Spis Treści



Pobieranie 1.12 Mb.
Strona19/60
Data28.04.2016
Rozmiar1.12 Mb.
1   ...   15   16   17   18   19   20   21   22   ...   60

Piosenka z Krempnej

Pamiętam tylko tabun chmur się rozwinął C G a e

I cichy wiatr wiejący ku połoninom. F C G C G

Jak kamień plecak twardy pod moją głową C G a e

I czyjaś postać, co okazał się tobą. F C G C G
Idę dołem, a ty górą, C G

Jestem słońcem – ty wichurą, a e

Ogniem ja – wodą ty, F C

Śmiechem ja – ty ronisz łzy. G C G

Idę dołem, a ty górą, C G

Jestem słońcem. a e

Ogniem ja – wodą ty, F C

Śmiechem ja – ty ronisz łzy. G C G


Ty byłaś jak słońce w tę zimną noc,

Jak głuche szczęście, co zesłał mi los.

Lecz nie na długo było cieszyć się nam,

Te kłótnie bez sensu, skąd ja to wszystko znam?


I tłumaczyłem jej jak naprawdę jest,

Że znam swój świat i imię swoich gwiazd.

Moje gwiazdy z daleka lśnią,

Śmiechem i łzami wita mnie bukowy dom.


I czas zakończyć rozważania te,

Przy wodospadzie, tam gdzie słychać śpiew.

W źródlanej wodzie zanurzyć dłoń,

Żegnam was, odchodzę dzisiaj stąd.



Kraina łagodności




Zamiast

Ty Panie tyle czasu masz a E


Mieszkanie w chmurach i błękicie d E a E
A ja na głowie mnóstwo spraw a E
I na to wszystko jedno życie F E
A skoro wszystko lepiej wiesz a E
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka d E a E
To powiedz, czemu tak to jest, a E
Że czasem tylko siąść i płakać d E a G

Ja się nie skarżę na swój los C d


Potulna jestem jak baranek G C
I tylko mam nadzieje, że C d
Że chyba wiesz, F
Co robisz Panie E

Ile mam grzechów, któż to wie


A do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak
Nie jesteś przecież drobiazgowy
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.

Nie chcę się skarżyć na swój los


Nie proszę więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieje, że
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

To życie minie jak zły sen


Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę, westchnę cóż
To wszystko było chyba zamiast

Lecz póki co, w zamęcie trwam


Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.
Dziś czuje się jak mrówka, gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko
Nie chcę się skarżyć na swój los
Choć wiem jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam Ci
Zamiast pacierza na dobranoc

Zamieszkamy pod wspólnym dachem

Zamieszkamy pod wspólnym dachem, A D E fis


Przed obcymi zamkniemy drzwi, E H7 E
Posadzimy przed domem kwiaty, A D E fis
Których nocą nie zerwie nikt. E H7 E
 
Nazbieramy suchego drzewa,
Żeby zimą nie było źle
Parę jabłek i trochę chleba
Co nam starcza na cały rok

Przeczekamy każdy los, fis D


Kaprys zły, A
Żeby potem żyć, h
Normalnie żyć. E7

Zamieszkacie pod wspólnym dachem,


Przed obcymi zamkniecie drzwi,
I posadzicie przed domem kwiaty,
Których nocą nie zerwie nikt.
Przygotujecie suchego drzewa,
Żeby zimą nie było źle,
Parę jabłek i trochę chleba,
Co wam starcza na cały wiek.

Staruszek

Raz staruszek maszerując dróżką e A7 e


Ujrzał listek przywiędły i blady. e A7 H7
I pomyślał: znowu idzie jesień, e A7 e A7
Jesień idzie - nie ma na to rady. C H7 e
I podreptał do domu po dróżce C D G e
I powiedział stanąwszy przed chatą C D G e
Swojej żonie - tak samo staruszce, C D G e
Jesień idzie - nie ma rady na to. C H7 e

A staruszka zmartwiła się szczerze,


Zamachała rękoma obiema:
Musisz zacząć chodzić w pulowerze,
Jesień idzie rady na to nie ma.
Może zrobić się zimno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień.
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
Nie ma rady - jesień, jesień idzie.

A był sierpień, pogoda prześliczna,


Wszystko w złocie trwało i w zieleni.
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.
Ale cóż, oni żyli najdłużej,
Mieli swoje staruszkowe zasady,
I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie - nie ma na to rady.

Zbroja

Dałeś mi Panie zbroję, e D e


Dawny kuł płatnerz ją. e D e
W wielu pogięta bojach, e D e
Wielu ochrzczona krwią. e D e
W wykutej dla giganta G e
Potykam się co krok, A H
Bo jak sumienia szantaż G Fis F e
Uciska lewy bok. e D e

Lecz choć zaginął hełm i miecz, D G D


Dla ciała żadna w niej ostoja. a e
To przecież w końcu ważna rzecz: a H7 e a
Zbroja! e H7 e

Magicznych na niej rytów


Dziś nie odczyta nikt.
Ale wykuta z mitów
I wieczna jest jak mit.
Do ciała mi przywarła,
Przeszkadza żyć i spać.
A tłum się cieszy z karła,
Co chce giganta grać

A taka w niej powaga,


Dawno zaschniętej krwi.
Że czuję jak wymaga
I każe rosnąć mi.
Być może nadaremnie,
Lecz stanę w niej za stu...
Zdejmij ją Panie ze mnie,
Jeśli umrę podczas snu.

Wrzasnęli hasło wojna,


Zbudzili hufce hord.
Zgwałcona noc spokojna
Ogląda pierwszy mord.
Goreją świeże rany,
Hańbiona płonie twarz,
Lecz nam do obrony dany
Pamięci pancerz nasz.

Więc choć za ciosem pada cios


I wróg posiłki śle w konwojach,
Nas przed upadkiem chroni wciąż
Zbroja!

Wywlekli pudła z blachy,


Natkali kul do luf.
Straszą sami w strachu,
Strzelają do ciał i słów.
Zabrońcie żyć wystrzałem,
Niech zatryumfuje gwałt.
Nad każdym wzejdzie ciałem
Pamięci żywej kształt.

Choć słońce skrył bojowy gaz


I żołdak pławi się w rozbojach,
Wciąż przed upadkiem chroni nas,
Zbroja!

Wytresowali świnie,


Kupili sobie psy.
I w pustych słów świątyni
Stawiają ołtarz krwi.
Zawodzi przed bałwanem
Półślepy kapłan-łgarz.
I każdym nowym zdaniem
Hartuje pancerz nasz.

Choć krwią zachłysnął się nasz czas,


Choć myśli toną w paranojach,
Nas przed upadkiem chroni wciąż
Zbroja!



Pobieranie 1.12 Mb.

1   ...   15   16   17   18   19   20   21   22   ...   60




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna