Rzecz o tym co sie dzialo na obrzezach Zaglady Zydow. Innocent Rwililiza



Pobieranie 391.67 Kb.
Strona1/9
Data08.05.2016
Rozmiar391.67 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9
Zlote zniwa

Rzecz o tym co sie dzialo na obrzezach Zaglady Zydow.

“Innocent Rwililiza:

‘Ludobojstwo trzeba sfotografowac zanim zaczna sie rzezie. By pokazac przygotowania, twarze przywodcow, stosy maczet, ciche przyzwolenie francuskich zolnierzy czy belgijskich ksiezy, starannie opracowana taktyke ekspedycji… Ludobojstwo mozna tez sfotografowac po fakcie. Pokazywac trupy, znekane twarze ocalonych, aroganckie czy zawstydzone oblicza zabojcow, koscioly pelne kosci, ucieczki do Konga, do Kanady, wiezienia czy oficjalne zagraniczne delegacje odwiedzajace Miejsce Pamieci. By przekonac niedowiarkow i przeciwstawic sie tym, ktorzy wszystko neguja. Ale sekrety ludobojstwa naleza do ocalonych, to oni musza je w sobie nosic, tego nie dzieli sie z byle kim.’

Berthe Mwanankabandi:

‘Kiedy krylismy sie pod papirusami, rozmawialismy sami ze soba. Zadawalismy sobie pytania: czy umre dzis, czy jutro, czy bardzo bede cierpiec od ostrza maczety przed zgonem? Czy to zlo bedzie trwac? Zawsze wracaly te same uczucia: napiecie oczekiwania, strach i jeszcze raz strach. Kto moglby sfotografowac tego rodzaju emocje na bagnach? Kto moglby zrobic zdjecie matki, ktora przyciska niemowle do piersi, slyszac, jak grupka interahamwe juz chodzi po mokradlach?... Czy mozna zgodzic sie na obecnosc fotografa na bagnach, jak na weselu, gdy wiadomo, ze wszyscy zostaniemy scieci?’

Alphonse Hitiyaremye:

‘W gruncie rzeczy Tutsi wiedza mniej o tym, co sie stalo, niz ci, ktorzy ich zabijali, bo wciaz tylko uciekali… Nie da sie przekazac tych uczuc, opowiedziec, jak mocno sie to przezywalo. Jaki byl smiech podczas ekspedycji, jak w dobre dni pijalo sie primusa, zabijalo krowy i spiewalo na bagnach, jak dobieralismy sie do nieszczesnic, gdy ktoras wpadla nam w rece, jaka byla zabawa wieczorem, gdy parodiowalo sie konajacych i rozne sytuacje. Nikt by tego nie zniosl. Powiedziec, ze wszyscy brali w tym udzial oprocz paru starcow, kobiet i malych dzieci, to takze prawda, ktora trzeba dozowac’” (Jean Hatzfeld, Strategia antylop, str. 107, 108, 88).

“Kazdy Rwandyjczyk, z ktorym rozmawialem mial swoje ulubione pytanie, na ktore nie znajdowal odpowiedzi. Dla Nkongoli brzmialo ono: jak az tylu Tutsi pozwolilo sie zamordowac? A dla Francois Xavier Nkurunziza – jak az tylu Hutu pozwolilo sobie zostac mordercami? (Philip Gourevitch, We wish to inform you that tomorrow we will be killed with our families, p.23).
Na pierwszy rzut oka obrazek uchwycony na fotografii wydaje sie dobrze znajomy – chlopi w porze zniw odpoczywaja po pracy. Narzedzia na ramieniu albo postawione na sztorc sluza juz tylko za podporke, a przed sportretowana na zdjeciu grupa zlozone na ziemi plony.

Niektorzy z nas maja takie zdjecia w rodzinnych albumach po letnich wakacjach spedzonych na wsi wsrod blizszych lub dalekich krewnych; inni przywiezli je z obozu harcerskiego na glebokiej prowincji gdzie pomagali w sianokosach. Kazdego lata na pierwszych stronach gazet w krajach komunistycznych celebrowano w ten sposob sukcesy skolektywizowanego rolnictwa. Na mniej lub bardziej artystycznie udane warianty tej sceny mozna sie bylo natknac w muzeach i galeriach obrazow.

A jednak choc ogladany widok zaliczyc wypada do gatunku sielanki (grupa mezczyzn i kobiet pograzona w rozmowie na lonie natury) fotografia wywoluje niepokoj. Nie tylko dlatego, ze jest niewyrazna, albo ze osobom cywilnym towarzyszy grupa ludzi w mundurach. To co widzimy jest znajome i rownoczesnie jakos obce. Gdyby na przyklad palmy staly w tle zamiast drzew iglastych, moznaby od biedy pomyslec, ze zdjecie zostalo zrobione na pustyni. A kiedy w koncu dostrzezemy plon zlozony u stop sfotografowanej grupy – ni mniej ni wiecej tylko kosci i czaszki ludzkie – czujemy sie jeszcze bardziej zgubieni. Kim sa kobiety i mezczyzni na fotografii i czym sie zajmuja? Skad jest to zdjecie?

Zrobione tuz po zakonczeniu Drugiej Wojny Swiatowej czyli w polowie dwudziestego wieku, zdjecie przedstawia scene zbiorowa gdzies w srodku Europy.1 Na fotografii, obok grupy podlaskich chlopow, uwieczniono wzgorze usypane z popiolow 800,000 Zydow, zagazowanych i spalonych w Treblince od lipca 1942 do pazdziernika 1943 roku. Europejczycy, ktorych ogladamy na zdjeciu najprawdopodobniej zajmowali sie rozkopywaniem spopielonych szczatkow ludzkich w poszukiwaniu zlota i kosztownosci przeoczonych przez nazistowskich mordercow – zmudne zajecie, bowiem na rozkaz oprawców skrupulatnie zagladano zydowskim trupom we wszystkie otwory ciala i wyrywano zlote zeby.

Pozornie lagodny w nastroju widoczek dotyczy dwoch centralnych tematow Zaglady – masowego mordu popelnionego na Zydach i towarzyszacej tej zbrodni grabiezy zydowskiego mienia. Na dowod, ze oba zjawiska byly ze soba nierozerwalnie zlaczone wystarczy posluchac rozmowe w annus mundi, w komorze gazowej Oswiecimia, miedzy wiezniem Filipem Mullerem, dla ktorego byl to pierwszy dzien pracy przy usuwaniu trupow, i SS-manskim nadzorca.

Po zagazowaniu transportu Zydow slowackich na wiosne 1942 roku wiezniowie z obslugujacego krematorium Sonderkommando dostali polecenie sciagniecia ubran z zamordowanych. “Przede mna lezal trup kobiety. Trzesac sie caly drzacymi rekoma zaczalem jej zdejmowac ponczochy. Po raz pierwszy w zyciu dotykalem umarlego czlowieka. Cialo bylo jeszcze cieple. Ponczocha, ktora sciagalem z nogi rozdarla sie. [SSman] Stark, ktory to obserwowal, uderzyl mnie wrzeszczac ‘Co Ty wyprawiasz, uwazaj co robisz, te rzeczy maja byc jeszcze uzywane’.”2

Pierwszy komendant obozu zaglady w Sobiborze a pozniej w Treblince, Franz Stangl, zapytany przez dziennikarke amerykanska Gite Sereny “Jak Pan uwazal wowczas, co bylo przyczyna eksterminacji Zydow?... odpowiedzial natychmiast ‘Chcieli zabrac ich pieniadze. Czy Pani ma pojecie jak fantastyczne sumy wchodzily w gre?’“ Bo zyskownosc calego przedsiewziecia nie byla jego realizatorom obojetna. Dowodca SS i Policji w Lublinie, Odilo Globocnik, ktoremu podlegala operacja “Reinhard” – kryptonim wybrany na czesc zamordowanego przez czeskie podziemie oberpolicmajstra Reinharda Heydricha, ktorego imieniem nazwano pozniej inicjatywe wymordowania wszystkich Zydow w Generalnej Gubernii -- wezwal Stangla w polowie sierpnia 1942 roku i dal mu nastepujace zlecenie: “’Pojedziesz do Treblinki. Wyslalismy tam juz sto tysiecy Zydow, a jeszcze zadne rzeczy ani pieniadze tu nie dotarly. Chce sie dowiedziec co sie z tym dzieje…’.”3

Globocnik tak sie nadawal do roli kustosza zrabowanego mienia zydowskiego jak lis do pilnowania kurnika. Posada szefa policji w dystrykcie lubelskim Generalnej Gubernii byla dla niego druga szansa kariery w nazistowskiej hierarchii, po tym jak zostal wyrzucony ze stanowiska gauleitera Wiednia… za korupcje. Blyskawiczne zlupienie wiedenskich Zydow natychmiast po Anschlussie Austrii bylo pierwsza mistrzowsko przeprowadzona akcja “arjanizacji”, czyli przejecia zydowskiej wlasnosci, w ktorej pokazal swoje umiejetnosci Adolf Eichmann a sekundowal mu, jak widac troche za bardzo na wlasny rachunek, Globocnik. W pare lat pozniej obydwaj wejda w poczet najbardziej zasluzonych wykonawcow “ostatecznego rozwiazania” kwestii zydowskiej. Heinrich Himmler, szef policji i SS w III Rzeszy, mial do Globocnika wyjatkowa slabosc. “Drogi Globusie” – pisal, uzywajac czulego zdrobnienia w oficjalnej korespondencji – “otrzymalem Twoj list z 4 listopada 1943 z raportem o zakonczeniu ‘Operacji Reinhard’”….4



O potrzebie nazywania

Operacja ta, przypomnijmy, miała za cel wymordowanie wszystkich Żydów w Generalnej Gubernii. Jak takie przedsiewziecie opisać? Będąc z pokolenia, które Zagłady nie doświadczyło, możemy się o niej dowiadywać (wiedza ta nigdy nie jest ostateczna) tylko za pomocą słów. Słowa te jednak trudno znaleźć. Ci, co zginęli, pozbawieni są głosu, a ci, którzy przeżyli, przez swe doświadczenie zepchnięci zostali w milczenie. Doświadczenie przemocy, której byli ofiarami w obozach koncentracyjnych, poczas ukrywania się, głodu, tortur niszczyło ludzki kontakt z realnym światem. Doświadczenie to jest w wielkiej mierze niewyrażalne, bo ból i fizyczna przemoc niszczą język, cofają człowieka do stanu przed-językowego. 5

Ale trauma, post-ból, pozostaje i domaga się wyrażenia. Bo to, co jest straszne, straszy tak długo, jak długo nie jest prawdziwie nazwane. Gdy się to nazwie, oddala się od nas, odpływa, przestaje być sprawą naszego wnętrza, nie dręczy już nas tak jak przed nazwaniem. “To, co naziści zrobili Żydom było nie do wypowiedzenia,” pisał Theodore Adorno w Minima Moralia, “ale przecież trzeba znaleźć wyraz, jeżeli ofiar, których i tak jest za dużo by wspominać ich imiona, nie chce się wydać na przekleństwo zapomnienia. Toteż w angielszczyźnie ukuto pojęcie genocide. Ale przez kodyfikację, zapisaną w międzynarodowj deklaracji praw człowieka, to, co nie do wypowiedzenia, zostało zarazem – w imię protestu – uwspółmiernione. Przez podniesienie do rangi pojęcia uznana zostaje niejako możliwość: instytucja, którą się obkłada zakazem, odrzuca, dyskutuje.”6

Adorno mówi tu o potrzebie i skutkach nazywania w języku publicznym, instytucjonalnym: zbrodnia domaga się swojego paragrafu. Także Paul Celan często nawoływał do nazywania, mówiąc, że nazwa ustanawia na nowo to, co się wydarzyło. W języku publicznym-nieinstytucjonalnym—w artykułach historyków, w wywiadzie naukowym, w dyskusji publicystów—do nazywania spraw strasznych używa się zazwyczaj eufemizmów, które, by powtórzyc za Joanną Tokarską-Bakir, pełnią funkcję uników.

Także w życiu prywatnym nie możemy ot tak sobie rozmawiać o ludobójstwie. Gdy natykamy się na opisy eksterminacji z bliższej lub dalszej przeszłości, a nawet z teraźniejszości, naszą pierwszą reakcją jest gest odpychania. Pamięć przechowuje wiedzę o tych wydarzeniach w jakichś odległych zakamarkach, a na plan pierwszy wysuwa inną historię, historię ludzkiego bohaterstwa, solidarności. Wiedza o Zagładzie przypomina nam nie tylko o śmierci, ale także o ludzkim bestialstwie. A bestialstwo jest otoczone wieloma kręgami zaprzeczenia: ludzkie bestialstwo to tabu.

Na pierwszy rzut oka zdjęcie z Treblinki nie dotyczy tego, o czym tu mówimy. Scena przypomina ikonografię żniwną; zakończenie prac, jeszcze nie dożynki, ale już odpoczynek. Białe chustki na głowach kobiet, białe męskie koszule, światło słoneczne, ziemia jakby zaorana. Ale tylko na pierwszy rzut oka.

Dobre zdjęcie, pisze Susan Sontag, ma siłę maksymy, cytatu czy przysłowia. 7 Łapie rzeczywistość i natychmiast nam ją przekazuje. W tym sensie zdjęcie z Treblinki nie jest dobre, bo jego znaczenie nie jest łatwo uchwytne. Trzeba je odczytywać, interpretować. To, co ważne –kości, czaszki—choć jest na pierwszym planie, jest jakby ukryte, niejasne. Nieznane są także, niewidoczne myśli, uczucia grupy ludzi, wokół tych kości zebranych. Nie wiemy kim był fotograf i jaka intencja nim kierowała. Sądząc z jakości zdjęcia nie był zawodowym fotografem; to dodaje zdjęciu autentyzmu, patrzymy na nie jak na dokument. Sądząc z mundurów i rodzaju broni, mamy mniej więcej rok 1946. Od zamknięcia obozu śmierci minelo juz sporo czasu: czaszki i kości, obrane z ciala, są czyste.

Sytuacja na zdjęciu jest na wpół oficjalna: chłopów, bo są to najprawdopodobniej mieszkańcy okolic Treblinki, otaczają żołnierze albo milicjanci pod bronią, lecz nie widać między tymi dwiema grupami napięcia czy konfliktu. Mundurowi stoją blisko cywilów, choć się z nimi raczej nie mieszają. Ludzie zajęci są ustawianiem się do kamery, przesuwaniem sąsiadów, kończeniem jakiejś rozmowy. Nie widać też napięcia w stosunku do kości i czaszek porządnie ułożonych jak gdyby do wystawienia. Nikt na nie nie patrzy. Coś się dzieje w środku grupy, bo więcej osób odwróconych jest w tę stronę niż spogląda na fotografa. Może jeszcze nie byli gotowi do zdjęcia, jeszcze się organizowali (“posuń się”?). Każdym swoim gestem (i słowem) podkreślali normalność ich sytuacji – ustawiania się, rozmowy. Scenie tej musiał towarzyszyć niemały gwar (i zapach cmentarny). Ot, zebrali się po dniu pracy, po skutecznym wysiłku, posadzeni do zdjęcia. Dość spokojni. Zmęczeni.

Wbrew dzisiejszym przyzwyczajeniom, nikt się nie uśmiecha do kamery. Są poważni, nieufni. Z pewnością z rzadka byli dotychczas fotografowani, być może niepokoją się co się dalej z tą fotografią stanie. Może to dowód na ich obecność na miejscu profanacji tego pola cmentarnego? A jednak ustawiają się w sposób naturalny w pólkrąg, tak jak do tradycyjnych zdjęć grupowych, na przykład po zbiorach. Są to najprawdopodobniej okoliczni wieśniacy złapani na goracym uczynku przekopywania ziemi w poszukiwaniu żydowskiego złota i kosztowności. Albo przygonieni tutaj do wyrównywania gruntu po uprzednich wykopkach. Jeśli wyobrazić sobie tę fotografię reprodukowaną w prasie komunistycznej, napis pod nią głosiłby “Po pracy”.

O tym, ze “przejmowanie” wlasnosci zydowskiej mialo wielu zwolennikow.

Zjawisko do ktorego odwoluje sie nasze zdjecie -- pladrowanie wlasnosci zydowskiej -- zaczyna sie w Europie opanowanej przez nazistow na dlugo zanim Zydzi zostana wymordowani. W ogole, kojarzenie Zydow z pieniadzem, Zydow ze zlotem to, obok obrazu Zyda Bogobojcy, najbardziej powszechna klisza antysemicka. Oba fantazmaty maja zreszta wspolny “trop”: Zyda krwiopijcy. Jest nim w przenosnym znaczeniu tego slowa zarowno “Zyd-wyzyskiwacz” jak i “Zyd-morderca rytualny” niewinnych dzieci chrzescijanskich. Oprocz rozmaitych wariacji na temat zydowskich spiskow – a to, ze Zydzi “wbili noz w plecy,” albo ze sa rozsadnikiem bolszewizmu – propaganda antysemicka od zawsze powielala haslo odzydzenia gospodarki (jak rowniez i urzedow panstwowych, ktore w imaginacji antysemitow byly obsadzone przez Zydow) aby sie z “niewoli” zydowskiej wyswobodzic. 8

Oczywiscie antyzydowska obsesja Hitlera nie daje się zredukować do pożądania własności żydowskiej, choć nią oczywiście nie gardził. Ot, choćby taki przykład –kiedy jeden z protegowanych przez Hitlera artystow objal wiosna 1942 roku kierownictwo opery w Monachium szef kancelarii NSDAP, Martin Bormann, wyslal do burmistrza miasta list nastepujacej tresci: “Zlozylem dzis raport Fuhrerowi o korespondencji z dyrektorem Kraussem. Fuhrer zyczy sobie aby Pan jeszcze raz sprawdzil, czy nie ma jakichs dodatkowych zydowskich mieszkan dla nowo zatrudnionych czlonkow Bawarskiej Opery Panstwowej”.9 A z kolei Alfred Rosenberg, ktory jako szef tzw. Einsatzstab Rosenberg nadzorowal rabunek zydowskiej wlasnosci w okupowanej Europie, z okazji urodzin Hitlera w kwietniu 1943 roku wyslal do niego list nastepujacej tresci: “Wodzu, chcac przysporzyc Ci radosci z okazji urodzin pozwalam sobie zalaczyc zbior fotografii niektorych sposrod najcenniejszych obrazow z pozbawionych wlascicieli zydowskich kolekcji, ktore moje Komando zabezpieczylo w okupowanych krajach na zachodzie… Ten zbior daje jedynie slabe wyobrazenie o olbrzymiej ilosci i wartosci dziel sztuki zajetych przez moja organizacje we Francji i zabezpieczonych w Rzeszy”.10

Zideologizowana wersja antysemityzmu nazistow przeniesiona jest jednak na wyzsze pietro – spiskowej wizji historii i pogardy zakorzenionej w darwinizmie spolecznym. A kiedy zasady gwarantujace rownouprawnienie zostaja obalone, to praktyka instytucji panstwowych, sankcjonujac dyskryminacje, stopniowe wywlaszczanie i rugowanie Zydow z zajmowanych stanowisk, otwiera droge awansu spolecznego i korzysci materialnych dla reszty spoleczenstwa. W ten sposob antysemityzm panstwowy autonomizuje sie wlasnie w formie wieloaspektowej szansy poprawy warunkow bytowych dla wszystkich, ktorzy Zydami nie sa.

Doswiadczenie to przybiera inne formy w III Rzeszy i w krajach okupowanych lub zaleznych od Niemiec. Inaczej w Polsce wyglada a inaczej we Francji, na Wegrzech czy w Grecji. Ale w odbiorze spoleczenstw lokalnych antysemityzm panstwowy (obojetnie czy wlasny czy wprowadzony przez okupanta) ma te przyjmowana z zadowoleniem ceche wspolna, ze jest mechanizmem “przewlaszczenia” 11 i redystrybucji zydowskiego stanu posiadania na korzysc aryjczykow.

W krajach okupowanej Europy mamy z jednej strony do czynienia z eksploatacja i przesladowaniami wymierzonymi przeciwko podbitemu krajowi in toto, a z drugiej z wewnetrznym zroznicowaniem polityki okupacyjnej za sprawa szczegolnej, calkowitej, dyskryminacji Zydow, z ktorej korzysta i ktora w mniejszym lub wiekszym stopniu popiera reszta spoleczenstwa -- “szerokie warstwy”, albo “duza czesc”, wedlug sformulowania Jana Karskiego. 12 W Niemczech, pisze Saul Friedlander, “rabunek wlasnosci zydowskiej byl jednym z najwazniejszych elementow dwunastoletnich rzadow Trzeciej Rzeszy. Byl najlatwiej zrozumiala i najsystematyczniej praktykowana czescia skladowa kampanii antysemickiej”.13

Bo opinia publiczna w Europie z dyskryminacja Zydow gotowa byla sie pogodzic. Pomijajac juz same Niemcy hitlerowskie, na przyklad we Francji polowa wachlarza ugrupowan politycznych przed wojna wysuwala hasla antysemickie. W przedwojennej Polsce, Rumunii, czy na Węgrzech polityczny antysemityzm byl jeszcze bardziej rozpowszechniony. A jesli dopelnimy ten obraz obskuranckim antysemityzmem kosciolow chrzescijanskich pamietajac o ich ogromnym spolecznym autorytecie to trudno sie dziwic, ze eliminacja Zydow z zycia gospodarczego przyjmowana byla, tak wsrod elit jak i szerokiej publicznosci, z zadowoleniem jak kontynent dlugi i szeroki.

Zdobywanie pozycji spolecznej i dobrobytu wlasnym wysilkiem jest meczace i czasochlonne. Znacznie latwiej zgromadzone juz przez innych dobra po prostu odebrac – najlepiej w majestacie prawa, ktore na to zezwala.



Zdjecia i dokumentacja Zaglady

O fotografii mowimy potocznie, ze warta jest jako argument tyle samo co tysiace slow. Tymczasem wiedza, ktorej nam dostarcza jest, scisle biorac, calkowicie unikalna bedac zapisem ulamka sekundy miedzy otwarciem i zamknieciem przeslony obiektywu. Co, wobec tego, pozwala zdarzenie jednostkowe par excellence, traktowac jako wglad w ogolna nature rzeczy? Czy postepujac w ten sposob ulegamy zludzeniu albo popelniamy naduzycie? Bo przeciez tak po prostu jest, ze patrzac na zdjecie -- dajmy na to Hitlera przyjmujacego defilade czlonkow partii na zjezdzie w Norymberdze -- mamy swiadomosc nabywania istotnej ogolnej wiedzy o naturze narodowego socjalizmu; tak samo, zreszta, kiedy ogladamy zdjecie rozebranych do naga ludzi rozstrzeliwanych przez SSmanow.

U podstaw takiego mechanizmu poznawczego lezy juz wczesniej posiadana wiedza o swiecie podpowiadajac, ze sytuacje jednostkowe osadzone sa w szerszym nurcie zdarzen i ze te zdarzenia sa w jakis sposob uporzadkowane. Doswiadczenie zyciowe sugeruje, ze to co sie dzieje ma (z reguly) jakis sens i ze zycie spoleczene, o ktorym tu w koncu mowa, nie jest sekwencja calkowicie niezaleznych od siebie i przypadkowych zdarzen -- na wzor serii szczesliwych numerow loterii wyciaganych po kolei z kapelusza. Miedzy tym co mialo miejsce troche wczesniej i troche pozniej istnieje jakis zwiazek. A zatem oprocz jednostkowego zdarzenia bedacego punktem wyjscia rozwazan historyka tylko pewne rzeczy mogly sie w interesujacym nas okresie dodatkowo jeszcze wydarzyc, a inne raczej nie.

Postawieni w obliczu pojedynczego faktu mozemy zawsze zadac pytanie – no to co z tego? Konkretne zdarzenie to tylko poczatek, od ktorego zaczyna sie praca budowania pomostu prowadzacego do wiedzy ogolnej. Ale zwrocmy od razu uwage na pewien szczegolny aspekt relacji miedzy ta wiedza a faktem jednostkowym. Oto ulamek sekundy, jedno zdjecie, jedno swiadectwo maja tez w sobie zdumiewajaca moc demaskatorska pozwalajaca obalic w mgnieniu oka wczesniej ustalona wersje zdarzen: na tej samej zasadzie na jakiej jedno doswiadczenie, jeden kontr-przyklad, w naukach przyrodniczych zmusza do odrzucenia obowiazujacej dotychczas teorii albo dowiedzionego indukcyjnie twierdzenia.

Musimy być szczególnie uwrażliwieni na złożonośc relacji między konkretem a wiedzą ogólną bowiem historycy Zaglady, bardziej niz inni badacze wspolczesnosci, korzystają z dokumentów osobistych -- to znaczy swiadectw losow indywidualnych – zdjec, dzienników, listów, pamietników, albo zeznań skladanych przed sadem lub instytucjami zajmujacymi sie po wojnie utrwalaniem pamieci o epoce. Poniewaz rozmaite organizacje w czasie okupacji kamuflowaly swoja dzialanosc i zacieraly slady popelnionych czynow – niejednokrotnie nawet mordujac swiadkow -- nie ma dokumentacji wielu istotnych wydarzen tego okresu. Niemcy chcieli uczynic Zaglade zjawiskiem bez swiadkow. Wylaniaja sie zatem pytania, na ktore musimy znalezc przekonywujaca odpowiedz: jak przetworzyc wiedze epizodyczna, dotyczaca tylko niektorych zdarzen, na zrozumienie tego co sie w ogole stalo? W jaki sposob informacje o losach konkretnych ludzi przelozyc na wiedze o epoce?

Zmagajac sie z takimi problemami humanisci opracowali metodologie krytyki zrodel. Ale, ze zdarzenia o ktorych mowa przy okazji Zaglady sa ze swej natury ekstremalne, zas dokumentacja czasow wojny, okupacji i zbrodni masowej tylko szczatkowa i czesto kompilowana w zlej wierze, dochodzenie tzw. prawdy historycznej o “epoce piecow” wymaga szczegolnego wysilku. Zwazywszy na material empiryczny, czyli rodzaj danych, ktorymi dysponujemy, opisywanie rzeczywistosci okupacyjnej za pomoca najczesciej stosowanych instrumentow agregowania danych -- dajmy na to procentow (np. jaki procent chlopow na wsi pomagal ukrywajacym sie Zydom), przez podawanie konkretnych danych liczbowych (np. ilu Zydow zamordowali chlopi na Podlasiu), czy obliczanie sredniej (np. jaka byla wartosc zydowskiego majatku przejetego przez polskich sasiadow w przeliczeniu na jednego mieszkanca) -- jest wlasciwie niemozliwe. Aby uchwycic ogolne cechy tego co sie wydarzylo bedziemy musieli zastosowac bardziej wyrafinowane sposoby argumentacji, wlaczajac w to metode “gestego opisu” uprawiana w antropologii.

Zreszta zarowno typ zrodel, ktore przetrwaly jak i obcosc doswiadczenia zbiorowego na jakie byli wystawieni Zydzi (ze bylo niewyobrazalne, nie do opisania, nie do przekazania komus kto tego nie doswiadczyl bezposrednio – raportuja zgodnie kronikarze Zaglady) podsuwa analogie z perspektywa poznawcza antropologa badajacego egzotyczne obyczaje odleglych plemion i wykorzystujacego do tego celu szczesliwym trafem napotkanego informatora, z ktorym mozna sie porozumiec. Okres i doswiadczenie Zaglady to tez byl swoiscie inny swiat -- choc analogia, jak wszystkie kuleje i jest niesprawiedliwa nawet dla ludozercow – z ktorego docieraja tylko szczatkowe glosy pojedynczych informatorow.

Co sie dzialo na terenie obozow zaglady zaraz po wojnie

Pierwsza relacje o wyzwolonych terenach obozu zaglady w Treblince spisala Polsko-Sowiecka Komisja do Zbadania Zbrodni Niemieckich juz 15 wrzesnia 1944 roku. Jeszcze w tym samym miesiacu wielki rosyjski pisarz, Wasyli Grossman, ktory jako korespondent wojenny towarzyszyl frontowym oddzialom Armii Czerwonej, opublikowal reportaz z wizyty na terenie obozu a w nim dokladny, wierny, opis funkcjonowania tego centralnego ogniwa mechanizmu Zaglady.

Uczestnicy wizytacji polsko-sowieckiej komisji “postulowali w sprawozdaniu, aby zebrac i zachowac dokumenty znajdujace sie na tym terenie, odkopac wspolne groby w celu ujawnienia tajemnicy dokonanych tam zbrodni niemieckich”.14 Ale przez nastepne lata nie zrobiono w tej sprawie zupelnie nic, oprocz tego, ze w 1947 roku wokol terenu obozu postawiono plot (sic!). Takze pozniejsze apele o zabezpieczenie tego terenu ponawiane co pewien czas, pozostawaly bez skutku. Upamietnienie obozow zaglady – Treblinki, Belzca i Sobiboru – nastapi dopiero w latach szescdziesiatych ubieglego stulecia. Nie bez znaczenia byl fakt, ze w Niemczech rozpoczely sie wowczas procesy straznikow obozowych i polskie wladze mogly sie obawiac kompromitacji gdyby sad niemiecki nakazal wizje lokalna miejsca zbrodni.15




  1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna