Saul, Uriasz Chetyta i Maria Magldalena czyli Zamyślenia nad sobą, społeczeństwem i Bogiem



Pobieranie 113.67 Kb.
Strona2/2
Data07.05.2016
Rozmiar113.67 Kb.
1   2

Konferencja III

Maria Magdalena i jej Bóg
Była kobietą. Pochodziła z miasteczka położonego niedaleko Kafarnaum. Z Magdali. Przez Magdalę przebiegał trakt rzymski, to i żołnierzom było bliżej do kobiet, które tam mieszkały. To może tłumaczyć jej życie, jej grzech, jej dramat. Kim była Maria Magdalena?

Pierwsza wzmianka w Ewangelii o Marii Magdalenie to wzmianka o opętaniu. Ewangelista Marek mówi, że Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów. Musiała być nie byle jaką osoba, skoro jeden demon nie wystarczył, by ją opanować. Ale skoro była zniewolona taką siłą, jakże niesamowitego musiała doświadczyć odrodzenia! Jezus odrodził w niej poczucie wartości i wiarę w to, co po ludzku było już przegrane.

Drugi raz mówi się w Ewangelii o Marii Magdalenie przy okazji wzmianki o kobietach, które towarzyszyły Jezusowi w czasie Jego publicznej działalności. Łukasz pisze, że razem z innymi kobietami usługiwała Jezusowi i apostołom ze swego mienia (por. Łk 8,1-3). Maria Magdalena służyła swoimi dobrami a nie tylko dzieliła się nimi.

Kolejny moment z życia Marii Magdaleny to krzyż. Obecna do końca. Skąd Maria Magdalena miała siłę i odwagę, by stać pod krzyżem, kiedy apostołowie uciekli? Co więcej, nawet kiedy pochowano Jezusa, ona nie udaje się zaraz do domu, ale siada naprzeciw grobu, i czuwa.

Po dwóch dniach przychodzi płacz. Co ciekawe nie mówi się o łzach Marii Magdaleny pod krzyżem, ani nie wspomina się o jej łkaniu przed grobem. Łzy pojawiają się dopiero tam, gdzie nie tylko Jezus, ale jakikolwiek ślad po Nim zaginął. Zmartwychwstały Jezusa pyta: Niewiasto, czemu płaczesz? Maria odpowiada: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. (J 20,13).

Maria Magdalena to człowiek, który wie, co to znaczy żyć i towarzyszyć Jezusowi, ale to człowiek, który wie, jaką ceną jest życie bez Jezusa. Dlatego spróbujmy w czasie ostatniej konferencji zamyślić się nad sprawą Boga. Wiedząc kim i jakim był Bóg w życiu Marii z Magdali, przerzućmy pytanie do własnych serc: kim i jakim jest Bóg dla nas? Pomocą w tym będzie sześć szczegółowych pytań.


Pytanie 1. Czy Twój Bóg jest Panem czy Sługą?

Bodajże w roku 2000 dostałem maila z Centrum Ruchu Światło-Życie z prośbą o napisanie konferencji do materiałów formacyjnych na temat: „Jezus jest moim Panem”. Odpowiedziałem wtedy szczerze: Nie mogę napisać na ten temat, bo Jezus nie jest moim Panem”. Zdziwienie było niezmiernie: „Jak to nie jest? Przecież ksiądz jest księdzem?”. Starałem się tłumaczyć: „Owszem. To jest fakt. Ale spróbujcie mnie zrozumieć. Ja kiedy się modlę, to zazwyczaj proszę Boga o coś „zrób to, daj mi tamto”, czyli mówiąc szczerze traktuję Boga jako mojego sługę do spełnienia spraw, z którymi sobie sam nie mogę poradzić. Nie traktuję Boga jako mojego Pana, bo gdybym Go tak traktował, to bym przychodził na modlitwę i się pytał: ‘Panie, co mam teraz zrobić?’ I usłyszawszy odpowiedź, zaraz brałbym się do wykonywania Jego woli. Dlatego lepiej poproście jakiegoś księdza, którego Jezus jest już Panem. Ja zaś mogę się tylko podzielić tym, że największym odkryciem i skarbem mojego życia jest pragnienie bycia Jego sługą. Chciałbym, żeby On był moim Panem, ale na razie jeszcze tak nie jest.

Każdy z nas ma swoje podejście do Boga i warto zaraz sobie zadać pytanie, jak ja mojego Boga traktuję? Czy rzeczywiście jestem otwarty na to, co On ode mnie chce, czy tylko ja mam swoje potrzeby, które mu stale i uporczywie przedstawiam. Pamiętamy przecież, że bycie chrześcijaninem tak naprawdę oznacza pójście za Jezusem, obranie Go jako Pana i Zbawcy, umieranie swojej woli i czynienie wszystko, aby się pełniła wola Jego.
Pytanie 2. Czy walczysz o Boga?

Drugą sprawą istotną w pytaniu o naszego Boga jest sprawa walki o niego. Jeśli ktoś nie lubi tej terminologii to równie dobrze można mówić o szukaniu Boga, o zdobywaniu Go, o stałym odkrywaniu Go.

Jest w Księdze Psalmów jeden psalm, który mówi o człowieka niewierzącym. Psalm 14 zaczyna się od słów: „Powiedział głupi w swoim sercu: Nie ma Boga”. Psalm ten często był cytowany w dyskusjach z ateizmem jeszcze w czasach marksistowskich. Co jednak jest tak szczególnego w tym psalmie? Otóż po tym jak głupiec zanegował istnienie Boga, Pan Bóg wychyla się z nieba i patrzy na ziemię starając się zobaczyć chociaż jednego mądrego, to znaczy takiego, który by Boga szukał (por. Ps 14,1-2). Czasownik hebrajski, który tłumaczymy w zdaniu „Pan spogląda z nieba” oznacza dosłownie „wychylanie się zza okna” a to znaczy, że wcześniej Bóg był schowany. Kiedy głupiec mówił, że Boga nie ma, nie był daleki od prawdy. Bo patrzył się w niebo i Boga nie widział. Bóg był schowany. Bóg wyglądając z nieba nie szuka w konsekwencji ludzi, którzy mówią „jest Bóg”, ale którzy umieją szukać Boga wtedy, kiedy wydaje się że Go nie ma.

To trochę tak ja w zabawie w chowanego. Ten, który ma szukać nie płacze, że się koledzy i koleżanki pochowali, ale wie dobrze, że właśnie ta zabawa polega na tym, żeby szukać.

Nie chcę nazywać życia zabawą w chowanego, ale trudno nie mówić w teologii o Bogu ukrywającym się. Sam fakt, że Bóg się objawiał daje do myślenie, że zasadniczo jest nieobjawiony.

Wniosek płynący z tego jest dosyć praktyczny: Boga trzeba szukać. Mądrość życia polega nie tylko na tym, żeby w Boga wierzyć, kiedy jest obecny, ale żeby Go szukać, kiedy wydaje się, że odchodzi.


Pytanie 3. Gdzie szukasz Boga?

Kolejne pytanie o Boga musi więc dotknąć „miejsca” Jego przebywania. Gdzie jest Bóg, by Go znaleźć? A jeśli nie chcemy myśleć w kategoriach przestrzennych, to pytamy „jak Go można znaleźć?”, „co można zrobić, aby On bardziej był?”., albo „ jak się to staje, że On jest?”.

W pytaniu tym nie tyle chciałbym przypomnieć podstawowe odpowiedzi, które mówią, że Bóg jest obecny w swoim Słowie, w Kościele, w drugim człowieku czy w wydarzeniach. Bardziej chciałbym zwrócić uwagę na to fakt, że wiara rodzi się z tego, co się słyszy. Czyli inaczej mówiąc, Bóg znajduje się taki, jakiego szukamy i tam, gdzie Go szukamy. To wiemy o Bogu, co o Nim spożywamy. I tu jest jeden z kluczy do doświadczenia obecności Boga. Jeśli ja czytam słowa, które mówią, że Boga nie ma, jeśli obracam się w środowisku, w którym On nie tylko nie jest, ale jest wrogi, jeśli karmię się „nie-Bogiem” jest wielkie prawdopodobieństwo, że Go będzie trudniej znaleźć. Syn marnotrawny nie szukał Ojca między świniami, które pasł, ale w domu, gdzie się wychował. Może nie zdajemy sobie sprawy na co dzień z wpływu mass mediów i naszych znajomych na nasze myślenie, ale przy okazji rekolekcji partałoby zadać sobie pytanie, czy czasem doświadczenie nieobecności Boga w moim życiu nie wynika z tego, że się poruszam w takich sferach, których Go trudniej dostrzec.
Pytanie 4. Jak rozpoznajesz Boga?

To jest jedno z najtrudniejszych pytań. Dlatego, że wielu ludzi mówi, że to Pan Bóg kazał im zrobić to, albo zrobić tamto, ale nieraz opinie te są sprzeczne. Nieraz ludzie powołując się na tego samego Boga potrafią zrobić sobie i innym krzywdę i jeszcze uważają, że im Pan Bóg tak kazał. Jak więc rozpoznać głos Boga, że to jest głos Boga?

Odpowiedź na to pytanie jest złożona i pamiętamy z katechezy, że trzeba czytać Biblię, słuchać nauczania Kościoła, wpatrywać się we wzory świętych a także słuchać swojego sumienia. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jedną regułę duchową podaną przez Jezusa: „Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli” (J 8,32). Jeśli Bóg jest tam, gdzie jest prawda, i jeśli prawda to jest coś co mnie wyzwala, to znaczy, że wolność jest znakiem spotkania Boga. Ludzie, którzy przepojeni są Bogiem, nigdy nie będą fanatykami. Pomimo przywiązania do Boga w stopniu maksymalnym, pozostają wolni i tę wolność pokazują.

W praktyce chodzi więc o to, by zadawać sobie pytanie, czy ta prawda, którą głoszę i wyznaję jest prawdą wyzwalającą. Bo jeśli prawda nie wyzwala, to może ona nie jest prawda, czyli może nie ma nic wspólnego z Bogiem.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której dziecko złamało rękę. Nie jest prawdą powiedzenie wtedy dziecku: „nie złamałeś sobie ręki”, gdy sobie złamał; ale również nie jest prawdą powiedzenie mu: „złamałeś sobie rękę”. To jest tylko stwierdzenie faktu. Prawdą jest natomiast zabranie go do lekarza i stworzenie mu wszelkich warunków na to, by jak najszybciej wrócił do zdrowia. Prawda bowiem w sensie biblijnym to nie jest stwierdzenie faktu. Prawda to taka rzeczywistość, która prowadzi do wyzwolenia. Tak rozumiana prawda jest unią miłości z faktem, albo inaczej mówiąc miłosnym podejściem do tego, co po prostu jest. Chrystus zatem jest prawdą nie dlatego, że głosi system wartości obiektywnie prawdziwych, ale dlatego, że z Jego słowem w parze idzie miłość, z nauczaniem krzyż, a z wypominaniem troska o zbawienie.

Nie daleko stąd do kryterium głoszonego przez Jezusa „poznacie ich po ich owocach” (Mt 7,16)


Pytanie 5. Czy jesteś szczerym wobec Boga?

Kolejną sprawą dosyć istotną w relacjach z Bogiem a związaną z prawdą jest szczerość.

Niby wiemy, że Bóg o nas wszystko wie, ale czasem nasze modlitwy przypominają odrealnienie trzeciego stopnia. I tu w tym względzie dają dużo do myślenie niektóre Psalmy. Posłuchajmy jak człowiek-psalmista modlił się czasem do Boga:

Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie? Przebudź się! Nie odrzucaj na zawsze! (Ps 44,24)

Dlaczego z dala stoisz, o Panie, w czasach ucisku się kryjesz (Ps 10,1)

Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze? Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania, a w moim sercu codzienną zgryzotę? Jak długo mój wróg nade mnie będzie się wynosił? (Ps 13,2-3)

Dlaczego ukrywasz Twoje oblicze? Zapominasz o nędzy i ucisku naszym? (Ps 44,25)

Dlaczego, Boże, odrzuciłeś na wieki, płoniesz gniewem przeciw owcom Twojego pastwiska? (Ps 74,1)

Mówię do Boga: Moja Skało, czemu zapominasz o mnie? Czemu chodzę smutny, gnębiony przez wroga? (Ps 42,10)

Już nawet nie chodzi o to, że trudno sobie wyobrazić, by biskup czy ksiądz wymawiał te modlitwy na publicznej adoracji Najświętszego Sakramentu, ale nieraz brak nam takiej szczerości na prywatnej modlitwie. Brakuje nieraz zwykłego wyrażania smutku, żalu, oburzenia i gniewu. A przecież takie uczucia nierzadko siedzę sobie w sercach i mają się nie najgorzej.

Nie zapomnę jednego mieszkańca naszej wioski. Nie zapomnę, bo jego relacja z Bogiem była dla wielu nawet szokująca. Kiedy deszcz zalała skoszoną trawę potrafił iść na pole i krzyczeć w stronę nieba: „I co mi teraz z takiego siania! Po co zesłałeś deszcz?” Kiedy muchy gryzły jego krowy, to się przekomarzał: „I Tyś jest Stwórca? Po coś je stworzył? Nie widzisz co robią z moimi krowami”. A kiedy pewnego dnia jechał wyboistą drogą i przewrócił mu się wóz z sianem, prasnął lejcami i zawołał z gniewem: „Tyś przewrócił, to Ty dźwigaj. Ja nie będę!” A kiedy przyszła niedziela, ubrany pięknie zdawał się gdzieś jechać. „Dziadku, gdzie to jedziecie?” A on na to: „A jadę na Jaworzynkę, bo trochę Panu Bogu w tym tygodniu nagadał”.

Boimy się bluźnierstwa. I słusznie. Ale nie bójmy się szczerości. Bez niej trudno o dobrą relację z Bogiem. Nie musimy udawać przed Nim kogoś innego, bo On umarł za nas, za takich jacy jesteśmy.


Pytanie 6. Czy Twoja religijność jest celem czy środkiem do Boga?

Ostatnie pytanie dotyka kluczowej prawdy, prawdy, która głosi, że wszystko w tym życiu, jeśli pomaga drodze do Boga jest dobre, jeśli nie pomaga wymaga naprawdę zastanowienia.

Jeden z rzymskich kolegów, również ksiądz, opowiadał, że on w czasie wakacji uwielbia pracować jako ratownik. Zaszyć się w krajobraz, odetchnąć od tych wszystkich kościelnych spraw i tylko w niedzielę przyjść do Kościoła. I mówił, że kiedy on napełni się przyrodą, to potem przez cały rok „ma ochotę być księdzem”. Trochę mnie to zaskoczyło. I na pierwszy rzut oka wydawało się być dziwne. Ale jakim prawem mogłem oceniać go za to, że on szukał drogi do Boga w ten sposób? Że on w ten sposób odnajdywał na nowo Boga, świat i swoje powołanie?

Zbyt często krytykujemy innych za to, że nie robią to, co myśmy powinni. Ileż naszych praprababć byłoby zdziwionych, że my nie śpiewamy Godzinek, tylko odprawiamy Koronkę do Miłosierdzia Bożego? A czyż św. Augustyn nie mógłby stanąć tu między nami i powiedzieć: „Do mojej świętości niepotrzebny był różaniec, adoracja Najświętszego sakramentu, roraty, majówki i jeszcze parę praktyk religijnych”?

Nabożeństwa, modlitwy, tradycja, którą odziedziczyliśmy po przodkach i nauczycielach wiary jest środkiem i tylko środkiem w drodze do Boga. Jeśli człowiek zapomni o tym, mogą nadejść takie dni, w których broniąc zażarcie środków, zabijemy cel, tak jak rodacy Jezusa broniąc prawa zabili Jego Dawcę. Mogą przyjść dni, w których będziemy oskarżali młodsze pokolenie za to, że odrzuca Boga nie zdając sobie sprawę, że oni tylko odrzucają środek, który do Niego prowadzi, który dla nas był cenny i ważny a dla nich jest tylko niezrozumiałym narzędziem. Może majówka była nam dana na 200 lat, może Litania do Serca Jezusa pocieszała wielu, ale tylko przez jedno stulecie, może Koronka do Miłosierdzia Bożego będzie pomagała ludziom w drodze do Boga jakieś określony czas, ale zawsze powinniśmy być czujni, by środek prowadził do celu. Potrafimy zmieniać samochody, domy, miejsca zamieszkania, potrafimy jakoś nawet odprowadzać innych na cmentarz i witać nowych na chrzcinach, bądźmy więc otwarci, elastyczni i gotowi na wszystko, co może prowadzić nas do Boga.
Drodzy i wierni stowarzyszenia Civitas Christiana. Można by wiele jeszcze mówić o Bogu. Niech jednak jedna myśl będzie podsumowaniem i kwintesencją tego dnia skupienia: szukajmy miłości Boga, bliźniego i siebie, szukajmy i starajmy się o nią. Bo tam gdzie jest miłość, tam musi być Bóg.

4 głosy w Bazylice Miłosierdzia na I piątek grudnia 2009 r.

Kazanie w czasie Mszy św.


Drodzy uczestnicy adwentowych dni skupienia Civitas Christiana,

Kochani pielgrzymi,

Wierni widzowie,

Bracia i Siostry,


Nie ma człowieka, który by nie miał nic do powiedzenia. Każdy z was mógłby stanąć tutaj i rzec parę słów od serca. Może niektórych zablokowałaby trema, ale tematów nie zabrakłoby nikomu.

Nie da się jednak zrobić tak, żeby mówili wszyscy, ani nawet tak, żeby głos zabrali tylko ci, którzy chcą przemówić. Dlatego poprośmy chociaż cztery osoby, żeby powiedziały nam coś od serca - dzisiaj, 4 grudnia, w pierwszy piątek miesiąca i w świętą Barbarę, w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie.

Pierwszy głos zabierze Izajasz. Urodził się w VIII wieku przed Chrystusem a umarł w VII. Był to człowiek dobrze wykształcony, pochodził z dobrej rodziny, poeta i dyplomata a przede wszystkim prorok, czyli taki, co mówi to, co Bóg chce ludziom powiedzieć.

Po ludzku sądząc nie był źle ustawiony, ale przyszło mu przeżyć takie chwile, kiedy żadne ustawienie nie pomoże. Widział na własne oczy 185 tys. wojska asyryjskiego, które oblegało jego miasto - Jeruzalem, wiedział, że nic nie jest w stanie obronić murów a jednak te same oczy, które widziały tylko strach, zobaczyły potem cud i rękę Boską tam, gdzie ludzka ręka już nie mogła pomóc.

I Izajasz mówi tak:

To mówi Pan Bóg: "Czyż nie w krótkim już czasie Liban zamieni się w ogród, a ogród za bór zostanie uznany? W ów dzień głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i od ciemności, będą widzieć.” (Iz 29,17-18)

Chodzi o to, żeby nie tracić wiary, kiedy jest naprawdę źle. Żeby rękami bezradnymi nie zasłaniać oczu, które nie chcą patrzeć na biedę, bo przecież te same oczy mogą i będą widziały lepszą przyszłość.

Bądźmy cierpliwi i wierzmy w lepsze jutro! Z każdą godziną jesteśmy przecież bliżej nieba. Kto chory, będzie zdrowy, kto niewidomy, będzie widział, kto przykuty grzechami, będzie uwolniony, kto znerwicowany, znajdzie wieczny pokój, kto opuszczony, nigdy samotny nie będzie. Czy to tu na ziemi, czy tam po śmierci - czeka nas naprawdę lepsza przyszłość. Nie wierzyć, że jutro może być lepiej, to jakby powiedzieć Bogu, że On nie jest wszechmogący.

"Czyż nie w krótkim już czasie Liban zamieni się w ogród?” - mówi prorok Izajasz w dzisiejszym I czytaniu.

Drugi głos zabierze dwóch niewidomych. Nawet nie wiemy, jak mieli na imię, ani od ilu lat nie widzieli. Żyli w tym samym wieku i w tym samym kraju co Jezus. Nie mogli widzieć, mieli więc bardziej wyczulony słuch. I pewnego dnia usłyszeli, że Jezus, Mistrz, co potrafi uzdrowić ślepotę przechodzi tuż obok. Zaczęli głośno wołać: "Ulituj się nad nami, Synu Dawida". Jezus zdawał się nie słyszeć. Więc szli za Nim i dalej głośno wołali. Jezus zdawał się nie słyszeć. Nie odwrócił się. Poszedł do domu. A oni poszli za Nim. Ale jak trudno się idzie niewidomemu za tym, który dobrze chodzi, to mało kto zrozumie. Kiedy doszli do domu, weszli do środka i stanęli przed Jezusem. Wtedy dopiero Jezus zapytał:



"Wierzycie, że mogę to uczynić?". Oni odpowiedzieli Mu: "Tak, Panie". Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: "Według wiary waszej niech się wam stanie". (Mt 9,28)

Ani słowem nie uskarżyli się Jezusowi. Nie lamentowali: „Nie szłyszałeś, jak wołaliśmy za Tobą? Nie obchodzi Cię los człowieka biednego? Czy myślisz, że tak łatwo nam iść za Tobą, jak nic nie widzimy?” Niewidomi ani słowem nie uskarżyli się Jezusowi. Chcieli widzieć i nie żal im było żadnego kroku, który przybliżył ich do światła.

Ci dwaj głośni i uparci ślepcy z dzisiejszej Ewangelii chcą dziś powiedzieć tylko jedno: „jak Ci zależy, to walcz”. Bóg Cię nie zostawił, ani nie odszedł od Twojego życia. Ale może przyszedł taki czas, że to Ty musisz iść za Bogiem nawet jakby to było tak trudne jak chodzenie dla niewidomego.

A teraz przenieśmy się do domu Dioskurosa. Prawie 300 lat później. Dioskuros, poganin, ma przepiękną córkę - Barbarę. Chce ją dobrze wykształcić i wydać za mąż za nie byle kogo. Ale Barbara poznaje, co to jest chrześcijaństwo i zaczyna wierzyć w Boga. A tego ojciec nie może znieść. W cesarstwie rzymskim ściga się takich, co mówią, że Chrystus jest ich Bogiem. Dioskuros zmusza więc córkę, żeby wyparła się wiary, bo sobie życie zmarnuje. Basia się nie załamuje. Ponoć nawet rozbija posągi bogów, które ojciec trzymał w domu. Tata donosi na nią władzom. Zostaje uwięziona. Grozi jej śmierć. Nie zapiera się wiary. Wbrew ojcu, wbrew prawu, wbrew temu, co robi większość - przecież 90% w cesarstwie popiera pogaństwo. Jej mądrą głowę ścięto mieczem w 305 roku naszej ery. Niecałe 10 lat przed rokiem, kiedy cesarz Konstantyn Wielki zobaczy na niebie wielki krzyż z napisem: „W tym znaku zwyciężysz” i kiedy być chrześcijaninem nie będzie już znakiem wstydu.

Dziś, 4 grudnia, św. Barbara nie musi wiele mówić. Wszystko jest jasne. Bądź wierny swojemu Bogu. Nie mów, że większość robi inaczej. Nie mów, że rodzina i przyjaciele myślą inaczej. Nie mów, że cierpisz. Bądź wierny swojemu Bogu. Górnikom i hutnikom, ludziom ciężkiej pracy, Barbarom i Basiom, św. córka Dioskurosa mówi tak:

Życie może być bardzo trudne i wydaje się nieraz, że trzeba wiele stracić. Ale jedno czego nie wolno i naprawdę czego nie opłaca się pozbyć - to jest wiary w Boga. Dom, nawet rodzina, a co dopiero pieniądze są niczym wobec tego bogactwa, jaki ma w sercu ten, kto wie, że bez Boga ani do proga.


Posłuchajmy jeszcze jednego głosu. Dziś pierwszy piątek miesiąca - niech będzie to zatem głos Serca Jezusowego.

Co powie to serce, które widziało jak 185 tys. wojska asyryjskiego chce zniszczyć Jerozolimę i wymordować mężczyzn, kobiety, i dzieci, nawet te proroka Izajasza?

Co powie to Serce, które słyszało za sobą krzyk dwóch niewidomych w drodze do domu, gdzie zostali uzdrowieni?

Co powie to Serce Barbarze, która straciła po ludzku wszystko, tylko dla Niego, tylko dla Serca Jezusowego?



O nieszczęśliwa, wichrami smagana, niepocieszona! (Iz 54,11)

Daleka bądź od trwogi, bo nie masz się czego obawiać, i od przestrachu, bo nie ma on przystępu do ciebie. (Iz 54,14)

Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę.(Iz 54,7) Nie lękaj się, bo jestem z tobą. (Iz 43,5)

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49,15)

Oto wyryłem cię na obu dłoniach. (Iz 49,16)

Jesteś drogi w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję. (Iz 43,4)

Góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie... mówi Pan. (Iz 54,10)

Jeśli to mówi serce Jezusa, to każdy uczciwy człowiek może powiedzieć tylko jedno krótkie zdanie: Jezu, ufam Tobie…



Amen.


1   2


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna