, w samą porę chwytając za kierownicę. Niestety na bramkach na A4 nie miałem z Olą zbyt dużych szans i nie zdążyłem krzyknąć, żeby nie otwierała tak gwałtownie drzwi żeby podnieść te 50 gr, które jej spadło. Jak to dobrze, że te budki na bramkach są z plastiku...

Niedługo po 11:00 rano jesteśmy już na Goduli, pasażerowie i(raczej ostatnia) nadzieja polskich sportów rajdowych wysiadają, a ja myślę sobie, że nie będę wnosił nawet do domu tego mokrego plecaka, wezmę sobie tylko komputer... ZARAZ?!? JAKI KOMPUTER?

Komputer został w Jabłonce. Obrócenie jeszcze raz tam i z powrotem z dłuższą przerwą na herbatę schodzi mi prawie do 17:00, czeka mnie jeszcze 180 km do Wrocławia, no i jasne staje się, że rzeczy do szkoły na jutro nie będzie, rzeczy do pracy na jutro nie będzie, nie pozostaje chyba więc nic innego jak przynajmniej zrobić ten opis. :)

(*) - to oczywiście żart, ha ha. (**) - licencia poetica; po pas było tylko miejscami, ogólnie raczej wysokość kolan na polanach, w lesie troszkę mniej. 

Beskid Śląski - wędrówka

Uczestnicy: Damian, Teresa, Kamil, Paweł Szołtysik

13 11 2005 

Przeszliśmy trasę z Brennej Leśnicy na Horzelnicę, Stary Groń do Leśnicy. W górach nadal przecudna jesień. 



Jaskinia pod Wantą

Uczestnicy: Ryszard Widuch, Ewa Okońska, Michał Wyciślik, Ewa Zientarska (TKTJ), Iwona Sapieszko (TKTJ), Hanna Kullman (TKTJ)

11 - 13 11 2005

Akcja kursowa do jaskini Pod Wantą. Na drugi dzień podejście do górnego otworu jaskini Zimnej.



Kurs ratownictwa w Tatrach

Uczestnicy: Maciej Dziurka, Daniel Bula

11 - 13 11 2005 

Udział w kursie ratownictwa jaskiniowego organizowanego przez PZA.



Spacerek po Tatrach Zachodnich

Uczestnicy: Ola Skowron (RKG), Tomasz Pawlas (RKG), Mateusz Golicz (RKG), Ewa (os. tow.)

11 - 12 11 2005 



Startujemy z lotniska przy Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu, z międzylądowaniem na Goduli o 03:30am (z formalnego punktu widzenia - piatek) czasu lokalnego. Na parkingu pod Kościeliską jesteśmy jakoś tak o świcie. Ustalenie gdzie idziemy zabiera ładny kawał czasu, ale w końcu pada na całodniową wycieczkę z dol. Kościeliskiej do dol. Chochołowskiej przez Iwaniacką Przełęcz, Ornak, Starorobociański i Kończysty. Pogoda doskonała i przy idealnej widoczności chłoniemy ostatnie widoki na jesienne Tatry, ucinając sobie na grani drzemkę w delikatnym słońcu; ekipie dopisuje niebywały humor. Nocujemy w domku mojego dobrego znajomego w Jabłonce i z rana zwijamy się do Rudy. Ogólnie, wyjazd naprawdę udany, chociaż ten opis pewnie brzmi niezbyt przekonująco - to dlatego, że jest pisany dwa tygodnie po. Cóż, opis miał pisać Pawlas, ale wykręcił się jakimś egzaminem... 

MOŁDOWA: wyjazd do jaskini Zoluskiej (Racovita)

Uczestnicy: Damian Szołtysik, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Joanna Maciejowska

 5 - 12 11.2005 

W bardzo interesującej podróży przez Słowację, Węgry i Rumunię dotarliśmy do Mołdowy gdzie wprawdzie fragmentarycznie ale jednak udało nam się zapoznać z charakterem jednej z najdłuższych jaskiń (92 km) w gipsach. Zwiedzenie głównych partii jaskini nie jest takie proste z uwagi na prace w pobliskim kamieniołomie. Wymaga zabiegów formalnych.  Jednak przy pomocy miejscowych mogliśmy zwiedzić mały fragment systemu. Natomiast poznaliśmy wielu sympatycznych ludzi a sama podróż okazała się niezapomnianą przygodą.
Jaskinia W Trzech Kopcach

Uczestnicy: Sebastain Śmiarowski, Krzysztof Kubocz (Cyklista), Michał Tomaszewski (FF), Ania Tomaszewska, Damian Śmiarowski

6 11 2005 

Wspin w Podlesicach, Spelokonfrontacje

Uczestnicy: Sebastain Śmiarowski, Krzysztof Kubocz (Cyklista), Michał Tomaszewski (FF), Artur Mosionek(FF)

5 11 2005 

Wspin na drogach od VI do VI.2. Wieczorkiem udział w speleokonfrontacjach



Speleokonfrontacje w Podlesicach

Uczestnicy: Ryszard Widuch

5 11 2005 

Udział w kolejnym spotkaniu.



Wielka Litworowa - Śnieżna do syfonu Dziadka

Uczestnicy: Damian Szołtysik i Jan Kieczka

 29 - 30.10.2005 

Dokonaliśmy przejścia systemu Wielka Litworowa - Śnieżna do syfonu Dziadka (-786). Oto kilka szczegółów: 

Wystartowaliśmy od Galicowej o 6.00. Czas dojścia pod otwór 2.45. O 10.00 weszliśmy do dziury. Na Starym Dnie odwiedziliśmy ekipę z Bielska, która przez te dni eksploruje jaskinię. Nad Maglem zostawiamy depozyt z jedzeniem (tylko do szpejowników naupychaliśmy po kilka batonów). Dojście z Magla do Nowego Biwaku było mi już w większości znane więc dotarliśmy tam w niespełna 2 godziny. Dalej już poruszaliśmy się wg opisów bielszczan. Kilka razy trochę błądzimy. Już nigdzie później nie ma takich przestworzy jak w Litworce. Mało kiedy idzie się w pozycji wyprostowanej. Przez mokre Ciągi Przykrości dochodzimy do rozległych szczelin gdzie przed laty wrocławiacy osadzili stalowe stopnie. Dzięki nim trudno się tu zgubić. Jest tu szereg zjazdów i trawersów. Niektóre liny mają wiele do życzenia. Galeria Krokodyla kończy się przed IV wodospadem. Szum wody i wkrótce wydostajemy się do głównego ciągu Śnieżnej. Teraz jeszcze Błotne Łaźnie, które są tym razem bardziej mokre niż zwykle. Kawałek liny zakładamy na zejściu do syfonu Dziadka poniżej Parszywej Siedemnastki. Czas dojścia od otworu do dna to trochę ponad 7 godzin. Wbrew pozorom zejście było też bardzo męczące. Powrót w górę to walka za narastającym zmęczeniem. Na odcinkach linowych odpoczywamy. Trochę komfortu jest na Nowym Biwaku (tzn. można usiąść na karimacie w namiocie z folii NRC). Najgorszy odcinek od Komina Ekstazy do Magla daje nam popalić zwłaszcza jak idzie się od dna jaskini. Wody było więcej niż ostatnio więc kolejny raz mamy bliski (dosłownie) z nią kontakt. Ponad Maglem (konkretne jedzenie z depozytu) nasze morale rosną choć Jasiu chyba podtruł się karbidem i ma dolegliwości gastryczne. Dość szybko dochodzimy do biwaku bielszczan (odpoczywali po urodzinowej imprezie). Ula przyrządza herbatę, trochę gadamy o akcji i w drogę. Nie śpiesząc się pokonujemy kolejne studnie. Po ósmej wychodzimy na powierzchnię. Akcja trwała 22 godziny. Straty: skasowałem sobie uprząż i kombinezon. Nagrodą za wysiłek jest przeuroczy ranek. Delektując się przeuroczą pogodą i dalekimi widokami powoli schodzimy w dół. Na bazie jesteśmy przed południem.

Akcje do systemu Wlk. Litworowa - Śnieżna należy zaliczyć do bardzo wymagających fizycznie i psychicznie. Jak mówi Jurek Ganszer z SBB - chodzenie na "trupa".  Zrealizowanie naszego planu było możliwe dzięki wcześniejszym trzem akcjom rozpoznawczym oraz życzliwości kolegów z Speleoklubu Bielsko Biała, którzy udostępnili nam liny, ich opis pozwolił wyrobić sobie pogląd na całość zagadnienia.

Góra Birów - egzamin na KT

Uczestnicy: 

Instruktorzy: Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, Mirosław Latacz (AKG) 

Asia Maciejowska, Maciej Dziurka oraz 

kursanci: Ewa Okońska, Michał Wyciślik, Łukasz Zawada, Remigiusz Lemańczyk, Jarosław Gajkowski, Grzegorz Sęk, Piotr Strzelecki, Ewa Zientarska (TKTJ), Iwona Sapieszko (TKTJ), Hanna Kullman (TKTJ), 

 29 - 30.10.2005 

Odbył się egzamin na Kartę Taternika (wkrótce relacja).

Jura - wyjazd rowerowy

Uczestnicy: Asia Maciejowska

 29 10.2005 

Startuje z Podzamcza. Wskakuję na czerwony szlak rowerowy. Dojeżdzam do miejscowości Bzów (piękny widok), a następnie do Karlina. Dalej tym samym szlakiem do Żerkowic i póżniej do Skarżyc. W Skarżycach opuszczam czerwony szlak i jadę polnymi drogami do Włodowic. Pózniej znowu wjeżdzam na polne drogi(ładne przestrzenie) i w okolicy Rzędkowickich Gajów wskakuję na zielony szlak turystyczny, a nastepnie na czarny rowerowy prowadzący do Myszkowa. Z Myszkowa kieruję się do miejscowości Mrzygłód, gdzie odwiedzam Sanktuarium Maryjne. Za tą miejscowością opuszczam szlak i znów jadę polnymi drogami(świetna panorama). Dojeżdzam już asfaltem do miejscowości Kopaniny i póżniej Rudniki i Kromołów. Odtąd jadę zielonym szlakiem turystycznym do Podzamcza.
Pogoda była w miarę udana- świeciło słońce, ale za to wiał dość ostro zimny wiatr. Długość trasy: 65 km

Jaskinia Ludwinowska i okolice - wyjazd rowerowy

Uczestnicy: Damian i Kamil Szołtysik

 23.10.2005 

Z Trzebniowa na rowerach na przełaj dojeżdżamy do jaskiń Brzozowa i Ludwinowska. Tą ostatnią zwiedzamy. Potem przez złote lasy pędzimy do Bramy Twardowskiego. Stamtąd szlakami wracamy do Trzebniowa cały czas na pełnych obrotach. Okolice Trzebniowa to namiastka gór więc górscy rowerzyści mogą być zadowoleni. Na Jurze panuje przepiękna jesień, śpieszcie się to zobaczyć.

SŁOWACJA - wspin

Uczestnicy: Sebastain Śmiarowski i Michał Tomaszewski (FF)

 22 - 23.10.2005 

Najpierw odwiedzamy Manin, na miejscu jesteśmy o 9,dzień zapowiada się super temp.15stopni o tej godzinie. Piękna okolica, kolory jesieni, 23 skały obite. Lądujemy na jednej z nich, drogi od 6 - do 7-. Wycena jak to tradycyjnie na Słowacji pozaniżana. Po kilkunastu drogach mamy dość, koło 15 postanawiamy odwiedzić next rejon. Droga bardzo piękna krajobrazowo, prowadzi wąwozem miejscami na szerokość 1 samochodu. Po 5km lądujemy w Kostoleckiej Użinie. Pięknie tu, ścieżka pod skały prowadzi bardzo stromym piarżyskiem i wyprowadza wprost pod największy okap w Europie. Wspin tu bardzo techniczny:), Michał robi 6+OS. Wieczorkiem oczywiście tradycyjnie piwka, korona 9groszy,piwko w knajpie 17koron:). W niedziele odwiedzamy Bosmany, drogi tu nieciekawe i słabo obite, nie polecam tego rejonu do wspinu. W drodze powrotnej odwiedzamy jeszcze ruiny zamku w Povaskiej Bystricy. Do Manina jeszcze wrócimy nie raz, najciekawszy rejon wspin. z odwiedzonych na Słowacji.


SŁOWACJA - wyjazd wspinaczkowo - jaskiniowy na  Predhorie

Krzysztof Kubocz (Cyklista), Sebastian Śmiarowski, Michał Tomaszewski

15 - 16.10.2005 


Prognozy pogody na nadzchodzący wekend nie były zaciekawe, więc po ukazaniu się informacji o rejonie wspinaczkowym - Predchorie i tym że jest tam mikroklimat i można się wspinać cały rok postanowiliśmy zaryzykować i sprawdzić to. Predchorie znajduje się 200km od naszej Rudy Sl i kilkadziesiąt km za Sulovem. Po 3 godzinach jazdy jesteśmy na miejscu w wiosce Predchorie, gdzie pytamy miejscowych ludzi o drogę pod skały. Okolica jest bardzo ciekawa schodzi się tu wiele dolin, w których płyną strumienie. Po szybkim przepaku i wypiciu kawy idziemy w poszukiwaniu skał, które od naszego miejsca biwakowego oddalone są jeszcze o 2 km drogi. Skała - Zlatna na którą sie udajemy, znajduje się prawie na szczycie jednej z tamtejszych górek a podejście pod nią jest bardzo psychiczne i strome. Na tej skale znajduje się najwięcej dróg wspinaczkowych a wysokość jej dochodzi do 30m, my robimy tutaj jedną 6+ i ja przymierzam się do 7, ale jednak psychika mi siada, gdy mam przejśc jeden z tamtejszych okapów, przypominający okapy tatrzańskie - odpadnięcie z pod wpinki gwarantowało mi 7m lot po pochyłej płycie. Pogoda w tym rejonie nas zaskoczyła bo faktycznie było słonecznie i dość ciepło. Później podchodzimy jeszcze na wcześniejszą skalę, na której też jest bardzo dużo dróg. Sebastian z Michałem robią 6+ a ja przymierzam się do jednej niby 7-, ale na naszą wycenę dał bym spokojnie VI2, - udaje mi się ją przejść z jednym blokiem, Michał jeszcze na koniec robi z os 2wpinkową 6ke. Poranek następnego dnia okazał się już zimniejszy tylko 5st. C i troche deszczowy. Na jednej z map zobaczyliśmy iż niedaleko znajduje się jaskinia Dupna a to ze pogoda nie było do wspinania postanowiliśmy ją poszukać i na szczęście spotkaliśmy grotołazów z tamtejszego klubu, którzy zabezpieczali wejście do tej jaskini. Po krótkiej rozmowie i wniesieniu żwiru pod otwór, grotołazi pozwolili nam zwiedzić tą jaskinie. W jaskini znajdują się ogromne korytarze z trochę ubogą szatą naciekową. Brak kombinezonów i odpowiedniego obuwia nie pozwolił nam na zwiedzenie całej jaskini. Po wyjściu z jaskini pogoda zaczęła się poprawiać, więc powróciliśmy na skały, ale zrobiliśmy sobie dłuższy spacer jednym z szlaków i opad nam duch wspinania, poza tym zaczął padać deszcz, który przy aucie zmienił się w większy opad, więc wracamy do domu.


Z klubem słowackim mamy kontakt emailowy, jak ktoś chce pojechać na tamtejsze jaskinie to służymy pomocą. W rejonie tym znajduje się ich dość dużo, a najdłuższa ma cos przeszło 1km.

Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa do połączenia z Śnieżną

Uczestnicy: Damian Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Michał Wyciślik

 14 - 16.10.2005 

Dojście do Magla 1,5 godz. Potem tarzanie się w wodzie przez ciasne partie do kominka na którymi skończyliśmy akcję ostatnio. Dalej w meandrze pobłądziliśmy i straciliśmy trochę czasu na odszukanie właściwej drogi. Jeden z ostatnich zacisków okazał się zbyt ciasny dla jednego z kolegów więc tylko w dwójkę doszliśmy do lin w Kominie Ekstazy. Wycof nawet z tego miejsca nie należy do łatwych o czym przekonał się drugi z kolegów. Nie mniej jednak i tak poszło wszystko sprawniej. Chcieliśmy dojść niżej lecz jeszcze nie tym razem. Akcja trwała ponad 10 godz. W górnych partiach gór leży cienka warstwa śniegu.

Wyjazd na Jure - Słoneczne skały i Polnik

Uczestnicy: Krzysztof Kubocz (Cyklista), Michał Kuszewski + Michał Tomaszewski FF, Piotr Wyciślik FF oraz Maja

 08.10.2005 

Piękna pogoda, która ostatnio utrzymuje się przez długi czas zmusza nas do kolejnego wyjazdu w skały ( w taką pogode siedzieć w domu to jest grzech). Rano ustalamy że jedziemy na Słoneczne skały i później na Polnik obok otworu Wierchowskiej górnej. Na początku Michały i Maja robią po IV oraz jednej VI, Piotrek po 3 probie łoi jakieś VI3+, ja natomiast przystawiam się do pięknej długiej drogi w rysie "Rdzawa ryska VI2" - ale udaje mi się tylko wejść nie na czysto. Michały jeszcze walczą na wędke na "Helmucie zębatce VI1" i przenosimy się na skałe obok Wierzchowskiej Górnej zwanej "Polniekiem" - gdzie Piotrek poprowadził w tym roku drogę "Pawiany czują się dobrze VI5+/6 i teraz chciał sobie spróbować trudniejszego wariantu tej drogi. Na skale tej znajdują się również inne łatwiejsze drogi od VI+/VI1 do VI2, jest ich około 6. Ja robie z Flasha jedną VI1+ oraz później próbuje na jeszcze jednej, ale bez powodzenia. Michałowi T. po 4 próbie też sie udaje pokonać te VI1+, natomiast Piotrek robi kilka prób na trudniejszych Pawianach i przy wspaniałym zachodzie słonca wracamy do domów.

Jaskinia Głęboka - wyjazd kursowy

Uczestnicy: Tomek Jaworski, Michał Wyciślik + 3 os z TKTJ

 08.10.2005 

Zajęcia z kartowania w ramach kursu.

SŁOWACJA - Tatry Bialskie

Uczestnicy: Tadek, Tomek, Artur, Basia Szmatłoch

 08.10.2005 

Przejście z Javoriny na przeł. pod Kopą, Szerokie Sedlo do Zdziaru. 

Tatry Zach. - akcja Litworka

Uczestnicy: Adam Szmatłoch, Michał Maksalon (Max), Grzegorz Konieczny (Koń), Maciek Dziurka

 08.10.2005 

Nasz wyjazd do Litworki był zakładany już od kilku miesięcy i w końcu znaleźliśmy czas i możliwości zrealizowania tego założenia. Mieliśmy jechać początkowo w innym składzie jednakże po rezygnacji Pitera, udało nam się namówić Adasia do wzięcia udziału w akcji. Adaś najpierw nie chciał jechać bo za wcześnie miał być wyjazd (2 nad ranem), potem „a może jak pojedziecie do innej dziury to pojadę” ale w końcu stawił się swoją limuzyną o 2 rano u Maćka pod domem. Podróż do Kir bez większych problemów przy lekkiej mgle. Autko zostawiliśmy przy bacówce i około 6 weszliśmy w Dolinę Kościeliską. Trasa do jaskini zajęła nam trochę ponad 4 godzinki i wyszedł na wierzch nasz brak kondycji. Maciek świeżo po chorobie i kuracji antybiotykowej, Koń po kuracji nikotynowej, wiec trochę zasapki było. Pod Litworką przebraliśmy się w skafanderki, Adaś przebrał się za owieczkę co wzmogło zainteresowanie kozic, ale na szczęście nas nie „namierzyły” :). Zaporęczowanie studzienki i jedziemy w dół. Plecaki zostawiamy standardowo na dnie zlotówki i śmigamy dalej.  Dość szybkie poruszanie się w jaskini usprawniało naszą akcję i po około półtorej godziny byliśmy już w sali Pod Płytowcem. Nasz ambitny przewodnik Adaś stwierdził że to jest nic i trzeba się jednak przejść głębiej (założeniu mieliśmy dojść tylko do sali Pod Płytowcem:). W partiach zakopiańskich troszeczkę się pogubiliśmy ale było to tylko chwilowe i w sumie bardzo sprawnie przez nie przelecieliśmy. Po dojściu pod Magiel zrobiliśmy parę fotek i odwrót. Przy maglu słychać było dość pokaźny szum buszującej wody który dość często nam towarzyszył podczas powrotu. W trakcie powrotu już przed salą Pod Płytowcem troszkę zgubiliśmy drogę i ja popełzłem w górę męcząc się okrutnie wyszedłem w całkiem innym miejscu sali niż reszta ekipy. W założeniu mieliśmy robić zdjęcia i po to targaliśmy ze sobą statyw. Ale jakoś nie wyszły nam najlepiej bo było zbyt mało światła. Pewnie dlatego że Koń wziął ze sobą karbitke a zapomniał palnika hehe. Powrót dał się nam wyjątkowo we znaki. Po każdej pięćdziesiątce siły opadały i generalnie mieliśmy dość. Ale udało się nam wyjść na powierzchnie jeszcze w promieniach słońca po 6 godzinach akcji. Przebraliśmy się , zjedli i ruszyli w drogę powrotną, która przebiegła bardzo szybko. Biorąc pod uwagę nasze zmęczenie powinniśmy się wlec, a jakoś tak wyszło że na Przysłopie Miętusim byliśmy po godzince „spokojnego marszu” a przy autku po półtorej godzinie. Generalnie była bardzo fajna pogoda wiec może dlatego nam tak sprawnie poszły podejście i zejście. Akcja była bardzo fajna, dzięki Adasiowi zaliczyliśmy partie zakopiańskie aż pod Magiel i mamy solidne podwaliny na kolejną akcje w Wielkiej Litworowej.

Beskid Śląski

Uczestnicy: Damian, Teresa, Kamil, Paweł Szołtysik

 8 - 9.10.2005 

Wycieczka z dolnego Szczyrku na przełaj na Magurę, Klimoczok i powrót do Szczyrku. 

CZECHY  - wspin w Jeseniku

Uczestnicy: Sebastian Śmiarowski, Krzysztof Kubocz

1 - 2 10 2005 r.

Wspin na drogach od V do VIII-, obicie typowo czeskie 3punkty na drodze typu kolucha, haki, niby plakietki i inne ciekawe patenty- odpadnięcia raczej wykluczone:). Skała gnejs i granit-super tarcie. Formacja, obicie i charakter skały przypomina Tatry, super rejonik dla posiadaczy kostek i friendów. Z plusów dodam: fajne wydzielone miejsce na ognisko, tanie piwo i tylko 150km od nas.



Beskid Śląski - rowery górskie i wędrówka piesza

Uczestnicy: Damian i Kamil Szołtysik (sobota), Damian i Teresa Szołtysik (niedziela)

1 i 2 10 2005 r.

Fajna górska trasa z Ustronia Polany na Orłową, dalej na Świniorkę i zjazd czarnym szlakiem do Dobki. Po drodze złapałem 2 gumy. Chmury wisiały nisko lecz nie padało. W górach rządzi już jesień.

Przeszliśmy trasę z Jawornika na Szoszów - przeł. Beskidek - Jawornik.

Rower - Jura

Uczestnicy: Uczestnicy: Sebastian Śmiarowski

 25 09 2005 r.

Trasa H z Atlasu Rowerowego Jura -trudna. Zawiercie-Pozamcze-Żelazko-Grabówka-Centuria-Zawiercie. Super pogoda. Na liczniku 60km. 
Tatry Zach. - jaskinia Wielka Litworowa do połączenia z Śnieżną.

Uczestnicy: Damian Szołtysik, Tadek i Tomek Szmatłoch

 23 - 25 09 2005 r.

Pogoda w Tatrach była wymarzona. W 3 godziny doszliśmy do otworu Litworki. Dojście w jaskini do Magla zajęło nam 1 godz. i 45 min. Stamtąd założyliśmy 2 godz. do przodu w ciasnotach. Dotarliśmy przed Komin Ekstazy w jaskini Śnieżnej (2 zaciski od komina). Powrót to trochę inna bajka (zwłaszcza w Błękitnej Lagunie choć wody nie było dużo). W sumie cała akcja w jaskini trwała prawie 10 godz. Tomek zaliczył jeszcze dodatkową wycieczkę po tym jak przypadkowo podczas pakowania trącił plecak, który stoczył się  do dna doliny. Natomiast nocną ciszę przy powrocie zakłócały ryki jeleni. 

Wielki dzięki dla bielszczan za udostępnienie lin. Pozdrawiam.

W tym samym czasie w jaskini działała podobno grupa z Poznania lecz do spotkania nie doszło.

Wspin w Podzamczu

Uczestnicy: Sebastian Śmiarowski, Artur Mosionek(FF), Michał Tomaszewski (FF)

24.09.2005

Wspin na drogach odVIdoVI.2+/3. Drogi w okolicach zamku bardzo wyślizgane.



Wspinaczki w Morsku

Uczestnicy: Damian, Paweł, Kamil Szołtysik.

 18 09 2005 r.

Wspinaczki na Małym Okienniku w okolicach Morska. 

Wspin w Podlesicach

Uczestnicy: Sebastian Śmiarowski, Artur Mosionek(FF), Michał Tomaszewski (FF), Marcin Duczek (FF), Łukasz Cyrus(FF), Sandra Cyrus, Weronika


18.09.2005

Wspin na Górze Zborów, oraz sesje zdjęciowe z modelkami:) oraz Marcinem na Włóczni VI.4/4+ w wykonaniu profesjonalnego fotografa Łukasza.



SŁOWACJA - wspin w Sulovie

Uczestnicy: Krzysztof Kubocz, Sebastian Śmiarowski.

 9 - 11 09 2005 r.

Wspinaczki w skałach sulovskich.

Wspinaczki na Okienniku skarżyckim

Uczestnicy: Damian, Paweł, Teresa Szołtysik, Tomek, Tadek, Basia, Artur Szmatłoch oraz wspinacze Tadek Lończyk, Sebastian Śmiarowski, Olek Wieczorek, Artur Mosionek, Marcin Duczek.

 4 09 2005 r.

Wspinaczki na skałkach Okiennika. Grupa wspinaczy łoiła dość ambitne drogi (od VI.3). Pogoda była piękna a skałki oblężone przez łojantów.

Tatry Zachodnie - jaskinia Ptasia

Uczestnicy: Ryszard Widuch, Hania Kullman (TKTJ), Ewa Zientarska (TKTJ), Iwona Sapieszko (TKTJ), Darek Sapieszko (KKS)

 2 - 4 09 2005 r.

Akcja kursowa do jaskini Ptasiej.

Wspinaczki w Piasecznie

Uczestnicy: Damian i Paweł Szołtysik

 31 08 2005 r.

Wspinaczki na skałkach w okolicach Piaseczna. Drogi o trud V - VI.1 na własnej protekcji z różnym skutkiem.

REJS PO BAŁTYKU

Uczestnicy: MIchał Kuszewski, Wojtek Orszulik + ekipa

27 08 - 10 09 2005 r.

Żeglarska wyprawa Kuszy po Bałtyku (opis)

Rysy

Uczestnicy: Damian i Paweł Szołtysik

 27 - 28 08 2005 r.

Wyjście na Rysy (2499) szlakiem. W wyższych partiach zachmurzenie.

FRANCJA -  Park VERCORS

24 08 2005 - 7 09 2005



Uczestnicy: Asia Maciejowska, Tomasz Jaworski, Kasia i Damian Żmuda, Henryk Tomanek. Aleksandra Skowron, Daniel Bula, Janusz Rudol (Rudi)

Wyjazd do jaskiń w Francji (tu opis wyprawy sporządzony przez Asię)



Wyjazd kursowy na górę Birów

Uczestnicy: Tomek Jaworski, Ewa Okońska, Łukasz Zawada, Michał Wyciślik, Grzegorz Sęk

21 08 2005 r.
Ranna pobudka i jadę z Knurowa do Zabrza, gdzie miał czekać na mnie Łukasz. Okazało się, że zaspał o chwili jednak przyjechał z Grześkiem. Wskoczyłam do autka, oczywiście na przednie siedzenie (jak zawsze :-)) i ruszyliśmy do Rudy. Zbiórka miała być o;Michał już czekał, a jak na Tomka przystało; spóźnił się (choć miał 200m do przejścia). Na szczęście było to tylko 5 minut opóźnienia. Załadowaliśmy plecaki i ruszyliśmy na Podzamcze. Droga upłynęła nam bardzo szybko…opowiadałam jak było na wyprawie na Masyw Hoher Goll.
Po 9 byliśmy już na miejscu. Łukasz zaparkował autko, wyciągnęliśmy plecaki i szpej. Założyłam plecak, wzięłam wór i ruszyłam;.zapomniałam się, że jestem kobietą, a jak przystało na nasz klub to mężczyźni noszą wory :P To przez tą wyprawę, tam się nie patrzyli czy kobieta czy mężczyzna, każdy musiał nosić. Po chwili oddałam wór Michałowi. Dotarliśmy na miejsce, oczywiście chłopcy musieli coś zjeść. Grzesiek poszedł zaporęczować linę dla instruktora i już za chwilę rozpoczął się wykład na temat stanowisk, kości, wspinaczki itp. Zaczęło się;Tomek podzielił nas na dwa zespoły. Mi przypisano Michała.
Pierwsze kroki do góry;Michał dał rade, założył stanowisko i teraz mnie asekurował z góry, abym mogła ściągnąć kości. Szło nam dość szybko. Następnie ja zmierzyłam się ze ścianą i kościami;udało się jakoś dojść do stanowiska, oczywiście odetchnęłam z ulgą. Łukasz z Grzegorzem szukali naturalnych punktów;chyba mieli schizy :-), ale też dali jakoś rade. Później zamieniliśmy się drogami…szło nam sprawnie. I tak już zaliczyliśmy 2 drogi. Ja zręporęczowałam stanowiska i ruszyliśmy na inną ścianę.
I znowu pierwszy Michał;oj działo się działo. Po 3 metrach ruszył na trawers, jednak okazało się, że nie ma szans zrobienia tam stanowiska. Po około 30 minutach zrezygnował i zawrócił;.ruszył do góry. Łukasz z Grzesiem już skończyli;a ja dalej czekałam.
Michał wkońcu zszedł;twarz miał tak brudną, jak by wyszedł z kopalni;trochę śmiechu i zamiana dróg. Ja niestety już nie robiłam tej drogi, co Michał, gdyż już wcześniej miałam 1 zaliczoną, a czas nas gonił. Z ledwością zrobiłam ostatnią drogę i ruszyliśmy zbierać szpej. Udaliśmy się do autka i powrót do domu.
Tak właśnie 4 kursantów zaliczyło drogi na kościach. Tomek Jaworski oraz kursanci


Pobieranie 342.7 Kb.

  1   2   3   4   5




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna