Scenariusz: Justin Zackham



Pobieranie 67.76 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar67.76 Kb.

Tytuł oryginalny: One Chance

Reżyseria: David Frankel

Scenariusz: Justin Zackham
Wykonawcy:

James Corden Paul

Alexandra Roach Julz

Julie Walters Yvonne

Colm Meaney Roland

Mackenzie Crook Braddon

Valeria Bilello Alessandra

Jemima Rooper Hydrangea


Muzyka: Theodore Shapiro

Zdjęcia: Florian Ballhaus

Montaż: Wendy Greene Bricmont

Scenografia: Martin Childs

Kostiumy: Colleen Kelsall

Producenci: Harvey Weinstein, Bob Weinstein, Simon Cowell, Michael Menchel, Kris Thykier, Brad Weston

Produkcja: Dreamworks Pictures, Reliance Entertainment

Czas: 104 min.

Premiera światowa: 25.10.2013 r.

Premiera polska: 21.02.2014 r.

Dystrybucja w Polsce: Forum Film Poland

Dozwolony od lat: 12



O filmie

Film wyreżyserowany przez Davida Frankela, twórcę przeboju „Diabeł ubiera się u Prady”. Nadzwyczajna, inspirująca, a przede wszystkim prawdziwa historia Paula Pottsa, nieśmiałego sprzedawcy, śpiewającego amatorsko arie operowe. Ten wyjątkowo skromny człowiek staje się nagle bohaterem YouTube'a, gdy zostaje wybrany do brytyjskiej edycji programu „Mam talent”. Jego fenomenalny głos zachwyca widzów z całego świata. Paul nie tylko zwycięża w „Britain’s Got Talent”, ale zdobywa serca milionów ludzi.



Budzi się głos

Wieczorem 9 czerwca 2007 r. w Wielkiej Brytanii telewizja emituje pierwszy odcinek nowego reality show „Britain’s Got Talent”. Pewien nierzucający się w oczy mężczyzna śpiewa słynną arię „Nessun Dorma”. Piękne, wzruszające wykonanie zmienia całe jego życie.

Porwany przez emocje zawarte w oszałamiającej arii Giacomo Pucciniego, niepozorny, ze złamanym zębem, wprawia w zachwyt trójkę jurorów, Simona Cowella, Amandę Holden i Piersa Morgana, którzy z niedowierzaniem przyglądają się jego występowi, po którym dwutysięczna widownia w Wales Millenium Centre w Cardiff eksploduje, gotując wykonawcy owację na stojąco. Wielka Brytania zostaje podbita przez Paula Pottsa, który w tym czasie pracuje jako menedżer w mieszczącej się w Port Talbot filii sieci The Carphone Warehouse, sprzedającej telefony. Widzowie śledzą jego drogę do tytułu zwycięzcy pierwszej edycji „Britain’s Got Talent”, a następnie jego niezwykłą karierę. Dzięki swojej sprawności wokalnej, Potts zostaje szybko dostrzeżony poza granicami Zjednoczonego Królestwa, a nagranie w serwisie YouTube z jego niesamowitym występem oglądają miliony internautów na całym świecie.

Mimo wyznania, które czyni przed wejściem na scenę, że brak mu pewności siebie, tylko nieliczni wiedzą, jak heroicznego wysiłku musiał dokonać, by znaleźć się w tym miejscu. Zaledwie kilka osób zdaje sobie sprawę z wielu prób, potknięć i bolesnych upadków, które to poprzedziły. Przede wszystkim tymi wydarzeniami zainteresowali się twórcy filmu. Tak więc jest to opowieść o synu hutnika z południowej Walii, który już w dzieciństwie zakochał się w operze i który mimo sceptycyzmu otoczenia i przeciwności fizycznych, nigdy się nie poddał i ze wszystkich sił próbował spełnić swoje marzenie.



Początki

To było ogromne zaskoczenie dla wszystkich. Wiadomość o tym występie rozchodziła się lotem błyskawicy – od dnia emisji show do programów informacyjnych i do rozmów przy kawie, by stać się fenomenem serwisu YouTube. Niepozorny mężczyzna okazał się absolutną niespodzianką. Eksplodował talentem i zachwycił świat swym potężnym głosem operowym.

Simon Cowell wspominał: – Występ Paula Pottsa był momentem, w którym uwierzyłem, że to show może się udać. Tego dnia byliśmy w Walii i całkiem nieźle nam szło. W pewnym momencie na scenę wszedł ten facet i wcale nie wyglądał dobrze. Był zdenerwowany i miał na sobie śmieszny garnitur. Spojrzałem na Piersa i Amandę, myśląc: O Boże, ten facet będzie śpiewał. Pamiętam, że kiedy zaczął „Nessun Dorma”, rozejrzałem się dookoła. Gdy ma się publiczność za plecami, można wyczuć, że dzieje się coś niezwykłego. Włosy dosłownie zjeżyły mi się na karku. Pomyślałem: To prawdziwa magia! Ten facet rozniesie salę! I pamiętam, że pomyślałem też, iż jeśli w telewizji wypadnie to tak dobrze, jak tutaj, to będzie to wspaniałe show.

Wielu artystów pracujących przy filmie pamiętało oryginalny występ Pottsa w telewizji lub obejrzało go na YouTube.

To było niezwykle wzruszające, szczególnie że zaśpiewał właśnie ten utwór – opowiadał James Corden, który zagrał Pottsa w filmie. – Był tam taki wspaniały moment, który znalazł się też w filmie, kiedy Paul powiedział: Nigdy nie jest mi łatwo całkowicie uwierzyć w siebie. Było to na minutę przed jego wyjściem na scenę i występem, który zmienił całe jego życie.

To był przełomowy moment w historii brytyjskiej reality TV – zauważała Alexandra Roach, która pojawiła się w filmie w roli Julie-Ann Cooper (Julz). – Pamiętam reakcje publiczności, wszyscy z wrażenia stanęli na równe nogi, tak jakby chcieli mu pomóc w wyciągnięciu tej wysokiej nuty na końcu utworu. Na zawsze zapamiętałam ten moment, ale nie zdawałam sobie sprawy, jaki wpływ będzie miał on na moje życie.

Pierwszą osobą, która pomyślała o przeniesieniu na ekran historii Paula Pottsa był Mike Menchel, były agent artystów z agencji CAA, który przerzucił się na produkowanie filmów. Menchel usłyszał o Pottsie, oglądając poranne wiadomości w Los Angeles i, jak wielu innych, rzucił się do komputera, by obejrzeć klip z jego występem (ma już ponad 120 milionów wyświetleń i ta liczba nadal rośnie). – Pomyślałem, że to potencjalnie wspaniała, inspirująca historia o facecie, który, nie zważając na przeciwności losu, nie przestaje podążać za marzeniami, nieważne, jak bardzo ktoś czy coś próbuje go ściągnąć na ziemię – tłumaczył Menchel. – Powiedziałem sobie: To jak „Rocky”, to opowieść o tym, że nie wolno się poddawać, że zawsze trzeba wierzyć w siebie, nawet jeśli nikt inny nie wierzy. Kiedy ten pomysł ukształtował się w jego głowie, postanowił zwrócić się do źródła. Zadzwonił do twórcy programu „Britain’s Got Talent” Simona Cowella i poddał mu pomysł zrobienia filmu na podstawie historii Paula. Menchel był zaskoczony tym, że Cowell natychmiast wyraził zainteresowanie projektem. – Nie znałem Simona, a on po prostu powiedział: Tak, wchodzę w to. Co mogę dla ciebie zrobić? – relacjonował Menchel. – Myślę, że pomogło nawiązanie do filmuRocky”. Simon przedstawił mnie Paulowi i tak to się zaczęło.

Cowell uzupełniał: – Producent Mike Menchel był uparty jak osioł, bardzo chciał, żeby ten film powstał i widać było, że nigdy, ale to nigdy się nie podda. Dotąd nie spotkałem kogoś tak zdeterminowanego. Naprawdę wierzył w tę historię. A kiedy już przeczytałem scenariusz i zobaczyłem, kto jeszcze zaangażował się w produkcję, sam zacząłem coraz bardziej entuzjastycznie do tego podchodzić, bo to opowieść o kimś, kto wydaje się stać na straconej pozycji. To facet, który nie miał szczęśliwego dzieciństwa, był prześladowany, sfrustrowany, zawiedziony i bliski poddania się. Rzucił monetą, by zadecydować, czy wziąć udział w konkursie. Z takich elementów składają się dobre filmy, a tu jeszcze mamy szczęśliwe zakończenie.

Menchel przedstawił projekt w studiu Paramount Pictures, a osobą odpowiedzialną za niego został Brad Weston. Do napisania scenariusza zatrudniono Justina Zackhama („Choć goni nas czas”). Scenarzysta wielokrotnie spotkał się z Pottsem w Walii i w Stanach Zjednoczonych. Kiedy Weston odszedł z Paramountu i został niezależnym producentem, zabrał projekt ze sobą. Wkrótce do zespołu dołączyli dwaj twórcy o uznanych w Hollywood nazwiskach: David Frankel, który podjął się reżyserii filmu, i Harvey Weinstein, który zajął się produkcją.

Frankel w ostatnich latach wyreżyserował kilka komedii obyczajowych, które zyskały dużą popularność, takich jak „Marley i ja”, „Diabeł ubiera się u Prady” czy „Dwoje do poprawki”. Po raz pierwszy dostał scenariusz tej historii w 2008 roku. Od razu mu się spodobała. – Jestem ogromnym fanem Paula Pottsa, odkąd zobaczyłem jego występ na YouTube – wyjaśniał. – Ktoś mi podesłał ten klip i natychmiast się w nim zakochałem. Ściągnąłem sobie jego wykonanieNessun Dorma” i rozesłałem wszystkim znajomym. Zawsze uważałem, że komedia umieszczona w świecie opery byłaby intrygująca, bo to piękna sceneria rzadko przedstawiana w filmach.

Menchel uważał, że zainteresowanie Frankela scenariuszem było punktem zwrotnym, który zwiększył szansę na realizację filmu. – Nie zawsze tak utalentowany filmowiec jak David chce się zaangażować w mały, niekonwencjonalny projekt, taki jak ten – stwierdził Menchel. – A on od razu z pasją podszedł do tej historii. Drugim kluczowym momentem było związanie się ze zdobywcą Oscara Harveyem Weinsteinem. Menchel wspominał: – Zobaczył w tym projekcie to, co my i powiedział, że chce ten film zrobić za wszelką cenę. Od tej chwili praca ruszyła z kopyta.

Weinstein mówił: – Jestem niezwykle szczęśliwy, że zaangażowałem się w ten projekt. To jeden z tych scenariuszy, w których się natychmiast zakochałem. Jestem podekscytowany, widząc, jak David Frankel i James Corden wcielają go w życie.

Frankel, poza odniesieniami do „Rocky’ego”, widział tu także swoistą wersję Kopciuszka, opowieść o sponiewieranym człowieku, który nie ma nic prócz talentu, i który w czarodziejski sposób znajduje pomysł, by pokazać go światu – choć po drodze przytrafiają mu się różne smutne i zabawne sytuacje.

W przebłysku geniuszu Weinstein zaproponował, by zatrudnić do roli Pottsa brytyjskiego aktora, który właśnie zdobywał teatralny świat kreacją w „One Man, Two Govnors” (angielskiej adaptacji „Sługi dwóch panów”) – Jamesa Cordena. Po sukcesie w National Theatre, wyreżyserowana przez sir Nicholasa Hytnera komedia przeniesiona została na londyński West End, a następnie na Broadway, gdzie prezentowana była przez sześć miesięcy w Music Box Theatre, przyprawiając publiczność o zawrót głowy, a z aktorów w ciągu jednego wieczoru czyniąc gwiazdy.



James Corden – wyżej i wyżej

Kiedy Menchel wpadł na Weinsteina podczas festiwalu filmowego Sundance w 2012 roku, trwały poszukiwania aktora, który mógłby się wcielić w rolę Paula Pottsa. Harvey zasugerował, by jego wspólnik obejrzał w londyńskim Adelphi Theatre hit Richarda Beana „One Man, Two Govnors”, który został tam przeniesiony po trzech miesiącach grania w National Theatre. – Po dziesięciu minutach dosłownie zerwałem się z miejsca i powiedziałem: Harvey Weinstein ma absolutną rację! To nasz Potts! – opowiadał Menchel. – Zobaczyłem talent, zauważyłem podobieństwa, ujrzałem w nim nie tylko poczucie humoru, ale i serce do gry. On to miał. Zadzwoniłem do Harveya i powiedziałem: Trafiłeś w dziesiątkę.

Nazwisko Cordena dość wcześnie pojawiło się na liście kandydatów do głównej roli. Ale w początkowej fazie projektu ten wybór był uważany za ryzykowny. Jako gwiazda i współscenarzysta uznanego sitcomu BBC „Gavin and Stacey” oraz jako stały bywalec programów komediowych i gospodarz ceremonii wręczania nagród był on bardzo rozpoznawalny na Wyspach. Nadal jednak uznawano go za lokalną gwiazdę. Dopiero światła Broadwayu zmieniły tę opinię. Sztuka „One Man, Two Govnors”, mająca opinię najciekawszej w Londynie, szybko stała się w Nowym Jorku hitem, na który trudno było zdobyć bilet, a powalająca kreacja Cordena w roli nieszczęsnego bohatera sztuki Francisa Henshalla – fantastyczne połączenie komediowego wyczucia czasu, zapierającej dech w piersiach sprawności fizycznej i charyzmatycznej interakcji z widzami – szturmem zdobyła Nowy Jork wiosną i latem 2012 roku. Na dodatek Corden otrzymał nagrodę Tony dla najlepszego aktora, pozostawiając w pobitym polu takie gwiazdy, jak zmarły niedawno Philip Seymour Hoffman („Śmierć komiwojażera”). Nagroda wywindowała w kosmos akcje Cordena w przemyśle filmowym. I tak jego gwiazda rozbłysła w najlepszym momencie.

Już nie był tylko obiecującym, brytyjskim aktorem, był gwiazdą – zachwycał się Menchel. – Z wielkim hukiem podbił Amerykę i z nieznanego szerzej aktora zmienił się w sławnego artystę. Jest wspaniały i nikt inny nie pasuje do tego filmu. Jest najlepszym aktorem, jakiego mogliśmy znaleźć do głównej roli!

Kiedy tylko wymieniono nazwisko Jamesa, od razu pomyślałem, że nie musimy już nikogo innego szukać – wspominał Cowell. – Jest jednym z najsympatyczniejszych ludzi, jakich spotkałem. Wiedziałem, że James polubi Paula i że będzie chciał go przedstawić w dobrym świetle. Wiedziałem też, że ta rola będzie wyzwaniem dla Jamesa, a on lubi takie wyzwania. Był absolutnie oddany roli i chciał zagrać ją najlepiej, jak to możliwe.

Frankel myślał o zaangażowaniu Cordena do roli Pottsa, jeszcze zanim miał okazję zobaczyć go w akcji. – Nigdy nie oglądałem serialuGavin and Stacey”, ale widziałem urywki z jego występów w różnych programach i potrafił mnie rozbawić do łez – mówił. – Bardzo pasował mi do tej roli fizycznie, miał też odpowiednią charyzmę. Po prostu lubiłem na niego patrzeć. Reżyser wybrał się do Londynu, zobaczyć Cordena w „One Man, Two Govnors”. – Już i tak byłem przekonany do jego osoby, ale w tym spektaklu wypadł naprawdę znakomicie.

Jak się okazało, wiara w Cordena była uzasadniona. Choć Potts jest mniej komediową postacią niż wcześniejsze role Cordena, aktor bardzo się w nią zaangażował od strony głęboko ludzkiej i udało mu się stworzyć kreację pełną serdeczności, wdzięku i wrażliwości. Zdaniem Cordena, jednym z najmocniejszych punktów scenariusza jest fakt, że oszałamiający sukces Pottsa nie jest punktem wyjścia tej historii. Film skupia się na jego wcześniejszym życiu, pokazując przeszkody, które musiał pokonać, począwszy od prześladowań w szkole poprzez liczne hospitalizacje związane z jego fizycznymi dolegliwościami – na przykład po tym, jak potrącił go samochód. Mimo trudnych doświadczeń, nigdy się nie poddał. – To, co mi się najbardziej podobało w tym filmie – wyznawał Corden – to fakt, że mogłem zagrać kogoś niezwykle nieśmiałego, pozbawionego pewności siebie, który ma akurat tyle wiary w siebie, by wstać i zaśpiewać.

Jeśli chodzi o autentycznego Paula Pottsa, to spotkał on wcześniej Jamesa Cordena – kiedy jeszcze nie było mowy o tym, że może on go zagrać w filmie. Było to pod koniec jego pierwszego tournee po Zjednoczonym Królestwie, kiedy wraz z żoną Julz stał w barze hotelowym. Bardzo zdenerwowany Corden wszedł do baru z torbą podróżną i przysiadł się do nich. – Odwrócił się do nas i powiedział: Ktoś się włamał do mojego auta i wszystko, co mi zostało, to brudna bielizna – relacjonował Potts. – Julz wybuchnęła śmiechem, a on na to: Dlaczego się śmiejesz? To prawda! Dla niej to było bardzo zabawne.



Droga na ekran

Frankel od dawna chciał nakręcić film, którego akcja byłaby związana z operą. Ma to swoje źródło w osobistych doświadczeniach amerykańskiego reżysera: jego ojciec uczył się śpiewu operowego, kiedy David był nastolatkiem. – Do dziś ma piękny głos, śpiewa tenorem i zawsze kochał operę – mówił Frankel, który w młodości, dzięki rodzicom, miał szczęście poznać całą klasykę opery. – Niby miałem wiedzę o tym, kto i dlaczego był wielkim kompozytorem, ale nie potrafiłbym opowiedzieć akcjiWesela Figara”. Tego dnia, gdy kręciliśmy scenę związaną zAidą”, przeczytałem fabułę tej opery. Jest tak zagmatwana, że już nic nie pamiętam. Przymierzając się do realizacji filmu, nawet nie podejrzewałem, jak bardzo zakocham się w tych ariach. Muzyka jest piękna, a możliwość dzielenia się nią z widzami to wielka przyjemność.

Bardzo mi się podoba, że ta historia jest jednocześnie słodka i zabawna – dodawał Frankel. – To są dwa przymiotniki, które lubię widzieć w opisach moich filmów. Są tu elementy baśniowe, a przecież to wydarzyło się naprawdę.

Frankel utrzymuje podobny ton w swoich filmach, jednakowo swobodnie czując się, gdy trzeba wpleść w fabułę elementy wywołujące gwałtowny wybuch śmiechu, jak i te delikatnie zabawne oraz te rozpalające emocje. Jego filmy są pełne ciepła. Reżyser nie boi się sentymentalnej nuty. Był właściwym człowiekiem do przedstawienia historii Pottsa. Potrafił także wyciągnąć co najlepsze z talentu Cordena. – Humor w filmach Davida nigdy nie jest okrutny – zauważał producent Kris Thykier. – Można się śmiać z okoliczności, w jakich znalazł się Paul i z niektórych sytuacji, które mu się przytrafiły, ale z niego samego nie śmiejemy się nigdy.

Frankel i Corden pomagali scenarzyście Justinowi Zackhamowi dodać filmowi jak najwięcej finezji. Reżyser komplementował Cordena: – On sam jest znakomitym pisarzem, ma fenomenalne wyczucie dramatu i komedii. Przyznawał, że zasługą Cordena było znalezienie oryginalnego sposobu wprowadzenia rodziny Pottsów do tej opowieści. Aktor oparł się raczej na muzyce niż dialogach. – To było bardzo w stylu Chaplina – zauważył Frankel. – Zabierając słowa, osiągnęliśmy niezwykły efekt narracyjny.

Uwielbiałem pracę z Davidem – podkreślał Corden. – Kiedy go zapytałem, dlaczego chce zrobić ten film, odpowiedział, że zawsze interesowały go ukryte talenty zwykłych ludzi. Podchodził do tej historii bardzo emocjonalnie.

Alexandra Roach była zachwycona atmosferą, jaką Frankel stwarzał na planie. Ale przede wszystkim nie mogła uwierzyć, że będzie mogła pracować z reżyserem jednego z jej ulubionych filmów. – Strasznie płakałam na końcu filmuMarley i ja”. W filmach Davida jest magia, on potrafi zmusić widzów, by czuli dokładnie to, co on chce, żeby poczuli i kiedy tego zechce. To moja pierwsza główna rola w filmie pełnometrażowym i kamień milowy w mojej karierze aktorskiej, a dzięki niemu czułam się na planie zupełnie swobodnie. Cała nerwowość, jaka towarzyszyła mi przed pierwszym klapsem, wyparowała, kiedy poczułam jego wsparcie. Pozwolił mi rozwinąć skrzydła.

Frankel podzielił się też ze swoją główną aktorką ważną informacją, że to sama Meryl Streep, która dzieliła z Roach rolę Żelaznej Damy, przypieczętowała jej wybór do tej roli. – Kiedy David realizował zdjęcia próbne z moim udziałem, dostał podobno od Meryl esemesa z wiadomością: Zatrudnij ją! – zdradzała walijska aktorka. – To cudowne. Chciałabym móc wydrukować tę wiadomość i wytapetować nią sobie ściany w pokoju.



Dreszcze emocji i łzy publiczności

Na początku listopada 2012 roku Corden stanął na scenie Churchill Theatre w Bromley, na przedmieściach Londynu. Śpiewał arię „Nessun Dorma” na scenie, która wyglądała jak scenografia do „Britian’s Got Talent”. Dublerzy jurorów Simona Cowella, Amandy Holden i Piersa Morgana, również wyglądali przekonująco. Ale najbardziej przekonujący był sam Corden (ubrany w lekko podniszczony garnitur), który nerwowo poruszał się po scenie, przedstawiając wzruszającą interpretację arii Giacomo Pucciniego. Udało mu się wywołać dreszcze emocji i łzy w oczach publiczności, dokładnie tak, jak dokonał tego Potts podczas oryginalnego przesłuchania.

Kiedy głos Pottsa rozbrzmiewał z głośników, Corden śpiewał równocześnie, by rytm jego oddechów zgadzał się z rytmem prawdziwego śpiewaka. Aktor, dokładnie tak jak Potts w 2007 roku, wycisnął z utworu każdy gram emocji, a kiedy skończył, jego skromna postawa kontrastowała z entuzjastyczną reakcją publiczności. Ta scena ma w sobie niezwykłą moc, więc cała ekipa filmu wiedziała, że wszystko musi być zrobione perfekcyjnie, by widzowie w kinie mieli podobne uczucie uniesienia i zachwytu, jak ci, którzy byli świadkami przesłuchania w Cardiff. Na szczęście Corden był w stanie tak samo doskonale zagrać w każdym kolejnym ujęciu, kiedy Frankel zmieniał kąt ustawienia kamery.

To był cudowny dzień – wspominał Corden. – Bardzo mi się podobało to, co robiłem. Wyszliśmy stamtąd z poczuciem, że nasz film będzie miał dobre zakończenie.

Choć w filmie dominują nuty w stylu „Rocky’ego” – bo w sumie to opowieść o facecie w średnim wieku, który przestał już podążać za marzeniami – to David Frankel nadal widział w nim swoistą wersję „Kopciuszka”, z męskim protagonistą, gdzie czyjeś wypełnione codzienną harówką życie zmienia się w ciągu jednej nocy. – To, jak niespodziewanie pojawia się sława, budzi dreszczyk emocji – wyznawał reżyser. – Najbardziej niezwykłe w oglądaniu klipu na YouTube nie było piękno tego wykonania, ale świadomość, że w tym momencie, w ciągu tych dwóch minut, zmieniło się czyjeś życie. Masz wtedy uczucie podobne do tego, kiedy widzisz kogoś skaczącego z samolotu bez spadochronu: jak on to zrobił?

Frankel pozwolił swoim aktorom na improwizację, cieszył się, że nie traktowali scenariusza jak relikwii. To był bardzo mądry krok, zważywszy że pracował z takimi talentami komediowymi, jak Corden, Julie Walters czy Mackenzie Crook. Główny gwiazdor filmu nie chciał osiągnąć efektu kopii doskonałej. – Nie grałem J. Edgara Hoovera czy Idi Amina – zaznaczał Corden, który ciężko pracował, by włączyć do swojej gry kilka elementów charakterystycznych dla Pottsa, jak jego delikatny bristolski akcent, czy maniera fizyczna charakterystyczna dla kogoś, kto nie zawsze dobrze się czuje w swojej skórze. Aktor nosił także podczas zdjęć protezę dentystyczną imitującą nierówne zęby Pottsa (zanim ten je sobie wyprostował). – Moim zadaniem było jak najwierniejsze oddanie prawdy o nim – wyjaśniał Corden. – Było mi o tyle łatwiej, że postać, którą widzimy w filmie, to nie jest Paul Potts, jakim go teraz znamy. To ktoś, kim był, zanim dotarł do obecnego momentu w życiu. Dzięki temu miałem poczucie wolności interpretacji.

Są w filmie chwile, gdy fabuła różni się od rzeczywistości. Prawdziwy Paul Potts życzliwe podszedł do tych zmian. – Najważniejsze było przesłanie i myślę, że jest ono tutaj wyraźne: facet, który przez kontuzje i choroby ma problemy finansowe, poddaje się i zapomina o swoich marzeniach, a potem rzuca monetą i robi coś, co zmienia jego życie – wyznawał artysta. – Cieszę się, że moje życie zostało pokazane jako komedia, bo nikt nie wytrzymałby w kinie dziewięćdziesięciominutowej łzawej historii. Ludzie chodzą do kina, by uciec od rzeczywistości.

Potts i jego żona odwiedzili plan zdjęciowy w Port Talbot w dniu, w którym kręcono scenę ich ślubu i wesela. – To było dziwne – śmiał się Potts. – Zostałem usadzony koło Davida Frankela, a Julz usiadła z drugiej strony. I jeden z asystentów reżysera powiedział: Popatrz, to nadal wzbudza w niej emocje. Ona płacze. A ja odpowiedziałem: To nie są łzy wzruszenia, ona się śmieje, bo ta scena wydaje się jej taka surrealistyczna.

Że też ze wszystkich możliwych dni wybrali właśnie ten, żeby zjawić się na planie – żartowała Roach, która grała Julz. – Aż dziwnie się poczułam. Miałam na sobie suknię ślubną i tak ubrana spotkałam Julz. Kiedy jednak pogadałam z obojgiem, odkryłam, że są przeuroczą parą. Widać, że bardzo się kochają i mam nadzieję, że udało nam się to uchwycić w filmie.

Przesłuchania na Skype

Frankelowi i producentom udało się zgromadzić wokół Cordena znakomitą grupę znanych brytyjskich aktorów, z których każdy wniósł swoją komiczną i dramatyczną osobowość do granych przez siebie postaci: Julie Walters i Colm Meaney jako rodzice Paula; Mackenzie Crook jako szalony kumpel i szef Pottsa w The Carphone Warehouse. W roli Julz, dziewczyny z internetowej randki w ciemno, która zdobyła serce Paula i została jego żoną, filmowcy obsadzili Alexandrę Roach, młodą aktorkę, która zrobiła znakomite wrażenie swoim występem w roli młodej Margaret Thatcher w „Żelaznej damie”.

Pierwsze przesłuchanie z Davidem miałam przez Skype – wspominała Roach. – On był wtedy w Miami, a ja w moim obskurnym mieszkaniu w północnym Londynie... Och, jak wytwornie! Dobrze się rozumieliśmy, więc potem spotkałam się z Harveyem Weinsteinem. Powiedział, że chciałby, abym poleciała do Nowego Jorku i spotkała się z Jamesem, co zabrzmiało dla mnie bombowo, ale miałam wątpliwości, czy do tego dojdzie. Ale już następnego dnia byłam w samolocie do Nowego Jorku i poznałam Jamesa. Kiedy wróciłam do Anglii, dowiedziałam się, że dostałam tę rolę.

Dla Roach występ Pottsa w „Britain’s Got Talent” ma szczególne osobiste konotacje. Aktorka była wtedy przez kilka tygodni hospitalizowana i oglądała większość odcinków w towarzystwie innych pacjentek. – Byłam na oddziale w walijskim szpitalu z pięcioma innymi kobietami i wspólnie gromadziłyśmy się przed telewizorem, żeby oglądać program. Bardzo nas to zbliżyło i mam nadzieję, że film będzie miał podobne oddziaływanie.

Grający kumpla Pottsa Mackenzie Crook wniósł do filmu swój „unikatowy rodzaj geniuszu komediowego”, jak to określiła Roach. Braddon jest szefem Pottsa w The Carphone Warehouse, ale równocześnie też jego kumplem od kieliszka oraz powiernikiem. Jest zakręcony na punkcie gier fantasy RPG w stylu Dungeons & Dragons i swojej dziewczyny Hydrengei, widzi się w roli komika scenicznego, choć większość jego żartów kończy się katastrofalnie. – Wprowadza do filmu element komiczny, jest dość groteskową postacią, ale ma pozytywne spojrzenie na świat i jest prawdziwym przyjacielem Paula – wyznawał Crook, którego rola została wymyślona specjalnie na potrzeby filmu. – Pragnie, by Paul odniósł sukces i mocno go wspiera w jego staraniach. Kiedy Paul jest na dnie, Braddon rzuca mu koło ratunkowe i pomaga mu się odbić.

Mimo, że Corden i Crook znają się bardzo dobrze, nie mieli jeszcze okazji razem pracować. – Przyjaźnimy się od wielu lat i wreszcie mogliśmy zagrać w kilku niezłych komediowych scenkach – nie krył zadowolenia Crook. – James zawsze żartował, że któregoś dnia pojawimy się razem w biografii Flipa i Flapa. Ma znakomite wyczucie czasu, zarówno dramatyczne, jak i komiczne. Bardzo łatwo pracuje się z aktorem, który doskonale wie, co robi. A David dał nam jeszcze pewną dozę swobody przy odgrywaniu naszych kwestii. To była prawdziwa przyjemność.

Crook przyznawał, że początkowo był sceptyczny. – Nigdy nie kręciły mnie telewizyjne reality show, ale teraz mój sceptycyzm całkowicie zniknął. To wspaniały scenariusz i ludzie, którzy nie śledzą tego typu programów nie powinni się zniechęcać. To absolutnie uniwersalna historia.

Pojawiająca się w roli matki wspierającej syna Julie Walters była szczęśliwa, że mogła dołączyć do obsady filmu. – To nie jest duża rola, ale za to większość najlepszych tekstów należy właśnie do mnie – mówiła aktorka. – Jeśli do tego dołożymy Davida w roli cichego, łagodnego reżysera, wspaniały scenariusz i cudownego Jamesa Cordena oraz historię, którą każdy pokocha, to wszystko musi się udać i stać się wspaniałym przeżyciem. Podobnie jak jej ekranowy syn, Walters zaadaptowała na potrzeby roli bristolski akcent, zamiast walijskiego. Ma to związek z faktem, że Pottsowie spędzili większość młodości w mieście Gloucestershire, a do Walii przeprowadzili się w późniejszym okresie życia Paula. Kiedy Potts pojawił się na planie filmu, powiedział Julii, że bardzo przypomina mu jego matkę. – Odpowiedziałam wtedy: Och, tylko tak mówisz! – wspominała. – Nie, naprawdę ją przypominasz, od razu, kiedy tylko usłyszałem, że masz ją zagrać, wiedziałem, że będziesz doskonała. To było takie miłe.

W filmie matka Pottsa uwielbia swojego syna i dzieli z nim miłość do muzyki i do opery, na przekór życzeniom jego sceptycznie nastawionego ojca Rolanda, który, sam będąc hutnikiem, wolałby, żeby jego syn również wybrał tę ścieżkę kariery. – Kiedy mój agent pierwszy raz w rozmowie ze mną wspomniał o tym filmie, popełniłem omyłkę, która pewnie zdarzyła się nie tylko mnie – wspominał Meaney, który zagrał Rolanda. – Kiedy powiedział: Paul Potts, zapytałem, czy chodzi o kambodżańskiego dyktatora. Mieszkam w LA i w Hiszpanii i nie znam programów brytyjskiej telewizji. Kiedy zacząłem czytać scenariusz, nie spodziewałem się takiej dawki humoru. Ten film jest też bardzo wzruszający.

Meaney od razu zauważył, że relacja między Paulem i jego ojcem jest bardzo wyraźnie zarysowana. Zrozumiał, dlaczego ten twardy walijski robotnik tak brutalnie krytykuje ambicje wokalne syna. – Myślę, że to, co robi Roland, jest dość powszechne wśród ludzi w jego klasie społecznej. Pragną, żeby ich dzieci odniosły sukces, ale nie chcą, żeby się zbytnio wyróżniały – wyjaśniał. – Wiem z własnego doświadczenia, że jak ktoś chce robić coś tak dziwacznego, jak bycie śpiewakiem operowym, może spowodować podobne reakcje w swoim środowisku. Ojcowie woleliby czegoś takiego uniknąć, bo wiedzą, że może to uczynić życie ich dzieci bardzo trudnym. I tak właśnie widziałem tę ich relację, bo nie sądzę, żeby Roland miał jakieś uprzedzenia w stosunku do tego, co Paul chce osiągnąć. Jego zachowanie wynika z troski o syna, o to, żeby za bardzo nie cierpiał, aczkolwiek chyba towarzyszy mu zbyt małe wyczucie.



Z Wenecji do Port Talbot

Zdjęcia rozpoczęły się w przepięknej, pociętej kanałami Wenecji od scen, w których Potts uczy się rzemiosła, bierze udział w mistrzowskiej lekcji u wielkiego włoskiego tenora Luciano Pavarottiego i ma szansę zaśpiewania przed samym mistrzem. Niestety w tym momencie nerwy biorą nad nim górę i traci szansę zaimponowania Pavarottiemu. W filmie jest to ogromny cios dla jego pewności siebie i jego marzeń o zostaniu zawodowym śpiewakiem operowym.

Wenecja zawsze była niewygodnym miastem dla filmowców. I nie chodzi tylko o to, że jest otoczona wodą, pocięta kanałami i można się po niej poruszać głównie na łodziach, lecz o fakt, że nawet poza sezonem jest pełna turystów i sprawia wiele logistycznych i finansowych trudności. Ale zdaniem twórców filmu nie było alternatywy. Zaplanowali tygodniową sesję zdjęciową na samym początku produkcji, starając się tak dobrać termin, by trafić na przyzwoitą pogodę (i zaledwie o kilka dni udało im się ominąć największą powódź w historii miasta).

Słyszeliśmy dramatyczne historie o tym, jak nieprzewidywalna dla filmowców potrafi być Wenecja – wyznawał Thykier. – Byliśmy bardzo niespokojni, ale kiedy już tam przyjechaliśmy, okazało się, że jest wspaniale. To była prawdziwa przyjemność. Jest w tym filmie uroczy ton nawiązujący do najlepszych brytyjskich komedii, począwszy od tych kręconych w Ealing Studios. Ale rozmach i skala tego filmu są iście amerykańskie.

To był najbardziej istotny rozdział filmu – pokazać kontrasty, jakie występują w życiu Paula – dodawał Frankel. – Kiedy spacerujesz po mieście, które ma 700 lat, płyniesz kanałami i kręcisz sceny nauki śpiewu operowego w szkole, w której studiuje się nauki związane z operą od setek lat, musi się to przełożyć na klimat filmu.

Wenecja stanowiła efektowny, olśniewający kontrast do innego ważnego pleneru filmowego – walijskiej konglomeracji Swansea i Port Talbot, szarych przemysłowych przedmieść, gdzie Paul zamieszkał z Julz i gdzie mieścił się sklep sieci The Carphone Warehouse. Walia prezentuje inny rodzaj monumentalności niż Wenecja. Ogromne sylwetki hut, które dominują nad Port Talbot i opadające zielone zbocza gór, które stykają się z miastem, niewątpliwie wyglądają majestatycznie.

Frankel zdecydował się na zdjęcia na tej samej ulicy, na której mieszkał Potts, w cieniu huty, która zasłaniała mu horyzont przez wiele lat. – Mieliśmy szansę opowiedzieć tę historię najbardziej autentycznie, jak to możliwe i to było wspaniałe – mówił reżyser. Ekipa pracowała w Walii przez dwa tygodnie, ale niebo nad miastem nie było aż tak szare i mroczne, jak Frankel miał nadzieję, że będzie. – Kiedy pierwszy raz tam przyjechałem, pogoda była tak zła, a mgła tak gęsta, że nie widać było ani huty, ani wzgórz – wspominał. – Ale podczas zdjęć pogoda była inna. Pierwszego dnia było tak piękne, błękitne niebo, że można by pomyśleć, iż jesteśmy w St. Tropez.

Dla Roach zdjęcia w Port Talbot były powrotem do rodzinnych okolic. To tylko 15 minut drogi od miejsca, gdzie się urodziła i gdzie nadal mieszkają jej rodzice. – Cudownie było znaleźć się tak blisko domu. Znam tę okolicę tak dobrze, że zabrałam Jamesa do lokalnego pubu – opowiadała. – Został oblężony. Dla wielu Walijczyków spotkanie Jamesa było ogromnym wydarzeniem, bo wydaje nam się, że serialGavin and Stacey” opowiada o nas.



Muzyka i słowa

Moja miłość do opery wywodzi się z zachwytu nad muzyką klasyczną – deklarował Potts. – Jako dziecko słuchałem Brahmsa, Czajkowskiego, Dvoraka, aż wpadłem na nagranie José Carrerasa śpiewającegoChe Gelida Manina” zCyganerii”. Byłem pod wrażeniem muzyki i pasji, z jaką śpiewał. Swoją miłość do śpiewania Paul rozwijał w chórach – szkolnym i kościelnym. Odkrył, że jego głos jest dla niego pociechą w trudnych momentach życiowych. Później zaczął śpiewać w amatorskich produkcjach operowych w Bath, gdzie zagrał główne role w „Don Giovannim” Mozarta i „Don Carlosie” oraz „Aidzie” Verdiego. Lekarze ostrzegali go, żeby nie śpiewał w „Aidzie” po tym, jak wykryli u niego guz nadnercza. Potts był wówczas w szpitalu z powodu pękniętego wyrostka. Śpiewania nie dał sobie wyperswadować. Po operacji usunięcia guza wystąpił w operze „Manon Lescaut” Pucciniego w Londynie (Southgate Opera Company). Jednak potem znów trafił do szpitala, ze złamanym obojczykiem i uszkodzonym kręgiem szyjnym, które to kontuzje były efektem wypadku rowerowego w 2003 roku.

Ten nieszczęśliwy wypadek i problemy finansowe zainspirowały go do wzięcia udziału w „Britain’s Got Talent”, mimo że od lat już nie śpiewał. Potts trafił na stronę z aplikacją, surfując po internecie, gdy pisał raport dla swojego regionalnego szefa w The Carphone Warehouse. – Googlowałem różne rzeczy i nagle wyskoczyło mi okienko. Chciałem je zamknąć, ale zamiast tego niechcący je powiększyłem na cały ekran. Okazało się, że była to reklama przesłuchań doBritain’s Got Talent” – wspominał. – Wypełniłem formularz i wtedy zobaczyłem moje odbicie w ekranie laptopa i pomyślałem: Nikt na ciebie nie zagłosuje. Jesteś gruby, za stary i śpiewasz zły rodzaj muzyki. Ale postanowiłem rzucić dziesięciopensówką. Jeśli wypadnie orzeł, wcisnę wyślij, jeśli reszka – anuluj.

Wszyscy wiedzą, co wypadło. Wyjście na scenę było dla Paula czymś przerażającym, ale wybór pieśni był bardzo mądry. „Nessun Dorma” to prawdopodobnie najbardziej znana na świecie aria, pochodząca z opery Pucciniego „Turandot”. Entuzjastyczna reakcja widowni i rozpromienieni z zachwytu i zaskoczenia jurorzy – to musiał być najwspanialszy moment w życiu Pottsa. Czy rzeczywiście? – Było mi bardzo miło, że udało się wywołać taką reakcję, ale obawiałem się, że jeszcze mogę mieć pod górkę, bo Simon się nie odezwał, a spodziewałem się, że może powiedzieć, iż wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że zawaliłem tę nutę, na którą wszyscy czekali...

Choć w filmie większość utworów słyszymy w wykonaniu Paula, nie znaczy to, że James Corden nie podszedł do tego poważnie, zwłaszcza że w niektórych scenach musiał śpiewać na żywo. Zastanawiano się nawet, czy nie wykorzystać głosu Cordena w filmie; aktor chętnie by się zmierzył z tym wyzwaniem. Udało mu się wcisnąć lekcje śpiewu między osiem spektakli, które w każdym tygodniu grał na Broadwayu. – Ale jest duża różnica między umiejętnością śpiewania, a śpiewem operowym – przyznał. – Widzowie musieli uwierzyć, że ten facet jest rzeczywiście dobry. Nie było sensu tego robić, chyba że potrafiłbym zaśpiewać tę nutę wNessun Dorma” naprawdę dobrze. Myślę, że ostatecznie dokonaliśmy dobrego wyboru.

W scenach, w których Corden musiał śpiewać arie, aktor sam wykonywał utwory na żywo, a jego instruktorka śpiewu operowego Kylie Watts stała za kamerą i dyrygowała nim, by oddychał w odpowiednim momencie arii. – To bardzo ważne, ponieważ ludzie potrafią zauważyć, kiedy ktoś tylko rusza ustami na ekranie – stwierdziła Watts, która dołączyła do zespołu tuż przed wyjazdem do Wenecji, gdzie pomagała Cordenowi przy włoskojęzycznym repertuarze arii operowych. – Jeśli nie mówisz po włosku, to na początku bardzo trudno jest się wczuć w arię – wyjaśniała.

Kylie musiała mi czasem przypominać, o czym śpiewam – mówił Corden. – Czy ludzie mi uwierzą? Mam nadzieję. Watts, zawodowa śpiewaczka operowa, jest przyjaciółką Pottsa (poznali się na kursie wokalnym w Rimini), pojawia się także w filmowej rekonstrukcji wykonania „Aidy” w Bath Opera. Była pod wrażeniem wrodzonej muzykalności Cordena i tego, w jaki sposób wcielił się w rolę jej przyjaciela. – To, co James zrobił tego ranka, było wspaniałe – entuzjazmowała się, odnosząc się do sceny przesłuchania do „Britain’s Got Talent” w Bromley. – Pierwsze ujęcie wzruszyło mnie do łez. To było mistrzowskie wykonanie.

Historia Pottsa poruszyła miliony ludzi, wielu z nich nigdy nie myślało o wybraniu się do opery lub na koncert muzyki klasycznej. To opowieść o pokonywaniu przeciwności. Po wygraniu pierwszej edycji „Britain’s Got Talent” Potts miał okazję wystąpić przed królową Elżbietą II podczas dorocznego Royal Variety Performance. Zaśpiewał w operze w Sydney i stał się najlepiej sprzedającym się śpiewakiem operowym 2008 roku. Jego trzy albumy rozeszły się w milionach egzemplarzy. Pierwszy, „One Chance”, trafił na szczyty list sprzedaży w dziewięciu krajach. Potts dał prawie 500 koncertów, od Niemiec i Danii, po Tajwan i Koreę Południową, gdzie wystąpił na stadionie dla 25 tysięcy widzów.

Nigdy się nie poddawajcie. Jeśli macie jakieś marzenie, trwajcie przy nim i podążajcie za nim. Wierzcie, że marzenia się spełniają, wierzcie w siebie. Nasz film ma uniwersalne przesłanie – podsumowywał Menchel. – Pokazuje, że nawet najbardziej niepozorny człowiek może być zwycięzcą.

O obsadzie:

James Corden (Paul Potts)

Laureat nagrody Tony za rolę w sztuce „One Man, Two Govnors”, będącej brytyjską adaptacją słynnej sztuki Carlo Goldoniego „Sługa dwóch panów”, utrzymanej w stylu commedia dell’arte. Wcześniej można było go zobaczyć w takich filmach, jak „Wszystko albo nic” Mike’a Leigh, „Męska historia” (w której powtórzył swoją rolę z przedstawienia granego na West Endzie), „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi”, „Trzej muszkieterowie” (2011). Jest współtwórcą i współscenarzystą wielokrotnie nagradzanego serialu komediowego BBC „Gavin and Stacey”. Czterokrotnie był gospodarzem ceremonii wręczenia BRIT Awards, a obecnie jest gospodarzem niezwykle popularnego teleturnieju sportowego „A League Of Their Own” emitowanego na Sky 1.



Alexandra Roach (Julz)

W 2010 ukończyła Royal Academy of Dramatic Art. Niedługo później została obsadzona obok Meryl Streep w roli Margaret Thatcher w „Żelaznej damie”. Następnie zagrała w „Annie Kareninie” (reż. Joe Wright). Brała udział również w popularnych serialach telewizyjnych, takich jak „Utopia” i „Hunderby”.



Mackenzie Crook (Braddon)

Kinomani kojarzą go przede wszystkim jako Ragetti’ego z serii „Piraci z Karaibów”. Ale ogromną popularność zyskał już wcześniej, dzięki kultowemu serialowi Ricky’ego Gervaise’a „The Office”. Wystąpił również w „Grze o tron”.



Julie Walters (Yvonne Potts)

Jedna z najbardziej znanych i szanowanych aktorek brytyjskich. Dwukrotnie nominowana do Oscara za role w filmach „Billy Elliot” i „Edukacja Rity”, pojawiła się też w takich przebojach kinowych, jak „Dziewczyny z kalendarza”, „Mamma Mia!” oraz seria „Harry Potter”.



Colm Meaney (Roland Potts)

Znany i kochany dzięki roli Milesa O’Briena w serialach telewizyjnych „Star Trek: Następne pokolenie” i „Star Trek: Stacja kosmiczna”. Był w 1993 roku nominowany do Złotego Globu za rolę w komedii Stephena Frearsa „The Snapper”. Spośród jego innych ról filmowych warto wymienić te w filmach: „Con Air: Lot skazanców”, „Liberator” i „The Commitments”.



O twórcach filmu

David Frankel (reżyser)

Zdobył Oscara za krótkometrażowy film „Dear Diary” oraz nagrodę Emmy za reżyserię „Kompanii Braci”. Ma w swoim dorobku sześć filmów pełnometrażowych, z których najbardziej znane to „Diabeł ubiera się u Prady”, „Marley i ja” oraz „Dwoje do poprawki”. Wyreżyserował też pojedyncze odcinki „Ekipy” (pilot), „Seksu w wielkim mieście” i „From the Earth to the Moon”.



Justin Zackham (scenarzysta)

Autor zwrotu, który wszedł do języka angielskiego: „the bucket list”, oznaczającego listę rzeczy, które człowiek chce zrobić, zanim umrze (od angielskiego „kick the bucket”). Jest to jednocześnie angielski tytuł najbardziej znanego filmu nakręconego na podstawie scenariusza Zackhama „Choć goni nas czas”. Niedawno mogliśmy oglądać w kinach inny film napisany przez tego autora – „Wielkie wesele”.



Harvey Weinstein (producent)

W 2005 roku, wraz z bratem Bobem, otworzył firmę producencką The Weinstein Company. To ich druga firma. Pierwszą był Miramax, nazwany tak na cześć ich rodziców Miriam i Maxa. Filmy produkowane w tych firmach (w czasie, kiedy w nich pracowali) do tej pory otrzymały 321 nominacji do Oscara i zdobyły 78 statuetek! W tym roku nominowane są następujące tytuły: „Kamerdyner”, „Tajemnica Filomeny”, „Sierpień w hrabstwie Osage” oraz dokument „Mandela: Long Walk to Freedom”.





Pobieranie 67.76 Kb.





©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna